Pukanie
I
Była noc. Chyba zimowa. Siedziałem w kuchni
przy stole i czytałem gazetę. Wtem
usłyszałem pukanie w szybę, tuż obok mnie,
na wyciągnięcie ręki, ale po drugiej stronie
okna. I naturalnie nie było widać, czy to jakaś ręka
tak puka, czy co. A cóż to za pukanie o szybę
po nocy, i w dodatku w okno na trzecim
piętrze? - przestraszyłem się trochę i niewiele
myśląc odsunąłem firankę i w odpowiedzi
zapukałem w szybę ze swojej strony.
I zaraz potem tak walnęło, że się obudziłem.
II
Obudziłem się na kanapie w pokoju
telewizyjnym. Zasnąłem w ubraniu, pod kloszem
zapalonej lampy nocnej, w ręce trzymałem książkę.
Na budziku dochodziła druga. Noc była ciepła, chyba
czerwcowa, w mieszkaniu cicho, żona spała w sypialni
obok, dzieci w swoim pokoju, jak to w nocy. Ja jednak
nie spałem. Wstałem, poszedłem do ubikacji, potem
do łazienki, cicho i na krótko, żeby nikogo nie obudzić.
I potem położyłem się do łóżka. Jednak nie mogłem
zasnąć, było mi niewygodnie, nieswojo, niepewnie
i w głowie jakieś myśli snuły mi się nieswojo
i niepewnie. Noc była ciepła, powietrze suche,
zachciało mi się pić. Wygramoliłem się z łóżka
i wolno, jak najciszej, poszedłem do kuchni,
przez pokój telewizyjny, jasny od ulicznych świateł,
i przez ciemny przedpokój. W kuchni zapaliłem
światło, napiłem się wody z plastikowej butelki
i usiadłem przy stole obok okna. Na stole
leżała gazeta, teraz już wczorajsza, a może
przedwczorajsza. Była noc. Była sobie.
Chyba już nie dzisiejsza. Może
jutrzejsza.