Rozdział I
Po obu stronach Atlantyku: 1939-1940
Roosevelt od pierwszych dni drugiej kadencji w Białym Domu, czyli od 20 stycznia 1937 roku, śledził rozwój sytuacji na Dalekim Wschodzie i w Europie. Zaczął dostrzegać, że w ciągu najbliższych pięciu lat wybuch wojny na starym kontynencie jest nieuchronny. Adolfowi Hitlerowi ciążyły restrykcje nałożone na Niemcy przez traktat wersalski, nie mniej agresywną politykę prowadził Benito Mussolini, który wciąż zacieśniał współpracę z Rzeszą, opanował Etiopię oraz wystąpił z Ligi Narodów. Roosevelta pocieszała pozycja Stanów Zjednoczonych w porównaniu do skazanych na dramat wojny państw europejskich. Gwarancji bezpieczeństwa swojego państwa upatrywał w jego fizycznym oddaleniu od Europy, w czym nawiązywał do poglądów Alfreda T. Mahana przedstawionych w głośnej książce The Influence of Sea Power Upon History 1660-1788 (wydanej po raz pierwszy w Bostonie w 1890 roku). Ale, jak pisał do zaufanych szefów placówek dyplomatycznych w Paryżu i Rzymie, w ostateczności Stany Zjednoczone mogłyby zostać zmuszone do zaangażowania się w walkę o ocalenie kultury europejskiej, będą musiały włączyć się w dzieło pozbierania "cząstek europejskiej cywilizacji i pomocy w zachowaniu tego, co uchroni się z tej katastrofy"1.
Pierwsza kadencja jego prezydentury zbiegła się jednak z nasileniem nastrojów rewizjonistycznych, społeczeństwo negatywnie odnosiło się do polityki ponownego włączania się w Stanów Zjednoczonych w konflikty w Europie. Wierzyło, że uczestnictwo ich kraju w Wielkiej Wojnie 1914 roku nie wynikało z obrony podstawowych interesów państwa, a zainteresowani nim byli producenci broni. Skuteczny instrument zapobiegający ponownemu wciągnięciu Ameryki w wojnę reprezentujący społeczeństwo Kongres widział w ustawodawstwie i w latach 1935, 1936 i 1937 uchwalił trzy ustawy o neutralności (Neutrality Acts). Zakazywały one w różnych formach udzielania pożyczek państwom znajdującym się w stanie wojny, wprowadzały embargo na dostawy broni do tych krajów, a zakup produktów o znaczeniu militarnym mógł się według tych regulacji odbywać na zasadzie cash and carry.
W drugiej kadencji głównym celem polityki zagranicznej Roosevelta pozostawały dyplomatyczne próby powstrzymania nadchodzącej burzy. Dostrzegał, że Stany Zjednoczone nie mogą uprawiać polityki splendid isolation (wyniosłego odosobnienia), izolowania się od starej Europy, jeśli na horyzoncie pojawia się wielki konflikt o znaczeniu ogólnym, dotyczący całego kontynentu. Na początku 1938 roku ponownie zwrócił się do premiera Wielkiej Brytanii Neville'a Chamberlaina z propozycją zorganizowania światowej konferencji poświęconej rozbrojeniu i sprawom gospodarczym, ale ten był przekonany, że sam może "ugłaskać" dyktatorów, narzucić im swoje warunki. Na dwa dni przed Anschlussem Austrii do Rzeszy, 12 marca 1938 roku, Roosevelt na posiedzeniu gabinetu już sam wskazał główne cele Hitlera - uważał, że chce on odebrać utracone kolonie, ograniczyć zbrojenia i narzucić innym krajom prawa do ochrony niemieckich mniejszości2.
Wysłany przez Roosevelta do Londynu na początku marca tego roku w charakterze ambasadora Joseph P. Kennedy 11 kwietnia 1938 roku uspokajał go, że w rozmowie z Chamberlainem ten porównał Niemcy do boa dusiciela, który "zjadł duży posiłek i stara się to strawić, nim przyjmie następny"3.
Na początku lipca Kennedy nadal informował, że Chamberlain jest przekonany, iż nic nie powinno wydarzyć się w napiętych relacjach Praga - Berlin4. Jednak w lipcu rząd brytyjski wysłał osobę formalnie neutralną, lorda Waltera Runcimana, do Pragi, aby ten nakłaniał prezydenta Czechosłowacji do uległości wobec Berlina i przyznania Niemcom większej autonomii. Powierzając szefostwo placówki londyńskiej Kennedy'emu, Roosevelt znał jego pogląd na sytuację polityczną w Europie, który sprowadzał się do ustępstw wobec roszczeń terytorialnych Hitlera. Ważniejsze dla prezydenta było jednak to, aby Kennedy, mający duże ambicje polityczne, sięgające nawet prezydentury, nie został w Waszyngtonie, "nie kręcił się niedaleko" i nie krytykował polityki Nowego Ładu w Londynie. "Umówiłem się z nim, że jeśli tylko raz otworzy usta i skrytykuje mnie, wyrzucę go"5 - stwierdził. Na obiedzie w Hyde Parku z udziałem swojej matki, żony i przyjaciółki, wydawcy "New York Post", która ubolewała, że do Londynu wysłał tego "okropnego Kennedyego", Roosevelt, śmiejąc się, odparł, że mianowanie Irlandczyka ambasadorem przy dworze św. Jakuba było "wielkim żartem, największym żartem na świecie". Poza prezydentem, co odnotowała przyjaciółka, nikt z uczestników obiadu nie podzielił jego radości6.
12 września 1938 roku, po wygłoszeniu przez Hitlera brutalnej mowy w ostatni wieczór zjazdu NSDAP w Norymberdze, w której zaatakował Czechosłowację i zapowiedział, że rząd Rzeszy w tym państwie weźmie w obronę "uciskanych rodaków", Roosevelt nie miał już wątpliwości, że Europa znalazła się na krawędzi przepaści. Zdawał sobie sprawę, że nie ma szans na utrzymanie pokoju, a rozwiązanie w Monachium określił jako pokój osiągnięty ze strachu, została bowiem naruszona równowaga sił. Armia niemiecka stanęła na skraju równiny węgierskiej i na progu Półwyspu Bałkańskiego. Na południu Niemcy graniczyły teraz z Włochami i Jugosławią, a od Adriatyku dzieliło je nie więcej niż pięćdziesiąt mil. Na północy Hitler mógł łatwo obejść fortyfikacje Czechosłowacji i zaatakować ją z trzech stron naraz. Sytuacja nie odbiegała znacząco od tej z 1914 roku i Roosevelt pamiętał, że wówczas zdecydowana większość Amerykanów sympatyzowała z aliantami, ale spore było także poparcie dla Niemców. Prezydent Woodrow Wilson musiał więc włożyć wiele wysiłku w to, by jak najdłużej zachować neutralność. "Dzisiaj myślę, że 90 procent naszego narodu zdecydowanie jest anty-niemiecko, anty-włosko (...) nastawione, nie zaproponowałbym im pozostanie neutralnymi"7. We wrześniu 1939 roku w memorandum do swojego sekretarza prasowego Roosevelt zaprzeczył, jakoby od młodości był uprzedzony do Niemiec, a szczególnie przyjaźnie nastawiony do Francji i Wielkiej Brytanii: "Jeśli o to chodzi, to fakt - jako chłopiec nie znałem Wielkiej Brytanii i Francji, znałem Niemcy"8.
Chcąc jednak podsycać "naturalna sympatię" do Londynu i Paryża, Roosevelt liczył się także z materialną pomocą dla tych państw w zakresie uzbrojenia i amunicji, wykluczał natomiast bezpośredni udział Stanów Zjednoczonych w wojnie. Od początku swojej prezydentury, na co wyraźnie wskazywały jego działania, unikał wywoływania wrażenia, że pragnie nadać wyjątkowy status stosunkom Waszyngton - Londyn. Wynikało to z jego oceny kondycji imperium brytyjskiego. Uważał, że straciło ono swoją dynamikę gospodarczą, handlową i finansową, a tym samym zbliża się jego kres jako mocarstwa kolonialnego. Nie znając brytyjskich aspiracji imperialnych, zabiegał natomiast o życzliwość dominiów. Już w pierwszych miesiącach swojej prezydentury polecił przewodniczącemu amerykańskiej delegacji na Londyńską konferencję morską, Normanowi H. Davisowi, aby ten ostrzegł polityków brytyjskich, że w interesie amerykańskiego bezpieczeństwa może zostać zmuszony do oddziaływania na nastroje publiczne w dominiach, czyli w Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii i Południowej Afryce. To posunięcie w przekonaniu Roosevelta miało uświadomić tym regionom, że ich przyszłe bezpieczeństwo związane jest ze Stanami Zjednoczonymi9.
Rozważając problem bezpieczeństwa międzynarodowego, Roosevelt uznał, że jego gwarancję mogą stanowić tylko państwa o demokratycznych ustrojach, zapewniające swoim obywatelom podstawowe wolności, i uprawiana przez nie polityka, której głównym celem jest zdecydowane przeciwstawienie się agresywnym poczynaniom Hitlera. Z tego powodu od jesieni 1937 roku zaczął myśleć kategoriami współpracy państw demokratycznych - także Stanów Zjednoczonych - przeciwko trzem "bandyckim" państwom: Rzeszy Niemieckiej, Włochom i Japonii10. Ale w marcu 1938 roku świat bezczynnie przypatrywał się dokonanej przez Niemców aneksji Austrii. W wrześniu, po konferencji w Monachium, gdzie Hitler z Mussolinim, z przyzwoleniem Wielkiej Brytanii i Francji, oderwali od Czechosłowacji Sudety, zaczął obawiać się o pokój już nie tylko w Europie. Powiedział wtedy do sekretarza Departamentu Zasobów Wewnętrznych (Secretary of Interior) Harolda L. Ickesa, swego zaufanego doradcy: "Kłopot sprowadza się do tego, że społeczeństwom Niemiec, Włoch i Japonii nie dano przywileju myślenia"11.
W odpowiedzi na program państw faszystowskich o globalnych implikacjach Roosevelt zaczął pracować nad nową koncepcją polityki zagranicznej swojego kraju. Zdecydował się odejść od uchwalonej w 1935 roku ustawy o neutralności, przedłużanej przez Kongres w następnych dwóch latach, bo postrzegano ją jako izolowanie się Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej. Faktycznie ustawy te nie ograniczały możliwości prezydenta, z których pragnąłby skorzystać, co on sam przyznał, mówiąc "Jeśli wybuchnie wojna, dysponujemy wyraźnie sprecyzowanym ustawodawstwem"12. W istocie ustawy te miały zapobiec wciągnięciu Stanów Zjednoczonych do wojny przez wielki przemysł i finansjerę amerykańską, jak to się rzekomo stało w 1917 roku. W każdym razie na początku 1939 roku, w styczniu i w połowie lutego, Roosevelt przedstawił Senackiemu Komitetowi do Spraw Wojskowych (Senate Military Affairs Committee), który zaprosił do Białego Domu, klarowny obraz polityki zagranicznej, jaką chciał prowadzić w następnych latach. Podkreślił, że są pewne państwa niepodległe, których dalsza niezawisłość daje "gwarancje bezpieczeństwa naszej półkuli", a Stany Zjednoczone nie powinny zachowywać się biernie wobec kolejnych aktów agresji Hitlera i jego sojuszników13. Te słowa były reakcją Roosevelta na stanowisko premiera Wielkiej Brytanii Neville'a Chamberlaina, który wyznaczył Stanom Zjednoczonym drugorzędne miejsce w uprawianej przez siebie polityce łagodzenia (appeasement). W ten sposób Roosevelt otwarcie nawoływał do wspierania Brytyjczyków i Francuzów, właściwie "do otoczenia kordonem (choć nie użył tego słowa) europejskich dyktatorów, uświadomił bowiem sobie, że nie można wpływać na polityków europejskich bez rzeczywistego wspomagania ich w istniejącej sytuacji międzynarodowej"14.
To podejście miało doprowadzić go do Churchilla i ich współpracy, bo ten także uznał, że Monachium jest tylko "początkiem rachunku otworzonego demokracjom (...). To jest pierwszy łyk z gorzkiego pucharu"15.
Do zbliżenia Roosevelta z Churchillem, co brzmi paradoksalnie, doprowadził właściwie sam Chamberlain, jego koncepcja uprawiania polityki pozbawiona stanowczości i przewidywalności. Po objęciu urzędu premiera w maju 1937 roku nie zareagował na prośby Roosevelta ani o utrzymywanie korespondencji, ani o złożenie wizyty w Stanach Zjednoczonych, by omówić w cztery oczy sytuację w Europie. Ceniący osobiste kontakty z głowami państw i przywódcami Roosevelt przyjął to chłodno. Wpadł na pomysł, aby oficjalną wizytę w jego kraju złożył sam król Jerzy VI z małżonką. Zręczny pretekst pojawił się w konfidencjonalnej rozmowie z premierem Kanady, Williamem L. Mackenzie Kingiem, kiedy spotkał się z nim w sierpniu 1938 roku na otwarciu nowego mostu nad rzeką Saint Lawrence, łączącego północną część stanu Nowy Jork z południowo-wschodnią częścią Ontario. Dowiedział się wówczas, że Jerzy VI będzie w następnym roku wizytował dominium Kanady. Po powrocie do Białego Domu, 25 sierpnia 1938 roku, wystosował odbiegający od dyplomatycznej kurtuazji, ciepły w tonie i wyważonej bezpośredniości długi list:
Droga Wasza Wysokość (...), jeśli ta wizyta stanie się faktem, pragnąłbym bardzo, aby Wasza Wysokość i Jego Małżonka rozszerzyły ją, obejmując również Stany Zjednoczone. Nie muszę zapewniać, jak wielką przyjemność sprawiłoby mojej żonie i mnie spotkanie z Waszymi Wysokościami. Sądzę też, że mogłoby to być korzystne wydarzenie w stosunkach angielsko-amerykańskich. Jeśli Wasze Wysokości rozważałby zabranie w podróż dzieci, proszę pamiętać, że będą tu mile widziane. Postaramy się zapewnić im towarzystwo jednego z małych Rooseveltów16.
Zaznaczając, że w czerwcu i lipcu w Waszyngtonie jest upalnie, zaproponował, aby królewska para gościła w ich prywatnej posiadłości w Hyde Parku, w stanie Nowy Jork. Układając program wizyty, Roosevelt miał ambicję pokazania Stanów Zjednoczonych z jak najlepszej strony. Miarą jego zaangażowania się było choćby to, że od marca 1939 roku osobiście korespondował z Williamem C. Bullittem, swoim ambasadorem w Paryżu, w sprawie personal needs of Their Royal Majesties, czyli między innymi pokojów dla króla i królowej oraz łazienek, sypialni, śniadań i napojów odświeżających, a także godziny mszy w kościele w Hyde Parku. Pobyt króla w rezydencji w naturalny sposób stwarzał Rooseveltowi możliwości do rozmowy o aktualnej sytuacji politycznej na świecie17.
Zanim jednak Jerzy VI i jego małżonka rozpoczęli swoją wizytę w Stanach Zjednoczonych, Roosevelt śledził uważnie, jak Hitler kolejnymi decyzjami zmienia sytuację polityczną w Europie. Nie wyhamowując bowiem tempa aneksji, które szef dyplomacji Rzeszy Joachim von Ribbentrop określił jako "dynamikę narodowego socjalizmu", Hitler zlikwidował 15 marca 1939 roku Czechosłowację, przekształcając ją w Protektorat Czech i Moraw, do Słowacji wprowadził wojska, aby narzucić temu państwu okrojoną suwerenność, a tydzień później Litwie zaanektował "okno na świat" - Kłajpedę, ze skrawkiem ziemi na północnej granicy Prus Wschodnich. Ale kiedy kolejnym celem Berlina stała się Polska, minister spraw zagranicznych Józef Beck oświadczył ambasadorowi niemieckiemu, że "pod groźbą bagnetów" nie będzie prowadził rozmów i 26 marca 1939 roku Warszawa oficjalnie odmówiła uwzględnienia żądań Rzeszy. Po otrzymaniu wiadomości o możliwości natychmiastowego ataku Rzeszy na Polskę brytyjski rząd zdecydował się zmienić swoje założenia. Komitet Polityki Zagranicznej rządu, któremu przewodniczył premier, uznał Polskę za czynnik zasadniczy w starciu z Hitlerem, gdyż jak oceniano, Niemcy nie były przygotowane do walki na dwa fronty. 31 marca 1939 roku o tej nagłej decyzji Chamberlain poinformował Izbę Gmin:
W wypadku jakiegokolwiek wydarzenia, które by zagrażało niepodległości Polski i któremu rząd polski uważałby za konieczne stawić zbrojny opór, rząd JKM będzie się czuł zobowiązany natychmiast okazać rządowi polskiemu wszelką pomoc, jaka leży w jego mocy. Mogę dodać, że francuski rząd upoważnił mnie do powiedzenia, iż zajmuje takie samo stanowisko w tej sprawie jak rząd Jego Królewskiej Mości18.
Te gwarancje udzielone Polsce miały większe znaczenie, niż chcieliby tego Anglicy. Jak podkreślił Jacek Tebinka, były one bowiem obliczone na użytek własnej opinii publicznej. Miały wykazać aktywność rządu w przeciwstawianiu się agresji. Wytyczały Hitlerowi pewną - choć niedookreśloną - linię, której nie wolno było przekroczyć, groziły mu wojną na dwóch frontach. Miały także charakter psychologiczny, ale "nie poparte militarnymi możliwościami pomocy Polsce okazały się posunięciem o charakterze bluffu"19. W każdym razie Chamberlain po swoim wystąpieniu wyjechał z Londynu, by włóczyć się po bagnach Yorkshire. Szef dyplomacji, lord Halifax, w połowie sierpnia udał się na kanikuły do Szkocji łowić ryby i swoim podwładnym z Biura Spraw Zagranicznych wysłał złapanego tam łososia.
Deklaracja rządu brytyjskiego, wedle admirała Wilhelma Canarisa, który akurat znalazł się przy Hitlerze, nie tylko zaskoczyła go, ale i rozzłościła20. Jednak już 1 kwietnia 1939 roku w Wilhelmshaven oświadczył, że nie da się zawrócić z raz obranej drogi. Niemcy nie ulękną się więc gróźb ani okrążenia, "jeśli rzeczywiście ktokolwiek zechce w sposób gwałtowny swoją siłę zmierzyć z naszą, to naród niemiecki (...) jest gotów i zdecydowany"21. To harde wyzwanie Hitlera oraz kolejne posunięcia Chamberlaina - zawarcie układu z Polską 6 kwietnia 1939 roku oraz przygotowywanie gwarancji dla Grecji, Rumunii i Turcji - skłoniły Roosevelta do przypomnienia swojego punktu widzenia na aktualną sytuację. Za dobrą okazję do wystąpienia uznał obchodzone 14 kwietnia święto Unii Panamerykańskiej. Zwrócił się do Zarządu Gubernatorów. Za ważną kwestię uznał rozwiązywanie konfliktów poprzez negocjacje. Pytał: "Czy rzeczywiście musimy przyjąć, że narody nie mogą znaleźć lepszych sposobów w realizacji celów, aniżeli te, którymi posługiwali się Hunowie i Wandalowie 1500 lat temu?"22. Poza tym uświadamiał wszystkim mieszkańcom Ameryki, że i ten wielki kontynent jest zagrożony i że oceany nie gwarantują automatycznie bezpieczeństwa. Odrzucał wyznawaną przez izolacjonistów teorię "wyspowości" Ameryk. Sądził, że następnej generacji Amerykanów będzie coraz łatwiej pokonać oceany odgradzające ich od Starego Świata.
Zaraz po tym posłaniu, konsultując się z Departamentem Stanu, Roosevelt postanowił zareagować na dokonaną 7 kwietnia 1939 roku przez Mussoliniego inwazję na Albanię. Zwrócił się z nadzwyczajnym publicznym apelem do Hitlera i Mussoliniego, który był transmitowany przez radio do wszystkich części świata. Pytał, czy są skłonni do udzielenia gwarancji 30 państwom wymienionym na długiej liście, że nie naruszą ich granic i nie dokonają agresji na ich terytoria. Rozmawiając z sekretarzem skarbu Henrym Morgenthau, Roosevelt przyznał, że nie żywił wielkich nadziei na pozytywny skutek swojego wystąpienia. Mussolini zignorował apel całkowicie, jedynie w gronie czołowych faszystów nazwał go "wytworem postępującego paraliżu". W Berlinie ogłoszono, że Hitler odpowie 28 kwietnia 1939 roku, a Hermann Göring, druga osoba w Rzeszy, nazwał z kolei apel "produktem embrionalnego umysłu"23.
Dochowując zapowiedzianego terminu, 28 kwietnia 1939 roku w Reichstagu Hitler w długiej, mistrzowsko wygłoszonej i adresowanej zarówno do słuchaczy w Rzeszy, jak i do opinii publicznej w Stanach Zjednoczonych mowie wystąpił w podwójnej roli - wodza i szydercy. W pierwszej podjął się starannie obmyślonej obrony swojej polityki zagranicznej. W drugiej dworował z Roosevelta. Rozbicie Czechosłowacji uznał za "usługę oddaną sprawie pokoju". Z Polską i Anglią zrywał umowy - deklarację z 1934 roku i układ morski z 1935 roku, bo - jak twierdził - te państwa nadużyły jego dobrej woli. Z Warszawą nie było już żadnych rozmów aż do napaści 1 września, z Anglią - aż do połowy sierpnia. Od końca kwietnia do sierpnia 1939 roku Hitler prawie nie pokazywał się publicznie, czas spędzał w Berghofie na Obersalzbergu pod Berchtesgaden, gdzie życie płynęło po domowemu. Nie lubił ani etykiety, ani szumnych przyjęć i rzadko przyjeżdżał do Berlina. W sarkastycznym tonie wypominał Rooseveltowi, że chociaż ten opowiada się za rozwiązywaniem problemów przy stole negocjacyjnym, to Stany Zjednoczone nie przystąpiły do Ligii Narodów, zatarg Północ - Południe rozstrzygał się w krwawych bitwach, doktryna Monroe'go zaś nie dopuszcza wtrącania się państw europejskich w sprawy Ameryki. Zaakcentował, że ludność Stanów Zjednoczonych przewyższa zaledwie o jedną trzecią Niemcy, ale:
zajmujecie piętnaście razy większą przestrzeń życiową (...) pańskie troski i sugestie obejmują o wiele większy zakres niż moje, bo mój świat, Panie Roosevelt, w którym umieściła mnie Opatrzność i dla którego muszę pracować, jest niestety znacznie mniejszy, aczkolwiek dla mnie cenniejszy ponad wszystko, bo sprowadza się do mojego narodu24.
Słowa Hitlera mocno dotknęły Roosevelta, tym bardziej że niemiecki przywódca uniknął odpowiedzi na pytanie, czy nosi się z zamiarem nowej agresji. Ale tym razem prezydent nie zamierzał już walczyć z führerem na słowa. Skuteczną odpowiedź widział nadal w zmianie ustawodawstwa dotyczącego neutralności, zwiększeniu produkcji sprzętu wojskowego oraz w usztywnieniu polityki Londynu i Paryża wobec Berlina. W Londynie wystąpienie kanclerza ożywiło opozycję antyrządową. Z właściwym sobie temperamentem w Izbie Gmin i na łamach "The Daily Telegraph" 4 maja 1939 roku Churchill opowiedział się za brytyjskimi naciskami na Warszawę, by ta nie oponowała przeciwko włączeniu Moskwy do bloku państw dążących do stworzenia antyniemieckiego frontu. Zdawał się jednak nie orientować, że Kreml był zdecydowany nie podejmować żadnych zobowiązań wobec Polski, chyba że pod warunkiem zawarcia z Londynem i Paryżem trójstronnego przymierza dotyczącego obrony Europy Wschodniej łącznie z Moskwą.
Jerzy VI z małżonką przebywał w Stanach od 7 do 12 czerwca 1939 roku. W przededniu przyjazdu gości Roosevelt w liście do przyjaciela pisał: "spodziewamy się napiętych czterech dni. Mam pobożną nadzieję, że wszystko przejdzie bez jakichkolwiek wpadek"25. Wizyta zaczęła się w czwartek, 8 czerwca 1939 roku, w Waszyngtonie. W upalne południe 600 tysięcy mieszkańców entuzjastycznie witało królewską parę przejeżdżającą ulicami do brytyjskiej ambasady na przyjęcie, do Białego Domu na obiad i na koncert muzyki amerykańskiej. W wydarzeniach brało udział 78 senatorów, kongresmenów i członków gabinetu. Nazajutrz goście popłynęli prezydenckim jachtem do posiadłości George'a Washingtona w Mount Vernon. Zwiedzili dom pierwszego prezydenta; w pokoju jego małżonki królowa zagrała na klawesynie, a król przeglądał w bibliotece książki. Po powrocie do miasta udali się na nekropolię w Arlington, by złożyć wieniec na grobie nieznanego żołnierza. W sobotę pokazali się na Manhattanie i wizytowali Wystawę Światową "World of Tomorrow" ("Świat jutra").
Po niedzielnej mszy Roosevelt zabrał króla i królową na piknik do Hyde Parku. Podobnie jak zaproszeni goście monarchowie siedzieli na trawie, jedli hot dogi z fasolką, wędzonego indyka i kruche ciasto z truskawkami. Indiańska księżniczka śpiewała plemienne pieśni, a prezydent serwował zimne napoje i piwo. Matka prezydenta udzieliła mu reprymendy, że częstował króla koktajlami, a nie herbatą, a słysząc to, monarcha stwierdził: "Niczym moja matka". Znużony upałem król Jerzy przebrał się w kąpielówki i pływał w basenie. Wymieniając opinię o sytuacji międzynarodowej Roosevelt zapewnił króla, że w momencie wybuchu wojny w Europie nie można oczekiwać, iż Amerykanie zignorują głos sumienia i zachowają neutralność. Podstawą wsparcia Wielkiej Brytanii przeciw nazistom będą działania marynarki USA, tak zwane "patrole neutralności" prowadzone na Oceanie Atlantyckim, ochraniające szlak transportowy od 300 do 1000 mil między obu państwami26.
W rezultacie ta starannie przygotowana wizyta stała się demonstracją bliskich więzi łączących Waszyngton z Londynem, szczególnie że po raz pierwszy na kontynencie północno-amerykańskim stanęła stopa króla Anglii. Był to jednoznaczny sygnał dla tej części Europy, która od wiosny 1939 roku z rosnącymi obawami obserwowała kolejne podboje Hitlera, że nie wszyscy ulegną agresorom, a w każdym razie nie zrobią tego Stany Zjednoczone i Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii27.
Po opuszczeniu Waszyngtonu przez monarchów Roosevelt intensywniej zajął się sprawami wewnętrznymi, gdyż w końcu czerwca ruszał Kongres, który miał pracować do początku sierpnia. Prezydentowi zależało, by w ramach ustaw o neutralności Stany Zjednoczone, z zachowaniem neutralności, mogły prowadzić handel bronią, amunicją i innym sprzętem militarnym z wojującymi stronami, na warunkach, dzięki którym oddalone zostałoby ryzyko popadnięcia w konflikt przypominający okoliczności przystąpienia Waszyngtonu do I wojny światowej. Działania te były dobrze przyjmowane na Downing Street i Quai d'Orsay. Widziano w nich wsparcie przeciwko Rzeszy, o czym donosili do Departamentu Stanu ambasadorzy Joseph P. Kennedy z Wielkiej Brytanii i William C. Bullitt z Francji. Niemający zaufania u Roosevelta i uważany przez niego za defetystę Kennedy twierdził, że sytuacja między Berlinem a Warszawą może się jeszcze ułożyć, i dodawał: "to, co teraz się dzieje, jest bitwą nerwów i nerwy bardziej niż zdrowy rozsądek sprawiają, że opinie i oceny są bardziej emocjonalne"28. Tej opinii Roosevelt i sekretarz stanu Cordell Hull oraz ich najbliższe otoczenie, wypracowujące główne idee amerykańskiej polityki zagranicznej, ani przez chwilę nie brali pod uwagę. Prezydent i czołówka Departamentu Stanu byli zgodni co do tego, iż konflikt zbrojny w Europie zbliża się szybko29. Dyskutowano tylko o dacie jego wybuchu i ustalono kalendarz urlopów. Hull, czując się zmęczony, postanowił odpocząć przez trzy tygodnie w sierpniu w luksusowym kurorcie White Sulphur Springs w Zachodniej Wirginii. Roosevelt zaplanował swoje wakacje od 6 sierpnia prawie do końca miesiąca. Pierwsze cztery dni chciał spędzić w Hyde Parku, a następnie udać się na ulubiony rodzaj wypoczynku, dziesięciodniowy rejs po Atlantyku w kierunku Nowej Szkocji, by zaczerpnąć trochę "zimnego powietrza" i wędkować30. Rozmawiając przed wyjazdem z Adolfem A. Berle'em, zastępcą Hulla, który często pisał mu wystąpienia, Roosevelt mówił: "czuję wojnę, a jej początek wyznaczam na 10 września"31. W tym kontekście nie zaniechał podjęcia jeszcze jednej próby ratowania cywilizacji europejskiej i zwrócił się do przywódców sowieckich. Zaprosił do Białego Domu ambasadora sowieckiego w Waszyngtonie, Konstantina Aleksandrowicza Umanskiego, i stwierdził, że jeśli Stalin zawrze układ z Hitlerem, to może być pewny, że führer po podboju Francji zaraz ruszy na Moskwę. Do przekazania Stalinowi podobnej oceny upoważnił dobrze widzianego na Kremlu byłego ambasadora w Moskwie, Josepha E. Daviesa32, a tuż przed wyjazdem na kanikuły skierował 4 sierpnia poufne pismo do rządu sowieckiego, które przygotował mu podsekretarz stanu Sumner Welles. Przekonywał w nim do rychłego i pomyślnego zakończenia negocjacji z Londynem i Paryżem, wskazując na ogromne znaczenie ewentualnego układu dla ustabilizowania pokoju na świecie. Zwrócił uwagę, że wybuch wojny odbije się na Związku Sowieckim i na Stanach Zjednoczonych33. W opinii Roosevelta Związek Sowiecki odgrywał wówczas jedną z głównych ról w grze o pokój europejski, tym bardziej że to w Moskwie toczyły się rozmowy wojskowe z Anglią i Francją w sprawie zawarcia układu zabezpieczającego przed agresją faszystowską. Do działania skłaniało Roosevelta także to, że Departament Stanu dobrze orientował się w aktualiach politycznych Londynu, Paryża i Moskwy. Ta ostatnia placówka już od stycznia 1939 roku dysponowała wartościowymi informacjami o klimacie panującym w stosunkach Berlina z Moskwą.
Te wiadomości o posunięciach Hitlera i Stalina Departament Stanu zawdzięczał Charlesowi E. Bohlenowi, który od jesieni 1937 roku pełnił funkcję drugiego sekretarza. Towarzysko wyrobiony, gładki, z biegłą znajomością języka rosyjskiego, w czasie weekendów spędzanych w dzierżawionej przez ambasadę podmoskiewskiej daczy zdobył zaufanie drugiego sekretarza ambasady Rzeszy Hansa-Heinricha Herwartha von Bittenfelda. Podobnie jak jego szef, ambasador hrabia Friedrich-Werner von der Schulenburg, Herwart krytycznie oceniał politykę zagraniczną Hitlera, widział w niej zagrożenie dla pozycji Rzeszy. Koleżeńskie stosunki z Herwarthem pozwoliły Bohlenowi od czerwca przesyłać konkretne informacje o prowadzonych negocjacjach dwóch dyktatorów34. A kiedy świeżo przybyły do Moskwy Laurence A. Steinhardt 11 sierpnia 1939 roku złożył listy uwierzytelniające, cztery dni później mógł udać się na Kreml, by przekazać szefowi rządu list od Roosevelta. Nawiązując do jego treści, bezgranicznie oddany Stalinowi Mołotow zaznaczył, że rozmowy z Londynem i Paryżem posuwają się wolno, choć nie z winy Związku Sowieckiego. Charakteryzuje je wola zawarcia porozumienia, lecz Związek Sowiecki nie jest zainteresowany podpisaniem jedynie deklaracji politycznej, dąży bowiem do wypracowania takich powiązań wielostronnych, które przy dochowaniu konkretnych warunków mogłyby zapobiegać agresji. Oczywiście rząd sowiecki nie podpisze porozumienia mającego na celu zaatakowanie kogokolwiek. Słuchając Mołotowa, Steinhardt wywnioskował, że Stalin chce jedynie zabezpieczenia swoich granic i pozostawania poza ewentualnym konfliktem zbrojnym, podpisze więc porozumienia z tymi państwami, które mu to zagwarantują. Nie dostrzegł natomiast, że sowieckie kierownictwo tylko pozorowało zainteresowanie sojuszem z Wielką Brytanią i Francją, by skłonić Hitlera do większych ustępstw na rzecz Kremla. Właśnie dzień wcześniej, 14 sierpnia 1939 roku, na posiedzeniu delegacji wojskowych "czerwony marszałek" Klimient Jefriemowicz Woroszyłow skierował do Brytyjczyków i Francuzów pytanie, czy sowieckie siły wojskowe będą mogły przejść przez terytorium Polski, a mianowicie przez Wilno i Galicję, a także przez Rumunię. Obustronny interes geopolityczny nieubłaganie cementował wspólnotę starych wrogów35. Odpowiedź Mołotowa, przesłaną telegramem, Welles natychmiast przekazał do Roosevelta i Hulla, z którymi miał bardzo ścisły, dobrze zorganizowany kontakt - z Hullem telefoniczny i przez kurierów, a prezydentowi parę razy dziennie przesyłał radiotelegramy na pokład USS Tuscaloosa.
W Departamencie Stanu wąskie grono pracowników, Adolf A. Berle, Herbert Feis, George S. Messersmith i Jay Pierrepont Moffat, 17 i 18 sierpnia 1939 roku dyskutowało o ewentualnych posunięciach Hitlera i wymieniało poglądy dotyczące możliwych działań Białego Domu i Departamentu, gdyby doszło do wybuchu wojny. Szczególnie rozważano kroki, jakie powinien podjąć Roosevelt, gdyby nie udało mu się przeforsować w Kongresie zmian w ustawach o neutralności. Analizując różne sytuacje, zdecydowano o przygotowaniu dla prezydenta tekstów wystąpień adresowanych do społeczeństwa amerykańskiego, w których odwoływano by się do rzeczowych argumentów (intellectual arguments).
Po naradzie z podsekretarzem Departamentu Wojny Luisem Johnsonem, szefem sztabu generalnego generałem George C. Marshallem oraz pracownikami Departamentów Marynarki, Skarbu i Sprawiedliwości Moffat podsumował spotkanie uwagą: "wszystko jest dobrze, sensownie zawczasu przygotowane, ale, co oczywiste, jeśli wojna wybuchnie, to powstaną setki sytuacji, których nie można teraz przewidzieć"36. Już 21 sierpnia 1939 roku o godzinie 22.50 nadeszła do Departamentu Stanu wiadomość, że Kreml i Berlin jednak finalizują otoczone tajemnicą negocjacje, Ribbentrop leci na spotkanie z Mołotowem. Dla Berlego - co następnego dnia zanotował w dzienniku - było oczywiste, że "połączeni sojusznicy Sowieci z Nazistami teraz mają całą Europę" i że "Polska staje się wyspą na wielkim morzu". Tego samego dnia wciąż jeszcze odpoczywający na USS Tuscaloosa prezydent odebrał z Paryża wiadomość od ambasadora Bullita, że premier Francji Édouard Daladier zwrócił się z prośbą, aby w obliczu nieuchronnej wojny Roosevelt wystosował "apel do wszystkich (...) narodów świata o natychmiastowe przysłanie swoich przedstawicieli do Waszyngtonu w celu podjęcia prac nad pokojowym rozwiązaniem aktualnej sytuacji"37. Reakcją Roosevelta na tę prośbę Daladiera - pokrywającą się zresztą z odczuciem samego prezydenta - było pilne wysłanie 23 sierpnia 1939 roku apelu do króla Włoch Wiktora Emanuela w celu skłonienia go do "sformułowania propozycji pokojowego rozwiązania obecnego kryzysu". Szef Palazzo Chigi, minister spraw zagranicznych hrabia Galeazzo Ciano uznał, że ten apel w kontekście intencji Hitlera nie ma "większego sensu" i z opóźnieniem przygotował królowi odpowiedź, iż "Włochy już sporo uczyniły i nadal wiele robią w celu utrzymania sprawiedliwego pokoju"38.
Jeszcze Ribbentrop nie wyleciał z Moskwy, kiedy Hans von Bittenfeld zapoznał Bohlena z treścią paktu i dołączonego doń tajnego protokołu. W południe czasu moskiewskiego Steinhardt mógł już przetelegrafować najistotniejsze fragmenty paktu do Departamentu Stanu, gdzie został przyjęty o 11.50 czasu waszyngtońskiego.
Skracając urlop, Hull już 23 sierpnia w swoim gabinecie zapoznawał się z nadchodzącymi depeszami, a następnego dnia po południu Roosevelt powrócił do Białego Domu. Podpisanie paktu i tajnego protokołu oznaczało powrót Rosji Sowieckiej do Europy jako wielkiego mocarstwa. Żaden europejski mąż stanu nie zwracał się dotychczas bezpośrednio do Stalina, zachodni politycy traktowali go jak nieliczącego się w wielkiej grze "beja z Buchary", a tymczasem Hitler uznał go za przywódcę wielkiego państwa. Dlatego kiedy w dniu nadejścia depeszy Kennedy wydzwaniał do Wellesa i domagał się, aby prezydent skierował ostry apel, wywierając nacisk na Warszawę, aby poczyniła ustępstwa na rzecz Rzeszy, co miałoby zapobiec wojnie, Berle zanotował w dzienniku:
W świetle faktu, że dysponujemy wiarygodną informacją, iż pakt sowiecko-niemiecki zawiera klauzulę dotyczącą podziałów wpływów, mówiącą, że Niemcy wezmą zachodnią część Polski, a Sowiety - wschodnią oraz Estonię i Besarabię, nie bardzo wiem, jak można byłoby sformułować kategoryczne żądanie pod adresem Polaków. Prawdopodobnie musiałoby ono zaczynać się mniej więcej tak, że wobec tego, iż wasze zabójstwo jest już postanowione, uprzejmie prosimy o... etc.39
Roosevelt, zastanawiając się, co może zrobić, nadal był przeświadczony, że nie powinien zaniechać wysiłków na rzecz zachowania pokoju i uspokojenia napiętej sytuacji. Dlatego, jak zapisał Berle, to jemu polecił przygotowanie szkicu apelu do prezydenta RP Ignacego Mościckiego, a Wellesowi - do Hitlera, natomiast Moffat opracowywał ogólną frazeologię obu tekstów. Aprobując oba apele, Hull zaniósł je do Białego Domu40. Myśl o zwróceniu się do Hitlera i Mościckiego podsunął Rooseveltowi Kennedy, który za wszelką cenę pragnął załagodzić sytuację między Berlinem i Warszawą.
Tym razem w sens apelowania do Hitlera wątpili wszyscy w Departamencie Stanu. Moffat stwierdził, że szansa na wywołanie pozytywnej reakcji führera to jeden do tysiąca. W skuteczność apelu nie wierzył i Hull41. Berle ironizował:
Moja osobista opinia o tych apelach jest taka, że przyniosą one taki sam efekt jak musztarda po obiedzie (the same effect as a Valentine sent to somebody's mother-in-law out of season) i odznaczają się takim stopniem naiwności, jaki może cechować tylko Stany Zjednoczone. Niemniej powinny być wysłane. Jedno jest pewne w tej sprawie, że nikt nie będzie obwiniać nas o brak starań o zachowanie pokoju42.
Przygotowane apele do Hitlera i Mościckiego Roosevelt zaakceptował 24 sierpnia 1939 roku o 19.30 i polecił, aby zostały przesłane także do Mussoliniego i króla Włoch43. Następnego dnia miały ukazać się w prasie amerykańskiej. W obu tekstach Roosevelt pozwolił sobie zasugerować rozwiązanie istniejącego konfliktu drogą bezpośrednich negocjacji bądź poprzez arbitraż czy pojednanie. Podkreślił, że żadne państwo nie ma prawa do osiągania swoich celów siłą, jeśli można osiągnąć je sprawiedliwością i rozsądkiem44. Mościcki odpowiedział niemal od razu - 25 sierpnia 1939 roku, podkreślając, że strona polska zdecydowanie opowiada się za bezpośrednimi negocjacjami, szczególnie że są one najwłaściwsze dla państw ze sobą sąsiadujących. Nie otrzymując z Berlina odpowiedzi, Roosevelt przesłał do Hitlera list Mościckiego i raz jeszcze zaapelował o zachowanie pokoju: "Cały świat się modli, żeby Niemcy także zaakceptowali [pokojowe środki - B.G.]"45. Ani na pierwszy, ani na drugi apel Hitler nie odpowiedział. Dopiero 31 sierpnia 1939 roku chargé d'affaires ambasady Rzeszy w Waszyngtonie przekazał Hullowi krótką, zdawkową w tonie notę dotyczącą tych apeli46.
Działania Roosevelta przeznaczone były przede wszystkim na użytek wewnętrzny. Wiedział dobrze, że społeczeństwo odbiera groźne napięcie między Berlinem a Warszawą jako spór o miasto Gdańsk i o korekturę granic, a nie jako starcie demokracji z faszyzmem, który w imię swoich celów gotowy jest bez skrupułów posługiwać się przemocą. Wysyłając apele, Roosevelt chciał jednoznacznie powiedzieć Amerykanom, kto jest odpowiedzialny za ewentualny wybuch wojny, bo nie zrobiono tego w 1914 roku47. Działanie Roosevelta było w pełni zasadne, jeśli pamięta się, jakie były nastroje kongresmenów i senatorów, a szczególnie jakie rozumienie sytuacji w Europie prezentował przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych (Foreign Affairs Committee) Izby Reprezentantów w Kongresie, Solomon Bloom. 25 sierpnia 1939 roku, będąc w Departamencie Stanu, w rozmowie z Moffatem objaśniał mu, jak doszło do zawarcia paktu Ribbentrop - Mołotow. Otóż Hitler i Stalin zawarli porozumienie, bo gdyby führer stracił swoją pozycję w Rzeszy, to tylko Stalin mógłby udzielić mu azylu. Zapisując w dzienniku tę wypowiedź, Moffat opatrzył ją jednym zdaniem: "Tak głębokie jest polityczne myślenie naszego przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych Kongresu"48.
Hitler planował atak na Polskę na 26 sierpnia 1939 roku i 24 przyleciał z Berghofu na Obersalzberg do Berlina, by ze stolicy kierować wojną. Wieczór spędził w towarzystwie Hermanna Göringa i Ernsta von Weizsäckera, który opracował tezy do negocjacji z Mołotowem, na słuchaniu relacji Joachima von Ribbentropa o rozmowach na Kremlu i o tym, że Stalin osobiście wzniósł toast za "pana Hitlera i odradzającą się przyjaźń niemiecko-rosyjską"49. Nazajutrz o 12.45 przyjął ambasadora Wielkiej Brytanii Neville'a Hendersona i zaoferował Brytyjczykom przyjaźń oraz obiecał nienaruszalność imperium brytyjskiego. Ambasador Francji Robert Coulondre zjawił się o 17.30 i choć Hitler już nie był taki uprzejmy i odprężony, usłyszał, że pragnie on zachować pokojowe stosunki z Paryżem50. W ostatnich dniach pokoju Hitler nie tylko próbował izolować Polskę, ale też wmówić światu, że to Polacy ponoszą odpowiedzialność za istniejącą sytuację, bo odrzucają rozsądne propozycje. O 15.02 wydał rozkaz do ataku na Polskę 26 sierpnia 1939 roku o 4.30 rano. Trzy godziny później, o 18.00, usłyszał od Ribbentropa, że w Londynie doszło do podpisania polsko-brytyjskiego układu sojuszniczego, który zastępował dotychczasowe wspólne ustalenia ogłoszone w komunikacie z 6 kwietnia 1939 roku. O 19.30, gdy oddziały ruszyły na pozycje bojowe, Hitler anulował swój rozkaz uderzenia. Brytyjski historyk uważa, że przyczyny owego wahania Hitlera należy upatrywać w tym, że miał on nadzieję, iż zawarcie paktu Ribbentrop - Mołotow doprowadzi do rozpadu osi Warszawa - Paryż - Londyn i w rezultacie pozwoli mu na niezapowiedziany i ograniczony atak na Polskę51.
W myśl nowego układu, wchodzącego w życie niezwłocznie, a więc bez konieczności ratyfikowania, Wielka Brytania zobowiązywała się przyjść Polsce z natychmiastową pomocą52. To wydarzenie, ważne dla polskiego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka, który był w pełni świadomy, że przygotowania niemieckie do uderzenia na Polskę nie są bluffem, nie wywołało jednak żadnego wrażenia w Departamencie Stanu. Biały Dom i Departament doskonale orientowali się, że Hitler wszystkimi sposobami dąży do kolejnego zwycięstwa. Niemniej Hull i jego zastępcy oraz prezydent skoncentrowali się na problemie, jak tę sytuację będzie rozgrywać Downing Street, Chamberlain i jego gabinet w kontekście swoich możliwości militarnych. Moffat dyżurujący przy radiu w Departamencie Stanu w sobotę i niedzielę, 26 i 27 sierpnia 1939 roku zanotował: "ostatnie dwa dni robią takie wrażenie, jakbym siedział w domu, gdzie ktoś na górze umiera. Niewiele można zrobić i trwa ciągła niepewność"53. W Londynie Chamberlain dwukrotnie przekładał posiedzenie rządu, który wreszcie zebrał się w niedzielę po lunchu.
Kennedy telefonicznie poinformował Departament Stanu, że Chamberlain próbował stonować żądania führera. Hull, Welles, Berle i Moffat przyjęte przez brytyjski gabinet działanie interpretowali jako grę na czas i uznali je za zupełnie "nierealistyczne w odniesieniu do niemieckiej mentalności". Moffat, który wdał się w dyskusję z kolegami o postawie Chamberlaina, stwierdził, że zachowanie Anglików i Niemców - najłagodniej oceniając - sprowadza się do tego, kto na kogo zrzuci winę za dramatyczne napięcie. Natomiast mniej przychylna interpretacja posunięć Londynu powinna - w jego przekonaniu - wskazywać, że Anglikom nie jest obca idea, aby to Polsce kazać zapłacić rachunek54. Dzień później Departament nadal uważał, że Chamberlain nieustannie gra na czas, Hitler zaś o lepszą pozycję, przy czym w jego zachowaniu nie dostrzegano gotowości do ustępstw. Zarazem kierownictwo Departamentu Stanu było w pełni świadome, że atuty, którymi dysponował Biały Dom, zostały już dawno zużyte (What trumps we had were long since played55).
Z tego faktu wyciągano wniosek, że Amerykanom niezwykle potrzebna jest edukacja dotycząca sytuacji międzynarodowej. Wcześniej nie zwracano na ten problem uwagi i nie próbowano nawet obrać kierunku, w jakim należałoby edukować społeczeństwo. Teraz rozwiązanie tego problemu zlecono Moffatowi, którego zobowiązano do sformułowania strategii reagowania, gdy Hitler już rozpęta wojnę. W ostatnim tygodniu sierpnia Moffat podjął się także wyczerpującej roli death watchera (osoba czuwająca przy umierającym), obserwatora śledzącego przez całą dobę sytuację w Europie. Na ten okres wyposażono go w szczególne prerogatywy, otrzymał także prawo podejmowania pilnych decyzji. Prezydent i sekretarz Hull cenili jego wiedzę i doświadczenie, doskonale władał językiem niemieckim, znał francuski, przeszedł przez placówki na trzech kontynentach - w Holandii, Luksemburgu, Polsce, Japonii i Australii. Kiedy w piątek 25 sierpnia 1939 roku Chamberlain podjął próbę rozładowania napiętych relacji z Hitlerem, angażując do tego ambasadora Hendersona, który służył właściwie jako kurier między Berlinem a Londynem, Moffat bez wahania wyraził opinię: "Nie myślę, że Brytyjczycy są zupełnie szczerzy czy to z Francją, czy to z nami (...) moje doświadczenie jest takie, że jeśli oni mówią nam prawdę, to jednak nie całą"56.
To przekonanie podzielało kierownictwo Departamentu Stanu, a także sam Roosevelt, nie doprowadziło ono jednak do przyjęcia całkowicie pasywnej postawy Białego Domu. Departament starał się pomagać gabinetowi Chamberlaina, szybko załatwił zgodę prezydenta na to, by brytyjskie statki handlowe wypływające z portów Stanów Zjednoczonych zostały uzbrojone. Te elementarne działania były efektem zaniedbań samego Roosevelta, braku systematycznej pracy w dziedzinie polityki międzynarodowej i nieprzygotowania się do większego zaangażowania w tę kwestię. Dlatego też Moffat notował w dzienniku, że w Europie "względnie mało można zrobić i wciąż trwa z równą siłą niepewność tego, co się stanie. (...) Mam okropne uczucie, widząc (...) umierającą cywilizację przed jej faktyczną śmiercią"57.
29 sierpnia 1939 roku Warszawa ogłosiła mobilizację, którą po interwencji Londynu i Paryża przełożyła o jeden dzień. Bullitt z Paryża donosił, że w przekonaniu Francuzów Polacy nie pójdą śladami Kurta von Schuschnigga ani Emila Háchy i że Hitlerowi nie uda się stary trick, którym posługiwał się przy zagarnianiu Austrii i Czech58. Tuż po nim telegrafował żywiący do Polaków sympatię ambasador Anthony J.D. Biddle z Warszawy:
Beck i jego współpracownicy nazwali żądanie Hitlera [przekazane do Londynu - B.G.] próbą gangsterskiego wymuszania, wobec którego mówią czterdzieści razy nie, bo zaakceptowanie przez nich tych żądań przyspieszyłoby zburzenie Polski. Beck i jego współpracownicy, podobnie jak całe społeczeństwo, są opanowani i pewni siebie59.
Wysyłając tego dnia już czwartą depeszę do Waszyngtonu, wciąż próbujący łagodzić sytuację Kennedy, po rozmowie z Chamberlainem pisał, że:
Szczerze [premier - B.G.] bardziej się martwi o to, że Polacy nie będą rozsądniejsi niż Niemcy (...) nalega na Hendersona, aby mówił Hitlerowi, że mimo wszystko sprawa Gdańska to drobny problem, a to, co naprawdę trzeba zrobić, to przepracować wszystkie polityczne i gospodarcze problemy w Europie60.
W nocy z 30 na 31 sierpnia Henderson w napiętej atmosferze przekazał Ribbentropowi odpowiedź rządu brytyjskiego na notę kanclerza z 29 sierpnia. Zwrócono w niej uwagę rządu niemieckiego, że konieczna jest poprawa stosunków, uszanowanie żywotnych interesów (vital interests) i niepodległości Polski61. 31 sierpnia przed południem Biddle wysłał do Roosevelta i Hulla telegram, że Polacy są usatysfakcjonowani stanowiskiem rządu brytyjskiego, który wyraźnie zaznaczył Hitlerowi, że będą negocjować z nim "wolni w swoich decyzjach i wolni od strachu"62. Tego samego dnia o północy Bullitt, który najgłębiej rozumiał dramat Europy, kończył swoją długą depeszę do Hulla słowami:
Hitler zaatakuje Polskę wkrótce. Francja i Anglia wypełnią swoje zobowiązania i będą wspomagać Polskę (...) jeśli Hitler ma dość odwagi, aby zaatakować całą Europę, to nie wierzę, że może go powstrzymać przed tym jakikolwiek apel. Jestem jednak przekonany, że oświadczenie prezydenta może oczyścić atmosferę moralną i może sprawić, że Hitler zawaha się przed rozpoczęciem wojny63.
Roosevelt, zapoznając się z depeszami z Paryża i Warszawy, wprawdzie jeszcze głęboko nie rozważał swoje oficjalnej reakcji na te "nieprzerwane negocjacje otoczone (...) dziwnie nierealną atmosferą między Londynem i Warszawą, Berlinem i Londynem, Londynem i Paryżem, Paryżem i Rzymem [które - B.G.] zdradzają jakąś gorączkową bezcelowość"64, ale 30 sierpnia widział już, że nie może dłużej prezentować sprzecznych postaw, uprawiać polityki pozostawania poza wojną i nieangażowania się w konflikt w Europie. Ujawniona istota faszyzmu w polityce Hitlera wymagała przyjęcia jednoznacznej postawy, substancjonalnego wspierania Wielkiej Brytanii i Francji. Dlatego w liście do wpływowego kongresmena Johna J. Cochrana z Missouri pisał:
Ci, którzy odpowiadali za eksponowanie neutralności, powinni wiedzieć, że popełnili poważny błąd. W obliczu powagi sytuacji mam nadzieję i nadal się modlę o to, żeby wojna została powstrzymana, ale niestety, jeśli do niej dojdzie, kraj będzie wiedział, kto doprowadził do tego tragicznego położenia, w jakim się znaleźliśmy65.
W czwartek, 31 sierpnia 1939 roku, jak zanotował Moffat, liczne telefony i depesze z Europy zmęczyły kierownictwo Departamentu Stanu. Opuszczając biuro, postanowił pójść na kolację z Jamesem C. Dunnem, doradcą Hulla do spraw politycznych, i Hugh Wilsonem, do listopada 1938 roku ambasadorem w Berlinie. Jak pisał, po kolacji "siedzieliśmy w ogrodzie, słuchając Maszy h-moll Bacha. To było przyjemne uczucie ulgi, wyzwolić umysł na dwie krótkie godziny od problemu wojny"66. W kilka godzin później Moffata i jego kolegów, a przede wszystkim przełożonych, dosięgła wiadomość, że Hitler zaatakował Polskę. Pierwszym, który otrzymał tę informację w Waszyngtonie, był prezydent Roosevelt. Opowiedział o tym na specjalnie zwołanym tego dnia posiedzeniu gabinetu:
ambasador Bullitt zadzwonił do mnie, podając tragiczną wiadomość, że wrogowie rozpoczęli naprawdę działania i że bomby zaczęły spadać na polskie miasta. W ciągu paru minut skontaktowałem się z sekretarzem Hullem, sekretarzem Woodringiem [minister wojny - B.G.] i dyżurującym sekretarzem Edisonem [minister marynarki - B.G.]. Światła wkrótce zapaliły się w wielu biurach. Maszyneria demokratycznego rządu zaczęła pracować szybko i efektywnie67.
Hull zawiadomił o napaści Niemiec na Polskę Wellesa, Berlego, Moffata i pozostałych współpracowników około 3.35 w nocy, prosząc, aby jak najrychlej stawili się w Departamencie Stanu. Pretekstem Hitlera do wszczęcia wojny przeciw Polsce była sprawa Gdańska i tak zwanego korytarza na Pomorzu. "Gdańsk był i jest miastem niemieckim - stwierdził. - Korytarz pomorski był i jest niemiecki"68. We Francji pseudopacyfista Marcel Déat już wiosną 1939 roku głosił hasła o nieumieraniu za Gdańsk, co wielu obywateli, nie tylko we Francji, przyjęło z aprobatą. W Stanach Zjednoczonych także istniały grupy sympatyzujące z Niemcami, np. Amerykanie niemieckiego pochodzenia, część Irlandczyków natomiast przeciwna była angażowaniu się w wojnę po stronie Wielkiej Brytanii. Ogólnie skład etniczny społeczeństwa amerykańskiego miał niewielki wpływ na postawę społeczeństwa, gdyż jak wykazały badania przeprowadzone w październiku 1937 roku, 55% ankietowanych sympatyzowało z Wielką Brytanią, 11% z Francją, a jedynie 8% z Niemcami. Większość nie popierała ani polityki izolacjonizmu, ani interwencjonizmu69.
Po sześciu latach i sześciu miesiącach kierowania Departamentem Stanu Cordell Hull ze swoimi współpracownikami, podobnie jak Roosevelt, stanął przed najcięższym wyzwaniem - jak efektywnie budować relacje ze światem broniącym się przed zagładą. Pamiętał bowiem, że 23 sierpnia 1939 roku Bullitt depeszował do niego: "Meldunki z Polski wskazują, że Polacy na pewno będą walczyć". Z analizy dyplomacji Hulla w latach 1937-1939 wynika, że nie myślał o tym, aby Stany Zjednoczone zobowiązywały się do przyjęcia odpowiedzialności za rozwój wypadków w Europie. Zapewne jego postawę określało kilka elementów. Podobnie jak u samego Roosevelta na działalność dyplomaty wpływały stan zdrowia i kondycja fizyczna. Hull chorował na gruźlicę, pogłębiającą się cukrzycę i silną klaustrofobię, właściwie nie korzystał z samolotów. Wprowadzając go do swojego gabinetu, Roosevelt, tak jak w stosunku do innych członków, ograniczał mu zakres swobody działania i podejmowania samodzielnych inicjatyw. Prezydent mocną ręka trzymał ścisłe kierownictwo Departamentu Stanu i szefów placówek, a zawodowych dyplomatów określał ironicznie jako "chłopców w prążkowych portkach". O ekspertach miał powiedzieć, że kiedy spodziewają się szybkiego nadejścia wojny, ogarnia go spokój, ale kiedy mówią o perspektywach pokojowych, to zaczyna się poważnie martwić70.
Niedziela 3 września 1939 roku w Londynie była szczególnie piękna, ciepła i słoneczna, kiedy o 11.15 z zainstalowanego prowizorycznie studia BBC przy Downing Street zaczęto transmitować wystąpienie premiera Chamberlaina do narodu. Trwało kilka minut, a niemal cały kraj usłyszał, że "wszystkie moje wysiłki na rzecz pokoju zawiodły (...). I wobec tego Anglia znajduje się w wojnie z Niemcami"71. Ta deklaracja automatycznie wprowadziła do wojny Indie i kolonie, a dominia samodzielnie decydowały o swoim statusie; Australia i Nowa Zelandia postąpiły tak jak Londyn, bez konsultowania się ze swoimi parlamentami. Tego samego dnia ambasador Francji w Rzeszy, mniej więcej po godzinie od wypowiedzenia wojny przez Wielką Brytanię, odczytał Ribbentropowi notę, że Francja od 17.00 zacznie wypełniać swoje zobowiązania wobec Polski. I o tej właśnie godzinie zaczęła się II wojna światowa. Ale wypowiedzenie wojny Niemcom przez pozostające w sojuszu z Polską Londyn i Paryż nie pociągnęło za sobą żadnej akcji wojskowej i nie odciągnęło dywizji niemieckich od ich dzieła zniszczenia na wschodzie. Niemieckie armie dzięki przewadze w sprzęcie bojowym, czołgach i samolotach zadawały dotkliwe ciosy, ale z trudem wdzierały się w głąb terytorium Rzeczypospolitej. Opór oddziałów polskich był zdumiewający, niemniej to wówczas po raz pierwszy świat usłyszał o Blitzkrieg, wojnie błyskawicznej. W długim przemówieniu wygłoszonym w Gdańsku Hitler zapewniał, że "nigdy już nie będzie Polski z traktatu wersalskiego (...) została starta z powierzchni ziemi, bo była tworem sztucznym"72.
Wybuch wojny w Europie skłonił Roosevelta do zajęcia bardziej jednoznacznego stanowiska. Już 1 września 1939 roku na posiedzeniu gabinetu odróżnił przygotowywanie się do wojny od zajmowania się problemami, które niesie wojna. Podkreślił, że zebrani powinni zwracać uwagę jedynie na tę drugą kwestię. Dwa dni później w prowadzonej przez siebie audycji radiowej "Pogadanki przy kominku" (Fireside Chat), stwierdzał: "dzisiaj mam wyłączny obowiązek mówić do wszystkich Amerykanów", a "jeżeli pokój został naruszony gdziekolwiek, to pokój jest zagrożony we wszystkich krajach". I dodawał: "Ten naród pozostanie neutralny wobec wojny w Europie, ale nie mogę żądać od Amerykanów, by pozostali też neutralni w swych myślach"73. Siła potęgi hitlerowskiej ujawniona w Polsce zrobiła swoje. Roosevelt zaczął intensywniej pracować i podejmować działania o różnej wadze. Zlecił Departamentowi Stanu zadbanie o to, by państwa latynoamerykańskie obserwowały cumujące w ich portach statki niemieckie i sprawdzały, czy nie zmieniają charakteru cywilnego i nie wspomagają okrętów wojennych swojego kraju, zaopatrując je na przykład w paliwo lub broń74. Zwrócił się do Departamentu Handlu o przygotowanie programu, który pozwoliłby sprzedawać pewne towary "przyjaznym narodom" (friendly nations), tak by nie naruszało to ustawy o neutralności, a deklarację o neutralności proponował ogłosić z pięciodniowym opóźnieniem, aby Wielka Brytania i Francja mogły wywieźć uprzednio zamówiony sprzęt i zaopatrzenie75. W pierwszym tygodniu września podjął także sprawę embarga na broń i zwołał Kongres na specjalną sesję 21 września 1939 roku w celu dokonania rewizji ustawy o neutralności, co zostało przeprowadzone 4 listopada. Państwa uczestniczące w wojnie mogły odtąd za gotówkę nabywać broń i amunicję, jeśli same podejmowały się ich transportu. Prezydent zauważył, że w głosowaniu jedna trzecia Senatu i ponad dwie piąte Izby Kongresu wypowiedziały się przeciw ustawie76. Roosevelt intuicyjnie mógł się obawiać, że społeczeństwo amerykańskie nie dostrzegało, jakie konsekwencje będzie miało dla Stanów Zjednoczonych zdominowanie Europy przez Niemcy oraz Związek Sowiecki i że "dziwna wojna" może stanowić zagrożenie dla cywilizacji amerykańskiej, tym bardziej że Hitler mocno podkreślał, iż po klęsce Polski ustanie powód do wojny między Niemcami i mocarstwami zachodnimi i na świecie może zapanować pokój. Jak pisał historyk: "Prasa i radio niemieckie z wielką uwagą i naciskiem podjęły ten argument i wszystko wskazuje na to, że naród niemiecki z radością powitałby pokój po sukcesie na wschodzie"77.
Śledząc sytuację w Europie, Roosevelt rozważał nawiązanie kontaktu z Chamberlainem, a przede wszystkim ze świeżo wprowadzonym do rządu w charakterze pierwszego lorda Admiralicji Winstonem S. Churchillem. Myśląc o Churchillu, pamiętał, że to on przewidział klęskę Polski i zdawał się być zdeterminowany, żeby walczyć z Hitlerem aż do jego upadku, jednym słowem - nie był defetystą. Ostatecznie do nawiązania kontaktu z oboma politykami skłoniła go sugestia Josepha P. Kennedy'ego, który 11 września 1939 roku zwrócił się do niego, aby rozważył przygotowanie planu pokojowego dla świata. Hull, odpowiadając Kennedy'emu w imieniu Roosevelta, podkreślił, że "tak długo, jak będzie zachowywana obecna sytuacja w Europie, ten rząd nie widzi szansy ani okazji do zainicjowania jakiegokolwiek ruchu na rzecz pokoju, który mógłby być przygotowany przez prezydenta Stanów Zjednoczonych"78.
W przekonaniu Roosevelta w istniejącej sytuacji międzynarodowej był to czas, kiedy należało okazać więcej siły, zdeterminowania do walki, a nie słabość i strach przed bezwzględnym dyktatorem. Dlatego po zapoznaniu się z depeszą Kennedy'ego i podpisaniu dokumentów, a przed lunchem z małżonką prezydent zaczął pisać list do Churchilla79. Zdecydował się także na nawiązanie kontaktu z Chamberlainem, dla którego nie żywił uznania, i listy do obu wysłał z datą 11 września 1939 roku. Chamberlaina wsparł bardzo powściągliwie, ponieważ jego pozycja w parlamencie słabła i bliski był utraty stanowiska, szefa marynarki zaś, zagorzałego wroga Hitlera, zachęcał do głębszego kontaktu, licząc na efektywną i perspektywiczną współpracę, bo wyglądało na to, że może on zostać głową nowego gabinetu.
Biały Dom, 11 września 1939 roku
Drogi Panie Chamberlain,
Nie muszę mówić, że w tych trudnych dniach pozostaje Pan ciągle w moich myślach i mam nadzieję, że bez skrępowania i bez dyplomatycznych procedur będzie Pan osobiście informował mnie o wszelkich problemach, które się pojawią. Spodziewam się, że w następnym miesiącu embargo zostanie uchylone. Z pewnością jest to część polityki mojego rządu.
Ze szczerymi wyrazami szacunku, z poważaniem,
Franklin Delano Roosevelt
Waszyngton, 11 września 1939 roku
Poufne
Drogi Panie Churchill,
Ponieważ Pan i ja zajmowaliśmy podobne stanowiska w czasie wojny światowej, chciałem, aby Pan wiedział, z jakim zadowoleniem przyjąłem wiadomość, że powrócił Pan do Admiralicji. Zdaję sobie sprawę, że nowe okoliczności znacznie zwiększyły Wasze trudności, ale istota rzeczy zasadniczo nie uległa zmianie. Chciałbym, żebyście obaj z Premierem wiedzieli, że byłbym ogromnie wdzięczny, gdybyście informowali mnie osobiście o wszystkim, co uznacie za stosowne. Może Pan zawsze przesyłać zapieczętowane listy w Waszym czy moim worku. Cieszę się, że ukończył Pan wszystkie tomy książki o Marlboro80, zanim się to wszystko zaczęło, przeczytałem je z wielką przyjemnością.
Z poważaniem pozdrawiam z wyrazami szacunku,
Franklin Delano Roosevelt81.
List ten doszedł do Churchilla 3 października 1939 roku, a ten niezwłocznie zwrócił się do Chamberlaina o zgodę na nawiązanie korespondencji. Choć szef Biura Spraw Zagranicznych lord Halifax domagał się prawa akceptowania przez jego resort wysyłanych listów, Chamberlain, poparty przez gabinet, nie wyraził sprzeciwu. Churchill zgodził się przesyłać jedynie kopie swoich depesz do ministerstwa, aby mogli się z nimi zapoznać dyplomaci brytyjscy w Waszyngtonie. Kiedy rząd wciąż jeszcze debatował nad odpowiedzią, jaką premier powinien wystosować do Białego Domu, 5 października 1939 roku Roosevelt skorzystał z połączenia transatlantyckiego i zadzwonił do Churchilla. Tego wieczoru, jak to zapamiętał jeden z gości, Churchill w swoim apartamencie podejmował kolacją lorda kontradmirała Bruce'a Frasera i dyrektora Naval Construction (odpowiedzialnego za projektowanie i budowę okrętów wojennych) Stanley'a Goodalla. Panowie rozmawiali, kiedy nieoczekiwanie zadzwonił telefon. Służący Churchilla odebrał i poprosił go do aparatu, ale Churchill cierpkim tonem polecił mu przekazać, że nie może rozmawiać. "Powinien pan podejść" - nalegał służący. Zdumieni goście usłyszeli po chwili gospodarza, który odpowiadał tylko "Tak, proszę pana" i "Nie, proszę pana", i zachodzili w głowę, kim może być tajemniczy rozmówca, ponieważ na świecie istniało zaledwie kilka osób, które Churchill mógł traktować z taką rewerencją. Po zakończeniu rozmowy Churchill zagadnął gości, czy domyślają się, kim mógł być jego rozmówca i szybko sam odpowiedział, że był to prezydent Stanów Zjednoczonych. "Trudno pomyśleć - dodał - że to sam prezydent zadzwonił w środku wielkiej wojny do tego małego mieszkania na Victoria Street. To ważne, co przekazał, muszę iść i od razu zobaczyć się z premierem".
Treść rozmowy, którą Roosevelt i Churchill kontynuowali na Downing Street, stała się fantastyczną historyjką, kursującą po przyjęciach koktajlowych w Berlinie, przekazaną do Departamentu Stanu przez attaché wojskowego ambasady Stanów Zjednoczonych82. Churchill uznał, że telefon prezydenta jest dobrym pretekstem do zadzierzgnięcia więzi. Przywiązywanie dużej wagi do kontaktów osobistych charakteryzowało go jako polityka już na początku kariery. Godząc się na swoistą cenzurę ze strony Biura Spraw Zagranicznych, któremu dostarczał kopie wysyłanych depesz, jednocześnie ominął tę przeszkodę, częściej przekazując wiadomości za pośrednictwem ambasady Stanów Zjednoczonych w Londynie niż przez ambasadę brytyjską w Waszyngtonie. W ten sposób Kennedy mógł odnieść się do nich zanim z ich treścią zapoznał się ambasador brytyjski w Waszyngtonie. Biuro, wiedząc o tym, obawiało się, że Niemcy mogą znać kody Departamentu Stanu.
Intensywność korespondencji Churchilla z Rooseveltem od momentu nawiązania do 10 maja 1940 roku, kiedy to zmianie uległa pozycja pierwszego lorda Admiralicji, nie była zbyt duża. Churchill przesłał osiem depesz, a Roosevelt tylko trzy. Wpłynęła na to z pewnością możliwość kontaktu telefonicznego. Churchill informował w listach o akcjach brytyjskiej marynarki i komentował sprawy wynikające z zachowywania przez Stany Zjednoczone neutralności. Wyraził aprobatę dla amerykańskiej "strefy neutralnej" i nalegał na skuteczne powstrzymywanie niemieckich ataków na statki handlowe, włącznie z brytyjskimi. Zwracał uwagę, że strata choćby jednego niszczyciela brytyjskiego ma duże znaczenie dla jego kraju. Sugerował Rooseveltowi udostępnienie celownika bombowego Nordena w zamian za angielską technologię wykrywania łodzi podwodnych (ASDIC). Amerykanie rozwinęli ją później, przekształcając w sonar. Wyrażając zrozumienie dla brytyjskich potrzeb wojennych, Roosevelt zwrócił uwagę, że społeczeństwo amerykańskie krytycznie odnosi się do zaangażowania kraju w wojnę i ponoszenia kosztów militarnego wspierania Anglii i Francji. "Ale to zawsze występuje w narodzie, który znajduje się o 3000 mil od teatru wojny" - dodał i zaproponował osobiste spotkanie i przedyskutowanie tej kwestii. Wysyłając Rooseveltowi przed Bożym Narodzeniem dwie depesze, Churchill podpisał je pseudonimem - Naval Person (człowiek marynarki). Do tej drugiej, napisanej 25 grudnia 1939 roku, w której wyjaśniał i przepraszał za incydent, jaki spowodowała brytyjska jednostka ścigająca niemiecki pancernik kieszonkowy przy wybrzeżach Urugwaju, załączył życzenia: "Zasadniczo myślę, że teraz prawdziwa wojna zacznie się lada chwila. Proszę mi pozwolić przesłać Panu życzenia Wesołych Świąt"83.
Przez całą jesień i zimę na przełomie 1939 i 1940 roku Hitler myślał tylko o przerwaniu "dziwnej wojny" i przejściu do ofensywy na Zachodzie. Utrzymujący się nadal na stanowisku premiera Chamberlain nie wierzył, że jeśli Hitler zaatakuje Wielką Brytanię i Francję, Amerykanie na czas przyjdą z pomocą. Churchill jednak wnikliwiej i szerzej analizował postępowanie Roosevelta wobec Londynu. Przede wszystkim dostrzegał, że określała je taktyka opracowana z myślą o walce o trzecią kadencję prezydencką. Ambasador brytyjski w Waszyngtonie Philip H. Kerr, lord Lothian, donosił w końcu 1939 roku o powszechnej sympatii Amerykanów dla aliantów i jednoczesnej niechęci do wciągania ich kraju w wojnę. Dlatego dla Roosevelta kluczem do Białego Domu była polityka izolacjonizmu, ale skupienie się jedynie na niej nie miało oznaczać obojętności na bieg wypadków. W orędziu do Kongresu o stanie państwa 3 stycznia 1940 roku mówił: "Gdy przyszły świat będzie rządzony przez siłę znajdującą się w rękach niewielu, stanie się on nędznym i niebezpiecznym miejscem do życia także dla Amerykanów"84. Polityka łagodzenia (appeasement) Roosevelta po 1 września nie była konsekwentna, jego wypowiedzi i poglądy zmieniały się pod wpływem sytuacji. W każdym razie w grudniu 1939 roku, kiedy Kennedy złożył wizytę w Białym Domu, Roosevelt dobitnie zaznaczył, że utrzymuje kontakt z Churchillem i "ze względu na to, że może zostać premierem, nie chcę tego przegapić". Z tego powodu starał się nie dopuścić, by ich stosunki zdominowały kwestie mniej istotne85.
Rozpoczynając drugą kadencję, Roosevelt nie był skłonny do prowadzenia aktywnej polityki zagranicznej i angażowania się w powstrzymywanie Hitlera. Nie skłaniał się także do wspierania polityki ustępstw i zaspokajania jego żądań. Dopiero na wiosnę 1939 roku uznał, że ustawy neutralnościowe nie dały żadnych efektów i nie wzmocniły sił pokojowych86. Ta pasywna postawa brała się z jego skromnego przygotowania, braku profesjonalnej wiedzy o stosunkach międzynarodowych, problemach narodowych i rasowych w Europie, które postrzegał z uproszczonej perspektywy. Dlatego właśnie nie prowadził dalekowzrocznej polityki i inicjatywę oddał politykom europejskim. W czasie trwania "dziwnej wojny" na kontynencie europejskim nie tylko Kennedy podsuwał mu myśl o podjęciu roli mediatora, był do tego nakłaniany przez różne kręgi. Naciski wywierali na niego między innymi wybitni businessmani - szef IBM Thomas Watson i Lloyd J. Money z General Motors, pozostał jednak głuchy na te sugestie. Cordell Hull tłumaczył stanowisko prezydenta w ten sposób, że na ówczesnym etapie jego wysiłek może nie dać oczekiwanych rezultatów i tym samym postawi Paryż i Londyn w trudnej sytuacji, a samego Roosevelta wciągnie w sprawy Europy. Ale na początku 1940 roku, nie chcąc nadal uchylać się od podjęcia mediacji, Roosevelt zmienił zdanie i w marcu wysłał Sumnera Wellesa do Hitlera, papieża Piusa XII, Mussoliniego, Daladiera i Chamberlaina. Rekomendował go jako swojego "przyjaciela z dzieciństwa" (old boyhood), ale nie dał mu pełnomocnictw do składania propozycji czy podejmowania zobowiązań w imieniu rządu Stanów Zjednoczonych. Jego misja sprowadzała się jedynie do wysondowania możliwości osiągnięcia jakiegoś sprawiedliwego pokoju. Jednak próba ta nie powiodła się, w Berlinie Hitler przyjął Wellesa chłodno. Trudno stwierdzić, co wpłynęło na tę porażkę, można jednak przypuszczać, że Roosevelt nie porzucił myśli o utrwaleniu istniejącej sytuacji i uratowaniu starej Europy od dalszych zniszczeń czy nawet zagłady87.
Nie było tajemnicą, że Hitler dokładnie zaplanował podbój Europy Zachodniej. O tych planach opowiadał na swoich konferencjach, a ich szczegóły wyciekały dalej88. Nie brano jednak poważnie pod uwagę wiadomości o marcowej i kwietniowej koncentracji wojsk niemieckich wzdłuż wybrzeża Bałtyku. Te informacje były traktowane przez rządy państw demokratycznych jako część wojny nerwów, jednak 9 kwietnia 1940 roku niemieckie armie zaatakowały Norwegię i Danię. W tej pierwszej Brytyjczycy, wspomagani oddziałami polskimi i francuskimi, wylądowali koło Trondheim, ale nie zdołali pokonać Niemców. Sukces w Narwiku niewiele znaczył. Taktyka zaskoczenia i "całkowitego przechytrzenia" Anglików - jak to określił Churchill - którzy szykowali się do zaminowania terytorialnych wód norweskich, doprowadziła do pełnego sukcesu Hitlera. Oslo, Bergen, Trondheim, Stavanger i Narwik zostały zdobyte za jednym uderzeniem. Król Haakon VII wraz z rządem znaleźli się na uchodźstwie w Wielkiej Brytanii. Wkrótce, rankiem 10 maja 1940 roku, 89 dywizji niemieckich dokonało najazdu na Belgię, Holandię, Luksemburg i Francję, w odwodzie stało dalszych 47. Berlin nie stosował się nawet do zwyczaju wypowiadania wojny, a Holendrzy liczyli na poszanowanie ich neutralności i odmówili współpracy z aliantami. Niemcy skierowali uderzenie na ludność cywilną, siejąc zgrozę zmasowanym desantem z morza i powietrza oraz nalotami, bombardując Rotterdam, niszcząc między innymi zabytkowe centrum starego miasta. Bezzwłoczną kapitulację wymusili 15 maja. Belgowie, mimo oblężenia, dzielnie walczyli trzy dni dużej. Król Leopold III odmówił udania się na emigrację.
10 maja 1940 roku Churchill sięgnął po władzę premiera. Chamberlain wpadł we własne sidła, kiedy chcąc uratować swój rząd po ataku Niemiec na Norwegię, zwołał dwudniowe obrady Izby Gmin i poprosił o wotum zaufania. Przeprowadzone 9 maja głosowanie ledwo przyniosło mu zwycięstwo, ale klęska w Norwegii przesądziła o jego losie, błędnie odczytywał bowiem zamiary Hitlera. Churchill podsycił bunt wahających się deputowanych z ostatnich ławek parlamentu. Zrobił to właściwie bez intryg. Chamberlain z ust jednego z byłych ministrów, Leo Amery'ego, który nawiązał do słów wypowiedzianych w XVII wieku przez Olivera Cromwella, usłyszał: "Za długo Pan siedzi, pomimo całego dobra, które Pan zrobił, proszę ustąpić, mamy Pana dość. Niech Pan odejdzie w imię Boga"89. Chamberlainowi nie pozostało nic innego, jak podać się do dymisji, ponieważ dysponował zbyt słabym poparciem, by sprawować urząd. Z rywalizacji usunął się także minister spraw zagranicznych lord Halifax. Chamberlain udał się do króla, informując go o zaistniałej sytuacji. Jerzy VI złożył propozycję powołania gabinetu Churchillowi. Ten, przyjmując nominację, starał się ukryć, że wydarzyło się coś nadzwyczajnego. Chciał zaprezentować się jako przywódca narodu, a nie partii. Główne stanowiska w rządzie rozdzielał zgodnie z siłą polityczną kandydatów, dla siebie zatrzymał pozycję ministra obrony. Nie spieszył się z wprowadzaniem nowych twarzy do gabinetu. Zdecydowane oblicze pokazał zwolennikom polityki ustępstw, choć zdawał sobie sprawę, że są wszędzie i wykluczenie ich wszystkich od razu nie jest możliwe.
Kennedy telefonicznie złożył Churchillowi gratulacje, a po wizycie na Downing Street natychmiast poinformował Roosevelta o ich rozmowie. Przekazał, że Churchill będzie zabiegał o pomoc, o jak najszybsze wypożyczenie niszczycieli i pewnej liczby samolotów90. Nie ma jednak śladu reakcji Roosevelta na te słowa ambasadora. Istotniejszą, zasadniczą wręcz dla prezydenta kwestią było to, jak będzie się układać jego współpraca z Churchillem, jak patrzy on na toczącą się wielką wojnę. Czy premier ma wystarczające wsparcie, aby walczyć ze zwolennikami appeasementu, obecnymi w różnych kręgach i ulokowanych nawet blisko dworu królewskiego? Przeciwnicy uważali Churchilla za starego człowieka, miał sześćdziesiąt cztery lata i opinię zmęczonego życiem i polityką. Welles po powrocie z Europy i spotkaniu z Churchillem zarzucił mu nadużywanie alkoholu. Powiedział do Morgenthau, że jest "zapijaczonym opojem" i "człowiekiem trzeciej, czwartej kategorii". Roosevelt nie rozumiał jednak, że życiowym mottem Churchilla była walka mimo wszystko91.
Po latach Churchill opisał swój nastrój, kiedy opuścił gmach parlamentu 10 maja 1940 roku i udał się do gmachu Admiralicji, gdzie jeszcze zamieszkiwał.
Położyłem się do łóżka około trzeciej nad ranem z uczuciem głębokiej ulgi. Wreszcie miałem władzę pozwalającą kierować całą sceną. Poczułem się jak człowiek idący krok w krok z przeznaczeniem; całe moje dotychczasowe życie było tylko przygotowaniem się do tej chwili i do tej sprawy (...). Pomyślałem, że sporo o niej wiem i byłem pewien, że powinno mi się udać. Dlatego jakkolwiek niecierpliwie oczekiwałem poranka, zasnąłem zdrowo, bez potrzeby podnoszących na duchu snów92.
Dwa dni później, we wtorek 13 maja 1940 roku, Churchill stanął przed Izbą Gmin, by uzyskać wotum zaufania dla swojego pięcioosobowego Gabinetu Wojennego, obejmującego Partię Pracy, opozycję i liberałów, który reprezentował jedność i nieugiętą determinację narodu w prowadzeniu wojny z Niemcami do zwycięskiego końca: "Zwycięstwo za wszelką cenę. Zwycięstwo pomimo wszelkich okropności. Bez zwycięstwa nie ma przetrwania". Obdarzony talentem oratorskim, czystym, spokojnym głosem mówił, że na początku jednej z największych bitew w historii celem jego rządu jest prowadzenie wojny przeciwko potwornej tyranii niemającej sobie równych w "mrocznym i żałosnym katalogu ludzkich zbrodni". Wojna z siłami tyranii toczy się w wielu miejscach świata, prowadzona jest "na ziemi, na morzu i w powietrzu z całą naszą mocą i ze wszystkich sił danych nam przez Boga". Trawestując słowa włoskiego bohatera narodowego Giuseppe Garibaldiego, powiedział, że za ofiarę złożoną w tych zmaganiach może obiecać "tylko krew, znój, pot i łzy"93.
Ledwie skończył pisać swoje wystąpienie do parlamentu, Churchill zabrał się za przygotowanie listu do Roosevelta. Jak zawsze długo zastanawiał się, w jakim powinien być tonie, które kwestie poruszyć i jakimi argumentami szermować, bo stawka była wysoka, grał o sojusz i szczególne więzi. Nie brał pod uwagę tego, że ich współpraca może pozostawać na poziomie zwykłej koalicji. Zaczął z akcentem kokieterii:
Mimo że zmieniłem miejsce urzędowania, to jestem pewien, że nie życzyłby sobie Pan zaprzestania naszej serdecznej, osobistej korespondencji. Bez wątpienia jest Pan świadom, że scena polityczna pociemniała złowieszczo. Wróg wykazał się wyraźną przewagą w powietrzu, a jego nowoczesne środki techniczne robią głębokie wrażenie na Francuzach. Myślę, że wojna na ziemi dopiero się zaczęła.
Dalej zrobił tour d'horizon. Pisał, że małe kraje zostały zmiażdżone, jeden po drugim, Mussolini będzie się spieszył, by zagarnąć jak najwięcej w obrębie akwenu śródziemnomorskiego, a Wielka Brytania spodziewa się ataku z powietrza - bombardowań i desantów wojskowych. "Jeśli zajdzie konieczność, będziemy prowadzić wojnę sami i nie obawiamy się tego. Ale wierzę, że uświadamia Pan sobie, że głos i siła Stanów Zjednoczonych mogą się na niewiele zdać, jeśli będą hamowane zbyt długo". Nie wykluczał, że sytuacja w Europie może doprowadzić do jej zdumiewająco szybkiego znazyfikowania i ujarzmienia, a "dla nas ciężar może okazać się ponad siły". Potem Churchill wyłuszczył swoje oczekiwania. Chciał ogłoszenia polityki nieinterwencjonizmu, co faktycznie miało oznaczać udzielanie pomocy we wszystkim oprócz zaangażowania się amerykańskich sił zbrojnych, wydzierżawienia 40-50 niszczycieli, przekazania kilkuset najnowszych samolotów, sprzętu przeciwlotniczego i amunicji, a także surowców. Proponował zapłatę w dolarach, z zastrzeżeniem, że nawet jeśli nie będzie to możliwe, wciąż liczy na dostawy sprzętu. Kończąc, nie porzucił zdesperowanego tonu i napomniał Roosevelta, by pilnował "japońskiego psa" na Pacyfiku, oferując wykorzystanie portu w Singapurze94.
Przesłana już następnego dnia odpowiedź Roosevelta była mglista, mało precyzyjna w warstwie argumentacyjnej i właściwie niesatysfakcjonująca, choć zarzekał się, że nad każdym jej punktem starannie się zastanawiał. Odrzucił prośbę o wydzierżawienie krążowników, bo - jak twierdził - Stany Zjednoczone potrzebują ich na Pacyfiku, gdzie na Hawajach grupują swoją flotę. Obiecał, że postara się dostarczyć alianckim rządom najnowsze typy samolotów, rozpocznie także sprzedaż broni przeciwlotniczej i amunicji, nie podał jednak dokładnego terminu tych działań. Stwierdził, że rozważy sugestię wysłania amerykańskiej eskadry do irlandzkich portów, zignorował jednak deklarację dotyczącą nieinterwencjonizmu. W sumie Roosevelt nie złożył żadnych wiążących obietnic, zapewnił tylko, że "ogromnie cieszy się z kontynuowania naszej prywatnej korespondencji"95.
List od Roosevelta nadszedł wraz z informacją o przełamaniu przez siły niemieckie Linii Maginota 16 maja 1940 roku. Ani ta pierwsza, ani ta druga wiadomość nie zniechęciły Churchilla. Zanim odpowiedział Rooseveltowi, w towarzystwie szefa sztabu i jego zastępcy, generałów Hastingsa Lionela Ismay'a i Johna Dilla, poleciał do Paryża, by samemu zbadać atmosferę wśród polityków i dowództwa. Szef armii francuskiej, generał Maurice G. Gamelin, opisał mu sytuację z zimnym spokojem: Francja nie ma strategicznych rezerw, Niemcy mogą być w Paryżu w ciągu paru dni. Od Wielkiej Brytanii chcieli myśliwców, ale im odmówiono. Na każdą sugestię Churchilla, by działali, wzruszał ramionami, generałowie i politycy właściwie czekali na kapitulację. Premier po raz pierwszy dostrzegł u aliantów rozpacz. Wieczorem z ambasady, gdzie udał się na nocleg, nadał telegram do utworzonego Gabinetu Wojennego z poleceniem natychmiastowego przekazania kilku eskadr samolotów bojowych.
Nastrój rezygnacji, zdania się na bieg wypadków, który uderzył Churchilla we Francji, zaczął się również pojawiać w społeczeństwie angielskim, o czym dowiadywał się z raportów Home Intelligence. Ludzie wierzyli, że zmiana przywódcy sama w sobie zlikwiduje skutki rządów Chamberlaina. Tymczasem niepokój i osobisty strach powróciły. Dlatego, z czym zgodził się skompletowany już Gabinet Wojenny, premier zdecydował się częściej zwracać przez radio do społeczeństwa. W niedzielę 19 maja 1940 roku późnym wieczorem, inaugurując swoje wystąpienia, dał wyraz pewności, której nie mógł mieć, mówiąc, że front we Francji zostanie ustabilizowany, ostrzegał również przed zagrożeniem, jakie napotka naród:
To jeden z najbardziej krytycznych okresów w długiej historii Francji i Wielkiej Brytanii. Jest to również bez wątpienia okres najbardziej doniosły. (...) Wiele wieków temu zostały napisane słowa wzywające i pobudzające wierne sługi Prawdy i Sprawiedliwości: zbrój się i bądź człowiekiem walecznym (...). Lepiej, abyśmy zginęli w walce, niż patrzyli na poniżenie naszego narodu i naszych świętości. Niech się dzieje zgodnie z wolą Boga w niebie, niech się tak stanie96.
Max Hastings, autor pracy Wojna Winstona, uważa, że nie da się przecenić wpływu tego przemówienia na Brytyjczyków, a nawet na słuchaczy będących poza Zjednoczonym Królestwem97. Eleanor Roosevelt, która słuchała radiowych przemówień Churchilla, odnosiła wrażenie, że "były jak tonik dla nas w Stanach, podobnie jak dla jego społeczeństwa"98. Uważała, że jest politykiem uczciwszym niż jej mąż, bo charakteryzuje go większa odwaga, przemawiał bez owijania w bawełnę, nie ukrywając, jak wiele wyrzeczeń i ciężkich dni czeka jego kraj. "Zawsze miałam wiele podziwu dla sposobu, w jaki to robił - pisała - i był on bardziej dosadny wobec Brytyjczyków niż mój mąż wobec nas [Amerykanów - B.G.]"99.
Podejmując się zadania wzmacniania morale społeczeństwa, Churchill ani przez chwilę nie zapominał, że cały jego wysiłek na niewiele się zda bez pomocy prezydenta Stanów Zjednoczonych. Negatywna odpowiedź Roosevelta skłoniła go do przedstawienia zwięzłej, ale mocnej argumentacji. W sobotę 18 maja 1940 roku, będąc jeszcze pod silnym wrażeniem wyjazdu do Paryża, napisał: "Jesteśmy zdeterminowani, by wytrwać do samego końca, niezależnie od rozstrzygnięcia wielkiej bitwy, która toczy się we Francji ". Sama Anglia, jak podkreślił, także zostanie zaatakowana, najpierw "według modelu holenderskiego", bombardowaniami i zmasowanym desantem z morza i powietrza. Wyraził nadzieję, że "wystawimy sobie dobre świadectwo". Zakończył chłodno: "Jeśli amerykańska pomoc ma odegrać jakąś rolę, musi nadejść szybko"100.
Pod koniec maja Kennedy, depeszując do Roosevelta, już wyraźnie dystansował się od kwestii pomocy militarnej dla Churchilla i podważał jego determinację do walki z nazistowskimi Niemcami. Nawiązując do dramatycznego położenia Francji, niemal naciskał na prezydenta, aby ten jeszcze raz - po nieudanej misji Wellesa - podjął próbę doprowadzenia do przerwania działań wojennych i wypracowania pokoju w Europie. Wskazywał, że to właściwie Francuzi powinni wykonać ruch w kierunku rozwiązania pokojowego. "Podejrzewam - pisał - że Niemcy byłyby skłonne teraz do zawarcia pokoju z Francją i Wielką Brytanią, oczywiście na swoich warunkach (...), które mogłyby być o wiele lepsze niż te [które postawią - przyp. red.], jeżeli będzie kontynuowana wojna"101.
Nieukrywana polityka łagodzenia (appeasement) Kennedy'ego zbiegła się z kłopotliwą sprawą w samej ambasadzie, gdzie okazało się, że wiadomości opatrzone klauzulą "Secret and Personal for the President" przechodzące przez placówkę wyciekały do Berlina. Detektyw Scotland Yardu przyłapał 20 maja 1940 roku amerykańskiego szyfranta Tylera G. Kenta podczas przekazywania kopii tajnych materiałów dalekiemu krewnemu rodziny królewskiej. Od niego przez kilka ogniw, w tym ambasadę włoską, trafiały do Berlina, bezpośrednio do Hitlera. Kenta przeniesiono do Londynu z ambasady w Moskwie. Urodzony w Mandżurii, pochodził z rodziny dyplomatów, odebrał staranne wykształcenie. Pracując w Związku Sowieckim, doszedł do przekonania, że polityka zagraniczna jego kraju była prowadzona wbrew interesom Stanów Zjednoczonych, o czym Roosevelt nie informował Amerykanów. W ambasadzie odpowiadał za dostęp do pokoju szyfrantów z kodami, mógł więc czytać materiały Roosevelta, Churchilla, ambasadora czy Departamentu Stanu. W jego mieszkaniu znaleziono blisko dwa tysiące dokumentów opisanych jako "To wojna Żydów". Prywatnie udzielał się w organizacjach proniemieckich. Pozbawiony immunitetu dyplomatycznego, został poddany jurysdykcji brytyjskiej. W październiku w Old Bailey ława przysięgłych po dwudziestu pięciu minutach uznała go za winnego. Został skazany na siedem lat i osadzony na czas wojny w brytyjskim więzieniu. Kennedy powiedział prezydentowi, że jeżeli Ameryka byłaby w stanie wojny, Kent zostałby rozstrzelany. Do 1945 roku Kentowi uniemożliwiono komunikowanie się z prasą, na czym zależało Rooseveltowi, stopniowo przygotowującemu się do podjęcia walki o trzecią kadencję. Po zakończeniu wojny Kent został deportowany do Stanów Zjednoczonych i nie zmienił swoich poglądów. Opowiadał się za segregacją rasową i z zaangażowaniem wspierał krytyków Roosevelta i jego polityki. Zmarł w biedzie, w przyczepie kampingowej w Teksasie w listopadzie 1988 roku102.
Nie zrażając się pozbawionymi konkretnych informacji odpowiedziami Roosevelta, kiedy mógłby otrzymać samoloty, broń i amunicję, Churchill ani przez chwilę nie chciał zmienić swojego postępowania. Jego syn Randolph, który w maju bez uprzedzenia złożył mu poranną wizytę, zapamiętał fragment ich rozmowy. Zastał ojca w łazience przy toalecie porannej, a po paru minutach usłyszał jego słowa: "Myślę, że wiem, jak to zrobić". Zdumiony Randolph zapytał: "Czy myślisz, że możemy uniknąć porażki" (co wydawało się wiarygodne) i "pokonać sukinsynów" (co wydawało się niewiarygodne)? Ojciec odpowiedział: "Oczywiście, uważam, że możemy ich pobić". Wychodząc z łazienki Winston zwrócił się do Randolpha i z naciskiem powiedział: "Będę w to wciągał Stany Zjednoczone wszystko jedno jak"103.
Odpowiedzi Roosevelta, o czym Churchill nie mógł wiedzieć, uzasadniały realia, stan armii amerykańskiej, jej niedostateczne wyposażenie. Dostawy na potrzeby wojska były ograniczane, bo rząd nie składał zamówień u producentów. W maju Stany Zjednoczone dysponowały jedynie 160 samolotami pościgowymi dla 260 pilotów, 52 ciężkimi bombowcami oraz nie miały 83 samolotów potrzebnych do obrony kraju, a w magazynach brakowało broni do walki z czołgami oraz amunicji dla baterii przeciwlotniczych. Ale w głównej mierze negatywne stanowisko Roosevelta w sprawie pomocy dla Wielkiej Brytanii określało dowództwo sił zbrojnych, szef sztabu armii generał George C. Marshall i sekretarz wojny Harry H. Woodring, gorliwy izolacjonista, szermujący argumentami zaczerpniętymi z ustawy o neutralności. Jednak dramatyczne prośby Churchilla i premiera Francji Paula Reynauda zmieniły postawę Kongresu, który aż do maja nie zdawał sobie sprawy, jak szybko i poważnie sytuacja w Europie wpłynie na bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych i na politykę Roosevelta. Przez całe lata trzydzieste, do maja 1940 roku, Kongres był oszczędny. Teraz na prośbę prezydenta o dodatkowe fundusze przyznano 1,5 miliarda dolarów, czyli o 320 milionów więcej niż chciał. Bez targów uwzględniano także inne jego wydatki. Zgodzono się na zwiększenie armii ze stanu 280 do 375 tysięcy żołnierzy i powołanie Gwardii Narodowej do aktywnej służby104.
Planując uderzenie na Holandię i Luksemburg, Hitler myślał o prewencyjnej okupacji tych państw, szybko jednak poniechał tego rozwiązania i postanowił, że niemiecka armia błyskawicznie przejdzie przez nie, a następnie je okrąży. Ale plan ten nie został dokładnie wykonany. W czasie pełnej sukcesów kampanii jego dowództwo wstrzymało bowiem o parę mil na południe od Dunkierki ofensywę czołgów generała Heinza Wilhelma Guderiana. Alianccy dowódcy wykorzystali tę sytuację i przeprowadzili ewakuację swoich ludzi. Między 27 maja a 4 czerwca 1940 roku 861 statków różnych rozmiarów wywiozło z plaż i samego portu w Dunkierce 338 226 żołnierzy, w tym 139 097 francuskich. Był to niemal cały Brytyjski Korpus Ekspedycyjny (British Expeditionary Force).
Ewakuacja wojsk alianckich z Dunkierki w jej ostatnim dniu była fetowana przez ludność, która gromadnie oglądała wyładowywanie wojsk w Dover. Okręty marynarki wojennej przywiozły 26 175 żołnierzy. Król Jerzy VI powiedział: "Jestem szczęśliwszy teraz, kiedy nie mamy więcej przyjaciół, których musimy rozpieszczać". A występując tego dnia w Izbie Gmin, Churchill w emocjonalnym, ale budzącym zaufanie tonie zapewniał:
Wytrzymamy do końca. Będziemy walczyć we Francji, na morzach i oceanach. Z coraz większą wiarą i siłą będziemy walczyć w powietrzu; obronimy naszą Wyspę. Zapłacimy każdą cenę. Będziemy walczyć na plażach, na lądowiskach, na polach i na ulicach, na wzgórzach. Nigdy się nie poddamy105.
W ten dobitny sposób Churchill zaanonsował porażkę Hitlera i przełom w walce z nim, bynajmniej nie zapominając, że "wojen nie wygrywa się przez ewakuację". Jednocześnie jego wystąpienie podnosiło morale Brytyjczyków i uderzało w Amerykanów, wcześniej mogących zasłaniać się argumentami, że pomoc dla Wielkiej Brytanii jest marnowaniem zaopatrzenia, które powinno służyć budowie bezpieczeństwa ich kraju. Odtworzone w stacjach radiowych w Stanach Zjednoczonych przemówienie zostało przyjęte z dużą uwagą. Niewątpliwie Churchillowi udało się obrócić militarną porażkę w psychologiczne zwycięstwo106.
5 czerwca 1940 roku 138 dywizji niemieckich ruszyło na Paryż, Rouen i Dijon. Wobec przeważającej liczbowo armii niemieckiej, ożywionej odniesionymi zwycięstwami, dysponującej przytłaczającą przewagą w powietrzu i czołgami na ziemi, Francuzi byli niemal bezbronni. W niecałe sześć dni po rozpoczęciu kampanii Hitler był w drodze do Monachium, gdzie chciał omówić z Benito Mussolinim warunki, jakie zamierzał narzucić Francji po kapitulacji. Mussolini, najstarszy stażem w Europie dyktator faszystowski, w obawie, że może nie zostać dopuszczony do konferencji pokojowej i sądząc, że wojna jest bliska końca, 10 czerwca 1940 roku zdecydował się wziąć udział w pogromie Francji i wypowiedział wojnę jej i Wielkiej Brytanii. Tego samego dnia Roosevelt udał się do Charlottesville, gdzie miał wygłosić mowę w University of Virginia Law School z okazji rozdania dyplomów. Wśród absolwentów był jego syn Franklin jr. Chociaż charakter uroczystości narzucał radosną atmosferę, Roosevelt zdecydował się opowiedzieć o tym, co dzieje się w Europie, gdyż otrzymał informację, że poparcie Amerykanów dla aliantów znacznie wzrosło. Polityk chciał tę zmianę wykorzystać. Oskarżył rząd włoski o sprzymierzanie się z Niemcami w wojnie z Francją oraz Wielką Brytanią i potępił Włochów, mówiąc że "ręka trzymająca sztylet wbiła go w plecy sąsiada". Zaatakował myślenie izolacjonistów, uznając ich marzenie o samotnej wyspie w świecie zdominowanym przez siłę za utopię. Oznajmił, że Stany Zjednoczone udzielą jak najdalej idącej pomocy Francji i Wielkiej Brytanii - "tym przeciwnikom przemocy" - i proklamował kurs - "cała naprzód"107.
Churchill słuchał przemówienia Roosevelta, o czym już następnego dnia doń napisał. Zaznaczył, że wzmocniła go wiadomość o przyspieszeniu dostaw uzbrojenia "w tej niewiele obiecującej godzinie", choć liczył na jakiś bardziej spektakularny, efektowny gest. Podkreślił, że trzeba zrobić wszystko, by Francja walczyła. "Nadzieja, którą Pan ich inspiruje, może im dać siłę przetrwania. Powinni walczyć o każdy jard swojej ziemi i użyć całych sił ich armii"108. Przez pięć kolejnych dni Churchill intensywnie zarzucał Roosevelta wiadomościami o sytuacji we Francji. W środę 12 czerwca 1940 roku po południu informował, że noc i poranek spędził we francuskiej kwaterze głównej, szczegółowo omawiając położenie Francji. O przebiegu rozmów miał poinformować Roosevelta obecny w kwaterze ambasador Bullitt. Niemniej Churchill zaznaczył, że premier Reynaud jest zdeterminowany kontynuować walkę, natomiast generał Maxime Weygand oświadczył, że wyczerpały się możliwości obronne i nie jest w stanie koordynować dalszych działań. Wyczerpany Weygand straszył widmem kapitulacji. Ale w czwartek w południe Francuzi ponownie ściągnęli Churchilla do siebie, z czego ten ostatni wywnioskował, że kryzys narasta. Tymczasem po wylocie Churchilla Roosevelt, prosząc go o zachowanie "pełnej dyskrecji", przesłał mu tekst depeszy, jaki skierował do premiera Reynauda. W przekonaniu Roosevelta depesza ta miała podtrzymywać morale rządu, a w rzeczywistości zapowiadała mgliście pomoc w uzbrojeniu armii i inne środki: "Ten rząd robi wszystko, co w jego mocy, by przekazać alianckim rządom potrzebne materiały, a nawet zdwajamy nasze wysiłki"109. Poza tym list nie zawierał żadnych obietnic ani gwarancji. Zapoznając się po powrocie z Francji z depeszą Roosevelta do premiera Francji, Churchill i jego Gabinet Wojenny błędnie ją zinterpretowali, odczytując jako zapowiedź przystąpienia Stanów Zjednoczonych do wojny. Dlatego Churchill, natychmiast odpowiadając Rooseveltowi, podkreślał, że byłoby wskazane zaangażowanie się Stanów Zjednoczonych w wojnę, chociażby w trybie oświadczenia:
muszę powiedzieć Panu, Panie Prezydencie, że wydaje się sprawą absolutnie konieczną upublicznienie pańskiej wiadomości do premiera Francji w dniu jutrzejszym 14 czerwca (...) może ona zadecydować o zmianie kierunku, w jakim pójdzie historia świata.
Jednocześnie Churchill podgrzewał obawy Roosevelta, pisząc, iż jeśli Hitler zorientuje się, że nie będzie mógł wprowadzić "nazistowskiego pokoju w Paryżu, to wtedy z całą furią rzuci się na nas"110. Kilka godzin później, 14 czerwca 1940 roku, Niemcy bez oporu wkroczyli już do Paryża, a ich siły posuwały się w kierunku Morza Śródziemnego i granicy hiszpańskiej. Ale Roosevelt odnosząc się do listu Churchilla, wyjaśnił, że zamiarem jego rządu nie było zobowiązanie do militarnego wsparcia sojuszniczych krajów, bo na to nie pozwala mu Konstytucja Stanów Zjednoczonych, a prawo do podejmowania takich zobowiązań ma jedynie Kongres. Dotknięty tym szkolnym pouczeniem Churchill za bezcelową uznał dyskusję o jego kompetencjach. Istotną kwestią stawało się to, że rząd Francji znalazł się w krytycznym położeniu i może przystąpić do rozmów z hitlerowskim najeźdźcą. W tej sytuacji postanowił uświadomić Rooseveltowi, że upadek Francji wyznaczy koniec określonej epoki, przedstawiając mu czarny scenariusz:
Mimo iż ani obecny rząd, ani ja osobiście nie zawahalibyśmy się przed wysłaniem naszej floty przez Atlantyk, gdyby opór tutaj [w Europie - B.G.] został przełamany, to jednak może dojść do tego, że obecni ministrowie utracą kontrolę nad biegiem spraw, Wyspy Brytyjskie staną się wasalem imperium hitlerowskiego. Może wtedy zostać powołany proniemiecki rząd, który zaproponuje pokój, a rozbitemu, wygłodzonemu narodowi przedstawi się argumenty nie do odparcia za całkowitym podporządkowaniem się nazistom. Los floty brytyjskiej, o czym już Panu wspomniałem, może mieć decydujące znaczenie dla przyszłości Stanów Zjednoczonych, a to z tego względu, że gdyby została ona połączona z flotami Japonii, Francji i Włoch, a także z wielkim potencjałem przemysłu niemieckiego, mogłaby stanowić przytłaczającą siłę w rękach Hitlera. Ten mógłby posługiwać się nią z umiarkowaniem, ale równie dobrze mógłby tak nie postępować. Taka zmiana układu sił na morzu może odbyć się całkiem szybko, na długo zanim Stany Zjednoczone przygotują się do niej. Jeżeli my upadniemy, będziemy mieć Stany Zjednoczone Europy pod dowództwem nazistów, znacznie liczebniejsze, silniejsze i lepiej uzbrojone niż cały nowy świat111.
Urealniając ten wywód, wyliczał, że od początku wojny Wielka Brytania i Francja straciły 32 niszczyciele, a z posiadanych 133 tylko 68 nadawało się do służby. I przypomniał, że w 1918 roku do walki były zdatne 433 okręty. "Dlatego pytamy, czy dostaniemy te niszczyciele, jako że jest to sprawa życia i śmierci"112.
Niedługo po wysłaniu listu, o 22.45, Churchill ponownie depeszował do Roosevelta. Powodem była wiadomość, jaką otrzymał od premiera Reynauda, który poinformował go, że może kontynuować walkę tylko zza morza, o ile otrzyma gwarancje od Stanów Zjednoczonych, że w najbliższym czasie przystąpią do wojny. Churchill poparł premiera, proponując, aby Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny nawet bez wysyłania sił ekspedycyjnych. Takie posunięcie w jego przekonaniu wywarłoby pewien efekt psychologiczny (moral effect) zarówno we Francji, jak i wszystkich innych państwach demokratycznych, ale także i po stronie przeciwnika - w Niemczech i we Włoszech113. Roosevelt zignorował to żądanie. 16 czerwca 1940 roku w Bordeaux, gdzie zebrał się rząd, odmawiający negocjacji z Rzeszą premier Reynaud został zdymisjonowany. Tego samego wieczoru osiemdziesięcioletni marszałek Philippe Pétain utworzył nowy gabinet. Przejął rządy nad tym, co pozostało z Francji i z jej rozległego zamorskiego imperium. Był nastawiony na kolaborację z nazistami. Na tę wiadomość Churchill postanowił zareagować bez zwłoki. Chciał najpierw wystąpić w Izbie Gmin, a wieczorem w BBC, wiedząc, że będzie słyszany także w Waszyngtonie. Nie miał wątpliwości, że zagrożenie niemiecką inwazją jest już na wyciagnięcie ręki. Wygłoszone 18 czerwca 1940 roku spokojnym, mocnym głosem przemówienie zakończył następująco:
Od tej walki zależy przetrwanie cywilizacji chrześcijańskiej. Od niej zależy także nasze życie jako Brytyjczyków i przetrwanie naszych instytucji i naszego imperium. Cała wściekłość i potęga wroga bardzo szybko zostanie skierowana na nas. Hitler wie, że musi nas pobić na tej wyspie albo przegrać wojnę. Jeżeli stawimy mu czoła, cała Europa pozostanie wolna, a życie świata będzie toczyć się na rozległych, rozświetlonych słońcem wyżynach. Ale jeśli przegramy, wtedy cały świat, łącznie ze Stanami Zjednoczonymi i wszystkim, co jest znane i drogie, pogrąży się w otchłani nowego średniowiecza - ale bardziej złowieszczego i może dłuższego dzięki zwyrodniałej nauce. Zabierzmy się zatem do dzieła i postąpmy tak, żeby po tysiącu lat trwania Brytyjskiej Wspólnoty Narodów i jej Imperium ludzie ciągle mogli powtarzać: "To była ich najpiękniejsza godzina"114.
Określenie "szalona nauka" odnosiło się do tajnych prac prowadzonych w Rzeszy nad bombą atomową, do których naziści używali ciężkiej wody dostępnej tylko w Norwegii. Francuski wywiad zdobył i wywiózł jej niewielki zapas - blisko 190 kilogramów.
22 czerwca 1940 roku w Compi?gne Pétain podpisał zawieszenie broni z Niemcami, którego warunki przyjął z uczuciem ulgi. Uznał je za stosunkowo łagodne. Bogate, uprzemysłowione okręgi północnej Francji wraz z wybrzeżem miały być okupowane przez Niemców, skrawek kraju dostał się pod okupację włoską, a z reszty terytorium z rejonem Masywu Centralnego powstało nowe "państwo" francuskie pod władzą paternalistycznego, na poły faszystowskiego reżymu Pétaina i jego stronników. Rząd przeniósł swoją siedzibę do sennego uzdrowiska Vichy nad rzeką Allier. Jak zauważył korespondent tygodnika "Time", "Najlepsze, czego mogą oczekiwać Francuzi, to przyzwolenie na spokojne życie w Europie Adolfa Hitlera"115. O ile Hitler mógł być zadowolony z sytuacji we Francji, to przede wszystkim w napięciu oczekiwał na znak z Londynu, czy Anglicy chcieliby rozważyć możliwość zawarcia pokoju. Ale Churchill pamiętał, że nowożytna Anglia parokrotnie w swojej historii z powodzeniem sama prowadziła wielką wojnę, nie chcąc dopuścić, by Europą zawładnęło jedno mocarstwo.
Roosevelt nie reagował na starania Churchilla o wsparcie sprzętowe, był bowiem na bieżąco informowany o silnej i dość powszechnej niechęci społeczeństwa amerykańskiego do angażowania się w wojnę w Europie, a chcąc jesienią ubiegać się o trzecią kadencję, nie śmiał w przededniu nowych wyborów podejmować bardziej energicznych inicjatyw. Wpływowy, czytany w świecie businessu magazyn "Fortune" po przeprowadzeniu badań opinii publicznej przed upadkiem Francji podawał, że większość Amerykanów wierzyła w zwycięstwo Niemiec i tylko 30,3% miało nadzieję na zwycięstwo aliantów116. Przewodniczący senackiej Komisji Spraw Zagranicznych Key Pittman opowiedział się za tym, by Brytyjczycy wysłali swoją flotę do Stanów Zjednoczonych - "nie jest tajemnicą, iż Wielka Brytania całkowicie nie jest przygotowana do obrony (...) ponad wszelką wątpliwość Kongres nie pozwoli na mieszanie się w wojnę w Europie"117 - stwierdził.
Dlatego dla umocnienia swojej polityki 20 czerwca 1940 roku Roosevelt dokonał zmiany w składzie gabinetu, podobnie jak zrobił to Churchill, wprowadzając do Gabinetu Wojennego polityków z Labour Party. Dwa ważne stanowiska powierzył politykom republikańskim, opowiadającym się za wznowieniem wysiłku obronnego i za maksymalną pomocą dla Wielkiej Brytanii. Szefem Departamentu Wojny został nowojorski adwokat i były sekretarz stanu w rządzie Hoovera Henry L. Stimson, a resort marynarki objął wydawca "Daily News" Frank Knox, kandydat na wiceprezydenta w 1936 roku. Churchill po tych zmianach mógł się spodziewać lepszej współpracy i zrealizowania zamówień na krążowniki czy samoloty, ale mogło to nastąpić najwcześniej po wyborach prezydenckich, na początku listopada118. Tymczasem każdy dzień zwłoki, jak wynikało z analizy sytuacji po upadku Francji, mocno osłabiał Brytyjczyków i budował przewagę Hitlera na morzu, co zwiększało szansę, że wojna dosięgnie wybrzeża Ameryki Północnej.
Churchill był premierem zaledwie 39 dni, a w tym czasie doszło do ewakuacji Dunkierki, zwycięstwa Niemców w Norwegii, podboju Belgii, Holandii i upadku Francji, bez odzewu pozostał też apel do Roosevelta, by wspomagał Francuzów w walce z Hitlerem. Czy premier myślał czasami, że ledwo panuje nad tym, co narzucały mu codzienne obowiązki, a idąc przez polityczny labirynt, musi jednym okiem wciąż spoglądać na Stany Zjednoczone i wierzyć, że są one jego jedynym sojusznikiem? Słysząc o zmianach w gabinecie Roosevelta, Churchill oczekiwał wyraźnego, mocnego sygnału, już nie tylko na użytek wewnętrzny swojego społeczeństwa, ale i dla Hitlera. Chciał usłyszeć, że Stany Zjednoczone z całą swoją potęgą zaangażują się w wojnę i udzielą mu wsparcia. Kiedy to zapewnienie nie nadchodziło, zamilkł, od 15 czerwca do 31 lipca 1940 roku nie odzywał się do Roosevelta. Był w głębokim stresie, co martwiło jego żonę Clementine i prywatnego sekretarza Johna Martina. Dopiero 3 lipca 1940 roku, by Roosevelt nie zaczął podejrzewać go o plany układania się z Hitlerem, podkreślił swoją zdecydowaną wolę kontynuowania walki. Kiedy admirał Jean François Darlan, dowódca marynarki francuskiej zakotwiczonej w Mers-el-Kebir niedaleko Oranu, nie przyjął ultimatum marynarki królewskiej, że albo uda się do Wielkiej Brytanii, albo podda w ciągu sześciu godzin, Churchill polecił okrętom brytyjskim otworzyć ogień. Zatopiono okręt liniowy Bretagne oraz ciężko uszkodzono dwa dalsze i kilka mniejszych, zginęło 1297 marynarzy francuskich, z oblężenia wymknął się pancernik i sześć krążowników. Kilka dni później Churchill jeszcze raz przerwał milczenie, zawiadamiając Roosevelta o mianowaniu księcia Windsoru gubernatorem wysp Bahama. Książę, były król Edward VIII, abdykował w 1936 roku, by poślubić amerykańską rozwódkę, co wywołało kłopotliwą sytuację w rodzinie królewskiej. Istotniejszym powodem przeniesienia księcia było jednak to, że kojarzono go ze zwolennikami rozmów z Hitlerem. Churchill nie podważał jednak lojalności byłego monarchy119.
Przeszło miesiąc po załamaniu się Francji Hitler stracił cierpliwość, uznał, że dał Anglikom wystarczająco dużo czasu na powzięcie decyzji, czy chcą z nim walczyć, czy negocjować. Po daremnym oczekiwaniu 19 lipca 1940 roku zdecydował się wystąpić w Reichstagu i publicznie zaoferował wybór między pokojem albo upadkiem tego wielkiego imperium, którego, jak się zastrzegał, nigdy ani nie zamierzał "zniszczyć, ani nawet wyrządzić mu szkody"120. Oficjalnie Churchill zignorował tę ofertę, stwierdzając, że nie będzie odpowiadał na przemówienie "Herr Hitlera", skoro nie rozmawia "z tym panem"121. Natomiast ponaglił lorda Lothiana, brytyjskiego ambasadora w Waszyngtonie, aby naciskał na Amerykanów w kwestii "wypożyczenia" starych niszczycieli.
W 1940 roku w Stanach Zjednoczonych miały się odbyć wybory prezydenckie. Jak zapamiętała Eleonora, jej mąż był rozdarty. Czasem podawał argumenty za, a czasem przeciwko temu, by ubiegać się o trzecią kadencję. Decydując się na złamanie niewzruszonego kanonu demokracji dwóch kadencji (raz jeszcze powtarzamy za Eleonorą), kierował się głęboką odpowiedzialnością i przeświadczeniem, że jedynie on posiada odpowiednie umiejętności i jest świadom oczekiwań społeczeństwa w istniejącej sytuacji wewnętrznej i międzynarodowej. W tym świadectwie, które Eleonora umiejętnie upubliczniała, jest ziarno prawdy, bo też na pewno Roosevelt należał pierw do gatunku homo politicus, a dopiero wtórnie do homo ludens i po prostu kochał władzę. W każdym razie partia demokratyczna także nie liczyła się z niepisaną, choć wprowadzoną przez pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych George'a Washingtona, zasadą dwóch kadencji i ponownie wysunęła kandydaturę Roosevelta. Na konwencji partii, która odbyła się w Chicago w dniach 15-18 lipca 1940 roku, otrzymał nominację, z miażdżącą przewagą pokonując rywala. Zaakceptował ją 19 lipca, co potwierdził w przemówieniu radiowym, w którym z wielką zręcznością argumentował, jak trafnym posunięciem liderów partyjnych było wystawienie go do walki o Biały Dom, a ściślej o to, by w nim pozostał. Mówił:
W czasach takich jak obecne, w czasach wielkich napięć, głębokiego kryzysu - uwaga świata ogranicza się do jednego wydarzenia. Wydarzeniem, które dominuje w naszym świecie, jest zbrojna agresja, skierowana przeciwko tej formie rządu i temu rodzajowi społeczeństwa, jakie my w Stanach Zjednoczonych wybraliśmy i zbudowaliśmy dla siebie. Jest to wydarzenie, którego już nikt nie kwestionuje i nikt nie może ignorować. To nie jest zwyczajna wojna. To jest rewolucja narzucona zbrojną siłą, która zagraża wszędzie wszystkim ludziom. To jest rewolucja, która nie obiecuje ludziom wolności, ale sprowadza ich do statusu niewolników służących dyktaturze. Dyktatura ta już odsłoniła swoją naturę i zakres korzyści, które pragnie zdobyć. To wydarzenie zdominowało nasz świat, życie wszystkich nas razem i każdego z nas z osobna122.
Dobrze orientując się w nastrojach społeczeństwa, Roosevelt zapewnił, że "amerykańscy chłopcy" nie zostaną wysłani "na rzeź do obcych krajów". Jako główny cel polityki podawał wzmożenie obronności kraju123. Po zdobyciu przez Roosevelta nominacji Churchill uznał, że może już powrócić do kwestii wypracowania efektywnego wspierania Brytyjczyków i 31 lipca 1940 roku przesłał do niego pismo. Lakonicznie wspominał w nim o trudnym do obrony z geograficznego punktu widzenia położeniu Anglii. Informował o zaawansowanej budowie niszczycieli do walki z niemieckimi U-Bootami i patrolowcami. Podawał dane dotyczące zniszczonych okrętów i wyliczał potrzeby marynarki. W pierwszej kolejności Churchillowi zależało na niszczycielach, łodziach latających (flying boats) i szybkich łodziach (motor boats), ochraniających szlaki, którymi płynęły na Wyspy Brytyjskie dostawy żywności. Dalej naciskał na przekazanie flocie brytyjskiej 50-60 przestarzałych amerykańskich niszczycieli. "Panie Prezydencie, żywiąc wielki szacunek dla Pana, muszę powiedzieć, że w długiej historii świata to jest do załatwienia od zaraz" - pisał, w następnym punkcie zmieniając ton na optymistyczne proroctwo: "Co tyczy się tej wojny, pojawiła się we mnie nadzieja, żebyśmy tylko wytrzymali przez następne trzy lub cztery miesiące"124.
Domagając się od Roosevelta sprzętu bojowego, Churchill nie przypuszczał, że pozytywna decyzja już prawie zapadła. Wpłynęły na to przesyłane do Roosevelta przez jego informatorów raporty, w których z ostrożnym optymizmem wskazywano, że wsparta adekwatnym sprzętem bojowym Wielka Brytania jest zdolna do odparcia niemieckiej inwazji w 1940 roku125. Roosevelt zastanawiał się jedynie nad kwestią takiego skonstruowania układu eufemistycznie określanego jako porozumienie, by nie spotkał się on z negatywnymi reakcjami Kongresu, a tym bardziej nie został odrzucony. Pracowali nad nim ostrożny i skrupulatny sekretarz stanu Hull i wysłannicy prezydenta oraz ambasador Churchilla w Waszyngtonie lord Lothian, efektywnie wypełniający swoją misję, rozumiejący amerykańską politykę i funkcjonowanie rządu. Z negocjacji z rozmysłem wykluczono ambasadora Kennedy'ego, ponieważ współpracowników raził jego nadto krytyczny stosunek do Anglików i defetyzm. Ostatecznie przygotowane porozumienie, łamiące proklamowaną przez Stany Zjednoczone neutralność, było prostą transakcją. Na czele dostaw znalazły się samoloty, a Anglicy - co ważne - uzyskali prawo do maszyn wcześniej zamówionych przez Francuzów. Za 50 niszczycieli zdatnych do walki z niemieckimi łodziami podwodnymi Wielka Brytania zgodziła się na założenie i używanie przez Stany Zjednoczone baz morskich w jej ośmiu koloniach na zachodniej półkuli - od Nowej Fundlandii poprzez Karaiby i Bermudy, do Brytyjskiej Gujany - przez 99 lat. Poza tym Churchill przyrzekł, że w razie konieczności kapitulacji Wielka Brytania nie odda ani nie zatopi swojej floty, ale odeśle ją "poza granice dla obrony innych części imperium"126. Porozumienie miało szansę zostać dobrze odebrane zarówno przez opinię publiczną, jak i Kongres, mimo to Roosevelt liczył się z tym, że nowe rozwiązania nigdy nie przechodzą gładko, bez krytyki i głosów sprzeciwu, szczególnie w Kongresie. W ręku trzymał jednak silny atut, co zapamiętała jego sekretarka: "Kongres podniesie straszny rwetes, jednak każdy dzień zwłoki może oznaczać koniec cywilizacji (...) jeśli Anglia ma przetrwać, musimy działać"127. W okresie od 8 do 18 sierpnia 1940 roku głównym obiektem ataków na Wielką Brytanię były jej porty i marynarka, a od 23 sierpnia do 6 września Londyn i lotniska bazy Królewskich Sił Powietrznych (RAF). 3 września Roosevelt poinformował Kongres o warunkach podpisanego porozumienia i wsparł go opinią prokuratora generalnego w kwestii prawnej.
Pięć dni później, w nocy 7 września 1940 roku, Luftwaffe dokonało pierwszego masowego nalotu na Londyn: wystartowało 625 bombowców w eskorcie 648 myśliwców. Zginęło wówczas ponad 300 osób, a rannych zostało ponad 1337. Bitwa o Anglię spowiła Londyn koszmarem nalotów, bo miała w zamierzeniu Hitlera wymusić kapitulację. Blitz - naloty prowadzone w dzień i w nocy - uświadomiły wszystkim nowy charakter wojny, nastanie ery lotnictwa. Poczucie bezpieczeństwa na całym świecie dramatycznie się obniżyło. Tę zmieniającą się postawę społeczeństwa natychmiast wykorzystał Roosevelt i 16 września 1940 roku nadał moc prawną pierwszemu w historii Stanów Zjednoczonych poborowi w czasie pokoju. Tego dnia - co wykazało aktualne badanie opinii publicznej - 16 milionów Amerykanów zgłosiło gotowość do służby wojskowej. A w końcu miesiąca według Instytutu Gallupa 52% Amerykanów poparło pomoc dla Anglików, nawet ryzykując wplątanie się w wojnę128. Kongres zaaprobował porozumienie o niszczycielach i bazach, choć dopiero wtedy, gdy sztab generalny zaręczył, że przekazanie niszczycieli nie osłabi potencjału obronnego Stanów Zjednoczonych, a przysłuży się pokonaniu Niemiec. Establishment polityczny i gospodarczy w Stanach Zjednoczonych nie miał większych wątpliwości tak jak przed ćwierć wiekiem - interes państwa wymaga ocalenia Wielkiej Brytanii, a klęski Niemiec, bardziej groźnych i krwiożerczych niż Rzesza Wilhelma II.
W październiku 1940 roku europejska polityka stała się głównym tematem kampanii prezydenckiej. Churchill z głębokim zatroskaniem obserwował te zmagania o Biały Dom. Interesowało go, jaką rolę odegra w nich Kennedy, który był zażartym przeciwnikiem przystąpienia Stanów Zjednoczonych do wojny i mógł przysporzyć sporo kłopotów swojej partii i samemu Rooseveltowi. Ostatecznie Roosevelt pozwolił Kennedy'emu na opuszczenie placówki 22 października. Ale kiedy ten przybył do portu w Nowym Jorku, polecił specjalnej ekipie kierowanej przez szefa wydziału brytyjskiego w Departamencie Stanu izolować go od spotkania z prasą aż do chwili, kiedy on i jego małżonka dostaną od prezydenta odręczne zaproszenie do Białego Domu. Kennedy, po otrzymaniu zaproszenia, od razu zadzwonił do prezydenta, który zaczął rozmowę z nim, mówiąc: "Ach Joe, dobrze, że cię słyszę (...) przyjdź dzisiaj wieczorem do Białego Domu na mały rodzinny obiad. Nie mogę się doczekać, by nagadać się z tobą"129. Kilka dni po tej wizycie Kennedy przyjął ze strony Białego Domu sugestię wystąpienia w radio. Zaznaczył, że Stany muszą pozostać poza toczącą się wojną i że nie jest prawdą, iż Roosevelt chce wciągnąć kraj w wojnę światową. Stwierdził: "Taki zarzut jest nieprawdziwy"130. "Uważam - zakończył - że Franklin D. Roosevelt powinien być ponownie wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych". Za to jedno zdanie Roosevelt obiecał Kennedy'emu poparcie jego kandydatury w następnych wyborach prezydenckich131.
Republikański kontrkandydat Roosevelta, czterdziestosześcioletni Wendell L. Willkie, pochodzący z Indiany, był niekonwencjonalnym politykiem. Adwokat związany z kręgami nowojorskiej finansjery, zadeklarowany liberał, do 1938 roku aktywny w partii demokratów, odznaczał się dużym czarem osobistym. Walcząc o Biały Dom, opowiadał się za pomocą materialną - sprzętem, żywnością - dla Wielkiej Brytanii w walce przeciw agresorom. Krytykował natomiast Roosevelta za zamiar wkroczenia na europejskie pola bitewne, deklarując na wiecach wyborczych: "Pozwólcie, że wam powiem, jeśli wybierzecie mnie na prezydenta Stanów Zjednoczonych, to żaden chłopak z Ameryki nie zostanie kiedykolwiek wysłany do okopów w Europie"132. Tymczasem Roosevelt zapewniał: "Już to mówiłem, ale powtórzę to jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz: wasi chłopcy nie zostaną wysłani na żadne obce wojny"133. W ostatnim tygodniu przed wyborami Roosevelt na wiecach na Brooklynie i w Cleveland także solennie obiecywał, że Stany nie włączą się w wojnę w Europie, choć dopuszczał jeden wyjątek - "jeśli nas zaatakują". Publicznie nie wspominał o tym, o jego planach wiedział tylko doradca Samuel I. Rosenman134. Mimo że amerykańskie społeczeństwo było pod wrażeniem dzielności i hartu ducha Brytyjczyków, to jednak w październiku 1940 roku sondaż wykazał, że 83% Amerykanów uważa, iż Stany Zjednoczone nie powinny przystąpić do wojny z Niemcami i Włochami natychmiast135.
We wtorek, 5 listopada 1940 roku, na wynik wyborów Roosevelt postanowił oczekiwać w jadalni w Hyde Parku, gdzie zainstalowano mu dalekopis. Pokój łączył się z małą palarnią, w której ściany obstawione były półkami z książkami, a pod sufitem wisiało poroże jelenia. Jego osobisty ochroniarz, Mike Reilly, zapamiętał, że w ten ciepły wieczór przechodzący w noc szef był niezwykle zdenerwowany, pierwsze wyniki nie zmieniały mu nastroju i nie dodawały otuchy. Dlatego kiedy zwrócił się do Roosevelta z pytaniem, czy chciałby kogoś zaprosić, usłyszał stanowcze: "Ne chcę tutaj nikogo widzieć". "Włącznie z rodziną Pana Prezydenta?" - zapytał ochroniarz. Odpowiedź ponownie była szorstka: "Powiedziałem, nikogo!"136. Po długich, wlokących się godzinach napięcia Roosevelt wiedział, że wygrał. Wtedy, wspierając się na ramieniu syna, wraz z matką, żoną, dziećmi i zaproszonymi sąsiadami wyszedł na werandę. Oczekiwali go fotografowie. Był pierwszym i ostatnim politykiem Stanów Zjednoczonych, który - jak się miało później okazać - czterokrotnie został prezydentem137. Duża część wyborców, przeciwnicy wspierania aliantów, poparła Willkiego. Ci, którzy wyraźnie opowiadali się za pomocą, a częściowo nawet zbrojną interwencją, oraz zaciekli oponenci polityki New Deal stanęli za Rooseveltem. Ogłoszony oficjalnie komunikat podawał, że głosowało na niego 27 244 160 wyborców, a na Willkiego 22 305 198, w kolegium elektorskim otrzymał 449 głosów, a rywal 82138.
Dwa dni po wyborach pociąg z Rooseveltem wyruszył przez Nowy Jork do Waszyngtonu, gdzie rano na Union Station witała go Eleonora i wiceprezydent Henry A. Wallace wraz z kilkoma tysiącami mieszkańców. Na Pennsylvania Avenue na jego przejazd oczekiwało ponad 200 tysięcy osób. Do Białego Domu powracał jako bohater zdobywca.
Zwycięstwo Roosevelta podtrzymywało nadzieję Churchilla na kontynuację współpracy. Już 6 listopada 1940 roku przez ambasadę w Waszyngtonie przesłał do Białego Domu depeszę gratulacyjną:
Sądzę, że byłoby niewłaściwe, abym jako cudzoziemiec wypowiadał opinie na temat polityki amerykańskiej w momencie, gdy odbywają się wybory, ale teraz pozwolę sobie wyznać, że modliłem się za Pański sukces i jestem nim prawdziwie uszczęśliwiony. Nie znaczy to, że zabiegam czy chciałbym uzyskać od Pana coś więcej, jak rzetelne, uczciwe spojrzenie na obecne problemy świata, wobec których oba nasze kraje muszą wypełnić swoje zobowiązania. My wkraczamy teraz w smutny etap, który ewidentnie oznacza przedłużenie czy rozszerzenie wojny, i oczekuję, że będę mógł z Panem wymienić poglądy z całym zaufaniem, życzliwością, które zrodziły się między nami w okresie, jaki upłynął od podjęcia przeze mnie obowiązków w Admiralicji. Dzieją się obecnie rzeczy, które będą pamiętane tak długo, jak długo ktoś gdzieś będzie mówił po angielsku, i chciałbym wyrazić ulgę, jaką czuję na myśl o tym, że mieszkańcy Stanów Zjednoczonych jeszcze raz złożyli na pańskie barki ten ogromny ciężar. Muszę jednocześnie przyznać, że jestem całkowicie pewien, że światła, z pomocą których sterujemy, zaprowadzą nas bezpiecznie do przystani139.
Roosevelt nie odpowiedział na depeszę. W zakończeniu drugiej, przesłanej dziesięć dni później, Churchill zwrócił na to uwagę: "Mam nadzieję, że otrzymał Pan moją depeszę z gratulacjami". I ta pozostała bez odpowiedzi. Churchill oczekiwał znaku, czy jego słowa dotykały istoty ich relacji. Próba wyjaśnienia milczenia Roosevelta przez Biuro Spraw Zagranicznych i ambasadora lorda Lothiana nie odniosła rezultatu, a Churchill poczuł się zraniony. Po latach napisał: "może depesza wraz z masą gratulacji, które trafiły na biurko, została odsunięta przez pilne materiały"140.
Kampania wyborcza, a szczególnie jej ostatnie tygodnie, mocno wyczerpały Roosevelta, a w Gabinecie Owalnym już czekały na niego odkładane wcześniej sprawy wymagające natychmiastowych decyzji. Roosevelt nie zmieniał składu gabinetu, dobrze układała mu się współpraca ze "starymi" sekretarzami. Pilnował natomiast nadchodzących zmian w składzie Sądu Najwyższego, gdzie w styczniu chciał wprowadzić swoich kandydatów - Harlana Fiske Stone'a na stanowisko przewodniczącego oraz Jamesa F. Byrnesa i Roberta H. Jacksona. Szukał odpowiedniego kandydata na ambasadora przy rządzie francuskim w Vichy, który kolaborował z hitlerowskimi Niemcami. Z tą propozycją zwrócił się kolejno do generała Johna J. Pershinga, ale ten odmówił ze względów osobistych, a następnie do admirała Williama D. Leahy'ego, który wyraził zgodę141.
Na załatwienie czekało także przesłane przez Churchilla duże zamówienie na różnego rodzaju sprzęt wojenny i materiały. Śledząc kampanię, Churchill dostrzegł, że Roosevelt nie wspomina o rychłym przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do wojny, co znaczyło, że cały trud walki z Niemcami obciąży Wielką Brytanię. Brytyjskie dowództwo chciało przygotować do walki 10 dywizji i zwiększyć dostawy samolotów z 14 do 26 tysięcy. Roosevelt zaakceptował zamówienie i podał to do publicznej wiadomości. Ta informacja obalała czynione w czasie kampanii wyborczej zarzuty republikanów, że niemrawo wspiera sojuszników. Poza tym, co podkreślił Roosevelt, zakupy nie tylko napędzały amerykańską gospodarkę w każdej części kraju, ale ich produkcja mogła służyć Stanom Zjednoczonym w "nagłej potrzebie". Zaraz po wyborach publicznie potwierdził więc, że prześle do Wielkiej Brytanii połowę wyprodukowanej amunicji, sprzętu wojennego, a nawet najnowszych modeli bombowców B-17 (tak zwanych latających fortec). Wyrażając zgodę na sprzedaż zamawianego sprzętu, Roosevelt nie zwrócił uwagi na kwestie płatności przez Londyn142, a w tej sprawie gabinet brytyjski milczał, nie informował, że jego zasoby walutowe i zapasy złota dramatycznie stopniały. Wojna je wypompowała. O ile po zwycięstwie Roosevelt odsunął na bok kwestię dostaw sprzętu i rozliczeń z Wielką Brytanią, to Churchill już nie zamierzał jej tak zostawić. Uznał, że ową ciszę należy przerwać, rozpocząć konieczne rozmowy i dojść do konkretnych ustaleń. Po dyskusjach z ekspertami z ministerstwa skarbu i Foreign Office zdecydował się na zaproponowany przez ambasadora lorda Lothiana plan działania, ponieważ cenił jego przenikliwe rozwiązania przynoszące pozytywne efekty.
Lord Lothian w sobotę, 23 listopada 1940 roku, powracając ze służbowego urlopu w Anglii, na lotnisku La Guardia w Nowym Jorku spotkał się z prasą. Przeczytał krótkie oświadczenie, w którym podkreślił:
Pierwsza połowa roku 1940 należała do Hitlera. Myślimy, że druga należy do nas (...). Nie udał się mu [Hitlerowi - B.G.] plan zniszczenia naszej floty, by móc dokonać inwazji na Anglię (...). Nie ma wątpliwości, że to straszna wojna. Dziennie ponad 200 osób traci życie, a 300 jest rannych przez naloty bombowe. Następny rok będzie długi i ciężki. Anglia będzie wdzięczna za każdą pomoc. Anglia potrzebuje samolotów, okrętów, amunicji i być może trochę finansowego wsparcia143.
Po chwili te słowa wywołały aplauz ludzi przysłuchujących się jego wystąpieniu. Na pytanie zadane przez dziennikarza lord Lothian miał odpowiedzieć: "Tak panowie, Wielka Brytania jest bez grosza, potrzebujemy waszej forsy"144. Przyznał tym samym, że bez pomocy finansowej Wielka Brytania będzie miała ograniczone możliwości, by skutecznie bronić się przed Niemcami, które z ogromną zaciętością dążą do podbicia kraju i zapanowania na Oceanie Atlantyckim i Indyjskim. Wiadomość trafiła na pierwsze strony prasy w Stanach Zjednoczonych. Po przybyciu do ambasady lord Lothian powiedział do swojego zastępcy: "O tak, wiem, że zmyją mi głowę w Londynie i w Waszyngtonie, jednak to nie zmieni prawdy"145. Churchill, co było ustalone wcześniej, zakwestionował dyplomatyczny takt swojego ambasadora, ale Roosevelt, przyjmując go 25 listopada 1940 roku w Białym Domu, zachował się lodowato. Uważał, że prośba o pomoc finansową była przedwczesna. Lord Lothian zaprzeczył jednak, że poruszył kwestię możliwości płatniczych. W każdym razie zarówno Churchill, jak i Roosevelt już nie mieli wątpliwości, że muszą omówić sprawę wzajemnych rozliczeń i rozwiązań finansowych146. Dla Roosevelta główną przeszkodą był Kongres Stanów Zjednoczonych i Neutrality Act z 1935 roku przedłużany w kolejnych dwóch latach. Lord Lothian doskonale rozumiał, że 268 demokratów w Izbie Reprezentantów i 167 republikanów oraz 66 senatorów demokratów i 30 republikanów nie daje Rooseveltowi gwarancji dokonania koniecznych zmian w ustawie o neutralności i usunięcia z niej klauzuli cash and carry. Dlatego uważał, że należy kuć żelazo, póki gorące i przystąpić od razu do działania, tym bardziej że Roosevelt chciał wybrać się na urlop. Churchill bez zastrzeżeń przyjął radę ambasadora147. List, który wspólnie starannie przygotowali, został wysłany do Białego Domu 7 grudnia 1940 roku trybem depeszowym. Premier pisał:
Zbliża się moment, kiedy nie będziemy w stanie płacić gotówką za transport i dostawy (...). Podziela Pan pogląd - o czym jestem przekonany - że co do zasady byłoby źle i przyniosło obustronnie niekorzystne skutki, gdyby w apogeum tej walki Wielka Brytania pozbawiona została wszelkich cennych zasobów. Gdyby zwycięstwo osiągnięte za cenę naszej krwi, obronienie cywilizacji, uzyskanie przez Stany Zjednoczone czasu na pełne przygotowanie się do walki z wszelkimi przeciwnościami okupione zostały obdarciem nas do żywej kości. Takiemu przebiegowi wydarzeń sprzeciwiałyby się nasza moralność i ekonomiczny interes obu naszych krajów (...). Co więcej, nie wierzę, że kierując się przyjętymi zasadami, rząd i społeczeństwo Stanów Zjednoczonych będą obstawać przy udzieleniu przyrzeczonej pomocy w sprzęcie wojskowym, amunicji i innych towarach jedynie pod warunkiem bezzwłocznej zapłaty za tę pomoc. Może Pan być pewien, że jesteśmy przygotowani na największe cierpienia i poświęcenia dla Sprawy; orędowanie za tą Sprawą jest przedmiotem naszej największej chwały. Resztę pozostawiam poczuciu wrażliwości amerykańskiego społeczeństwa i Pana osobiście. Jak też wierzę głęboko, że znajdzie Pan odpowiednie zasoby i środki, co spotka się z pełną aprobatą i uznaniem przyszłych pokoleń ludzi żyjących po obu stronach Atlantyku148.
Cały list składał się z 19 akapitów i 4000 słów i był w odczuciu Churchilla "jednym z najważniejszych, jakie kiedykolwiek napisałem"149. Kreśląc obraz sytuacji, dobitnie wskazał w nim charakter zagrożeń i w tym kontekście potrzeby Wielkiej Brytanii, które muszą zostać zaspokojone, jeśli ma ona skutecznie prowadzić walkę - samoloty, okręty, statki, amunicję.
Roosevelt i Harry Hopkins oraz paru jego najbliższych współpracowników już 2 grudnia 1940 roku opuścili Waszyngton, udając się na pokładzie USS Tuscalossa na dwutygodniowy rejs na Karaiby, żeby łowić ryby i odpoczywać. Jak po pewnym czasie dowiedział się Churchill od Hopkinsa, Roosevelt po otrzymaniu tego listu wielokrotnie go czytał i po dwóch dniach zdawał się jeszcze nie mieć wypracowanej konkluzji. W końcu wynik rozważań zamknął w rozwiązaniu lend and lease. Na jego mocy prezydent miał uzyskać pełnomocnictwa upoważniające go do sprzedaży, wynajmu, pożyczania, przekazywania lub wymieniania za inne dobra samolotów, okrętów, statków, sprzętu i materiałów wojennych oraz innych produktów ze sfery obronności rządowi każdego państwa, którego obronność była ważna dla zachowania obronności Stanów Zjednoczonych150. Po powrocie z rejsu do Waszyngtonu 16 grudnia 1940 roku Roosevelt już następnego dnia na konferencji prasowej zarysował swoją propozycję dalszej współpracy z Brytyjczykami, czyli koncepcję lend and lease. Zobrazował ją następująco - jeśli dom twojego sąsiada płonie, a ty masz długi wąż ogrodowy, to nie będziesz w takiej sytuacji starał się go mu sprzedać, lecz pożyczysz go i powiesz, by zwrócił, gdy ugasi ogień. List Churchilla wywarł oczekiwany efekt151.
Pod koniec grudnia, kiedy niemieckie bombowce niemal zrównały z ziemią City w Londynie, Roosevelt w audycji radiowej "Pogadanki przy kominku" (Fireside Chat) wyłożył swój pomysł do końca, a także określił cele Niemiec, Włoch i Japonii jako program światowej ekspansji, która w ostatnim etapie dotyczyć będzie również Stanów Zjednoczonych. Potępił ostro nazizm.
Nazistowscy władcy Niemiec wyjawili, że zamierzają zdominować nie tylko życie i myśli w ich własnym kraju, ale także zniewolić całą Europę i następnie użyć zasobów Europy do zdobycia reszty świata. (...) Mogą mówić o "nowym porządku" w świecie, ale to, o czym myślą, jest przywróceniem najstarszych i najgorszych tyranii, w których nie ma wolności, religii i nadziei152.
I ten "nowy porządek" Roosevelt uznał za skrajnie przeciwstawny Stanom Zjednoczonym. Odnosząc się do społeczeństwa brytyjskiego (Churchill's people), powiedział: "Z wojskowego punktu widzenia Wielka Brytania i Brytyjskie Imperium dzisiaj stanowią przednią straż oporu przeciwko podbojowi świata. Staczają walkę, która przejdzie do historii ludzkiego męstwa, niezwykłej waleczności"153.
Konkludując, Roosevelt oświadczył, że nadszedł czas, by Ameryka stała się "wielkim arsenałem demokracji"154.
Taka diagnoza sytuacji międzynarodowej narzuciła mu następny krok - zwrócił się do Kongresu o zmianę Neutrality Acts i udzielenie pomocy Wielkiej Brytanii, ale bez bezpośredniego angażowania się przez Stany Zjednoczone w wojnę (short of war). Projekt Lend-Lease Act (umowa pożyczki-dzierżawy) w oparciu o instrukcje prezydenta przygotował sekretarz skarbu Henry Morgenthau, a Roosevelt przesłał go do Kongresu, starannie wybierając datę, by otrzymał historyczną rejestrację - H.R. 1776, co było nawiązaniem do Deklaracji Niepodległości. Projekt od razu wywołał gorącą dyskusję. Jego przeciwnicy argumentowali, że akt ten nieuchronnie wciągnie Stany Zjednoczone w wojnę, prowokując atak Niemiec. Dawny przeciwnik prezydenta, senator Burton K. Wheeler z Montany, krzyczał w audycji radiowej, że ustawa ta "wykopie grób co czwartemu amerykańskiemu chłopcu", a senator Arthur H. Vanderberg z Michigan mówił: "Rzuciliśmy się na oślep w politykę siły, w wojnę o wpływy"155. Ale Roosevelt w swoich rozważaniach strategicznych uważał Ocean Atlantycki i Pacyfik za pomosty, z których można dokonać agresji na Stany Zjednoczone, a nie za bariery dzielące Amerykę od Europy i Azji, czemu dał wyraz na posiedzeniu gabinetu na początku sierpnia. Dla Niemiec - czego prezydent miał świadomość - Lend-Lease Act oznaczał wypowiedzenie wojny gospodarczej i włączenie Stanów Zjednoczonych w wojnę. Jednak Roosevelt zwyciężył. 10 marca 1941 roku Kongres zatwierdził jego plan, przyjmując jedno zastrzeżenie - Stany nie mogły wysyłać marynarki do strefy wojennej. Churchill mógł już przyznać, że dla Wielkiej Brytanii dobiegał końca samotny rok zmagań z Hitlerem i publicznie pochwalił umowę pożyczki-dzierżawy jako "najbardziej nieegoistyczny akt w dziejach jakiegokolwiek narodu", który stworzył warunki do przeprowadzania wartych 50 miliardów dolarów dostaw sprzętu wojskowego - statków i samolotów oraz żywności z amerykańskich firm, zakładów i farm156.
1 Roosevelt - Strauss, 13 II 1936 oraz Roosevelt - Phillips, 15 IX 1938, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, 1928-1945, ed. E. Roosevelt, New York 1950, s. 555-556 i 810-811.
2 Zapisek: Posiedzenie gabinetu, 10 III 1938, w: The Secret Diary of Harold L. Ickes, 1933-1941, vol. II: The Inside Struggle, 1936-1939, New York 1954, s. 332-333.
3 Kennedy - Hull, 11 IV 1938, w: Foreign Relations of the United States (FRUS). Diplomatic Papers 1938, vol. I, Washington, D.C. 1955, s. 43-44.
4 Kennedy - Hull, 6 VII 1938, tamże, s. 56-57.
5 M.R. Beschloss, Kennedy and Roosevelt, dz. cyt., s. 157.
7 Roosevelt - Phillips, 15 IX 1938, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 810-811.
8 Roosevelt - Early, 19 X 1939, tamże, s. 942-944.
9 Roosevelt - Davis, 9 XI 1934, w: Franklin D. Roosevelt and Foreign Affairs, ed. E.B. Nixon, vol. II, Cambridge, Massachusetts 1969, s. 263.
10 Zapisek z 18 XII 1937, w: The Secret Diary of Harold L. Ickes, vol. II, dz. cyt., s. 274-276.
11 Zapisek z 9 X 1938, tamże, s. 484.
12 Konferencja prasowa Roosevelta z 13 X 1935, w: Press Conferences of President Franklin D. Roosevelt, 1933-1945, http://www.fdrlibrary.marist.edu/_resources/images/pc/pc0027.pdf (dostęp: 18.07.2019).
13 Special Conferences. President with Senate Military Affairs Committee, Jan. 31, 1939, w: President's Personal File, PPF 1:118, 1933-1945, Franklin D. Roosevelt Presidential Library & Museum, Hyde Park, New York; The Complete Presidential Press Conferences of Franklin D. Roosevelt, vol. XIII, New York 1972, s. 112-118 i 173-174.
14 W.F. Kimball, Roosevelt, Churchill i II wojna światowa, dz. cyt., s. 37.
15 Statement by the Prime Minister in the House of Commons, 5 X 1938, w: The Munich Agreement "Total and Unmitigated Defeat", https://winstonchurchill.org/resources/speeches/1930-1938-the-wilderness/the-munich-agreement/ (dostęp: 18.07.2019).
16 List z 25 VIII 1938, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., przeł. U. Grzelońska, s. 806-807.
17 Roosevelt - Bullitt, 23 III 1939, w: For the President, Personal and Secret: Correspondence Between Franklin D. Roosevelt and William C. Bullitt, ed. O.H. Bullitt, Boston 1972, s. 327-330.
18 Statement by the Prime Minister in the House of Commons, March 31, 1939, w: Documents Concerning German-Polish Relations and the Outbreak of Hostilities Between Great Britain and Germany on September 3, 1939, "Miscellaneous" No. 9 (1939), London 1939, s. 36.
19 J. Tebinka, Polityka brytyjska wobec problemu granicy polsko-radzieckiej 1939-1945, Warszawa 1998, s. 31-32.
20 H.B. Gisevius, To the Bitter End, London 1948, s. 362.
21 A. Hitler, My New Order, ed. R. de Roussy de Sales, New York 1941, s. 615-628.
22 The Public Papers and Addresses of Franklin D. Roosevelt. 1939 volume, War-and Neutrality: with a special introduction and explanatory notes by President Roosevelt, ed. S.I. Rosenman, New York 1941, s. 195-199.
23 R. Dallek, Franklin D. Roosevelt and American Foreign Policy 1932-1945, New York 1979, s. 185-186.
24 Tekst przemówienia liczy 47 stron, A. Hitler, My New Order, dz. cyt., s. 629-677.
25 Roosevelt - Phillips, 7 VI 1939, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 891.
26 O przebiegu wizyty: S. Lorant, FDR. A Pictorial Biography, New York 1950, s. 98-99; R.A. Divine, Illusion of Neutrality, Chicago 1962.
27 Memorandum i tekst toastu, 15 VI 1938, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 894-895.
28 Telegram, Kennedy - Hull, 28 VI 1939, w: Foreign Relations of the United States (FRUS). Diplomatic Papers 1939, vol. I, Washington, D.C. 1955, s. 276-277.
29 Roosevelt - Ely, 25 III 1939, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 872-873.
30 Roosevelt - Baruch, 5 VIII 1939, tamże, s. 909.
31 Zapisek z 4 VIII 1939, w: Navigating the Rapids, 1918-1971. From the Papers of Adolf A. Berle, eds. B.B. Berle, T.B. Jacobs, New York 1973.
32 J.E. Davies, Mission to Moscow, New York 1941, s. 450.
33 Welles - Steinhardt, 4 VIII 1939, w: Foreign Relations of the United States (FRUS). Diplomatic Papers 1939, vol. I, dz. cyt., s. 292-293.
34 O swoich niezwykłych kontaktach z Bittenfeldem Charles E. Bohlen pisze we wspomnieniach Witness to History, 1929-1969, New York 1973, rozdz. 6; zob. też: H. von Herwarth, Między Hitlerem a Stalinem. Wspomnienia dyplomaty i oficera niemieckiego 1931-1945, tłum. E.C. Król, Warszawa 1992.
35 Steinhardt - Welles, 16 VIII 1939, w: Foreign Relations of the United States (FRUS). Diplomatic Papers 1939, vol. I, dz. cyt., s. 296-299; Steinhardt - Welles, 16 VIII 1938, w: Foreign Relations of the United States (FRUS). Diplomatic Papers. The Soviet Union 1933-1939, Washington, D.C. 1952, s. 775-779.
36 Zapiski 17 i 18 VIII 1939, w: Navigating the Rapids, 1918-1971, dz. cyt.; zob. też: B. Grzeloński, Dyplomacja Stanów Zjednoczonych Ameryki wobec zagrożenia Czechosłowacji i Polski (12 marca 1938-1 września 1939), Warszawa 1995, s. 197.
37 Bullit - Hull, 22 VIII 1939, w: Foreign Relations of the United States (FRUS). Diplomatic Papers 1939, vol. I, dz. cyt., s. 350.
38 Welles - Phillips, 23 VIII 1939, tamże, s. 351-352, 382.
39 Zapiski z 22 i 24 VIII 1939, Navigating the Rapids, 1918-1971, dz. cyt.
40 Zapisek z 24 VIII 1939, w: The Moffat Papers. Selections from the Diplomatic Journals of Jay Pierrepont Moffat, 1919-1943, ed. N.H. Hooker, Cambridge, Massachusetts 1956; zapisek z 24 VIII 1939, w: Navigating the Rapids, 1918-1971, dz. cyt.
41 Zapisek z 24 VIII 1939, w: The Moffat Papers, dz. cyt.; C. Hull, The Memoirs of Cordell Hull, vol. I, New York 1957, s. 162.
42 Zapisek z 24 VIII 1939, w: Navigating the Rapids, 1918-1971, dz. cyt.
43 Phillips miał zanieść apele prezydenta do Pallazo Chigii, zaznaczając, że robi to zgodnie z poleceniem Roosevelta oraz że są one "dopełnieniem" apelu wysłanego do króla 23 sierpnia 1939 roku, Hull - Phillips, 24 VIII 1939, w: Foreign Relations of the United States (FRUS). Diplomatic Papers 1939, vol. I, dz. cyt., s. 362.
44 Roosevelt - Hitler, 24 VIII 1939, tamże, s. 360-361; Roosevelt - Mościcki, tamże, s. 361-362; Documents Concerning German-Polish Relations, dz. cyt., s. 182-185.
45 Drugi apel, Roosevelt - Hitler, 25 VIII 1939, w: Foreign Relations of the United States (FRUS). Diplomatic Papers 1939, vol. I, dz. cyt., s. 368-369.
46 Thomsen - Hull, 31 VIII 1939, depesza przekazana Rooseveltowi o godz. 13.35, tamże, s. 396.
47 C. Hull, The Memoirs of Cordell Hull, New York 1948, vol. I, s. 662.
48 Zapisek z 25 VIII 1939, w: The Moffat Papers, dz. cyt., s. 254.
49 A. Bullock, Hitler. Studium tyranii, tłum. T. Evert, Warszawa 1969, s. 420.
50 R. Overy, 1939. Nad przepaścią, tłum. J. Skowroński, Warszawa 2009, s. 51-52.
52 Tekst układu w: Documents Concerning German-Polish Relations, dz. cyt., s. 37-39.
53 Zapiski z 26 i 27 VIII 1939, w: The Moffat Papers, dz. cyt.
58 Bullitt - Hull, 30 VIII 1939, w: Foreign Relations of the United States (FRUS). Diplomatic Papers 1939, vol. I, dz. cyt., s. 383-384.
59 Biddle - Hull, 30 VIII 1939, nadany o 17.00, przyjęty o 19.30, tamże, s. 388.
60 Kenndy - Hull, 30 VIII 1939, nadany o 20.00, przyjęty o 16.42, tamże, s. 392.
61 Documents Concerning German-Polish Relations, dz. cyt., s. 142-143; S. Żerko, Stosunki polsko-niemieckie 1938-1939, Poznań 1998, s. 453.
62 Biddle - Hull, 31 VIII 1939, nadany o 10.00, przyjęty o 11.08, w: Foreign Relations of the United States (FRUS). Diplomatic Papers 1939, vol. I, dz. cyt., s. 394.
63 Bullitt - Hull, 31 VIII 1939, nadany o północy, przyjęty o 21.22, tamże, s. 398-399.
64 A. Bullock, Hitler, dz. cyt., s. 431.
65 Roosevelt - Cochran, 30 VIII 1939, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 914-915.
66 Zapisek z 31 VIII 1939, w: The Moffat Papers, dz. cyt.
67 Zapisek z 2 IX 1939, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 915.
68 A. Hitler, My New Order, dz. cyt., s. 630-677.
69 M. Jonas, Isolationism in America 1935-1941, New York 1969, s. 159-166 i 251.
70 O stanie zdrowia C. Hulla zob. I.F. Gellman, Secret Affairs: Franklin Roosevelt, Cordell Hull, and Sumner Welles, Baltimore 1995, s. 30, 359-360; zapisek z 26 III 1937, w: The Secret Diary of Harold L. Ickes, vol. II, dz. cyt., s. 102-103.
71 R. Overy, 1939. Nad przepaścią, dz. cyt., s. 125.
72 Speech of September 19, 1939, w: A. Hitler, My New Order, dz. cyt., s. 693-706.
73 FDR's Fireside Chat, 3 IX 1939, w: The Public Papers and Addresses of Franklin D. Roosevelt. 1939 volume, dz. cyt., s. 460-464.
74 Roosevelt - Welles, Memorandum 7 IX 1939, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 917-918.
75 C. Hull, The Memoirs of Cordell Hull, vol. I, dz. cyt., s. 674-675; Early - Roosevelt, Memorandum, 7 IX 1939, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 918.
76 Pismo do Kongresu zalecające rewizję Neutrality Law, 21 IX 1939, w: The Public Papers and Addresses of Franklin D. Roosevelt, 1939 volume, dz. cyt., s. 512-522.
77 A. Bullock, Hitler, dz. cyt., s. 437.
78 Hull - Kennedy, 11 IX 1939, w: Foreign Relations of the United States (FRUS). Diplomatic Papers 1939, vol. I, dz. cyt., s. 424.
79 J.P. Lash, Roosevelt and Churchill, 1939-1941. The Partnership That Saved the West, New York 1976, s. 22-23.
80 Roosevelt zrobił błąd, pisząc "Marlboro" zamiast "Marlborough", ale Churchill dyplomatycznie go nie poprawił.
81 Roosevelt - Chamberlain, 11 IX 1939, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 919; Roosevelt - Churchill, 11 IX 1939, w: Churchill and Roosevelt. The Complete Correspondence, dz. cyt., s. 24 oraz W.F. Kimball, Roosevelt, Churchill i II wojna światowa, dz. cyt., s. 40.
82 W.S. Churchill, The Second World War, vol. I, The Gathering Storm, Boston 1948, s. 441; W.F. Kimball, Roosevelt, Churchill i II wojna światowa, dz. cyt., s. 49; Churchill and Roosevelt. The Complete Correspondence, dz. cyt., s. 25.
83 Churchill and Roosevelt. The Complete Correspondence, dz. cyt., s. 24-36.
84 R. Dallek, Franklin D. Rosevelt and American Foreign Policy 1942-1945, New York 1979, s. 215.
85 L. Woodward, British Foreign Policy in the Second World War, vol. I, London 1970, s. 160-161; opis wizyty Kennedy'ego u Roosevelta zob. Hostage to Fortune. The Letters of Joseph P. Kennedy, ed. A. Smith, New York 2001, s. 41; State of the Union, 3 I 1940, w: The Public Papers and Addresses of Franklin D. Roosevelt. 1940 volume, War-and Aid to Democracies: with a special introduction and explanatory notes by President Roosevelt, ed. S.I. Rosenman, New York 1941, s. 1-10.
86 Presidential Press Conferences, 7 III 1939, w: Public Papers and Addresses of Franklin D. Roosevelt. 1940 volume, dz. cyt., s. 115.
87 Roosevelt - Pius XII, Roosevelt - Chamberlain, Roosevelt - Mussolini, Roosevelt - Daladier, 14 II 1940, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 1000-1002.
88 Roosevelt - Cudahy, 8 V 1938, tamże, s. 1024.
89 You have sat too long for any good you have been doing lately. Depart, I say, and let us have done with you. In the name of God, go!, cytat za: https://en.wikiquote.org/wiki/Oliver_Cromwell (dostęp: 18.07.2019).
90 Kennedy o wizycie u Churchilla: Kennedy - Hull, 14 V 1940, w: Foreign Relations of the United States (FRUS). Diplomatic Papers 1940, vol. III, Washington, D.C. 1955, s. 29-33.
91 J. Meacham, Franklin and Winston, dz. cyt., s. 51.
92 W.S. Churchill, The Second World War, vol. I, dz. cyt., s. 667.
93 Speech, Prime Minister, May 13, 1945, w: Historic Documents of World War II, ed. W.C. Langsam, Toronto 1958, s. 53-55 (wszystkie cytaty ze s. 55).
94 Churchill - Roosevelt, 15 V 1940, w: Churchill and Roosevelt. The Complete Correspondence, dz. cyt., s. 37-38.
95 Roosevelt - Churchill 16 V 1940, tamże, s. 38-39.
96 Wystąpienie Winstona Churchilla w BBC, 19 V 1940, Be ye Men of Valour, https://winstonchurchill.org/resources/speeches/1940-the-finest-hour/be-ye-men-of-valour/ (dostęp: 18.07.2019).
97 M. Hastings, Winston's War. Churchill 1940-1945, New York 2010, s. 26.
98 E. Roosevelt, This I Remember, New York 1949, s. 255.
100 Churchill - Roosevelt, 18 V 1940, Churchill and Roosevelt. The Complete Correspondence, dz. cyt., s. 39.
101 Kennedy - Hull, 27 V 1940, w: Foreign Relations of the United States (FRUS). Diplomatic Papers 1940, vol. I, Washington, D.C. 1955, s. 233.
102 R. Bearse, A. Read, Conspirator. The Untold Story of Tyler Kent, New York 1991; M.R. Beschloss, Kennedy and Roosevelt, dz. cyt., s. 206-207.
103 W.S. Churchill, The Second World War, vol. II, Their Finest Hour, Boston 1949, s. 358.
104 M.S. Watson, Chief of Staff: Prewar Plans and Preparations, Washington, D.C. 1950, s. 168-171; W.L. Langer, S.E. Gleason, The Challenge to Isolation, 1937-1940, New York 1964, s. 475-476; M. Hastings, Winston's War, dz. cyt., s. 36.
105 M. Gilbert, The Churchill War Papers, vol. II, Never Surrender, May 1940-December 1940, New York 1993, s. 247.
107 Przemówienie z 10 VI 1940, w: The Public Papers and Addresses of Franklin D. Roosevelt. 1940 volume, dz. cyt., s. 259-264.
108 Churchill - Roosevelt, 11 VI 1940, w: Churchill and Roosevelt. The Complete Correspondence, dz. cyt., s. 43.
109 Roosevelt - Churchill, 13 VI 1940, tamże, s. 45-46.
110 Churchill - Roosevelt, 14 VI 1940, tamże, s. 46-47.
111 Churchill - Roosevelt, 15 VI 1940, tamże, s. 49-51.
113 Churchill - Roosevelt, 15 VI 1940, tamże, s. 51-52.
114 M. Gilbert, The Churchill War Papers, vol. II, dz. cyt., s. 368.
115 "Time" z 1 lipca 1940 roku.
116 M. Hastings, Winston's War, dz. cyt., s. 62.
118 Roosevelt - Woodring, 19 VI 1940, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 1041-1042; Roosevelt -Woodring, 25 VI 1940, tamże, s. 1042-1044.
119 Churchill - Roosevelt, 9 VII 1940, w: Churchill and Roosevelt. The Complete Correspondence, dz. cyt., s. 53. O stresie Churchilla pisał J. Meacham, Franklin and Winston, dz. cyt., s. 64.
120 Przemówienie Hitlera: My New Order, dz. cyt., s. 809-838.
121 J.R. Colville, The Fringes of Power. 10 Downing Street Diaries 1939-1939, New York 1985, s. 200.
122 Przemówienie Roosevelta z 19 VII 1940, w: The Public Papers and Addresses of Franklin D. Roosevelt. 1940 volume, dz. cyt., s. 296.
123 Roosevelt - Delano, 18 VII 1940, Roosevelt - Norris, 21 VII 1940, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 1045-1048.
124 Churchill - Roosevelt, 31 VII 1940, w: Churchill and Roosevelt. The Complete Correspondence, dz. cyt., s. 56-57.
125 Kirk - Roosevelt, 19 VIII 1940, tamże, s. 61-63.
126 Korespondencja między Churchillem i Rooseveltem w okresie od 31 VII do 31 VIII 1940 roku, w: Churchill and Roosevelt. The Complete Correspondence, dz. cyt., s. 56-70.
127 G. Tully, F.D.R. My Boss, New York 1949, s. 244.
128 Roosevelt - Taylor, 12 VIII 1940, Roosevelt - Sheley, 26 VIII 1940, w: F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 1055 i 1058-1059; R. Dallek, Franklin D. Roosevelt and American Foreign Policy 1932-1945, dz. cyt., s. 249.
129 M.R. Beschloss, Kennedy and Roosevelt, dz. cyt., s. 215.
132 J. Meacham, Franklin and Winston, dz. cyt., s. 74.
133 Przemówienie z 30 X 1940, The Public Papers and Addresses of Franklin D. Roosevelt. 1940 volume, dz. cyt., s. 517.
134 S.I. Rosenman, Working with Roosevelt, New York 1952, s. 242.
135 O sondażu zob. W.L. Langer, S.E. Gleason, The Undeclared War 1940-1941, New York 1953, s. 198.
136 M.F. Reilly, Reilly of the White House, New York 1947, s. 66.
137 Na ostatnią czwartą kadencję Roosevelt został wybrany jesienią 1944 roku.
138 O wyniku wyborów zob. R.N. Current, T.H. Williams, F. Freidel, American History. A Survey, New York 1965, s. 899.
139 Churchill - Roosevelt, 6 XI 1940, w: Churchill and Roosevelt. The Complete Correspondence, dz. cyt., s. 81.
140 J. Meacham, Franklin and Winston, dz. cyt., s. 77.
141 Roosevelt - Rosenman, 13 XI 1940, w: F.D.R. His Personal Letters, dz. cyt., s. 1078-1079; Roosevelt - Pershing, 13 XI 1940, tamże, s. 1079-1089; Roosevelt - Leahy, 16 XI 1940, tamże, s. 1080-1081.
142 Konferencja z 17 XII 1940, w: The Complete Presidential Press Conferences of Franklin D. Roosevelt, vol. XVI, New York 1972, s. 350-356.
143 D. Reynolds, Lord Lothian and American Relations 1939-1940, Philadelphia 1983, s. 48.
146 O tym, że Roosevelt doceniał wysiłek Brytyjczyków i starał się robić wszystko, co leży w jego możliwościach, by dostarczyć zamówiony przez nich sprzęt, napisał w liście do króla Jerzego VI 22 listopada 1940 roku, zob. F.D.R. His Personal Letters, vol. II, dz. cyt., s. 1083-1084.
147 D. Reynolds, Lord Lothian and Anglo-American Relations, 1939-1940, dz. cyt., s. 48-50.
148 Churchill - Roosevelt, 7 XII 1940, w: Churchill and Roosevelt. The Complete Correspondence, dz. cyt., s. 108-109.
150 W.S. Churchill, The Second World War, vol. II, dz. cyt., s. 567; tekst Lend-Lease Act, 1941, https://www.ourdocuments.gov/doc.php?flash=true&doc=71&page=transcript (dostęp: 18.07.2019).
151 Franklin D. Roosevelt, Press Conference on Lend-Lase, December 17, 1940, w: Great Issues in American History. From Reconstruction to the Present Day, 1864-1969, ed. R. Hofstadter, New York 1969, s. 392-394.
152 FDR's Fireside Chat, 29 XII 1940, w: The Public Papers and Addresses of Franklin D. Roosevelt. 1940 volume, dz. cyt., s. 633-644.
155 J.M. Burns, Roosevelt. The Soldier of Freedom, New York 1970, s. 33-63.
156 Zapisek z 2 VIII 1940, w: The Secret Diary of Harold L. Ickes, vol. II, dz. cyt., s. 290-293.