Wiersze - Zygmunt Krasiński

Kup ebooka

12.50 zł
10.25 zł (9,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Błękit duszy

Myślałem nieraz - przez znak dotykalny

Wyrazić Tobie ten świat idealny, Cudowny, skryty, własny twego ducha, Zkąd życie twoje co chwila wybucha - W którym twa dusza łamiąc się na dwoje, Jakiemś podziemnem i wewnętrznem okiem Patrzy przed sobą w własne myśli swoje, Wiecznym z jej głębi rwące się potokiem! A choć się w przepaść sama rozstępuje, Zawsze się jedną, zawsze całą czuje.

Tak Eter niebios choć tylko promieniem Gwiazd swoich widny - gwiazdy owe rodzi Przedziela, łączy i wszystkie obwodzi Rozbłękitniony wieczności pierścieniem! Każda w nim żyje, kołuje, umiera - One są jego myślami na niebie -

On ich rodzicem, a jednak sam siebie W ich barwy stroi, w ich ognie ubiera - Dopiero niemi roziskrzony cały Zowie się niebem i drży w blaskach chwały!

Jak Eter w świecie, tak jest w twojej duszy Błękit odwieczny, niebieski, kryjomy; Co wtedy tylko staje się widomy, Gdy się na poprzek rozedrze i wzruszy - Gdy się w wir myśli rozbije, rozłamie, I w myślach własnych, jakby w gwiazd szeregu Ujrzy odwieczne światła swego znamie, Sam siebie porwie do życia i biegu! Lecz twój ten błękit, co wszystko kojarzy, Co raz jest źródłem - to znowu łańcuchem, Co razem z Tobą i nad Tobą marzy, Wieszli ten błękit jak się zowie? Duchem! Duch Twój na wieki Boskiego odnoga Dzieli się w Trójcę, jak wielki Duch Boga Nawzajem patrzy, i sam jest patrzony I w każdej chwili życia ma trzy strony, Z których się jedna na myśli rozkraja, A druga patrzy - Trzecia wszystko spaja! Lecz ciebie godząc połączeń miłością I myśli Twoje odnosząc do Ciebie Czyż duch ten trzeci nie jest Twą całością? Gwiazd i błękitu zlaniem się na niebie! ...............

Co mi się marzy?

W starożytnym tym kościele

U stóp smętnych tych ołtarzy, Ach! pamiętam o aniele! Tyś klęczała z łzą na twarzy!

I w tym domku wiejskim, małym, Kiedy nocna cisza była, Tyś konając sercem całem Gorżko także się skarżyła!

I tam później na wyżynach Uwieńczonych ruinami, Ty, siadając na ruinach Hymn śpiewała - westchnieniami!

Dziś na brzegu mórz bez końca, Gdzie świat w wiecznym kwitnie maju, Tobie jednej nie ma słońca! Ty samotna w wiosen raju!

Nad twą duszą jest potęga Niewidzialna, która truje! W przeszłość, w przyszłość po jad sięga, Teraźniejszość jadem psuje!

W każdem miejscu, w każdej dobie Pośród krzyżów świętych, święty Nad twem sercem - jak na grobie - Krzyż nieszczęścia - ach! zatknięty!

Boś z niebieskich gwiazd zesłana! Więc na ziemi, gdzie aniele Nie świat Boga - lecz szatana, Łzy masz tylko, łzy w podziele!

Jeżli kochasz, nieszczęśliwa Wiecznie będziesz - bo kochanie Wszystkie związki z ludźmi zrywa, Bolem tylko płaci za nie!

Ale jeżli kochasz święcie, Choć ci serce w proch się skruszy - Ty uczujesz - wniebowzięcie - W każdym bólu twojej duszy!

I ja także już znękany - Świat ten u mnie w poniewierce, Odkąd hańbę wziąłem w serce, I wróg okuł mnie w kajdany!

Gdzie niewola - tam w rozpaczy Człowiek żyje na swej niwie, Ciąg dni krótkich buntem znaczy, I umiera nieszczęśliwie!

Mnie się marzy wśród wspomnienia Snów przedziemskich, że gdzieś w niebie Wśród mar błędnych przedstworzenia, Jam Cię widział, jam znał Ciebie!

Mnie się marzy - żeś w koronie, Z meteorów tam siedziała W sukni srebrnej, na chmur tronie, I żeś harfę w ręku miała -

Mnie się marzy - że księżyce Pod twą stopą się tam lśniły I że wszystkie anielice Nie tak piękne, jak ty były!

Mnie się marzy, żeś twym śpiewem Gwiazdy w biegu wstrzymywała I umilkłszy, znów zalewem W noc błękitną je rzucała!

Mnie się marzy, że w tem niebie Tyś mnie zwała bratem, droga! Dziś powraca brat do Ciebie - Znów Cię woła w imię Boga!

Daj mi rękę, pójdziem razem W puszcze wielkie, precz od ludzi, Gdzie nas jednym śmierci głazem Bóg przywali - nikt nie zbudzi!

Chyba słowik siądzie wiosną, I konwalie tam porosną - Chyba w nocy, jak gromnica, Grób omignie błyskawica!

I znów potem cicho będzie Nam obojgu - po nad czołem! Kwiaty - błękit - wieczność wszędzie Nad człowiekiem i aniołem!

Boleść rozłączenia

Czyż z Tobą wtedy raz ostatni byłem?

Smutnem przeczuciem dusza mi się żali, Bo na tym świecie wszystko co marzyłem Przeszło jak chmura i znikło w oddali!

I dla mnie rozdział jest godłem kochania Bom ile razy w życiu nienawidził, Los ze mnie wtedy połączeniem szydził, I gdziem przeklinał, nie było rozstania!

Tych tylko wiecznie ze łzami żegnałem, Których me serce czciło lub kochało - I teraz, patrzaj, podobnie się stało - Znać, gdzieś została, tam kochać musiałem.

Gdzież jesteś teraz? czy sama w komnacie Dumasz nad dniami ubiegłych radości? Gorżko ci w duszy po anielskiej stracie I rozpacz matki na Twem czole gości -

A możeś poszła chodzić po nad brzegiem Wód źwierciadlanych, gdzie fala spieniona Konając stopy głaskała ci śniegiem - Ja byłem wtedy przy Tobie - jak ona!

Jak ona, dzisiaj rozbity, daleki, Nie wiem gdzie jestem, przed ludźmi się kryję - Ona gdzieś w morzu przepadła na wieki - W Twojej pamięci czy ja dotąd żyję?

Ona szczęśliwsza, bo poszła w głębiny, Nie czując żalu, nie znając miłości, Dla niej nie było uroku godziny I dla niej nie ma rozstania wieczności!

Ona śpi teraz na koralu łożach - żaden jej wicher rozbicia nie wróży - A ja się błąkam po życia bezdrożach, Miota mną burza i skonam wśród burzy!