WIERSZE okiełznane - Sylwia Tomaszewska

Reflow text when sidebars are open.
Zawiniona przeszłość uleciała zgliszczem
Żar żalu podstępnej godziny
Spełnienie olśnione pięknem chwili
Zawstydził wyrzut adrenaliny
Czas pędził delikatnie do przodu
Gnany obowiązkiem mijania
Szczęście zalśniło łzą w oczach
Dzień minął bez pożegnania
Namiętność gaszona przyzwoitością
Ogarniała nasze niespokojne ciała
Dreszcz niepokoju kradł nas powoli
Uciekłam... choć cię chciałam
Serce przepełnione gorącem tętna
Drgawki oszołomienia
Ty i ja, cudowna sceneria
Za wachlarzem zaprzeczenia
- Już dzieli nas tylko czas -
Cierpliwość z miłością się gania
Twoje usta i moje wciąż cierpią
Gdyż chcą poznać też nasze ciała
Przemijają bezkresy pragnień wieczności
Zatrute głębią utopijnego milczenia
Mijają sny odkrytej nieprzyzwoitości
W zamęcie odwiecznego braku spełnienia
Zarys twej twarzy krainą niezdobytą
Wilgoć poranku pozostanie marzeniem
Byliśmy blisko złączeni tęsknotą
Za niezdobytym zmysłami celem
Rozdzielił nas zdrowy rozsądek
Pozostawiając w nieładzie uczucia
Pragnienie wyrywa się na początek
Sceneria emocji u progu wyklucia
Rozwiane nadzieje kulminacyjnej akcji
Brak proporcjonalności naszych uczuć
Wciąż pragniemy dzikiej animacji
Złoża fizyczności maksymalnie poczuć
Wyrwani z obowiązkowej obecności
W hierarchii chaotycznego istnienia
Pragniemy zatrzymać czas dla miłości
Bez gorzkich wyrzutów sumienia ...
Wczoraj
Dotknął mnie
Musnął
Dziką
Delikatnością
Zaraził
Szczęściem
Upoił
Miłością
Cielesną
I umysłową
Wczoraj był
TYLKO mój
Pełen świętości
I grzeszny
W swej doskonałości
Sen
Niedokończony
Przywiał wiatr pieszczące mnie wonności twojej skóry
Ciepły dotyk warg przegonił deszczowe chmury
Wilgotne muśnięcie na plecach twojego języka
Jeszcze nikt przedtem mnie tak nie dotykał
Rozchylam wargi, udami wokół twych bioder się wiję
Zatracam w czułości czując, że tej nocy nie przeżyję
Rozpływam się w mroku i przyjemność chłonę
Nie wiem w którą świata uciec ciałem stronę
Oślepiona łuną rozkoszy ma dusza zadrżała
Zagłuszona biciem serc oddałam ci się cała
I zastał ranek szczęśliwą w twe ramiona wtuloną
Wykorzystał promyk pokusą czujność zmąconą
Wślizgnął się pod kołdrę i osuszył pot z czoła
Chcę uciec z twych objęć, na brzeg łóżka się schować
Lecz uciec nie mogę targana sprzecznymi emocjami
Kochamy się, kochamy, nocy nie ma granic ...
Zawinęłam resztkę słodyczy ostatniej miłości
W szeleszczące złotko po czekoladowym cukierku
Rzuciłam w kąt pokoju zachłannej rzeczywistości
I nastały dni puste, bez treści, szeptów i dźwięku
Pamiętasz? Byłeś przy mnie tamtej długiej nocy
W tle szampan, cicha muzyka, rozmowy do rana
Dziś otchłań wspomnień oblepia łzami moje oczy
Dusza tęskni, drży serce, a ja znów jestem sama
Jutro daleko będę, u siebie w trójmieście
Może zapomnę w końcu o tobie, kochanie
Tak marzę mieć cię dla siebie lat dwieście
Choć wiem doskonale, że to się nie stanie
~
Pamiętam. Kiedyś bardzo mnie lubił
Dziś już nie jestem tak roześmiana
Tak bardzo pragnę, by znów się upił
I wziął mnie na swoje kolana /.../
Co czuję siedząc tak w środku nocy
Patrząc przed siebie w szarość ścian?
Brak we mnie sił, agonii pełnia mocy
Radość i uśmiech przepadły w otchłań
Co czuję siedząc tak w czterech ścianach
Patrząc do góry w aksamit bieli sufitu?
Brak we mnie wiary, klęczę na kolanach
Samotność boli, byle dotrwać do świtu
Co czuję siedząc tak z wzrokiem w oknie
Patrząc na gwiazdy i czarne sklepienie?
Brak we mnie celu, od łez twarz moknie
>Niczyje< me ciało przytula cierpienie
Co czuję siedząc tak sama w pokoju
Patrząc na puste miejsce w pościeli?
Brak towarzystwa, nadmiar spokoju
Byłeś naturalnym źródłem energii
Lęk czuję przed stratą mojego szczęścia
Patrząc na mokre od łez prześcieradło
Wyczekuję mężczyzny mojego nadejścia
Monotonnie czas pcha podwójne wahadło