Wielkie poszukiwanie - Sylwia Nasar

-
Proszę czekać

STRONA REDAKCYJNA

Tytuł oryginału: Grand Pursuit: the story of economic Genius

 

 

Przekład: Konrad Pawłowski

Redakcja: Monika Marczyk

Projekt okładki: Agnieszka Wiśniewska

Skład: Jolaks - Jolanta Szaniawska

 

 

Copyright ? 2011 by Sylvia Nasar

All rights reserved.

 

Copyright ? 2011 for the Polish edition by MT Biznes ltd.

This licensed Work published under license

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione. Wykonywanie kopii metodą elektroniczną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym, optycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Niniejsza publikacja została elektronicznie zabezpieczona przed nieautoryzowanym kopiowaniem, dystrybucją i użytkowaniem. Usuwanie, omijanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

 

Warszawa 2013

 

MT Biznes sp. z o.o.

ul. Oksywska 32, 01-694 Warszawa

tel./faks (22) 632 64 20

www.mtbiznes.pl

sekretariat@mtbiznes.pl

 

 

ISBN 978-83-7746-371-0

WSTĘP. Dziewięć dziesiątych gatunku ludzkiego

 

 

 

WSTĘP

 

 

Dziewięć dziesiątych gatunku ludzkiego

 

 

Doświadczenie narodów dotyczące dobrobytu jest niezwykle krótkie.

Prawie w całej swojej historii ludzkość była bardzo biedna.

John Kenneth Galbraith,

Społeczeństwo dobrobytu. Państwo przemysłowe, 19581

 

 

Z niedoli, która oprócz nielicznych, trapi dziewięć dziesiątych

gatunku ludzkiego, składa się los jego.

Edmund Burke, A Yindication of Natural Society, 17562

 

 

 

 

Idea, że ludzkość może obrócić na swoją korzyść sytuację gospodarczą - panować nad warunkami materialnymi, a nie być ich niewolnikiem - była tak nowa, że Jane Austen nigdy nie brała jej pod uwagę.

Pomyśl o świecie obfitości za czasów króla Jerzego3, zamieszkiwanym przez autorkę Dumy i uprzedzenia. Była ona obywatelką kraju, którego bogactwo "wzbudzało zachwyt, zdumienie i, być może, zazdrość świata". Jej życie zbiegło się w czasie z okresem triumfu nad przesądami, ignorancją i tyranią, który nazywamy wiekiem oświecenia4. Jane urodziła się w stanie średnim angielskiego społeczeństwa, w którym "średni" oznaczało przeciwieństwo bycia przeciętnym lub typowym. W porównaniu do pana Bennetta z Dumy i uprzedzenia lub nawet nieszczęsnej pani Dashwood z Rozważnej i romantycznej5Austenowie byli raczej niezamożni. Jednak tak czy inaczej ich dochód, wynoszący 210 funtów rocznie, znacznie przekraczał dochody 95 proc. angielskich rodzin6. Mimo oszczędności, które Jane była zmuszona robić, by zapobiec "niewygodzie, nędzy i ruinie"7, rodzina Austenów posiadała nieruchomości, jej członkowie mieli książki, papier do pisania i czytali gazety, stać ich było również na przyjemności. Bracia Jane uczęszczali do szkół i mogli wybrać sobie profesję. Ani Jane, ani jej siostra Cassandra nie musiały pracować jako guwernantki - ten straszny los czekał Jane Fairfax, rywalkę Emmy Woodhouse z powieści Emma - lub poślubić mężczyzn, których nie kochały.

Przepaść dzieląca Austenów od tak zwanych warstw niższych była, według słów biografa, "absolutna i niepodlegająca dyskusji"8. Filozof Edmund Burke pomstował na los górników, którzy "z rzadka mogą patrzeć na słońce; pogrzebani są w trzewiach ziemi; harują, wykonując znojną i ponurą pracę, nie mając perspektyw na zmianę losu; utrzymują się przy życiu, spożywając najbardziej lichą i najpodlejszą strawę; ich zdrowie jest wątłe, a życie krótkie"9. Jednak biorąc pod uwagę ówczesny typowy standard życia, można powiedzieć, że ci "nieszczęśnicy" relatywnie nie byli w najgorszej sytuacji.

Typowy Anglik był robotnikiem rolnym10. Zgodnie z tym, co pisze historyk ekonomii Gregory Clark, jego standard życia nie był o wiele lepszy niż warunki bytowe przeciętnego rzymskiego niewolnika. Jego chałupa składała się z jednej ciemnej izby, dzielonej z żoną, dziećmi i żywym inwentarzem. Jedynym źródłem ciepła było kopcące palenisko. Miał tylko jedno ubranie. Podróżował tylko tam, gdzie mogły zanieść go własne nogi. Do jedynych jego przyjemności należały seks i kłusownictwo. Nie był otoczony opieką medyczną. Najczęściej był analfabetą. Jego dzieci pracowały, doglądając krów lub odstraszając ptactwo, dopóki nie osiągnęły wieku, w którym mogły zostać wysłane na służbę.

W dobrych czasach typowy Anglik jadł tylko najprostsze jedzenie - pszenicę i jęczmień w postaci chleba lub papki. Nawet ziemniaki były luksusem, na który nie mógł sobie pozwolić. ("One są bardzo dla was, ziemiaństwa, przydatne, lecz niezwykle kosztowne w hodowli" - powiedział jeden z mieszkańców miasteczka matce Jane Austen)11. Clark szacuje, że brytyjski robotnik rolny spożywał dziennie jedynie 1500 kcal, czyli o jedną trzecią mniej niż członek współczesnego mu plemienia zbieracko-łowieckiego z Nowej Gwinei lub Amazonii12. Oprócz tego, że cierpiał na chroniczne niedożywienie, zmiany cen chleba narażały go na śmierć głodową. Współczynnik zgonów w XVIII wieku był niezwykle wrażliwy na poziom zbiorów i wojenną inflację13. Jednak typowy Anglik miał się znacznie lepiej niż jego francuski lub niemiecki odpowiednik i Burke zapewniał czytelników, że "niewolnictwo, które praktykujemy u nas w kraju, wraz z jego wszystkimi niegodziwymi i przerażającymi aspektami, jest niczym w porównaniu do tego, co dzieje się gdzie indziej na świecie"14.

W owym czasie w Wielkiej Brytanii panowała rezygnacja. Handel i rewolucja przemysłowa zwiększyły brytyjską zamożność, co przewidział szkocki filozof Adam Smith w Badaniach nad naturą i przyczynami bogactwa narodów w 1776 roku. Jednak nawet najbardziej światli obserwatorzy akceptowali fakt, że nie może to zmienić przeznaczonego przez Boga masom losu - życia w ubóstwie i "bolesnym znoju (...) przez wszystkie dni" Pozycja społeczna została określona przez Boga lub naturę. Gdy lojalny służący zmarł, chwalono go za "poddanie się z pokorą obowiązkom nałożonym nań przez miejsce, w którym miał szczęście znaleźć się w tym życiu"15. Reformator czasów króla Jerzego, Patrick Colquhoun, musiał poprzedzić swoją radykalną propozycję, dotyczącą kształcenia dzieci ubogich przez państwo, specjalną przedmową. Tłumaczył w niej, że nie chodzi mu o to, by "były one uczone w sposób, który mógłby rozwinąć ich umysły ponad stan przeznaczony im w społeczeństwie" ani też o to, by "ci, którym dane jest żyć w trudzie jako najpośledniejsza warstwa', stali się niezadowoleni16.

W świecie Jane Austen każdy znał swoje miejsce i nikt go nie kwestionował.

 

Zaledwie pięćdziesiąt lat po jej śmierci świat zmienił się nie do poznania. Nie chodziło tylko o "niezwykły wzrost bogactwa i luksusu oraz wyrafinowanie gustów"17. Nie chodziło także o bezprecedensowe polepszenie się warunków życia tych warstw, w których z założenia nic nie miało się zmienić. Robert Giffen, statystyk epoki późnowiktoriańskiej18, uznał za konieczne uświadomienie współczesnym, że w czasach Austen wynagrodzenia były o połowę niższe, a "powtarzające się klęski śmierci głodowej stanowiły codzienność, w jakiej żyły masy pracujące pięćdziesiąt lat temu..."19. To, co przez wieki zdawało się być wykute w kamieniu, stało się nagle płynne. Pytanie nie brzmiało już dłużej, czy warunki mogą się w ogóle zmienić, lecz o ile się zmienią, jak szybko i jaki będzie tego koszt. Ludzie uświadomili sobie, że zmiany nie są dziełem przypadku lub kwestią szczęścia, lecz efektem celowego działania, woli i wiedzy.

Pogląd, że to człowiek tworzy warunki, w jakich żyje, że nie są one z góry ustalone i niezmienne, a ludzie mają na nie wpływ, jest jednym z najbardziej radykalnych odkryć wszech czasów. Podawał on w wątpliwość egzystencjalne twierdzenie, że ludzkość zależna jest od dyktatu Boga i natury. Wynikało z niego coś wręcz przeciwnego - ludzkość, uzbrojona w nowe narzędzia, gotowa jest wziąć na siebie odpowiedzialność za własne przeznaczenie. Idea ta wzbudzała radość, a nie pesymizm, wzywała do działania, a nie do rezygnacji. Przed rokiem 1870 ekonomia opisywała głownie to, czego zrobić nie można, później zaczęła zajmować się przede wszystkim tym, co jest możliwe do zrobienia.

"Pragnienie, by to człowiek o wszystkim decydował, jest główną siłą napędową badań ekonomicznych" - pisał Alfred Marshall, ojciec współczesnej ekonomii. Możliwości gospodarcze, w przeciwieństwie do duchowych, politycznych i militarnych, zawładnęły powszechną wyobraźnią. Intelektualiści epoki wiktoriańskiej mieli obsesję na punkcie ekonomii i bardzo wielu z nich osiągnęło znakomite efekty w tej dziedzinie. Zainspirowani przez postęp, który zachodził w naukach przyrodniczych, zaczęli tworzyć narzędzia do badania "pomysłowych i potężnych mechanizmów społecznych", które powodowały nie tylko bogactwo materialne, lecz również bogactwo możliwości. W końcu nowa ekonomia przekształciła życie wszystkich ludzi na tej planecie.

 

Książka, którą trzymasz w rękach, nie jest historią myśli ekonomicznej, lecz opowieścią o idei, która narodziła się w złotych czasach przed I wojną światową, została poddana olbrzymim wyzwaniom w katastrofalnym okresie międzywojennym, przez dwie światowe zawieruchy, powstanie totalitarnych rządów i Wielki Kryzys oraz została ponownie poddana ocenie w kolejnej złotej epoce po II wojnie światowej.

Alfred Marshall określił współczesną ekonomię starogreckim słowem organan, oznaczającym narzędzie, a nie zbiór prawd, nazwał ją także "silnikiem do analizy" przydatnym do odkrywania prawidłowości, który nigdy nie osiągnie doskonałości i którego konstruowanie nigdy się nie skończy - zawsze będzie bowiem potrzebował usprawnień, adaptacji i nowych rozwiązań. Student Marshalla, John Maynard Keynes, nazwał z kolei ekonomię "aparatem umysłu", ponieważ podobnie jak inne nauki jest ona niezbędna do analizowania współczesnego świata oraz do jak najlepszego wykorzystywania możliwości, jakie ów świat oferuje.

Przedstawiam bohaterów, którzy przyczynili się do przekształcenia ekonomii w instrument doskonalenia. Przedstawiam mężczyzn i kobiety o "chłodnych umysłach i gorących sercach"20, którzy pomogli zbudować "silnik" Marshalla i udoskonalić "aparat" Keynesa. Przedstawiam ludzi, których temperament, doświadczenie i geniusz skłaniały, by w czasach, w jakich dane im było żyć, zadawali nowe pytania i proponowali na nie odpowiedzi. Opowiadana przeze mnie historia rozpoczyna się w latach czterdziestych XIX wieku w Londynie, a kończy u progu XXI stulecia w Kalkucie. Starałam się opisać, co każda z tych osób widziała, przyglądając się otaczającemu światu oraz pomóc zrozumieć, co je motywowało, inspirowało i intrygowało. Wszyscy ci myśliciele poszukiwali intelektualnych narzędzi, niezbędnych do rozwiązania tego, co Keynes nazwał "politycznym problemem gatunku ludzkiego: jak połączyć ze sobą trzy obszary - efektywność gospodarczą, sprawiedliwość społeczną i wolność jednostki"21.

Jak napisał Roy Harrod, pierwszy biograf Keynesa, uważał on artystów, pisarzy, choreografów i kompozytorów, których kochał i podziwiał, za "powierników cywilizacji". Takim jak on ekonomicznym myślicielom przypisywał skromniejszą, choć nie mniej potrzebną rolę "powierników, lecz nie cywilizacji, ale możliwości jej istnienia"22.

W dużym stopniu dzięki takim właśnie powiernikom pogląd, że dziewięć dziesiątych gatunku ludzkiego może zmienić fatum, które ciążyło nad nim od wieków, zakorzenił się w epoce wiktoriańskiej w Londynie. Stamtąd rozprzestrzenił się jak kręgi na raz poruszonej wodzie i przekształcił społeczeństwa na całym świecie.

I nadal się rozprzestrzenia.

1 John Kenneth Galbraith, The Affluent Society, Houghton Mifflin, Boston 1958. Wydanie polskie: Społeczeństwo dobrobytu. Państwo przemysłowe, przeł. J. Prokopiuk, Z. Zinserling, Warszawa 1973, PIW.

2 Edmund Burke, A Vindication of Natural Society Or, a View of the Miseries and Evil Arising to Mankind from Every Species of Artificial Society, In a Letter to Lord **** by a Late Noble Writer, 1756, w: Writings and Speeches, Little Brown and Co., New York 1901, s. 59.

3 Jerzy III Hanowerski panował w Wielkiej Brytanii w latach 1760-1820. W ostanich latach życia popadł w obłęd, a faktyczną władzę przejął jego syn Jerzy IV Hanowerski (w latach 1811-1820 książę regent, król w latach 1820-1830) - przyp. red.

4 Patrick Colquhoun, A Treatise on the Wealth, Power, and Resources of the British Empire, Jay Mawman, London 1814 (1812), s. 49.

5 James Heldman, How Wealthy is Mr. Darcy-Really?Pound and Dollars in the World of "Pride andPrejudice", "Persuasions" (Jane Austen Society), s. 38-39.

6 Obliczenia autorki w oparciu o dane pochodzące z książki P. Colquhouna Wealth, Power, and Resources; Harold Perkin, The Origins of Modern British Society, Routledge, London, s. 20-21; Roderick Floud i Paul Johnson, Cambridge Economic History of Modern Britain, Cambridge University Press, Cambridge 2004, s. 92.

7 Jane Austen do Cassandry Austen, Jane Austen's Letters, red. Deirdre le Fay, Oxford University Press, Oxford 1995; autor anonimowy, How to Keep House! Or Comfort and Elegance on 150 to 200a Year, James Bollaert, London 1835, wyd. 14.

8 Claire Tomalin, Jane Austen, A Life, Knopf, New York 1997.

9 Burke, Vindication..., dz. cyt., s. 59.

10 Gregory Clark, A Farewell to Alms: A Brief Economic History of the World, Princeton University Press, Princeton 2009.

11 James Edward Austen Leigh, A Memoir of Jane Austen, Richard Bentley & Son, London 1871, s. 13.

12 Clark, A Farewell to Alms...,dz. cyt.

13 Robert Giffen, Notes on the Progress of the Working Classes (1883) and Further Notes on the Progress of the Working Classes, Essays in Finance, Putnam & Sons, London 1886, s. 419.

14 Burke, Vindication...,dz. cyt., s. 60.

15 Tomalin, Jane Austen,dz. cyt., s. 96.

16 Patrick Colquhoun, A Treatise on Indigence, J. Hatchard, London 1806.

17 Leigh, A Memoir of Jane Austen,dz. cyt., s. 13.

18 Epoka wiktoriańska - okres w dziejach Wielkiej Brytanii pod panowaniem królowej Wiktorii Hanowerskiej (lata 1837-1901) - przyp. red.

19 Giffen, Notes on the Progress...,dz. cyt., s. 379.

20 Alfred Marshall, The Present Position of Economics: An Inaugural Lecture, 1885, s. 57.

21 John Maynard Keynes, Economic Possibilitiesfor our Grandchildren, w: Essays in Persuasion, Macmillan, London 1931, s. 344.

22 John Maynard Keynes, toast z okazji przejścia na emeryturę jako redaktor "The Economic Journal", 1945, cytowany w: Roy Harrod, The Life of John Maynard Keynes, Harcourt Brace, London 1951, s. 193-194.

PROLOG: Pan Sentyment kontra Scrooge

 

 

 

PROLOG

 

 

Pan Sentyment kontra Scrooge

 

 

 

 

To były bardzo ciężkie czasy.

Gdy Karol Dickens wrócił w czerwcu 1842 roku ze swojej triumfalnej autorskiej podróży po Ameryce, nad Anglią wisiało widmo głodu1. Z powodu słabych zbiorów cena chleba podwoiła się. Miasta przepełnione były przybyszami z terenów wiejskich, którzy szukali pracy, a gdy jej brakło, starali się utrzymać z jałmużny. Przemysł bawełniany cierpiał na zastój już czwarty rok. Bezrobotni z fabryk musieli korzystać z publicznej pomocy lub prywatnych jadłodajni dla ubogich. Thomas Carlyle, konserwatywny krytyk społeczny, gorzko przestrzegał: "W sytuacji, w której miliony ludzi nie mają środków do życia (...) jasne jest, że cały naród znajduje się na drodze do samobójczej śmierci"2.

Dickens, który święcie wierzył w edukację, obywatelską i religijną wolność oraz prawo do głosowania, był zaszokowany wzrostem nienawiści klasowej3. W sierpniu 1842 roku w jednej z przędzalni bawełny doszło do zamieszek. W ciągu kilku dni spór przerodził się w strajk generalny o zasięgu krajowym; żądano powszechnego prawa wyborczego dla mężczyzn i opublikowano tak zwaną Kartę Praw Ludu (People's Charter)4. Czartyści przejęli podstawowe hasło radykałów klasy średniej w parlamencie: "Jeden mężczyzna, jeden głos" - i zaczęli głosić je na ulicach. Rząd torysów premiera Roberta Peela szybko wysłał umundurowanych na czerwono żołnierzy piechoty morskiej, by otoczyli agitatorów. Strajkujący zaczęli wracać do fabryk, jednak Carlyle, którego historię Rewolucji Francuskiej Dickens czytał wielokrotnie, przestrzegał: "Nastrój rewolty, atmosfera mściwego buntu skierowanego przeciw klasie wyższej (...) są coraz bardziej wszechobecne w niższych warstwach społecznych"5.

W pełnych splendoru salonach Londynu, gdzie Dickens był rozrywany przez elitę towarzyską, trudno było nie zauważyć jego republikańskich sympatii, podobnie jak krzykliwego koloru krawatów. Gdy Carlyle pierwszy raz zetknął się z trzydziestoletnim wówczas Dickensem, stanowiącym już literacką sensację, opisał go protekcjonalnie jako "niewielką, krępą osobę, bardzo niewielką" oraz dodał złośliwie: "nie był ubrany elegancko, lecz raczej a la d'Orsay"6 co oznaczało, że nosił się tak niegustownie, jak prawdziwy francuski hrabia7. John Stuart Mill, mający radykalne poglądy filozof, najlepszy przyjaciel Carlyle'a, pamięta jego opis Dickensa jako jakobińskiego rewolucjonisty "o twarzy szubrawca, z której przebijał geniusz"8. Podczas modnych kolacji dyskusje na temat "powstania" czartystów przeradzały się w sprzeczki. Carlyle wspierał premiera, który uważał, że niezbędne jest zastosowanie ostrych środków, by powstrzymać radykałów od wykorzystywania sytuacji oraz że naprawdę potrzebujący i tak otrzymują już pomoc. Dickens, który przysiągł, że "uczyniłby więcej, by spotkać Carlyle'a niż kogokolwiek innego"9, sądził mimo wszystko, że rozwaga i sprawiedliwość wymagają, by rząd udzielał wsparcia zdolnym do pracy mężczyznom, którzy jej nie mieli, oraz ich rodzinom.

W "głodnych latach czterdziestych" odżyła burzliwa debata z okresu wojen napoleońskich (1799-1815). Dyskutowano na temat kontrowersyjnego prawa ludności postulowanego przez czcigodnego Thomasa Roberta Malthusa. Ten żyjący w tych samych czasach co Jane Austen duchowny kościoła anglikańskiego oraz pierwszy angielski profesor ekonomii politycznej był człowiekiem nieśmiałym. Miał zajęczą wargę i miękkie serce, lecz jednocześnie ostry jak brzytwa matematyczny umysł. Jako wikariusz cierpiał głód w swojej wiejskiej parafii. Według Biblii przyczyną nieszczęść była grzeszność ubogich. Modni francuscy filozofowie, tacy jak przyjaciel ojca Malthusa, markiz Nicolas de Condorcet, uważali natomiast, że za złą sytuację odpowiedzialny jest egoizm bogaczy. Malthus nie identyfikował się z żadnym z tych poglądów i czuł, że musi znaleźć lepsze wyjaśnienie. Dzieło Prawo ludności wydane po raz pierwszy w 1798 roku, a potem jeszcze pięciokrotnie przez śmiercią Malthusa w 1834 roku, zainspirowało Karola Darwina oraz innych twórców teorii ewolucji i przyczyniło się do tego, że Carlyle zaczął deprecjonować ekonomię, nadając jej miano "nauki posępnej"10.

Malthus pragnął wyjaśnić, dlaczego we wszystkich społeczeństwach i epokach, także w tej, w której sam żył, "dziewięć dziesiątych gatunku ludzkiego" jest skazane na egzystencję w skrajnej nędzy i na mozolną pracę11. Jeśli jakiś typowy mieszkaniec tej planety w danej chwili miał akurat co jeść, to i tak żył w chronicznym strachu przed śmiercią z głodu. Były lata lepsze i gorsze, regiony biedniejsze i bardziej zamożne, jednak przeciętny standard życia nigdy na dłużej nie różnił się od wegetacji.

Próbując odpowiedzieć na odwieczne pytanie "dlaczego", ten poczciwy duszpasterz stanowił zapowiedź nie tylko Darwina, lecz i Freuda. Seks - argumentował - jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Nie wiadomo, czy na podstawie obserwacji mizernej egzystencji swoich parafian, czy ze względu na wpływ przedstawicieli nauk przyrodniczych, którzy zaczęli uważać człowieka za gatunek zwierzęcia, czy też z powodu narodzin siódmego już dziecka, Malthus doszedł do wniosku, że dążenie do reprodukcji dominuje nad wszelkimi innymi ludzkimi instynktami i zdolnościami, w tym racjonalnością, pomysłowością, kreatywnością, a nawet wiarą religijną.

Wychodząc od tego prowokacyjnego założenia, Malthus doszedł do wniosku, że w ludzkiej populacji zawsze przeważa tendencja, by powiększała się ona szybciej niż dostępne zasoby żywności. Jego rozumowanie było zwodniczo proste. Wyobraź sobie sytuację, w której jest dość pożywienia, by utrzymać daną populację. Taka szczęśliwa równowaga nie może trwać dłużej niż kariera Adama i Ewy w raju. Zwierzęca żądza skłania kobiety i mężczyzn, by pobierali się szybciej i mieli większe rodziny. Podaż żywności jest stała w długim okresie. Rezultat: dostępna ilość zboża i innego podstawowego pożywienia, którego było tyle, że nikt nie głodował, przestaje wystarczać. W takiej sytuacji nieuniknione jest - konkluduje Malthus - że "biednym zaczyna się żyć coraz gorzej"12.

W gospodarce, w której firmy konkurują, by zdobyć klienta, a robotnicy rywalizują o miejsca pracy, rosnąca populacja oznacza więcej gospodarstw domowych walczących o jedzenie i więcej robotników szukających zatrudnienia. Konkurencja powoduje, że płace spadają, a ceny żywności rosną. Przeciętny standard życia, czyli ilość jedzenia i innych rzeczy dostępnych danej osobie, zaczyna spadać.

W pewnym momencie zboże staje się tak drogie, a praca tak tania, że trend odwraca się. W miarę jak standard życia spada, kobiety i mężczyźni są mniej skłonni do pobierania się i mają mniej dzieci. Kurcząca się populacja oznacza tańsze ceny żywności; jest także mniej rodzin walczących o pożywienie. Wynagrodzenia rosną, gdyż mniej jest rąk do pracy. W końcu ponownie dochodzi do równowagi między podażą żywności i potrzebami, a standard życia powraca do dawnego poziomu. Tak się dzieje, chyba że "wielka armia destrukcji"13 nasłana przez naturę - wojny, zarazy i głód - interweniuje, by przyspieszyć ten proces. Tak stało się na przykład w XIV wieku, gdy Czarna Zaraza zabiła miliony, by pozostawić mniejszą populację, dla której wystarczyło żywności.

Niestety, nowa równowaga nie była bardziej trwała niż poprzednia. "Klasa robotnicza może być szczęśliwa dopiero wówczas - pisał ze smutkiem Malthus - gdy następuje ponowne odwrócenie tendencji"14. Próby podniesienia przeciętnego standardu życia przypominają wysiłki Syzyfa, który chce wtoczyć głaz na szczyt góry. Im wcześniej znajdzie się w jego pobliżu, tym szybciej następuje reakcja powodująca, że głaz toczy się z powrotem w dół.

Próby lekceważenia praw ludności były skazane na niepowodzenie. Robotnicy, chcący zarabiać więcej niż średnie wynagrodzenie na rynku, nie mogli znaleźć pracy. Przedsiębiorcy, płacący pracownikom więcej niż konkurenci, tracili klientów, gdyż wyższe koszty siły roboczej zmuszały ich do podnoszenia cen.

Dla myślicieli epoki wiktoriańskiej najbardziej kontrowersyjną implikacją prawa Malthusa było to, że dobroczynność może zwiększyć cierpienie, które miała złagodzić. Stanowiło to bezpośrednie przeciwstawienie się nauce głoszonej przez Chrystusa: "Nikomu nie bądźcie dłużni nic poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo"15. Rzeczywiście, Malthus był bardzo krytyczny wobec tradycyjnego angielskiego systemu pomocy społecznej, który oferował wsparcie, nie żądając prawie nic w zamian, i nagradzał bierność kosztem pracowitych. Pomoc była proporcjonalna do wielkości rodziny, co zachęcało w efekcie do szybszego zawarcia małżeństwa i do rodzenia wielu dzieci. Zarówno konserwatywni, jak i liberalni podatnicy uznali argument Malthusa za tak przekonujący, że parlament, dosłownie bez żadnych głosów sprzeciwu, uchwalił w 1834 roku nową ustawę dotyczącą praw ubogich, efektywnie ograniczającą pomoc publiczną tylko do tych osób, które zgodziły się zostać lokatorami parafialnych przytułków.

"Proszę pana, chciałbym więcej" - Oliver Twist po wypowiedzeniu swojej słynnej kwestii odkrył, że przytułki były w zasadzie więzieniami, w których oddzieleni od siebie mężczyźni i kobiety musieli wykonywać nieprzyjemne prace, poddani niezwykle surowej dyscyplinie. Za to wszystko otrzymywali miejsce do spania i "trzy posiłki dziennie składające się z rzadkiego kleiku, cebulę dwa razy w tygodniu i pół bułki w niedzielę"16. Racje rozdzielane w przytułkach nie były prawdopodobnie tak głodowe, jak to opisał w swojej powieści Dickens, nie ma jednak wątpliwości, że instytucje te znajdowały się na czele listy skarg klasy robotniczej17. Podobnie jak większość nastawionych na reformy liberałów wywodzących się z klasy średniej, Dickens uważał, że prawa ubogich są moralnie naganne, prowadzą do politycznego samobójstwa, a teoria, na bazie której powstały, to relikt pochodzący z barbarzyńskiej przeszłości. Właśnie wrócił z Ameryki, w której "miliony hektarów ziemi były niezagospodarowane i nieodkryte" i której mieszkańcy "mieli zwyczaj pochłaniania trzech posiłków mięsnych dziennie"18; uznał więc pogląd, zgodnie z którym rezygnacja z parafialnych przytułków spowodowałaby, że na świecie zabrakłoby żywności, za absurdalny.

Zdecydowany zrobić coś dla ubogich, Dickens zaczął na początku 1843 roku pisać opowieść o zmianie, jaka zaszła w sercu bogatego skąpca, opowieść, o której lubił myśleć jako o armacie "dwadzieścia razy silniejszej, dwadzieścia tysięcy razy silniejszej" od pamfletu politycznego19.

 

Opowieść wigilijna, jak twierdzi historyk ekonomii James Henderson, jest atakiem na Malthusa20. Obfituje w wyśmienite zapachy i smaki. Zamiast kamienistej, jałowej i przeludnionej wyspy, na której brakuje żywności, Anglia w powieści Dickensa to dom towarowy Fortnum & Mason, w którym półki uginają się od towarów, kosze z wszelkimi dobrami nie mają dna, a beczki nigdy nie wysychają. W pewnym momencie Scrooge'owi ukazuje się duch tegorocznych świąt Bożego Narodzenia, usadowiony na czymś w rodzaju tronu wraz ze stertą "indyków, gęsi, kaczek, dziczyzny, dużych kawałów pieczeni, prosiąt, długich wianków kiełbas, ciast i budyniów, beczułek z ostrygami, pieczonych kasztanów, różnych jabłek, soczystych pomarańczy, apetycznych gruszek, olbrzymich placków i naczyń z wrzącym ponczem. Napełniało to pokój przedziwnym zapachem" Rozpromienieni sklepikarze, sprzedawcy drobiu, handlarze owocami i warzywami zapraszają londyńczyków do swoich sklepów, by oglądali przepiękne wystawy jedzenia i napojów21.

W Anglii pokazanej tak, że przypomina raczej obfity Nowy Świat, a nie biedny stary kontynent, kościsty, suchy, anorektyczny Ebenezer Scrooge jest anachronizmem. Jak zauważa Henderson, przedsiębiorca ten jest "tak nieświadom nowego ducha sympatii między ludźmi, jak nieświadom jest obfitości wszystkiego, co go otacza"22. Dosłownie i w przenośni zawzięcie wspiera kierat, w jakim żyją ubodzy, jak również system przytułków. Biedni "za dużo kosztują - twierdzi - więc ci, którzy sami nie mogą się utrzymać, muszą tam iść". Gdy duch minionych świąt Bożego Narodzenia protestuje i mówi, że "wielu nie może tam iść, a inni woleliby umrzeć, niż się tam znaleźć", Scrooge chłodno odpowiada: "Jeśli raczej wolą umrzeć, to niech to zrobią, a będzie mniej gęb do wyżywienia".

Na szczęście oschła natura Scrooge'a okazuje się tak samo nietrwała, jak poziom światowej podaży żywności. Kiedy dowiaduje się on, że Tiny Tim także należy do "niepotrzebnej nadwyżki populacji", wpada w przerażenie, gdy zaczyna sobie zdawać sprawę, jakie są skutki wiary w przestarzałą maltuzjańską religię. "Nie, nie" - krzyczy, błagając ducha, by oszczędził małego chłopca. "Tak? A co potem? - pyta szyderczo duch. - Jeśli ma umrzeć, to niech lepiej to zrobi, a przyczyni się w ten sposób do zmniejszenia zaludnienia"23. Scrooge wyraża skruchę, postanawia dać Bobowi Cratchitowi, swojemu cierpiącemu w milczeniu kanceliście, podwyżkę i posyła mu wspaniałego indyka na święta. Akceptując bardziej optymistyczną postawę pokolenia Dickensa, zgodnie z którą przyszłość można kształtować, Scrooge zrywa z założeniem Malthusa, że "ponura i brutalna przeszłość" będzie się cyklicznie powtarzać.

Pełen radości świąteczny obiad Cratchita jest bezpośrednią odpowiedzią Dickensa na przypowieść Malthusa o "naturze dopuszczającej, by tylko najsilniejsi ucztowali", której używał do przestrzegania przed nieprzewidzianymi konsekwencjami pełnej najlepszych intencji dobroczynności. Człowiek bez środków do życia prosi gości, by zrobili mu miejsce przy stole. W przeszłości biesiadnicy odmówiliby mu. Jednak teraz, omamieni utopijnymi francuskimi teoriami, ignorują fakt, że jedzenia starczy tylko dla zaproszonych. Nie potrafią przewidzieć tego, że jeśli pozwolą dodatkowej osobie usiąść przy stole, pojawią się kolejne i pożywienie skończy się, zanim wszyscy zdążą się najeść. Radość zaproszonych gości zostanie zniszczona przez żenujący spektakl biedy i uzależnienia24.

Stół Cratchita, wokół którego siedzą uśmiechnięci członkowie rodziny, jest antytezą maltuzjańskiego ponurego, ściśle racjonowanego posiłku. Przeciwieństwem skąpych porcji wydzielanych przez naturę jest pudding pani Cratchit, przypominający "cętkowaną kulę armatnią, twardy i spoisty, buchający płomieniem zapalonej brandy i przyozdobiony na czubku gałązką świątecznego ostrokrzewu" - może nie tak duży, by poprosić o drugą porcję, lecz jest go tyle, że wystarczy dla wszystkich członków rodziny:

 

Pani Cratchit odpowiedziała na to, że teraz, kiedy ciężar spadł z jej serca, przyznaje, że była bardzo niespokojna, ponieważ zdawało się jej, że wzięła za dużo mąki. Każdy miał coś do powiedzenia, ale nikt nie ośmielił się zauważyć, że był to jednak za mały pudding dla tak licznej rodziny. Byłoby to bluźnierstwem. Każdy członek rodziny wstydziłby się, gdyby mu coś podobnego choćby przyszło do głowy25.

 

Duch Świąt coraz silniej opanowywał Scrooge'a. Pod koniec powieści przestał się on nawet głodzić. Zamiast siorbać zwyczajową miskę kleiku, nowy Scrooge zadziwia swego bratanka, przychodząc do niego na świąteczny obiad. Nie ma nawet potrzeby wspominać, że ten robi stryjowi pospiesznie miejsce przy stole.

Nadzieja Dickensa, że Opowieść wigilijna wpłynie na czytelników z siłą wystrzału armatniego, ziściła się. Nakład w wysokości 6 tys. egzemplarzy powieści sprzedano między 19 grudnia a Wigilią Bożego Narodzenia. Książka była wydawana przez całe życie Dickensa i nadal ukazują się jej kolejne wznowienia26. Sposób, w jaki pisarz opisywał ubogich, przyczynił się do nadania mu przydomku Pan Sentyment27. Jednak nigdy nie stracił on przekonania, że istnieje sposób poprawienia losu najbiedniejszych bez wywracania do góry nogami istniejącego społeczeństwa.

Dickens na tyle znał się na ekonomii, by wiedzieć, że jakiekolwiek próby poprawy warunków socjalnych odniosą skutek tylko wówczas, gdy znajdą się na nie pieniądze. Był raczej "czystym modernistą" i "piewcą postępu" niż przeciwnikiem rewolucji przemysłowej. Odniósł olbrzymi sukces, nie ukończywszy jeszcze trzydziestu lat, i zaszedł tak daleko dzięki własnemu talentowi. Był przekonany, iż to ludzka pomysłowość będzie motorem postępu. Uniknąwszy biedy dzięki wejściu na nowo powstały rynek mass mediów, Dickens poirytowany był takimi konserwatystami jak Carlyle i socjalistami jak Mill, którzy nie chcieli przyznać, że jako społeczeństwo "rozwijamy się powoli i z trudem wydobywamy się z otchłani społecznej degradacji oraz ignorancji", i którzy "spoglądali wstecz na ponurą przeszłość z podziwem, którego nie mieli dla teraźniejszości"28.

Przekonanie Dickensa, że angielskie społeczeństwo było na etapie wybudzania się z długiego koszmaru, okazało się prorocze. W rok od powstania czartystów (czyli w roku 1843 - przyp. red.) nastrój tolerancji i optymizmu był namacalny. Premier stojący na czele rządu złożonego z torysów przyznał prywatnie, że wiele zarzutów wysuwanych przez czartystów było uzasadnionych29. Liderzy klasy pracującej odrzucili nawoływania do rozpoczęcia walki klasowej i wsparli kampanię pracodawców, by uchylić cła na import zbóż i innych produktów spożywczych. Liberalni politycy wyszli naprzeciw działaniom komisji parlamentarnej, która zajmowała się takimi zagadnieniami, jak praca dzieci, wypadki w przemyśle i tym podobne patologie, i uchwalili w 1844 roku tzw. Factory Act, ustawę regulującą czas pracy kobiet i dzieci.

Dickens nigdy nie"wyobrażał sobie, by świat mógł się rozwijać bez opartej na matematyce ekonomii. Miał jednak nadzieję, że ekonomiści zmienią się, tak jak zmienił się Scrooge pod wpływem ducha przyszłych świąt Bożego Narodzenia. Chciał, by przestali traktować biedę jako coś naturalnego, wynikającego z założenia, że idee i intencje nie mają znaczenia lub że interesy klas są diametralnie różne. Pisarz pragnął szczególnie, by ekonomiści stosowali "wszechstronne wyjaśnianie, wyrozumiałość i rozwagę; coś, co (...) nie zawsze można przedstawić przy pomocy cyfr"30. Gdy zaczął wydawać popularny tygodnik "Household Words" na samym początku poprosił ekonomistów, by do swojej dyscypliny wprowadzili więcej humanizmu. W inauguracyjnym artykule napisał: "Ekonomia polityczna to jedynie szkielet, jeśli nie ma w niej nic z żywego człowieka, jeśli nie ma w niej przynajmniej trochę ludzkiej świeżości i ciepła"31.

Dickens nie był osamotniony w swoich poglądach. W Londynie i na całym świecie mieszkali ludzie - mężczyźni i kobiety, którzy doszli do takich samych wniosków. Pokonawszy znaczące przeszkody, także dostrzegli w człowieku istotę, mogącą wpływać na swój los. Oni również zdali sobie sprawę, że warunki materialne dla "dziewięciu dziesiątych gatunku ludzkiego" nie są niezmienne, dane z góry i określone przez "ponurą i brutalną przeszłość", że nie są czymś, na co człowiek nie ma żadnego wpływu. Przekonani, że warunki ekonomiczne zależą od ludzkiego działania i jednocześnie sceptycznie podchodzący do utopijnych idei oraz "sztucznych społeczeństw" narzucanych przez radykalne elity, poświęcili się konstruowaniu "silnika do analizy"32 (lub jak później ujęli to ekonomiści "aparatu umysłu"), który mógł być wykorzystany do zrozumienia, jak funkcjonuje współczesny świat i jak materialny poziom życia, od którego zależą morale, samopoczucie emocjonalne i intelektualne oraz kreatywność, może być podwyższany.

London 1921.

1 G. Kitson Clark, Hunger and Politics in 1842, "Journal of Modern History" 24, nr 4, grudzień 1953, s. 355-374.

2 Thomas Carlyle, Past and Present, Chapman and Hall, London 1843, s. 26.

3 Karol Dickens, "Daily News", Londyn, 21stycznia 1846.

4 Chartist Studies, red. Asa Briggs, Macmillan, London 1959. Karta Praw Ludu (The People's Charter) została opublikowana w 1837 roku. Od niej wywodzi swoją nazwę ruch czartystów, zmierzający do wprowadzenia zmian demokratycznych w systemie wyborczym Wielkiej Brytanii oraz poprawy sytuacji ekonomicznej robotników - przyp. red.

5 Carlyle, Past and Present, dz. cyt., s. 335.

6 Chodzi zapewne o hrabiego Alfreda d'Orsay (1801-1852), francuskiego arystokratę, malarza i znanego dandysa - przyp. red.

7 Thomas Carlyle do Johna A. Carlyle'a, Chelsea, Londyn, 17 marca 1840; w: The Carlyle Letters Online, 2007, http://carlyleletters.org, data dostępu: 1 sierpnia 2012.

8 John Stuart Mill do Johna Robertsona, Londyn, 12 lipca 1837, w: The Earlier Letters of John Stuart Mill, 1812-1848, tom 1, red. Francis E. Mineka, University of Toronto Press, 1963, s. 343 (parafraza opisu Camille'a Desmoulinsa przez Carlyle'a w: The French Revolution: A History [1837]).

9 Cytowane w: Michael Slater, Charles Dickens: A Life Defined by Writing, Yale University Press, New Haven, Conn. 2009, s. 143.

10 Thomas Carlyle, Occasional Discourse on the Negro Question, "Fraser's Magazine for Town and Country"40, luty 1849, s. 672.

11 Edmund Burke, A Vindication of Natural Society: or, a View of the Miseries and Evils Arising to Mankind from Every Species of Artificial Society (1756), red. Frank N. Pagano, Liberty Fund, Inc., Indianapolis 1982, s. 87.

12 Thomas Robert Malthus, An Essay on the Principle of Population, as It Affects the Future Improvement of Society with Remarks on the Speculations of Mr. Godwin, M. Condorcet, and Other Writers, J. Johnson, London 1798, s. 30.

13 Tamże, s. 139.

14 Tamże, s. 31.

15 Księga Kapłańska 19,18: "Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan!", List do Rzymian 13,8: "Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo", Biblia Tysiąclecia, http://biblia.deon.pl/, data dostępu: 1 sierpnia 2012.

16 Karol Dickens, Oliver Twist, tom 1, Richard Bentley, London 1838, s. 25. Wydanie polskie: Przygody Olivera Twista, przeł. N. Gren, I. Kwiatkowska, Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa 2011.

17 Nicholas Bakalar, In Reality, Oliver's Diet Wasn't Truly Dickensian, "New York Times", 29 grudnia 2008.

18 Karol Dickens, American Notes for General Circulation, tom 2, Chapman and Hall, London 1842, s. 304.

19 Karol Dickens do dr. Southwooda Smitha, 10 marca 1843, w: The Letters of Charles Dickens, tom 3, 1842-1843, red. Madeline House, Graham Storey, Kathleen Mary Tillotson, Angus Eanon, Nina Burgis, Oxford University Press, Oxford 2002, s. 461.

20 James P. Henderson, Political Economy is a Mere Skeleton Unless...': What Can Social Economists Learn from Charles Dickens?, "Review of Social Economy" 58, nr 2, czerwiec 2000, s. 141-151.

21 Karol Dickens, A Christimas Carol; in Prose: Being a Ghost Story of Christmas, Chapman Hall, London 1843. Wydanie polskie: Opowieść wigilijna, przeł. M. Filipczuk, wyd. Zielona Sowa, Kraków 2009.

22 Henderson, Political Economy..., dz. cyt., s. 146.

23 Dickens, A Christmas Carol..., dz. cyt., s. 96.

24 Thomas Malthus, An Essay on the Principle of Population: Or, a View of Its Past and Present Effects on Human Happiness: With an Inquiry Into Our Prospects Respecting the Future Removal or Mitigation of the Evils Which It Occasions, wydanie II, J. Johnson, London 1803, s. 532.

25 Dickens, A Christmas Carol, dz. cyt., s. 94.

26 Michael Slater, wstęp do książki Charlesa Dickensa A Christmas Carol and Other Christmas Writings, Penguin, London 2003, s. xi.

27 Anthony Trollope, The Warden, Longman, Brown, Green, and Longmans, London 1855, rozdział 15.

28 Karol Dickens, The Bemoaned Past, "All the Year Round: A Weekly Journal, With Which is Incorporated Household Words", nr 161, 24 maja 1862.

29 Sir Robert Peel do sir Jamesa Grahama, sierpień 1842, cytowane w: Clark, Hunger and Politics in 1842, dz. cyt.

30 Karol Dickens, On Strike, "Household Words; A Weekly Journal"nr 203, 11 lutego 1854.

31 Tamże.

32 Joseph A. Schumpeter, The Economics and Sociology of Capitalism, red. Richard Swedberg, Princeton University Press, Princeton 1991, s. 290. Schumpeter ukuł to pojęcie, by opisać pogląd Marshalla, że ekonomia "nie jest zbiorem prawd, lecz silnikiem służącym do ich odkrywania". Alfred Marshall, The Present Position of Economics: An Inaugural Lecture, Macmillan and Co., London 1885, s. 25.

SPIS TREŚCI

 

STRONA TYTUŁOWA

STRONA REDAKCYJNA

DEDYKACJA

WSTĘP: Dziewięć dziesiątych gatunku ludzkiego

AKT I: NADZIEJA

PROLOG: Pan Sentyment kontra Scrooge

ROZDZIAŁ I: Nadchodzi nowe: Engels i Marks w Epoce Cudów

ROZDZIAŁ II: Czy musi istnieć proletariat? Patron Marshalla

ROZDZIAŁ III: Profesja panny Potter: pani Webb i gospodarujące państwo

ROZDZIAŁ IV: Krzyż ze złota: Fisher i iluzja pieniądza

ROZDZIAŁ V: Kreatywna destrukcja: Schumeter i ewolucja ekonomiczna

AKT II: STRACH

PROLOG: Wojna światów

ROZDZIAŁ VI: Ostatnie dni gatunku ludzkiego: Schumpeter w Wiedniu

ROZDZIAŁ VII: Europa umiera: Keynes w Wersalu

ROZDZIAŁ VIII: Zatracona ulica: Schumpeter i Hayek w Wiedniu

ROZDZIAŁ IX: Niematerialne narzędzia umysłu: Keynes i Fischer w latach dwudziestych

OZDZIAŁ X: Problem z magneto: Keynes i Fisher w czasach Wielkiego Kryzysu

ROZDZIAŁ XI: Eksperymenty: Webb i Robinson w latach trzydziestych

ROZDZIAŁ XII: Wojna ekonomistów: Keynes i Friedman w Departamencie Skarbu

ROZDZIAŁ XIII: Emigracja: Schumpeter i Hayek w okresie II wojny światowej

AKT III: ZAUFANIE

PROLOG: Nie ma się czego bać

ROZDZIAŁ XIV: Przeszłość i przyszłość: Keynes w Bretton Woods

ROZDZIAŁ XV: Droga od zniewolenia: Hayek i niemiecki cud

ROZDZIAŁ XVI: Narzędzia doskonalenia: Samuelson jedzie do Waszyngtonu

ROZDZIAŁ XVII: Wielka iluzja: Robinson w Moskwie i Pekinie

ROZDZIAŁ XVIII: Randka z przeznaczeniem: Sen w Kalkucie i Cambridge

EPILOG: Patrząc w przyszłość

PODZIĘKOWANIA

BIBLIOGRAFIA

AUTORZY FOTOGRAFII

O AUTORCE