Wiersze, bajki i satyry - Urszula Gątkiewicz

Kup ebooka

10.00 zł
8.49 zł (10,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

MOTTO ADAMA

2011

(wg S. Jesienina)

 

Odchodzimy sobie pomalutku

w tę krainę gdzie cisza i błogość.

Może czas już i mnie zbywszy smutku

Zabrać marny dobytek i w drogę.

Ukochane brzozowe zagaje!

Ziemio Ty! I Wy równinne piachy

wobec tych, co idą w wieczne kraje

trudno smutek skryć uśmiechem błahym.

Nazbyt mocno kochałem na świecie

wszystko to, co duszę w ciało stroi.

Pokój wam osiki, co szepczecie

liść rozplótłszy nad odbiciem swoim.

Wiele myśli przemyślałem w ciszy

wiele pieśni o sobie złożyłem.

Na tej ziemi, co jęk zewsząd słyszy

Jam szczęśliwy po prostu że żyłem.

Że kobiece całowałem piersi,

gniotłem kwiaty i trawy w parowie

i że zwierząt braci naszych mniejszych

nigdy pałką nie biłem po głowie.

Wiem że tam nie rozkwitają gaje

że nie dzwoni kłos łabędzią szyją,

więc przed tłumem idącym w te kraje

zawsze czuję dreszcz, nim w mrok się skryją.

Wiem że w kraju tym wiatr nie obudzi

pól stojących w złotej mgle promieni.

To dla tego ukochałem ludzi,

którzy żyją tu ze mną na ziemi.

 

 

Sergiusz Jesienin

 

MOJE MOTTO

6.06.2011

(Jako odpowiedź na słowa S Jesienina)

 

 

Też odchodzę droga którą każdy

pomalutku w tę krainę zmierza

w wieczne kraje i puste równiny,

gdzie ni kwiatów, ni ptaków, ni zwierza.

Lecz cóż na to poradzić możemy,

czas umyka jak strumień wezbrany,

ale zanim w nicość odejdziemy

jeszcze nie raz, razem zaśpiewamy.

Wierszem pisać to nie prosta sprawa.

Trza mieć serce!

Trza mieć ducha bracie!

My poeci znamy się na słowach

i wy także, co słowa czytacie.

 

ODCHODZI LATO

16.08.2014

 

Już pachnie jesieniami

rosą, mgłą i deszczem...

a jeszcze się kroplami

słońca zmierzchów pieszczę.

Jeszcze koń polny skacze,

świerszcz cyka radośnie.

Poprzez zimy marzenie

serce mknie ku wiośnie.

Gdzieś tam żaba rechocze,

może kumka?

Nie wiem...

Bociany na południe kierują się niebem.

Trawy żółkną i żniwne pola stoją puste,

czekamy na śliwy, jabłka i kapustę.

Słonecznik nieśmiało chyli głowę złotą.

Już wszyscy na powidła czekają z ochotą!

Ogórki zielone lecą do słoika!

Cukinie dostojne, dynie i papryka!

Rozsiewa swe nasiona kopru kwiat przestrojny

i zapach malin słodki wokół czuć upojny...

Powoli odchodzi lato w dary hojne

dni nie są już upalne, lecz ciepłe, spokojne.

Przechodzą nocami ciężkie, gromne burze,

przynosząc strugi wody spragnionej naturze.

A rankiem?

Mgły się srebrzą, tkane kroplą rosy

i słychać nieco cichsze leśnych ptaków głosy.

Świty są już ciemniejsze i dni krótsze nieco.

Po niebie gnane wiatrem ciemne chmury lecą.

Kłęk ziemniaków usycha, niedługo wykopki

i rżyska stoją gładkie, ustrojone w snopki.

Cebula wyczekuje złocistej koszuli,

by strojnie wyglądała na Świętej Urszuli.

A przed nią kapusta, rośnie na wyścigi!

by zdążyła zejść z pola na Świętej Jadwigi.

A potem?

Tylko szrony i zamieć nad nami

i mrozy pod drzwiami skrzypiące nocami.

I bielą puszystą wymoszczone drogi,

by nimi wędrować w nowej wiosny progi.