Więzienia stalinowskie w Polsce. System, codzienność, represje - Tadeusz Wolsza

Kup ebooka

34.90 zł
27.92 zł (15,71 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Celem, jaki zamierzałem zrealizować, rozpoczynając badania, była prezentacja życia codziennego w różnego rodzaju zakładach karnych (więzieniach śledczych, karno-śledczych, karnych i izolacyjnych) oraz w innych miejscach odosobnienia, takich jak obozy (np. obozy pracy, obozy NKWD, obozy dzikie, kolonie pracy, obozy izolacyjne, obozy jenieckie, obozy internowania, obozy przejściowe itp.) i, w końcu, ośrodki pracy więźniów (OPW). Powyższy podział nie jest dziełem przypadku. Wydzielenie w niniejszej rozprawie trzech kategorii miejsc odosobnienia funkcjonujących w Polsce w latach 1945-1956 - więzień, obozów i ośrodków pracy więźniów - wynika z różnego charakteru tych ośrodków (np. wygląd wewnętrzny i wyposażenie cel oraz baraków, zachowanie personelu, regulaminy, rygory itp.), a co za tym idzie, innego stylu życia codziennego. Inne było ich przeznaczenie oraz inaczej organizowano codzienne zajęcia. Nie bez znaczenia okazał się również fakt oddelegowania więźniów do nadludzkiej pracy niewolniczej. W tym ostatnim wypadku każdy z ośrodków kierował się innymi względami oraz odmiennie ujmował sprawę pracy wykonywanej przez więźniów. Widać to zwłaszcza na przykładzie zakładów karnych w drugiej połowie lat czterdziestych, kiedy więźniowie niemal marzyli o jakiejkolwiek pracy i ruchu poza terenem placówki. Jednakże, mimo tego rozróżnienia, zakłady karne, obozy i ośrodki pracy więźniów stanowią integralną całość i nie sposób rozdzielać ich działalności.

Chronologicznie moje rozważania obejmują okres od 1945 r. (sporadycznie wracam do drugiej połowy 1944 r.) do 1956 r. Dolna cezura jest związana z zakończeniem działań wojennych na ziemiach polskich i jednoczesnym rozwinięciem na szeroką skalę, rozpoczętej już nieco wcześniej, działalności komunistycznych instytucji represji, Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i sowieckiego Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych (NKWD) oraz stopniowo tworzonych przezeń systemów więzień i obozów oraz ośrodków pracy więźniów. Natomiast górna granica nawiązuje do wydarzeń października 1956 r. i powolnej liberalizacji życia publicznego w kraju, w tym na przykład rozładowania więzień i ograniczania rygorów życia codziennego w zakładach karnych i ośrodkach pracy więźniów.

Ze względu na charakter zgromadzonego materiału konieczne okazało się ujęcie chronologiczne, wynikające z faktu dość istotnych zmian (aczkolwiek powolnie wprowadzanych w życie) w traktowaniu skazanych, między innymi po procesie André Robineau w 1950 r., następnie po śmierci Józefa Stalina w 1953 r., a zwłaszcza po likwidacji Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (MBP) w 1954 r. Na ten aspekt sprawy wskazywali więźniowie wszystkich znanych mi ośrodków odosobnienia.

W układzie problemowym, chociaż niepozbawionym wewnętrznej chronologii, wyróżniłem następujące zagadnienia:

1. Wieści i pogłoski na temat zakładów karnych, ich lokalizacja geograficzna oraz wygląd zewnętrzny zapamiętany przy pierwszej styczności.

2. Pierwsze godziny w miejscu odosobnienia.

3. Cele i baraki - ich wyposażenie, regulamin wewnętrzny.

4. Instytucja kapusia.

5. Posiłki.

6. Paczki i tak zwane wypiski.

7. Kary dodatkowe.

8. Wyroki śmierci.

9. Ucieczki i bunty.

10. Praca, warunki jej wykonywania oraz jej rola i znaczenie dla uwięzionych.

11. Opieka lekarska i epidemie.

12. Święta i uroczystości.

13. Czas wolny.

14. Ostatni dzień w miejscu odosobnienia i powrót do domu.

W zasadzie dla obozów i ośrodków pracy więźniów można przyjąć podobny schemat rozważań, chociaż z uwagi na luki źródłowe (mam tu na myśli przede wszystkim memuarystykę) kilku z wyżej wymienionych problemów nie udało się omówić szczegółowo bądź w ogóle. Niektóre nie zaistniały w tego rodzaju miejscach odosobnienia (np. w ośrodkach pracy więźniów nie wykonywano wyroków śmierci, aczkolwiek więźniowie ginęli w wyniku nieszczęśliwych wypadków w miejscu pracy). Jeżeli chodzi o obozy i OPW, to kilka wątków połączyłem w jednym wspólnym rozdziale (np. w części na temat obozów i OPW pojawił się rozdział "Opieka lekarska, stan sanitarny, epidemie i śmiertelność w obozach").

* * *

Problem więziennictwa w Polsce w okresie od zakończenia II wojny światowej po przełom październikowy w 1956 r. doczekał się już kilku opracowań. Z mimo wszystko skromnej, jak na razie, literatury przedmiotu, należy wyróżnić kilka prac i artykułów Krystiana Bedyńskiego[1] oraz rozprawę Jerzego Migdała[2], a dalej cenne opracowanie Jarosława Utrata-Mileckiego[3] oraz artykuły Teodora Kostewicza[4]. Z mojego dorobku wymienić należy przede wszystkim monografię pt. W cieniu Wronek, Jaworzna i Piechcina... 1945-1956 oraz studium pt. Materiały dotyczące życia codziennego w polskich więzieniach, obozach i ośrodkach pracy więźniów w latach 1944-1948, na bazie których powstała niniejsza praca[5]. Dysponujemy również monografiami i artykułami na temat niektórych więzień - są to publikacje dotyczące zakładów karnych w Białymstoku, Bydgoszczy, Chełmie, Inowrocławiu, Kielcach, Krasnymstawie, Lublinie, Łowiczu, Poznaniu, Siedlcach, Sieradzu, Rzeszowie, Wrocławiu, Zamościu oraz na Warmii i Mazurach[6].

Jednak dużo bogatsza wydaje się memuarystyka dotycząca dziejów najbardziej znanych więzień w PRL-u. Mam tu na myśli ośrodki odosobnienia, które tuż po zakończeniu działań wojennych na ziemiach polskich zyskały rangę więzień centralnych, śledczych, karno-śledczych i izolacyjnych, np. w Fordonie z filiami w Inowrocławiu i Bojanowie oraz we Wronkach, Rawiczu, Jaworznie i Warszawie na Mokotowie. Z tej literatury, o czym miałem już okazję nadmienić, wyróżniają się zwłaszcza zbiory wspomnień przygotowane przez byłe więźniarki Fordonu i Inowrocławia, opracowane do druku przez Barbarę Otwinowską[7] oraz prace traktujące głównie o zakładach męskich, wydane pod redakcją Danuty Suchorowskiej[8] i Klemensa Stróżyńskiego[9]. Podobny charakter ma jeszcze jeden zbiór traktujący o najbardziej znanych zakładach karnych w dziejach PRL-u[10]. Cennym uzupełnieniem wymienionych wyżej publikacji okazały się prace, które nie weszły do tomu albo zostały do celów wydawniczych skrócone. Materiały te, będące pokłosiem ogólnopolskiego konkursu na wspomnienia byłych więźniów politycznych, zachowały się w zbiorach Instytutu Pamięci Narodowej w Poznaniu[11]. Z publikacji wydanych ostatnio przez Instytut Pamięci Narodowej wymieniłbym wspomnienia Jerzego Woźniaka[12], więzienną korespondencję Władysława Gałki[13] oraz wywiad rzekę Mariana Gołębiewskiego[14].

W tym miejscu nie sposób również pominąć czasopisma "Nike" - niepowtarzalnego, nader bogatego i cennego zbioru, zawierającego kilkaset wspomnień i relacji więźniów - kobiet i mężczyzn z kilku zakładów karnych.

Wskazane wyżej publikacje, uzupełnione o materiały zdeponowane w Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie i Archiwum Akt Nowych w kolekcjach Departamentu Więziennictwa i Obozów oraz Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym (np. regulaminy i instrukcje dotyczące porządku dnia w więziennej celi, wyposażenia cel, praw i obowiązków skazanego, ciężaru i zawartości paczek itp.) złożyły się na bazę źródłową tej części pracy.

Krajowa literatura przedmiotu na temat różnego rodzaju obozów, które po II wojnie światowej działały na ziemiach polskich, jest coraz bogatsza, aczkolwiek nie wyczerpuje wszystkich zagadnień, które nasuwają się przy lekturze zachowanych dokumentów oraz memuarystyki. Przede wszystkim brakuje monografii całościowo ujmującej to zagadnienie. Mam tu na myśli pracę, która uwzględniałaby w równej mierze działalność obozów przeznaczonych dla Niemców, Ukraińców, Polaków i przedstawicieli innych narodów, ośrodków, którymi zarządzały MBP, NKWD oraz Komisja Specjalna do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym. Chronologicznie w krajowej historiografii pierwsze teksty poświęcone powojennym obozom na ziemiach polskich ogłosili drukiem Edmund Nowak[15] i Jacek Ruszczewski[16]. Wydaje się, że właśnie te publikacje stanowiły przełom w badaniach poruszanej tu problematyki. W literaturze naukowej w chwili obecnej wyróżniają się zwłaszcza kolejne prace Edmunda Nowaka, w tym udana próba ujęcia tematyki obozowej na temat Śląska Opolskiego[17]. Dalej wymieniłbym pracę Jerzego Kochanowskiego, poświę­coną obozom dla niemieckich jeńców wojennych, mającą jednak dużo szerszy kontekst[18]. Nie sposób również pominąć monografii Witolda Stankowskiego[19] oraz encyklopedycznego opracowania autorstwa Bogusława Kopki[20].

Z kilkunastu prac, w których zostały uwzględnione w mniejszym lub większym zakresie wątki poświęcone obozom w ogóle i obozom pracy przymusowej, warto wymienić: rozprawy Piotra Madajczyka Przyłączenie Śląska Opolskiego do Polski 1945-1948[21], Zygmunta Woźniczki Z Górnego Śląska do sowieckich łagrów[22], Obozy pracy przymusowej na Górnym Śląsku[23] pod redakcją Andrzeja Topola oraz kilka pozycji poświęconych działalności Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym. Mam tu na myśli np. wybór dokumentów i artykuł na temat Komisji Specjalnej przygotowane przez Dariusza Jarosza i Tadeusza Wolszę[24], ważną rozprawę Ryszarda Tomkiewicza na temat Delegatury Olsztyńskiej Komisji Specjalnej, w której autor uwzględnił dzieje obozu w Mielęcinie[25] oraz publikacje Grzegorza Sołtysiaka[26].

Problematyki regionalnej dotyczy książka Helgi Hirsch[27], odnosząca się przede wszystkim do obozowych losów ludności niemieckiej zamieszkującej Śląsk i Pomorze. Z kolei w pracach poświęconych Komisji Specjalnej ich autorzy omówili wyłącznie dzieje dwóch obozów pracy przymusowej, które znajdowały się w gestii władz tej organizacji - chodzi tu o obóz Chrusty (filia Jaworzna) i obóz w Mielęcinie. Stosunkowo dobrze natomiast zostały opracowane problemy związane z funkcjonowaniem obozu w Łambinowicach na Śląsku Opolskim dzięki licznym publikacjom Edmunda Nowaka, w tym wyczerpującej monografii tego miejsca[28]. Ten sam autor w swoich opracowaniach omówił również inne placówki zlokalizowane na Śląsku Opolskim, Górnym i Dolnym Śląsku[29]. Dzieje obozu w Mysłowicach szczegółowo opisał Wacław Dubiański[30], a na temat obozu w Złotowie głos zabrali Zenon Romanow[31] i Krzysztof Bukowski[32]. Przedmiotem drobiazgowych rozważań były również dzieje obozu w Świętochłowicach-Zgodzie. Mam tu na myśli przede wszystkim artykuł Bernarda Linka[33]. Jeśli chodzi o obozy znajdujące się pod kontrolą NKWD, czyli te miejsca odosobnienia, które nadal są okryte największą tajemnicą, to dysponujemy artykułem Andrzeja Chmielarza[34].

Z kolei w sprawie bodajże najcięższego obozu w Polsce - Jaworzna - dysponujemy zbiorem wywiadów, które zebrał, przygotował do druku i opatrzył obszernym komentarzem Mateusz Wyrwich. Swojej książce nadał on nader wymowny tytuł Łagier Jaworzno[35]. Tej tematyce szczegółową i wyczerpującą rozprawę poświęcił również Krzysztof Szwagrzyk[36], aczkolwiek jego rozważania odnoszą się już do okresu późniejszego w dziejach tego ośrodka represji - gdy, jak to utrzymywały władze PRL, Jaworzno po reorganizacji stało się więzieniem dla młodocianych przestępców. W moim przekonaniu, Jaworzno w tym okresie mimo wszystko bardziej przypominało ośrodek pracy więźniów niż klasyczny­ zakład karny, stąd decyzja o wyłączeniu tej placówki z analizy naukowej poświęconej obozom pracy przymusowej i więzieniom.

Ważną rolę przypisałbym również publikacjom źródeł. Mam tu na myśli czterotomowy wybór dokumentów Niemcy w Polsce 1945-1950[37], dokumentację na temat obozu w Świętochłowicach-Zgodzie[38] oraz w Jaworznie w kontekście ludności ukraińskiej[39].

Na bazę źródłową tej części rozprawy składają się przed wszystkim wymienione już wyżej materiały ze zbiorów Archiwum Akt Nowych (kolekcja Departamentu VI Więziennictwa i Obozów Pracy, Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym oraz Ministerstwa Kontroli Państwowej) oraz Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie, Archiwum Państwowego w Bydgoszczy (dokumentacja głównie na temat obozów w Potulicach, Złotowie i Zimnych Wodach oraz Ciechanowie i Mielęcinie), Ośrodka "Karta" w Warszawie (wspomnienia osadzonych m.in. w Jaworznie) oraz Instytutu Polskiego i Muzeum im. Gen. Sikorskiego w Londynie (dokumentacja Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Londynie). W końcu cenne dane i informacje odnoszące się do codzienności w obozach i ośrodkach pracy więźniów przyniosły również roczniki czasopisma "Jaworzniacy". Rolę pisma, z uwagi na bogactwo wspomnień i relacji, należy tu porównać do bliźniaczego wydawnictwa "Nike", które okazało się tak bardzo przydatne przy badaniu tematyki więziennej.

Literatura przedmiotu na temat ośrodków pracy więźniów nie jest zbyt bogata. Badania w tym zakresie właściwie jeszcze się na dobre nie rozpoczęły. Z nielicznych publikacji można tu wskazać na mój artykuł pt. Funkcjonowanie ośrodków pracy więźniów w świetle kontroli Ministerstwa Kontroli Państwowej w latach 1955-1956[40] oraz studium pt. Obozy i inne miejsca odosobnienia w systemie więziennictwa polskiego w latach 1944-1958 z pracy zbiorowej Represje sowieckie wobec narodów Europy 1944-1956[41]. Ponadto należy wymienić niewielkie objętościowo, ale cenne prace: Alicji Paczoskiej-Hauke pt. W kamieniołomach Piechcina (1950-1956)[42], Krzysztofa Szwagrzyka pt. Jaroszów. Ośrodek Pracy Więźniów (1950-1965)[43] i Edmunda Nowaka na temat ośrodków zlokalizowanych na Opolszczyźnie (Gogolin, Gracze, Strzelce Opolskie)[44]. Nie sposób także pominąć, dotyczących ośrodków pracy więźniów, pionierskich tekstów publicystycznych pióra Danuty Frey, szeroko udokumentowanych materiałami archiwalnymi, zamieszczonych na łamach "Odrodzenia" jeszcze w 1988 r. [45] Na koniec dodać do tego należy dokumentację z Archiwum Akt Nowych (Ministerstwa Kontroli Państwowej).

* * *

Tytuł pracy Więzienia stalinowskie w Polsce. System, codzienność, represje ma oczywiście wymowę symboliczną. Pod pojęciem więzienia w swoich rozważaniach ująłem bowiem nie tylko klasyczne więzienia, ale również pozostałe miejsca odosobnienia, które funkcjonowały w polskim systemie więziennictwa do 1956 r., czyli różnego rodzaju obozy, kolonie rolne i ośrodki pracy więźniów. Praca stanowi znacznie rozszerzoną i uzupełnioną wersję książki wydanej przeze mnie w 2003 r. pt. W cieniu Wronek, Jaworzna i Piechcina... 1945-1956. W niniejszej publikacji sięgnąłem do nowych monografii, wydawnictw źródeł oraz pamiętników i wspomnień, z których wcześniej nie mogłem skorzystać z uwagi na ich edycję po 2003 r. Odwołałem się również do wcześniej nieznanej bądź niedostępnej dokumentacji z Archiwum IPN i Archiwum Akt Nowych (Ministerstwa Kontroli Państwowej).

Przypisy

[1] Przede wszystkim należy wskazać tu na prace: K. Bedyński, Historia więziennictwa Polski Ludowej 1944-1956, Wydział Polityczny i Szkolenia Centralnego Zarządu Zakładów Karnych, Warszawa 1988; tenże, Sądowa represja o charakterze politycznym wobec funkcjonariuszy więziennych w latach 1944-1956 [w:] Przestępstwa sędziów i prokuratorów w Polsce lat 1944-1956, pod red. W. Kuleszy i A. Rzeplińskiego, Instytut Pamięci Narodowej - Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Uniwersytet Warszawski - Instytut Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji, Warszawa 2000, s. 359-389; tenże, Przedwojenni funkcjonariusze straży więziennej naczelnikami więzień w latach 1944-1949, "Przegląd Więziennictwa Polskiego" 1999, nr 24/25, s. 83-101.

[2] J. Migdał, Polski system penitencjarny lat 1944-1956, Arche, Gdańsk 2007.

[3] J. Utrat-Milecki, Więziennictwo w Polsce w latach 1944-1956, "Studia Iuridica" 1995, t. 27, s. 93-134. Poszerzone wydanie książkowe artykułu ukazało się w 1996 r.

[4] Z kilku publikacji Teodora Kostewicza wyróżniłbym przede wszystkim: Więzienie w Fordonie na tle struktur więziennictwa w latach 1944-1952, "Studia Iuridica" 1995, t. 27, s. 135-174; tenże, Wykonywanie kary pozbawienia wolności wobec więźniów politycznych w latach 1944-1952, "Przegląd Więziennictwa Polskiego" 1991, nr 1, s. 51-87.

[5] T. Wolsza, W cieniu Wronek, Jaworzna i Piechcina... 1945-1956. Życie codzienne w polskich więzieniach, obozach i ośrodkach pracy więźniów, Instytut Historii PAN, Warszawa 2003; tenże, Materiały dotyczące życia codziennego w polskich więzieniach, obozach i ośrodkach pracy więźniów w latach 1944-1958, "Polska 1944/45-1989. Studia i materiały" 2004, t. 6, s. 229-251.

[6] Szczegółową bibliografię na ten temat zawiera praca M. Zwolskiego, Więzienie w Białymstoku w latach 1944-1956, Instytut Pamięci Narodowej, Białystok 2011, s. 15-16. Z prac, które pominął białostocki historyk z uwagi na ich stosunkowo niedawną edycję, należy dodać: M. Pietrzyk, Więzienie w Inowrocławiu 1945-1956, Instytut Pamięci Narodowej, Gdańsk 2013; G. Barczykowski, Ł. Przybyłka, Więźniowie Wronek w okresie stalinowskim, t. 1: Lata 1945-1948, Instytut Pamięci Narodowej, Poznań 2013; K. Szwagrzyk, Więzienia i obozy na Dolnym Śląsku 1945-1956, Instytut Pamięci Narodowej, Wrocław 2013.

[7] Zawołać po imieniu. Księga kobiet - więźniów politycznych 1944-1958, t. 1, pod red. B. Otwinowskiej przy współpracy T. Drzal, Vipart, Nadarzyn 1999.

[8] D. Suchorowska, Wielka edukacja. Wspomnienia więźniów politycznych PRL (1945-1956), Omnipress, Warszawa 1990.

[9] Powrót do Wronek. Dokumenty pamięci lat 1945-1956, pod red. K. Stróżyńskiego, Towarzystwo Miłośników Ziemi Wronieckiej, Wronki 1995.

[10] W złowieszczych murach Wronek i Rawicza lat 1945-1956. Wspomnienia więźniów politycznych, pod red. W. Jóźwiaka, W. de Mezera, Okręgowa Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Poznań 1995.

[11] Korzystałem z kopii zdeponowanych w Biurze Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie.

[12] J. Woźniak, Droga do wolnej Polski, Instytut Pamięci Narodowej - Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Wrocław 2011.

[13] "Masz rywalkę Polskę". Korespondencja więzienna Władysława Gałki (1949-1956), pod red. M. Kamykowskiej i J. Żaryna przy współpracy L. Rysaka, Instytut Pamięci Narodowej - Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Warszawa 2012.

[14] "Bo mnie tylko wolność interesuje...". Wywiad rzeka z Marianem Gołębiewskim (Nowy Jork, listopad 1988 - czerwiec 1989), wywiad przeprowadził D. Balcerzyk, wstęp i oprac. J. Dudek, Instytut Pamięci Narodowej - Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Lublin 2011.

[15] E. Nowak, Cień Łambinowic. Próba rekonstrukcji dziejów Obozu Pracy w Łambinowicach 1945-1946, Centralne Muzeum Jeńców Wojennych, Opole 1991. Praca ta ukazała się również w języku niemieckim: Schatten von Łambinowice. Versuch einer Rekonstruktion der Geschichte des Arbeitslagers in Łambinowice in den Jahren 1945-1946, Centralne Muzeum Jeńców Wojennych, Opole 1994.

[16] J. Ruszczewski, Polskie obozy i miejsca odosobnienia dla ludności śląskiej i niemieckiej na Śląsku Opolskim w latach 1945-1949, "Kwartalnik Opolski" 1993, nr 4, s. 3-24.

[17] E. Nowak, Obozy na Śląsku Opolskim w systemie powojennych obozów w Polsce (1945-1950). Historia i implikacje, Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, Opole 2002. Wydanie nie­mieckojęzyczne tej pracy (Lager im Oppelner Schlesien im System der Nachkriegslager in Polen (1945-1950). Geschichte Und Implikationen) ujrzało światło dzienne w 2003 r.; tenże, Rozrachunki z przeszłością. Śledztwa i procesy oraz inne następstwa funkcjonowania powojennych obozów na Górnym Śląsku, Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, Opole 2012.

[18] J. Kochanowski, W polskiej niewoli. Niemieccy jeńcy wojenni w Polsce 1945-1950, Neriton, Warszawa 2001.

[19] W. Stankowski, Obozy i inne miejsca odosobnienia dla niemieckiej ludności cywilnej w Polsce w latach 1945-1950, Wydawnictwo Akademii Bydgoskiej im. Kazimierza Wielkiego, Bydgoszcz 2002.

[20] B. Kopka, Obozy pracy w Polsce 1944-1950 - przewodnik encyklopedyczny, Niezależna Oficyna Wydawnicza "Nowa", Warszawa 2002.

[21] P. Madajczyk, Przyłączenie Śląska Opolskiego do Polski 1945-1948, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa 1996. Tytuł pracy jest nieco mylący, ponieważ zakres tematyczny rozprawy wykracza poza obszar Śląska Opolskiego - jeśli chodzi o obozy pracy, autor zamieścił w niej m.in. dane dotyczące Pomorza.

[22] Z. Woźniczka, Z Górnego Śląska do sowieckich łagrów, Śląsk, Katowice 1994; tenże, Obóz pracy w Świętochłowicach-Zgodzie i jego komendant, "Dzieje Najnowsze" 1999, nr 4, s. 17-35.

[23] Obozy pracy przymusowej na Górnym Śląsku, pod red. A. Topola, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 1994.

[24] Komisja Specjalna do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym 1945-1954. Wybór dokumentów, wstęp i oprac. D. Jarosz i T. Wolsza, Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 1995; ciż, Komisja­ Specjalna do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym (1945-1954), "Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Instytutu Pamięci Narodowej" 1993, t. 36, s. 3-36. Zobacz również: T. Wolsza, Obozy na ziemiach polskich w latach 1945-1956 (ze szczególnym uwzględnieniem obozów pracy przymusowej) [w:] Komunizm. Ideologia - system - ludzie, pod red. T. Szaroty, Neriton, Instytut Historii PAN, Warszawa 2001, s. 80-99.

[25] R. Tomkiewicz, Olsztyńska Delegatura Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym 1945-1954, Ośrodek Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego, Olsztyn 1995.

[26] G. Sołtysiak, Polski gułag, "Przegląd Tygodniowy", z 2 lipca 1997 r., s. XX-XX; tenże, Komisja Specjalna do Walki, "Karta" 1991, nr 1, s. 81-97.

[27] H. Hirsch, Zemsta ofiar. Niemcy w obozach w Polsce 1944-1950, Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa 1999.

[28] E. Nowak, Cień Łambinowic..., dz. cyt.; tenże, Spis osadzonych i zmarłych w Obozie Pracy w Łambinowicach (lipiec 1945 - październik 1946), EDJ Edytorstwo, Opole 1998.

[29] Tenże, Obozy na Śląsku po zakończeniu II wojny światowej, "Śląsk Opolski" 1995, nr 4, s. 9-17; tenże, System obozów dla Niemców w Polsce po zakończeniu II wojny światowej, "Studia Historica Slavo-Germanica" 1997, t. 22, s. 149-173; tenże, Obóz pracy w Wojciechowie (1945-1946), "Śląsk Opolski" 2000, nr 4, s. 11-15; tenże, Obóz pracy w Błotnicy Strzeleckiej (1945 r.), "Śląsk Opolski" 2001, nr 3, s. 45-47.

[30] W. Dubiański, Obóz pracy w Mysłowicach w latach 1945-1946, "Studia i Materiały", t. 5, Instytut Pamięci Narodowej, Katowice 2004.

[31] Z. Romanow, Obóz pracy dla Niemców w Złotowie, "Kronika Wielkopolska" 2003, nr 2, s. 60-75.

[32] K. Bukowski, Obóz pracy w Złotowie 1945-1946, "Przegląd Zachodni" 2003, nr 4, s. 181-183.

[33] B. Linek, Obóz "Zgoda" w Świętochłowicach (luty-listopad/grudzień 1945 r.), "Rocznik Świętochłowiecki" 1999, t. 1, s. 121-133.

[34] A. Chmielarz, Obóz NKWD w Rembertowie [w:] Niepiękny wiek XX, pod red. B. Brzostka i in., Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2010, s. 343-361.

35] M. Wyrwich, Łagier Jaworzno. Z dziejów czerwonego terroru, Editions Spotkania, Warszawa 1995.

[36] K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia dla młodocianych więźniów politycznych 1951-1955, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa-Wrocław 1999.

[37] Niemcy w Polsce 1945-1950. Wybór dokumentów, pod red. W. Borodzieja i H. Lemberga, t. 1: Władze i instytucje centralne. Województwo olsztyńskie, wybór i oprac. dokumentów W. Borodziej i C. Kraft, Neriton, Warszawa 2000; t. 2: Polska centralna. Województwo śląskie, wybór i oprac. dokumentów I. Eser i J. Kochanowski, Neriton, Warszawa 2000; t. 3: Wojewó­dztwo poznańskie i szczecińskie, wybór i oprac. dokumentów S. Jankowiak i K. Steffen,­ Neriton, Warszawa 2001; t. 4: Pomorze Gdańskie i Dolny Śląsk, pod red. D. Boćkowskiego, wybór i oprac. dokumentów I. Eser i in., Neriton Warszawa 2001.

[38] Obóz pracy w Świętochłowicach w 1945 r. Dokumenty, zeznania, relacje, listy. Wybór, wstęp i oprac. A. Dziurok, Instytut Pamięci Narodowej - Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Warszawa 2002.

[39] Duchowni greckokatoliccy i prawosławni w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie (1947-1949). Dokumenty i materiały, zebr. i oprac. I. Hałagida, Instytut Pamięci Narodowej - Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Warszawa 2012.

[40] T. Wolsza, Funkcjonowanie ośrodków pracy więźniów w świetle kontroli Ministerstwa Kontroli Państwowej w latach 1955-1956, "Kontrola Państwowa" 2004, nr 3, s. 165-185.

[41] Tenże, Obozy i inne miejsca odosobnienia w systemie więziennictwa polskiego w latach 1944-1958 [w:] Represje sowieckie wobec narodów Europy 1944-1956, pod. red. D. Roguta i A. Adamczyka, Atena, Zelów 2005, s. 125-146.

[42] A. Paczoska-Hauke, W kamieniołomach Piechcina (1950-1956), Związek Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego, Bydgoszcz 2005.

[43] K. Szwagrzyk, Jaroszów. Ośrodek Pracy Więźniów. Więzienie (1950-1965), Instytut Pamięci Narodowej, Wrocław 2006.

[44] E. Nowak, Przyczynek do funkcjonowania Ośrodków Pracy Więźniów na Śląsku Opolskim, "Śląsk Opolski" 2001, nr 4, s. 39-41.

[45] D. Frey, Pracownicy specjalni, "Odrodzenie" 1988, nr 23, s. 6; taż, Ostatnie raporty, "Odrodzenie" 1988, nr 24, s. 7.

ROZDZIAŁ 1

Życie codzienne w więzieniach

W świadomości polskiego społeczeństwa zakorzeniły się i jeszcze na długo pozostaną w pamięci opowieści i wspomnienia o Wronkach, Rawiczu, Fordonie, Warszawie-Mokotowie, Jaworznie, Bojanowie i Strzelcach Opolskich, by wymienić najważniejsze więzienia - symbole peerelowskiego systemu terroru i represji.

Od 1945 r. główne zakłady karne we Wronkach, w Rawiczu i Fordonie, przeznaczone dla tak zwanych więźniów antypaństwowych, podlegały Wydziało­wi, a potem Departamentowi Więziennictwa i Obozów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, z pominięciem struktur wojewódzkich Urzędu­ Bezpieczeństwa. Okólnik resortu z 24 kwietnia 1945 r. informował, że w strukturze więziennictwa znalazły się wówczas zakłady centralne podległe bezpośrednio ministerstwu (dla więźniów politycznych bez względu na długość wyroku oraz dla przestępców pospolitych skazanych na kary powyżej 3 lat). Krajowy system więzienny uzupełniały ponadto więzienia karne i karno-śledcze (podzielone na trzy klasy), podporządkowane powiatowym i wojewódzkim Urzędom Bezpieczeństwa Publicznego. Pewne zmiany w tym zakresie nastąpiły trzy lata później. Odnosiły się one przede wszystkim do zakładów karnych przeznaczonych dla więźniów politycznych. Instrukcje kierownictwa VI Departamentu - Więziennictwa z 1948 r. rolę więzień we Wronkach, Rawiczu i Fordonie definiowały następująco: "Wszyscy więźniowie karni, którym do odbycia kary zostaje więcej niż jeden rok, odbywają karę we właściwym więzieniu karnym. Ustanowio­ne zostają następujące więzienia karne: 1) dla więźniów mężczyzn narodowości polskiej skazanych za zbrodnie stanu, nielegalne związki oraz szpiegostwo więzienia we Wronkach i Rawiczu [...] 3) dla więźniów kobiet skazanych za przestępstwa antypaństwowe więzienie w Fordonie"[1].

Więzienie w Fordonie pełniło funkcję głównego zakładu karnego dla kobiet, w tym dla skazanych za przestępstwa pospolite oraz polityczne. Tego ostatniego określenia zresztą, zarówno w odniesieniu do kobiet, jak i mężczyzn, władze oraz kadra więzienna konsekwentnie unikały, używając najczęściej nazwy "więźniowie antypaństwowi". Z tego też powodu dochodziło do konfliktów między naczelnikami więzień a skazanymi. Funkcjonariusze państwowi konsekwentnie, aż do znudzenia powtarzali, że w Polsce nie ma w ogóle więźniów politycznych.

Fordońska filia w Inowrocławiu (pomyślana jako placówka całkowicie odizolowana nie tylko od osób bliskich, ale i społeczeństwa w ogóle[2]), bynajmniej niebędąca zresztą zjawiskiem odosobnionym w polskim systemie penitencjarnym omawianego tu okresu, była przeznaczona dla tych skazanych, które zdaniem kierownictwa ośrodków odosobnienia czy też instrukcji płynących z Warszawy - przede wszystkim MBP - nie rokowały w najbliższym czasie nadziei na rychłą resocjalizację, lub nie wyrzekły się, mimo więziennych kar i represji, swoich niepodległościowych idei. Wymienionemu wyżej problemowi należy moim zdaniem poświęcić nieco więcej uwagi.

Sprawę podziału więźniów na kilka grup szczegółowo ujmowała instrukcja z czerwca 1950 r. (realizowana w praktyce od września), która wprowadzała segregację skazanych na trzy, z pozoru niewinne, kategorie: A, B i C. Gdy jednak przyjrzymy się bliżej zaproponowanemu podziałowi, nasuwa się wniosek, że była to najobszerniejsza i przy okazji bodajże najbardziej restrykcyjna instrukcja w powojennych dziejach polskiego więziennictwa, zaakceptowana notabene przez Bolesława Bieruta.Ii z tego również względu warto poświęcić jej więcej miejsca.

W dokumencie czytamy, że do grupy A zalicza się więźniów "najbardziej niebezpiecznych dla ładu społecznego, zatwardziałych wrogów Polski Ludowej, którzy dokonali zbrodni ze względu na swoje pochodzenie kla­sowe, orientując się lub będąc związani na śmierć i życie z klasami wyzyskującymi i którzy niewątpliwie po wyjściu na wolność będą nadal mniej lub bardziej aktywnymi przeciwnikami naszego ustroju. Wykazują oni również w więzieniu w ten lub inny sposób swój wrogi stosunek do władzy ludowej"[3]. Dalej instrukcja informowała, że w grupie A znajdują się skazani na wyroki powyżej 10 lat. Jeśli zaś chodzi o rodzaje przestępstw, to w tym wypadku, używając ówczesnego nazewnictwa, resort uwzględnił m.in.: szpiegostwo, przynależność do związków zbrodniczych, sabotaż, nielegalne posiadanie broni i materiałów wybuchowych, zbrodnie faszystowskie i zbrodnie stanu. W końcu do kategorii A zaliczono również recydywistów, zawodowych przestępców pospolitych. Interesujące wydaje się również to, że więźniów zakwalifikowanych do grupy A postanowiono podzielić na specjalne podgrupy w zależności od popełnionych przewinień. Wyodrębniono wówczas siedem kategorii: członkowie sztabów nielegalnych organizacji, dowódcy band, kierownicy obwodów i batalionów nielegalnych organizacji, skazani za szpiegostwo, organizatorzy sabotaży gospodarczych, zatwardziali faszyści i kilkakrotnie skazani. Dla całej grupy resort bezpieczeństwa przygotował specjalny, bardzo zresztą zaostrzony, regulamin odbywania kary.

Do zaproponowanej nowej kategorii B autorzy instrukcji zaliczyli również więźniów społecznie niebezpiecznych, z tym wszakże zastrzeżeniem, że nie byli oni wcześniej organizatorami grup przestępczych, lecz bardziej "narzędziem wykorzystywanym przez wrogie ośrodki w wyniku ich słabego wyrobienia politycznego i niskiego poziomu umysłowego". Od kategorii A odróżniała ich również wysokość kary, nie mogła bowiem być wyższa niż 10 lat więzienia. Zdaniem specjalistów z MBP ludzie ci, przy odpowiedniej pracy wychowawczo-poprawczej, rokowali duże nadzieje na przyszłość i po jakimś czasie mogli stać się pożyteczni dla społeczeństwa i ludowej ojczyzny. Instrukcja przestrzegała także o istnieniu poważnego niebezpieczeństwa, że w rzeczonej grupie mogą znaleźć się, oczywiście przez przypadek, więźniowie, dla których było zarezerwowane miejsce wśród skazanych z grupy A. Chodziło tu o tych, którym udało się w trakcie śledztwa zmylić czujność prokuratorów i sędziów lub zatrzeć ślady swojej politycznej i konspiracyjnej działalności. Ewentualnie nie udowodniono im w pełni winy. Właśnie z myślą o nich w więzieniach zostały znacznie rozbudowane siatki konfidentów i informatorów. W grupie B resort bezpieczeństwa także zaproponował wewnętrzny podział na podgrupy dla: "więźniów wywodzących się ze środowiska obco klasowego, obszarników, kapitalistów, bogaczy wiejskich, spekulantów oraz żyjących przed uwięzieniem z wyzysku". W tym wypadku również przygotowano szczegółowy plan pracy wychowawczej i politycznej, realizowany przez sekcję polityczną i specjalną.

W ostatniej grupie C zostali umieszczeni więźniowie, jak argumentowano, najmniej niebezpieczni społecznie, których przestępcza działalność była wynikiem "zdeprawowania warunkami wojny, okupacji i obyczajów kapitalistycznych oraz bardzo niskiego stopnia uświadomienia politycznego, społecznego i dezorientacji politycznej"[4]. Dokument do tej grupy zaliczył również skazanych za nadużycia władzy, czyli tych działaczy partyjnych i urzędników państwowych, którzy w jakimś momencie zbłądzili i popadli w konflikt z prawem. Dalej uwzględniono przestępstwa przeciwko obowiązkowi służby wojskowej. Do grupy C w końcu dołączono także "więźniów pospolitych", z wyjątkiem skazanych za zabójstwa z premedytacją oraz recy­dy­wistów. Z myślą o nich ministerstwo rozwinęło sieć ośrodków pracy więźniów, kolonii rolnych i przywięziennych warsztatów masowej produkcji.

W celu dokonania podziału wszystkich więźniów na wyżej wskazane kategorie w zakładach karnych zostały powołane do życia specjalne komisje, zwane segregacyjnymi, w skład których weszli: naczelnicy, zastępcy do spraw polityczno-wychowawczych, kierownicy działu specjalnego i działu administracyjnego. Jak zauważył badacz zagadnienia, pewna liberalizacja reguł całkowitej izolacji miała miejsce dopiero w 1953 r. i wynikała z zagrożenia planu sześcioletniego. Chodziło zaś konkretnie o skierowanie skazanych do "bitwy o węgiel"[5]. Wydaje się również, że na powolną liberalizację życia w więzieniach wpływ wywarły także śmierć Józefa Stalina i zmiany w Związku Sowieckim.

Od zasady segregacji z 1950 r. władze odstąpiły dopiero w 1956 r. Wprowadzono wówczas dwustopniowy podział skazanych na kategorię A - więźniów antypaństwowych i kategorię P - więźniów pospolitych.

Zakład karny dla kobiet w Inowrocławiu, o charakterze izolacyjnym, powołany do życia na podstawie wyżej zaprezentowanej instrukcji, istniał od 26 sierpnia 1952 r. do 15 marca 1955 r. W różnych okresach przebywało w tym strasznym miejscu, w pojedynczych celach, około 150 skazanych[6]. Zaliczono je - oczywiście na podstawie instrukcji z 1950 r. - do kategorii A. Zdaniem jednego z badaczy zagadnienia, rzeczywistość zastana w Inowrocławiu "przekroczyła, i to z znacznym stopniu, wszelkie granice wyobraźni osób, które zmuszone zostały stawić im czoła"[7]. Z kolei ośrodek w Bojanowie koło Rawicza od 1953 r. był przeznaczony dla skazanych młodocianych dziewcząt (wcześniej istniał tu Dom Pracy Przymusowej)[8]. Nieco wcześniej zaś, około połowy 1951 r., dla dziewcząt w wieku 15-18 lat skazanych za "próbę przemocą obalenia ustroju państwa" w więzieniu w Fordonie wydzielono specjalne cele. W literaturze wspomnieniowej zyskały one określenie "cele małolat"[9]. W końcu ciężko chore skazane (zwłaszcza na gruźlicę) odsyłano do szpitala więziennego w Grudziądzu.

Dwa więzienia centralne dla mężczyzn były zlokalizowane we Wronkach i w Rawiczu. Dla więźniów kategorii A i B wydzielono tu specjalne oddziały. Młodocianych skazanych, w wieku od 16 do 21 lat, od 1951 r. odsyłano do więzienia w Jaworznie. Wcześniej zaś funkcję więzienia dla młodocianych skazanych pełnił jeden z oddziałów w zakładzie karnym w Koźminie[10]. W tym wypadku, podobnie jak przy tworzeniu zakładu karnego dla dziewcząt w Bojanowie, kierownictwo MBP użyło argumentu, że segregację skazanych przeprowadzono, "by młodzież nie ulegała demoralizującemu wpływowi starszych, którzy przesiąknęli sanacyjną Polską lub czerpali swe natchnienie z podszeptów imperialistycznej propagandy"[11]. W myśl wzorów zaczerpniętych ze Związku Sowieckiego miało to być wychowanie przez pracę i indoktrynację[12]. Pomysł utworzenia zakładów karnych o nieco łagodniejszym rygorze - w resorcie mówiono nawet, że były to placówki półotwarte - zaproponował osobiście minister Stanisław Radkiewicz[13].

Dokumentacja Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego wskazuje, że wiosną 1945 r. na terytorium całego kraju działało 113 więzień. Pod koniec 1946 r. liczba ta wzrosła do 131 placówek. Bardziej szczegółowe dane zachowały się dla 1947 r. - funkcjonowało wówczas 123 zakładów karnych, w tym m.in. 14 więzień karnych, 101 więzień karno-śledczych i 1 więzienie - kolonia rolna. Ich maksymalna pojemność wynosiła w tym okresie 70 tysięcy miejsc. W 1948 r. rozpoczął się kolejny proces reorganizacji polskiego systemu penitencjarnego. Władze resortu ustanowiły 16 więzień centralnych (z uwzględnieniem podziału administracyjnego kraju), jeden obóz pracy podległy Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym, jedną kolonię rolną, 2 cen­tralne obozy pracy podporządkowane MBP, 3 obozy dla volksdeutschów i 65 obozów jenieckich. Całość uzupełniało kilkadziesiąt więzień karno-śledczych. W 1948 r. powstały również pierwsze ośrodki pracy więźniów. Dwa lata później ich liczba wzrosła do 38.

W 1950 r. stan jednostek więziennych wynosił w sumie 126 placówek, w tym m.in. 16 więzień karnych (w tym 4 szczególnego przeznaczenia: Warszawa nr 3 dla więźniów - oficerów Wojska Polskiego; Sztum dla byłych pracowników UBP, MO, KBW, WOP i Straży Więziennej skazanych za przestępstwa antypaństwowe; Barczewo dla byłych urzędników UBP skazanych za przestępstwa pospolite; Strzelce Opolskie - więzienie izolacyjne dla recydywis­tów i szczególnie niebezpiecznych ze względów politycznych), 4 więzienia spe­cjalne (Trzeciewnica koło Nakła, Jaworzno, Iława, Warszawa) oraz 102 wię­zienia karno-śledcze. W 1954 r. dokumenty VI Departamentu wyliczają 179 zakładów karnych w terenie, 51 centralnych, 85 karno-śledczych oraz 39 ośrodków pracy i kolonii rolnych.

Ostatnie zmiany w systemie więziennictwa w interesującym nas okresie mia­ły miejsce w latach 1954-1955. W sumie funkcjonowało wówczas 179 placówek, w tym m.in. 51 więzień centralnych, 85 karno-śledczych, 29 tzw. węglowych i 2 dla młodocianych skazanych. W 1955 r. władze powołały do życia 33 więzienia centralne, którym terytorialnie podporządkowano więzienia karno-śledcze i karne oraz ośrodki pracy więźniów i kolonie rolne[14]. Aż 17 z tych placówek przeznaczono dla więźniów antypaństwowych (13 dla dorosłych skazanych i 4 dla młodocianych). Kilka zakładów karnych nadal było zlokalizowanych w zabytkowych budynkach dawnych więzień pruskich, carskich i sanacyjnych (np. w Sandomierzu, Rzeszowie, Warszawie II, Wiśniczu Nowym i Kaliszu).

W latach 1944-1956 Departamentem Więziennictwa i Obozów MBP kierowali ppłk Teodor Duda (do 27 września 1945 r.), ppłk Dagobert Jerzy­ Łańcut (do 7 listopada 1946 r.), płk Stanisław Pizło (do 21 marca 1951 r.), płk Hipolit Duljasz (do 7 grudnia 1954 r.). Po przekształceniu MBP w Ministerstwo Spraw Wewnętrznych płk Duljasz zachował swoje stanowisko.

Teodor Duda

Hipolit Duljasz

Jak przedstawiało się zaludnienie zakładów karnych w latach 1945-1953, ilustruje poniższe zestawienie. Warto podkreślić, że po przełomie październikowym w 1956 r., w wyniku amnestii, z której skorzystało około 36 tys. skazanych, stan zaludnienia więzień zmniejszył się do nieco ponad 35 tys. więźniów karnych[15]. Warto również zauważyć, że zachowały się dane dotyczące tzw. więźniów antypaństwowych, czyli politycznych. W latach 1950-1953 statystki MBP podawały, że było ich od około 35 tys. do 30 tys. W 1954 r. liczba te­go rodzaju skazanych spadła do około 20 i pół tysiąca, zaś w 1955 r. do 14 tys. i nieco ponad 800 więźniów[16].

Zaludnienie zakładów karnych w latach 1945-1956

Rok

Liczba więźniów

1945

28845

1946

59772

1947

67716

1948

67695

1949

103697

1950

95517

1951

98560

1952

117380

1953

103187

1954

91197

1955

89034

1956 (I)

80920

1956 (X)

35879

Źródło: T. Wolsza, Kulisy nieudanej ucieczki z więzienia w Sieradzu w grudniu 1955 roku i jej kon­sekwencje, "Polska 1944/45 - 1989. Studia i materiały" 2006, t. 7, s. 183; tenże, Obozy i inne miejsca odosobnienia w systemie więziennictwa polskiego w latach 1944-1958 [w:] Represje sowieckie wobec narodów Europy 1944-1956, pod red. D. Roguta i A. Adamczyka, Atena, Zelów 2005, s. 140.

W interesujących nas, szczególnie z uwagi na przeznaczenie i panujące warunki, zakładach karnych we Wronkach, Rawiczu i w Fordonie, dla których notabene zachowało się najwięcej dokumentów i materiałów wspomnieniowych, w 1950 r. sytuacja zaludnienia przedstawiała się następująco: w Rawiczu - 3391 więźniów, we Wronkach - 3769 więźniów, w Fordonie - 728 więź­niów. Liczby te nic nie mówią, dopóki nie zestawimy ich z pojemnością wy­mie­nionych placówek. Fordon mógł pomieścić, zgodnie z regulaminem, nie więcej niż 151 skazanych, Rawicz - 528, zaś Wronki - 586. Powyższe dane dają dużo do myślenia. Dotyczy to nie tylko zakwaterowania więźniów i ich wy­żywienia, ale przepustowości pralni, prasowalni, magla czy działalności służb medycznych itp. W innych, bardziej znanych zakładach karnych stan zaludnienia przedstawiał się nastę­pująco: Sztum - 3263 więźniów, Barczewo - 2780, Goleniów - 3320, Racibórz - 2411, Wrocław (więzienie przy ul. Kleczkowskiej) 2300 więźniów, w tym około 300 kobiet, Sieradz - 1980, Nowogard - 1903, Iława - 1205, Płock - 1055, Koronowo - 920, Wiśnicz Nowy - 904. W zakładzie karnym w Grudziądzu w tym okresie kary odsia­dywało 1819 kobiet. Wszędzie, jak na to wskazują źródła pochodzące z resortu oraz wspomnienia uwięzionych, zaludnienie przewyższało pojemność zakładów karnych, i to najczęściej znacznie. Po pewnej poprawie w 1956 r. sytuacja w okresie późniejszym, jak na to wskazuje Najwyższa Izba Kontroli, uległa ponownie pogorszeniu, oczywiście na niekorzyść więźniów. Na początku 1958 r. pojemność wszystkich polskich zakładów karnych specjaliści oszacowali na 44 900 osób. W tym okresie w więzieniach przebywało blisko 65 tys. skazanych i oczekujących na wyroki. W niektórych więzieniach sytuacja wyglądała następująco: Koronowo 378 miejsc - 678 więźniów, Fordon 274 miejsc - 472 uwięzionych, Potulice 628 miejsc - 967 więźniów, Kielce 349 miejsc - 619 skazanych, Radom 247 miejsc - 485 osadzonych, Częstochowa 309 miejsc - 486 więźniów, Sosnowiec (Radocha) 571 miejsc - 706 osadzonych, Suwałki 187 miejsc - 252 skazanych, Ełk 194 miejsc - 291 więźniów, Trzeciewnica 349 miejsc - 444 uwięzionych, Lubliniec 262 miejsc - 345 osadzonych[17].

W Jaworznie natomiast sytuacja pod względem zaludnienia prezentowała się bardziej korzystnie. Jeśli można zawierzyć dokumentom proweniencji więziennej, nie było tam przeludnienia, tak charakterystycznego dla innych placówek. Pojemność zakładu, wynosząca 2474 miejsc, ponoć nigdy nie została przekroczona. Jaworzno pierwszych skazanych przyjęło w kwietniu 1951 r., czyli w okresie, gdy władze resortu już nieco większą wagę przykładały do spraw regulaminowych. Naczelnik więzienia Zdzisław Jędrzejewski po latach rzucił więcej światła na omawianą tu kwestię zaludnienia tego zakładu karnego. Z jego informacji wynika, że w 1951 r. przebywało w Jaworznie 2099 skazanych, w 1952 r. - 2039, w 1953 r. - 1814 (amnestia), w 1954 r. - 2385 i w 1955 r. - 1887 młodocianych więźniów[18]. W Bojanowie natomiast, w tym samym ośrodku odosobnienia, resort bezpieczeństwa ulokował w 1953 r. 310 dziewcząt (do 21 roku życia) skazanych za działalność konspiracyjną i przestępstwa pospolite[19].

W swoich rozważaniach - przy omawianiu różnych zagadnień, głównie ze względów porównawczych - uwzględniłem również więzienia śledcze, w tym m.in. w Warszawie na Mokotowie i przy ul. Koszykowej oraz w kilku innych miastach, np. w Barczewie, Gdańsku, Krakowie, Kielcach, Łodzi, Lublinie, Poznaniu, Radomiu, Rzeszowie, Sieradzu i Sztumie.

Wieści i pogłoski na temat zakładów karnych oraz ich wygląd zewnętrzny zapamiętany przy pierwszej styczności

Pierwszy wzrokowy kontakt z ponurą zabudową więzienną wyciskał piętno na świadomości skazanych, najczęściej niekorzystnie oddziałując na ich wyobraźnię. Wszyscy ci, których transportami kolejowymi w wagonach więziennych przewieziono do Fordonu, Inowrocławia, Wronek i Rawicza, mieli już staż więzienny w zakładach śledczych, rozsianych po całym kraju. Doświadczyli zatem życia więziennego, znali wygląd zewnętrzny i rozkład wewnętrzny zakładów karnych. Mieli też okazję poznać zachowanie kadry i naczelników więzień. Z grubsza więc zdawali sobie sprawę z tego, co czeka ich za szczelnie zamkniętą bramą i wysokim murem wzmocnionym na szczycie drutem kolczastym lub ostrą siatką.

Kolejnym testem na temat tego, co czeka skazanych w następnym miejscu odosobnienia, była ich podróż do zakładu karnego. Na początku władze MBP dowoziły więźniów do zakładów karnych dużymi transportami kolejowymi, w specjalnie do tego celu przeznaczonych wagonach. Z uwagi na panujący w nich ścisk i temperaturę skazani zwyczajowo nazywali je "wekami". Na problem ten więcej światła rzucił jeden z więźniów przetransportowany do Wronek: "cały teren był obstawiony wojskiem z bronią skierowaną w naszym kierunku. Teraz kolejno zdejmowano nam kajdanki i pojedynczo doprowadzano nas do drzwi wagonu [...]. Gdy w celi było już czterech, zatrzaśnięto drzwi, zamknięto zasuwy i zamki i zgaszono małą żarówkę oświetlającą celę. Nareszcie byliśmy "u siebie" - normalnie w celi. Tylko szkopuł w tym, że było nam trochę ciasno. W zasadzie celka była przeznaczona dla dwóch osób i znajdowały się w niej naprzeciw siebie dwa siedzenia. Na każdym z nich musieliśmy usiąść w dwójkę, dotykając kolanami siedzących naprzeciw. Czuliśmy się trochę jak sardynki w puszce, jednak z tą różnicą, że ta puszka znajdowała się w zamrażarce. Temperatura była "normalna", to znaczy taka jak na zewnątrz, minus dwadzieścia stopni"[20]. Z braku wagonów-więźniarek, wykorzystywano zwykłe wagony towarowe, najczęściej bez odpowiedniego przygotowania. Zwrócił na to uwagę inny więzień, który również dotarł do Wronek. "Załadowano nas do bydlęcych wagonów z okratowanymi kolczastym drutem okienkami. W wagonach na podłodze leżała zmierzwiona słoma, obficie nasycona bydlęcym moczem. Mogliśmy się położyć na podłodze. Pociąg widmo strzeżony był przez bardzo silny konwój żołnierzy KBW, z karabinami w stałej gotowości do strzału. [...] Dowódca konwoju kpt. Klitenik autorytarnie i ze swadą wiecową oświadczył, że jesteśmy kupą gnoju, który powinien być wdeptany w ziemię i zaorany jako przeszkoda na polskiej drodze do wolności i sprawiedliwości"[21]. Latem naturalnie doskwierał wszystkim niemiłosierny upał, a w czasie deszczu - wilgoć. Zawsze też były problemy z wyżywieniem i załatwianiem podstawowych potrzeb fizjologicznych, co jest o tyle istotne, że podróż do więzienia w opisanych powyżej warunkach trwała od kilku do kilkudziesięciu godzin. Z kolei kobiety z więzienia w Fordonie do Inowrocławia przewożono samochodami ciężarowymi pod osłoną nocy.

W późniejszym okresie, obok transportów kolejowych i samochodowych, doszły także inne sposoby dowożenia więźniów do zakładów karnych. Najbardziej poniżający z obecnego punktu widzenia wydaje się transport pociągiem w przedziale razem ze zwykłymi pasażerami. Z zachowanych relacji wynika, że skazani czuli się wówczas wyjątkowo podle, spuszczali oczy, zasłaniali twarz czy w inny sposób próbowali ukryć swoje nieszczęście. Konwojenci natomiast sugerowali wścibskim współtowarzyszom podróży, że przewożą "groźnych przestępców niemieckich", "bezwzględnych zbrodniarzy faszystowskich", "różnego rodzaju morderców" itp. Jakże dziwne musiały wydawać się te informacje, gdy transportowaną osobą była przestraszona, młoda dziewczyna, mocno pobita w czasie śledztwa. Wydaje się wszakże, że tłumaczeniom strażników mało kto dawał wtedy wiarę. Postronni ludzie natomiast starali się udzielać owym nieszczęśnikom różnego rodzaju pomocy. A to zagadywali konwojentów i ukradkiem podawali żywność, innym razem odbierali "grypsy", w końcu informowali o sytuacji w kraju. Dla więźniów było to niewątpliwie kolejne ważne doświadczenie. Kres podróży do zakładu karnego rozpoczynał nowy, jeszcze trudniejszy etap w życiu każdego skazanego.

Z kilkunastu relacji i wspomnień można odtworzyć zapamiętany przez skazanych wygląd zewnętrzny cieszących się wyjątkowo złą sławą ponurych, monumentalnych i szarych budowli Fordonu, Wronek, Rawicza, Grudziądza, Raciborza, Białegostoku, Inowrocławia, Wrocławia (ul. Kleczkowska) i Strzelec Opolskich. Widok ten wywoływał wstrząs psychiczny, zazwyczaj u ludzi młodych, którzy najbliższe kilka lub kilkanaście lat, a nawet może do końca życia, mieli przebywać w więziennych murach. "Fordon - wspomina jedna ze skazanych - to duży masywny kompleks, składający się z trzech gmachów: cele więzienne, pawilon produkcji (czapkarnia, hafciarnia patek oficerskich), na dole mały szpitalik, trzeci gmach to administracja. W podziemiach kuchnia, piekarnia, pralnia. Całość zupełnie inna od Mokotowa. Ale nie mniej ponura i straszna"[22]. Niekiedy jednak ośrodek w Fordonie wydawał się sielanką w porównaniu z pobytem w innym miejscu odosobnienia, które słynęło z jeszcze gorszych warunków socjalno-bytowych i zachowania kadry. Takie więzienie mieściło się choćby w Inowrocławiu. "Wreszcie przyjechaliśmy do jakiegoś więzienia - wspomina Jadwiga Malkiewiczowa - wyładowują nas do dużej hali z metalowymi gankami dookoła i każą nam stanąć twarzą do ściany. [...] Okazało się, że jesteśmy w Inowrocławiu. Było to więzienie stojące poza miastem i znane z tego, że Niemcy rozstrzeliwali tam poznańskich ziemian. Ich wspólny grób był zaraz za murem. Te fakty były mi już wówczas znane, miałam więc to niemiłe podejrzenie, że nas z "pojedynek" będą brali na rozstrzał"[23]. W czarnych barwach zapamiętały Inowrocław również inne skazane. "Ciężkie, karne więzienie [...] było karnym także dla strażniczek i nie będzie przesadą, jeżeli nazwę je prawdziwym piekłem"[24]. Jeszcze bardziej ponury obraz wyłania się z kolejnych wspomnień: "Od sierpnia 1952 r. przewożono [więźniarki - przyp. aut.] do Inowrocławia, będącego swoistym obozem zagłady dla kobiet. Zostały tam skazane na całkowitą izolację i samotność. [...] Cele były pomalowane częściowo lub całkowicie na czarno, szyby w wysoko umieszczonych okienkach zamazane olejną farbą, żeby nawet rzut oka na błękit nieba nie mógł przynieść jakiejś przelotnej pociechy"[25]. Budynek więzienny w Inowrocławiu był zbudowany na planie krzyża. Miał dwa piętra i schody wiodące przez środek. "Wspaniała akustyka przez dość długi czas nie pozwalała się zorientować, gdzie się w danym momencie otwierają drzwi, czy obok, czy naprzeciw, czy na tym piętrze, czy też niżej lub wyżej. Architektura ta zapewniała ponadto doskonałą widoczność oddziałowym, którzy mogli dowolnie obserwować więźniarki znajdujące się na korytarzu i udaremnić ewentualne spotkanie"[26]. Obowiązki szefa więzienia pełniła Helena Obiała, która swoją karierę roz­poczęła jako oddziałowa w Fordonie, zaś później została tu "specem polityczno-wychowawczym". Więźniarki wspominają, że była wyjątkowo surowa i bezwzględna.

Po gehennie w Inowrocławiu powrót do więzienia w Fordonie wydawał się poniekąd zbawieniem. W liście do rodziny jedna ze skazanych dzieliła się na ten temat takimi uwagami: "w Fordonie czuję się dobrze. Więzienie ciche i ładnie położone. Najpierw miałyśmy cele od zachodu, od Wisły, która przepływa niedaleko murów więzienia. Teraz okna nasze wychodzą na dziedziniec od wschodu"[27].

Wspomnienia dotyczące więzień męskich we Wronkach i w Rawiczu mają podobny, negatywny charakter. Władze zresztą w latach czterdziestych i w początkach lat pięćdziesiątych celowo rozsiewały informacje na temat rygoru więziennego panującego w centralnych zakładach karnych oraz złej sławy Wronek i Rawicza, później zaś Jaworzna. Dostrzegała to opozycja antykomunistyczna. W jednym z raportów na temat resortu bezpieczeństwa, który przygotowali członkowie WiN-u lub PSL-u, problem więziennictwa został omówiony w oddzielnym punkcie. Anonimowi autorzy wskazali na najcięższe ich zdaniem więzienia we Wronkach, Rawiczu, na lubelskim Zamku, ul. Montelupich w Krakowie oraz na Mokotowie w Warszawie. Zwracali ponadto uwagę na dwie sprawy: warunki bytowe oraz interwencje sowieckie. W pierwszej kwestii w raporcie czytamy: "Nic więc dziwnego, że więzienia przepełnione są w stopniu utrudniającym zachowanie najprymitywniejszych warunków nie tylko higienicznych, ale wręcz ludzkich. Brud, robactwo, głód - są czynnikami wyniszczającymi zdrowie uwięzionych w krótkim czasie"[28]. Sytuacja była ponoć jeszcze gorsza w prowizorycznych więzieniach NKWD, zakładanych na przykład w zrujnowanych prywatnych mieszkaniach lub piwnicach. Jako trudne do zlokalizowania pozostawały praktycznie nieznane. Właśnie dlatego więzienia będące pod kontrolą resortu bezpieczeństwa, które można było zobaczyć na własne oczy, budziły największą trwogę. "Fama Wronek rozbrzmiewała złowrogo po całej więziennej Polsce, nawet jeśliby skorygować ją o współczynnik przesady; represyjność, rygoryzm i śmiertelność miały tu bić rekordy, a bezkarność i wszechwładzę sadystów dodatkowo chroniło schowanie się ogromnego więziennego kombinatu - w głębi głuchej prowincji. Pierwsze wrażenia obaw bynajmniej nie rozwiewały"[29]. O złowrogiej opinii dotyczącej ośrodka we Wronkach pisał również Piotr Woźniak: "Więzienie [...] znane było w Polsce, ale chyba i poza nią. Było to bowiem jedno z najcięższych więzień. [...] W więzieniu tym miały istnieć sprzyjające warunki do przesłuchiwania więźniów, od których już nic nie można było wydobyć w powiatowych i wojewódzkich Urzędach Bezpieczeństwa Publicznego"[30]. Jeśli dodać do tego okoliczności transportu do więzienia - początkowo w zwykłych wagonach towarowych z niewielkimi wycięciami w podłodze na załatwienie potrzeb fizjologicznych, potem zaś w specjalnych wagonach kolejowych, przez których środek biegł niewielki korytarz, zaś po bokach znajdowały się niewielkie przedziały "pudełka", do których ładowano nawet po cztery osoby, czy też w końcu w przystosowanych do tego celu samochodach oraz marsz pod uzbrojoną eskortą do bramy zakładu karnego - to niepotrzebne były już dodatkowe represje w trakcie konwoju. "Dojechaliśmy do Wronek. Była piąta rano. Prowadzono nas do bocznicy kolejowej między szpalerami kilkudziesięciu żołnierzy. Każdy z nich był uzbrojony w pistolet maszynowy, kilku w erkaemy. Prowadzili psy. [...] Siąpił zimny, dokuczliwy deszcz"[31]. Podobny scenariusz przyjęcia transportu ze skazanymi opisuje Józef Holz: "Ustawiono nas czwórkami i dopiero wtedy zobaczyłem, że jesteśmy otoczeni pierścieniem wojska z wycelowanymi w nas pepeszami. Wojacy stali w odległości 5-8 metrów od grupy więźniów. Pomiędzy nimi trzymano na smyczy kilka wyrywających się psów. [...] Trzydziestu dwóch więźniów i eskorta złożona z co najmniej osiemdziesięciu opiekunów.Ii to wszystko w celu zapewnienia bezpiecznego doprowadzenia nas ze stacji do bramy więzienia, znajdującej się w odległości 400-500 metrów"[32].

Więzienie przu ul. Montelupich w Krakowie

Ukazujący się z oddali widok tajemniczego i cieszącego się wyjątkowo złą opinią zakładu karnego potęgował lęk skazanych, i wywoływał przeróżne obawy. Przyjazdy transportów celowo planowano na godziny późnonocne lub o świcie, by jeszcze za pomocą ciemności i szarówki oddziaływać negatywnie na psychikę skazanych. Po chwili marszu więźniowie mogli zobaczyć w całej okazałości zewnętrzną, a już po chwili i wewnętrzną zabudowę zakładu karnego. "Wronieckie więzienie składało się z trzech pawilonów, zbudowanych na planie krzyża, czterokondygnacyjnych. Największy jest pawilon pierwszy, w którym znajdowało się ok. 450 cel, z tego ponad jedna ósma to cele izolacyjne. Mniejsze pawilony, drugi i trzeci, mieściły po ok. 140 cel, z czego jedna trzecia to cele izolacyjne"[33]. Zakład karny był zlokalizowany na terenie nadwartańskich łąk, stąd charakteryzował się dużą wilgotnością. Mury więzienia zawsze były chłodne, szczególnie w porze zimowej.

Więźniowie zapamiętali oczywiście nazwiska wszystkich szefów zakładu karnego we Wronkach. Funkcję naczelników tego więzienia kolejno pełnili: Stefan Adamczewski (1945 r.), Jan Gol (1945-1946), Jan Bartczak (1946-1947), Jan Boguwola (1947-1948), Tadeusz Grzegorzewski (1948-1949), Ignacy Jakubowski (1949-1951), Józef Troszczyński (1951-1954) i Władysław Drużbik (1954-1956). Obok naczelników ważną rolę odgrywali zastępcy do spraw politycznych. W myśl instrukcji ministra Stanisława Radkiewicza dublowali oni obowiązki naczelników, "służąc im pomocą we wszystkich sprawach"[34]. Nie mniej istotne zadania w każdym zakładzie karnym wypełniał również Dział Specjalny. We Wronkach i w Rawiczu urzędnicy sekcji prowadzili akta więźniów, które w przyszłości mogły się okazać ważniejsze niż akta sądowe. Dział ten odpowiadał również za działalność więziennych konfidentów.

Zakład karny w Rawiczu, zdaniem niektórych więźniów, którzy doświadczyli pobytu również w innych więzieniach, robił nieco lepsze wrażenie niż np. Wronki. "Rawicz, w porównaniu z Wronkami, był więzieniem małym. [...] W Rawiczu, oprócz budynków administracyjnych i gospodarczych, były dwa pawilony więzienne: "Biały" i "Czerwony". Ten ostatni był normalnym, typowym więziennym pawilonem. Natomiast najniższą kondygnację pawilonu "Białego", usytuowaną poniżej poziomu podwórza, zajmował oddziałIi - najbardziej "atrakcyjne" miejsce więzienia"[35]. Kilka informacji do wyżej przedstawionego opisu dorzucił kolejny skazany. Otóż pawilon "Czerwony" (z cegły, stąd nazwa) był zbudowany na wzór jednoskrzydłowego pawilonu więziennego we Wronkach. Pawilon "Biały" był przerobiony z dawnego klasztoru i nosił nazwę od białych murów klasztornych. Karne cele mieściły się w klasztornych lochach"[36]. Obowiązki naczelnika zakładu karnego w latach 1945-1947 pełnił komunista-weteran, uczestnik wojny domowej w Hiszpanii - Kazimierz Szymanowicz, zwany przez skazanych "krwawym Kazikiem". Następni naczelnicy - Ludwik Rokicki i Antoni Kąkol (od 1950 r.) - byli już nieco łagodniejsi. Jeśli chodzi natomiast o inny słynny zakład karny w Jaworznie, to pierwszym komendantem więzienia dla młodocianych skazanych był Salomon Morel (do 19 października 1951), po nim zaś por. Zdzisław Jędrzejewski (1951-1954) i kpt. Mikołaj Ilkiewicz (1954-1956). Przez kilka lat funkcję zastępcy do spraw polityczno-wychowawczych pełnił tu por. Franciszek Piątkowski[37].

Zakład karny w Grudziądzu, choć pełnił funkcję szpitala więziennego o cha­rakterze centralnym i jego pensjonariuszami byli w zasadzie ludzie uznani przez resortową komisję za ciężko chorych, wyglądem i zabudową budynku w istocie niczym nie różnił się od Wronek i Rawicza. Mam tu na myśli przede wszystkim jego zabezpieczenia na wypadek ewentualnie podejmowanych przez więźniów prób ucieczek. Więźniowie zapamiętali wysokie mury z drutami kolczastymi, praktycznie nie do sforsowania, nawet dla zdrowego mężczyzny w sile wieku, budki strażnicze i reflektory. Całości zaś dopełniały zamknięte cele i kraty w oknach. Jedynie nieco lżejszy regulamin wewnętrzny odróżniał tę placówkę od pozostałych. Chorych po podleczeniu w Grudziądzu wysyłano z powrotem do innych zakładów karnych. Problem ten będzie jeszcze zresztą przedmiotem rozważań.

W dotychczasowej analizie nie uwzględniłem więzień NKWD, które w więk­­szości były zlokalizowane w przypadkowych pomieszczeniach - w piwnicach, wolno stojących willach, a nawet komórkach. Nie przypominały więc swoim wyglądem klasycznych zakładów karnych.

Pierwsze godziny w więzieniu

Dla skazanych, jak to wynika z zachowanej literatury pamiętnikarskiej, największym przeżyciem - w negatywnym tego słowa znaczeniu - był moment wprowadzenia kolumny więźniów przez bramę więzienną oraz wydarzenia, które miały miejsce później, w ciągu kilku najbliższych godzin. Praktyki stosowane przez naczelników zakładów karnych oraz podległy im personel były zbieżne we wszystkich więzieniach. Można stwierdzić, że odbywał się tam wówczas pewien rytuał, a scenariusz wydarzeń był tak zaplanowany, że stopniował napięcie i niepewność przybyłych więźniów.

Pierwszy postój na trasie z dworca kolejowego do więzienia celowo był zorganizowany tuż przed zamkniętą bramą zakładu karnego. Wówczas strażnicy wydawali komendę "Na kolana padnij!". Jak wynika z relacji i wspomnień reakcja więźniów była oczywista. "Rzuciliśmy się wszyscy na ziemię, [...] i patrzyliśmy na ciemniejącą przed nami bramę z autentycznym szacunkiem. Na nasze głowy sypał się grad ohydnych, wulgarnych słów: szmaty, bandyci, zdrajcy. Klęczeć grzecznie, bo nie zasłużyliście na to wspaniałe mieszkanie. Dopiero tutaj macie szansę stać się obywatelami tego kraju. Ale bardzo musicie się starać"[38]. W Rawiczu wszystkim rzucał się w oczy napis nad bramą: "Wchodzisz przestępcą - wychodzisz obywatelem". Po pierwszej lekcji pokory, jaką zafundowali skazanym strażnicy i eskorta, wszyscy oczekiwali na kolejny etap więziennej edukacji.

"Otwartą na oścież bramą wpędzono nas na brukowany dziedziniec więzienny" - wspomina więzień z Wronek[39]. Po chwili odbywało się sprawdzenie personaliów. Następnie więźniów ustawiano na dziedzińcu lub strażnicy rozkazywali im, żeby usiedli. We Wronkach praktykowano dłuższe oczekiwanie na stojąco. Niejednokrotnie w trakcie tego postoju strażnicy rozpoczynali fizyczne znęcanie się nad skazanymi. "Olbrzymi dziedziniec oznaczono klombem i ścieżką wokół niego. Kazano nam się ustawić w czarcim kręgu, w odległości 3 metrów jeden od drugiego. Towarzysze ze straży więziennej chodzili za naszymi plecami i od czasu do czasu bili pękiem kluczy w tył głowy. Uderzani więźniowie padali, tracąc przytomność. Radowało to resztę klawiszy, którzy kopniakami w brzuch i plecy pomagali odzyskać przytomność"[40]. Ze wspomnień odnotowałem również inne formy, na ogół poniżającego, powitania. "Dotarliśmy do dziedzińca więzienia - wspomina kolejny więzień Wronek - Posadzono nas na jego bruku po turecku, z rękami skrzyżowanymi na głowach. [...] Każde poruszenie ściągało na głowę śmiałka ostrą reprymendę i wiązanki wyzwisk. Oczekiwanie trwało kilka godzin. Wreszcie wyszedł do nas naczelnik więzienia. Na jego widok z przodu wyrwał się więzień mówiąc, że z tak nieludzkim traktowaniem nie spotkał się nawet na moskiewskiej Łubiance. Jak się później dowiedziałem był to Mierzwa, zastępca Mikołajczyka [...]. Naczelnik z szyderczą miną przyjrzał się mówiącemu, zapewne zdumiony jego bezczelnością. - Wy tu nie przyjechaliście do sanatorium. Jesteście po to, żeby was zgnoić - odpowiedział na tyle donośnie, aby go wszyscy słyszeli"[41]. W późniejszym okresie podobnie protestował płk dr Wacław Lipiński, przedwojenny wykładowca Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, w czasie II wojny światowej i po niej działacz opozycji niepodległościowej. Oczywiście jego uwagi dotyczące zachowania strażników zostały zbagatelizowane. W innym, cieszącym się wyjątkowo złą opinią, zakładzie karnym w Rawiczu, w okolicznościowym przemówieniu sierżant Andrzej Kukawka swoją wypowiedź rozpoczynał od słów: "Witajcie bandyci! Jesteście w Rawiczu, a w Rawiczu ja rządzę. Rządy moje, jak chyba wiecie, są twarde. Tu nikt nie podskoczy. Z mojego pawilonu wychodzi się zwykle "nogami do przodu". No chyba, że będziecie lojalnymi więźniami i uznacie swoją minioną działalność za zbrodniczą"[42].

Po dłuższym oczekiwaniu i przeróżnych szykanach straży więziennej więźniowie zdejmowali cywilne ubrania, które mogli nosić w zakładach śledczych. Zazwyczaj padała wówczas komenda: "Rozbierać się do naga!". Skazani składali ubrania przed sobą w regulaminową kostkę. Dalej następowała kolejna chwila niepewności. "Staliśmy nago i świat wokół nas zdawał się szarzeć. Wstawał nowy dzień, jakby obcy, jakby nie z naszego świata, a jednak straszliwie realny"[43]. Nagich, zziębniętych i przestraszonych rozwojem wydarzeń więźniów poddawano następnie rewizji osobistej, podczas której każdy był staranie oglądany - "zaglądano do wszystkich otworów ciała"[44].

Mniej wyszukane powitanie przygotowano kobietom w Fordonie. Wydaje się, że nie praktykowano tam uwłaczającego godności ludzkiej poniżającego klękania czy też ciężkiego pobicia skazanych kobiet. Po przyjeździe do zakładu karnego więźniarki "zapędzono do sutereny, gdzie po rozebraniu i tak zwanej kąpieli dano stare szmaty jako bieliznę i połatane, stare sukienki"[45]. Czynnościom tym towarzyszyły jednak wyzwiska i okrzyki oddziałowych oraz strażniczek. "Stoimy nagie, trzęsąc się z zimna - wspomina Maria Prorok - podczas kiedy oddziałowa Bogaczowa wykrzykiwała znane nam już ze śledztwa epitety"[46]. Psychiczne znęcanie uzupełniały głośne obelgi i złośliwe docinki. Słowa "bandytki", "prostytutki" i "szmaty" wydają się obecnie jedynymi nadającymi się do publicznego rozpowszechniania.

Rozebranych więźniów, obciążonych całym dobytkiem zapakowanym w wo­rek - zwanym w więziennym żargonie "samarą", przepędzono następnie przez długie, ciemne i kręte korytarze do łaźni. Całą drogę między dziedzińcem i łaźnią skazani odbywali zazwyczaj biegiem i to raczej szybkim. "Padała komenda: "Zabrać swoje rzeczy i biegiem do pawilonu!". Kto mógł, zgarnął w koc, co się dało i biegł do pawilonu, jak do arki zbawienia. Już pierwsi, którzy znaleźli się w otchłani korytarza, zostali zasypani gradem uderzeń i kopniaków podkutymi butami"[47]. Gdy komuś z biegnących przez szpaler strażników na krętych schodach przydarzył się upadek lub potknięcie, otrzymywał dodatkowe razy, kopniaki oraz porcję wulgarnych wyzwisk. "Pięści, klucze, buty poczuliśmy wnet na sobie. Przewracaliśmy się, padali, zrywali na nowo i resztkami sił staraliśmy się dotrzeć do celu wskazanego przez strażnika na samym końcu obstawy"[48]. Upadki powodowali również strażnicy, którzy stali pod ścianami. "Czort wiedział, co jest grane. Po ułamku sekundy pobiegłem obok wrzeszczącego klawisza - wspomina Józef Holz - który podstawił mi nogę. Przeskoczyłem i pobiegłem wzdłuż rzędu dozorców wyznaczających drogę do następnych schodów"[49]. We Wronkach ksiądz uderzony pękiem kluczy rzucił swój tobołek i do zdumionego strażnika krzyknął dobitnie: "Apage Satanas!". Świadek wydarzenia Wiesław Chrzanowski zapamiętał, że słowa te poskutkowały[50]. W trakcie biegu więźniowie gubili niektóre rzeczy ze swojego niewielkiego dobytku. Dopiero po jakimś czasie, gdy strażnicy pozbierali z korytarza i ze schodów porzucone przedmioty, mogli je odzyskać, przeszukując dużą pryzmę usypaną z pojedynczych drewniaków oraz części garderoby: spodni, koszul, marynarek itp.

Już po tych doświadczeniach, analizując wcześniejsze wydarzenia, niektórzy skazani doszli do wniosku, że błędem był zarówno bieg szybki, jak i wolny - ci skazani byli bowiem narażeni na najsilniejsze i najczęstsze razy oraz kopniaki. Najmniej natomiast uderzeń otrzymywali ci, którzy poruszali się bezpiecznie w środku grupy. W tym wypadku zbawienne okazały się również spryt i trzeźwa ocena sytuacji, jeśli w tak krytycznym momencie więźniowie mogli się nimi wykazać. Jednym ze szczęśliwców, który bez szwanku wyszedł z biegu przez szpaler strażników, okazał się Makary Sieradzki, przywieziony do więzienia we Wronkach w czerwcu 1948 r. "Wyszedłem z tej opresji nietknięty: albo ręka lub noga oprawcy okazała się o kilka milimetrów za krótka, albo moja elastyczność i sztuka uchylania się uchroniła mnie od razów"[51]. Mniej szczęścia miał natomiast Wacław Lipiński, który z racji swoich przedwojennych zajęć i zainteresowań oraz późniejszej działalności od początku został przez strażników wzięty na celownik i w konsekwencji tego, w czasie opisywanego tu wydarzenia, otrzymał kilka soczystych ciosów. W więziennej memuarystyce ten element codzienności w zakładzie karnym bywa określany eufemistycznie "ścieżką zdrowia".

Biegnącym wzdłuż korytarza więźniom towarzyszyły wrzaski i okrzyki strażników. Wykorzystując doskonałą akustykę wronieckiego zakładu karnego, próbowano wywołać strach i trwogę wśród i tak już mocno przestraszonych i sponiewieranych ludzi. Naczelnicy więzień, jak sądzę, dawali skazanym do zrozumienia, że nic nie zmieniło się w ich życiu. Tak samo źle, jak było w zakładzie śledczym, będzie również w więzieniu karnym. "Kara musi być dotkliwa!" - mówił kiedyś Rucie Czaplińskiej inspektor MBP.Ii co do tego nikt z funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa nie miał wątpliwości. Pierwszy kontakt z więzieniem powinien więc, zdaniem personelu zakładu karnego, wywołać pożądane reakcje. Dalszy przebieg specyficznego "powitania" był w zasadzie konsekwencją przyjętej wcześniej taktyki działania.

W magazynie, do którego skazani docierali już dość mocno obici, zdawali do depozytu swoją cywilną odzież oraz inne rzeczy osobiste (w tym m.in. pieniądze, zegarki, fotografie bliskich, pamiątki rodzinne itp.). Tu zaś otrzymywali najczęściej niedopasowaną bieliznę, zniszczone ubrania więzienne i obuwie - o wiele za duże niemal dla każdego drewniaki, które przy chodzeniu wydawały charakterystyczny stukot. Jeśli chodzi o odzież, to w pierwszym okresie po wojnie były to znoszone mundury niemieckie w kolorze ciemnozielonym lub czarnym. Kobiety w Fordonie również otrzymały bardzo zniszczone ubrania. Panowało wówczas powszechne przekonanie, że wcześniej - w obozach koncentracyjnych - chodziły w nich Żydówki. "Były to sukienki z obozów niemieckich, prawdopodobnie po zamordowanych Żydówkach" - tak komentowała wydarzenie jedna z więźniarek Fordonu[52]. Inna zaś dodaje w tej samej kwestii: "Nie doprane, sprasowane mechanicznie. Za chwilę odkrywamy ze zdumieniem - są to pożydowskie bluzy i spódnice z gwiazdą syjonu na plecach, żółtą opaską na rękawach. W ubraniach tych Niemcy w Fordonie więzili Żydówki. Wszystko to odbywa się w zupełnej ciszy, nie mamy sobie nic do powiedzenia, poniżenie takie każda z nas musi przeżyć sama"[53].

Kolejny etap na trasie dziedziniec więzienny - cela prowadził przez pomieszczenie fryzjera, którym zresztą także był więzień. Wszyscy byli strzyżeni regulaminowo na jeża, kobiety również. W Fordonie czynności tej z nieukrywaną satysfakcją dokonywała jedna z oddziałowych. "Kolejno wzywała i o zgrozo zaczynała golić owłosienie z całego ciała i głowy maszynką dosłownie na zero. Mimo naszej hardości i dumy nastąpił moment całkowitego załamania. Zupełna cisza... Nie miałyśmy słów. Niejedna popłakiwała. [...] Ten gwałt zadany osobowości jest bardzo trudny do przeżycia - czuje się absolutną bezbronność, jest to beznadziejne uczucie fizyczne - ból głowy, i psychiczne - tego nie można opisać"[54]. Potem była wizyta w łaźni, gdzie znajdował się basen z ciepłą wodą mieszaną z lizolem. Praktycznie dla wszystkich była to pierwsza kąpiel od kilku, a nawet kilkunastu miesięcy. Zależało to od tego, jak długo przebiegało dochodzenie i związany z tym pobyt w więzieniach śledczych. W tych ostatnich dostęp osadzonych do ciepłej wody, a co dopiero mówić o kąpieli, był zjawiskiem nader rzadkim. Przykładowo Kazimierz Moczarski przez 2 lata i 10 miesięcy w więzieniu mokotowskim nie zaznał przyjemności kąpieli i nie był w tym wypadku wyjątkiem. Stąd we wspomnieniach wizytę w łaźni określano często jako wielką ulgę[55]. Czyniono tak z dwóch względów. Po pierwsze, było to zadowolenie wynikające z od dawna oczekiwanej czystości ciała, po drugie, również z chęci pozbycia się dokuczliwej dla organizmu wszawicy lub pcheł. Wszy permanentnie towarzyszyły więźniom praktycznie przez cały okres śledztwa, a nawet i dłużej, także w podróży do zakładu karnego. Walka z wszawicą i świerzbem była trudna z uwagi na brak środków czystości oraz przede wszystkim ograniczony dostęp do wody. Dodatkowo tę nierówną rywalizację utrudniał fakt, że aresztanci w trakcie śledztwa często zmieniali cele lub nawet więzienia śledcze i, chcąc nie chcąc, ponownie byli zarażani wszawicą lub pchłami. Obrazowo przebieg tego rodzaju wydarzenia przedstawił jeden z aresztantów lubelskiej komórki NKWD. "Jak tu jest u was z wszami?" - zapytał mieszkańców celi. "U nas nie ma wszy, natomiast są pchły. Jak to pchły? Tak [...], za dwa dni nie będzie miał pan wszy, bo pchły wyniszczą wszy. Przez dwa dni zabijałem po 30-50 sztuk wszy i po 3 dniach wszy znikły - relacjonuje dalej Antoni Żurowski - po czym pojawiły się pchły. No i teraz zaczęła się istna męka. Obsiadły mnie miliony pcheł, we wszystkich zakamarkach ciała, na nosie, na oczach, wszędzie"[56]. Teraz można zrozumieć, dlaczego tak bardzo oczekiwano na jakikolwiek kontakt z wodą, o łaźni nie wspominając. Z łaźni kierowano więźniów (niewykluczone, że może nawet zadowolonych, wszak wykąpanych, odzianych w czystą, choć podniszczoną wielokrotnym użytkowaniem, bieliznę i odzież) do cel rozsianych po całym zakładzie karnym.

Warto też poświęcić nieco miejsca przyjęciu więźniarek w izolacyjnym zakładzie karnym w Inowrocławiu. Tu w 1952 r. trafiły kobiety z Fordonu, dla których zdaniem specjalistów z MBP, jak już wspomniałem, nie było nadziei na żadną "resocjalizację". To w zasadniczy sposób wpłynęło na sposób przyjęcia pierwszego, 61-osobowego, transportu skazanych. Więźniarki na dziedziniec zakładu karnego dotarły dwoma samochodami ciężarowymi. Jako szczególnie niebezpieczne, bo przecież wszystkie miały kary od 10 lat więzienia wzwyż, pojedynczo były doprowadzane do budynku więziennego. Tu podawały dane personalne i w kompletnej ciszy oczekiwały pod ścianą na resztę towarzyszek niedoli. Potem była indywidualna wizyta w łaźni. Na nową odzież składały się męskie kalesony, koszulka na ramiączkach, drelich więzienny (bluza i spódnica). Początkowo nie otrzymywały żadnego obuwia[57]. Z uwagi na izolacyjny charakter tego zakładu karnego (wręcz ewenement w historii polskiego więziennictwa przeznaczonego dla kobiet), nie dziwią nazwiska osadzonych tam kobiet, znanych z różnych inicjatyw niepodległościowych oraz koligacji rodzinnych. W Inowrocławiu swoje wyroki odsiadywały m.in. Helena Abakanowicz (żona płk. Piotra Abakanowicza), Maria Arct-Umińska (kurierka 2. Korpusu), Stefania Broniewska (żona gen. Zygmunta Broniewskiego, komendanta NSZ), Ruta Czaplińska (z Narodowego Związku Wojskowego), Maria Korniak (żona oficera WiN, straconego w 1947 r.), Jadwiga Malkiewiczowa (siostra Adama Doboszyńskiego), Maria Mazurkiewicz (żona płk. Jana Mazurkiewicza "Radosława"), Zofia Merdinger (żona przedwojennego dyplomaty), Wanda Minkiewicz (żona zastępcy mjr. Zygmunta Szendzielarza), Zofia Moczarska (żona Kazimierza Moczarskiego), Stanisława Płużańska (żona Tadeusza Płużańskiego z WiN) i Maria Szelągowska (2. Korpus, WiN). Do więzienia trafiły również kobiety powiązane ze sprawą zabójstwa Stefana Martyki, znanego spikera radiowego z "Fali 49", uwikłane w aresztowanie André Robineau oraz pracownice amerykańskiej ambasady i kilku zachodnioeuropejskich ambasad w Warszawie oskarżone o szpiegostwo[58].

Przypisy

[1] Cyt. za T. Kostewicz, Więzienie w Fordonie..., dz. cyt., s. 147-148.

[2] R. Czaplińska, Wspomnienia więzienne, "Więź" 1998, nr 5, s. 131-145.

[3] "Więziennictwo na obecnym etapie i projektowany kierunek rozwoju na najbliższy okres", Warszawa, 26 czerwca 1950 r., "Papiery Bolesława Bieruta", Archiwum Akt Nowych (dalej - AAN), sygn. 208/I, k. 20-21.

[4] Tamże, k. 23.

[5] J. Utrat-Milecki, Więziennictwo w Polsce w latach 1944-1956, Instytut Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1996, s. 44.

[6] Więźniarki polityczne mówią. Inowrocławskie więzienie to był koszmar i upodlenie, "Ilustrowany Kurier Codzienny" z 12 października 1993 r., s. 1. Warto jednak podkreślić, że pierwsze więźniarki polityczne trafiły tu już na przełomie 1945 i 1946 r., aczkolwiek w tym okresie więzienie w Inowrocławiu nie było jeszcze traktowane jako izolacyjne - najgorszy ze wszystkich zakładów karnych dla kobiet.

[7] T. Kostewicz, Więzienie w Fordonie..., dz. cyt., s. 164.

[8] B. Kołodziej, Jedziemy do Bojanowa, "Jaworzniacy" 1994, nr 3, s. 43-45; A. Sławińska, Próba reedukacji młodocianych przestępczyń politycznych w wydzielonym więzieniu w Bojanowie, referat wygłoszony 7 kwietnia 2011 r. na konferencji "Kobiety w oporze społecznym i opozycji w Polsce 1944-1989 na tle porównawczym" w Instytucie Pamięci Narodowej 7-8 kwietnia 2011 r.; taż, Obóz dla młodzieży żeńskiej w Bojanowie w latach 1952-1956, rozprawa doktorska [komputeropis], przygotowywana pod kierunkiem prof. Jana Żaryna na Uniwersytet Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie (dziękuję Autorce za kopię referatu i pierwszego rozdziału rozprawy doktorskiej).

[9] M. Telatyńska-Kowalska, Cela "małolat", "Nike" 1997, nr 37, s. 12.

[10] H. Dominiczak, Organy bezpieczeństwa PRL 1944-1990: rozwój i działalność w świetle dokumentów MSW, Bellona, Warszawa 1997, s. 70.

[11] Cyt. za M. Wyrwich, Łagier Jaworzno, dz. cyt., s. 69.

[12] K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia..., dz. cyt., s. 56-59. Na temat tej placówki zob. również: M. Żegocka, Mgła nad Jaworznem, Jaworzniacy - Fundacja Pomocy Byłym Młodocianym Więźniom Politycznym Warszawa b.d. [1999].

[13] H. Duljasz, Na drodze do inicjatyw i poszukiwań. Wspomnienia. "Gazeta Penitencjarna" 1984, nr 14, s. 2.

[14] Więcej na ten temat zob. J. Utrat-Milecki, Więziennictwo w Polsce..., dz. cyt., s. 51-52.

[15] Inne dane na temat zaludnienia zakładów karnych przytoczył Włodzimierz Janowski: 1951 r. - 98 506, 1952 r. - 117 380, 1953 r. - 103 187, 1954 r. - 91 197, 1955 r. - 89 034; W. Janowski, Stan więziennictwa i warunków odbywania kary w początkach 1956 r. w świetle sprawozdania komisji rządowej, "Teki Archiwalne" 1998, t. 3, nr 25, s. 207.

[16] T. Wolsza, Obozy i inne miejsca odosobnienia..., dz. cyt., s. 140.

[17] B. Kopka, K. Madej, NIK za kratami, "Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej" 2004, nr 3, s. 82-83.

[18] Z. Jędrzejewski, Pierwszy zakład karny dla więźniów młodocianych "Jaworzno", "Przegląd Więziennictwa Polskiego" 1961, nr 2, s. 15. Por. również K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia..., dz. cyt., s. 31.

[19] A. Sławińska, Obóz dla młodzieży żeńskiej w Bojanowie..., dz. cyt.

[20] J. Holz, Z Poniatowskiego do kamieniołomów, cz. III - Wronki, "Kronika Bydgoska" 1993, t. 13, s. 249.

[21] B. Jastrzębski, Wspomnienia z Wronek (styczeń 1946 - październik 1950 r.), s. 11. Kopia w zbiorach Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie.

[22] J. Machowska, Moje wspomnienia z lat łask i cierpień, Spotkania, Kraków-Lublin 1987, s. 68.

[23] J. Malkiewiczowa, Wspomnienia więzienne, Antyk, Lublin-Śląsk-Warszawa 1987, s. 58.

[24] D. Suchorowska, Wielka edukacja..., dz. cyt., s. 50.

[25] Z. Taranienko, Nasze Termopile. Dokumenty terroru 1944-1956, Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej, Warszawa 1993, s. 256.

[26] R. Czaplińska, Inowrocław nieznany, s. 2. Niepublikowane wspomnienia w zbiorach autora. Chciałbym podziękować mgr Agnieszce Bańkowskiej za udostępnienie kopii wspomnień.

[27] A. Maciejkowska, Nie martwcie się o mnie. (Sylwetka Haliny Sosnowskiej), "Niepodległość i Pamięć" 1997, t. 2: Więźniowie polityczni 1944-1956, s. 270.

[28] B. Kopka, G. Majchrzak, Raport O służbie bezpieczeństwa publicznego z 1946 roku, "Pamięć i Sprawiedliwość" 2003, nr 1, s. 260.

[29] B. Skaradziński, Wronki-Warszawa-Wronki. Wspomnienia kombatanta niebohaterskiego, "Zeszyty Historyczne" 1995, z. 113, s. 86.

[30] P. Woźniak, Zapluty karzeł reakcji. Wspomnienia AK-owca z więzień w PRL, Spotkania, Paryż 1982, s. 56.

[31] Powrót do Wronek..., dz. cyt., s. 123.

[32] J. Holz, Z Poniatowskiego do kamieniołomów..., dz. cyt., s. 250.

[33] Powrót do Wronek..., dz. cyt., s. 7.

[34] J. Utrat-Milecki, Więziennictwo w Polsce..., dz. cyt., s. 16.

[35] D. Suchorowska, Wielka edukacja..., dz. cyt., s. 26.

[36] Powrót do Wronek..., dz. cyt., s. 65.

[37] Bliższe dane na temat naczelników placówki: K. Szwagrzyk, Jaworzno. Historia więzienia..., dz. cyt., s. 121-126.

[38] D. Suchorowska, Wielka edukacja..., dz. cyt., s. 21.

[39] W złowieszczych murach Wronek i Rawicza..., dz. cyt., s 29.

[40] Tamże, s. 49.

[41] Powrót do Wronek..., dz. cyt., s. 123.

[42] J. Horodniczy, Młodsi od swoich wyroków, Volumen, Warszawa 1997, s. 110.

[43] W złowieszczych murach Wronek i Rawicza..., dz. cyt., s. 49.

[44] Tamże, s. 70.

[45] Zawołać po imieniu..., dz. cyt., s. 66.

[46] M. Prorok, Byłam w więzieniu kobiecym Fordon!, "Nike" 1997, nr 37, s. 24.

[47] W złowieszczych murach Wronek i Rawicza..., dz. cyt., s. 49.

[48] P. Woźniak, Zapluty karzeł reakcji..., dz. cyt., s. 57.

[49] J. Holz, Z Poniatowskiego do kamieniołomów..., dz. cyt., s. 251.

[50] W. Chrzanowski, Pół wieku polityki czyli rzecz o obronie czynnej. Z Wiesławem Chrzanowskim rozmawiali Piotr Mirecki i Bogusław Kiernicki, "Ad Astra", Warszawa 1997, s. 221.

[51] M. Sieradzki, Życie bez chorób, Centrala Usługowo-Wytwórcza "Różdżkarz", Poznań 1990, s. 29.

[52] Zawołać po imieniu..., dz. cyt., s. 66.

[53] M. Prorok, Byłam w więzieniu..., dz. cyt., s. 25.

[54] Tamże.

[55] Na temat higieny w więzieniach śledczych zob. W złowieszczych murach Wronek i Rawicza..., dz. cyt.; Powrót do Wronek..., dz. cyt.; Zawołać po imieniu..., dz. cyt.; Z. Taranienko, Nasze Termopile..., dz. cyt.; J. Malkiewiczowa, Wspomnienia więzienne, dz. cyt.; D. Suchorowska, Wielka edukacja..., dz. cyt.; W. Minkiewicz, Wspomnienia 1939-1954, "Zeszyty Historyczne" 1987, z. 81, s. 91-179; Z. Augustyński, Miesiące walki 1945-1946. Ze wspomnień redaktora "Gazety Ludowej", "Głos", Warszawa 1988; J. A. Sil, Z. Kowalski, Zamek lubelski 1944-1954, "Niepodległość" 1991, t. 24, s. 93-131; M. Sieradzki, Życie bez chorób, dz. cyt.

[56] A. Żurowski, W walce z dwoma wrogami, Rytm, Warszawa 1991, s. 21.

[57] R. Czaplińska, Inowrocław nieznany, dz. cyt., s. 1-2.

[58] M. Pietrzyk, Więzienie w Inowrocławiu..., dz. cyt.