Wejdźmy na piramidę!
W lutym 1997 roku egipski dziennik "Al-Achbar" donosił, że podczas wspinaczki na szczyt Wielkiej Piramidy ponad 70 licealistów i uczniów szkoły podstawowej zostało rannych, z czego 37 ciężko. Już wówczas była to nielegalna eskapada. W latach sześćdziesiątych XX wieku wchodzenie na tę budowlę zostało oficjalnie zakazane, ale restrykcji nie traktowano poważnie przez kolejne dwie dekady. Również w ostatnich dziesięcioleciach pojawiali się śmiałkowie, którym niestraszne były niebezpieczne upadki. Swoją drogą, czy wyobrażamy sobie wchodzenie na płyty grobowe na naszych cmentarzach? Piramidy były przecież grobowcami!
Na wierzchołek Wielkiej Piramidy nie wiedzie żadna wydeptana ścieżka czy schodki z poręczami. "Sposób dostawania się na szczyt Piramidy jest niezmiernie uciążliwy, a nawet niebezpieczny, ponieważ nie mając ani jakiegokolwiek rodzaju przystępnych schodów do wychodzenia, ani poręczy do oparcia, trzeba koniecznie windować się z jednej bryły na drugą, stosując podnoszenie nóg do rozmaitej wysokości kamienia" - relacjonował spod piramid polski arystokrata Józef Hussarzewski, który zdobył piramidę Cheopsa w drugiej połowie XIX wieku. Poinformował też, że niestety zdarzały się upadki i wtedy biedak, który sturlał się ze szczytu, był już tylko "prochem". Podróżnik stwierdził również, że zdecydowanie trudniej schodzi się z kamiennego giganta, niż na niego wchodzi.
Najprawdopodobniej pierwszemu Polakowi, któremu udało się wdrapać na Wielką Piramidę, proces ten zajął półtorej godziny. Był nim Mikołaj Krzysztof Radziwiłł "Sierotka" (1549-1616), marszałek wielki litewski i wojewoda wileński. Kair i piramidy były tylko jednym z punktów jego wycieczki do Ziemi Świętej, Syrii i Egiptu. We wspomnieniach z wyprawy napisał, że ze względu na duże rozmiary kamieni wchodzenie jest dość uciążliwe, ale... bezpieczne.
Próby wejścia na szczyt są nielegalne, co oznacza, że mogą zakończyć się nieprzyjemnym spotkaniem z policją i prawnymi konsekwencjami. W 2019 roku parlament egipski wprowadził drakońskie kary m.in. za wspinanie się po piramidach. Maksymalna kara w przeliczeniu na złotówki to ok. 24 tysiące złotych. Kwota ta może zostać podwojona, jeśli czyn ten "narusza przyzwoitość" (zdarzały się pary namiętnie kochające się na czubku piramid). Dodatkowo amatorom mocnych wrażeń grozi minimum rok w egipskim więzieniu.
W 2016 roku wejście na piramidę zarejestrował i upublicznił niemiecki nastolatek Andrej Ciesielski. Śmiałek już nigdy nie wróci do Gizy - ówczesny egipski minister starożytności Mamdouh Eldamaty przekazał ambasadzie niemieckiej w Kairze informację o tym, że ryzykant uzyskał dożywotni zakaz wjazdu do Egiptu.
Wchodzenie na piramidę Cheopsa (jak również wszystkie inne w Gizie) jest zakazane, co ma uzasadnienie. Po pierwsze, może być to przygoda bardzo niebezpieczna dla życia i zdrowia. Nie jest to przecież góra, ale sztucznie wzniesiona konstrukcja, po której docelowo nikt nie miał chodzić. W momencie pogrzebu Cheopsa, czyli gdy "oddano piramidę do użytku", wejście na nią uznano w zasadzie za niemożliwe. Jej ściany były bowiem płaskie - pokryte bardzo ściśle przylegającymi do siebie blokami białego wapienia świetnej jakości, po których do naszych czasów prawie nie pozostał ślad. Teraz widzimy bloki układające się w bardzo wysokie i niewygodne "schody". Po drugie - to banalne, ale w pełni uzasadnione - każdego roku teren piramid odwiedzają setki tysięcy osób. Nawet gdyby tylko niewielka część z nich chciała wspiąć się na kamienne kolosy, ich stan zdecydowanie by się pogorszył.
W momencie szczytu egiptomanii w dziewiętnastowiecznej Europie jednym z głównych punktów programu wizyty w Kairze była jednak właśnie wspinaczka na Wielką Piramidę. Chociaż "wspinaczka" to określenie chyba nieco na wyrost. Lokalni przewodnicy po prostu wnosili Europejczyków na szczyt piramidy - jeden popychał turystę, a drugi w tym samym czasie go wciągał. "[...] wyleź na wierzch, a raczej daj się na wierzch wyciągnąć, dwóm lub czterem Beduinom (podług tego, co ważysz), a będziesz nad miejscem gdzieś stał dopiero, dwa razy wyżej niż jest szpica wieży Notre Dame, nad brukiem Paryża" - pisał we wspomnieniach po wizycie w Gizie w 1847 roku Karol Drzewiecki. O tym, że żelaznym punktem programu w czasie zwiedzania Gizy jest zdobycie Wielkiej Piramidy, wspominał też wzmiankowany wyżej Józef Hussarzewski. Radził, aby wynająć co najmniej dwóch Arabów, którzy wciągną śmiałka na szczyt.
Nieco bardziej złożona była kwestia zdobycia piramid w przypadku kobiet, bo - jak opisuje to w jednym z artykułów dr hab. Leszek Zinkow - Arabowie ze względów obyczajowych nie mogli ich dotykać bezpośrednio, dlatego stosowali system płóciennych pasów, który służył do wciągania niewiast na sam szczyt grobowca. Ale te czasy już dawno minęły, a praktyki wspinania się na piramidy zostały znacząco ukrócone.
Pojawiały się też próby zakazania wstępu do wnętrza piramidy Cheopsa. W 1998 roku dr Zahi Hawass, który był wówczas szefem zabytków w rejonie Gizy, a później szefem Najwyższej Rady do spraw Zabytków (organizacji rządowej odpowiedzialnej za zabytki nad Nilem), stwierdził wręcz: "Są to groby i byłoby lepiej pozostawić je zamknięte". Turystom miałyby starczyć filmy prezentujące wnętrze budowli. Później Hawass, nawet gdy był szefem Ministerstwa Starożytności Egipskich, już o tym pomyśle nie wspominał. Dziś liczba wydawanych każdego dnia biletów do wnętrza Wielkiej Piramidy jest jednak limitowana - latem 300, a zimą 500.
Artystyczna wizja płaskowyżu Giza w czasie, gdy powstały. U góry po prawej - Wielka Piramida, po prawej na dole - Wielki Sfinks, po lewej - piramida Chefrena (domena publiczna
Sporadyczne wspinaczki na piramidy i wtargnięcia do ich wnętrz zdarzają się i zapewne będą się zdarzać tak długo, jak budowle te będą przyciągać ludzi. Ale skala tego zjawiska ma się nijak do tego, co działo się kiedyś. Na przykład w 1842 roku z okazji świąt Bożego Narodzenia na szczytach trzech największych piramid w Gizie zapłonęły trzy ogniska - stało się tak na polecenie niemieckiego egiptologa Karla Lepsiusa. W październiku tego samego roku, z okazji urodzin króla Prus i jednocześnie sponsora i patrona badań Lepsiusa, na szczycie piramidy Cheopsa zorganizowano... wystawne przyjęcie. Było to jak najbardziej możliwe, bo wiele wskazuje na to, że już od wczesnego średniowiecza piramida była pozbawiona ostrosłupowego, czyli spiczastego zwieńczenia. Na szczycie rozpościera się mniej lub bardziej równa powierzchnia o boku ok. 10 metrów. Dziewiętnastowieczny brytyjski badacz Piazzi Smyth stwierdził, że było tam tyle miejsca, iż "mogło się tam położyć 11 wielbłądów". Idealna lokalizacja na bankiety, spotkania i wystawne przyjęcia. Szczególnie Anglicy w XIX wieku lubili po trudach wniesienia na szczyt spożywać tam syte śniadania. Zapewne każdego dnia w ciepłe dni szczyt piramidy był okupowany przez popijających herbatkę i jedzących. Czy zdarzały się kolejki w celu zajęcia najbardziej dogodnego miejsca? Zapewne tak, bo raczej nie było mowy o uprzedniej rezerwacji.
"Szturm" na piramidę Cheopsa w pierwszej połowie XIX wieku (domena publiczna)