Wiersze prawie wszystkie. Tom II - Agnieszka Osiecka

-
Proszę czekać

 

ACH, PANIE, PANOWIE2

Gasną ognie wśród łąk, biegną chłopcy znad rzek,

chłodna noc, długa noc zawitała na brzeg.

Śpią samotne ziemniaki w popiele,

nie przyjedzie już nikt na niedzielę...

Jeszcze czynny GS, więcej piwa niż łez,

lecz nie taki już tłok - przeszedł rok - minął rok.

Sennie chwieją się łany rzepaku,

umierają co słabsi wśród ptaków...

 

Ach, panie, panowie,

ach, panie, panowie,

ach, panie, panowie,

czemu ciepła nie ma w nas?

Co było, to było,

co było, to było,

co było, to było,

nie wróci drugi raz.

Ach, panie, panowie,

ach, panie, panowie,

ach, panie, panowie,

już ciepła nie ma w nas.

Co było, to było,

minęło jak miłość,

prześniło, przelśniło -

wyśniło się do dna.

 

Poczerniały pnie drzew, liście porwał im wiatr,

poznikały gdzieś hen, jak nadziei mych ślad.

Niezłowione figlują szczupaki,

minął rok, znowu rok - byle jaki...

Widzisz, kończy się bal, nie mów mi, że ci żal,

przecież patrzysz nie tak, mówisz "szczęścia nam brak",

zamarzają na śmierć kartofliska,

wiem, że pora rozstania już bliska.

 

Ach, panie, panowie,

ach, panie, panowie, 

ach, panie, panowie,

czemu ciepła nie ma w nas?

Co było, to było,

co było, to było,

co było, to było,

nie wróci drugi raz.

Ach, panie, panowie,

ach, panie, panowie,

ach, panie, panowie,

już ciepła nie ma w nas.

Co było, to było,

minęło jak miłość,

prześniło, przelśniło -

wyśniło się do dna.

 

Umiem cenić twój takt,

elegancki twój styl,

kto nauczył cię tak ładnie patrzeć na łzy?

Jeszcze tulisz do ust moją rękę,

lecz zapomnisz mnie jak tę piosenkę.

Żegnaj miły, no cóż,

jak się żegnać - to już,

pięknie było nam z tym,

lecz za dużo jest zim,

ja cię może za mało kochałam,

lecz zapomnieć, to już nie umiałam.

 

Ach, panie, panowie,

ach, panie, panowie,

ach, panie, panowie,

czemu ciepła nie ma w nas?

Co było, to było,

co było, to było,

co było, to było,

nie wróci drugi raz.

Ach, panie, panowie,

ach, panie, panowie,

ach, panie, panowie,

już ciepła nie ma w nas.

Co było, to było,

minęło jak miłość,

prześniło, przelśniło -

wyśniło się do dna...

2 Piosenka z musicalu Apetyt na czereśnie.

 

BALLADA O CHMIELNEJ4

Pan słyszał? Chmielnej ma już nie być.

Coś tam rozwalą, coś tam zburzą...

To śmieszne, aż się nie chce wierzyć:

zamiast burdelu ma być urząd

i zamiast budki z piwem w bramie

będzie - ja wiem co? - mieszkanie...

 

Pan słyszał? Chmielnej ma już nie być,

Chmielnej ma nie być już...

 

W popołudnie niedzielne

będziesz chodził po Chmielnej

jak po jakiejś normalnej ulicy.

Razem z tobą bezczelnie

będą chodzić po Chmielnej

jacyś, na przykład... urzędnicy.

 

Ach, co to była za ulica...

Panie, to jeszcze jest ulica!

Niech pan się przejdzie raz po Chmielnej

wieczorem,

przy świetle księżyca...

 

Panie, w tej bramie - trzecia z lewej -

obok gnojówki stał cadillac.

Ten facet, co go miał, to świnia,

powinien za to dawno siedzieć.

Ale nie będzie siedzieć - panie,

pan wie, z kim on jadł dziś śniadanie?

 

Pan słyszał? Chmielnej ma już nie być,

Chmielnej ma nie być już...

 

A te stare kobiety, malowane kobiety,

no - które chodzą tam, chodzą wciąż nocą...

Pan je widział, no nie?

To pan pewnie już wie,

no - po co one tak chodzą, no, po co?

 

A wie pan?

Na rogu Chmielnej w cedecie

to, wie pan, lalki się paliły!

Zresztą pan czytał, to pan wie.

No, jakoś tam się potem zgasiły...

Ale ludzie, no, to bydło, swoją drogą,

żeby tratować tyle dzieci...

Że oni jeszcze pisać o tym mogą!

No, jeszcze rozejdzie się po świecie...

 

A tamten stragan za neonem,

patrz pan - naprawa wiecznych piór...

Panie, ten facet to milioner,

on żyje, panie, tak jak król!

W podwórzu - trzecie piętro, dzwonisz,

wchodzisz za kuchnię, drzwi uchylisz...

Możesz pan kupić swojej żonie

taki, proszę pana - brylant!

 

Pan słyszał? Chmielnej ma już nie być,

Chmielnej ma nie być już...

 

A ci smutni faceci, grzeczni, ładni faceci,

którzy chodzą tam, chodzą wciąż nocą...

Pan ich widział, no nie? To pan pewnie już wie,

no - po co oni tam chodzą, no, po co?

 

Ach, co to była za ulica...

Panie, to jeszcze jest ulica!

No chodź pan, przejdziemy się raz po Chmielnej

wieczorem,

przy świetle księżyca...

4 Wersja śpiewana tego utworu jest krótsza.

 

BARD

Raz pewien bard

niewiele wart

gdy poczuł pustą kieszeń,

przez ulic sześć

przez godzin sześć

oglądać chodził jesień.

(I w ogóle - miasto.)

 

A zatem - małe sklepy na Woli

w nich koślawe maczugi buraków,

dancing "Dziesięć mandolin",

tu reklama Apollo we fraku.

Na dostojną secesję

niepoważnie siusiają gołębie,

dalej ogon po "Express"

z wiadomością, kto kogo po gębie,

dalej sprzedaż dzieł sztuki -

bardzo tanio i wszystko na raty,

na kila oraz na sztuki

pejzaże koloru sałaty.

Astry w kubłach za grosze,

na przedmieściu spalona pokrzywa,

kozy jedzą pachnący groszek,

jesień liście obrywa.

 

(Wróćmy do bohatera.)

 

Więc tenże bard

niewiele wart,

zapełnić pragnąc kieszeń,

napisał wiersz

ogromny wiersz

pe te "Widziałem jesień".

 

A zatem - ja i sklepy na Woli

ja i dziesięć mandolin,

ja w kolejce po "Express",

ja w dostojnej secesji

ja i sprzedaż (moich) dzieł sztuki,

ja taniutko i wszystko na raty,

ja na kila oraz na sztuki,

ja w pejzażu koloru sałaty.

Astry mój kwiat ukochany,

pokrzywy i mole raby,

co w życiu dla mnie najdroższe,

to kozy jedzące groszek.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI