MOTTO ADAMA
2011
(wg S. Jesienina)
Odchodzimy sobie pomalutku
w tę krainę gdzie cisza i błogość.
Może czas już i mnie zbywszy smutku
Zabrać marny dobytek i w drogę.
Ukochane brzozowe zagaje!
Ziemio Ty! I Wy równinne piachy
wobec tych, co idą w wieczne kraje
trudno smutek skryć uśmiechem błahym.
Nazbyt mocno kochałem na świecie
wszystko to, co duszę w ciało stroi.
Pokój wam osiki, co szepczecie
liść rozplótłszy nad odbiciem swoim.
Wiele myśli przemyślałem w ciszy
wiele pieśni o sobie złożyłem.
Na tej ziemi, co jęk zewsząd słyszy
Jam szczęśliwy po prostu że żyłem.
Że kobiece całowałem piersi,
gniotłem kwiaty i trawy w parowie
i że zwierząt braci naszych mniejszych
nigdy pałką nie biłem po głowie.
Wiem że tam nie rozkwitają gaje
że nie dzwoni kłos łabędzią szyją,
więc przed tłumem idącym w te kraje
zawsze czuję dreszcz, nim w mrok się skryją.
Wiem że w kraju tym wiatr nie obudzi
pól stojących w złotej mgle promieni.
To dla tego ukochałem ludzi,
którzy żyją tu ze mną na ziemi.
Sergiusz Jesienin
MOJE MOTTO
6.06.2011
(Jako odpowiedź na słowa S Jesienina)
Też odchodzę droga którą każdy
pomalutku w tę krainę zmierza
w wieczne kraje i puste równiny,
gdzie ni kwiatów, ni ptaków, ni zwierza.
Lecz cóż na to poradzić możemy,
czas umyka jak strumień wezbrany,
ale zanim w nicość odejdziemy
jeszcze nie raz, razem zaśpiewamy.
Wierszem pisać to nie prosta sprawa.
Trza mieć serce!
Trza mieć ducha bracie!
My poeci znamy się na słowach
i wy także, co słowa czytacie.
ODCHODZI LATO
16.08.2014
Już pachnie jesieniami
rosą, mgłą i deszczem...
a jeszcze się kroplami
słońca zmierzchów pieszczę.
Jeszcze koń polny skacze,
świerszcz cyka radośnie.
Poprzez zimy marzenie
serce mknie ku wiośnie.
Gdzieś tam żaba rechocze,
może kumka?
Nie wiem...
Bociany na południe kierują się niebem.
Trawy żółkną i żniwne pola stoją puste,
czekamy na śliwy, jabłka i kapustę.
Słonecznik nieśmiało chyli głowę złotą.
Już wszyscy na powidła czekają z ochotą!
Ogórki zielone lecą do słoika!
Cukinie dostojne, dynie i papryka!
Rozsiewa swe nasiona kopru kwiat przestrojny
i zapach malin słodki wokół czuć upojny...
Powoli odchodzi lato w dary hojne
dni nie są już upalne, lecz ciepłe, spokojne.
Przechodzą nocami ciężkie, gromne burze,
przynosząc strugi wody spragnionej naturze.
A rankiem?
Mgły się srebrzą, tkane kroplą rosy
i słychać nieco cichsze leśnych ptaków głosy.
Świty są już ciemniejsze i dni krótsze nieco.
Po niebie gnane wiatrem ciemne chmury lecą.
Kłęk ziemniaków usycha, niedługo wykopki
i rżyska stoją gładkie, ustrojone w snopki.
Cebula wyczekuje złocistej koszuli,
by strojnie wyglądała na Świętej Urszuli.
A przed nią kapusta, rośnie na wyścigi!
by zdążyła zejść z pola na Świętej Jadwigi.
A potem?
Tylko szrony i zamieć nad nami
i mrozy pod drzwiami skrzypiące nocami.
I bielą puszystą wymoszczone drogi,
by nimi wędrować w nowej wiosny progi.