Promienie porannego słońca wdarły się do dziupli, budząc całą wiewiórczą rodzinę. W lesie rozlegało się ćwierkanie ptaków.
- Chrrr... - zachrapał tata, przeciągając się na legowisku z liści.
- Tatku, nie mogę spać! Chrapiesz jak stary niedźwiedź! - burknęła Wiewiórka Ula.
- I tak musisz już wstawać, czas na lekcję z Panem Szczurkiem - odezwała się mama. - Zjedz kilka żołędzi, musisz mieć siłę na naukę i zabawę.
- Nie chcę tam iść! Nikogo tu nie znam. Tęsknię za naszym poprzednim domem i za moimi przyjaciółmi: za Sową Dorotką, Łasicą Ludmiłą, Łosiem Karolem...
- Kochanie, wiesz przecież, że naszego starego domu już nie ma. Poznasz tu nowych przyjaciół, zobaczysz - powiedziała mama.
Wiewiórka Ula pokicała na polankę, na której odbywały się lekcje z Panem Szczurkiem. Inne zwierzęta zgromadziły się już wokół wielkiego kamienia, na którym zwykle siadał nauczyciel, i oczekiwały na rozpoczęcie zajęć. Ula zbliżyła się do nich nieśmiało, pomachała łapką i powiedziała:
- Cześć, mam na imię Ula, jestem tu nowa. Miło mi was poznać.
- Czeeeść Ulaaa - odpowiedziały chórem zwierzęta, patrząc na nią z zaciekawieniem.
Po chwili wyłonił się Pan Szczurek. Był najstarszym i najmądrzejszym zwierzęciem w całym lesie. Kiedyś mieszkał w dużym mieście, ale pewnego dnia postanowił przeprowadzić się bliżej natury i zamieszkać wśród drzew, a nie wysokich budynków.
Na swoich lekcjach uczył młode zwierzęta wielu interesujących rzeczy. Przestrzegał ich także przed różnymi niebezpieczeństwami: przed pożarami, burzą, upałem, drapieżnikami a także przed złymi ludźmi. Ula skuliła się ze strachu pod własnym ogonkiem na samo wspomnienie drwali, którzy wycięli drzewo z jej poprzednim domem.
Nagle zza krzaków wynurzył się spóźniony uczeń - Ślimak Tobiasz.
- Pp... Prze... Przepraszam! - wyjąkał zasapany. - Już pędzę! - zawołał, sunąc powoli po ziemi.
- Miałeś wstawać wcześniej, żeby się nie spóźniać - skarcił go Pan Szczurek.
- I wstałem! Przysięgam! Sssunąłem w ekspresowym tempie!
- No dobrze, dobrze. Dołącz do reszty. Za chwilę zaczynamy grę w szyszki. Połączcie się proszę w pary. Zanim jednak to zrobicie, chciałbym serdecznie powitać naszą nową uczennicę, Wiewiórkę Ulę - powiedział Pan Szczurek. Speszona Ula pomachała ponownie łapką do pozostałych zwierząt. Czuła się nieswojo, przebywając w grupie nieznajomych.
Nadszedł czas gry. Wszystkie zwierzęta zaczęły w popłochu łączyć się w pary. Wiewiórka Ula szukała kogoś, kto mógłby z nią zagrać, ale niestety wyglądało na to, że wszyscy mieli już swojego partnera do gry.
- Mogę zagrać z tobą? - odezwał się ktoś za jej plecami. Odwróciła się i zobaczyła za sobą Ślimaka Tobiasza. "To będzie niezwykle szybka gra" - pomyślała.
- Pewnie - odparła bez przekonania. I tak nie miała innego wyboru.
- Jesteś tu nowa? - zapytał.
- Tak, nowa... - westchnęła Ula. - Mieszkałam kiedyś w innym lesie, ale nasze drzewo zostało wycięte. Musieliśmy szukać nowego domu.
- Ojej, współczuję. Dobrze, że ja mój dom noszę zawsze ze sobą.
- Musi tam być bardzo ciasno - zaciekawiła się Ula.
- Przynajmniej nie muszę sprzątać mojego pokoju - zaśmiał się Ślimak Tobiasz.
Rozpoczęła się gra. Jedno zwierzę miało za zadanie rzucić szyszkę na koniec polany, a drugie jak najszybciej przynieść ją z powrotem. Pan Szczurek mierzył czas.
- Wiewiórka i ślimak... Ha ha! Ciekawe, jak szybko Tobiasz dobiegnie do szyszki - zachichotał Zając Leszek, wykonując przy tym wysokie susy w górę. - Patrzcie, jaki jestem zwinny, nikt ze mną nie wygra!
- Przegrasz przeze mnie - powiedział smutno Tobiasz. - Nie umiem ani szybko pobiec do szyszki, ani rzucić jej tak daleko, jak wymaga Pan Szczurek.
- Nieważne - odezwała się Wiewiórka Ula. - Nie musimy wygrać, to tylko zabawa! Rzucę szyszkę pierwsza, a ty po nią pobiegniesz... tfu - popełzasz!
- Świetny pomysł! Może zdążę przynieść ją z powrotem przed kolacją - odparł bez przekonania ślimak.
Ula wzięła duży zamach i wyrzuciła szyszkę najdalej, jak potrafiła. Rozpędzona szyszka doturlała się do końca polany.
- Udało się! Teraz spróbuj jak najszybciej po nią pójść - zwróciła się do Tobiasza. Ślimak nadął się, poprawił muszlę na swoim grzbiecie i skierował się w stronę drugiego krańca polany. Zanim zdążył wystartować, zajęcza drużyna była już obok wyrzuconej przez siebie szyszki.
- Hmm... Ta gra jest niesprawiedliwa. Nie możemy konkurować z dwoma zającami, dzięcioł i sarna też będą dużo szybsze. To bez sensu! Może po prostu... ucieknijmy? - zapytała Ula.