Rewolucje 1848 roku były wyjątkowe - przynajmniej w historii Europy - dzięki swoistemu połączeniu intensywności i rozległości geograficznej. Ani Wielka Rewolucja Francuska w 1789 roku, ani rewolucja lipcowa w 1830, Komuna Paryska w 1870 czy rewolucje rosyjskie z lat 1905 i 1917 nie stały się zarzewiem porównywalnej transkontynentalnej kaskady wydarzeń. Rok 1989 wydaje się właściwszym porównaniem, ale nadal trwają dyskusje co do tego, czy zrywy te można określić jako "rewolucje". Z kolei w 1848 roku równoległe zamieszki polityczne wybuchały na całym kontynencie, od Szwajcarii i Portugalii po Mołdawię i Wołoszczyznę, od Norwegii, Danii i Szwecji po Palermo i Wyspy Jońskie. Była to jedyna prawdziwie europejska rewolucja, jaka kiedykolwiek się rozpętała.
Jednak pod pewnymi względami był to także przewrót globalny, a przynajmniej europejski przewrót o globalnym wymiarze. Wieści o rewolucji w Paryżu miały ogromny wpływ na Antyle Francuskie, a działania podjęte w Londynie w celu powstrzymania rewolucji na terytorium brytyjskim uruchomiły protesty i powstania na peryferiach imperium. Również w młodych państwach Ameryki Łacińskiej rewolucje europejskie pobudziły do życia zarówno elity liberalne, jak i radykalne. Nawet w odległej Australii francuska rewolucja lutowa 1848 roku spowodowała polityczne zawirowania - chociaż dopiero 19 czerwca 1848 roku wieści o lutowych wydarzeniach dotarły do Sydney w kolonii Nowej Południowej Walii - echo tego, co australijski historyk Geoffrey Blainey określił kiedyś z żalem jako "tyranię odległości".
W rewolucjach uczestniczyło wiele charyzmatycznych i utalentowanych osób, od Giuseppe Garibaldiego po Marie d'Agoult, autorkę (pod męskim pseudonimem) najlepszej współczesnej historii rewolucji we Francji; od francuskiego socjalisty Louisa Blanca po przywódcę węgierskiego ruchu narodowego Lajosa Kossutha; od błyskotliwego konserwatywno-liberalnego teoretyka społecznego, historyka i polityka Alexisa-Charles'a-Henriego-Clérela de Tocqueville'a, po wołoskiego żołnierza, dziennikarza i agrarnego radykała Nicolae Bălcescu. Od młodego patrioty-poety Sándora Petőfiego, którego recytacja Pieśni narodowej wzbudziła rewolucyjny zapał wśród tłumu Węgrów zgromadzonego w Budapeszcie, po targanego niepokojami księdza Felicité de Lamennais, którego przegrana w końcu walka o pogodzenie wiary z polityką uczyniła jednym z najsławniejszych myślicieli świata sprzed 1848 roku; od pisarki George Sand, która tworzyła "Biuletyny Rewolucyjne" dla republikańskiego Rządu Tymczasowego w Paryżu po rzymskiego trybuna ludowego Angelo Brunettiego, zwanego czule Ciceruacchio, czyli "Pyzatek", prawdziwego człowieka ludu, który znacząco wpłynął na przebieg rzymskiej rewolucji w latach 1848-1849. Nie można też nie wspomnieć o niezliczonych kobietach, które sprzedawały gazety i biuletyny na ulicach europejskich miast albo walczyły na barykadach (są bardzo wyraziste w przedstawieniach wizualnych tych rewolucji). Dla świadomych politycznie Europejczyków rok 1848 był wszechogarniającym momentem współdzielonego doświadczenia. Uformował z nich wszystkich pokolenie rówieśników naznaczonych wspomnieniami, które miały towarzyszyć im przez całe życie.
Rewolucje te były postrzegane jako przewroty europejskie - dowodów na to jest mnóstwo, jednak z czasem zostały unarodowione?1. Historycy i "zarządzający pamięcią" narodów europejskich przyswoili je jako konkretne narodowe opowieści. Rzekome niepowodzenie rewolucji niemieckich zostało włączone w narodową narrację pod nazwą Sonderweg, czyli "odrębna droga", przyczyniając się do ugruntowania tezy o anormalnej drodze Niemiec do nowoczesności - drodze, która zakończyła się klęską dyktatury Hitlera. Coś podobnego wydarzyło się we Włoszech, gdzie niepowodzenie rewolucji w 1848 roku postrzegane było jako zapowiedź autorytarnego dryfu w stronę Królestwa Włoch, a przez to także przygotowanie drogi do Marszu na Rzym w 1922 roku i następującego po nim przejęcia władzy przez faszystów. We Francji klęskę powstania w 1848 roku uważano za początek bonapartystowskiego interludium w formie Drugiego Cesarstwa, które z kolei zapowiadało przyszły triumf de Gaulle'a. Innymi słowy, koncentrowanie się na rzekomej porażce 1848 roku sprawiło też, że wydarzenia te włączone zostały do wielu równoległych narracji dotyczących już konkretnych państw narodowych. Nic lepiej nie ukazuje ogromnej siły państwa narodowego jako czynnika kształtującego pamięć historyczną niż te powiązane ze sobą przewroty i ich fragmentacja we współczesnej pamięci - tę siłę odczuwamy do dziś.
Wydarzenia 1848 roku można podzielić na trzy etapy. W lutym i marcu wzburzenie polityczne szerzyło się na kontynencie niczym pożoga, ogarniając kolejne miasta i po drodze wzniecając liczne lokalne pożary w miasteczkach i wsiach. Austriacki kanclerz Metternich uciekł z Wiednia, armia pruska została wycofana z Berlina, królowie Sardynii, Danii i Neapolu ogłosili konstytucje - wszystko wydawało się takie proste. Był to moment podobny do protestów na placu Tahrir [w Kairze, w 2011 roku]: można było odnieść wrażenie, że ruch ogarnął całe społeczeństwo; euforia jedności była upajająca: "Musiałem wyjść na zimowy chłód i spacerować aż do całkowitego wyczerpania - pisał jeden z niemieckich radykałów - jedynie po to, aby ugasić ogień we krwi i spowolnić bicie serca, które było w stanie nieznanego mi dotąd, zdumiewającego pobudzenia; sprawiało wrażenie, że zaraz wyskoczy mi z piersi"?2. Na ulicach Mediolanu całkowicie obce osoby padały sobie w objęcia. Takie były te wiosenne dni roku 1848.
Jednak istniejące wśród uczestników tych przewrotów podziały (tlące się już w pierwszych ich godzinach) wkrótce stały się jaskrawo widoczne: w maju radykalni demonstranci usiłowali szturmować i obalić Zgromadzenie Narodowe utworzone w wyniku rewolucji lutowej w Paryżu, podczas gdy w Wiedniu austriaccy demokraci protestowali przeciw powolnemu tempu liberalnych reform i powołali Komitet Bezpieczeństwa Publicznego. W czerwcu na ulicach większych miast doszło do gwałtownych starć między liberalnymi (we Francji - republikańskimi) przywódcami a radykalnym tłumem. W Paryżu doprowadziło to w końcu do brutalnych zamieszek i rozlewu krwi podczas "dni czerwcowych", kiedy to zginęło co najmniej trzy tysiące rebeliantów. Tak wyglądało długie gorące lato 1848 roku, z satysfakcją ocenione przez Marksa jako moment, gdy rewolucja utraciła swą niewinność, a słodka (choć zwodnicza) wiosenna jednomyślność ustąpiła zaciekłej walce klasowej.
Jesień 1848 roku zarysowała bardziej złożony obraz. We wrześniu, październiku i listopadzie kontrrewolucja opanowała Berlin, Pragę, Wiedeń oraz Wołoszczyznę. Parlamenty zamykano, buntowników aresztowano i skazywano, wojsko en masse wróciło na ulice miast. Ale jednocześnie drugi, radykalny etap rewolty, zdominowany przez demokratów i republikanów wszelkiej maści, wybuchł w centralnych i południowych państwach niemieckich (szczególnie w Saksonii, Badenii i Wirtembergii), w zachodniej i południowej Francji oraz w Rzymie, gdzie radykałowie, po ucieczce papieża 24 listopada, ostatecznie proklamowali Republikę Rzymską. Na południu Niemiec zamieszki drugiego etapu udało się stłumić dopiero latem 1849 roku, gdy wojska pruskie w końcu zajęły fortecę Rastatt w Badenii, ostatnią twierdzę radykalnych powstańców. Wkrótce, w sierpniu 1849 roku, wojska francuskie zlikwidowały Republikę Rzymską i, ku rozczarowaniu tych, którzy wielbili niegdyś Francję jako patronkę rewolucji na całym kontynencie, przywróciły władzę papieża. Mniej więcej w tym samym czasie wojska austriackie i rosyjskie zajęły terytorium Królestwa Węgier, kładąc tym samym kres zaciekłym walkom o przyszłość tego kraju. Pod koniec lata 1849 roku było już w zasadzie po rewolucyjnych zrywach.
Ten ponury i często naznaczony brutalną przemocą okres rozliczania się z rewolucjonistami oznaczał między innymi to, że w narracji opowiadającej o tych zamieszkach brakuje momentu ich wyzwalającego zakończenia. To właśnie piętno porażki zniechęciło mnie do rewolucji 1848 roku, gdy po raz pierwszy zetknąłem się z nią w szkole. Złożoność i porażka to niezbyt atrakcyjne połączenie.
Dlaczego więc powinniśmy dzisiaj podjąć wysiłek refleksji nad 1848 rokiem? Po pierwsze: rewolucje 1848 roku tak naprawdę NIE BYŁY klęską: w wielu państwach doprowadziły do szybkiej i trwałej zmiany konstytucyjnej, a Europa po 1848 roku stała się zupełnie innym miejscem. Znacznie lepiej jest spojrzeć na to kontynentalne powstanie niczym na akcelerator cząstek w sercu XIX-wiecznej Europy. Ludzie, grupy społeczne i idee wpadały do niego, zderzały się ze sobą, łączyły bądź rozpadały, a następnie wyłaniały się niczym deszcz nowych bytów, których ślady można zaobserwować w późniejszych dekadach. Ruchy polityczne i idee, od socjalizmu i demokratycznego radykalizmu po liberalizm, nacjonalizm, korporacjonizm i konserwatyzm, zostały w tym akceleratorze zbadane; i wszystkie uległy zmianom, co miało ogromne konsekwencje dla nowoczesnej historii Europy. Rewolucje te przyniosły także - pomimo utrzymującego się myślenia o nich jako o "klęsce" - głęboką transformację praktyk politycznych i administracyjnych na całym kontynencie, europejską "rewolucję w rządzeniu".
Po drugie: pytania zadawane przez rewolucjonistów w 1848 roku nie straciły swojej mocy. Są oczywiście wyjątki: nie roztrząsamy już doczesnej władzy papieskiej czy "kwestii Szlezwika-Holsztynu". Ale nadal niepokoi nas to, co się stanie, jeżeli żądania wolności politycznej lub gospodarczej będą sprzeczne z żądaniami praw socjalnych. Wolność prasy, o którą nieustannie zabiegali radykałowie z 1848 roku, jest jak najbardziej słuszna, ale jaki sens ma wydawanie ambitnej gazety, gdy głód uniemożliwia jej lekturę? Problem ten ujęli niemieccy radykałowie w żartobliwym przeciwstawieniu "wolności czytania" (Pressefreiheit) z "wolnością jedzenia" (Fressefreiheit).
Nad latami czterdziestymi XIX wieku unosiło się widmo "pauperyzacji". Jak to możliwe, że nawet ludzie pracujący w pełnym wymiarze godzin ledwo byli w stanie się wyżywić? Całe sektory produkcji - najbardziej ewidentnym przykładem byli tkacze - wydawały się być dotknięte tym problemem. Ale co oznaczała ta fala zubożenia? Czy ogromna nierówność między bogatymi i biednymi była po prostu ustanowioną przez Boga cechą ludzkiego losu, jak twierdzili konserwatyści? A może symptomem zacofania i nadmiernej regulacji, jak argumentowali liberałowie, albo też wytworem systemu politycznego i gospodarczego w jego aktualnym wcieleniu, jak upierali się radykałowie? Konserwatyści skupiali się na łagodzeniu sytuacji poprzez działalność dobroczynną, liberałowie - poprzez deregulację gospodarczą i rozwój przemysłu, ale radykałowie byli mniej optymistyczni: uznawali oni, że cały porządek ekonomiczny opiera się na wyzysku słabszych przez silniejszych. Te pytania nie zniknęły. Problem "pracującej biedoty" jest dzisiaj jedną z najbardziej palących kwestii w dziedzinie polityki społecznej. A związek między kapitalizmem a nierównością społeczną nadal jest przedmiotem analiz.
Szczególnie trudna była kwestia pracy. A co by było, gdyby sama praca stała się rzadkim dobrem? Załamanie koniunktury gospodarczej zimą i wiosną 1847-1848 pozbawiło pracy tysiące mężczyzn i kobiet. Czy obywatele mieli prawo domagać się, aby w razie konieczności przydzielono im pracę jako coś niezbędnego do godnego życia? Próbę odpowiedzi na to pytanie przyniosły kontrowersyjne "warsztaty narodowe" w Paryżu i ich liczne odpowiedniki w innych częściach Europy. Jednak niełatwo jest przekonać ciężko pracujących rolników z Limousin, aby płacili dodatkowe podatki w celu sfinansowania programów tworzenia miejsc pracy dla tych, których uważali za paryskich obiboków. Z drugiej strony to właśnie nagłe zamknięcie warsztatów doprowadziło do ponownego wyjścia na ulice francuskiej stolicy stu tysięcy bezrobotnych oraz krwawego powstania robotników w czerwcowych dniach 1848 roku.
Johann Peter Hasenclever, malarz z Düsseldorfu, uchwycił ten problem na swoim znakomitym płótnie przedstawiającym robotników przed radą miejską. Obraz namalowany w 1849 roku i szeroko rozpowszechniany w licznych wersjach ukazuje delegację robotników, dla których program tworzenia miejsc pracy przy pogłębianiu różnych odnóg Renu został właśnie zamknięty jesienią 1848 roku z powodu braku funduszy. Delegaci składają petycję protestacyjną władzom Düsseldorfu w bogatej sali obrad. Przez duże okno widać na placu mówcę zwracającego się do wzburzonego tłumu. Karol Marks kochał ten obraz ze względu na jaskrawe oddanie tego, co on uważał za konflikt między klasami. Na końcu długiego artykułu dla "New York Tribune" chwalił artystę za przekazanie z "dramatyczną witalnością" na jednym obrazie stanu rzeczy, jaki postępowy pisarz mógłby tylko próbować zanalizować na wielu stronach druku?3. Kwestie dotyczące praw socjalnych, ubóstwa i prawa do pracy podzieliły uczestników rewolucji latem 1848 roku. Nie można powiedzieć, by z czasem kwestie te stały się chociaż trochę mniej palące.
"Niedokończona rewolucja" roku 1848 - nieprzewidywalna, burzliwa, niekiedy brutalna i zmieniająca rzeczywistość - jest ciekawym obiektem badań dla współczesnych czytelników. W latach 2010-2011 wielu dziennikarzy i historyków zauważyło zaskakujące podobieństwo między ciągiem żywiołowych przewrotów zwanym niekiedy Arabską Wiosną a rewolucjami roku 1848, znanymi także jako Wiosna Ludów. Podobnie jak zamieszki w państwach arabskich, były one zróżnicowane, geograficznie rozproszone, a jednak ze sobą powiązane. Najbardziej rzucającym się w oczy szczegółem rewolucji 1848 roku była ich jednoczesność - stanowiło to zagadkę dla współczesnych obserwatorów i do dziś pozostało nią dla historyków. Była to także jedna z najbardziej enigmatycznych cech arabskich buntów lat 2010-2011, które miały głębokie korzenie lokalne, ale były także wyraźnie wzajemnie powiązane. Pod wieloma względami plac Tahrir w Kairze nie przypominał Piazza San Marco w Wenecji, "Vossische Zeitung" to nie Facebook - ale są one na tyle podobne, by uruchomić szersze skojarzenia. Ważna jest tu kwestia ogólna: w swej masowości, w nieprzewidywalnym współdziałaniu wielu sił, wydarzenia z połowy XIX wieku przypominały chaotyczne wstrząsy czasów nam współczesnych, w których równie trudno dopatrzyć się wyraźnie punktów końcowych.
Johann Peter Hasenclever, Robotnicy przed Radą Miejską (1849). Robotnicy zwolnieni po zamknięciu programu prac publicznych na Renie składają do rady miejskiej petycję o wznowienie prac jesienią 1848 roku. Rada reaguje konsternacją. Przez okno dostrzec można mówcę zwracającego się do wzburzonego tłumu. Obraz odnosi się do wydarzenia w Düsseldorfie, ale architektura w tle nie jest specyficzna dla tego miasta i sugeruje bardziej powszechny miejski problem.
Rewolucja roku 1848 była rewolucją zgromadzeń: Konstytucyjnego w Paryżu, które utorowało drogę do jednoizbowej władzy legislacyjnej znanej jako Assemblée Nationale (Zgromadzenie Narodowe); pruskiej Konstytuanty, czyli Nationalversammlung w Berlinie, wybranej zgodnie z nowymi, specjalnie w tym celu uchwalonymi prawami; Ogólnoniemieckiego Zgromadzenia Narodowego zwołanego we Frankfurcie w eleganckiej okrągłej sali kościoła św. Pawła. I choć sejm węgierski był ciałem bardzo starym, w czasie rewolucji węgierskiej 1848 roku w Peszcie zebrał się nowy parlament narodowy. Rewolucjoniści z Neapolu, Królestwa Sardynii, Toskanii oraz Państwa Kościelnego utworzyli nowe organy parlamentarne, natomiast rewolucjoniści na Sycylii, chcąc wyrwać się spod władzy Neapolu, utworzyli własny, sycylijski parlament, który w kwietniu 1848 roku zdetronizował króla Neapolu, Ferdynanda II z dynastii Burbonów.
Zgromadzenia były jednak tylko jednym z teatrów wydarzeń. Latem 1848 roku w wielu państwach poddawane były sporym naciskom nie tylko ze strony władzy królewskiej, ale także szeregu konkurujących ze sobą organizacji o bardziej skrajnych zapatrywaniach. Za przykład służyć mogą sieci klubów i "komitetów" albo radykalne "przeciwzgromadzenia", jak Der Allgemeine Handwerks- und Fertigungskongress (Powszechny Kongres Rzemiosła i Przemysłu), powołany we Frankfurcie w lipcu 1848 roku w celu reprezentowania wysoko wykwalifikowanych robotników, których interesy nie były uwzględniane w zdominowanym przez liberałów i klasę średnią Zgromadzeniu Narodowym. I nawet ta organizacja rozpadła się po pięciu dniach na dwa oddzielne kongresy - ponieważ nie udało się przezwyciężyć podziałów między mistrzami a czeladnikami.
Liberałowie darzyli szacunkiem instytucję parlamentu i z pryncypialnym niepokojem obserwowali kluby i zgromadzenia radykałów, które wydawały się im parodią wysublimowanej kultury proceduralnej prawidłowo wybranych i ukonstytuowanych izb. Z punktu widzenia "izbowych liberałów" jeszcze bardziej alarmująca była perspektywa organizowania demonstracji gotowych bezpośrednio interweniować w prace parlamentów. Dokładnie taka sytuacja miała miejsce w Paryżu 15 maja 1848 roku, kiedy to tłum wdarł się do słabo strzeżonej izby Zgromadzenia Narodowego, przerwał obrady, odczytał petycję, po czym pomaszerował do Hôtel de Ville, by ogłosić "rząd powstańczy", na czele którego mieli stanąć znani radykałowie. Napięcia między systemem parlamentarnym a innymi formami reprezentacji - czyli między demokracją przedstawicielską a bezpośrednią - to kolejna charakterystyczna cecha roku 1848, przypominająca dzisiejszą scenę polityczną, na której parlamenty muszą borykać się ze spadkiem zaufania społecznego, a także z obecnością różnorodnego spektrum konkurujących ze sobą grup nieparlamentarnych lub pozaparlamentarnych, korzystających z mediów społecznościowych i organizujących się wokół spraw, które mogą nie przyciągać uwagi zawodowych polityków.
Rok 1848 to nie tylko opowieść o rewolucjonistach. Historyków XX i XXI wieku o skłonnościach liberalnych w sposób naturalny pociągały sprawy tych, których żądania - dotyczące wolności stowarzyszania, słowa i prasy, konstytucji, regularnych wyborów i parlamentów - weszły do repertuaru nowoczesnej demokracji liberalnej. Jednak chociaż podzielam tę genetyczną sympatię do czytających gazety, pijących kawę liberałów i radykałów, wydaje mi się, że relacja prezentująca wydarzenia wyłącznie z powstańczego lub liberalnego punktu widzenia pominie zasadniczą część dramatu i znaczenia tych rewolucji. Było to bowiem wielowymiarowe starcie między starymi a nowymi władzami, w którym te pierwsze miały równie istotny wpływ na krótko- i długoterminowe skutki rewolucji, jak te drugie. I nawet ta poprawka jest niewystarczająca, ponieważ "stare władze", które przetrwały rewolucję, same uległy przemianie, chociaż zasadniczo nie w sposób, który większości historyków wydałby się interesujący. Przyszły pruski kanclerz i niemiecki mąż stanu Otto von Bismarck był w 1848 roku wciąż drobnym graczem, ale rewolucja umożliwiła mu złączenie jego osobistego losu z przyszłością kraju. Przez całe życie uznawał rok 1848 za przełom między epokami, za moment transformacji, bez której jego własna kariera byłaby niemożliwa. Rewolucje w sposób zasadniczy wpłynęły na pontyfikat Piusa IX, podobnie jak i na sam Kościół katolicki oraz jego odniesienie do nowoczesnego świata. Dzisiejszy Kościół katolicki jest pod wieloma względami owocem tej dziejowej chwili. Napoleon III nie uważał siebie za pogromcę rewolucji, tylko za przywracającego porządek. Mówił o potrzebie nie blokowania, lecz ukierunkowywania wyzwolonych przez rewolucję sił, ustanowienia państwa jako pioniera postępu materialnego.
Był to przewrót, podczas którego granice między rewolucją i kontrrewolucją były, a niekiedy nadal są, trudne do wytyczenia. Wielu spośród uczestników rewolucji 1848 roku zginęło, wielu z powodu swoich przekonań skończyło na wygnaniu bądź w więzieniu, ale liczni przeszli też na drugą stronę barykady, pogodzili się z postrewolucyjną administracją, która sama zresztą uległa przemianom bądź została utemperowana przez rewolucyjny wstrząs. I tak rozpoczął się długi marsz ku instytucjom państwowym. Ponad jedna trzecia prefektów (funkcjonariuszy policji regionalnej) bonapartystycznej Francji po 1848 roku to dawni radykałowie. To samo można powiedzieć o Aleksandrze von Bachu, austriackim ministrze spraw wewnętrznych sprawującym urząd od lipca 1849 roku, którego nazwisko znajdowało się niegdyś na prowadzonych przez wiedeńską policję listach podejrzanych demokratów. Kontrrewolucjoniści byli często - głównie we własnych oczach - raczej wykonawcami niż grabarzami rewolucji. Zrozumienie tego faktu pozwala nam wyraźniej dostrzec, w jaki sposób ta rewolucja zmieniła Europę.
Rewolucje we wspomnieniach (przynajmniej wielu byłych uczestników) przybrały wyraźny kontrast emocjonalny: promienna euforia początków, a potem frustracja, rozgoryczenie i melancholia, które pojawiły się, gdy "żelazna sieć kontrrewolucji" (jak określiła to Berlinianka Fanny Lewald) spadła na zbuntowane miasta. Euforia i rozczarowanie były nierozerwalnymi elementami rewolucji, tak samo jak strach. Żołnierze obawiali się wściekłych mieszczan niemal tak samo, jak tamci bali się ich. Nagły wybuch paniki wśród tłumów w rezultacie konfrontacji z wojskiem prowadził do nieprzewidywalnego w skutkach popłochu, który można zaobserwować w niemal każdym mieście ogarniętym powstaniem. "Od 25 lutego [1848]" - pisał Émile Thomas, twórca warsztatów narodowych w Paryżu, później zagorzały bonapartysta - "rządził nami strach, ten najgorszy z doradców, który paraliżuje wszystkie dobre intencje"?4.
Liberalni przywódcy obawiali się, że nie uda im się utrzymać pod kontrolą tej wyzwolonej przez rewolucję energii społecznej. Ludzi o niższym statusie społecznym dręczyła myśl, że przeprowadzany jest spisek mający na celu zakończenie rewolucji, zniweczenie jej osiągnięć i pogrążenie ich w wiecznym ubóstwie i bezsilności. Zamożne mieszczaństwo krzywiło się, kiedy nagle przez bramy miejskie, niestrzeżone już przez posterunki wojskowe, wlał się tłum nieokrzesanych mieszkańców przedmieść. Bało się o swój majątek, a czasem wręcz o życie. Powstanie w Palermo rozgrywało się na tle trudnej, zróżnicowanej i praktycznie niemożliwej do opanowania sytuacji społecznej panującej w mieście. Pierwsi przywódcy tej rewolucji byli statecznymi i przewidywalnymi dygnitarzami. Jednak jak zauważył Ferdinando Malvica, autor współczesnej, niepublikowanej kroniki rewolucji w Palermo, ulice szybko zapełniły się uzbrojonymi maestranze (rzemieślnikami i robotnikami z miast) oraz - co bardziej niepokojące - grupami z okolicznych wsi, składającymi się z "okrutnych brutali, niemal pozbawionych ludzkich uczuć, żądnych krwi, ohydnych prostaków [przez których] piękna stolica Sycylii została otoczona; były to hordy piekielnych stworzeń, w których nie było niczego ludzkiego prócz ich spalonych słońcem twarzy"?5. Bez siły napędowej i rzekomego zagrożenia płynącego ze strony takich ludzi powstania 1848 roku nigdy by się nie powiodły. Jednak powszechny strach przed niższymi klasami paraliżował rewolucję na późniejszym etapie, ułatwiając rozgrywanie sprzecznych interesów, wciągając liberałów w objęcia istniejących władz oraz powodując izolację radykałów jako wrogów porządku społecznego. Z drugiej strony ustąpienie strachu mogło wywołać euforię, jak to się wydarzyło w tych wiosennych dniach w wielu europejskich miastach, gdy obywatele nagle wyzbyli się czy też pokonali strach przed siłami bezpieczeństwa lub tajną policją.
Szczególne formy wyrażania emocji mogły być przejawem rewolucyjnej wrażliwości, a niektóre z nich oddają wyjątkowość roku 1848 jako momentu buntu klasy średniej. Wczesnym rankiem, 9 listopada 1848 roku, w drodze przed pluton egzekucyjny pod Wiedniem, radykalny deputowany do parlamentu Robert Blum - wedle słów kilkunastu wierszy i pieśni upamiętniających jego śmierć - uronił jedną łzę. Kiedy oficer powiedział do niego: "Proszę się nie bać, w mgnieniu oka będzie po wszystkim", Blum zbył tę próbę pocieszenia go i prostując sylwetkę na pełny (choć niezbyt imponujący) wzrost, odpowiedział: "Ta łza nie jest łzą deputowanego do parlamentu narodu niemieckiego Roberta Bluma. Jest to łza ojca i męża".
Łza Bluma weszła w poczet legend radykałów. Pieśń o śmierci Roberta Bluma śpiewana w południowych landach Niemiec jeszcze w XX wieku przypomina o tej chwili prywatnego żalu w centrum publicznej egzekucji politycznej: "Ta łza za żonę i dzieci" - oświadcza uroczyście - "nie hańbi mężczyzny". Łza utkwiła w pamięci, ponieważ określała Bluma jako człowieka o więziach i wartościach mieszczańskich, osoby prywatnej, która wkroczyła w życie publiczne. Była to polityka w tonacji burżuazyjnej. (Do dziś erschossen wie Robert Blum - "martwy jak Robert Blum", to przysłowiowe określenie na terenach południowych Niemiec).
Kontrrewolucjoniści rzecz jasna także mieli uczucia. Pod koniec niezwykłej przemowy przed pruskim Sejmem Krajowym (Vereinigter Landtag) w Berlinie Otto von Bismarck z niechęcią oznajmił, że zaakceptował rewolucję jako nieodwracalny fakt historyczny oraz nowe, liberalne ministerstwo jako "rząd przyszłości", a następnie zszedł z podium, zanosząc się gwałtownym szlochem. Łzy te, w odróżnieniu od jedynej łzy Bluma, były ostentacyjnie publiczne, zarówno ze względu na swój widowiskowy charakter, jak i przyczynę. Okrzyk Berliner Schweine! ("Berlińskie świnie!") padający z ust rekrutów z zapadłych brandenburskich wsi, gdy podczas dni marcowych w stolicy tłukli osoby podejrzane o udział w walkach na barykadach pałkami i żelaznymi prętami, mówi nam wiele (chociaż z pewnością nie wszystko) o nastawieniu wiejskiej młodzieży do powierzonego jej zadania walki z powstańcami w miastach. Mściwość i gniew miały duże przełożenie na brutalność austriackich generałów takich jak Haynau, który wydawał się rozkoszować wyrokami śmieci i egzekucjami, jakich nie szczędził pokonanym powstańcom węgierskim.
Książkę otwiera opis niepewnej sytuacji społecznej Europy sprzed 1848 roku - czasów, gdy znaczna większość populacji żyła pod presją gwałtownych zmian. Związek między problemami społecznymi a przewrotami politycznymi był głęboki, wręcz bezpośredni. A protesty motywowane kwestiami ekonomicznymi oraz przejawy niezwykle silnego niepokoju społecznego stały się bazą polaryzującej energii politycznej, pomagając w kształtowaniu sojuszy tych, którzy doprowadzili do rewolucji 1848 roku bądź przejęli ich dziedzictwo. Polityczne uniwersum, w którym rewolucje wybuchały (rozdział 2), nie opierało się na sztywnych zobowiązaniach ani silnej tożsamości partyjnej. Europejczycy tej epoki kreślili wysoce osobliwe trasy poprzez archipelagi argumentów i toku rozumowania. Znajdowali się w ruchu i pozostali w nim zarówno w trakcie rewolucji z połowy stulecia, jak i po nich. Konflikty polityczne lat trzydziestych i czterdziestych XIX wieku (rozdział 3) przebiegały wzdłuż wielu linii. Nie było binarnego podziału, tylko multum pęknięć rozbiegających się we wszystkich kierunkach. To właśnie pozostało cechą samych rewolucji, które na pierwszy rzut oka wydają się wielce chaotyczne i niejasne - i pod tym względem przypominają konflikty, które absorbują naszą uwagę dziś.
Rozdziały od 4 do 6 skupiają się na samych rewolucjach: czy były one dziełem rewolucjonistów, czy też może było odwrotnie? Przewroty rozpoczynały się często scenami niezwykle dramatycznymi. Relacjonowanie samych początków tych wydarzeń musi odzwierciedlać zarówno ich wielką siłę, jak i słabości natury strukturalnej oraz psychospołecznej, które potem miały się okazać zgubne. Rozdział 5 stanowi refleksję na temat równoległych procesów, które zachodziły na głównych scenach wydarzeń: przemiany miast w strefy kipiące politycznymi emocjami, uroczystych pogrzebów poległych rewolucjonistów, tworzenia nowych rządów, izb i konstytucji, często w warunkach skrajnej niepewności. Rewolucjoniści 1848 roku uważali się za tych, którzy przynoszą i propagują "emancypację", ale jakie miało to znaczenie dla tych, którzy mieli nadzieję, że dzięki nim to wyzwolenie osiągną? Prześledzenie losów zniewolonych Afrykanów z imperium francuskiego, aktywistek politycznych, Żydów i "cygańskich niewolników" ziem rumuńskich jest jednym ze sposobów oceny zasięgu i ograniczeń osiągnięć roku 1848.
Rozdziały 7 i 8 przedstawiają powolne wygasanie rewolucji, skupiając się najpierw na stopniowym słabnięciu rewolucyjnej energii, rozproszeniu wysiłku i odcinaniu się od wspólnych przedsięwzięć, które to charakteryzowały lato i jesień 1848 roku. Potem następuje długa seria przybierających na brutalności działań policji, które kładą kres rewolucji. Zrozumienie tego okresu historii wymaga dostrzeżenia nie tylko słabości, które pozwoliły zahamować dynamikę rewolucji, ale także korzeni sukcesu kontrrewolucji, częściowo wynikających z ukrytych atutów odziedziczonych z przeszłości, a częściowo z wniosków wyciągniętych z obserwacji przebiegu rewolucji. Chociażby ich końcowy etap dowodzi, o ile lepiej kontrrewolucjoniści radzili sobie we współpracy międzynarodowej od swych przeciwników. Okazuje się, że przebieg rewolucji 1848 roku ukształtowały w równym stopniu stosunki między państwami, co wewnętrzne niepokoje społeczne. Rozdział 9 natomiast oddala się w czasie i przestrzeni od epicentrum wstrząsów. W Ameryce Północnej i Południowej, w południowej Azji i w regionie Pacyfiku, fale wywołane europejskimi rewolucjami z połowy stulecia wpływały pomiędzy te zróżnicowane społeczeństwa, doprowadzając do polaryzacji bądź wyjaśniając debaty polityczne, uświadamiając wszystkim, jak plastyczne i kruche są wszelkie struktury polityczne. Jednak im bardziej oddalamy się od Europy, tym mniej odpowiednia staje się metafora "wpływu" - rozprzestrzenianie się informacji staje się mniej istotne niż wybiórcze interpretacje z geograficznie odległej perspektywy, wynikające z lokalnych procesów zróżnicowania politycznego i miejscowych konfliktów. Z kolei na kontynencie europejskim dziedzictwo 1848 roku było głębokie i trwałe. Aby to wyraźnie zobaczyć, musimy podążyć ścieżkami ludzi, idei i mód intelektualnych połowy XIX wieku prowadzących ku rewolucjom 1848 roku i ponownie z nich wychodzących.
Europejczycy, jak wszyscy ludzie, są gadatliwi, a żadna rewolucja nie była tak rozgadana jak ta w 1848 roku. Wytworzyła naprawdę zadziwiającą ilość osobistych świadectw. Próbowałem nieustannie wsłuchiwać się w te odrębne głosy i zastanawiać się, jakich wskazówek dotyczących głębszego znaczenia zachodzących wokół nich wydarzeń mogą nam one dostarczyć. Jednak gadatliwość nie zawsze jest komunikatywna, istotna jest więc refleksja także nad tymi sytuacjami, w których ludzie 1848 roku raczej przemawiali do innych niż rozmawiali ze sobą. Takie przemowy mogły być jednocześnie ekscytujące i puste. Liberałowie i radykałowie często opowiadali wieśniakom o cnocie i konieczności walki rewolucyjnej, ale z mizernym skutkiem. Liberałowie znajdowali sposoby na błędne interpretowanie lub po prostu niesłuchanie żądań radykałów. Informacje krążyły w oparach plotek i "fake newsów", podobnie jak to się dzieje dzisiaj, a strach sprawiał, że pewnych głosów i idei ludzie byli skłonni wysłuchać, na inne natomiast pozostawali głusi.
Jedną z uderzających kwestii związanych z Wiosną Ludów jest głęboka świadomość historyczna wśród wielu głównych postaci tych wydarzeń. Na tym właśnie polegała zasadnicza różnica między rokiem 1848 a jego wielkim osiemnastowiecznym poprzednikiem: rok 1789 był całkowitym zaskoczeniem, zaś ludzie żyjący w czasach rewolucji połowy XIX wieku porównywali już te wydarzenia do wzorca tego wielkiego oryginału. I czynili to w świecie, w którym pojęcie Historii nabrało ogromnej wagi semantycznej. Dla nich, w znacznie większym stopniu niż dla mężczyzn i kobiet z 1789 roku, historia działa się w teraźniejszości. Jej bieg można było dostrzec w każdym zwrocie i zakręcie rozwoju rewolucji. Zdumiewająca liczba osób napisała wówczas wspomnienia lub traktaty historyczne, najeżone przypisami.
W przypadku niektórych ta tendencja do retrospekcji sprawiała, że wydarzenia z 1848 roku były marną parodią wielkiego francuskiego oryginału: najbardziej elokwentnym wyrazicielem tego poglądu był Marks. Ale dla innych ten stosunek był odwrotny. Nie chodziło o to, że epicka energia roku 1789 przerodziła się w karykaturę, ale o to, że świadomość historyczna, którą stworzyła pierwsza rewolucja, wzrosła, pogłębiła się i rozprzestrzeniła szerzej, nadając wydarzeniom z 1848 roku głębsze znaczenie. Chilijski pisarz, dziennikarz, historyk i polityk Benjamin Vicu?a Mackenna uchwycił to ostatnie, pisząc w swoich wspomnieniach:
Rewolucja francuska 1848 roku odbiła się w Chile potężnym echem. Dla nas, biednych kolonistów żyjących na wybrzeżach Oceanu Spokojnego, jej poprzedniczka z 1789 roku, tak sławna w historii, była zaledwie błyskiem światła w naszych ciemnościach. Pół wieku później jednak jej bliźniaczka miała już wszelkie cechy oślepiającego lśnienia. Widzieliśmy, jak nadchodzi, studiowaliśmy ją, rozumieliśmy, podziwialiśmy?6.