WIOSNA REWOLUCJI. Walka o nowy świat 1848-1849 - Christopher Clark

Kup ebooka

85.00 zł
69.70 zł (63,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Ilustracje

Wstęp

Rozdział 1

Kwestie społeczne

Polityka opisu

Przypisy

O Wydawnictwie

Wstęp

Rewolucje 1848 roku były wyjątkowe - przynajmniej w historii Europy - dzięki swoistemu połączeniu intensywności i rozległości geograficznej. Ani Wielka Rewolucja Francuska w 1789 roku, ani rewolucja lipcowa w 1830, Komuna Paryska w 1870 czy rewolucje rosyjskie z lat 1905 i 1917 nie stały się zarzewiem porównywalnej transkontynentalnej kaskady wydarzeń. Rok 1989 wydaje się właściwszym porównaniem, ale nadal trwają dyskusje co do tego, czy zrywy te można określić jako "rewolucje". Z kolei w 1848 roku równoległe zamieszki polityczne wybuchały na całym kontynencie, od Szwajcarii i Portugalii po Mołdawię i Wołoszczyznę, od Norwegii, Danii i Szwecji po Palermo i Wyspy Jońskie. Była to jedyna prawdziwie europejska rewolucja, jaka kiedykolwiek się rozpętała.

Jednak pod pewnymi względami był to także przewrót globalny, a przynajmniej europejski przewrót o globalnym wymiarze. Wieści o rewolucji w Paryżu miały ogromny wpływ na Antyle Francuskie, a działania podjęte w Londynie w celu powstrzymania rewolucji na terytorium brytyjskim uruchomiły protesty i powstania na peryferiach imperium. Również w młodych państwach Ameryki Łacińskiej rewolucje europejskie pobudziły do życia zarówno elity liberalne, jak i radykalne. Nawet w odległej Australii francuska rewolucja lutowa 1848 roku spowodowała polityczne zawirowania - chociaż dopiero 19 czerwca 1848 roku wieści o lutowych wydarzeniach dotarły do Sydney w kolonii Nowej Południowej Walii - echo tego, co australijski historyk Geoffrey Blainey określił kiedyś z żalem jako "tyranię odległości".

W rewolucjach uczestniczyło wiele charyzmatycznych i utalentowanych osób, od Giuseppe Garibaldiego po Marie d'Agoult, autorkę (pod męskim pseudonimem) najlepszej współczesnej historii rewolucji we Francji; od francuskiego socjalisty Louisa Blanca po przywódcę węgierskiego ruchu narodowego Lajosa Kossutha; od błyskotliwego konserwatywno-liberalnego teoretyka społecznego, historyka i polityka Alexisa-Charles'a-Henriego-Clérela de Tocqueville'a, po wołoskiego żołnierza, dziennikarza i agrarnego radykała Nicolae Bălcescu. Od młodego patrioty-poety Sándora Petőfiego, którego recytacja Pieśni narodowej wzbudziła rewolucyjny zapał wśród tłumu Węgrów zgromadzonego w Budapeszcie, po targanego niepokojami księdza Felicité de Lamennais, którego przegrana w końcu walka o pogodzenie wiary z polityką uczyniła jednym z najsławniejszych myślicieli świata sprzed 1848 roku; od pisarki George Sand, która tworzyła "Biuletyny Rewolucyjne" dla republikańskiego Rządu Tymczasowego w Paryżu po rzymskiego trybuna ludowego Angelo Brunettiego, zwanego czule Ciceruacchio, czyli "Pyzatek", prawdziwego człowieka ludu, który znacząco wpłynął na przebieg rzymskiej rewolucji w latach 1848-1849. Nie można też nie wspomnieć o niezliczonych kobietach, które sprzedawały gazety i biuletyny na ulicach europejskich miast albo walczyły na barykadach (są bardzo wyraziste w przedstawieniach wizualnych tych rewolucji). Dla świadomych politycznie Europejczyków rok 1848 był wszechogarniającym momentem współdzielonego doświadczenia. Uformował z nich wszystkich pokolenie rówieśników naznaczonych wspomnieniami, które miały towarzyszyć im przez całe życie.

Rewolucje te były postrzegane jako przewroty europejskie - dowodów na to jest mnóstwo, jednak z czasem zostały unarodowione?1. Historycy i "zarządzający pamięcią" narodów europejskich przyswoili je jako konkretne narodowe opowieści. Rzekome niepowodzenie rewolucji niemieckich zostało włączone w narodową narrację pod nazwą Sonderweg, czyli "odrębna droga", przyczyniając się do ugruntowania tezy o anormalnej drodze Niemiec do nowoczesności - drodze, która zakończyła się klęską dyktatury Hitlera. Coś podobnego wydarzyło się we Włoszech, gdzie niepowodzenie rewolucji w 1848 roku postrzegane było jako zapowiedź autorytarnego dryfu w stronę Królestwa Włoch, a przez to także przygotowanie drogi do Marszu na Rzym w 1922 roku i następującego po nim przejęcia władzy przez faszystów. We Francji klęskę powstania w 1848 roku uważano za początek bonapartystowskiego interludium w formie Drugiego Cesarstwa, które z kolei zapowiadało przyszły triumf de Gaulle'a. Innymi słowy, koncentrowanie się na rzekomej porażce 1848 roku sprawiło też, że wydarzenia te włączone zostały do wielu równoległych narracji dotyczących już konkretnych państw narodowych. Nic lepiej nie ukazuje ogromnej siły państwa narodowego jako czynnika kształtującego pamięć historyczną niż te powiązane ze sobą przewroty i ich fragmentacja we współczesnej pamięci - tę siłę odczuwamy do dziś.

Wydarzenia 1848 roku można podzielić na trzy etapy. W lutym i marcu wzburzenie polityczne szerzyło się na kontynencie niczym pożoga, ogarniając kolejne miasta i po drodze wzniecając liczne lokalne pożary w miasteczkach i wsiach. Austriacki kanclerz Metternich uciekł z Wiednia, armia pruska została wycofana z Berlina, królowie Sardynii, Danii i Neapolu ogłosili konstytucje - wszystko wydawało się takie proste. Był to moment podobny do protestów na placu Tahrir [w Kairze, w 2011 roku]: można było odnieść wrażenie, że ruch ogarnął całe społeczeństwo; euforia jedności była upajająca: "Musiałem wyjść na zimowy chłód i spacerować aż do całkowitego wyczerpania - pisał jeden z niemieckich radykałów - jedynie po to, aby ugasić ogień we krwi i spowolnić bicie serca, które było w stanie nieznanego mi dotąd, zdumiewającego pobudzenia; sprawiało wrażenie, że zaraz wyskoczy mi z piersi"?2. Na ulicach Mediolanu całkowicie obce osoby padały sobie w objęcia. Takie były te wiosenne dni roku 1848.

Jednak istniejące wśród uczestników tych przewrotów podziały (tlące się już w pierwszych ich godzinach) wkrótce stały się jaskrawo widoczne: w maju radykalni demonstranci usiłowali szturmować i obalić Zgromadzenie Narodowe utworzone w wyniku rewolucji lutowej w Paryżu, podczas gdy w Wiedniu austriaccy demokraci protestowali przeciw powolnemu tempu liberalnych reform i powołali Komitet Bezpieczeństwa Publicznego. W czerwcu na ulicach większych miast doszło do gwałtownych starć między liberalnymi (we Francji - republikańskimi) przywódcami a radykalnym tłumem. W Paryżu doprowadziło to w końcu do brutalnych zamieszek i rozlewu krwi podczas "dni czerwcowych", kiedy to zginęło co najmniej trzy tysiące rebeliantów. Tak wyglądało długie gorące lato 1848 roku, z satysfakcją ocenione przez Marksa jako moment, gdy rewolucja utraciła swą niewinność, a słodka (choć zwodnicza) wiosenna jednomyślność ustąpiła zaciekłej walce klasowej.

Jesień 1848 roku zarysowała bardziej złożony obraz. We wrześniu, październiku i listopadzie kontrrewolucja opanowała Berlin, Pragę, Wiedeń oraz Wołoszczyznę. Parlamenty zamykano, buntowników aresztowano i skazywano, wojsko en masse wróciło na ulice miast. Ale jednocześnie drugi, radykalny etap rewolty, zdominowany przez demokratów i republikanów wszelkiej maści, wybuchł w centralnych i południowych państwach niemieckich (szczególnie w Saksonii, Badenii i Wirtembergii), w zachodniej i południowej Francji oraz w Rzymie, gdzie radykałowie, po ucieczce papieża 24 listopada, ostatecznie proklamowali Republikę Rzymską. Na południu Niemiec zamieszki drugiego etapu udało się stłumić dopiero latem 1849 roku, gdy wojska pruskie w końcu zajęły fortecę Rastatt w Badenii, ostatnią twierdzę radykalnych powstańców. Wkrótce, w sierpniu 1849 roku, wojska francuskie zlikwidowały Republikę Rzymską i, ku rozczarowaniu tych, którzy wielbili niegdyś Francję jako patronkę rewolucji na całym kontynencie, przywróciły władzę papieża. Mniej więcej w tym samym czasie wojska austriackie i rosyjskie zajęły terytorium Królestwa Węgier, kładąc tym samym kres zaciekłym walkom o przyszłość tego kraju. Pod koniec lata 1849 roku było już w zasadzie po rewolucyjnych zrywach.

Ten ponury i często naznaczony brutalną przemocą okres rozliczania się z rewolucjonistami oznaczał między innymi to, że w narracji opowiadającej o tych zamieszkach brakuje momentu ich wyzwalającego zakończenia. To właśnie piętno porażki zniechęciło mnie do rewolucji 1848 roku, gdy po raz pierwszy zetknąłem się z nią w szkole. Złożoność i porażka to niezbyt atrakcyjne połączenie.

Dlaczego więc powinniśmy dzisiaj podjąć wysiłek refleksji nad 1848 rokiem? Po pierwsze: rewolucje 1848 roku tak naprawdę NIE BYŁY klęską: w wielu państwach doprowadziły do szybkiej i trwałej zmiany konstytucyjnej, a Europa po 1848 roku stała się zupełnie innym miejscem. Znacznie lepiej jest spojrzeć na to kontynentalne powstanie niczym na akcelerator cząstek w sercu XIX-wiecznej Europy. Ludzie, grupy społeczne i idee wpadały do niego, zderzały się ze sobą, łączyły bądź rozpadały, a następnie wyłaniały się niczym deszcz nowych bytów, których ślady można zaobserwować w późniejszych dekadach. Ruchy polityczne i idee, od socjalizmu i demokratycznego radykalizmu po liberalizm, nacjonalizm, korporacjonizm i konserwatyzm, zostały w tym akceleratorze zbadane; i wszystkie uległy zmianom, co miało ogromne konsekwencje dla nowoczesnej historii Europy. Rewolucje te przyniosły także - pomimo utrzymującego się myślenia o nich jako o "klęsce" - głęboką transformację praktyk politycznych i administracyjnych na całym kontynencie, europejską "rewolucję w rządzeniu".

Po drugie: pytania zadawane przez rewolucjonistów w 1848 roku nie straciły swojej mocy. Są oczywiście wyjątki: nie roztrząsamy już doczesnej władzy papieskiej czy "kwestii Szlezwika-Holsztynu". Ale nadal niepokoi nas to, co się stanie, jeżeli żądania wolności politycznej lub gospodarczej będą sprzeczne z żądaniami praw socjalnych. Wolność prasy, o którą nieustannie zabiegali radykałowie z 1848 roku, jest jak najbardziej słuszna, ale jaki sens ma wydawanie ambitnej gazety, gdy głód uniemożliwia jej lekturę? Problem ten ujęli niemieccy radykałowie w żartobliwym przeciwstawieniu "wolności czytania" (Pressefreiheit) z "wolnością jedzenia" (Fressefreiheit).

Nad latami czterdziestymi XIX wieku unosiło się widmo "pauperyzacji". Jak to możliwe, że nawet ludzie pracujący w pełnym wymiarze godzin ledwo byli w stanie się wyżywić? Całe sektory produkcji - najbardziej ewidentnym przykładem byli tkacze - wydawały się być dotknięte tym problemem. Ale co oznaczała ta fala zubożenia? Czy ogromna nierówność między bogatymi i biednymi była po prostu ustanowioną przez Boga cechą ludzkiego losu, jak twierdzili konserwatyści? A może symptomem zacofania i nadmiernej regulacji, jak argumentowali liberałowie, albo też wytworem systemu politycznego i gospodarczego w jego aktualnym wcieleniu, jak upierali się radykałowie? Konserwatyści skupiali się na łagodzeniu sytuacji poprzez działalność dobroczynną, liberałowie - poprzez deregulację gospodarczą i rozwój przemysłu, ale radykałowie byli mniej optymistyczni: uznawali oni, że cały porządek ekonomiczny opiera się na wyzysku słabszych przez silniejszych. Te pytania nie zniknęły. Problem "pracującej biedoty" jest dzisiaj jedną z najbardziej palących kwestii w dziedzinie polityki społecznej. A związek między kapitalizmem a nierównością społeczną nadal jest przedmiotem analiz.

Szczególnie trudna była kwestia pracy. A co by było, gdyby sama praca stała się rzadkim dobrem? Załamanie koniunktury gospodarczej zimą i wiosną 1847-1848 pozbawiło pracy tysiące mężczyzn i kobiet. Czy obywatele mieli prawo domagać się, aby w razie konieczności przydzielono im pracę jako coś niezbędnego do godnego życia? Próbę odpowiedzi na to pytanie przyniosły kontrowersyjne "warsztaty narodowe" w Paryżu i ich liczne odpowiedniki w innych częściach Europy. Jednak niełatwo jest przekonać ciężko pracujących rolników z Limousin, aby płacili dodatkowe podatki w celu sfinansowania programów tworzenia miejsc pracy dla tych, których uważali za paryskich obiboków. Z drugiej strony to właśnie nagłe zamknięcie warsztatów doprowadziło do ponownego wyjścia na ulice francuskiej stolicy stu tysięcy bezrobotnych oraz krwawego powstania robotników w czerwcowych dniach 1848 roku.

Johann Peter Hasenclever, malarz z Düsseldorfu, uchwycił ten problem na swoim znakomitym płótnie przedstawiającym robotników przed radą miejską. Obraz namalowany w 1849 roku i szeroko rozpowszechniany w licznych wersjach ukazuje delegację robotników, dla których program tworzenia miejsc pracy przy pogłębianiu różnych odnóg Renu został właśnie zamknięty jesienią 1848 roku z powodu braku funduszy. Delegaci składają petycję protestacyjną władzom Düsseldorfu w bogatej sali obrad. Przez duże okno widać na placu mówcę zwracającego się do wzburzonego tłumu. Karol Marks kochał ten obraz ze względu na jaskrawe oddanie tego, co on uważał za konflikt między klasami. Na końcu długiego artykułu dla "New York Tribune" chwalił artystę za przekazanie z "dramatyczną witalnością" na jednym obrazie stanu rzeczy, jaki postępowy pisarz mógłby tylko próbować zanalizować na wielu stronach druku?3. Kwestie dotyczące praw socjalnych, ubóstwa i prawa do pracy podzieliły uczestników rewolucji latem 1848 roku. Nie można powiedzieć, by z czasem kwestie te stały się chociaż trochę mniej palące.

"Niedokończona rewolucja" roku 1848 - nieprzewidywalna, burzliwa, niekiedy brutalna i zmieniająca rzeczywistość - jest ciekawym obiektem badań dla współczesnych czytelników. W latach 2010-2011 wielu dziennikarzy i historyków zauważyło zaskakujące podobieństwo między ciągiem żywiołowych przewrotów zwanym niekiedy Arabską Wiosną a rewolucjami roku 1848, znanymi także jako Wiosna Ludów. Podobnie jak zamieszki w państwach arabskich, były one zróżnicowane, geograficznie rozproszone, a jednak ze sobą powiązane. Najbardziej rzucającym się w oczy szczegółem rewolucji 1848 roku była ich jednoczesność - stanowiło to zagadkę dla współczesnych obserwatorów i do dziś pozostało nią dla historyków. Była to także jedna z najbardziej enigmatycznych cech arabskich buntów lat 2010-2011, które miały głębokie korzenie lokalne, ale były także wyraźnie wzajemnie powiązane. Pod wieloma względami plac Tahrir w Kairze nie przypominał Piazza San Marco w Wenecji, "Vossische Zeitung" to nie Facebook - ale są one na tyle podobne, by uruchomić szersze skojarzenia. Ważna jest tu kwestia ogólna: w swej masowości, w nieprzewidywalnym współdziałaniu wielu sił, wydarzenia z połowy XIX wieku przypominały chaotyczne wstrząsy czasów nam współczesnych, w których równie trudno dopatrzyć się wyraźnie punktów końcowych.

Johann Peter Hasenclever, Robotnicy przed Radą Miejską (1849). Robotnicy zwolnieni po zamknięciu programu prac publicznych na Renie składają do rady miejskiej petycję o wznowienie prac jesienią 1848 roku. Rada reaguje konsternacją. Przez okno dostrzec można mówcę zwracającego się do wzburzonego tłumu. Obraz odnosi się do wydarzenia w Düsseldorfie, ale architektura w tle nie jest specyficzna dla tego miasta i sugeruje bardziej powszechny miejski problem.

Rewolucja roku 1848 była rewolucją zgromadzeń: Konstytucyjnego w Paryżu, które utorowało drogę do jednoizbowej władzy legislacyjnej znanej jako Assemblée Nationale (Zgromadzenie Narodowe); pruskiej Konstytuanty, czyli Nationalversammlung w Berlinie, wybranej zgodnie z nowymi, specjalnie w tym celu uchwalonymi prawami; Ogólnoniemieckiego Zgromadzenia Narodowego zwołanego we Frankfurcie w eleganckiej okrągłej sali kościoła św. Pawła. I choć sejm węgierski był ciałem bardzo starym, w czasie rewolucji węgierskiej 1848 roku w Peszcie zebrał się nowy parlament narodowy. Rewolucjoniści z Neapolu, Królestwa Sardynii, Toskanii oraz Państwa Kościelnego utworzyli nowe organy parlamentarne, natomiast rewolucjoniści na Sycylii, chcąc wyrwać się spod władzy Neapolu, utworzyli własny, sycylijski parlament, który w kwietniu 1848 roku zdetronizował króla Neapolu, Ferdynanda II z dynastii Burbonów.

Zgromadzenia były jednak tylko jednym z teatrów wydarzeń. Latem 1848 roku w wielu państwach poddawane były sporym naciskom nie tylko ze strony władzy królewskiej, ale także szeregu konkurujących ze sobą organizacji o bardziej skrajnych zapatrywaniach. Za przykład służyć mogą sieci klubów i "komitetów" albo radykalne "przeciwzgromadzenia", jak Der Allgemeine Handwerks- und Fertigungskongress (Powszechny Kongres Rzemiosła i Przemysłu), powołany we Frankfurcie w lipcu 1848 roku w celu reprezentowania wysoko wykwalifikowanych robotników, których interesy nie były uwzględniane w zdominowanym przez liberałów i klasę średnią Zgromadzeniu Narodowym. I nawet ta organizacja rozpadła się po pięciu dniach na dwa oddzielne kongresy - ponieważ nie udało się przezwyciężyć podziałów między mistrzami a czeladnikami.

Liberałowie darzyli szacunkiem instytucję parlamentu i z pryncypialnym niepokojem obserwowali kluby i zgromadzenia radykałów, które wydawały się im parodią wysublimowanej kultury proceduralnej prawidłowo wybranych i ukonstytuowanych izb. Z punktu widzenia "izbowych liberałów" jeszcze bardziej alarmująca była perspektywa organizowania demonstracji gotowych bezpośrednio interweniować w prace parlamentów. Dokładnie taka sytuacja miała miejsce w Paryżu 15 maja 1848 roku, kiedy to tłum wdarł się do słabo strzeżonej izby Zgromadzenia Narodowego, przerwał obrady, odczytał petycję, po czym pomaszerował do Hôtel de Ville, by ogłosić "rząd powstańczy", na czele którego mieli stanąć znani radykałowie. Napięcia między systemem parlamentarnym a innymi formami reprezentacji - czyli między demokracją przedstawicielską a bezpośrednią - to kolejna charakterystyczna cecha roku 1848, przypominająca dzisiejszą scenę polityczną, na której parlamenty muszą borykać się ze spadkiem zaufania społecznego, a także z obecnością różnorodnego spektrum konkurujących ze sobą grup nieparlamentarnych lub pozaparlamentarnych, korzystających z mediów społecznościowych i organizujących się wokół spraw, które mogą nie przyciągać uwagi zawodowych polityków.

Rok 1848 to nie tylko opowieść o rewolucjonistach. Historyków XX i XXI wieku o skłonnościach liberalnych w sposób naturalny pociągały sprawy tych, których żądania - dotyczące wolności stowarzyszania, słowa i prasy, konstytucji, regularnych wyborów i parlamentów - weszły do repertuaru nowoczesnej demokracji liberalnej. Jednak chociaż podzielam tę genetyczną sympatię do czytających gazety, pijących kawę liberałów i radykałów, wydaje mi się, że relacja prezentująca wydarzenia wyłącznie z powstańczego lub liberalnego punktu widzenia pominie zasadniczą część dramatu i znaczenia tych rewolucji. Było to bowiem wielowymiarowe starcie między starymi a nowymi władzami, w którym te pierwsze miały równie istotny wpływ na krótko- i długoterminowe skutki rewolucji, jak te drugie. I nawet ta poprawka jest niewystarczająca, ponieważ "stare władze", które przetrwały rewolucję, same uległy przemianie, chociaż zasadniczo nie w sposób, który większości historyków wydałby się interesujący. Przyszły pruski kanclerz i niemiecki mąż stanu Otto von Bismarck był w 1848 roku wciąż drobnym graczem, ale rewolucja umożliwiła mu złączenie jego osobistego losu z przyszłością kraju. Przez całe życie uznawał rok 1848 za przełom między epokami, za moment transformacji, bez której jego własna kariera byłaby niemożliwa. Rewolucje w sposób zasadniczy wpłynęły na pontyfikat Piusa IX, podobnie jak i na sam Kościół katolicki oraz jego odniesienie do nowoczesnego świata. Dzisiejszy Kościół katolicki jest pod wieloma względami owocem tej dziejowej chwili. Napoleon III nie uważał siebie za pogromcę rewolucji, tylko za przywracającego porządek. Mówił o potrzebie nie blokowania, lecz ukierunkowywania wyzwolonych przez rewolucję sił, ustanowienia państwa jako pioniera postępu materialnego.

Był to przewrót, podczas którego granice między rewolucją i kontrrewolucją były, a niekiedy nadal są, trudne do wytyczenia. Wielu spośród uczestników rewolucji 1848 roku zginęło, wielu z powodu swoich przekonań skończyło na wygnaniu bądź w więzieniu, ale liczni przeszli też na drugą stronę barykady, pogodzili się z postrewolucyjną administracją, która sama zresztą uległa przemianom bądź została utemperowana przez rewolucyjny wstrząs. I tak rozpoczął się długi marsz ku instytucjom państwowym. Ponad jedna trzecia prefektów (funkcjonariuszy policji regionalnej) bonapartystycznej Francji po 1848 roku to dawni radykałowie. To samo można powiedzieć o Aleksandrze von Bachu, austriackim ministrze spraw wewnętrznych sprawującym urząd od lipca 1849 roku, którego nazwisko znajdowało się niegdyś na prowadzonych przez wiedeńską policję listach podejrzanych demokratów. Kontrrewolucjoniści byli często - głównie we własnych oczach - raczej wykonawcami niż grabarzami rewolucji. Zrozumienie tego faktu pozwala nam wyraźniej dostrzec, w jaki sposób ta rewolucja zmieniła Europę.

Rewolucje we wspomnieniach (przynajmniej wielu byłych uczestników) przybrały wyraźny kontrast emocjonalny: promienna euforia początków, a potem frustracja, rozgoryczenie i melancholia, które pojawiły się, gdy "żelazna sieć kontrrewolucji" (jak określiła to Berlinianka Fanny Lewald) spadła na zbuntowane miasta. Euforia i rozczarowanie były nierozerwalnymi elementami rewolucji, tak samo jak strach. Żołnierze obawiali się wściekłych mieszczan niemal tak samo, jak tamci bali się ich. Nagły wybuch paniki wśród tłumów w rezultacie konfrontacji z wojskiem prowadził do nieprzewidywalnego w skutkach popłochu, który można zaobserwować w niemal każdym mieście ogarniętym powstaniem. "Od 25 lutego [1848]" - pisał Émile Thomas, twórca warsztatów narodowych w Paryżu, później zagorzały bonapartysta - "rządził nami strach, ten najgorszy z doradców, który paraliżuje wszystkie dobre intencje"?4.

Liberalni przywódcy obawiali się, że nie uda im się utrzymać pod kontrolą tej wyzwolonej przez rewolucję energii społecznej. Ludzi o niższym statusie społecznym dręczyła myśl, że przeprowadzany jest spisek mający na celu zakończenie rewolucji, zniweczenie jej osiągnięć i pogrążenie ich w wiecznym ubóstwie i bezsilności. Zamożne mieszczaństwo krzywiło się, kiedy nagle przez bramy miejskie, niestrzeżone już przez posterunki wojskowe, wlał się tłum nieokrzesanych mieszkańców przedmieść. Bało się o swój majątek, a czasem wręcz o życie. Powstanie w Palermo rozgrywało się na tle trudnej, zróżnicowanej i praktycznie niemożliwej do opanowania sytuacji społecznej panującej w mieście. Pierwsi przywódcy tej rewolucji byli statecznymi i przewidywalnymi dygnitarzami. Jednak jak zauważył Ferdinando Malvica, autor współczesnej, niepublikowanej kroniki rewolucji w Palermo, ulice szybko zapełniły się uzbrojonymi maestranze (rzemieślnikami i robotnikami z miast) oraz - co bardziej niepokojące - grupami z okolicznych wsi, składającymi się z "okrutnych brutali, niemal pozbawionych ludzkich uczuć, żądnych krwi, ohydnych prostaków [przez których] piękna stolica Sycylii została otoczona; były to hordy piekielnych stworzeń, w których nie było niczego ludzkiego prócz ich spalonych słońcem twarzy"?5. Bez siły napędowej i rzekomego zagrożenia płynącego ze strony takich ludzi powstania 1848 roku nigdy by się nie powiodły. Jednak powszechny strach przed niższymi klasami paraliżował rewolucję na późniejszym etapie, ułatwiając rozgrywanie sprzecznych interesów, wciągając liberałów w objęcia istniejących władz oraz powodując izolację radykałów jako wrogów porządku społecznego. Z drugiej strony ustąpienie strachu mogło wywołać euforię, jak to się wydarzyło w tych wiosennych dniach w wielu europejskich miastach, gdy obywatele nagle wyzbyli się czy też pokonali strach przed siłami bezpieczeństwa lub tajną policją.

Szczególne formy wyrażania emocji mogły być przejawem rewolucyjnej wrażliwości, a niektóre z nich oddają wyjątkowość roku 1848 jako momentu buntu klasy średniej. Wczesnym rankiem, 9 listopada 1848 roku, w drodze przed pluton egzekucyjny pod Wiedniem, radykalny deputowany do parlamentu Robert Blum - wedle słów kilkunastu wierszy i pieśni upamiętniających jego śmierć - uronił jedną łzę. Kiedy oficer powiedział do niego: "Proszę się nie bać, w mgnieniu oka będzie po wszystkim", Blum zbył tę próbę pocieszenia go i prostując sylwetkę na pełny (choć niezbyt imponujący) wzrost, odpowiedział: "Ta łza nie jest łzą deputowanego do parlamentu narodu niemieckiego Roberta Bluma. Jest to łza ojca i męża".

Łza Bluma weszła w poczet legend radykałów. Pieśń o śmierci Roberta Bluma śpiewana w południowych landach Niemiec jeszcze w XX wieku przypomina o tej chwili prywatnego żalu w centrum publicznej egzekucji politycznej: "Ta łza za żonę i dzieci" - oświadcza uroczyście - "nie hańbi mężczyzny". Łza utkwiła w pamięci, ponieważ określała Bluma jako człowieka o więziach i wartościach mieszczańskich, osoby prywatnej, która wkroczyła w życie publiczne. Była to polityka w tonacji burżuazyjnej. (Do dziś erschossen wie Robert Blum - "martwy jak Robert Blum", to przysłowiowe określenie na terenach południowych Niemiec).

Kontrrewolucjoniści rzecz jasna także mieli uczucia. Pod koniec niezwykłej przemowy przed pruskim Sejmem Krajowym (Vereinigter Landtag) w Berlinie Otto von Bismarck z niechęcią oznajmił, że zaakceptował rewolucję jako nieodwracalny fakt historyczny oraz nowe, liberalne ministerstwo jako "rząd przyszłości", a następnie zszedł z podium, zanosząc się gwałtownym szlochem. Łzy te, w odróżnieniu od jedynej łzy Bluma, były ostentacyjnie publiczne, zarówno ze względu na swój widowiskowy charakter, jak i przyczynę. Okrzyk Berliner Schweine! ("Berlińskie świnie!") padający z ust rekrutów z zapadłych brandenburskich wsi, gdy podczas dni marcowych w stolicy tłukli osoby podejrzane o udział w walkach na barykadach pałkami i żelaznymi prętami, mówi nam wiele (chociaż z pewnością nie wszystko) o nastawieniu wiejskiej młodzieży do powierzonego jej zadania walki z powstańcami w miastach. Mściwość i gniew miały duże przełożenie na brutalność austriackich generałów takich jak Haynau, który wydawał się rozkoszować wyrokami śmieci i egzekucjami, jakich nie szczędził pokonanym powstańcom węgierskim.

Książkę otwiera opis niepewnej sytuacji społecznej Europy sprzed 1848 roku - czasów, gdy znaczna większość populacji żyła pod presją gwałtownych zmian. Związek między problemami społecznymi a przewrotami politycznymi był głęboki, wręcz bezpośredni. A protesty motywowane kwestiami ekonomicznymi oraz przejawy niezwykle silnego niepokoju społecznego stały się bazą polaryzującej energii politycznej, pomagając w kształtowaniu sojuszy tych, którzy doprowadzili do rewolucji 1848 roku bądź przejęli ich dziedzictwo. Polityczne uniwersum, w którym rewolucje wybuchały (rozdział 2), nie opierało się na sztywnych zobowiązaniach ani silnej tożsamości partyjnej. Europejczycy tej epoki kreślili wysoce osobliwe trasy poprzez archipelagi argumentów i toku rozumowania. Znajdowali się w ruchu i pozostali w nim zarówno w trakcie rewolucji z połowy stulecia, jak i po nich. Konflikty polityczne lat trzydziestych i czterdziestych XIX wieku (rozdział 3) przebiegały wzdłuż wielu linii. Nie było binarnego podziału, tylko multum pęknięć rozbiegających się we wszystkich kierunkach. To właśnie pozostało cechą samych rewolucji, które na pierwszy rzut oka wydają się wielce chaotyczne i niejasne - i pod tym względem przypominają konflikty, które absorbują naszą uwagę dziś.

Rozdziały od 4 do 6 skupiają się na samych rewolucjach: czy były one dziełem rewolucjonistów, czy też może było odwrotnie? Przewroty rozpoczynały się często scenami niezwykle dramatycznymi. Relacjonowanie samych początków tych wydarzeń musi odzwierciedlać zarówno ich wielką siłę, jak i słabości natury strukturalnej oraz psychospołecznej, które potem miały się okazać zgubne. Rozdział 5 stanowi refleksję na temat równoległych procesów, które zachodziły na głównych scenach wydarzeń: przemiany miast w strefy kipiące politycznymi emocjami, uroczystych pogrzebów poległych rewolucjonistów, tworzenia nowych rządów, izb i konstytucji, często w warunkach skrajnej niepewności. Rewolucjoniści 1848 roku uważali się za tych, którzy przynoszą i propagują "emancypację", ale jakie miało to znaczenie dla tych, którzy mieli nadzieję, że dzięki nim to wyzwolenie osiągną? Prześledzenie losów zniewolonych Afrykanów z imperium francuskiego, aktywistek politycznych, Żydów i "cygańskich niewolników" ziem rumuńskich jest jednym ze sposobów oceny zasięgu i ograniczeń osiągnięć roku 1848.

Rozdziały 7 i 8 przedstawiają powolne wygasanie rewolucji, skupiając się najpierw na stopniowym słabnięciu rewolucyjnej energii, rozproszeniu wysiłku i odcinaniu się od wspólnych przedsięwzięć, które to charakteryzowały lato i jesień 1848 roku. Potem następuje długa seria przybierających na brutalności działań policji, które kładą kres rewolucji. Zrozumienie tego okresu historii wymaga dostrzeżenia nie tylko słabości, które pozwoliły zahamować dynamikę rewolucji, ale także korzeni sukcesu kontrrewolucji, częściowo wynikających z ukrytych atutów odziedziczonych z przeszłości, a częściowo z wniosków wyciągniętych z obserwacji przebiegu rewolucji. Chociażby ich końcowy etap dowodzi, o ile lepiej kontrrewolucjoniści radzili sobie we współpracy międzynarodowej od swych przeciwników. Okazuje się, że przebieg rewolucji 1848 roku ukształtowały w równym stopniu stosunki między państwami, co wewnętrzne niepokoje społeczne. Rozdział 9 natomiast oddala się w czasie i przestrzeni od epicentrum wstrząsów. W Ameryce Północnej i Południowej, w południowej Azji i w regionie Pacyfiku, fale wywołane europejskimi rewolucjami z połowy stulecia wpływały pomiędzy te zróżnicowane społeczeństwa, doprowadzając do polaryzacji bądź wyjaśniając debaty polityczne, uświadamiając wszystkim, jak plastyczne i kruche są wszelkie struktury polityczne. Jednak im bardziej oddalamy się od Europy, tym mniej odpowiednia staje się metafora "wpływu" - rozprzestrzenianie się informacji staje się mniej istotne niż wybiórcze interpretacje z geograficznie odległej perspektywy, wynikające z lokalnych procesów zróżnicowania politycznego i miejscowych konfliktów. Z kolei na kontynencie europejskim dziedzictwo 1848 roku było głębokie i trwałe. Aby to wyraźnie zobaczyć, musimy podążyć ścieżkami ludzi, idei i mód intelektualnych połowy XIX wieku prowadzących ku rewolucjom 1848 roku i ponownie z nich wychodzących.

Europejczycy, jak wszyscy ludzie, są gadatliwi, a żadna rewolucja nie była tak rozgadana jak ta w 1848 roku. Wytworzyła naprawdę zadziwiającą ilość osobistych świadectw. Próbowałem nieustannie wsłuchiwać się w te odrębne głosy i zastanawiać się, jakich wskazówek dotyczących głębszego znaczenia zachodzących wokół nich wydarzeń mogą nam one dostarczyć. Jednak gadatliwość nie zawsze jest komunikatywna, istotna jest więc refleksja także nad tymi sytuacjami, w których ludzie 1848 roku raczej przemawiali do innych niż rozmawiali ze sobą. Takie przemowy mogły być jednocześnie ekscytujące i puste. Liberałowie i radykałowie często opowiadali wieśniakom o cnocie i konieczności walki rewolucyjnej, ale z mizernym skutkiem. Liberałowie znajdowali sposoby na błędne interpretowanie lub po prostu niesłuchanie żądań radykałów. Informacje krążyły w oparach plotek i "fake newsów", podobnie jak to się dzieje dzisiaj, a strach sprawiał, że pewnych głosów i idei ludzie byli skłonni wysłuchać, na inne natomiast pozostawali głusi.

Jedną z uderzających kwestii związanych z Wiosną Ludów jest głęboka świadomość historyczna wśród wielu głównych postaci tych wydarzeń. Na tym właśnie polegała zasadnicza różnica między rokiem 1848 a jego wielkim osiemnastowiecznym poprzednikiem: rok 1789 był całkowitym zaskoczeniem, zaś ludzie żyjący w czasach rewolucji połowy XIX wieku porównywali już te wydarzenia do wzorca tego wielkiego oryginału. I czynili to w świecie, w którym pojęcie Historii nabrało ogromnej wagi semantycznej. Dla nich, w znacznie większym stopniu niż dla mężczyzn i kobiet z 1789 roku, historia działa się w teraźniejszości. Jej bieg można było dostrzec w każdym zwrocie i zakręcie rozwoju rewolucji. Zdumiewająca liczba osób napisała wówczas wspomnienia lub traktaty historyczne, najeżone przypisami.

W przypadku niektórych ta tendencja do retrospekcji sprawiała, że wydarzenia z 1848 roku były marną parodią wielkiego francuskiego oryginału: najbardziej elokwentnym wyrazicielem tego poglądu był Marks. Ale dla innych ten stosunek był odwrotny. Nie chodziło o to, że epicka energia roku 1789 przerodziła się w karykaturę, ale o to, że świadomość historyczna, którą stworzyła pierwsza rewolucja, wzrosła, pogłębiła się i rozprzestrzeniła szerzej, nadając wydarzeniom z 1848 roku głębsze znaczenie. Chilijski pisarz, dziennikarz, historyk i polityk Benjamin Vicu?a Mackenna uchwycił to ostatnie, pisząc w swoich wspomnieniach:

Rewolucja francuska 1848 roku odbiła się w Chile potężnym echem. Dla nas, biednych kolonistów żyjących na wybrzeżach Oceanu Spokojnego, jej poprzedniczka z 1789 roku, tak sławna w historii, była zaledwie błyskiem światła w naszych ciemnościach. Pół wieku później jednak jej bliźniaczka miała już wszelkie cechy oślepiającego lśnienia. Widzieliśmy, jak nadchodzi, studiowaliśmy ją, rozumieliśmy, podziwialiśmy?6.

O Wydawnictwie

Wy­daw­nic­two Aka­de­mic­kie Dia­log

00-112 War­szawa, ul. Ba­gno 3/218

tel.: 22 620 87 03

e-mail: re­dak­cja@wy­daw­nic­two­dia­log.pl

wy­daw­nic­two­dia­log.pl

Odwiedź nas na Twitterze, YouTube, Facebooku!

Facebook

X (Twitter)

Instagram

YouTube

Rozdział 1

Kwestie społeczne

Rozdział ten zawiera fragmenty nasycone niepewnością ekonomiczną, powszechnym niepokojem, kryzysem żywnościowym oraz skrajną przemocą. Bierze pod lupę społeczeństwa europejskie sprzed 1848 roku, skupiając się na kwestiach napięć, przesiedleń, blokad i konfliktów. Niezadowolenie społeczne nie "wywołuje" rewolucji - gdyby tak było, zdarzałyby się one znacznie częściej. A jednak materialne bolączki Europejczyków żyjących w połowie XIX wieku stanowią kluczowe tło dla procesów polaryzacji politycznej, dzięki którym rewolucje stały się możliwe. Było to bardzo istotnym czynnikiem motywującym dla wielu spośród uczestników zamieszek, które wybuchły w miastach. Równie ważne jak sam fakt cierpienia i jego skala były sposoby postrzegania i kategoryzowania dysfunkcji społecznych w tamtej epoce. "Kwestia społeczna", zaprzątająca głowy Europejczyków w połowie XIX wieku, stanowiła konstelację rzeczywistych problemów, ale była także sposobem postrzegania świata. Rozdział otwierają sceny z życia ubogich i tych mniej biednych. Rozważa on mechanizmy, które doprowadziły do wyalienowania pewnych grup społecznych i przesunięcia ich poza granicę oddzielającą egzystencję na granicy ubóstwa od skrajnej nędzy. Przygląda się stosowanym przez osoby parające się rzemiosłem (szczególnie przez tkaczy) metodom mającym na celu poprawę ich sytuacji poprzez ukierunkowane protesty oraz użycie przemocy. Tę część książki wieńczą natomiast polityczne i społeczne konwulsje 1846 roku, kiedy to nieudane powstanie w Galicji - motywowane politycznie - zostało wchłonięte oddolnie przez brutalne zamieszki społeczne. Jest to epizod obfitujący w ponure lekcje dla ludzi, którym przyszło żyć w roku 1848.

Polityka opisu

Jeżeli chcecie dowiedzieć się, jak żyją najubożsi z naszych robotników, udajcie się na rue des Fumiers, którą zamieszkuje niemal wyłącznie ta właśnie klasa. Schylcie głowy i zejdźcie do jednej z suteren z wejściami od strony ulicy; wkroczcie do podziemnego korytarza, gdzie powietrze jest równie wilgotne i zimne jak w jaskini. Poczujecie, jak wasze stopy ślizgają się po brudnym gruncie, będziecie się bali, że wpadniecie w głębokie błoto. Przechodząc dalej, z każdej strony zobaczycie ciemne, lodowate pomieszczenia, po ścianach których spływa brudna woda, oświetlone jedynie słabym światełkiem wpadającym z maleńkiego okna, zbyt tandetnie wykonanego, by dało się je należycie zamknąć. Pchnijcie liche drzwi i wejdźcie, jeżeli cuchnące powietrze nie każe wam się cofnąć. Ale uważajcie, bo brudna, nierówna podłoga pokryta jest odchodami, nie jest ani utwardzona, ani wyłożona porządnymi kaflami. Stoją tu trzy lub cztery zapleśniałe, chybotliwe łóżka, powiązane sznurkami i przykryte wytartymi szmatami, rzadko pranymi. A szafki? Nie są potrzebne. W takim domu nie ma niczego, co można by w nich przechowywać. Umeblowania dopełniają kołowrotek i krosna.

W ten sposób dwóch lekarzy, Ange Guépin i Eug?ne Bonamy, opisywało najuboższą ulicę swego miasta w 1836 roku?1. Miejscem tym nie był Paryż ani Lyon, ale Nantes, prowincjonalne miasto nad Loarą w Górnej Bretanii, regionie zachodniej Francji. Nantes nie było żadną tętniącą życiem metropolią: w 1836 roku mieszkało tu niemal 76 tys. osób, w tym około 10 700 - tymczasowo. Byli to w przeważającej mierze mężczyźni: pracownicy sezonowi, marynarze, podróżnicy czy garnizon wojska. Taka populacja zdecydowanie nie plasowała Nantes na liście czterdziestu najludniejszych miast Europy. Miasto wciąż jeszcze zmagało się ze skutkami rewolucji i wojen napoleońskich. Te wstrząsy geopolityczne zniszczyły handel atlantycki (szczególnie afrykańskimi niewolnikami), który przyniósł osiemnastowiecznemu Nantes bogactwo, wypełniając część jego najlepszych ulic pięknymi posiadłościami zamożnych handlarzy niewolników?2. W czasie wojen liczba ludności znacznie się zmniejszyła i choć miasto odżyło gospodarczo po 1815 roku, ten wzrost był powolny. Jedną z przyczyn był fakt, że francuskie wybrzeże Atlantyku nigdy w pełni nie podniosło się po brytyjskiej blokadzie. Ponadto konkurencja w sektorze produkcji znacznie wzrosła, a dodatkowo nagromadzenie mułu w Loarze uniemożliwiało teraz większym statkom dotarcie do przystani miejskiej. W 1837 roku handel zagraniczny miasta wciąż utrzymywał się na niższym poziomie niż w 1790?3. Badanie statystyczne przeprowadzone przez mera w 1838 roku ujawniło, że przemysł zdominowany został przez dość niewielkie przedsiębiorstwa: 25 tkalni bawełny zatrudniających 1327 robotników, 12 zakładów budowlanych zatrudniających 565 robotników, 38 wytwórni tkanin wełnianych, barchanów i wyrobów tekstylnych, dziewięć odlewni miedzi i żelaza, 13 małych rafinerii cukru zatrudniających 310 robotników, 5 wytwórni konserw z 290 robotnikami i 38 garbarni z 193 robotnikami?4. Znacznie liczniejsi byli ci, którzy pracowali poza fabrykami i odlewniami, podejmując się pracy na akord, prania, pracy na budowach lub jako różnego rodzaju służba.

A jednak to stosunkowo skromne miasto stanowiło swego rodzaju mikrokosmos skrajnych różnic jakości życia ludzkiego, i to właśnie one przyciągnęły uwagę Guépina i Bonamy'ego, lekarzy i ekspertów od zdrowia publicznego o silnej wrażliwości społecznej. W tym obszernym opracowaniu statystycznym dwaj lekarze ożywili przed oczami czytelnika miasto Nantes - jego ulice, nabrzeża, fabryki i place, jego szkoły, kluby, biblioteki, fontanny, więzienia i szpitale. Jednak największe wrażenie robią komentarze zawarte pod koniec książki w rozdziale na temat "Sposobów egzystencji rozmaitych klas społecznych w Nantes". Tutaj nacisk położono na różnorodność losów społecznych. Autorzy wyróżnili w mieście osiem "klas" - nie była to jeszcze dialektyczna triada, która miała zdominować socjalizm po Marksie. Pierwsza klasa składała się po prostu z "bogatych". Potem następowały cztery rangi burżuazji: "wielka burżuazja", "zamożna burżuazja", "zubożała burżuazja" i "biedna burżuazja". Na dole piramidy znajdowały się trzy klasy robotników: "dobrze sytuowani", "biedni" i "nędzarze"?5.

Holistyczna, socjologiczna jakość tych spostrzeżeń jest zaskakująca. Autorzy wychodzą poza charakterystykę warunków ekonomicznych każdej grupy, dokonując oceny stylów, praktyk, świadomości i wartości. Według nich "bogaci" zazwyczaj miewają mniej dzieci (średnio dwójkę) i zamieszkują apartamenty liczące od dziesięciu do piętnastu pokoi, oświetlane przez 12 do 15 wysokich i szerokich okien. Życie mieszkańców umilało "tysiąc drobnych wygód, które można by uważać za nieodzowne, gdyby ogromna część populacji nie była ich pozbawiona".

Ogromne wysiłki wkłada się w organizację sezonowych bali, które kolejna warstwa, wielka burżuazja, urządza dla swoich córek. Całe mieszkania są opróżniane, by zrobić miejsce dla tancerzy. Na strychu ustawia się tapczan dla dziadka. W sezonie balów fryzjerzy szaleją, są oblegani niczym lekarze podczas epidemii (zarówno Guépin, jak i Bonamy odegrali istotną rolę w walce z epidemią cholery, która pustoszyła Nantes w 1832 roku, zabijając 800 mieszkańców). Można powątpiewać, by następująca po tym wszystkim wypełniona zabawą noc naprawdę była warta włożonych wysiłków, przynajmniej zdaniem autorów. Prawda była bowiem taka, że wielki bal w Nantes był "zbiegowiskiem, gdzie człowiek poci się nieustannie, oddycha stęchłym powietrzem i z pewnością ogranicza swoje perspektywy na długie życie". A następnego ranka, jeżeli jest zimno, w zawiasach okien można znaleźć "kawałki straszliwie brudnego lodu". "Para, która kondensując, uformowała te kawałki lodu, jeszcze poprzedniego wieczora unosiła się w powietrzu, którym oddychało 300 gości"?6.

Podczas gdy wielka burżuazja utrzymywała własne konie i powozy, członkom "zamożnych" gospodarstw burżuazyjnych (warstwa 3) wystarczało podróżowanie po mieście omnibusem. Ojciec rodziny był wiernym subskrybentem swojego klubu czytelniczego, ale jednocześnie wiecznie odczuwał niepokój, ponieważ "zawsze miał świadomość, że tylko oszczędność i praca zapewnią pokrycie jego wydatków". Potrzeba oszczędności wykluczała rozmach, jaki demonstrowały dwie najwyższe warstwy, chociaż dzieci tej klasy znacznie swobodniej czuły się wśród stojących wyżej od siebie, niż potrafili to ich rodzice.

Na szczególne współczucie zasługiwała "zubożała burżuazja" (bourgeois g?nés: warstwa 4). Należeli do niej pracownicy, profesorowie, sekretarze, sklepikarze, "niższa warstwa artystów". Razem tworzyli "jedną z najnieszczęśliwszych klas", ponieważ kontakty z bogatszymi klasami wymagały od nich wydatków przewyższających ich zasoby. Te rodziny, jak twierdzą autorzy, mogły się utrzymać tylko przestrzegając bardzo surowego budżetu. "Biedna burżuazja" (warstwa 5) zajmowała natomiast paradoksalne miejsce w tkance społecznej: mając do wydania około 1000-1800 franków rocznie, zarabiała niewiele więcej niż lepiej sytuowani robotnicy, stanowiący kolejną klasę, i stać ją było zaledwie na dwa czy trzy pokoje, żadnej służby oraz powierzchowne wykształcenie dla swoich dzieci. Byli to urzędnicy, kasjerzy i pomniejsi akademicy, których losem było "przetrwanie w teraźniejszości i obawa o przyszłość". Ale to, co dla nich było ubóstwem, stanowiło wielkie bogactwo dla "dobrze sytuowanych robotników" (warstwa 6), którzy mogli żyć "nie martwiąc się o przyszłość" z mniejszego dochodu (ich przychody sięgały 600 do 1000 franków). To była klasa drukarzy, murarzy, stolarzy i ebenistów, "klasa dobrych robotników, ogólnie uczciwych, oddanych swym przyjaciołom, ujmujących, zachowujących porządek w domu i z troskliwością wychowujących liczną rodzinę". Ich praca była długa i ciężka, ale wykonywali ją z poświęceniem, a nawet radością. Znajdowali poczucie satysfakcji w tym, że ich rodziny były odziane i nakarmione. Kiedy wracali wieczorem do domu, mieli zapewniony "ogień zimą i dość jedzenia, by odzyskać siły". Byli to najszczęśliwsi spośród mieszkańców miasta, ponieważ ich środki i aspiracje były najlepiej zbalansowane?7.

Na dole piramidy, pod bliżej nieokreśloną klasą "biednych robotników" utrzymujących się za 500-600 franków (warstwa 7), znajdowali się ci, którzy egzystowali w warunkach "ogromnej nędzy" (warstwa 8). Życie tych ludzi pod każdym względem różniło się od życia lepiej sytuowanych robotników. Nie tylko dlatego, że ich dochody (na poziomie 300 franków rocznie) były tak niewielkie, ale dlatego, że nie mieli tych niezliczonych niematerialnych wygód i korzyści, które osładzały dni ich zamożniejszych bliźnich: nie doświadczali prawdziwego odpoczynku po pracy, nie okazywano im wdzięczności za dobrze wykonaną pracę, ich wiecznie strudzonej twarzy nie rozświetlał nigdy uśmiech. Materialne i duchowe przyjemności oraz poczucie satysfakcji, podtrzymujące na duchu murarzy i ebenistów, nie były dostępne dla tych najnędzniejszych. "Dla nich życie oznacza nieumieranie". Ludzie ci żyli w śmierdzących piwnicach rue des Fumiers i innych podobnych ulic, jak na przykład rue de la Bastille czy rue du Marchix. To tam pracowali czternaście godzin dziennie w świetle żywicznej świecy za wynagrodzenie rzędu 15 do 20 sou?8.

Autorzy wielokrotnie sięgali po statystyki nie tylko dlatego, że z ich pomocą można było umocować ich opisy na fundamencie niepodważalnych faktów, oddzielając je tym samym od zwykłych twierdzeń politycznych, ale także dlatego, że liczby czasami mówią więcej niż słowa. Oto koszty ponoszone przez gospodarstwo domowe utrzymujące się z kwoty 300 franków rocznie.

Czego byśmy nie powiedzieli o tej nieszczęsnej grupie społecznej, szczegóły dotyczące jej wydatków będą bardziej wymowne. Oto one:

Czynsz 25 fr. Pranie 12 Opał (drewno i torf) 35 Oświetlenie 15 Naprawa zepsutych mebli 3 Zmiana miejsca zamieszkania (co najmniej dwa razy do roku) 2 Obuwie 12 Odzież (ubierają się w stare ubrania, które dają im ludzie) 0 Lekarz 0 Aptekarz (siostry miłosierdzia przynoszą im lekarstwa na polecenie lekarza) 0

---------------

104 fr.

Te wydatki zostawiały ubogiemu gospodarstwu dochód w wysokości 196 franków rocznie na pokrycie wszystkich pozostałych potrzeb, z czego 150 franków trzeba było wydać na chleb, zatem pozostawało 46 (rocznie!) na zakup soli, masła, kapusty i kartofli. "Jeżeli weźmie się pod uwagę, że pewną kwotę wydaje się także w barze, można zauważyć, że pomimo bochenków chleba rozdawanych od czasu do czasu przez organizacje dobroczynne, sytuacja tych rodzin i tak jest straszliwa"?9.

Próżno by szukać bardziej wyrazistej ilustracji niepodzielnej władzy, jaką liczby sprawowały nad mężczyznami, kobietami i dziećmi w mieście, niż we współczynnikach umieralności w poszczególnych dzielnicach. Przy bulwarze Duguay-Trouin, zamożnej ulicy z dużymi posiadłościami, Guépin i Bonamy odnotowali umieralność na poziomie jednego zgonu na 78 mieszkańców rocznie. Ale już na rue des Fumiers - stanowiącej epicentrum ubóstwa w mieście - położonej w tej samej dzielnicy, niedaleko Chaussée Madeleine, odnotowali już jeden zgon na 17 mieszkańców rocznie. Aby ująć tę różnicę w sposób bardziej drastyczny: autorzy odkryli, że podczas gdy mieszkańcy rue Duquesclin umierali średnio w wieku 59,2 roku, średnia długość życia mieszkańców rue des Fumiers wynosiła 31,16 roku.

W latach trzydziestych i czterdziestych XIX wieku Europę zalała fala podobnych raportów. Ich autorzy odwiedzali fabryki i chodzili po dzielnicach zamieszkałych przez najuboższą ludność miast. Ich książki i broszury świadczyły o przywiązaniu do precyzyjnej obserwacji i analizy ilościowej. W 1832 roku James Kay, po ukończeniu studiów medycznych na Uniwersytecie Edynburskim, opublikował krótkie studium na temat pracowników przemysłu bawełnianego z Manchesteru. Również i tutaj pojawiły się współczynniki umieralności wśród tkaczy, a także tabele liczbowe ukazujące rozmieszczenie wilgotnych mieszkań, niebrukowanych ulic i otwartych szamb w najuboższych dzielnicach. Znalazły się tutaj także refleksje na temat ponurości i nędzy codziennego życia pracującej biedoty. Życie pracowników przemysłu bawełnianego było ciężkie, pisał Kay, ale warunki były szczególnie złe głównie dla irlandzkich tkaczy pracujących na krosnach ręcznych, ponieważ wprowadzenie krosna mechanicznego obniżyło wartość ich pracy. W ich mieszkaniach można było znaleźć w najlepszym wypadku jedno lub dwa krzesła i rozchybotany stół, jakieś podstawowe narzędzia kuchenne oraz "jedno lub dwa łóżka, odrażająco brudne". Cała rodzina mogła spać razem w jednym łóżku, leżąc wspólnie pod stosem brudnej słomy i przykryciem sporządzonym ze starego worka. Były też wilgotne, śmierdzące, jednopomieszczeniowe piwnice, w których mogło się wspólnie tłoczyć nawet szesnaście osób z więcej niż jednej rodziny?10.

Dzieło Tableau de l'état physique et moral des ouvriers employés dans les manufactures de coton, de laine et de soie [Opis stanu fizycznego i psychicznego robotników zatrudnionych w fabrykach bawełny, wełny i jedwabiu] Louis-Renégo Villermé (1840) stanowiło rezultat lat spędzonych na obserwacji pracowników przemysłu bawełnianego w departamentach Górnego Renu, Seine-Inférieure, Aisne, Nord, Somme, Rhône i w kantonie Zurych w Szwajcarii. Villermé, pionier ruchu higienicznego i jeden z pierwszych propagatorów epidemiologii społecznej, zainteresowany był wpływem industrializacji na zdrowie i jakość życia klas pracujących fizycznie. Jego książka, zamówiona przez Akademię Nauk Moralnych i Politycznych w Paryżu, prezentowała żmudnie tworzoną klasyfikację, opartą na skrupulatnej analizie danych zebranych w wyniku drobiazgowej obserwacji. Villermé zainteresowany był długością dnia pracy, czasem poświęconym na posiłki, odległością pokonywaną do miejsca pracy, formą i wysokością wynagrodzenia. Odwiedzał te miejsca i obserwował opisywanych przez siebie ludzi, cierpliwie towarzysząc bohaterom swej książki podczas ich długiego dnia pracy, uznając, jak sam pisał, "surowy obowiązek opisu faktów dokładnie tak, jak je widziałem"?11. Patrząc, jak alzaccy pracownicy przemysłu bawełnianego przychodzą do swojej fabryki rano i opuszczają ją wieczorem, Villermé zauważał "wielką liczbę bladych, chudych kobiet idących boso po błocie". Obok nich biegło stadko "małych dzieci, równie brudnych i równie mizernych, okrytych szmatami tłustymi od oleju, który spłynął na nie z maszyn podczas pracy". Te dzieci nie miały żadnych chlebaków do noszenia prowiantu; "po prostu trzymają w rękach lub chowają pod koszulą kawałek chleba, który ma być ich pożywieniem, aż przyjdzie czas powrotu do domu"?12.

Tak samo jak Guépin i Bonamy, Villermé wchodził do mieszkań robotników, do ciemnych pokoi, gdzie spały dwie rodziny, każda w innym kącie, na słomie rzuconej na podłogę i przytrzymywanej dwiema deskami, przykrytej tylko szmatami i brudnym kocem. On także widział i opisywał marne narzędzia kuchenne i zrujnowane meble. Odnotował też wygórowane czynsze, których domagano się za tak nędzne mieszkania, czynsze skłaniające spekulantów do budowania kolejnych niskokosztowych kamienic w przekonaniu, że ubóstwo niedługo wypełni je mieszkańcami. Związek między dochodem a długością życia też mu nie umknął. Pisał, że w departamencie Górnego Renu, w miejscu gdzie wschodnia Francja graniczy ze Szwajcarią, bieda była tak olbrzymia, że w sposób drastyczny przekładała się na długość ludzkiego życia: podczas gdy w rodzinach kupców, przedsiębiorców i dyrektorów fabryk można było oczekiwać, że połowa dzieci dożyje 29 lat, to połowa dzieci tkaczy i przędzarzy bawełny umierała jeszcze przed ukończeniem drugiego roku życia. "Co nam to mówi" - pytał Villermé, a jego empatia walczyła tu z potępieniem - "o braku opieki, o zaniedbaniu ze strony rodziców, o ich nędzy, o ich cierpieniu?"?13

Hrabia Carlo Ilarione Petitti di Roreto, autor studium o wpływie pracy w fabryce na dzieci, był starszym urzędnikiem na usługach Królestwa Sardynii i jednym z najważniejszych piemonckich liberałów swojej epoki. Petitti od początku jasno stwierdzał, że rozumie wartość i konieczność pracy dziecięcej w fabrykach. Dzieci były nieduże i zwinne, można je było zatrudniać do ponownego łączenia, nawijania lub wciągania zapodzianych nici, mogły wciskać się pod maszyny, by na bieżąco dokonywać napraw bez naruszania rytmu produkcji (stąd plamy oleju zauważone przez Villermégo na ubraniach dzieci wychodzących z alzackich fabryk). Sprawdzały się znakomicie w licznych zadaniach wymagających drobnych palców i szybkiego refleksu. Były tańsze od dorosłych, miały więc kluczowe znaczenie przy obniżaniu kosztów. Uzupełniały także dochody najbiedniejszych pracujących rodziców.

Wykorzystywanie do takich prac dzieci stawało się coraz częstsze. Dzieci zaczynały teraz pracę już w wieku siedmiu czy ośmiu lat, a ich liczba wzrosła do tego stopnia, że stanowiły nawet połowę pracowników zatrudnianych w takich zakładach. Petitti zauważył, że właściciel fabryki miał oczywisty interes w maksymalizacji produkcji i minimalizacji kosztów, a zatem najprawdopodobniej wymagał jak największego wysiłku, nawet od swoich najmłodszych pracowników. Ubodzy rodzice również mieli interes w zmniejszeniu ciężaru utrzymania swojego potomstwa, a zatem byli skłonni posłać dziecko do pracy najwcześniej, jak było to możliwe. Wydawało się, że wszystkie zainteresowane strony (z wyjątkiem samych dzieci) odnosiły korzyści z działania tego systemu eksploatacji, a rezultaty były godne pożałowania. Wyczerpani ciągłą pracą i pozbawieni odpowiedniej ilości snu, ci mali proletariusze nieustannie przysypiali, śniąc o "bieganiu i skakaniu", póki surowy głos nie przywołał ich z powrotem do ich zadań. Jeżeli stawiali opór, byli bici lub odmawiano im jedzenia?14.

Im młodszy wiek, w jakim rozpoczynali pracę, tym większe niebezpieczeństwo, że konkretne zajęcia doprowadzą do charakterystycznych chorób i deformacji w wieku dorosłym. Obserwując tkaczy w Lyonie, jednym z największych ośrodków produkcji tkanin jedwabnych w Europie, Philibert Patissier zauważył oznaki ogólnego upośledzenia, które wydawały się powiązane z rodzajem pracy, a przejawiające się nie tylko w wyglądzie i poziomie energii życiowej, ale także nastrojach i postawach. Oprócz bladej cery tkaczy w oczy rzucały się także ich kończyny: "osłabłe lub obrzmiałe od limfy, miękkie ciało pozbawione witalności, [oraz] wzrost niższy niż średni". Widać było "pewnego ducha prostoty i głupoty w ich twarzach; ich akcent w rozmowie był szczególnie powolny i monotonny". Ich ciała były tak zdeformowane przez krzywicę i złą postawę, że można ich było rozpoznać z daleka "po nieregularnym rozwoju szkieletu [oraz] ich niepewnym i całkowicie pozbawionym wdzięku kroku"?15.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

wy­daw­nic­two­dia­log.pl