I. Nieziszczalne marzenie
Liberalny hegemonizm to ambitna strategia, w ramach której liberalno-demokratyczne państwo dąży do zaprowadzenia tego ustroju w jak największej grupie krajów, a jednocześnie propaguje międzynarodową współpracę gospodarczą i budowę instytucji międzynarodowych. Państwo liberalne stara się również jak najszerzej rozpropagować swoje wartości. W niniejszej książce stawiam sobie za cel opisanie sytuacji, w której jakieś wpływowe państwo realizuje tę strategię kosztem polityki równowagi sił.
Na Zachodzie, zwłaszcza w środowiskach dyplomatycznych, często słyszy się pogląd, że liberalny hegemonizm to mądra strategia, której przyjęcie powinno być aksjomatem. Szerzenie demokracji liberalnej jest według tej koncepcji rozsądne i wskazane zarówno ze strategicznego, jak i z moralnego punktu widzenia. Przede wszystkim ma to być doskonały sposób na ochronę praw człowieka, czasem poważnie naruszanych przez państwa autorytarne. Ponieważ - zgodnie z tą koncepcją - demokracje liberalne nie chcą ze sobą wojować, dostarcza więc ona formuły umożliwiającej wyjście poza Realpolitik i budowę pokoju światowego. Zwolennicy tej wizji twierdzą również, że idea liberalnego hegemonizmu chroni liberalizm na arenie krajowej, eliminuje bowiem autorytaryzmy, które w przeciwnym razie mogłyby wspomagać - zawsze obecne w obrębie państwa liberalnego - siły antyliberalne.
Opisane powyżej rozpowszechnione przekonanie jest błędne. Mocarstwa rzadko mogą realizować liberalną politykę zagraniczną na pełną skalę, dopóki bowiem na naszej planecie istnieje więcej niż jedno mocarstwo, nie mają innego wyboru, jak tylko uważnie pilnować swojej pozycji w globalnym układzie sił i postępować zgodnie z wymogami Realpolitik. Niezależnie od ustroju mocarstwa troszczą się o swoje przetrwanie, a w systemach dwubiegunowych i wielobiegunowych zawsze istnieje groźba napaści ze strony innego mocarstwa. W tych okolicznościach liberalne mocarstwa nagminnie ukrywają swoje jastrzębie zachowania za liberalną retoryką: mówią jak liberałowie, ale działają jak realiści. Jeśli zaś zdarzy im się obrać strategię liberalną sprzeczną z realistyczną logiką, nieodmiennie tego żałują.
Bywa jednak, że demokracja liberalna napotyka tak sprzyjający układ sił, że może sobie pozwolić na wciągnięcie liberalnego hegemonizmu na swoje sztandary. Taka sytuacja najczęściej pojawia się w świecie jednobiegunowym: skoro nie ma innych mocarstw, to nie trzeba przejmować się ewentualną napaścią z ich strony. W takich okolicznościach jedyne mocarstwo prawie zawsze porzuci Realpolitik i będzie realizowało liberalną politykę zagraniczną. W uzwojenie państw liberalnych wpisana jest trudna do okiełznania mentalność krzyżowca.
Ponieważ liberalizm ceni sobie pojęcie niezbywalnych czy przyrodzonych uprawnień (praw człowieka), ideowi liberałowie są głęboko zatroskani o prawa właściwie każdej osoby na Ziemi. Ta uniwersalistyczna logika silnie motywuje państwo liberalne do angażowania się w sprawy krajów, które poważnie naruszają prawa swoich obywateli. Powstaje pokusa pójścia krok dalej, ponieważ najlepszym sposobem zagwarantowania cudzoziemcom tego, aby ich prawa nie były deptane, jest zaprowadzenie w ich krajach demokracji liberalnej. Opisana powyżej logika prowadzi wprost do aktywnej polityki zmiany ustroju innych krajów z autorytarnego na liberalno-demokratyczny. Liberałowie nie boją się podejmowania tego zadania przede wszystkim dlatego, że mają mocne przekonanie o zdolności ich państwa do realizacji zasad inżynierii społecznej zarówno w kraju, jak i za granicą. Budowa świata złożonego z demokracji liberalnych uważana jest również za skuteczny przepis na pokój międzynarodowy - przepis, który nie tylko wyeliminowałby wojny, ale także w ogromnym stopniu zmniejszył, a może nawet całkowicie zlikwidował powiązane z zagrożeniem wojennym plagi proliferacji broni jądrowej i terroryzmu. Liberalny hegemonizm uchodzi wreszcie za doskonały sposób na ochronę liberalizmu we własnym kraju.
Liberalny hegemonizm - niezależnie od całego towarzyszącego mu entuzjazmu - nie osiągnie jednak swoich celów, a porażka tego przedsięwzięcia musi się wiązać z ogromnymi kosztami. Państwo liberalne, które się na to zdecyduje, prawdopodobnie będzie toczyło niekończące się wojny, co raczej zwiększy niż zredukuje poziom konfliktu na scenie międzynarodowej, a tym samym pogłębi problemy rozprzestrzeniania broni jądrowej i terroryzmu. Co więcej, militarystyczne działania prawie na pewno stworzą wewnątrzkrajowe zagrożenie dla wartości liberalnych. Liberalizm za granicą prowadzi do antyliberalizmu w kraju. Nawet gdyby państwo liberalne osiągnęło swoje cele - szerzenie demokracji na całym świecie, pogłębianie wymiany handlowej, budowa instytucji międzynarodowych - nie oznaczałoby to jednak jeszcze pokoju światowego.
Podstawą zrozumienia ograniczeń liberalizmu jest analiza jego relacji z nacjonalizmem i realizmem. Niniejsza książka w gruncie rzeczy dotyczy tych trzech ideologii oraz ich wzajemnych powiązań z punktu widzenia stosunków międzynarodowych.
Nacjonalizm jest niezwykle wpływową ideologią polityczną - obraca się wokół podziału świata na zróżnicowane narody, które stanowią silne jednostki społeczne o swoistej kulturze. Prawie każdy naród wolałby mieć własne państwo, ale nie zawsze jest to możliwe. Mimo to żyjemy w świecie złożonym niemal wyłącznie z państw narodowych, co oznacza, że liberalizm musi współistnieć z nacjonalizmem. Państwa liberalne są zarazem państwami narodowymi. Nie ulega wątpliwości, że liberalizm i nacjonalizm mogą współistnieć, ale kiedy dochodzi między nimi do konfliktu, zdecydowanie częściej wygrywa nacjonalizm.
Oddziaływanie nacjonalizmu niejednokrotnie podważa liberalną politykę zagraniczną. Na przykład nacjonalizm przywiązuje wielką wagę do samostanowienia, co oznacza, że większość krajów sprzeciwi się próbom ingerencji mocarstwa w ich politykę wewnętrzną - a przecież właśnie o to chodzi w liberalnym hegemonizmie. Omawiane dwie ideologie zderzają się ze sobą również w zakresie praw jednostki. Liberałowie uważają, że każdy ma takie same prawa niezależnie od tego, który kraj nazywa swoją ojczyzną. Nacjonalizm jest zaś ideologią na wskroś partykularystyczną, co oznacza, że nie traktuje praw człowieka jako niezbywalnych. W praktyce ogromna większość mieszkańców świata nieszczególnie się przejmuje prawami jednostek w innych krajach. Bardziej interesują ich prawa współobywateli, lecz nawet w tym obszarze ich ideowość ma swoje granice. Liberalizm w nadmiernym stopniu podkreśla znaczenie praw jednostki.
Liberalizm nie może również konkurować z realizmem, w swojej istocie zakłada bowiem, że między jednostkami tworzącymi dane społeczeństwo występują głębokie różnice w zakresie modelu dobrego życia, które mogą sprawić, że ludzie będą próbowali zabijać się nawzajem. Potrzebne jest zatem państwo, aby pilnować pokoju. Nie istnieje jednak państwo światowe, które utrzymałoby w ryzach poszczególne kraje, kiedy wystąpią między nimi głębokie nieporozumienia. Struktura systemu międzynarodowego jest anarchiczna, a nie hierarchiczna, co oznacza, że w stosunkach międzynarodowych liberalizm nie znajduje zastosowania. A zatem każdy kraj, który chce przetrwać, musi postępować zgodnie z logiką równowagi sił. Istnieją jednak sytuacje szczególne, kiedy jakiś kraj jest tak bardzo bezpieczny, że może sobie pozwolić na rezygnację z Realpolitik i prowadzić rzeczywiście liberalną politykę zagraniczną. Prawie zawsze kończy się to źle, przede wszystkim dlatego, że na drodze liberalnego krzyżowca staje nacjonalizm.
W największym skrócie moja teza brzmi następująco: nacjonalizm i realizm niemal zawsze przebijają liberalizm. Nasz świat został w dużym stopniu ukształtowany przez te dwie potężne ideologie, nie zaś przez liberalizm. Zauważmy, że pięćset lat temu świat polityczny był bardzo niejednorodny: składał się z miast-państw, księstw, imperiów, marchii i wielu innych form politycznych. Dziś w miejsce tej różnorodności mamy prawie wyłącznie państwa narodowe. Chociaż za tą wielką transformacją stało wiele czynników, najważniejszymi siłami napędowymi procesu, który doprowadził do powstania współczesnego systemu państw, były nacjonalizm i polityka równowagi sił.
Ameryka wciąga liberalny hegemonizm na swoje sztandary
Przedmiotem rozważań w niniejszej książce jest również próba zrozumienia amerykańskiej polityki zagranicznej ostatnich lat. Stany Zjednoczone to kraj na wskroś liberalny, który po zakończeniu zimnej wojny zyskał rangę zdecydowanie najsilniejszego państwa w systemie międzynarodowym1. Upadek Związku Radzieckiego w 1991 roku stworzył Stanom Zjednoczonym idealne warunki realizacji polityki liberalnego hegemonizmu2. Amerykański establishment dyplomatyczny wciągnął tę ambitną politykę na swoje sztandary bez większych wahań i z bezbrzeżnym optymizmem co do przyszłości Stanów Zjednoczonych i całego świata. Opinia publiczna podzielała ten entuzjazm, przynajmniej na początku.
Ducha czasów doskonale uchwycił Francis Fukuyama w słynnym artykule Koniec historii, opublikowanym w okresie, kiedy zimna wojna dobiegała końca3. Liberalizm, dowodził Fukuyama, w pierwszej połowie XX wieku pokonał faszyzm, a w drugiej połowie tego stulecia - komunizm, teraz więc nie ma dla niego żadnej realnej alternatywy. Świat w końcu będzie się składał wyłącznie z demokracji liberalnych. Według Fukuyamy między tymi państwami miało nie być żadnych istotniejszych sporów ani wojen między mocarstwami. Największym problemem, z którym przyjdzie się zmierzyć w tym nowym świecie, sugerował, może okazać się nuda.
W tamtym czasie powszechnie uważano również, że ekspansja liberalizmu ostatecznie położy kres polityce równowagi sił. Zniknie ostra rywalizacja w dziedzinie bezpieczeństwa, która przez długie lata cechowała stosunki między mocarstwami, z kolei Realpolitik - dominujący od dawna paradygmat intelektualny w stosunkach międzynarodowych - trafi na śmietnik historii. "W świecie, w którym na czele pochodu maszeruje wolność, a nie tyrania - ogłosił Bill Clinton podczas kampanii wyborczej w 1992 roku - cyniczny rachunek polityki czystej siły po prostu nie działa. Nie pasuje do nowej epoki, w której idee i informacje krążą po całym świecie, jeszcze zanim ambasadorzy przeczytają depesze"4.
Chyba żaden ze współczesnych amerykańskich prezydentów nie podjął misji szerzenia liberalizmu z większym entuzjazmem niż George W. Bush, który w marcu 2003 roku, dwa tygodnie przed inwazją na Irak, stwierdził w jednym z przemówień:
Obecny reżim iracki ukazuje potęgę tyranii w szerzeniu niezgody i przemocy na Bliskim Wschodzie. Irak wyzwolony może być dowodem na potęgę wolności w przekształcaniu tego niezwykle tego ważnego regionu, wnosząc do życia milionów ludzi nadzieję i postęp. Amerykańskie interesy w sferze bezpieczeństwa i amerykańska wiara w wolność prowadzą w tym samym kierunku: w kierunku wolnego i pokojowego Iraku5.
Z kolei 6 września 2003 roku ogłosił:
Postęp wolności jest powołaniem naszych czasów, powołaniem naszego kraju. Od Czternastu Punktów [Woodrowa Wilsona] przez Cztery Swobody [Franklina Delano Roosevelta] po przemówienie [Ronalda Reagana] w Westminsterze Ameryka oddaje swoją potęgę na służbę zasad. Wierzymy, że wolność jest zamysłem natury. Wierzymy, że ku wolności prowadzi historia. Wierzymy, że spełnienie i wybitność człowieka biorą się z odpowiedzialnego korzystania z wolności. Wreszcie wierzymy, że wolność, którą tak cenimy, nie jest wyłącznie dla nas, że cała ludzkość ma do niej prawo i cała ludzkość potrafi z niej korzystać6.
Coś jednak poszło nie tak. Pogląd większości ludzi na amerykańską politykę zagraniczną dziś - w 2018 roku - radykalnie się różni od poglądu z 2003 roku, a tym bardziej od opinii z początku lat dziewięćdziesiątych. W większości ocen amerykańskich dokonań w trakcie tych wakacji od Realpolitik dominuje pesymizm, nie optymizm. Za prezydentury George'a W. Busha i Baracka Obamy Waszyngton odgrywał główną rolę w sianiu śmierci i destrukcji na Bliskim Wschodzie i w Azji Środkowej - i niewiele wskazuje na to, żeby ta zawierucha miała szybko dobiec końca. Amerykańska polityka wobec Ukrainy, którą to polityką rządzi liberalna logika, jest w znacznym stopniu odpowiedzialna za obecny kryzys w stosunkach między Rosją a Zachodem. Od 1989 roku Stany Zjednoczone przez każde dwa na trzy lata znajdują się w stanie wojny, a łączna liczba wojen wynosi siedem. Nie powinno nas to zaskakiwać. Na przekór obowiązującym na Zachodzie przekonaniom liberalna polityka zagraniczna nie jest przepisem na współpracę i pokój, lecz na destabilizację i konflikt.
W niniejszej książce skupiam się na okresie od 1993 do 2017 roku, kiedy administracje Clintona, Busha i Obamy, z których każda kierowała amerykańską polityką zagraniczną przez osiem lat, realizowały koncepcję liberalnego hegemonizmu. Prezydent Obama miał wobec niej pewne zastrzeżenia, nie wywarły one jednak większego wpływu na realne decyzje jego administracji. Prezydentury Donalda Trumpa nie analizuję z dwóch powodów. Po pierwsze, kiedy kończyłem tę książkę, trudno było określić, jak będzie wyglądała polityka zagraniczna prezydenta, chociaż jego wypowiedzi z kampanii wyborczej w 2016 roku sugerują, że - w jego opinii - strategia liberalnego hegemonizmu poniosła zupełne fiasko, w związku z tym chciałby on porzucić jej kluczowe elementy. Po drugie, istnieją powody, aby sądzić, że skoro wraz ze wzrostem znaczenia Chin i z odrodzeniem się potęgi Rosji powróciła polityka wielkomocarstwowa, Trump prędzej czy później będzie zmuszony wybrać strategię opartą na Realpolitik, nawet jeśli spotka się to ze zdecydowanym sprzeciwem na arenie krajowej.
Prymat natury ludzkiej
Kiedy naukowcy oceniają wpływ liberalizmu na stosunki międzynarodowe, z reguły zaczynają od analizy grupy teorii powszechnie postrzeganych jako liberalna alternatywa dla realizmu. Teoria demokratycznego pokoju utrzymuje, że demokracje liberalne nie wojują ze sobą, chociaż nie są bardziej pokojowe od krajów niedemokratycznych. Zgodnie z teorią współzależności gospodarczej kraje, między którymi istnieje ożywiona współpraca gospodarcza, rzadko toczą ze sobą wojny, ponieważ koszty działań militarnych są dla obu stron zaporowe. Z kolei naczelna teza liberalnego instytucjonalizmu brzmi, że państwa, które przystępują do instytucji międzynarodowych, z większym prawdopodobieństwem będą ze sobą współpracowały - ze względu na narzucone przez te instytucje ograniczenia, których przestrzeganie prawie zawsze leży w ich długookresowym interesie.
Starannie przeanalizuję każdą z tych teorii, jest jednak sprawą najwyższej wagi, aby na chwilę odłożyć na bok zagadnienie stosunków międzynarodowych i przyjrzeć się bardziej podstawowej kwestii - czym jest liberalizm i jakie są jego fundamenty ideowe. Innymi słowy: pragnę zacząć od logiki i założeń, które legły u podstaw samego liberalizmu, i ocenić ich sensowność. Kiedy oceniamy jakąś teorię, niezwykle ważne jest zbadanie zawartych w niej fundamentalnych założeń na temat natury ludzkiej. Trafnie to ujął John Locke, jeden z ojców założycieli liberalizmu: "By właściwie zrozumieć władzę polityczną [...], musimy rozważyć stan, w jakim wszyscy ludzie znajdują się naturalnie"7.
Co to jest "stan, w jakim wszyscy ludzie znajdują się naturalnie"? Jakie cechy występują u wszystkich ludzi? Udzielenie odpowiedzi na to pytanie jest ważne dla zrozumienia nie tylko liberalizmu, ale także nacjonalizmu i realizmu. W im większym stopniu dana ideologia współgra z ludzką naturą, tym większą będzie odgrywała rolę w realnym świecie. Muszę zatem przedstawić własne poglądy na temat ludzkiej natury i wyjaśnić, w jaki sposób cechy łączące ze sobą wszystkich ludzi wpływają na życie polityczne. Oznacza to w gruncie rzeczy, że muszę stworzyć zwięzłą teorię polityki, którą będzie można wykorzystać do oceny i porównania ze sobą liberalizmu, nacjonalizmu i realizmu.
Musimy sobie odpowiedzieć na dwa podstawowe pytania o naturze ludzkiej. Po pierwsze, czy ludzie są ponad wszystko istotami społecznymi, czy jednak bardziej sensowne jest podkreślanie ich indywidualności? Innymi słowy: czy ludzie są właściwie zwierzętami społecznymi, które usilnie starają się pozyskać przestrzeń dla swojej indywidualności, czy jednostkami zawierającymi między sobą umowy społeczne? Po drugie, czy nasze władze umysłowe do tego stopnia się rozwinęły, że potrafimy osiągnąć jakiś ogólny konsensus moralny w kwestii tego, co określa dobre życie? Czy potrafimy osiągnąć zgodę co do pierwszych zasad?
Według mnie jesteśmy istotami głęboko społecznymi od początku do końca naszego życia, a indywidualizm jest rzeczą drugorzędną - co nie znaczy, że nieistotną. Ponadto nie da się osiągnąć wspólnego zrozumienia pierwszych zasad, chociaż może istnieć w tej kwestii ogólna zgoda w obrębie poszczególnych grup. Ponieważ nie ma uniwersalnych prawd w odniesieniu do tego, co się składa na dobre życie, między jednostkami i grupami mogą jednak powstać fundamentalne spory.
Liberalizm bagatelizuje społeczną naturę człowieka w tak dużym stopniu, że prawie ją pomija, traktując ludzi w gruncie rzeczy jako podmioty atomistyczne. Liberałowie mądrze podkreślają jednak, że nie jest możliwe, abyśmy przybliżyli się do jakiejś powszechnej zgody w kwestii tego, co składa się na dobre życie. Innymi słowy, pogląd liberalizmu na ludzką naturę zgadza się z moim w punkcie drugim, lecz nie pierwszym. Tymczasem nacjonalizm i realizm współgrają z ludzką naturą, co tłumaczy nie tylko to, dlaczego pokonują liberalizm, kiedy znajdą się z nim w konflikcie, ale także dlaczego stanowią główne siły napędowe stosunków międzynarodowych. Nacjonalizm i realizm nie zwracają zbytniej uwagi na jednostki.
Przy wszystkich tych różnicach omawiane trzy ideologie łączy ze sobą jedna istotna cecha: wszystkie kładą wielki nacisk na przetrwanie, moim zdaniem zaś - narody dążą do posiadania własnego państwa ze względu na to, że jest to najlepszy sposób na zapewnienie sobie przetrwania, którego nigdy nie można uznawać za pewnik. Również w wymiarze systemu międzynarodowego państwa przywiązują ogromną wagę do kwestii przetrwania, w związku z tym czujnie śledzą układ sił i w ostatecznym rozrachunku dążą do hegemonii. Przetrwanie stanowi ponadto definiujący aspekt liberalizmu. Teoria ta opiera się przecież na przekonaniu, że jednostki czasem tak bardzo się ze sobą nie zgadzają co do pierwszych zasad, że próbują się nawzajem zabijać. Jednym z nadrzędnych celów państwa jest odgrywanie roli policjanta i maksymalizacja szans każdej osoby na przetrwanie.
Liberalizm polityczny
Nie zdążyłem jeszcze precyzyjnie zdefiniować terminu "liberalizm". Jest to o tyle istotne, że pojęcie to jest różnie rozumiane. To samo dotyczy nacjonalizmu i realizmu. Jest sprawą najwyższej wagi, aby precyzyjnie zdefiniować wszystkie wymienione określenia, ponieważ tylko w ten sposób można budować spójne argumenty na temat ich wzajemnych relacji i współoddziaływania na politykę międzynarodową. Precyzyjne definicje pozwalają naukowcom narzucać chaotycznej plątaninie faktów jakiś porządek, czytelnikom zaś pomagają rozstrzygnąć, czy argumenty autora są przekonujące, a jeśli nie są, to w którym miejscu i dlaczego.
Definicje nie podlegają kryteriom słuszności czy prawdziwości. Możemy dowolnie definiować nasze podstawowe pojęcia. To jednak nie oznacza, że nie mamy prawa oceniać różnych definicji. Najważniejszym kryterium oceny wartości danej definicji jest jej użyteczność dla zrozumienia badanego zjawiska. Wybrałem definicje, które, mam nadzieję, spełniają to założenie.
W moim leksykonie liberalizm polityczny to ideologia, która jest indywidualistyczna w swojej istocie i przywiązuje wielką wagę do pojęcia niezbywalnych uprawnień8. Troska o uprawnienia stanowi fundament jego uniwersalizmu - wszyscy mieszkańcy naszej planety mają te same przyrodzone prawa - oraz skłania państwa liberalne do realizacji ambitnej polityki zagranicznej. Po 1945 roku w debacie publicznej i dyskursie naukowym na temat liberalizmu kładzie się bardzo silny akcent na prawa człowieka, jak to się powszechnie nazywa. Dotyczy to całego świata, nie tylko Zachodu. "Prawa człowieka - odnotowuje Samuel Moyn - definiują najszczytniejsze aspiracje zarówno ruchów społecznych, jak i bytów politycznych - państwowych i ponadpaństwowych. Budzą nadzieję i pobudzają do działania"9.
Liberalizm polityczny zbudowany jest również na założeniu, że między jednostkami występują czasem istotne różnice w fundamentalnych kwestiach politycznych i społecznych, co wymaga istnienia państwa, które potrafi utrzymać porządek w sytuacjach, kiedy spory te mogą doprowadzić do przemocy. Wiąże się z tym wielki nacisk liberałów na kwestię tolerancji - normy zachęcającej ludzi do wzajemnego szacunku na przekór fundamentalnym sporom. Liberałowie są zgodni we wszystkich tych sprawach, ale występują między nimi również pewne różnice.
Liberalizm polityczny ma dwie odmiany: liberalizm (poszukujący) modus vivendi, jak to niektórzy nazywają, oraz liberalizm postępowy - terminologią tą będę się posługiwał w całej książce10. Można wymienić dwie ważne różnice między tymi koncepcjami. Pierwsza z nich dotyczy podejścia do praw jednostki. Liberałowie poszukujący modus vivendi pojmują prawa człowieka niemal wyłącznie w kategoriach jednostkowych swobód, przez które rozumieją wolność do działania bez obaw przed ingerencją władzy. Reprezentatywnymi przykładami tych praw są wolność słowa, wolność prasy i prawo do posiadania własności. Władza istnieje w celu ochrony tych wolności przed zagrożeniami zewnętrznymi lub ze strony innych członków społeczeństwa. Liberałowie postępowi również cenią swobody obywatelskie, czasem nazywane prawami negatywnymi, ale zależy im jeszcze na zestawie praw aktywnie propagowanych przez władzę. Uważają na przykład, że każdy ma prawo do równych szans, co można osiągnąć tylko przy aktywnym udziale władzy. Liberałowie spod znaku modus vivendi ostro kontestują pozytywne ujęcie uprawnień.
Dyskusja o prawach jednostki wiąże się z drugą ważną różnicą między liberalizmem modus vivendi a liberalizmem postępowym, dotyczącą roli państwa, a mianowicie tego, czy rola ta powinna wykraczać poza utrzymanie pokoju wewnętrznego. Liberałowie poszukujący modus vivendi zgodnie ze swoją koncepcją ochrony swobód jednostki i sceptycznym stosunkiem do praw pozytywnych utrzymują, że państwo powinno w jak najmniejszym stopniu ingerować w sprawy społeczeństwa. Co za tym idzie, z reguły nie wierzą w skuteczność inżynierii społecznej w wykonaniu władzy. Liberałowie postępowi wyznają przeciwstawny pogląd. Wolą państwa aktywne, zdolne propagować prawa jednostek, i mają znacznie większą wiarę w skuteczność inżynierii społecznej.
Choć raczej nie ulega wątpliwości, że oba rodzaje liberalizmu politycznego skupiają na sobie wiele uwagi w świecie idei, w praktyce liberalizm postępowy zatriumfował nad liberalizmem modus vivendi. Zawiłości i wymogi życia we współczesnym świecie nie pozostawiają państwom innego wyboru, jak tylko intensywnie uprawiać inżynierię społeczną łącznie z upowszechnianiem praw pozytywnych. Nie sposób zaprzeczyć ani temu, że niektóre państwa angażują się w to przedsięwzięcie bardziej niż inne, ani temu, że poziom zaangażowania może fluktuować. Nie zmienia to faktu, że żyjemy w epoce państwa interwencjonistycznego i nie ma powodów sądzić, że to się w najbliższym czasie zmieni. Na potrzeby niniejszej książki liberalizm polityczny utożsamiam zatem z liberalizmem postępowym.
Moją definicję liberalizmu należy opatrzyć trzema dalszymi uwagami. Po pierwsze, do liberalnych ideologii politycznych zalicza się dwa inne "izmy": utylitaryzm i liberalny idealizm. Można je oczywiście traktować jako warianty liberalizmu politycznego, unikam jednak tego, ponieważ kieruje nimi inna logika niż liberalizmem modus vivendi i liberalizmem postępowym. Przede wszystkim ani utylitaryzm, ani liberalny idealizm nie przywiązują większej wagi do praw jednostki, które leżą u sedna liberalizmu. Jeremy Bentham, intelektualny ojciec utylitaryzmu, nazwał przyrodzone prawa "retorycznym nonsensem, nonsensem na szczudłach"11.
Słynna książka Edwarda Halletta Carra, The Twenty Years' Crisis, napisana pod koniec lat trzydziestych XX wieku, powszechnie uchodzi za klasyczną krytykę liberalizmu w odniesieniu do stosunków międzynarodowych12. Autor nie bierze w niej na cel omawianego tutaj przeze mnie liberalizmu kładącego nacisk na prawa jednostki. Carr nie darzy zbyt wielką estymą ani liberalizmu modus vivendi, ani liberalizmu postępowego - w tamtym okresie koncepcje te nie należały do cenionych ideologii. Autor krytykuje liberalny idealizm i utylitaryzm, w Wielkiej Brytanii lat trzydziestych ideologie znacznie bardziej wpływowe13. A zatem mówiąc o liberalizmie, Carr i ja mamy na myśli co innego i w naszej krytyce pojawia się niewiele punktów zbieżnych.
Nie chcę przez to powiedzieć, że liberalny idealizm i utylitaryzm są nieistotne lub nie pomagają w zrozumieniu funkcjonowania systemu międzynarodowego. Są to jednak teorie różne od liberalizmu politycznego i ocena ich użyteczności z punktu widzenia analizy zachowań państw wymagałaby odrębnych badań.
Po drugie, terminów "liberalizm" i "demokracja" często używa się zamiennie lub łączy je ze sobą w zwrocie "demokracja liberalna". Nie są to jednak pojęcia tożsame, toteż należy je rozróżnić i wyjaśnić, jak mają się do siebie. Demokrację definiuję jako ustrój o szerokiej bazie wyborczej, w którego ramach obywatele mają możliwość wybierania swoich przywódców w okresowo organizowanych wyborach. Przywódcy ci następnie tworzą i wdrażają reguły rządzące wspólnotą polityczną. Z kolei liberalizm obraca się wokół praw jednostki: państwo liberalne uprzywilejowuje prawa swoich obywateli i chroni je za pomocą ustaw.
Możliwa jest demokracja nieliberalna, czyli ustrój, w którym wyborcza większość depcze prawa mniejszości. Taki system nazywany jest czasem tyranią większości i z pewnością można wskazać jego przykłady z realnego świata. Państwa liberalne prawie zawsze są jednak również demokratyczne, ponieważ z pojęcia niezbywalnych praw wyraźnie wynika prawo do wyboru władzy przez obywateli. Dobrze to ujął Markus Fischer: "Relacja między liberalizmem a demokracją jest asymetryczna: liberalizm w dużym stopniu implikuje instytucje demokratyczne, demokracja zaś tylko w minimalnym stopniu implikuje liberalne uprawnienia"14.
Można jednak dowodzić, że państwo liberalne, w którym mniejszości forsują oparte na uprawnieniach argumenty blokujące decyzje większości, są antydemokratyczne. Nie ulega wątpliwości, że takie sytuacje się zdarzają, nie uważam jednak takiego postępowania za antydemokratyczne, ponieważ ostateczne decyzje są zgodne z prawodawstwem czy regułami demokratycznie przyjętymi przez obywateli. Termin "państwo liberalne" na potrzeby niniejszej książki oznacza zatem liberalną demokrację15.
Po trzecie, niektórzy czytelnicy mogą postrzegać tę książkę jako ostry atak na liberalizm i dojść do wniosku, że mam wrogi stosunek do tej ideologii politycznej. Wniosek ten byłby błędny. Należy odróżnić funkcjonowanie liberalizmu na arenie wewnętrznej od jego funkcjonowania w systemie międzynarodowym. Moje poglądy na liberalizm są różne w odniesieniu do każdej z tych dziedzin.
Uważam, że na arenie wewnętrznej liberalizm jest autentyczną siłą na rzecz dobra, jest zatem bardzo pożądane, aby mieszkać w kraju, który uprzywilejowuje i chroni prawa jednostki. Poczytuję sobie za wielkie szczęście, że urodziłem się i przez całe życie mieszkam w liberalnej Ameryce. Liberalizm na poziomie międzynarodowym to jednak inna sprawa. Państwa, które prowadzą ambitną liberalną politykę zagraniczną, tak jak w ostatnich latach robiły to Stany Zjednoczone, ostatecznie doprowadzają do tego, że na świecie jest mniej pokoju. Co więcej, ryzykują osłabienie liberalizmu na arenie krajowej, co powinno wzbudzić strach w sercu każdego liberała.
Układ książki
Moje poglądy na temat natury ludzkiej i polityki obszernie omawiam w rozdziale drugim. Tam również przedstawiam moją podstawową teorię polityki, którą wykorzystam w kolejnych rozdziałach do analizy liberalizmu, nacjonalizmu i realizmu. W rozdziale trzecim opisuję liberalizm polityczny, zwracając szczególną uwagę na podobieństwa i różnice między liberalizmem modus vivendi a liberalizmem postępowym, a także wyjaśniam, dlaczego liberalizm polityczny jest dziś w dużej mierze tożsamy z liberalizmem postępowym. Pokrótce analizuję także utylitaryzm i liberalny idealizm oraz wskazuję, dlaczego nie uważam ich za teorie liberalne.
W rozdziale czwartym podejmuję kluczowe problemy związane z liberalizmem politycznym. Badam relację między liberalizmem a nacjonalizmem, jak również zastrzeżenia do liberalnej tezy o istnieniu uniwersalnych uprawnień. Do tego momentu poświęcam niewiele uwagi funkcjonowaniu liberalizmu w polityce międzynarodowej. W pierwszej połowie książki stawiam sobie za cel próbę zrozumienia, o co chodzi w liberalizmie.
W rozdziale piątym, w którym szczegółowo rozważam relacje między liberalizmem a realizmem, nareszcie podejmuję kwestię wpływu liberalizmu na system międzynarodowy. Mój podstawowy argument brzmi, że w tych rzadkich sytuacjach, kiedy jakieś państwo ma możliwość obrać kurs na liberalny hegemonizm, zazwyczaj prowadzi to do nieskutecznej dyplomacji i wojen nieosiągających swoich celów. Wyjaśniam również, dlaczego to nacjonalizm i realizm - a nie liberalizm - w dużej mierze współtworzyły współczesny system międzynarodowy, który niemal w całości składa się z państw narodowych. Wreszcie oceniam prawdopodobieństwo powstania państwa światowego, które, gdyby się zmaterializowało, diamteralnie zmieniłoby znaczenie liberalizmu dla polityki międzynarodowej.
W rozdziale szóstym argumentuję, że państwo realizujące politykę liberalnego hegemonizmu nie tylko naraża się na porażkę, ale także ponosi z tego tytułu znaczne koszty. Takie państwa niezmiennie toczą niekończące się wojny, czyli podsycają konflikty międzynarodowe, zamiast redukować ich liczbę. Pokazuję również, że liberalny militaryzm z reguły oznacza ogromne koszty dla zaatakowanego państwa, a jednocześnie zagraża liberalizmowi w kraju napastniczym.
W rozdziale siódmy, dowodzę, że nawet jeżeli liberalna polityka zagraniczna osiągnęłaby swoje główne cele - rozpropagowanie liberalnej demokracji na całym świecie, budowę systemu otwartej gospodarki światowej i powołanie wielu skutecznych instytucji międzynarodowych - świat nie stałby się bardziej pokojowy. Nadal istniałaby rywalizacja w dziedzinie bezpieczeństwa, o znacznym potencjale wywołania wojny. Wynika to z faktu, że każda z trzech teorii, na których opiera się oczekiwanie, że liberalny hegemonizm radykalnie przekształci politykę międzynarodową - teoria demokratycznego pokoju, teoria kapitalistycznego pokoju i liberalny instytucjonalizm - ma fundamentalne wady. Rozdział ósmy kończę kilkoma spostrzeżeniami na temat przyszłego kursu amerykańskiej polityki zagranicznej. Oceniam szanse na to, że Stany Zjednoczone porzucą liberalny hegemonizm i zdecydują się na powściągliwą politykę zagraniczną opartą na realizmie, połączoną z uznaniem faktu, że zdolność mocarstw do bezpośredniej ingerencji w życie polityczne innych państw silnie ogranicza nacjonalizm. Przedstawiam ponadto kilka ostrożnych uwag na temat prawdopodobnego wpływu prezydenta Trumpa na amerykańską politykę zagraniczną podczas jego kadencji w Białym Domu.
Podsumowując, omówienie natury ludzkiej w rozdziale drugim skupia się na cechach jednostek, analiza liberalizmu politycznego w rozdziałach trzecim i czwartym dotyczy jego wpływu na politykę wewnętrzną danego kraju, a rozważania w rozdziałach piątym, szóstym, siódmym i ósmym - jego funkcjonowania w wymiarze polityki międzynarodowej. Rzecz jasna, ten podstawowy schemat odzwierciedla trzy poziomy analizy - jednostka, grupa i system - które pojawiają się we wszystkich badaniach stosunków międzynarodowych16.
1 W codziennym dyskursie amerykańskim powszechnie stosuje się rozróżnienie na liberałów i konserwatystów. Liberałowie są zazwyczaj utożsamiani z Partią Demokratyczną, a konserwatyści z Partią Republikańską. Biorąc pod uwagę to rozróżnienie, nie miałoby większego sensu określanie Stanów Zjednoczonych mianem kraju głęboko liberalnego. Używam jednak terminu "liberalny" w znaczeniu nazwanym przez Louisa Hartza "klasycznym locke'owskim", co pozwala i jemu, i mnie powiedzieć, że Ameryka jest liberalna w swojej istocie, i chociaż istnieją ważne różnice między Partią Demokratyczną a Partią Republikańską, to obie strony de facto są ugrupowaniami liberalnymi. Por. Louis Hartz, The Liberal Tradition in America: An Interpretation of American Political Thought since the Revolution, Harcourt Brace, New York 1955, s. 4.
2 Stany Zjednoczone aktywnie propagowały demokrację za granicą przez cały XX wiek, co czytelnie pokazuje Tony Smith w America's Mission: The United States and the Worldwide Struggle for Democracy in the Twentieth Century (Princeton University Press, Princeton, NJ 1994). Jednak do momentu zakończenia zimnej wojny szerzenie liberalnej demokracji zawsze schodziło na dalszy plan wobec opartej na sile jastrzębiej polityki, która niekiedy wiązała się z obalaniem demokratycznie wybranych przywódców i utrzymywaniem przyjaznych stosunków z brutalnymi autokratami. Innymi słowy: aż do 1989 roku Stany Zjednoczone nie miały warunków realizacji strategii liberalnego hegemonizmu.
3 Francis Fukuyama, Koniec historii?, przeł. Barbara Stanosz, w: Czy koniec historii?, red. Irena Lasota, "Konfrontacje" 13, Pomost, Warszawa 1991. Zob. również: tenże, Koniec historii, przeł. Tomasz Bieroń, Marek Wichrowski, Zysk i S-ka, Poznań 1992; tenże, Ostatni człowiek, przeł. Tomasz Bieroń, Zysk i S-ka, Poznań 1997.
4 The 1992 Campaign: Excerpts from Speech by Clinton on U.S. Role, "New York Times", 2 października 1992.
5 President Discusses the Future of Iraq, Hilton Hotel, Washington, D.C., 26 lutego 2003. Zapis udostępniony przez Biały Dom - zob. https://georgewbushwhitehouse.archives.gov/news/releases/2003/02/print/2003022611.html.
6 President Bush Discusses Freedom in Iraq and Middle East, wypowiedź na obchodach dwudziestej rocznicy istnienia fundacji National Endowment for Democracy, Washington, D.C., 6 września 2003. Zapis udostępniony przez Biały Dom - zob. https://georgewbush.whitehouse.archives.gov/news/releases/2003/11/200311062.html.
7 John Locke, Drugi traktat o rządzie, przeł. Zbigniew Rau, w: tegoż Dwa traktaty o rządzie, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1992, s. 4. Zob. także: Francis Fukuyama, Koniec historii, przeł. Tomasz Bieroń, Marek Wichrowski, Zysk i S-ka, Poznań 1996, s. 213-216; John Rawls, The Law of Peoples: With "The Idea of Public Reason Revisited, Harvard University Press, Cambridge, MA 1999, s. 12-13, 17, 19. Jak zauważa Alan Ryan (The Making of Modern Liberalism, Princeton University Press, Princeton, NJ 2012, s. 26): "Opieranie swojej koncepcji polityki na poglądzie na ludzką naturę, który większość ludzi uważa za niewiarygodny, to budowanie tej koncepcji na ruchomych piaskach".
8 Trzy "izmy", które znajdują się w centrum niniejszych rozważań - liberalizm, nacjonalizm i realizm - są traktowane zarówno jako ideologie, jak i jako teorie, ponieważ wszystkie mieszczą się w tych dwóch zachodzących na siebie kategoriach. Dla mnie teoria to uproszczony obraz rzeczywistości, który próbuje wyjaśnić, jak świat rzeczywiście funkcjonuje w określonych dziedzinach. Teoria opiera się na powiązanych ze sobą pojęciach lub zmiennych, aby opowiedzieć historię przyczynową, która prowadzi do konkretnego wyniku. Teorie mają charakter wyjaśniający. Zob. John J. Mearsheimer, Stephen M. Walt, Leaving Theory Behind: Why Simplistic Hypothesis Testing Is Bad for International Relations, "European Journal of International Relations" 2013, t. 19, nr 3 (wrzesień), s. 427-457. Z kolei ideologia polityczna to systematyczny zbiór pojęć i zasad, które wyjaśniają, jak powinny funkcjonować określone społeczeństwa lub - bardziej ogólnie - system międzynarodowy. Innymi słowy: ideologia polityczna ma charakter normatywny, zapewniając model funkcjonowania porządku społecznego. Ideologie z natury rzeczy mają charakter normatywny, chociaż za każdą ideologią stoi teoria, co w dużej mierze wyjaśnia fakt, że omawiane pojęcia w znacznym stopniu zachodzą na siebie. Z tego powodu ideologia może być nazywana teorią normatywną, w przeciwieństwie do teorii wyjaśniającej.
9 Samuel Moyn, The Last Utopia: Human Rights in History, Harvard University Press, Cambridge, MA 2010, s. 1. W recenzji tej książki John Gray (What Rawls Hath Wrought, "National Interest" 2011, nr 111 (styczeń/luty), s. 81) odnosi się do "współczesnego kultu praw człowieka".
10 Omawiane dwa rodzaje liberalizmu - modus vivendi i progresywny - są typami idealnymi, a zatem pisma większości teoretyków liberalizmu nie pasują idealnie do jednej lub drugiej kategorii, choć niektórych tak. Na przykład John Locke bez wątpienia jest liberałem modus vivendi, podczas gdy John Rawls wpisuje się w kategorię liberalizmu postępowego. Moim głównym celem nie jest jednak kwalifikowanie liberalnych uczonych do jednej lub drugiej szkoły myślenia, lecz zrozumienie głównych linii podziału w obrębie liberalizmu oraz sposobu ich funkcjonowania w polityce wewnętrznej i zagranicznej. Co więcej, moje rozróżnienie między tymi dwoma rodzajami liberalizmu nie jest nowatorskie. W istocie wiele nauczyła mnie lektura prac innych badaczy, którzy stosują podobną dychotomię, choć używają nieco innych nazw i wysuwają nieco inne argumenty na temat treści każdego z rodzajów liberalizmu. Na przykład w trafnie zatytułowanej książce The Two Faces of Liberalism John Gray rozróżnia między "liberalizmem modus vivendi" a "liberalnym legalizmem", podczas gdy Alan Ryan przeciwstawia "liberalizm klasyczny" "nowoczesnemu". Judith Shklar, znana z tekstów o "liberalizmie strachu", pisze również o "legalizmie", w jej terminologii zbliżonym do liberalizmu postępowego. Por.: John Gray, The Two Faces of Liberalism, New Press, New York 2000; A. Ryan, The Making of Modern Liberalism..., rozdz. 1; Judith N. Shklar, Political Thought and Political Thinkers, red. Stanley Hoffmann, University of Chicago Press, Chicago 1998, rozdz. 1.
11 Za: David Armitage, The Declaration of Independence: A Global History, Harvard University Press, Cambridge, MA 2008, s. 80.
12 Edward Hallett Carr, The Twenty Years' Crisis, 1919-1939: An Introduction to the Study of International Relations, Macmillan, London 1962 [wydanie drugie].
13 Kwestię tę rozwija Jeanne Morefield w pracy Covenants without Swords: Idealist Liberalism and the Spirit of Empire (Princeton University Press, Princeton, NJ 2005).
14 Markus Fischer, The Liberal Peace: Ethical, Historical, and Philosophical Aspects, BCSIA Discussion Paper 2000-07, Kennedy School of Government, Harvard University, kwiecień 2000, s. 5.
15 Zob. tamże, s. 1-6; Stephen Holmes, Passions and Constraint: On the Theory of Liberal Democracy, University of Chicago Press, Chicago 1995, s. 8-10, 31-36.
16 Kenneth N. Waltz, Man, the State and War: A Theoretical Analysis, Columbia University Press, New York 1965.