PRZEDMOWA
Napisać taki wiersz...
Zbiór Otrębskiego to miejsce niezwykłego spotkania warszawskiego flaneura, miłośnika malarstwa, z warszawskimi, a jakże, wedutami na pierwszym planie, literaturoznawcy, dziennikarza, wreszcie poety, czerpiącego obficie z wielu źródeł, by zbudować własną oryginalną przestrzeń poetycko-artystyczną. Uważny czytelnik bez trudu rozpozna w niej skamandryckie tropy czy ślady poetyki Awangardy (rytmiczność, ekonomiczność i skrótowość), tekstów końca XX wieku, Marcina Świetlickiego z jego niezwykłym wyczuciem performatywnej natury języka, Norwida, Mickiewicza, poetów renesansu czy słowne znaki antyku.
Wśród równoległych dyskursów, literaturoznawcy, historyka, przewodnika czy poety, prowadzonych z odmiennych perspektyw, w różnych poetykach i przy użyciu różnorodnych form, bardzo silnie (najsilniej?) wybrzmiewa ja-Otrębskiego. To głos mężczyzny, syna, wnuka, ojca... Silny komponent autobiograficzny, tak jednoznaczny zwłaszcza w dwóch wierszach zamykających tom ("Babcia przyszła trzeciego dnia, by odejść" Mamie oraz "Graniczna-Szpital Orłowskiego") narzuca zbiorowi, czułemu rejestratorowi okruchów doświadczania codzienności, mikroświata zwykłych pragnień i lęków każdego z nas wymiar przejmująco osobisty. (Przez cały życie bałem się, że umrze - "Graniczna - Szpital Orłowskiego").
Otrębski wciąga czytelnika w pułapki czasu, przestrzeni i historii, ale też własnych pasji, marzeń badacza i poety po uszy rozkochanego we wszystkim, co warszawskie... Wszystko, co ważne w tym tomie, dzieje się w Warszawie: każdy spacer, miłość i śmierć. Tę geograficzno-urbanistyczną identyfikację, lokalizację i formę interioryzacji jednocześnie sygnalizuje tytułowe "Wiersze pisane w Warszawie". Opowieść o doświadczeniu innych staje się opowieścią o własnym doświadczeniu Otrębskiego, a ta doświadczeniem i doświadczaniem Warszawy. Poetyka palimpsestu - to chyba najtrafniejsze określenie dla złożonej poetycko-artystycznej konstrukcji tego zbioru budowanej wierszem, prozą i obrazem - konstrukcji wielowarstwowej (Otrębski zresztą lubi sięgać po tę figurę także w innych swoich tekstach...), w której pod warstwą języka Autora uważny czytelnik dostrzeże ślady cudzej myśli i fraz: Norwida, Baczyńskiego, Krahelskiej albo Stachury (Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie / Jezu z kaplicy Baryczków w Warszawie). Współczesność (tomiku) tu i ówdzie odsłania znaki i ślady przeszłości, wchodzi z nią w nieoczywiste reakcje, co sygnalizują ciągi pozornie zaskakujących skojarzeń i tropów: "Chłopcy w kanałach" - butelczyny w pajęczynach - strzały - sylwestry - wina musujące; przechodzień - Metro Politechnika - pomnik Tysiąclecia Jazdy Polskiej - koń - jeździec - Wystawa Higieniczna (rok 1896); "Śmierć Krahelskiej" - półrybie ciało - słoneczniki - sierpniowe słońce - "Długa droga, daleka przed nami..." (Hej, chłopcy, bagnet na broń); ogród klasztoru wizytek - wizytki zdążające łodzią do Warszawy - francusko-polska królowa Gonzaga - Chopin - serce - Gdzie skarb twój, tam i serce twoje (Mt 6, 21); potop szwedzki - Ikea - Erik Jönsson Dahlbergh mapujący Warszawę - miasto całopalne - Adam Jarzębski; Dwurnik... Abakanowicz... Hasior... (i inni). Koronawirus... Warszawa itd., itd...
Czym więc jest ten tom, z jego nieskończonością osadzeń w kulturze zaproponowanych nam przez Autora? I kim jest jego Autor? Raptularz lub sylwa? - Ze swoją nieciągłością, otwartością, strzępowatością...? Czy jest to traktat filozoficzny czy może raczej spowiedź współczesnego "dziecięcia wieku"? Lub nowoczesny warszawski Karl Baedeker (Poprzez Hale Mirowskie, po Chelsea Hotel...), naznaczony przekonaniem, że nasza wiedza o świecie, nasze wrażenia z podróży po wielu krajach i po wielu kulturach ciągle realizują się i aktualizują w każdej wędrówce po ulicach Warszawy (Nie umiem być nie stąd. Znam tylko ciche języki i dosadne, twarde er. Krew w piach Warszawy - "Najgłośniejszy stolik")?
Prof. dr hab. Elżbieta Wichrowska
Uniwersytet Warszawski