Wiersze przeciwko opodatkowaniu poezji - Zbigniew Machej

Kup ebooka

8.54 zł
7.09 zł (7,26 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Pukanie

Elegia wigilijna z 2004 roku

Urbi et orbi

Noc przedsylwestrowa w Pradze AD 2003

Kolęda pracowników służby drogowej w czasie srogiej zawiei śnieżnej

Żeby dobrze

Trzy komunikaty meteorologiczne

Mars Express

15 fraszek z dziejów kultury zachodniej

Śmierć Elvisa Presleya

Oda do Świętego Apollinaire'a

Młody Hrabal

O co chodzi w czeskim filmie z lat sześćdziesiątych

Wyprawa

Piosenka dla odwołanego rabina

Dwa ogłoszenia drobne

Trzy apele do zakochanych

[Na jabłoni koło chlewa]

Jak pies kurzył skręta

Mamut bałamut

Stare dżinsy

Dobre rady do wyhaftowania na makatkach

Bruno w Mikulowie

Ach, trawy

Rozkosze wiedeńskiego ringu

Uroki Wiednia

Łyżeczka

Kylie

Piosenka nowej głowy z Paryża

Nowy, wspaniały blond

Tom Cruise pisze, a następnie drze na strzępy list do Nicole Kidman

Kolory na jesień

Sushi

Portola

[niedaleko padnie granat od jabłoni]

Wiersz podyktowany mi we śnie przez Czesława Miłosza nazajutrz po jego śmierci

Przyłosz na skautce

Wierszyk z zapałkami dla Andrzeja

Trylogia

Fraszka dla dorosłych czytelników bajek i dorosłych bajkopisarzy, zwłaszcza zaś dla Adama Wiedemanna, autora Bajek zwierzęcych

W bajkach naszych

Henryk Bereza pisze list do Adama Wiedemanna i za parę lat publikuje fragment tego listu w "Twórczości"

Duch poezji

Piosenka lobbującego w sprawie zwolnienia poezji z podatków

Wiersze przeciwko opodatkowaniu poezji

Dwa przykazania dla przyszłego harcerstwa

Pukanie

I

Była noc. Chyba zimowa. Siedziałem w kuchni

przy stole i czytałem gazetę. Wtem

usłyszałem pukanie w szybę, tuż obok mnie,

na wyciągnięcie ręki, ale po drugiej stronie

okna. I naturalnie nie było widać, czy to jakaś ręka

tak puka, czy co. A cóż to za pukanie o szybę

po nocy, i w dodatku w okno na trzecim

piętrze? - przestraszyłem się trochę i niewiele

myśląc odsunąłem firankę i w odpowiedzi

zapukałem w szybę ze swojej strony.

I zaraz potem tak walnęło, że się obudziłem.

II

Obudziłem się na kanapie w pokoju

telewizyjnym. Zasnąłem w ubraniu, pod kloszem

zapalonej lampy nocnej, w ręce trzymałem książkę.

Na budziku dochodziła druga. Noc była ciepła, chyba

czerwcowa, w mieszkaniu cicho, żona spała w sypialni

obok, dzieci w swoim pokoju, jak to w nocy. Ja jednak

nie spałem. Wstałem, poszedłem do ubikacji, potem

do łazienki, cicho i na krótko, żeby nikogo nie obudzić.

I potem położyłem się do łóżka. Jednak nie mogłem

zasnąć, było mi niewygodnie, nieswojo, niepewnie

i w głowie jakieś myśli snuły mi się nieswojo

i niepewnie. Noc była ciepła, powietrze suche,

zachciało mi się pić. Wygramoliłem się z łóżka

i wolno, jak najciszej, poszedłem do kuchni,

przez pokój telewizyjny, jasny od ulicznych świateł,

i przez ciemny przedpokój. W kuchni zapaliłem

światło, napiłem się wody z plastikowej butelki

i usiadłem przy stole obok okna. Na stole

leżała gazeta, teraz już wczorajsza, a może

przedwczorajsza. Była noc. Była sobie.

Chyba już nie dzisiejsza. Może

jutrzejsza.

Elegia wigilijna z 2004 roku

Ach, gdzie są te wigilie, co dawniej bywały,

Gdzie Boże Narodzenie zasypane białym,

Baśniowym śniegiem, ruskim mrozem skute?

Już tylko w telewizji... Czego to jest skutek,

Że deszcz leje w Wigilię? I z czyjej to winy

Jakoś inaczej teraz mielą Boże Młyny?

Przyroda pokrzywdzona może mści się na nas,

Ale nie jest tak zimno, gdy się wstaje z rana.

Barbary są po wodzie i Święta po wodzie,

Dawne prawidła zerwał jakiś cwany złodziej.

I nawet na pasterkę lud się tak nie garnie,

Bo polski katolicyzm ma się coraz marniej.

Dzisiaj co drugi Polak już się z Świąt nie cieszy,

Co trzeci woli w Święta beznadziejnie grzeszyć.

Anioły nie zstępują, krowy nie klękają,

Dobry czas antenowy w telewizji mają

Chorzy, niepełnosprawni, bezdomni i biedni,

Lecz dochód ze sprzedaży opłatków jest średni.

Już nie jest tak skuteczny świąteczny marketing -

Kolędy reklamowe, Mikołaj, confetti,

Choinki przystrojone bombkami z Papieżem

I w chlewie gadające o północy zwierzę.

Zamiast polskiego karpia carpaccio z miecznika,

Sushi, owoce morza. Tradycja zanika,

Ale żołnierzom polskim, co służą w Iraku

W kuchni polowej pewnie nie zabraknie maku.

Kapelan do nich powie o misji, o dumie,

Bo żołnierz lepiej służy, kiedy to rozumie.

A służyć dzielnie trzeba i w świątek, i w piątek,

Bo każdy dzień jest dobry na rzeź niewiniątek.

Urbi et orbi

Papież ma twarz starego, chorego człowieka.

Z ust mu po brodzie kropla świętej śliny ścieka,

kiedy chrapliwie, z trudem wygłasza orędzie.

Świat jednak woli zostać przy swoim obłędzie.

Ojciec Święty powtarza "Pokój. Dobro. Miłość."

Świat wrednie komentuje "Hopla! To już było!

Lepiej zobaczmy, co jest na innym kanale."

A Ojciec Święty głosi orędzie wytrwale.

"Kochamy cię! Kochamy!" - skandują dziewczyny,

które są na pielgrzymce z dala od rodziny

i licznie nawiedziły Plac Świętego Piotra.

Świat jednak ma naturę lubieżnego łotra,

co na tych dziewczyn cnotę bezczelnie szarżuje

i swojej pedofilii nawet nie maskuje,

bo jest źle wychowany, do głębi zepsuty.

I nie był w ciemię bity, ale za to kuty

bardzo profesjonalnie na cztery kopyta

(Jakimi metalami? Lepiej się nie pytać).

Bo świat ten jest podobny do owego łotra,

któremu nie smakuje żadna z czystych potraw,

tego, co z lewej strony umiera na krzyżu

nie udręczony wcale przez sumienia wyrzut,

tego, co nie żałuje, nie wyraża skruchy,

bo mają nad nim władzę najzłośliwsze duchy.

Dla niego jest daremne orędzie Papieża,

bo ze złej drogi wcale schodzić nie zamierza.

Z wargi Ojca Świętego ścieka strużka śliny,

w stajence świeci Światło Niebieskiej Dzieciny.

A nad dachami Rzymu szybuje kostucha,

co na papieskie słowa też jest całkiem głucha.

Na nic się nie ogląda, tylko robi swoje.

I stąd są w różnych krajach wielkie niepokoje

i pod dnem oceanów tektoniczne ruchy,

zamachy terrorystów, bombowe wybuchy:

bo nie da się zatrzymać żarłocznej kostuchy.

(2004)