Wielki reset, czyli Komunizm 2.0 Manifest Kapitalistyczny XXI wieku - Bartosz Baran
34.90 zł

34.90 zł

Reflow text when sidebars are open.
Bibliografia zawiera najważniejsze książki, które na pewno w dużym stopniu przyczyniły się do rozwoju mojej wiedzy oraz pomogły mi w zmobilizowaniu się oraz napisaniu tego dzieła. Stworzyłem tę listę w głównej mierze dla Ciebie, drogi czytelniku, abyś mógł dalej poszerzać swoje horyzonty. Gdyby udało Ci się przeczytać ze zrozumieniem chociaż połowę z wybranych przeze mnie lektur, to zapewniam Cię, że osiągnąłbyś prawdopodobnie wiedzę większą niż po skończeniu ośmiu kierunków ekonomicznych na najlepszych uczelniach. W erze Internetu wszystkie środki niezbędne do nauki i rozwijania swoich zdolności masz pod ręką. Możesz słuchać podcastów czy czytać książki najwybitniejszych ekonomistów, inwestorów, przedsiębiorców, nie wychodząc z domu. Pamiętaj jednak, że jeśli nie zamierzasz nabytej wiedzy teoretycznej wdrożyć w praktykę i zastosować w codziennym życiu, to nie ma sensu, abyś rezygnował z ulubionego wieczornego show w TV na rzecz lektur.
Możesz w bibliografii napotkać książki znanych już Ci autorów na tematy, które były poruszane w Manifeście Kapitalistycznym jak m.in. kwestie gospodarcze, geopolityczne, rynki finansowe, inwestowanie w różne aktywa finansowe czy rozwój personalny. Co więcej, polecam Ci również poczytać książki innego nurtu ekonomii i nie zamykać się tylko na lektury stricte wolnorynkowe. Oprócz Keynesa czy Marksa masz na pewno do dyspozycji wiele książek Klausa Schwaba, z którym może w przeciwieństwie do mnie się zgodzisz i to o przedstawionym przez niego świecie zamarzysz.
Możesz się z niektórymi poglądami przedstawionymi w mojej książce nie zgadzać, tak już to działa, że nie wszyscy się ze wszystkim zgadzają. Ważne tylko, abyś sam odnalazł prawdę oraz wartości, które do Ciebie najbardziej przemawiają, na podstawie jak największej ilości wiedzy i doświadczenia. Kluczowe nie tylko w ekonomii, ale w każdej dziedzinie nauki jest poznanie dogłębnie historii, gdyż jak powiedział Mark Twain, ona może się nie powtarza, ale się rymuje. Zrozumienie historii w dużym stopniu pomoże Ci przewidzieć przyszłość oraz pozwoli zabezpieczyć się przed jej niekorzystnymi zwrotami.
Ci, którzy nie rozumieją przeszłości, nie rozumieją tak naprawdę nic. STEFAN ZWEIGPamiętaj, że cena, którą płacimy za wykształcenie jest niczym w porównaniu z ceną, którą płacimy za ignorancję. Dlatego zachęcam Cię do ciągłej nauki i rozwoju, inaczej jedna z najważniejszych części Twojego ciała, czyli mózg będzie z czasem obumierać.
Ammous Saifedean, Standard bitcoina, Fijorr Publishing, 2020.
Browne Harry, How I Found Freedom in an Unfree World, Liam Works, 1998.
Carnegie Dale, Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi, Studio EMKA, 2005.
Dalio Ray, Big Debt Crises, Bridgewater, 2018.
Dent Harry, The Great Depression Ahead: How to Prosper in the Crash Following the Greatest Boom in History, Simon & Schuster, 2009.
D'Souza Dinesh, The United States of Socialism, All Points Book, 2020.
Duncan Richard, Dollar Crisis, Wiley, 2005.
Durant Ariel, Durant Will, The Lessons of History, Harper Collins Publisher, 2010.
Fisher Phil, Zwykłe akcje, niezwykłe zyski, MT Biznes, 2011.
Friedman Milton, Kapitalizm i wolność, Onepress, 2018.
Friedman Milton, Wolny wybór, Aspekt, 2006.
Friedman Milton, Why Government Is the Problem, Hoover Institution Press, 1993.
Graham Benjamin, Inteligentny inwestor, Studio EMKA, 2006.
Graham Benjamin, Dodd David, Security Analysis, Mcgraw-Hill Education Ltd., 2005.
Hayek Friedrich, Droga do zniewolenia, Arcana, 1998.
Hazlitt Henry, Ekonomia w jednej lekcji, Instytut Ludwiga von Misesa, 2017.
Hill Napoleon, Myśl i bogać się, Onepress, 2018.
Incrementum AG, In Gold We Trust Report 2017/2018/2019/2020.
Keynes John Maynard, Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2003.
Kiyosaki Robert, Bogaty ojciec, biedny ojciec, Instytut Praktycznej Edukacji, 2006.
Kiyosaki Robert, Spisek bogatych, Instytut Praktycznej Edukacji, 2010.
Kiyosaki Robert, Inwestycyjny poradnik bogatego ojca, Instytut Praktycznej Edukacji, 2008.
Lynch Peter, One up on Wall Street, Harper Collins Publishers, 2000.
Maloney Mike, Jak Inwestować w złoto i srebro, Instytut Praktycznej Edukacji, 2008.
Marks Karol Engels Fryderyk, Manifest komunistyczny, Jirafa Roja, 2011.
Mises von Ludvig, Ludzkie działanie, Instytut Ludwiga Von Misesa, 2011.
Mises von Ludvig, Teoria pieniądza i kredytu, Fijorr Publishing, 2012.
Paul Ron, End the Fed, Grand Central Publishing, 2009.
Phillipon Thomas, The Great Reversal: How America Gave Up on Free Markets, Belknap Press, 2019.
Rickards James, Śmierć pieniądza, Helion, 2014.
Rickards James, The New Great Depression: Winners and Losers in a Post-Pandemic World, Portfolio, 2021.
Robins Anthony, Niewzruszony, OSM Power, 2018.
Rockwell Jr. Llewellyn H., Austriacy o standardzie złota, Instytut Ludwiga Von Misesa, 2015.
Rogers Jim, Hot Commodities, John Wiley & Sons, 2007
Rothbard Murray, Manifest libertariański, Sub Lupa, 2018.
Rothbard Murray, Wielki kryzys w Ameryce, Instytut Ludwiga Von Misesa, 2010.
Rothbard Murray, Tajniki bankowości, Fijorr Publishing, 2016.
Rothbard Murray, Złoto, banki, ludzie - krótka historia pieniądza, Fijorr Publishing, 2006.
Schiff Peter, Crash Proof: How to Profit from the Coming Economic Collapse, Wiley, 2007.
Schiff Peter, Gospodarka, rozwój, krach. Na czym to polega?, Linia, 2012.
Schiff Peter, The Little Book of Bull Moves in Bear Markets: How to Keep Your Portfolio Up When the Market Is Down, Wiley, 2008.
Schiff Peter, Wielka depresja 2.0 Bankructwo Ameryki nadchodzi, Fijorr Publishing, 2015.
Schiller Robert, Irrational Exubernace, Princeton University Press, 2016.
Schroeder Alice, The Snowball: Warren Buffett and the Business of Life, Bloomsbury Publishing, 2009
Schumpeter Joseph, Kapitalizm, socjalizm, demokracja, Wydawnictwo PWN, 2009.
Schwab Klaus, Czwarta rewolucja przemysłowa, Studio EMKA, 2018.
Schwager Jack, Czarodzieje rynku, Linia, 2012.
Skousen Mark, Walc wiedeński na Wall Street, Fijorr Publishing, 2014.
Taleb Nassim, Czarny łabędź, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2020.
Tepper Jonathan, Hearn Denise, The Myth of Capitalism, John Wiley&Sons Inc., 2018.
Thiel Peter, Zero to One, MT Biznes, 2016
Vance Ashlee, Elon Musk. Biografia twórcy PayPala, Tesli, SpaceX, Znak, 2017.
A
Argentarius, Iulianus 97
Armstrong, Martin 67
Arouet, François-Marie 101
Arystoteles 193
Auken, Ida 185, 189, 202
B
Bagehot, Walter 61
Baran, Bartosz 7, 9, 10, 235, 236
Bastiat, Frédéric 138
Bernanke, Ben 80
Biden, Joe 159, 162
Bielecki, Jan Krzysztof 9
Böhm-Bawerk, Eugen 57
Buffett, Warren 115, 117, 131, 133
Bush, George 62
C
Cantillon, Richard 36
Chávez, Hugo 169, 170, 172-174, 178, 179
Churchill, Winston 27, 177, 180, 190
Cook, James 23
Coolidge, Calvin 143
D
Dalio, Ray 220
Durant, Will 162
Dzierżawski, Krzysztof, 8
E
Einstein, Albert 72
Emanuel, Ari 123
F
Floyd, George 16
Ford, Henry 51
Franklin, Benjamin 165
Friedman, Milton 8, 17, 135, 161, 172, 193, 207, 222, 230
G
Gates, Bill 190, 192
Gayed, Michael 47
Greenspan, Alan 93
Gresham, Thomas 45
Guaidó, Juan 179
Gwiazdowski, Robert 8
H
Hayek, Friedrich 27, 31, 47, 185
Hazlitt, Henry 56
Hitler, Adolf 27, 223
Hoover, Herbert 26, 109
Hopf, Michael Geoffrey 185
Hume, David 78
Hussein, Saddam 100
J
Jefferson, Thomas 149, 157, 223, 224
Juncker, Jean-Claude 204
K
Keynes, John Maynard 43, 44, 60, 737, 92, 108, 198, 199
Kisielewski, Stefan 7
Kissinger, Henry 197
Kiyosaki, Robert 31
Korwin-Mikke, Janusz 7
Kosares, Michael 130
Kostolany, André 19, 82
L
Lagarde, Christine 194, 205
Lee Kuan Yew 181
Ł
Ławrow, Sergiej 99
M
Maduro, Nicolás 174-176, 179
Maldis, Marek 8
Maloney, Mike 227
Mao Tse-tung 223
Marks Karol 13,16, 22, 145, 185, 214, 224, 230
Mazowiecki, Tadeusz 9
Michael, Jordan 236
Mikhailovich, Simon 101
Mises, Ludwig 54, 103, 105, 112, 159, 174, 185
Morgan, John Pierpont 106
Musk, Elon 122, 162
Mussolini, Benito 223
N
Nay, Katarzyna 8
Nixon, Richard 30, 113
O
Obama, Barack 18
Ocasio-Cortez, Alexandria 181
Okun, Arthur 180
O'Rourke, Patrick Jake 167
P
Paul, Ron 163, 185, 198
Ponzi, Charles 78, 79
R
Rahn, Richard 155
Rand, Ayn 20
Reagan, Ronald 64, 148, 155, 176
Rickards, Jim 39
Roosevelt, Franklin Delano 28
Rosenberg, Dave 128
Rothbard, Murray 185
S
Saint-Exupery, Antoine 10
Sanders, Bernie 39, 164, 169, 181
Schafer, Bodo 229
Schiff, Peter 47, 64, 95
Schiller, Robert 117, 120
Schumpeter, Joseph 18
Schwab, Klaus 186, 189-191, 193, 195, 197, 200, 202, 209, 210, 223, 230
Sennholz, Hans 218
Skousen, Mark 178
Smith, Adam 34
Sorman, Gwizdon 8
Soros, Jerzy 10
Sowell, Thomas 153
Spooner, Lysander 37
Stalin, Józef 223
T
Templeton, John 124
Thatcher, Margaret 224
Tocqueville, Alexis 178, 179
Triffin, Robert 31
Trump, Donald 16, 43, 76
Twain, Mark 63, 205
V
Valentin, Karl 191
Voltaire, zob. Arouet, François-Marie
W
Wilde, Oscar 34
Y
Yellen, Janet 205
Youngman, Henny 37
Z
Zweig, Stefan 230
Coraz częściej słyszy się o rosnących nierównościach społecznych. Statystyki, według których 1% najbogatszej części społeczeństwa posiada więcej majątku niż "najuboższe" 90% mieszkańców Stanów Zjednoczonych stanowią napęd dla niepokoju społecznego, protestów oraz wykorzystania tego faktu w debacie publicznej1. Każdy widzi, że coś jest nie tak, jednak warto zająć się przyczyną takiego zjawiska, a nie walką z jego efektem, w sposób, w jaki pragną to zrobić lewicowi politycy czy elity z Davos, gdzie co roku odbywa się Światowe Forum Ekonomiczne. Gremia te postulują ograniczanie wolności gospodarczej, jeszcze większą rolę państwa w gospodarce w postaci m.in. podatków i regulacji.
Aby znaleźć przyczynę trendu, jakim jest wzrost nierówności w podziale bogactwa, należy zwrócić uwagę na historię pieniądza, gdyż to właśnie zwiększona podczas kilku ostatnich dekad rola państwa w polityce monetarnej doprowadziła do tego, że bogaci są jeszcze bogatsi, a biedni jeszcze biedniejsi. Wróćmy zatem do okresu przedwojennego, w którym, jak zresztą przez większość historii ludzkości, jedynymi prawowitymi środkami płatności były kruszce, szczególnie złoto i srebro, stanowiące ulepszenie niewygodnego dla obu stron transakcji systemu barterowego. Cytując amerykańską konstytucję: "Żadne państwo nie może złożyć oferty na spłatę długów inaczej niż poza złotą lub srebrną monetą".
Oczywiście, jak możecie się domyślać, z biegiem czasu płatności przeważnie nie odbywały się w uncjach złota czy srebra, lecz za pomocą emitowanych przez banki lub rządy banknotów (waluty), które w początkowej wersji miały stuprocentowe oparcie w krajowych rezerwach złota i w każdej chwili możliwe było wymienienie gotówki na kruszec. Tak samo jak oddając rzeczy do pralni, dostajesz potwierdzenie za swoje ubranie, tak samo kiedyś oddając pieniądz (złoto) do depozytu, otrzymywałeś banknot (potwierdzenie). Wymiana mogła nastąpić oczywiście również na rzecz innej waluty, która była tylko krajową wagą światowego pieniądza - złota. Załóżmy, że ustalona cena 1 uncji złota wynosiła 20 dolarów, a Brytyjczycy przyjęli sobie, że za 4 funty można otrzymać jedną uncję złota. W ten sposób w wymianie handlowej panował sztywny kurs walutowy, w którym 1 dolar odpowiadał wartości 5 funtów. Oczywiście kraj stosujący się do zasady, że jego baza monetarna musi mieć pokrycie w złocie, nie mógł "drukować" waluty i powiększać jej podaży w większym stopniu niż rosła podaż krajowego złota. W ten sposób rządy musiały prowadzić zbilansowaną politykę budżetową, w której deficyt był możliwy tylko wtedy, gdy inny kraj mający w tym przypadku nadwyżkę budżetową był skłonny pożyczyć środki drugiemu państwu albo inwestorzy prywatni byli skłonni zakupić rządową obligację. Ponadto przedsiębiorcy mogli planować swoje zagraniczne projekty z wyprzedzeniem, gdyż wiedzieli, jaki będzie kurs wymiany.
Zdjęcie 1.1. Certyfikat złota o wartości 50 dolarówŹródło: http://www.antiquemoney.com/value-of-50-gold-certificate/ [dostęp: 10.05.2021]
Taki system był również znakomitym tempomatem bilansu wymiany handlowej, której dzisiejsze ogromne zaburzenia przyczyniają się do niestabilności systemu gospodarczego. W takim przypadku jeżeli dany kraj miał nadwyżkę na rachunku wymiany handlowej, czyli eksportował więcej niż importował, to do jego gospodarki napływało złoto z zagranicy, które zwiększało bazę monetarną kraju, jak i prowadziło do ekspansji kredytu. Taki boom gospodarczy zawsze przejawiał się wzrostem cen, gdyż większa ilość pieniędzy w obiegu (napływ złota z zagranicy) przyczyniała się do niższych stóp procentowych (więcej kapitału do pożyczenia), a takowa ekspansja monetarna owocowała inflacją oraz oznaczała mniej atrakcyjne ceny dla importerów, co pozwalało danemu krajowi powrócić do równowagi bilansu handlowego. Odwrotna sytuacja miała miejsce w kraju, który odnotowywał deficyt wymiany handlowej. Odpływ złota z kraju prowadził do mniejszej podaży kapitału oraz wyższych stóp procentowych. Wówczas ceny w kraju zaczynały spadać, a gospodarka stawała się coraz bardziej atrakcyjna dla importerów, co ponownie przywracało równowagę bilansu handlowego.
Mamy standard złota, ponieważ nie możemy ufać rządom. HERBERT HOOVERW latach 1815-1914 doświadczyliśmy tzw. klasycznego standardu złota, gdy większość nacji miała swoją walutę wymienialną w danej proporcji na uncję złota. W tym okresie światowy rozwój gospodarczy oparty na wolnym handlu i stabilnej walucie był na niebywałym poziomie, a dobrobyt ludności rósł w bardzo szybkim tempie. Jednak sprawy zaczęły komplikować się wraz z początkiem pierwszej wojny światowej. Państwa biorące udział w wojnie musiały się zadłużać, aby móc finansować wojenne wydatki. Aby nie utracić rezerw złota, rządy odeszły tymczasowo od systemu monety złotej. Podczas dwudziestolecia międzywojennego, po zaburzeniach, jakie wprowadziła wojna w systemie gospodarczym, niektóre kraje zdecydowały się powrócić do systemu opartego na złocie, podczas gdy inne narody jak np. Niemcy, które były zobowiązane do spłaty reparacji wojennych, zaczęły na potęgę drukować walutę, aby móc spłacić zadłużenie. Warto wspomnieć, że na początku Niemcy jako kraj, który przegrał wojnę i odszedł od złotych zasad monetarnych, odnotowywały znakomity rozwój gospodarczy w latach 1919-1921, a ich waluta nawet umocniła się względem dolara2. Jednak, jak to zwykle bywa, krótkoterminowe rozwiązania zazwyczaj na dłuższą metę kończą się tragedią. W latach 1922-1924 w Niemczech zapanowała hiperinflacja, która doprowadziła kraj do upadku. W konsekwencji do władzy w demokratycznych wyborach w 1933 roku doszedł Adolf Hitler, co tylko pokazuje, jak niebezpieczna może być polityka inflacyjna, nieoparta na złocie, mająca na celu zniszczenie wartości oszczędności obywateli oraz demokracja, gdyż większość w danym społeczeństwie zazwyczaj nie ma racji. Potwierdziło się to nie tylko w wyborze Hitlera, ale i w przypadku większości krajów, gdzie w demokratycznych wyborach ludzie oddali władzę socjalistom albo faszystom.
Najlepszym argumentem przeciwko demokracji jest pięciominutowa rozmowa z przeciętnym wyborcą. WINSTON CHURCHILLW Stanach Zjednoczonych, które nadal opierały system na złocie, w 1929 roku miał miejsce wielki kryzys (Great Depression), który zmienił życie milionów Amerykanów oraz doprowadził do ogromnych problemów gospodarczych w latach 1929-1933. Kryzys ten przewidziany przez ekonomistę austriackiej myśli Friedricha Hayeka był przykładem pierwszego tzw. boom-bust cycle na tak dużą skalę, w którym interwencja banku centralnego, w tym przypadku FED-u3, który powstał w 1913 roku, oraz odgórnie ustalane stopy procentowe prowadzą do boomu, jakim w tym przypadku były roaring twenties, a następnie do bustu, czyli kryzysu. Cykl ten, zaproponowany przez austriacką szkołę ekonomiczną, znakomicie uzasadnia wiele finansowych kryzysów oraz cyklów koniunkturalnych i będzie dogłębniej omawiany w dalszej części książki
Okres, w którym przez świat przetoczyły się dwie potężne wojny, cechował się ogromną niestabilnością polityki gospodarczej prowadzonej przez mocarstwa. Dlatego w 1944 roku podczas konferencji w Bretton Woods przyjęto nowy system monetarny. USA, które w 1933 roku dekretem prezydenta Roosevelta skonfiskowały oraz zakazały posiadania fizycznego złota obywatelom oraz były głównym eksporterem sprzętu wojennego, posiadały około 70% rezerw światowego złota. Zatem nie było możliwości powrotu do systemu, który funkcjonował przed 1914 rokiem, gdy waluta każdego państwa opierała się na krajowym złocie. Dlatego zdecydowano, że to dolar jako główna waluta będzie miał oparcie w złocie, a reszta walut zostanie połączona sztywnym kursem z dolarem, który będzie as good as gold ("tak dobry, jak złoto"). Ten system zwany pseudogold standard posiadał wadę, jaką wykazał ekonomista Robert Triffin, tzw. dylemat Triffina. Mianowicie Stany Zjednoczone, jako że stanowiły "tylko" 35% światowego PKB, a 70% światowych transakcji odbywało się w dolarze, były zobowiązane zapewniać napływ swojej waluty do innych krajów, aby nie spowolniać wzrostu światowej gospodarki. W ten sposób kraj ze stolicą w Waszyngtonie musiał prowadzić politykę opartą na deficycie wymiany handlowej. W konsekwencji Stany Zjednoczone redukowały miejscową produkcję, uszczuplając również swoje rezerwy złota, a w długim okresie mogło to doprowadzić do utraty przez dolara statusu głównej światowej waluty.
Po bardzo efektywnych latach 50. i początku lat 60., gdy amerykańska gospodarka oparta na wolnym rynku, niskim podatku dochodowym (warto wspomnieć, że do 1913 był on konstytucyjnie zakazany) rozwijała się w bardzo szybkim tempie, a dobrobyt ludności, zwłaszcza klasy średniej i biedniejszej, rósł w niespotykanym już potem tempie. Pod koniec lat 60. dylemat Triffina coraz bardziej się uwidaczniał, a USA musiało ponieść ogromne koszty wojny w Wietnamie i programów socjalnych, jak np. Great Society, co przyczyniło się do deficytu budżetowego i ekspansji monetarnej prowadzonej przez amerykańskich polityków. Inne kraje, które prowadziły wymianę handlową z USA, zauważyły, że szybszy przyrost pieniądza papierowego niż podaży amerykańskiego złota powoduje, że w cenie 35 dolarów za uncję złota Stany Zjednoczone nie mają pokrycia swoich zobowiązań w prawdziwym pieniądzu i zaczęły wymieniać zielony papierek, jakim jest dolar na złoto. To przyczyniło się do jeszcze większej różnicy pomiędzy podażą waluty a ilością złota posiadanego przez Stany Zjednoczone. Wskaźnik pokrycia do roku 1944 wynosił zawsze 100%, oprócz okresu 1918-1929, który skończył się wielkim kryzysem. Następnie po wprowadzeniu systemu z Bretton Woods wahał się w okolicach około 50%. Na początku lat 70. w wyniku nieustannego wymieniania przez kraje europejskie coraz słabszego dolara na złoto wskaźnik ten spadł do rekordowo niskich 15%.
Źródło: M. Maloney, Guide to Investing in Gold and Silver, s.70.
Gdyby w 1971 roku Richard Nixon nie zakończył tego procederu, amerykańskie rezerwy złota ulegałyby dalszemu, znacznemu uszczupleniu. Oczywiście istniała również inna, w mojej opinii lepsza, reakcja na tak naprawdę bankructwo Stanów Zjednoczonych, mianowicie uczciwa dewaluacja ceny dolara względem uncji złota. Jednak decyzja Nixona sprawiła, że od tego momentu światowe waluty nie są oparte na prawdziwym pieniądzu, tylko na "zaufaniu" względem rządów i banków centralnych tzw. fiat money (pieniądz fiducjarny) Taki obrót spraw przyczynił się do bardzo ciężkiego okresu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych w latach 70., w których doświadczyły one stagflacji (duże bezrobocie, wysoka inflacja), co do tej pory było zjawiskiem nieznanym ekonomistom. Cena uncji złota w okresie tej dekady wzrosła o ponad 2200% względem dolara z 35 dolarów do blisko 800 dolarów w 1980 roku.
Jednak możesz się zastanawiać, co ta cała historia ma wspólnego z dzisiejszymi nierównościami społecznymi. Po pierwsze był to koniec najbardziej sprawiedliwego systemu gospodarczego, który utworzył klasę średnią i przyczynił się w kolosalny sposób do polepszenia bytu, zwłaszcza biedniejszej części społeczeństwa.
Upadek standardu złota doskonale idzie w parze z upadkiem kapitalizmu i wolnego handlu. FRIEDRICH HAYEKOd roku 1971 zmieniły się reguły finansowej gry, jak to znakomicie opisuje w swojej książce Conspiracy of the rich Robert Kiyosaki, a do tych nowych zasad dużo lepiej dostosowali się "bogaci". O ile system waluty złotej premiował oszczędzanie i inwestowanie, gdyż był deflacyjny, to system waluty fiat był miodem na serce dla keynesistów, którzy twierdzą, że to konsumpcja jest korzeniem gospodarki. Cytując wspomnianego już Roberta Kiyosakiego - "Dlaczego oszczędzasz pieniądze, gdy oni je drukują?" - można stwierdzić, że z ery oszczędzania i inwestowania przeszliśmy do ery inflacji i konsumpcji, w której z każdym rokiem wskutek dodruku jednostek monetarnych Twoje oszczędności są warte coraz mniej. Oczywiście w dzisiejszych czasach "pieniądz" nie jest drukowany, tylko po prostu dopisuje się kilka cyferek w bilansie banku centralnego, który najczęściej w ten sposób skupuje rządowy dług albo inne papiery dłużne będące aktywami banków komercyjnych, zwiększając w ten sposób bazę monetarną. Inną formą wzrostu liczby waluty w obiegu są kredyty udzielane przez banki w systemie rezerwy cząstkowej. Niższe stopy procentowe, więcej kredytu jest udzielane, a zarazem więcej jednostek monetarnych jest w obiegu. Ten fenomen omówię dokładniej w dalszej części.
Źródło: Bureau of Labour Statistics
Aby waluta była doskonała, powinna mieć absolutnie niezmienną wartość. DAVID RICARDOZ łatwością możemy zauważyć, kiedy dolar był oparty na złocie, a kiedy na niczym. Po upadku systemu z Bretton Woods wzrost poziomu cen konsumenckich wystrzelił w górę, a politykom za bardzo to nie przeszkadza. W erze bez parytetu złota mogą wzbogacać społeczeństwo, tworząc bez umiaru nowe jednostki monetarne. Od powstania FED-u w 1913 dolar stracił ponad 95% swojej wartości. Warto wspomnieć, że zupełnie inne zjawisko miało miejsce w XIX wieku, w którym prowadzona była zdrowa, wolnorynkowa gospodarka oparta na złocie, a wartość dolara wzrosła w tym stuleciu o 50%! Ponadto okres 1870-1890 zwany Great Deflation, w którym ceny dóbr i usług spadały średnio o 2% w skali roku był jednym z najlepszych okresów amerykańskiej gospodarki. Oczywiście pomimo tego, że obecnie propaganda w postaci rządowych biurokratów twierdzi, że inflacja w wysokości 2%-3% jest kluczem do rozwoju, musisz wiedzieć, że prawdziwy klucz do rozwoju w innowacyjnej, wolnorynkowej gospodarce stanowi deflacja, gdyż wówczas wydajność oraz konkurencyjność produkcji z każdym rokiem jest na coraz to wyższym poziomie, co powoduje, że ceny naturalnie maleją, a wartość nabywcza pieniądza rośnie. Dzięki temu z upływem czasu dobra i usługi stają się coraz bardziej dostępne dla obywatela. Inflacja jest procesem transferu bogactwa, w którym jednostki posiadające dług w danej walucie bogacą się kosztem jednostek posiadających w niej wierzytelności. Obecnie największymi dłużnikami są rządy, którym inflacyjna propaganda i obecna polityka monetarna pozwalają "rozcieńczyć" dług. Jak widzisz na powyższej grafice, dolar - jak i oczywiście inne waluty fiat - nie spełniają głównej roli pieniądza, czyli zachowania swojej wartości w czasie (store of value). Kiedyś były tylko potwierdzeniem oddanych do pralni ubrań, a dziś są ubraniem. Taka kolej rzeczy zawsze ma miejsce, gdy polityka nadmiernie ingeruje w ekonomię, co w każdej cywilizacji prowadziło do odejścia od boskiego pieniądza wybranego na środek płatniczy przez społeczeństwo i wolny rynek, a nie rządy.
Tymczasem keynesiści twierdzą, że deflacja jest niekorzystna, ponieważ ludzie zwlekaliby z konsumpcją, wiedząc, że za rok ceny będą niższe. Czy jeśli powiem Ci, że za rok chleb, laptop lub pakiet miesięczny Netflixa będzie tańszy o 1%, to odłożysz konsumpcję w czasie o rok? Czy przedsiębiorca chcący rozwijać swoją działalność poczeka rok, aby kupić niezbędny sprzęt w nadziei, że będzie on 1% tańszy? Czy przychody firm cierpią, gdy ceny ich produktów spadają? Nie, gdyż większa ilość konsumentów może sobie pozwolić na zakup produktu. Najlepszym przykładem są firmy technologiczne. Ceny ich produktów maleją z każdym rokiem, a przychody rosną. Nawet jeśli przychody w wartościach nominalnych by malały, to nieważny jest nominał na banknocie, tylko jego siła nabywcza (wartość). Jednak dzisiejsze ingerowanie i zapobieganie "wrogowi", jakim jest deflacja poprzez "napędzanie" gospodarki za pomocą tzw. cheap money (sztucznie niskie stopy procentowe i drukowanie waluty) prowadzi do inflacji, która jest na pewno na dużo wyższym poziomie niż ta raportowana przez banki centralne. Dlatego pamiętaj, aby nie mierzyć swojego bogactwa w papierowych banknotach, rób to względem dóbr i usług, które możesz za nie kupić lub względem prawdziwego pieniądza, którego nie można drukować, czyli złota.
W dzisiejszych czasach ludzie znają cenę wszystkiego i wartość niczego. OSCAR WILDETo, że do takiej polityki i do czasów po upadku systemu z 1944 roku lepiej dostosowali się "bogaci" najlepiej widać na poniższym wykresie. Taki stan rzeczy przewidział już nawet w XVIII wieku ojciec wolnorynkowej ekonomii - Adam Smith: "Problem z pieniądzem fiducjarnym polega na tym, że wynagradza mniejszość, która umie sobie radzić z pieniędzmi, ale oszukuje pokolenie, które pracowało i oszczędzało pieniądze".
Źródło: https://www.inbitcoinwetrust.net/bitcoins-monetary-policy-will-help-to-solve-wealth-inequality-in-the-world-of-the-future-c46141821b46 [dostęp: 9.05.2021]
Można zaobserwować, że w okresie po konferencji z Bretton Woods, w którym obowiązywał systemu waluty złotej, nierówności społeczne były na najmniejszym, stabilnym poziomie, gdzie 10% najbogatszych osób posiadało 30-35% amerykańskiego bogactwa. Wraz z odejściem od restrykcyjnej polityki monetarnej i tworzeniem przez FED funny money4 nierówności zaczęły rosnąć w zatrważającym tempie. Czym jest to spowodowane? Po pierwsze podatkiem inflacyjnym, który został nałożony na oszczędzającą część społeczeństwa oraz większymi podatkami, które muszą finansować coraz to większe z każdym rokiem wydatki rządowe, a te w erze papierowego pieniądza nie są niczym ograniczone. Po drugie za sprawą obecnej polityki monetarnej i taniego kredytu, który zaburza procesy rynkowe, rosną sztucznie ceny aktywów (akcje, nieruchomości, własne przedsiębiorstwa), które w dużej części są w posiadaniu tych, którzy na tzw. helicopter money5 potrafią skorzystać i pieniądze pracują dla nich, a nie oni dla pieniędzy. Po trzecie uwidacznia się coraz bardziej tzw. efekt Cantillona. Wraz z nieograniczoną możliwością zwiększania podaży waluty przez banki centralne nowo wykreowany pieniądz w formie, czy to bail-outu6, czy luzowania ilościowego (quantitative easing7) w pierwszej kolejności trafia do rządowych przyjaciół (korporacje, instytucje finansowe), którzy korzystają z tego, że mogą wydać nowe jednostki monetarne, nim te się zdewaluują i trafią dopiero na samym końcu do przykładowego Johna w formie np. zasiłku socjalnego.
W rzeczywistości nie ma czegoś takiego jak inflacja cen, oczywiście w stosunku do złota. Istnieje coś takiego jak dewaluowana waluta papierowa. LYSANDER SPOONERRok
1973
2020
procentowy wzrost
auto
4000
25000
625%
gazeta
0,2
4
2000%
tabliczka czekolady
0,1
1,2
1200%
znaczek pocztowy
0,1
0,6
600%
średnia pensja
10000
35000
350%
mieszkanie
22000
345000
1568%
szkoła
2000
45000
2250%
bilet do kina
1,3
10
769%
Big Mac
0,65
5,7
877%
uncja złota
35
2000
5714%
Opracowanie własne na podstawie https://www.in2013dollars.com/us/inflation/1971?amount=1 [dostęp: 10.05.2021]
Amerykanie są coraz silniejsi. Dwadzieścia lat temu były potrzebne dwie osoby, aby unieść zakupy warte 10 dolarów. Dziś pięciolatek może to zrobić. HENNY YOUNGMANMożna dostrzec, że w przeciwieństwie do okresu waluty złotej, podczas ostatnich pięćdziesiąt lat ceny przykładowych produktów i usług drastycznie wzrosły. Jak widać, w dużo szybszym tempie niż średnia pensja, co znów jest odwrotną sytuacją do tej, w której ceny malały, a średnia pensja była stabilna lub nawet rosła w okresie tzw. zdrowego pieniądza (sound money). W latach 50. niewykształcony mężczyzna pracujący jako robotnik fizyczny był w stanie utrzymać wielodzietną rodzinę, nie otrzymując żadnego wsparcia socjalnego. Jednak owoce jego uczciwej pracy nie były oddawane w jałmużnie politykom, którzy raczej wiedzą gorzej, czego John potrzebuje niż on sam. Następnie w latach 70. w okresie stagflacji, aby utrzymać standard życia rodziny, do pracy musiała udać się również żona, a obecnie, aby nie obniżyć swojego standardu życia Amerykanie muszą się zadłużać, gdyż zarobione przez nich i oszczędzane pieniądze są coraz mniej warte i coraz mniej można za nie kupić, a inflacja spowodowana ekspansywną polityką monetarną, zadłużaniem się państwa na rzecz np. programów socjalnych uderza najbardziej w klasę średnią. Oczywiście ceny w rozwijającej się gospodarce naturalnie maleją, ale względem złota, które pozwoliło zwiększyć wartość nabywczą oszczędności obywatela w okresie keynesowskiej polityki. Tylko pytanie, ile obywateli przechowuje oszczędności w złocie?
Co ciekawe, rządowe dane inflacyjne (CPI) pokazują, że przez ostatnie czterdzieści lat koszt życia wzrósł łącznie zaledwie o 150% (!?), w porównaniu do inflacji podawanej przez portal Shadow Stats, gdzie wzrost ten jest dziesięciokrotny8. Na podstawie rzeczywistych danych oraz obserwacji skłaniam się raczej ku opcji, że prawda leży gdzieś pośrodku, jednak manipulacja danymi ekonomicznymi przez rządy to niestety smutna codzienność.
Jako że inflacja jest korzystna dla rządu, a deflacja dla pracownika, rząd zawsze będzie preferował inflację. JIM RICKARDSWarto zwrócić uwagę również na ceny mieszkań, które wskutek nieustannej bańki tworzonej na rynku nieruchomości, wzrosły w bardzo szybkim tempie. Przyczyną jest oczywiście ingerowanie polityków w rynek nieruchomości za pomocą m.in. polityki niskich stóp procentowych czy gwarancji kredytowych. Więcej na ten temat w kolejnych rozdziałach.
Obecnie Amerykanin musi pracować prawie dziesięć lat na mieszkanie, gdy w 1970 roku były to zaledwie dwa lata. Taki stan rzeczy przekłada się na to, że coraz więcej młodych, zdesperowanych Amerykanów (18-29 lat) mieszka z rodzicami.
Obecny młody Amerykanin nie ma przed oczami upadku muru berlińskiego czy innych socjalistycznych reżimów, tylko kryzys z 2008 roku przypisany "kapitalizmowi" i coraz to większe nierówności społeczne, których prawdziwych przyczyn zapewne nie zna oraz Berniego Sandersa, który obiecuje mu, że rząd spłaci jego pożyczkę studencką. Również cena, jaką płacą Amerykanie za naukę wzrosła osiem razy więcej w danym okresie niż średnia płaca. Nie musicie zgadywać, bo pewnie już wiecie, że jest to sprawka opiekuńczych polityków, którzy wkroczyli na rynek uniwersytecki i w ten sposób rząd zaczął gwarantować studentom pożyczki. W efekcie uniwersytety, mając gwaranta, jakim jest państwo, mogły zacząć podnosić czesne, a dzisiejszy dwudziestopięciolatek kończy studia z ogromnym długiem, brakiem doświadczenia i często jest niedostosowany do rynku pracy, gdzie może się zdarzyć, że będzie zarabiał mniej niż osoba, która na studia nie poszła. Jeśli czytasz tę książkę jako osoba przed dwudziestym rokiem życia, to pamiętaj, że jeżeli chcesz być prawnikiem, doktorem, teoretykiem, musisz iść na studia, ale jeśli zależy Ci na osiągnieciu niezależności finansowej, to studia Cię tego nie nauczą.
Opracowanie własne na podstawie: pewresearch.org [dostęp: 5.05.2021]
Kolejnym aspektem, który w dużej mierze przyczynia się do pogorszenia standardów życia klasy średniej, a wręcz jej powolnego zaniku, jest ogromny deficyt Stanów Zjednoczonych na rachunku wymiany handlowej.
Źródło: https://www.census.gov/foreign-trade/balance/c0004.html [dostęp: 5.05.2021]
Zjawisko, w którym Stany Zjednoczone importują rocznie dobra o wartości 600-800 miliardów dolarów większej, niż eksportują byłoby niemożliwe w przypadku systemu monety złotej, gdyż już dawno kraj pozostałby bez rezerw złota. A tymczasem Stany Zjednoczone mogą płacić Japończykom czy Chińczykom za dobra i usługi wydrukowanym kawałkiem papieru. Państwa, które odnotowują w relacji z USA dodatni bilans wymiany handlowej, nie chcą wzmocnić swojej waluty, wymieniając na nią dolara, gdyż to doprowadziłoby do aprecjacji miejscowego środka płatniczego oraz do utraty przewagi handlowej, ponieważ w oczach importerów produkty danego państwa byłyby droższe. Ponadto napływ nadmiernej liczby waluty do krajowego systemu bankowego doprowadziłby do wzrostu podaży kapitału, ekspansji kredytowej oraz bańki na rynku finansowym, czego doświadczyła Japonia oraz inne kraje Azji Południowo-Wschodniej w latach 80. i 90. ubiegłego stulecia. Dlatego w dzisiejszej gospodarce ma miejsce następujący proces - kraje azjatyckie sprzedają wyprodukowane dobra za wydrukowane dolary i nie chcąc ich wymieniać na krajową walutę, inwestują w amerykańskie obligacje skarbowe, akcje czy nieruchomości, co prowadzi do ogromnych zaburzeń tym razem na rynkach finansowych importera oraz baniek spekulacyjnych, o których więcej w kolejnym rozdziale. W taki sposób w erze fiat money Amerykanie mogą konsumować zagraniczne dobra, nie oferując nic w zamian i dopóki eksporterzy będą skłonni przyjmować za swoje towary dolara, który poprzez niekończący się obecnie dodruk pustego pieniądza z każdym dniem jest wart coraz mniej oraz w dalszym będą chcieli kupować obligacje największego światowego dłużnika, którego dług wynosi już blisko 30 bilionów dolarów (150% PKB USA i 38% PKB światowego) w zamian za odsetki dużo niższe niż inflacja, to taka sytuacja może jeszcze trwać, jednak uważam, że nie za długo. Kiedyś za towar płaciło się złotem, a dziś Stanom Zjednoczonym wystarcza wyemitować obligację i obiecać, że kiedyś zdewaluowanym dolarem wyrówna się swoje zobowiązanie wobec eksportera.
Zastanawiasz się pewnie, jaki ma to wpływ na "wymarcie" klasy średniej? Ano taki, że kiedyś Stany Zjednoczone miały nadwyżkę wymiany handlowej, produkowały większość dóbr u siebie, co zapewniało mnóstwo miejsc pracy, zwłaszcza w sektorze przemysłowym. Obecnie USA, korzystając z tego, że ich waluta jest główną rezerwą walutową, może przenosić produkcję za granicę i w ten sposób kupować tańsze produkty, kosztem największego na świecie deficytu wymiany handlowej. W ten sposób zniknęło wiele miejsc pracy, a przez to konkurencja w danych zawodach wzrosła, co wywołało negatywną presję na płace. Inaczej sytuacja wygląda w sektorze usług, gdzie płace jak i zapotrzebowanie na pracownika rośnie, a wraz z nim nierówności pomiędzy grupami społecznymi. Pomimo tego, że głównym hasłem zwycięskiej kampanii Donalda Trumpa w 2016 roku było odwrócenie trendu bilansu handlowego, odbudowa klasy średniej i wojna na cła z Chinami, to niestety obecny nowy prezydent odziedziczył największy deficyt na rachunku płatniczym, który w marcu 2021 roku wyniósł rekordowe 74,4 miliarda dolarów, przy czym nic nie wskazuje na to, aby za prezydentury Joe Bidena ta kwestia miała ulec zmianie, gdy obywatelom płaci się za zostanie w domu tzw. stimulus checks. Jeśli ludzie nie muszą chodzić do pracy, a dostają jeszcze więcej jednostek monetarnych od rządu, to kto produkuje dobra i usługi? Oczywiście kraje azjatyckie. Więcej o cudach gospodarczych towarzyszących USA w ostatnich latach dowiesz się w kolejnych rozdziałach.
Na podstawie powyższych argumentów można zaobserwować, że ten zły kapitalizm, z którym walczy socjalistyczna fala, nie ma zbyt wiele wspólnego z prawdziwym wolnorynkowym kapitalizmem, który przyniósł bogactwo Stanom Zjednoczonym i innym krajom, które potrafiły go umiejętnie zaimplementować. Obecną sytuację można nazwać, co najwyżej keynesowskim kapitalizmem opartym nie na oszczędnościach, inwestycjach, niskich podatkach czy małej liczbie regulacji, tylko na konsumpcji, ekspansji monetarnej i coraz to większym udziale państwa i banków centralnych w gospodarce, co prowadzi do ogromnych zaburzeń ekonomicznych, jak i społecznych.
Popularność, jaką cieszył się i wciąż się cieszy J.M. Keynes wśród polityków, oczywiście nie jest przypadkowa. Przed okresem jego myśli, jeśli polityk prowadził nierozsądną politykę budżetową, przesadnie ingerował w wolny rynek, drukował wraz z bankiem centralnym jednostki monetarne, aby np. "kupić" wyborców, mógł mieć wyrzuty sumienia. Jednak gdy znalazł się ekonomista, który zaczął twierdzić, że to, co robi ów polityk nie jest złe, a wręcz wskazane dla gospodarki, było oczywistym, że pan Keynes wraz z jego koncepcjami, stanowiącymi obecnie fundament wielu teorii głoszonych na większości ekonomicznych uniwersytetów, będzie zyskiwał na popularności. Podobna sytuacja miałaby miejsce, gdyby przestępca znalazł towarzysza, który przekonywałby go, że to, co robi nie jest złe, a wręcz wskazane dla społeczeństwa. Pan Keynes, do spółki z politykami, miał dar uspokajania narodu oraz wmawiania mu, że wszystko jest na wspaniałej drodze do prosperity. Dwa lata przed wielkim kryzysem z 1929 roku stwierdził on nawet, że "w naszych czasach nie doświadczymy żadnego krachu".
Dlatego, aby naprawić zaburzenia, jakie do kapitalizmu wniósł socjalizm, nie należy wprowadzać jeszcze więcej socjalizmu i innych tego typu idei, które ile razy były próbowane, tyle razy kończyły się tragedią. Podobnie jak socjalizm, tak również wprowadzenie papierowego pieniądza (fiat) zawsze w historii kończy się nadużyciami ze strony władz w celu "wzbogacenia" narodu, co w efekcie oznacza ostateczny upadek danej cywilizacji (np. Cesarstwo Rzymskie). W sumie nie powinno Cię to przesadnie dziwić, gdyż jeśli sam byłbyś w posiadaniu urządzenia do drukowania waluty, to zapewne z początku ostrożnie byś się z nim obchodził i korzystał z niego tylko w nagłych przypadkach. Jednak z biegiem czasu nie mógłbyś się oprzeć pokusie i zacząłbyś kreować jednostki monetarne bez końca, aby np. kupić nowy dom, pojechać na wakacje czy wzbogacić przyjaciół. Dokładnie taki sam proces zachodzi, gdy kilku rządowych biurokratów otrzyma taką zabawkę.
Złe pieniądze wypierają dobre pieniądze. THOMAS GRESHAMW tym rozdziale mogłeś przekonać się, jak prawdziwe jest XVI-wieczne prawo Greshama, według którego złe pieniądze zawsze zastępują dobre pieniądze. Przeszliśmy od stabilnego systemu monetarnego opartego w 100% na złocie do systemu w 100% opartego na rządowej drukarce i papierowych jednostkach monetarnych. W rozdziale czwartym znajdziesz moją sugestię odnośnie tego, jak przywrócić wiarę w światowe waluty oraz wolnorynkowy kapitalizm. W rozdziale jedenastym zostanie Ci przedstawiona propozycja Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz światowych elit ze Światowego Forum Ekonomicznego.
Krytykując kapitalizm, chętnie zarzuca mu się, że jest systemem niestabilnym i prowadzi do częstych kryzysów i pęknięć, tzw. baniek spekulacyjnych, co kończy się utratą środków zainwestowanych w akcje czy nieruchomości, bankructwem niektórych firm czy zwiększonym bezrobociem w okresie recesji. Jednak jak to możliwe, że przed większością kryzysów ostrzegali austriaccy ekonomiści - Friedrich Hayek przed wielkim kryzysem w 1929, Ron Paul przed bańką internetową (dot-com bubble), która pękła w 2000 roku oraz Peter Schiff, który przewidział w 100%, jak będzie wyglądał kryzys finansowy z roku 2008 w swojej książce Crash Proof, a w tym czasie keynesiści najczęściej wyśmiewali ostrzeżenia, jakie padały z ust austriackich ekonomistów i zapewniali, że wszystko jest pod kontrolą. Następnie po chwili pokory i przemyśleń wracali tym razem z tezami, że to kapitalizm jest niestabilny. Obecny kapitalizm stał się niestabilny, bo tak jak wspomniałem, jest to keynesowski kapitalizm, który ma niewiele wspólnego z tym prawdziwym. Ponadto wszystkie kryzysy, które nastąpiły po odejściu od złotego standardu można wytłumaczyć prostym schematem stworzonym przez austriacką myśl ekonomiczną oraz nazwanym boom and bust cycle. Jeśli uda Wam się go zrozumieć i prześledzicie ostatnie kryzysy finansowe, to nie będziecie zdziwieni, że Austriakom udało się przewidzieć każdy kryzys, a keynesiści wciąż wierzą, że FED czy politycy zawsze zapobiegną katastrofie, którą sami wykreowali.
Jednak, aby zrozumieć cykl proponowany przez Austriaków, należy najpierw zrozumieć, czym są i jaką rolę w gospodarce pełnią stopy procentowe i dlaczego to rynek, a nie banki centralne, powinien ustalać ich wysokość. Naturalnie stopy procentowe powinny być ustalane tak, jak większość cen na rynku, czyli za sprawą popytu ze strony chcących nabyć kapitał i podaży ze strony tych, którzy kapitał posiadają - oszczędzających. Podaż w tym przypadku stanowią osoby, które osiągnęły już taki poziom zamożności, że są skłonne odłożyć bieżącą konsumpcję w czasie i w ten sposób, zarabiając na odsetkach, użyczają swojego majątku drugiej osobie, która ma plan na to, jak te środki wykorzystać w bardziej efektywny dla społeczeństwa sposób, płacąc przy okazji odsetki wierzycielowi w wysokości rynkowej stopy procentowej. Więc jeżeli w danym narodzie będzie dużo oszczędności i osób skłonnych do odłożenia konsumpcji w czasie, to stopy procentowe będą niższe, gdyż podaż pieniądza w posiadaniu banków będzie wysoka. Inaczej sytuacja wygląda, gdy oszczędności w danym społeczeństwie jest mało, wtedy strona podażowa będzie na niskim poziomie, co implikuje wzrost stóp procentowych. Powyższy mechanizm jest, tak samo jak złoto w przypadku wymiany handlowej, znakomitym tempomatem aktywności gospodarczej. Jeżeli przedsiębiorca widzi, że stopy procentowe są niskie, to jest to dla niego sygnał do rozwijania własnej firmy i podejmowania bardziej ryzykownych przedsięwzięć, gdyż wie, że w społeczeństwie skumulowało się wystarczająco dużo oszczędności (kapitału), które przerodzą się w późniejszy popyt na jego produkty. Odwrotna sytuacja ma miejsce, gdy stopy procentowe są wysokie, wtedy inwestor powinien powstrzymać ekspansję swojej firmy, gdyż społeczeństwo w obecnym momencie nie posiada wystarczająco dużo środków, aby stworzyć popyt na jego nową usługę. Warto zaznaczyć, że na wolnym rynku stopa procentowa jest również zależna od ryzyka. Firma pożyczająca (bank), aby nie zbankrutować musi odpowiednio kalkulować ryzyko osoby, przedsiębiorstwa czy danego przedsięwzięcia, udzielając kredytu ze środków, które inna jednostka przechowuje w danym banku na lokacie, co pozwala uniknąć marnowania zasobów kapitału poprzez finansowanie nierentownych i ryzykownych przedsięwzięć. W efekcie bardziej ryzykowny projekt czy mniej wiarygodna osoba powinna otrzymać mniejszy kredyt z większymi odsetkami, co wydaje się być logicznym zjawiskiem, jednak nie do końca tak to dzisiaj działa, co widać zwłaszcza, gdy przypomnimy sobie kryzys finansowy z 2008 roku.
Wolnorynkowa stopa procentowa = preferencja czasu + premia ceny (inflacja) + premia ryzyka
Teraz już wiecie, że w głównej mierze wysokość stóp procentowych powinna zależeć od oszczędności i bogactwa skumulowanego w danym kraju, co pozwala utrzymać gospodarkę w równowadze oraz wysyła niezbędne sygnały przedsiębiorcom. Jednak, jak możecie się domyślić, tak to niestety obecnie nie funkcjonuje. Stopy procentowe ustalane są przez bank centralny, a podaż pieniądza może być zwiększana bez konieczności większych oszczędności społeczeństwa tylko np. tzw. luzowaniem ilościowym, czyli zastrzykiem stworzonych przez bank centralny jednostek monetarnych do sektora bankowego poprzez skupowanie najczęściej instrumentów dłużnych będących aktywem danego banku. Oczywiście w obecnych czasach oprócz luzowania ilościowego rząd może bezpośrednio stymulować gospodarkę realną za pomocą monetyzacji długu9. Jest to czyste drukowanie pustego pieniądza przez FED, który może być wydawany przez rząd i zwiększa magicznie realną podaż kapitału. Kolejna opcją na zwiększenie podaży kapitału, który może zostać wykorzystany jako kredyt, jest zmniejszenie wymaganego procentu rezerwy obowiązkowej (reserve ratio) w sektorze bankowym, który mówi nam o tym, jaki procent Twojego depozytu zostaje w bankowych rezerwach, a jaki może być dalej pożyczany. Jeśli procent ten wynosi 10%, to z wpłaconych przez Ciebie 100 dolarów tylko 10 zostaje w bankowej rezerwie, a dzięki mnożnikowi kreacji pieniądza i popytowi na kredyt w systemie bankowym z powietrza może powstać 1000 dolarów depozytu. Gdyby procent rezerwy obowiązkowej wynosił 5% to odpowiednio sektor bankowy mógłby wyczarować ze 100 dolarów 2000 dolarów. Tak w dużym skrócie działa system rezerwy cząstkowej, który w ogromnym stopniu warunkuje podaż waluty danego kraju. Zwłaszcza w okresie, gdy stopy procentowe są na niskim poziomie, a popyt na kredyt na wysokim. Więcej o mnożniku kreacji pieniądza i systemie rezerwy cząstkowej dowiesz się w czwartym rozdziale.
Wystarczy, że naród nie rozumie naszego systemu bankowego i monetarnego, bo gdyby zrozumiał, to uważam, że przed jutrzejszym rankiem doszłoby do rewolucji. HENRY FORDJak widzisz to FED, a nie rynek kontroluje wysokość stóp procentowych oraz podaż środków, które instytucje finansowe mogą pożyczać. W taki sposób tworzy się boom and bust cycle. Schemat zaczyna się od tego, że bank centralny i politycy chcą pobudzić sztucznie gospodarkę, a robią to oczywiście za pomocą ekspansywnej polityki monetarnej, czyli sztucznie niskich stóp procentowych, obniżenia wskaźnika rezerw obowiązkowych czy luzowania ilościowego (naprawdę ładna nazwa na tworzenie jednostek monetarnych z powietrza). W ten sposób przedsiębiorcy odbierają błędny sygnał, że w społeczeństwie skumulowało się dużo kapitału i należy rozwijać swoją działalność oraz podejmować bardziej ryzykowne projekty, gdyż zapewniony zostanie popyt na dane produkty, a koszt długu jest na wyjątkowo niskim poziomie. Co więcej, w danym sektorze pojawia się coraz więcej firm, gdyż niskie raty odsetkowe sprawiają, że przedsiębiorstwo, które do tej pory nie było w stanie uzyskać zysku w konkurencyjnym sektorze, obecnie stało się dochodowe. Również przykładowy John jest teraz w stanie wziąć kredyt na mieszkanie i cieszyć się ciągle jego rosnącą wartością, gdyż nie tylko on był na tyle bystry, aby skorzystać z okazji niskich stóp procentowych, które są nawet mniejsze od rocznej inflacji, co prowadzi do tego, że w realnych wartościach odda bankowi mniej pieniędzy niż na zakup mieszkania pożyczył. Przedsiębiorstwa, korzystając z niskiego kosztu długu i polityki banku centralnego (easy money), rozwijają swoją działalność, a podejmowane przez nie bardziej ryzykowne, wcześniej nieopłacalne projekty, dziś cieszą się popytem ze strony społeczeństwa, gdyż każdy czuje się "bogatszy". Aktywa giełdowe rosną, zakupione mieszkanie według obecnej wyceny jest już warte dużo więcej, co pozwala dokonać refinansowania i zaopatrzenia się w nowe środki pieniężne, które prowadzą do dalszej wzmożonej konsumpcji. Co więcej, kredyty konsumpcyjne i oprocentowanie na karcie kredytowej są niesamowicie niskie, więc czemu John miałby się na taką okazję nie skusić? W taki sposób wszyscy żyją ponad w stan w fikcyjnej iluzji bogactwa. Jak widzicie, wcale nie potrzeba oszczędności i zgromadzonego kapitału, aby doświadczyć boomu gospodarczego. Deweloperzy, wykorzystując wysokie ceny na rynku i duży popyt, budują nowe mieszkania, zwiększa się podaż dóbr i usług w gospodarce zapewnianych przez nowo powstałe firmy i wydaje się, że ta ekonomia jest całkiem prosta i wesoła, wystarczy ustalić niskie stopy procentowe na rynku i zapewnić bankom płynność, a wszystko będzie się rozwijać i rosnąć w nieskończoność.
Jednak przychodzi okres, gdy podaż dóbr tworzonych przez nowe przedsiębiorstwa zaczyna przewyższać popyt konsumpcyjny, inicjatorzy coraz to bardziej ryzykownych idei nie są w stanie spłacać rat kredytowych. To samo dzieje się na rynku mieszkaniowym, gdzie osoby bez odpowiedniej zdolności kredytowej, które w ramach programu politycznego "niskie stopy, dom dla każdego" zakupiły mieszkanie, obecnie również nie są w stanie spłacać rat kredytowych. Banki w obawie o dalsze straty przestają udzielać kredytu po tak niskich stopach, również bank centralny zmartwiony szalejącą coraz to bardziej inflacją wywołaną ekspansją kredytu musi podnieść stopy procentowe, aby "chronić" wartość dolara. Podwyżka stóp procentowych oraz coraz bardziej ograniczony dostęp do kredytu mają dramatyczne w tym przypadku skutki dla gospodarki. Ceny mieszkań spadają, gdyż wyższe stopy procentowe pociągają za sobą mniejszy popyt na nieruchomości, co więcej, obecni kredytobiorcy nie są w stanie spłacać większych rat odsetkowych. Taki spadek rynkowej wartości nieruchomości uruchamia dalszą spiralę, gdyż osoby, które wzięły kredyt z 10% lub często zerowym wkładem własnym, obecnie wskutek spadku jego wartości są underwater10 i muszą albo w trybie natychmiastowym pokryć swoje zobowiązanie, albo bank przejmie i sprzeda ich mieszkanie, aby ograniczyć straty i zabezpieczyć się przed bankructwem, co prowadzi do dalszego spadku cen na rynku. Podobna sytuacja ma miejsce w pozostałej części gospodarki, gdzie przedsiębiorstwa, które gdyby nie to, że stopy procentowe były na sztucznie niskim poziomie, nigdy na rynek by nie weszły, a obecnie nie są w stanie dostosować się do nowych realiów z wyższymi ratami odsetkowymi oraz mniejszą konsumpcją ze strony społeczeństwa i w konsekwencji bankrutują. W taki sposób w gospodarce planowanej przez FED i polityków, opartej na "dopingu" nie powiązanym w najmniejszym stopniu z oszczędnościami i naturalnie ustalanymi stopami procentowymi, w długim okresie wszystko powinno wrócić do normy sprzed "boomu", jednak oczywiście bardzo dużym kosztem poniesionym w jego trakcie. W czasie "wzrostu" gospodarczego powstało zbyt dużo przedsiębiorstw, projektów, zostało wybudowane zbyt dużo domów, na które naturalnie nie byłoby popytu. W tym okresie doszło do misalokacji kapitału oraz ogromnego zadłużenia się firm, rządów, mieszkańców, w nadziei, że niskie stopy procentowe oraz gospodarcza euforia będą trwały w nieskończoność. Jednak zawsze wzrost gospodarczy nieoparty na prawdziwym kapitale i oszczędnościach społeczeństwa kończy się tragicznie. Aby kraj mógł zacząć rozwijać się na nowo, należy pozwolić upaść przedsiębiorstwom, które nie powinny powstać, doprowadzić do zredukowania długu (deleveraging), który powstał w wyniku podejmowania nieopłacalnych i ryzykownych projektów (np. poprzez restrukturyzację długu lub ograniczenie wydatków) oraz umożliwić gospodarce naturalny, uczciwy wzrost. Niestety rząd i FED nie chcą do tego dopuścić, co prowadzi w dłuższej perspektywie do jeszcze tragiczniejszych konsekwencji, o czym przekonacie się w dalszej części książki.
Powrót do stabilności monetarnej nie generuje kryzysu. To tylko ujawnia błędne inwestycje i inne błędy popełnione w halucynacji iluzorycznego dobrobytu stworzonego przez politykę łatwych pieniędzy. LUDWIG VON MISESTak właśnie działa boom-bost cycle, w którym wskutek interwencji w gospodarkę za sprawą niskich stóp procentowych (ekspansja kredytu) oraz zwiększenia podaży waluty w gospodarce powstaje boom, w którym ceny aktywów rosną, banki z przyjemnością udzielają kredytu, powstają nowe firmy, wszystko się rozwija i każdy czuje się bogatszy. Następnie w wyniku nadmiernej podaży (overcapacity) oraz przegrzania gospodarki dochodzi do pierwszych oznak niewypłacalności, bankructw. Inflacja zaczyna być problemem dla banku centralnego, co powoduje wzrost stóp procentowych, na co tak zadłużona gospodarka nie może sobie pozwolić. Kończy się to spadkiem popytu na kredyt oraz recesją, gdyż ludzie zaczynają mniej wydawać na konsumpcję, przedsiębiorstwa mniej zarabiają, płace spadają, rośnie bezrobocie itd.
Aby ukazać Wam, jak ważną rolę w gospodarce pełnią stopy procentowe, pozwolę sobie posłużyć się następującym przykładem. Nasz John oprócz tego, że, jak już wiemy, kupił sobie mieszkanko bez wkładu własnego z niskim oprocentowaniem, prowadzi restaurację. Obecnie w jego miejscowości odbywają się mistrzostwa świata w hokeju, przyjechało mnóstwo gości z całego świata i lokal cieszy się ogromnym popytem. John, nie biorąc pod uwagę tego, że ten popyt jest sztuczny i tymczasowy, gdyż mistrzostwa trwają tylko dwa tygodnie, planuje ekspansję, wziął kredyt na rozbudowę własnej infrastruktury, zatrudnił dużo więcej pracowników, podpisał nowe długoterminowe kontrakty z dostawcami, przewidując, że popyt na takim poziomie pozostanie na zawsze. Jednak, jak się możecie domyślić, jego przewidywania się nie sprawdzają, mistrzostwa się kończą, goście wracają, skąd przyjechali, a John zostaje z ogromnym zadłużeniem, zbyt dużą kadrą pracowniczą oraz w dalszej konsekwencji musi ogłosić upadłość. Tak samo jak on błędnie odebrał sygnał do ekspansji, jakim było krótkoterminowe wydarzenie w okolicy, tak samo błędnie przedsiębiorcy odbierają sygnały, jakimi są sztucznie niskie stopy procentowe, które w rynkowych warunkach sugerowałby, że społeczeństwo zgromadziło dużo kapitału, mogącego potem zapewnić popyt na dodatkowe produkty i usługi. W obu przypadkach przedsiębiorstwo, które powstało w wyniku euforii oraz ingerencji państwa w politykę monetarną lub jest źle zarządzane, powinno dla dobra gospodarki upaść. Możecie pomyśleć, ale jak to, państwo nie powinno pomóc? Przecież ludzie stracą pracę, zwiększy się bezrobocie w kraju. Po pierwsze, jeżeli przedsiębiorstwo zostało utworzone wskutek błędnych sygnałów i gdyby nie tymczasowa sztuczna konsumpcja i niskie stopy procentowe lub chwilowe zainteresowanie danym sektorem, nie miałoby prawa powstać, musi upaść, gdyż obecnie dany produkt nie cieszy się wystarczającym popytem, a ustabilizowanie się stóp procentowych na racjonalnym poziomie powoduje, że zadłużona firma jest nierentowna i nie może dalej funkcjonować. Jedynym rozwiązaniem byłoby wkroczenie rządu i dotowanie danego biznesu. Jednak oczywiście w tym przypadku kosztem dobrze zarządzanego, solidnego przedsiębiorstwa byłaby ratowana firma, na której produkty popytu nie ma i jej użyteczność dla społeczeństwa, jak widać, jest marginalna. Dla dobra gospodarki i społeczeństwa, zdrowym i prosperującym firmom powinno pozwolić się na wzrost, a nierentownym powinno pozwolić się na upadek, aby uwolnić ograniczone zasoby, jakimi jest ziemia, sprzęt (maszyny) czy kadra pracownicza, które mogą być efektywniej wykorzystane gdzie indziej. Odwołując się do twórczości Henry'ego Hazlitta, warto zwrócić uwagę nie tylko na to, co jest widzialne (upadający biznes, ludzie tracący pracę), lecz również na to, co niewidzialne, a mianowicie na to, że w wyniku upadku jednej firmy i uwolnienia źle alokowanych zasobów powstanie nowe przedsiębiorstwo, bez zadłużenia, z nowymi ideami i założone często przez pracowników upadłej firmy, którzy dostrzegali na przestrzeni lat niewłaściwe zarządzanie i teraz wraz z wnioskami, które udało im się wyciągnąć są w stanie w lepszy i bardziej efektywny sposób zagospodarować zasoby, takie jak oszczędności społeczeństwa (kapitał), dany kawałek ziemi, dane surowce i daną liczbę pracowników, co przyczynia się w długim okresie do wzrostu gospodarczego i poprawy bytu miejscowej ludności.
Siła polityczna nigdy nie może przezwyciężyć prawa ekonomicznego. EUGEN VON BÖHM-BAWERKPodsumowując, mam nadzieję, że teraz już rozumiecie, na czym polega boom and bust cycle, proces wynikający z tego, że pewne grono osób chce "zaplanować" gospodarkę, która powinna toczyć się według własnych zasad. Zjawisko to ma niewiele wspólnego z niestabilnością wolnorynkowego kapitalizmu. Podobnie jak ustalanie cen chleba, mąki czy masła w socjalistycznych krajach nie przyniosło niczego dobrego, tak samo ustalanie ceny kapitału (stóp procentowych) prowadzi zawsze do tego samego, czyli do bustu, a przy okazji do misalokacji kapitału i zasobów. Ponadto przedsiębiorstwo powstałe wskutek polityki, w której występuje rozbieżność pomiędzy inwestowaniem kapitału, a jego oszczędzaniem, jest źle zarządzane, nierentowne lub na jego usługi nie ma popytu w danym społeczeństwie, powinno zatem upaść, pozwalając na wzrost efektywnym firmom oraz uwalniając ograniczone zasoby dla bardziej wydajnych, kreatywnych i opłacalnych biznesów czy sektorów. Jednak czemu się tak nie dzieje i po 2008 roku tak naprawdę jeszcze nie doszło do bustu i powrotu ekonomii na naturalną, zdrową ścieżkę wzrostu?
Kryzys finansowy 2007-2009 był oczywiście znakomitym przykładem zjawiska boom-bust cycle. Wraz z początkiem XXI wieku i pęknięciem bańki spekulacyjnej na rynku akcji technologicznych wywołanej w głównej mierze przez ekspansywną politykę FED-u, amerykańska gospodarka wpadła w lekką recesję, a w celu jej pobudzenia rządzący podjęli decyzję o ponownym zastosowaniu polityki tym razem jeszcze niższych stóp procentowych oraz umożliwieniu zakupu domu każdemu, niezależnie od jego dochodu czy zdolności kredytowej. Oczywiście prywatny pożyczkodawca zastanowiłby się kilka razy, czy chce ponieść ryzyko udzielenia kredytu osobie, która może go nie spłacić. Jednak w tym przypadku na ratunek przyszły dwa "prywatne" przedsiębiorstwa - Fannie Mae i Freddie Mac, które będąc pod parasolem państwa (jakby za mało było jego interwencji) miały za zadanie gwarantować kredyt hipoteczny, tak aby banki nie musiały ponosić ryzyka, udzielając kredytów subprime, czyli dla klientów z najniższą zdolnością kredytową. W taki sposób na rynku nieruchomości rozpoczęła się największa hossa w historii. Banki udzielały kredytów, nie biorąc pod uwagę ryzyka kontrahenta. Następnie nasi dwaj przyjaciele Fannie Mae i Freddie Mac przejmując od banku aktywo, jakim jest kredyt hipoteczny, i zwalniając bankowi środki na dalsze nieskończone pożyczanie, tworzyły papier wartościowy złożony z różnych transz kredytów, od tych najbezpieczniejszych do tych subprime (tzw. sekuratyzacja). Potem znajoma agencja ratingowa wystawiała najczęściej najwyższy możliwy rating takiemu aktywu - MBS (Mortgage Backed Security) i był on przeznaczony do obiegu na rynkach finansowych, gdzie dzięki temu, że miał dochodowość wyższą niż inne obligacje o podobnym ratingu, cieszył się sporym popytem. Co ciekawe 65% papierów wartościowych opartych głównie na kredytach subprime, czyli udzielonych osobom o pseudonimie "Ninja" (no income, no job, no assets) miało najwyższy możliwy rating (potrójne A!). Taki sam jak niemieckie obligacje skarbowe. Takie cuda są możliwe tylko i wyłącznie, gdy wolny rynek odchodzi w niepamięć. Czy gdyby do gry nie wkroczyły dwie instytucje będące pod parasolem państwa, to jakikolwiek prywatny bank wziąłby na siebie odpowiedzialność za tak ryzykowny kredyt? Bank nie przejmował się, komu daje kredyt, na jaką kwotę i na jaki okres, ponieważ następną czynnością było oddanie go w ręce naszych dwóch towarzyszy, które ryzykiem również się przejmować nie muszą, gdyż są pod opieką państwa.
Łatwa dostępność do kredytu i ciągle rosnące ceny przyczyniły się do boomu na rynku nieruchomości, jak i w całej gospodarce, gdyż rosnąca wartość nieruchomości pozwala na refinansowanie kredytu, aktywa na giełdzie osiągały nowe rekordowe wartości, wszyscy czuli się bogatsi. Bez konieczności wkładu własnego nikt nie przejmował się ceną mieszkania, a najlepszą możliwą metodą na stanie się bogatym był właśnie zakup nieruchomości. Podobna sytuacja miała miejsce na rynku kapitałowym, gdzie pojawiało się coraz więcej nowych, niedoświadczonych inwestorów, którzy nawet zadłużając się u swojego brokera, liczyli na to, że hossa będzie trwać w nieskończoność.
Za to oszczędności społeczeństwa w tym wspaniałym okresie były na najniższym poziomie w historii, odnotowując spadek o 80% w porównaniu z początkiem lat 70.11 Wtedy Amerykanin oszczędzał 15% swojego dochodu, a w okresie wspaniałego boomu w latach 2005-2006 było to zaledwie 2,5%, gdyż przy wesołej keynesowskiej polityce monetarnej banki wcale nie potrzebują oszczędności klientów, aby móc udzielać coraz to większej ilości kredytu, na który w okresie iluzorycznego wzrostu jest ogromny popyt.
Oczywiście, jak już wiecie, bust nadszedł dosyć szybko, pierwsze kredyty subprime przestawały być spłacane, a instytucje finansowe z wysoką ekspozycją na ryzyko, które "bawiły" się w czysty hazard, kupując MBS-y i inne produkty finansowe oparte na kredytach hipotecznych jak np. CDO (Collateralised Debt Obligation) czy ubezpieczając kredyty bankowe za pomocą CDS (Credit Default Swap) zaczęły mieć coraz większe problemy. Takie zjawisko nie może specjalnie dziwić, gdy w systemie, w którym prawie każdy czuje się pod rządową ochroną, pasywa banków, czyli w głównej mierze depozyty klientów były pokryte tylko w 3% gotówką12! Resztę aktywów stanowiły kredyty hipoteczne oraz ryzykowne instrumenty, o których mowa powyżej.
Oczywiście podobnie jak w schemacie obmyślonym przez Austriaków FED w okresie nadmiernej ekspansji był zmuszony zareagować, podnosząc stopy procentowe, co jak się domyślacie, doprowadziło do dramatycznego spadku cen na rynku nieruchomości, które przecież kupuje się tylko, gdy ceny rosną, w nadziei, że będą rosły dalej, a nie kiedy spadają. Ludzie, którzy wzięli kredyt na mieszkanie wyceniane na 300 tys. dolarów, a obecnie warte 150 tys. dolarów, musieli jak najszybciej uregulować utratę wartości zabezpieczenia albo oddać mieszkanie w ręce banku. Ponadto wszystkie kredyty hipoteczne cechowały się zmienną stopą procentową, a jej nieuniknione podwyższenie doprowadziło do jeszcze większej ilości kredytów, które nie były spłacane. Instytucje kredytowe, jak i te, które udzielały im gwarancji, nie przygotowane kompletnie na koniec rynkowej euforii stanęły na skraju bankructwa. Uważając przez cały okres boomu, że są zbyt duże, by upaść, mocno nadwyrężały tzw. pokusę nadużycia (moral hazard), nie dbając o ilość ponoszonego ryzyka w okresie iluzorycznego dobrobytu. Pomimo tego, że większość instytucji bankowych i ubezpieczeniowych w tym czasie powinno upaść, aby ponieść konsekwencje za fatalne zarządzanie ryzykiem oraz uczestnictwo w tym "chorym", sztucznie stworzonym systemie, to bankrutem wśród wielkich graczy został jedynie bank Lehman Brothers. Reszta "towarzystwa" została uratowana przez FED i polityków (czytaj - przyjaciół banksterów) tzw. bail-outem, który oczywiście został sfinansowany zadłużeniem kraju za sprawą magicznych jednostek monetarnych emitowanych przez bank centralny, czyli na koszt oszczędności podatnika oraz przedsiębiorstw, które w tym procederze nie uczestniczyły. Tym sposobem z nieba spadło 700 miliardów dolarów, a takie działanie oprócz tego, że dalej promuje moral hazard w sektorze finansowym, to jeszcze, jak większość ingerencji biurokratów w naturalne procesy gospodarcze, ma dużo niezamierzonych konsekwencji w długim okresie prowadzących do zaburzeń, które na różne sposoby odczuwa John.
Kardynalną maksymą jest to, że jakakolwiek pomoc dla obecnego złego banku jest najpewniejszym sposobem zapobieżenia powstaniu przyszłego dobrego banku. WALTER BAGEHOT (1873 rok)Oczywiście ogromne straty poniósł również nasz główny bohater. Wartość jego nieruchomości spadła o 50%, wartość funduszu emerytalnego, w którym uczestniczy również spadła o 50%, jego restauracja upadła, gdyż ludzie w okresie kryzysu nie są skłonni do jedzenia na mieście oraz w okresie obecnej paniki na rynkach finansowych nie posiada zdolności kredytowej, aby swoje przedsiębiorstwo ratować. Różnica jest taka, że on w przeciwieństwie do sektora finansowego, który za sprawą ogromnej ingerencji polityków i presji rządowej agendy na udzielanie jak największej liczby kredytów hipotecznych bawił się w okresie boomu jak nigdy wcześniej, nie otrzymał miliardowego czeku ze strony rządu i banku centralnego.
Musiałem porzucić zasady wolnego rynku, aby ocalić system wolnorynkowy. GEORGE BUSHPrezydent George Bush w swoim wystąpieniu chciał przekazać, że aby uratować gospodarkę centralnie planowaną, musiał wdrożyć jeszcze więcej gospodarki centralnie planowanej.
Oczywiście reakcja na kryzys wywołała ogromny niesmak wśród społeczeństwa i doprowadziła do masowych protestów wymierzonych w sektor finansowy, którego bliskie więzi z politykami zawsze pozwolą go uratować kosztem podatnika.
Na zdjęciu widzimy naszego Johna, który rozgoryczony utratą dorobku całego życia wraz z towarzyszami będącymi w takim samym położeniu protestuje przeciwko systemowi nagradzającemu winowajców całej sytuacji. Oczywiście warto wspomnieć, żeby gdyby słuchał ostrzeżeń Austriaków, a nie keynesistów to może, aż tak źle by jego sytuacja nie wyglądała. Możecie pewnie pomyśleć, że na ulice wyszli wściekli na ten cały crony capitalism ("kapitalizm kumoterski"), interwencjonizm państwowy oraz banksterów libertarianie chcący przywrócić stary, dobry prawdziwy wolnorynkowy kapitalizm. Jednak oczywiście jesteście w błędzie, na ulicę wraz z Johnem wyszli ludzie domagający się jeszcze większej interwencji państwa w gospodarkę, większej liczby "darmowych" programów socjalnych, a zatem większych podatków, większego zadłużania się państwa i większego dodruku pieniądza, czyli tego, co na ulice ich wyprowadziło. Brzmi dosyć paradoksalnie, ale tak to niestety wygląda.
Źródło: https://www.cbsnews.com/news/the-13-best-protest-signs-seen-at-occupy-wall-street/ [dostęp: 5.05.2021]
Zawsze, gdy znajdziesz się po stronie większości, jest to czas, aby się zatrzymać i zastanowić. MARK TWAINOberwało się 1% najbogatszych Amerykanów oraz oczywiście wolnorynkowemu kapitalizmowi, którego w procesie tworzenia bańki na rynku nieruchomości, jak i reakcji na kryzys niestety trudno się dopatrzeć. Znakomicie przebieg protestów oraz nieświadomość protestujących ukazuje film Petera Schiffa, który jak to zostało wspomniane, przewidział kryzys, ostrzegając przed nim zarówno podczas swoich występów w głównych amerykańskich mediach jak i w książce Crash Proof. W filmie zamieszczonym na Youtubie13, który ma blisko pięć milionów wyświetleń Schiff z tabliczką "I am the 1%, Let's talk" rozmawia przez blisko trzy godziny z protestującymi, tłumacząc im, że z tym, co się stało nie ma nic wspólnego ani kapitalizm, ani wolny rynek, tylko coraz większy keynesizm w polityce monetarnej, w której to politycy chcą kreować przebieg gospodarczych naturalnych cyklów, a gdy coś się nie powiedzie, są skłonni ratować nade wszystko swoich przyjaciół z sektora finansowego.
Rząd nie jest rozwiązaniem naszego problemu, rząd jest problemem. RONALD REAGANOczywiście jedyną rozsądną odpowiedzią na kryzys, który przy ustalanych na rynkowym poziomie stopach procentowych oraz braku zabezpieczenia sektora bankowego ze strony rządu w przypadku upadku, do jakiego prowadzi nieodpowiedzialna i ryzykowna polityka zarządzających, nigdy nie miałby miejsca, byłoby pozwolenie, by upadły firmy, którymi w tym okresie fatalnie zarządzano. To pozwoliłoby zająć ich miejsce na rynku mniejszym firmom finansowym i ubezpieczeniowym, które w całym tym procederze nie uczestniczyły i prowadziły racjonalną politykę inwestycyjną i kredytową. Jednak tak się nie stało, a winowajcy, czyli największe przedsiębiorstwa finansowe tylko ugruntowały swoją pozycję na rynku, o czym zostanie wspomniane w dalszej części książki.
"Wielki reset" Bartosza Barana - na podstawie fotografii człowieka raczej młodego - czytam z rozrzewnieniem, ale i zgrozą. Z rozrzewnieniem, bo przypomina mi on młodość pod komunistami, kiedy to w małych grupkach poszukiwaliśmy alternatywy dla ustroju, jakiego świat nie widział. Potem nastał stan wojenny, który z perspektywy czasu traktuję jako szczęśliwe dla mnie wydarzenie. Trafiłem bowiem do obozu dla internowanych w Białołęce, gdzie poznałem Janusza Korwina--Mikkego, znanego mi wcześniej tylko z publikacji i wystąpień na różnych dyskusyjnych zebraniach. Dzięki niemu pozbyłem się wszelkich złudzeń na temat "trzecich dróg", "socjalizmów z ludzką twarzą" i innych takich wynalazków. Przyszło mi to tym łatwiej, że mistrzem mojej młodości był Stefan Kisielewski, który otwarcie socjalizmem pogardzał, a w nieśmiertelnym felietonie "Historia tubki z klejem", bezlitośnie go wyśmiał. Toteż po zwolnieniu z obozu już wiedziałem, co chcę robić i kiedy z kolegą Marianem Miszalskim założyliśmy podziemne wydawnictwo "Kurs", postawiliśmy sobie za cel zapoznawanie polskiego czytelnika z kapitalizmem.
Szczęście nam sprzyjało, bo w saloniku prasowym "Empiku", we francuskim tygodniku "Jours de France" natrafiłem na wywiad Katarzyny Nay z Gwidonem Sormanem z okazji jego najnowszej książki "Rewolucja konserwatywna w Ameryce". Po uzyskaniu zezwolenia francuskiego wydawcy na tłumaczenie i druk, w Polsce wydaliśmy tę książkę w nakładzie 5,5 tys. egzemplarzy, które w podziemnym kolportażu sprzedały się jak świeże bułeczki. Zachęciło nas to do wydania kolejnej książki tego autora: "Rozwiązanie liberalne", która pokazywała przykłady skutecznego zastosowania takich rozwiązań, zarówno w sferze gospodarki, jak i życia społecznego, np. w dziedzinie posiadania broni. Książki Sormana miały bowiem charakter reportażu, dzięki czemu nawet trudne kwestie podawał on w formie przystępnej dla czytelnika nieprzygotowanego edukacyjnie.
Podobne umiejętności miał nieżyjący już Krzysztof Dzierżawski - którego z tego powodu zapraszano do rządowej telewizji, by objaśniał telewidzom "pisma" rozmaitych mądrali - a ze znanych mi osób żyjących prof. Robert Gwiazdowski. Muszę się pochwalić, że wielu czytelników z tego właśnie powodu ceni również moje książki: "Dobry "zły" liberalizm", czy "Walka o fabrykę gwoździ". Zbliżonym talentem charakteryzował się również prof. Milton Friedman, którego książkę "Free to choose", pod polskim tytułem "Wolny wybór", wydaliśmy w "Kursie" w latach 80-tych.
Nawiasem mówiąc sprawiło to pewien kłopot, o czym przekonałem się, kiedy podczas którejś kampanii wyborczej byłem w rządowej telewizji przesłuchiwany przez pana red. Marka Maldisa. Zauważył on, że przedstawiam skomplikowane kwestie w sposób zrozumiały, ale właśnie za to mnie ofuknął, mówiąc, że skoro nawet on to rozumie, to nie może to być prawda. Zaproponowałem mu, by miał więcej zaufania do własnego rozumu, ale nie wiem, czy to go przekonało.
Słowem - lektura książki Bartosza Barana przypomina mi lata bezpowrotnie utraconej młodości, a kogo by coś takiego nie rozrzewniało? Budzi we mnie również zgrozę - nie tylko dlatego, że tamten wysiłek przyniósł tak małe rezultaty, ale przede wszystkim dlatego, że sytuacja pod wieloma względami jest gorsza, niż była za pierwszej komuny, to jest w latach 70-tych i 80-tych.
Za pierwszej komuny, zwłaszcza gdy czar iluzji dobrobytu prysnął w konfrontacji z gospodarczymi realiami, znaczna część ludzi w kapitalizmie i wolnym rynku widziała alternatywę. Niestety, te nadzieje zdławili trockiści, którzy w woli generała Czesława Kiszczaka zostali uznani za reprezentantów polskiego społeczeństwa i pod osłoną wolnorynkowej i kapitalistycznej retoryki budowali kapitalizm - ale kompradorski - gdzie o dostępie do rynku i funkcjonowaniu tam decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem - podobnie jak za komuny - jest bezpieka. Przyniosło to rezultaty fatalne, bo o ile na początku rządów premiera Mazowieckiego około 70 proc. obywateli opowiadało się za prywatyzacją gospodarki, to już za rządów premiera Bieleckiego tylko kilkanaście procent. Tymczasem "ustawa Wilczka", która likwidowała socjalizm realny w gospodarce, podlegała nieustannym nowelizacjom, w ciągu 10 lat nowelizowano ją aż 60 razy, a każda nowelizacja polegała na dopisywaniu coraz to nowych form reglamentacji. W rezultacie koncesje, licencje, zezwolenia i pozwolenia zostały przywrócone w 202 obszarach gospodarki.
Jednocześnie społeczeństwo, które naiwnie myślało, że socjalizm to jest w "demoludach", ale nie za Zachodzie, było bombardowane socjalistyczną propagandą z Unii Europejskiej, za którą podążały tak zwane "europejskie standardy", sprowadzające się do nieustannego rozszerzania biurokratyzacji gospodarki. W rezultacie szlagier programowy "Zjednoczonej Prawicy", która tak naprawdę jest historyczną rekonstrukcją przedwojennej sanacji, w postaci "Polskiego Ładu", intensywnie zmierza do poddania obywateli coraz to większej ekonomicznej zależności od rządu - jak to było za pierwszej komuny, a eskalacja paniki pod pretekstem pandemii, sprzyja przejęciu przez rządy ręcznego sterowania gospodarkami. W ten oto sposób forsowane są cele rewolucji komunistycznej: postępująca dyktatura kierujących państwami biurokratycznych szajek, gwałtowny rozwój sektora publicznego kosztem sektora prywatnego, zanikanie "klasy średniej", czyli małych i średnich przedsiębiorców, którzy powoli stają się pracownikami najemnymi, a w sferze społecznej - postępujące rugowanie obecności chrześcijaństwa w przestrzeni publicznej Europy. W krótkich żołnierskich słowach ujął to stary finansowy grandziarz Jerzy Soros, z nieukrywaną satysfakcją oświadczając, że epidemia stworzyła "rewolucyjną szansę" przeprowadzenia przedsięwzięć, które w normalnych warunkach byłyby albo niemożliwe, albo bardzo trudne.
Na koniec muszę odwołać się do Antoniego de Saint--Exupery, opisującego w "Małym Księciu" przypadek pewnego tureckiego astronoma, który na kongresie astronomów zaprezentował astronomiczne odkrycie. Niestety był ubrany w tradycyjny strój turecki, toteż nikt mu nie uwierzył. Ale kiedy w następnym roku pojawił się na kolejnym kongresie astronomów w europejskim stroju i ponownie swoje odkrycie przedstawił - uwierzyli mu wszyscy. Dlatego bardzo rozsądnie postąpił pan Bartosz Baran prezentując na końcu książki bibliografię złożoną z dzieł sławnych, głównie amerykańskich autorów. Czy zadowoleni ze swego rozumu socjalistyczni mądrale mu uwierzą to inna sprawa, ale trudniej im będzie z nim polemizować, jako że tacy autorowie mają jednak większy ciężar gatunkowy, niż autorytety pacanowskie.
Stanisław Michalkiewicz
Po blisko 173 latach nadszedł czas odpowiedzi na Manifest komunistyczny Karola Marksa i przypomnienie społeczeństwu, czym tak naprawdę jest prawdziwy wolnorynkowy kapitalizm, który zapewnił wielu nacjom bogactwo, w przeciwieństwie do idei Marksa prowadzących nawet prosperujące kraje do tragedii. Obecne światowe tendencje stawiające równość przed wolnością i każdej winy obecnego systemu dopatrujące się w kapitalizmie, który ma niewiele z obecnym stanem rzeczy wspólnego, zmusiły mnie do napisania Manifestu kapitalistycznego, w którym postaram się obalić panujące obecnie socjalistyczne mity. Nieważne, czy jesteś proletariuszem czy arystokratą, nieważne, jakie masz poglądy, jaką wiedzę na tematy ekonomiczno-społeczne, ta książka jest dla Ciebie i pozwoli Ci w lepszy sposób zrozumieć otaczający Cię każdego dnia świat makroekonomiczny, finansowy czy geopolityczny. Ponadto będzie to manifest austriackiej myśli ekonomicznej, która uległa obecnie lekkiemu zapomnieniu na rzecz keynesizmu i jego wersji "kapitalizmu" panującej przez ostatnie kilka dekad. W wersji tej każdy problem wynikający z niestosowania wolnorynkowych mechanizmów czy preferowania gospodarki centralnie planowanej został przypisany systemowi, który już dawno odszedł w niepamięć. Dlatego czuję się zobowiązany, aby przedstawić Wam, czym jest prawdziwy, wolnorynkowy kapitalizm, na którym oparte były najlepiej prosperujące kraje na przestrzeni XIX i XX wieku, a czym on kompletnie nie jest.
Zastanawiasz się pewnie, jak to możliwe, że pomimo tylu "osiągnięć" socjalizmu jego kolejna fala nadciąga z jeszcze większą siłą. Niemcy Wschodnie prowadzące politykę socjalistyczną w porównaniu z zachodnim sąsiadem zostały daleko z tyłu pod względem rozwoju i dobrobytu mieszkańców. Korea Północna od 1945 roku postawiła na etatystyczną politykę, przy czym miała podobną sytuację wyjściową i szanse rozwoju jak jej południowy sąsiad. Wybrała radziecką myśl ekonomiczną, a w efekcie znajduje się obecnie w dramatycznej sytuacji, przeciwnie niż ciesząca się dobrobytem Korea Południowa. Kuba, inne kraje Ameryki Łacińskiej, kraje Afryki subsaharyjskiej czy w końcu Wenezuela, której historia zostanie tu szerzej omówiona, to kolejne przykłady na to, że ile razy próbowano wprowadzać socjalizm, tyle razy upadł, popychając przy okazji państwo do politycznej i gospodarczej katastrofy. Historia tych i innych krajów oraz nacji, które, stosując wolnorynkową gospodarkę, osiągnęły niesamowite bogactwo, nie zraża coraz większej części społeczeństw w krajach, zwłaszcza wysoko rozwiniętych, do identyfikowania się z socjalistycznymi ideami i politykami, którzy je propagują.
Nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie z dumą prawie każdy obywatel identyfikował się z wolnorynkowym systemem, a myślą przewodnią kraju było motto Land of the Free and Home of the Brave ("Kraina wolnych i ojczyzna odważnych"), dziś to socjalizm rośnie w siłę. Lewicowi politycy, chcąc odróżnić się od systemu kojarzonego np. z Wenezuelą, przekonują obywateli, że tamten socjalizm nie był prawdziwy i teraz musi się udać oraz każą nazywać się demokratycznymi socjalistami (Democratic Socialism). Oczywiście jest to znakomite połączenie, gdyż już Karol Marks zauważył, że "Demokracja jest drogą do socjalizmu". Załóżmy, że w Twoim kraju prawo głosu mają trzy osoby, jedna z nich posiada 100 zł, a dwie po 0 zł. Czy będzie to "demokratyczne", jeśli zwycięzcy wyborów wezmą po 33 zł, a nawet po 50 zł od tego, który wybory przegrał? Myślę, że jak najbardziej tak, gdyż na tym w skrócie polega demokracja, aby zabrać tym, którzy na danego polityka nie głosowali i dać tym, którzy na ofertę something for nothing się skusili i zapomnieli o tym, że aby ktoś dostał coś za nic, jak to obiecuje socjalistyczny nurt będący na fali, to ktoś musi dostać nic za coś (If you get something for nothing, that means that someone got nothing for something). Taka sytuacja miała miejsce w Kalifornii, gdzie referendum, w którym podatki miały zostać podniesione wszystkim, zostało odrzucone, a to, w którym propozycją było podniesienie podatków grupie najzamożniejszej, zyskało poparcie. Jak widać, w takiej demokracji możesz za kogoś decydować, ile podatku powinien zapłacić. Proponowany format socjalistycznej demokracji nie ma niestety wiele wspólnego z kluczowymi cechami, które przyczyniły się do piorunującego rozwoju Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej na przestrzeni XIX i XX wieku, a mianowicie z wolnorynkową gospodarką, ochroną prywatnej własności i promowaniem przedsiębiorczości. To, że kapitalizmu niestety w Stanach Zjednoczonych jak i innych krajach od dawna już nie ma, bo jak inaczej można nazwać fakt, że w 2020 roku 57% PKB tworzone jest przez sektor publiczny, zostanie ukazane za pomocą wielu przykładów, jak również makroekonomicznej analizy.
Warto także rzucić okiem na ciekawą transformację ruchu lewicowego na przestrzeni wieków. Karol Marks w dziele Manifest komunistyczny, które dziś spotyka się z ripostą, walczył o prawa klasy pracującej i to proletariuszy wszystkich narodów wzywał do łączenia się. Jego koncepcje wprowadzane w wielu krajach niestety dobrobytu klasie pracującej nie przyniosły, a marksistowska ideologia na przestrzeni XX wieku w wyniku wielu niepowodzeń odchodziła w niepamięć. Dzisiaj to nie klasa pracująca (middle-class), dzięki której np. Donald Trump wygrał wybory w 2016 roku, utożsamia się z socjalizmem i jego "wspaniałomyślnymi" ideami, tylko grupy społeczne, które są przez socjalistów ukazywane, jako pokrzywdzone przez wrogi kapitalizm. Po pierwsze, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych są to osoby czarnoskóre. Każdy słyszał o protestach Black Lives Matter, które przetoczyły się przez kraj w 2020 roku i cieszyły się ogromną atencją medialną. Jednak według oficjalnych statystyk występuje dużo więcej przypadków, w których to osoba o białym kolorze skóry jest ofiarą, a czarnoskóra katem, ale niestety takie sytuacje nie wpisują się w ramy medialnej lewicowej agendy. Inną kwestią pozostaje oczywiście temat George'a Floyda, który w czasie zgonu miał we krwi przekraczającą dawkę śmiertelną ilość fentanylu oraz inne substancje psychotropowe. W wyniku takiej medialnej nagonki można udowadniać społeczeństwu, jaki rasizm i nierówności społeczne panują w USA oraz sprawić, że bohaterem narodowym zostaje kryminalista i narkoman.
Im więcej takich tematów jest poruszanych, tym bardziej wydaje się, że problem "social injustice" jest naprawdę poważny. Jednak oczywiście nic nie dzieje się bez przyczyny i jak twierdził Milton Friedman, największe nierówności i niesprawiedliwości społeczne występują w socjalizmie, gdzie garstka ludzi posiada całą władzę i majątek, a społeczeństwo tyle, ile rząd uzna za stosowne. Natomiast śmiem twierdzić, że w wolnorynkowej gospodarce przedsiębiorca nastawiony na jak największy zysk, rozwój i udział w rynku zatrudni pracownika z najlepszymi kwalifikacjami niezależnie od koloru jego skóry, płci, czy tego, co je na śniadanie. Poruszony problem został w głównej mierze wykreowany w szczytniejszych celach, a to jak widać się opłaca, gdyż partie z socjalistycznym programem mają ogromne poparcie wśród różnego typu mniejszości, które wierzą, że ich życiowe problemy są wywołane niesprawiedliwościami kreowanymi przez "kapitalizm".
Kolejną grupą społeczną, która utożsamia się z agendą stosowaną przez coraz to bardziej radykalizującą się Partię Demokratyczną są osoby w młodym wieku (Millenialsi, Pokolenie Z), które bez życiowego doświadczenia, jakim jest odprowadzanie podatków, zatrudnianie innych osób czy inwestowanie oraz po kilkunastu latach w szkolnych/uniwersyteckich murach, gdzie aż roi się od profesorów/nauczycieli krzewiących socjalistyczne idee oraz straszących tym, że na kapitalizm każdego dnia umiera bardzo dużo ludzi, są skłonni w takie baśnie uwierzyć. Problem w wielu krajach stanowi oczywiście publiczny system edukacji, który uczy wielu rzeczy, jednak w większości mało użytecznych w prawdziwym życiu. Czy ktoś z Was nauczył się w szkole, jak inwestować własne pieniądze, jak założyć biznes czy jak osiągnąć niezależność finansową? Raczej nie, szkoła uczy Was, jak zostać zatrudnionym, a nie jak zatrudniać i wprowadza na ścieżkę, która jest Wam wskazywana przez rodziców i nauczycieli: "miej dobre oceny, idź na studia, znajdź dobrze płatną pracę, płać podatki, czekaj na państwową emeryturę".
Ponadto spełniła się przepowiednia Josepha Schumpetera z jego dzieła pod tytułem Kapitalizm, socjalizm, demokracja, że w przyszłości "intelektualiści" będą utożsamiać się z neomarksizmem i coraz więcej profesorów, którzy nigdy poza uczelnią nie pracowali, głosi idee, które są przyswajane przez młodzież, co równie dobrze można zauważyć, analizując preferencje wyborcze młodych obywateli. Warto wspomnieć, że w USA osoba poniżej 21 roku życia w wielu stanach nie jest na tyle dojrzała, aby zakupić w sklepie alkohol, ale jest na tyle dorosła, aby decydować o losach kraju i innych obywateli.
Kolejną kwestią poza social injustice, która buduje poparcie nowoczesnemu nurtowi socjalizmu, są sprawy klimatyczne. Jednak czy tu na pewno chodzi tylko o to, aby powstrzymać koniec świata, czy może jednak o wprowadzenie przy okazji swojej agendy i coraz większej roli rządu na niekorzyść prywatnego sektora w gospodarce? Jak to jest w ogóle możliwe, że w czasie, gdy radykalna część demokratycznej partii twierdzi, że jeśli nie podejmiemy stanowczych kroków, to za kilka lat Boston czy Miami znikną z mapy świata, Barack Obama kupuje wartą kilka milionów dolarów willę zaraz przy plaży na wschodnim wybrzeżu? Oczywiście problemu zanieczyszczenia powietrza i wód nie należy lekceważyć, gdyż do obowiązków społeczeństwa należy pozostawić przyszłym generacjom taką Ziemię, jaką zastaliśmy, jednak czy w tej kwestii efektywniejsze jest działanie państwa w formie gospodarki planowanej? Przecież jedyne środki, jakie może ono przeznaczyć na ten problem, pochodzą oczywiście z sektora prywatnego. Tę kwestię także poruszam w Manifeście. 100 złotych wydane przez państwo, które nie ma własnych środków, to zawsze to samo 100 złotych, które mogło zostać wydane efektywniej i wydajniej przez sektor prywatny, a gospodarka centralnie planowana oraz rządowe cztero- czy ośmiolatki zazwyczaj w historii do prosperity nie prowadziły.
Kolejną kwestią, która trafia w uczucia obywateli, są różnice dochodowe w społeczeństwie. Oczywiście "różnica pomiędzy kapitalizmem i socjalizmem jest następująca: w jednym mamy większe nierówno podzielone kawałki; w drugim - mniejsze, lecz sprawiedliwe podzielone, a w efekcie najmniejsze kawałki z tych nierówno podzielonych są większe niż te równo podzielone" (André Kostolany). Kapitalizm sprawił, że powstała klasa średnia, że każdy może bogacić się na swój sposób i we własnym tempie. Nie jesteś w stanie zarobić na życie, pracując na własną rękę, możesz skorzystać z konkurencyjnego rynku pracy. Osoba, która zarabia dużo, dużo więcej niż Ty, w większości przypadków doszła do tego ciężką pracą, nieprzespanymi nocami i zaryzykowała wiele, abyś Ty teraz mógł korzystać z tańszych i bardziej innowacyjnych produktów. Ponadto na wolnym rynku zachodzi prawdziwa demokracja i głosowanie odbywa się każdego dnia, co zapewnia Ci wolny wybór w każdej dziedzinie. Jeśli nie podoba Ci się produkt danej firmy, możesz kupić gdzieś indziej taki sam w niższej cenie, lub lepszy w takiej samej. Jeśli nie podoba Ci się praca w jednej firmie, masz praktycznie nieskończoną liczbę opcji, aby znaleźć pracę lepiej płatną albo taką, która sprawia Ci więcej przyjemności. W socjalizmie niestety masz tylko jednego producenta i jednego pracodawcę, więc Twoja wolność wyboru jest dosyć ograniczona.
Biznesmen nie może zmusić cię do zakupu jego produktu; jeśli popełnia błąd, on sam ponosi konsekwencje; jeśli mu się nie uda, ponosi stratę. AYN RANDPrzedsiębiorcy muszą każdego dnia budować Twoje zaufanie, markę, abyś chciał wymieniać swoje pieniądze za ich towar. W taki sposób koncern BP stracił największą część dochodów po wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej, a nie na skutek nałożonych kar. Jednak zazdrość, jaką starają się wzbudzić w wyborcach socjalistyczni politycy, alarmując, że osoba x nie powinna zarabiać 2 mln złotych rocznie, wyzyskując przy tym zapewne pracowników i zanieczyszczając środowisko, gdy Ty ciężko, uczciwie pracując, zarabiasz 30 tysięcy złotych rocznie, jest naturalnym zabiegiem. Normalna kradzież byłaby karalna i niemoralna, jednak gdy zagłosujesz na polityka, który obieca, że zabierze pieniądze w formie podatków temu bogatemu i przekaże Tobie, aby nastała "sprawiedliwość", to wszystko mieści się w regułach gry. Jeśli uważasz, że takie zjawisko odzwierciedla "sprawiedliwość", to pomyśl lepiej, jak Ty możesz zarabiać te 2 miliony złotych rocznie, prześledź, co zrobiła osoba x, y czy z, która obecnie cieszy się takim statusem społecznym. To może być dobry krok w stronę zmiany mentalności i przekonania, że jak bogaty, to na pewno ukradł albo wyzyskuje resztę społeczeństwa i dlatego mu się tak powodzi. Jest jednak wręcz przeciwnie, w większości przypadków ludzie zdobywają majątek, gdyż ułatwiają innym osobom codzienne życie za pomocą usług, produktów czy miejsc pracy.
Wymienione tu przykłady pokazują w skrócie kilka z wielu powodów sytuacji, w której jesteśmy świadkiem nowej socjalistycznej fali. Podsumowując wstęp, wiele kwestii, które poruszają dzisiejsze społeczeństwa jest sztucznie tworzonych przez mass media na życzenie socjalistycznej agendy. Problemy takie jak częste kryzysy finansowe, pogorszenie stanu życia przeciętnego obywatela czy kolosalny wzrost nierówności w podziale bogactwa stają się rzeczywiście coraz bardziej zauważalne, jednak powodem tego zjawiska nie jest kapitalizm, tylko keynesizm, co zostanie przedstawione na łamach tej książki. Ponadto analiza makroekonomiczna pozwoli Ci przygotować siebie i swoje finanse na największy gospodarczy bust w historii oraz upadek obecnego systemu monetarnego opartego na dolarze.
Książka ma również na celu pokazać, że problemy, jakie występują w dzisiejszej gospodarce, nie powinny być naprawiane przez osoby, instytucje czy koncepcje, które doprowadziły do ich powstania. Tekst ten jest także, jak już wspomniano, manifestem austriackiej myśli ekonomicznej na nadchodzącą dekadę, podczas której zapewne pod pretekstem kolejnych problemów, jak zagłada klimatyczna, nierówności społeczne czy "pandemia" będzie coraz mocniej wprowadzana lewicowa agenda obmyślana przez mądre głowy ze Światowego Forum Ekonomicznego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, które chcąc wykorzystać obecną sytuację gospodarczą oraz światowe tendencje społeczne, planują odebranie resztek gospodarczej i osobistej wolności poprzez m.in. przejęcie światowego systemu monetarnego. Jeśli nie słyszałeś jeszcze o tym, że wraz z wprowadzanym przez Światowe Forum Ekonomiczne, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i globalne elity tzw. Great Reset będziesz szczęśliwy, nie posiadając nic (You will own nothing and you will be happy), to w dalszej części tej książki będziesz mógł się dowiedzieć, jak dystopijna przyszłość Cię czeka.
W odpowiedzi na Manifest z Davos stworzony przez światowe elity i stanowiący nowoczesną kontynuację Manifestu Komunistycznego Karola Marksa, przedstawiam Wam w tych trudnych czasach coś, co już dawno powinno powstać, a mianowicie Manifest kapitalistyczny.