7
Żaden z hotelowych gości nie wyglądał na seryjnego mordercę. Marita usiadła na kilka minut w lobby, żeby się napić kawy. Z przyjemnością obserwowała otoczenie. Hotelowe życie wydawało się biec tak jak zwykle, mimo że informacja o morderstwie prawdopodobnie już wszędzie się rozeszła. Wszyscy widzieli też, że umundurowani policjanci zamknęli część budynku.
Jakaś przychodząca obok para zwróciła jej uwagę. Pewnie dlatego, że czuć było od nich pieniądze, a Marita przypomniała sobie stwierdzenie kierowniczki, że mają tu przede wszystkim zamożnych gości.
Wysoki i szczupły mężczyzna miał mniej więcej czterdzieści lat, może czterdzieści pięć, kobieta była o co najmniej dziesięć młodsza. Jej długie blond włosy opadały dużymi lokami na plecy, a na głowie miała parę złotobrązowych okularów przeciwsłonecznych. Nosiła cienką śnieżnobiałą wiatrówkę, idealnie dopasowaną do szczupłego wysportowanego ciała. Na nogach miała brązowe skórzane buty na wysokim obcasie, przez co wyglądała na jeszcze wyższą i szczuplejszą, gdy tak spacerowała, wisząc na ramieniu mężczyzny. Również on miał błyszczącą białą kurtkę, model żeglarski, a Maricie udało się zauważyć jego brązowe skórzane mokasyny, pewnie kupione w NK albo w jakimś drogim sklepie w Östermalm. Pustaki, pomyślała Marita i zadrżała. Tak różni od niej.
Tuż za nimi szedł jakiś przerośnięty bachor, młody mężczyzna z ciemnymi, zaczesanymi na mokro włosami, który głośno mówił do telefonu. Sposób, w jaki wypowiadał samogłoski, od razu zdradzał jego pochodzenie. Przy recepcji stało kilku roześmianych Norwegów.
Nie, drobne morderstwo z zimną krwią nie jest czymś, czym ci goście by się podniecali, uznała w myślach Marita, kończąc kawę.
Pierwszą rzeczą, którą zobaczyła, kiedy kilka minut później weszła na schody, był młody mężczyzna przechadzający się po korytarzu. Uznała, że na nią czeka, ponieważ kiedy na siebie spojrzeli, wyprostował się i uniósł brwi, co miało oznaczać coś w rodzaju przywitania.
Kiedy zbliżyła się do niego, podszedł z wyciągniętą ręką i mocno uścisnął jej dłoń. Był to recepcjonista pracujący tej nocy, o którą jej chodziło.
Wyjął kartę i otworzył drzwi do sali konferencyjnej, którą hotel oddał do dyspozycji policji. Marita weszła do środka i stwierdziła, że pomieszczenie nie jest szczególnie wielkie, ale wystarczające, by zmieścić prostokątny stół i osiem zwykłych konferencyjnych krzeseł. Przy jednej z krótszych ścian stały biała tablica i ekran, który można było rozwinąć, jeśli ktoś chciał używać projektora. Na podłodze leżały splątane kable, grożąc śmiercią każdemu, kto próbowałby podejść do okna.
To właśnie okna były najbardziej spektakularnym elementem pomieszczenia. Dwie wielkie kwadratowe szyby zajmowały niemal całą ścianę, a widok na połyskujące jezioro ?resjön i góry po drugiej stronie zapierał dech w piersiach.
Recepcjonista Jesper Lundh był zwyczajnym mężczyzną. Miał dwadzieścia cztery lata, włosy pofarbowane na czerwono i niebieskozielone oczy. Po jego mowie Marita nie potrafiła dokładnie określić, skąd pochodził, ale stawiała na okręg Västergötland. A może Falköping, zgadywała, zastanawiając się, na którym krześle usiąść. Kiedy w końcu zdecydowała się usadowić tak, żeby widzieć drzwi, Jesper, który usiadł przy krótszym boku stołu, powiedział, że to jego trzeci rok w tym hotelu. Na pierwszy sezon zimowy został zatrudniony jako sprzątacz. Potem awansował na recepcjonistę i pracował na zmianę w dzień i w nocy. Tego wieczoru zaczął zmianę o dziesiątej i miał pracować do ósmej rano, ale z uwagi na to morderstwo jeszcze nie poszedł do domu.
- Noc była taka jak zwykle w piątkowy wieczór w sezonie. W nocnym klubie tu obok było mnóstwo gości - powiedział, wskazując w stronę budynku sąsiadującego z hotelem. - Kiedy w klubie jest dużo ludzi, w naszym lobby też zwykle jest gęsto. Mamy własny bar, więc ludzie z klubu często tu zachodzą, biorą piwo i rozmawiają.
- Dobrze, rozumiem - powiedziała Marita. - A czy wczoraj w barze w lobby byli jacyś goście, którzy nie mieszkają w hotelu?
- No cóż, tego się nie da stwierdzić - odpowiedział i się zaśmiał. - Aż do zamknięcia klubu o drugiej było tu cały czas mniej więcej dwadzieścia, trzydzieści osób. Ludzie wchodzili i wychodzili.
Marita zareagowała na jego śmiech chłodnym spojrzeniem.
- A kiedy mniej więcej zaczęło się uspokajać?
- Zwykle robi się luźniej około trzeciej, więc wtedy było raczej tak samo.
- A potem?
- No cóż, było całkiem spokojnie. Recepcja jest otwarta przez całą noc i jacyś ludzie wchodzili i wychodzili, ale nikogo szczególnego nie pamiętam.
Marita zwróciła uwagę, że mimo swojego życzliwego nastawienia wyglądał na zmęczonego i sennego. Miał szkliste oczy. Jeśli przyszedł do pracy o dziesiątej poprzedniego wieczoru, to od wielu godzin nie spał.
- A mężczyzna z pokoju trzysta dwadzieścia cztery? Wiesz coś o nim?
- Ten, który został zamordowany?
Marita kiwnęła głową.
- Zameldował się w czwartek wieczorem. To ja go przyjmowałem. Miałem nockę, a on przyszedł chwilę po rozpoczęciu.
- Która to mogła być godzina?
Jesper zastanawiał się przez chwilę.
- Nie wiem dokładnie. A co, jeśli źle ocenię czas?
- Postaraj się oszacować to jak najdokładniej.
- Wpół do jedenastej, może jedenasta.
- Był sam czy w towarzystwie?
- Tego przynajmniej jestem pewny. Był sam. Nie widziałem, by ktoś mu towarzyszył.
Klasycznie, pomyślała Marita. Potrzebowała czegoś więcej. Byłoby łatwiej, gdyby był z nim ktoś, kto mógłby potwierdzić, co robił w ?re.
- Czy możesz jeszcze coś o nim powiedzieć?
- Raczej nie.
Marita kiwnęła głową.
- Okej, dzięki. Odezwij się, jeśli przyjdzie ci do głowy coś, co mogłoby nam pomóc. Cokolwiek.
Kilka minut później w sąsiedniej sali konferencyjnej, która wyglądała tak samo, tylko w lustrzanym odbiciu, znalazła Laxmana siedzącego przy stole i gorączkowo zapisującego coś w bloku swoim piórem marki Montblanc.
Kiedy weszła do pomieszczenia, podniósł wzrok.
- Słuchaj no, słabo idzie z powiadamianiem bliskich.
Marita rzuciła mu pełne zaskoczenia spojrzenie.
- Tak? Dlaczego?
Laxman rozłożył ramiona i uniósł barki.
- Nie ma żadnego Johna Browna pod podanym adresem w Sundbyberg. Adres zresztą też nie istnieje. Nie ma takiej ulicy.
- Sprawdzałeś też w Google'u?
- Sprawdziłem dwa razy w różnych rejestrach.
Gdy przeglądał swoje trzy stosy papierów, Marita obeszła stół i usiadła po drugiej stronie. Tuż przy oknie.
- W całej Szwecji jest tylko trzech Johnów Brownów - kontynuował Laxman. - Jeden ma cztery lata i mieszka w Roseng?rd.
- Myślę, że możemy go wykluczyć.
- Jest też John Brown w Väster?s. Sześćdziesiąt osiem lat.
- Facet w tym pokoju nie ma sześćdziesięciu ośmiu lat.
- Ten trzeci mieszka w Norrkoping. Ma trzydzieści dwa lata, więc...
Marita spojrzała na niego pytająco.
- ...to on?
Laxman znów wyszukał coś wśród swoich porządnie posortowanych papierów i rzucił przed Maritę zdjęcie.
- To jego fotografia paszportowa.
Nie musiała się szczególnie długo przyglądać, żeby stwierdzić, że mężczyzna na zdjęciu nie był ofiarą leżącą w pokoju. Ten miał niemal łysą czaszkę i rudawą brodę. Poza tym nie miał na szyi tatuaży.
- A więc zameldował się w hotelu pod fałszywym nazwiskiem?
- Na to wygląda. O ile nie jest zameldowany za granicą. Pytałem kierowniczki hotelu, zapłacił z góry gotówką i nie używał karty kredytowej, więc to też raczej ślepa uliczka. A hotel nie sprawdził jego tożsamości po przybyciu.
Marita poczuła, jak wzbiera w niej irytacja.
- Rozmawiałeś z kierowniczką hotelu?
Laxman nieco nonszalancko kiwnął głową.
- Ale to przecież ja ją przesłuchuję. Czy nie byłoby lepiej, gdybym kontynuowała ten kontakt?
- Dajże spokój. Nie mamy czasu do stracenia. Byłaś zajęta czymś innym.
Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, wrócił do wcześniejszego tematu.
- Będę dalej drążył i zobaczymy, co to da. Dopóki nie wiemy, kim jest, trudno będzie powiadomić bliskich.
Laxman miał rację. Było ważne, żeby dochodzenie nie straciło tempa. Marita uznała, że jej uraza nie może wpływać na działania.
On nie miał nic złego na myśli, przemknęło jej przez głowę i zauważyła drobną, przypominającą mysz kobietę, która pojawiła się w drzwiach. Była niska, pyzata i siwa, a jej oczy wyglądały, jakby coś knuła.
- Jesteście z policji? - spytała.
Zanim którekolwiek z nich zdążyło odpowiedzieć, oświadczyła:
- Myślę, że widziałam morderców.