Wielkie Trio i zamkowe duchy - Joanna Jagiełło

Kup ebooka

27.99 zł
23.23 zł (19,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Dokąd teraz pojedziemy?

Spojrzałam w obiektyw, a Nat uśmiechnął się, żeby dodać mi otuchy. Zaczęłam:

- Mam na imię Zula i jestem jedną z trojaczków. Razem z Adą i Natem tworzymy Wielkie Trio! Mieliśmy dość nudne życie, ale wszystko się zmieniło, gdy wujek nakręcił zupełnie beznadziejny program o potworze z Loch Ness, przez co prawie wyrzucili go z telewizji...

- Nie powinnaś mówić o kłopotach wujka - przerwała mi Ada. - W jakim to go stawia świetle?

Musiała się tak mądrzyć? Właśnie kręciliśmy filmik reklamowy. Nasze ponure i ciasne mieszkanie na Wygwizdowie, jak naszą okolicę nazywała mama, zupełnie się do tego nie nadawało, dlatego staliśmy teraz w ogrodzie wujka, na tle basenu i bujnie ukwieconego krzewu jaśminowca.

- Postanowiliśmy pomóc wujkowi kręcić ciekawe programy! - zaczęłam od nowa. - Projekt okazał się ogromnym sukcesem dzięki naszej inteligencji i urokowi osobistemu...

- Tego też nie mów. Brzmi, jakbyś się chwaliła. - Ada się skrzywiła.

- Dobrze, najwyżej to wytniemy! - Byłam wściekła, że znów mi przerwała. - Teraz ty, mądralo.

- Razem z wujkiem Albertem i kamerzystką Dolly wyjechaliśmy do Szkocji i ruszyliśmy tropem Nessie. Zrobiliśmy badania terenowe, przeprowadziliśmy mnóstwo eksperymentów i rozwiązaliśmy zagadkę potwora, a Zula widziała go na własne oczy! - Ada wyrzuciła z siebie potok słów. - Oczywiście jeśli nie zmyśla!

- Ja zmyślam? Po prostu mi zazdrościsz, że widziałam Nessie! - oburzyłam się.

- Przestańcie. To też się wytnie - ocenił Nat. - Teraz zmień mnie za kamerą. - Zamienił się z Adą miejscami, kichnął, a potem zaczął mówić: - Właśnie tak nazwaliśmy ten program: Na własne oczy! Wielkie Trio i potwór z Loch Ness. A dokąd pojedziemy następnym razem? Wkrótce się dowiecie. - Kichnął ponownie. - Kurczę, chyba mam uczulenie na ten jaśmin.

- No to się cofnij, żebyś nie stał przy krzaku - powiedziałam, a on zrobił wielki krok w tył.

Naprawdę wielki. Tak wielki, że...

- Nat! - wrzasnęłam, ale było już za późno.

Usłyszałyśmy plusk i Nat znalazł się w basenie. Po chwili wypełzł z wody niczym chuda foka i zaczął się otrzepywać, śmiejąc się do rozpuku.

- To przez ciebie! Po co mu powiedziałaś, żeby się cofnął? - oburzyła się Ada.

- Co cię dziś ugryzło? - zdziwiłam się, bo nie poznawałam siostry.

Bywała przemądrzała, ale nigdy aż tak niemiła!

- Jesteście niepoważni! - fuknęła. - A prowadzenie programu to wielka odpowiedzialność!

Z domu od razu wybiegli rodzice.

- Czy was nie można zostawić samych nawet na chwilę? Dostaniesz zapalenia płuc i nigdzie nie pojedziecie! - Mama wymachiwała rękami, a tata próbował ją uspokajać, choć na ustach błąkał mu się uśmieszek.

- Nie kracz, mamo! Oczywiście, że pojedziemy! - wykrzyknęłam. - A tak w ogóle... czy już wiesz dokąd? - zwróciłam się do wujka, który też wyszedł na zewnątrz.

W odpowiedzi tylko uśmiechnął się tajemniczo i powiedział, że porozmawiamy o tym podczas podwieczorku.

Nat poszedł pod ciepły prysznic, a potem usiedliśmy razem przy stole, zmontowaliśmy filmik i pokazaliśmy wujkowi, który oświadczył, że śmiało można go wrzucić do sieci. Za radą Dolly od razu po przyjeździe ze Szkocji zaczął bardzo mocno reklamować program w mediach społecznościowych.

- W ogóle mi się to nie podoba, Albercie. - Mama spojrzała surowo na brata, który publikował filmik. - Żeby im woda sodowa nie uderzyła do głowy. - Spojrzała na moją minę i wyjaśniła: - Chodzi o to, żebyście przez tę popularność przypadkiem nie stali się zarozumiali.

- Ale co to ma wspólnego z wodą mineralną?

- Bo łatwiej się upić szampanem niż wódką - stwierdził wujek, a mama wzniosła oczy do nieba.

- Na pewno nie mamy zamiaru się upijać - odparłam. - Jesteśmy dziećmi! A jeśli ktoś jest zarozumiały, to Ada! - Oskarżycielsko wyciągnęłam palec w jej stronę.

- Ja? - rzuciła niewinne spojrzenie w stronę rodziców.

- Tak, ty! Zadzierasz nosa! I ciągle na wszystkich pokrzykujesz!

- Jeśli natychmiast nie przestaniecie się kłócić, nie pozwolimy wam już nigdzie wyjechać. - Mama groźnie zmarszczyła brwi.

- Daj spokój, to rozsądne dzieciaki, na pewno już nie będą - rzekł pojednawczo wujek. - A co do mediów... tu nie chodzi tylko o popularność. Dolly uważa, że należy mieć kontakt z widzami. W końcu to dla nich robimy program.

Tata ugotował garnek kakao i pokroił ciasto drożdżowe. Nie wytrzymałam:

- Wujku, no powiedz wreszcie! Pojedziemy szukać yeti?

- Albo do Australii? - przekrzykiwaliśmy się.

Wujek pokręcił głową.

- Nie. Patrzcie, co piszą widzowie. - Przesunął w moją stronę telefon, a ja przeczytałam:

Super odcinek! Ale może by tak coś o Polsce?

Cudze chwalicie, swego nie znacie.

Mieszkam obok zamczyska nawiedzonego przez duchy. To byłby ciekawy temat!

- Duchy! - pisnęłam. - Będziemy ich szukać?

- Właśnie tak. - Wujek się uśmiechnął. - Pojedziemy szukać duchów w zamkach na Dolnym Śląsku! Muszę się tylko dowiedzieć, gdzie wpuszczą naszą ekipę.

- Będziemy spać w zamku? - Nat aż podskoczył z ekscytacji.

- Hurra! - wykrzyknęliśmy jednocześnie i od razu zapomnieliśmy o yeti i Australii, ale też o kłótniach.

Nigdy wcześniej nie spaliśmy w zamku i nigdy nie widzieliśmy ducha. Akurat co do tego byliśmy całkiem zgodni!