PRZEDMOWA
W książce tej śledzę przeobrażenia świata, które zaszły w latach 1789-1848 za sprawą zdarzeń określanych tutaj mianem "podwójnej rewolucji" (dual revolution): rewolucji francuskiej 1789 roku i równoległej do niej (brytyjskiej) rewolucji przemysłowej. Nie jest to zatem w ścisłym sensie ani historia Europy, ani historia świata. Jeśli w jakimś kraju odczuwano w tym okresie następstwa podwójnej rewolucji, decydowałem się kraj ten uwzględnić, choć często jedynie pobieżnie. Jeśli w innym kraju wpływ tych rewolucji w omawianym okresie był nieistotny, wówczas kraj taki pomijałem. Czytelnicy znajdą zatem coś na temat Egiptu, ale nic o Japonii; więcej o Irlandii niż o Bułgarii; więcej na temat Ameryki Łacińskiej niż Afryki.
Nie znaczy to oczywiście, że dzieje krajów i narodów pominiętych w tej pracy są mniej ciekawe lub że mają mniejszą wagę niż historia krajów wymienionych w książce. Jeśli przyjęta perspektywa jest głównie europejska czy, ściślej, francusko-brytyjska, to dlatego, że w omawianym okresie zmiany, których doświadczył świat, a przynajmniej znaczna jego część, zostały zainicjowane w kontekście europejskim, a w zasadzie francusko-brytyjskim. Przy czym pewne tematy, które zasługiwały na bardziej szczegółowe omówienie, również odsunięto na drugi plan, nie tylko zresztą z powodu ograniczonej objętości tekstu, ale też (jak w przypadku historii Stanów Zjednoczonych) dlatego, że zaprezentowano je obszernie w innych tomach niniejszej serii1.
Celem tej książki nie jest przedstawienie szczegółowej opowieści o faktach, ale interpretacja oraz to, co Francuzi określają jako haute vulgarisation2. Idealnego czytelnika można ukazać jako swoisty konstrukt teoretyczny - inteligentnego i wykształconego obywatela, którego nie tylko ciekawi przeszłość, ale który pragnie też zrozumieć, w jaki sposób i dlaczego świat stał się tym, czym jest dziś, a także dokąd ów świat zmierza. Tekst uginający się pod ciężarem aparatu naukowego niezbędnego dla bardziej zaawansowanych czytelników byłby tu przejawem pedantyzmu i czymś niestosownym. Przypisy odnoszą się zatem niemal wyłącznie do źródeł przytoczonych cytatów i danych lub - rzadziej - do autorytetów stojących za stwierdzeniami szczególnie kontrowersyjnymi bądź zaskakującymi.
Niemniej należy wspomnieć o materiale, na którym opiera się tak szeroko zakrojona praca. O każdym historyku można powiedzieć, że jest ekspertem (albo ignorantem) tylko w pewnych dziedzinach. Poza dość wąskim obszarem własnych badań historycy muszą w dużej mierze polegać na dokonaniach innych historyków. Dla okresu między 1789 a 1848 rokiem liczba opracowań jest tak ogromna, że nawet ktoś, kto znałby wszystkie języki, w których literatura ta została napisana, nie dałby rady jej opanować. (W praktyce wszyscy historycy ograniczają się, rzecz jasna, co najwyżej do kilku języków.) Większość informacji zawartych w tej książce ma tym samym status wiedzy z drugiej czy nawet z trzeciej ręki, co nieuchronnie rodzi ryzyko popełnienia błędów lub uproszczeń, nad którymi będą ubolewać eksperci, tak jak czyni to autor. Bibliografia służy więc jako przewodnik do dalszych studiów.
Choć nie da się rozplątać sieci dziejów na pojedyncze nitki bez jej zniszczenia, pewien podział tematyczny ma, z powodów praktycznych, podstawowe znaczenie. Podzieliłem zatem książkę na dwie części.
W pierwszej szeroko omawiam główne procesy zachodzące w interesującym nas okresie, natomiast w drugiej wyróżniam cechy społeczeństwa będącego wytworem podwójnej rewolucji. W obu częściach zdarzają się jednak zamierzone powtórzenia, a dokonany podział nie wynika z podstaw teoretycznych, lecz z czystej wygody.
Winien jestem podziękowania różnym ludziom, którzy przedyskutowali ze mną poszczególne wątki tej książki lub czytali rozdziały w wersji roboczej bądź końcowej; nie są oni jednak odpowiedzialni za moje pomyłki. Adresatami tych podziękowań są zwłaszcza: J. D. Bernal, Douglas Dakin, Ernst Fischer, Francis Haskell, H. G. Königsberger oraz R. F. Leslie. Rozdział 14 opiera się w znacznej mierze na pomysłach Ernsta Fischera. Panna P. Ralph okazała znaczną pomoc jako sekretarka i asystentka podczas kwerendy. Panna E. Mason opracowała indeks.
E.J. H.
Londyn, grudzień 1961 roku
WSTĘP
Słowa są świadkami, którzy często mówią głośniej niż dokumenty. Przyjrzyjmy się kilku angielskim słowom, które wymyślono lub które zyskały współczesne znaczenia w okresie 60 lat będących przedmiotem zainteresowania tej książki. Słowa te to: "przemysł", "przemysłowiec", "fabryka", "klasa średnia", "klasa robotnicza", "kapitalizm" oraz "socjalizm". Chodzi też o takie terminy, jak: "arystokracja", "kolej", "liberalny" i "konserwatywny" (jako określenia polityczne), "narodowość", "naukowiec" oraz "inżynier", "proletariat" i "kryzys" (gospodarczy). "Utylitaryzm" i "statystyka", "socjologia" oraz kilka innych nazw współczesnych nauk, podobnie jak "dziennikarstwo" czy "ideologia" - to wszystko są neologizmy lub językowe adaptacje pochodzące z tego okresu3. To samo można powiedzieć o słowach "strajk" czy "pauperyzacja".
Wyobrażenie sobie współczesnego świata bez tych słów (czyli bez rzeczy i pojęć, których słowa te dotyczą) uzmysławia głębię rewolucji, która wydarzyła się między 1789 a 1848 rokiem, będąc jednocześnie największą transformacją w dziejach ludzkości od zamierzchłych czasów, kiedy to ludzie zaczęli uprawiać rolę i produkować metale, wynaleźli pismo oraz stworzyli miasta i państwa. Rewolucja ta przeobraziła i wciąż przeobraża cały świat. Należy jednak uważnie odróżnić jej długotrwałe efekty - których nie da się sprowadzić do żadnych konkretnych ram społecznych, organizacji politycznej czy dystrybucji władzy międzynarodowej i zasobów - od jej wczesnej i decydującej fazy, ściśle związanej z konkretną sytuacją społeczną i międzynarodową. Wielka rewolucja lat 1789-1848 stanowiła nie tyle triumf "przemysłu" jako takiego, ile przemysłu k a p i t a l i s t y c z n e g o; nie była zwycięstwem wolności i równości w ogóle, ale wolności i równości charakterystycznych dla społeczeństwa k l a s y ś r e d n i e j czy "b u r ż u a z y j n e g o" społeczeństwa l i b e r a l n e g o; nie "nowoczesnej gospodarki" czy "nowoczesnego państwa", ale gospodarek i państw w konkretnym regionie świata (w części Europy i na kilku obszarach Ameryki Północnej), którego centrum były sąsiadujące ze sobą i konkurujące państwa: Wielka Brytania i Francja. Transformacja z lat 1789-1848 to podwójny wstrząs, który zdarzył się w tych dwóch krajach, a następnie rozprzestrzenił się na cały świat.
Dobrze byłoby jednak potraktować tę podwójną rewolucję - rewolucję francuską, która miała wymiar bardziej polityczny, oraz (brytyjską) rewolucję przemysłową - nie jako coś, co przynależy do dziejów obu tych krajów będących jej nośnikami i symbolami, ale jako podwójny krater nieco większego wulkanu regionalnego. Fakt, że równoczesne erupcje wystąpiły we Francji i w Wielkiej Brytanii, mając przy tym nieco inny charakter w każdym z tych krajów, nie jest ani przypadkowy, ani pozbawiony znaczenia. Jednak z punktu widzenia jakiegoś przyszłego historyka, na przykład z 3000 roku, podobnie jak z perspektywy obserwatora z Chin czy Afryki, ważniejsze jest, że wydarzenia te rozegrały się gdzieś w północno-zachodniej części Europy i na obszarach będących jej zamorskim przedłużeniem, a ponadto że nie mogły w tym czasie wystąpić gdziekolwiek indziej na świecie. Równie istotna będzie obserwacja, że niezwykle trudno byłoby założyć, iż w omawianym okresie wstrząsy te mogły przyjąć inną formę niż triumf burżuazyjno-liberalnego kapitalizmu.
Oczywiście tak głębokiej transformacji nie da się zrozumieć bez cofnięcia się w czasie do okresu znacznie wcześniejszego niż 1789 rok czy choćby do dekad bezpośrednio ją poprzedzających i wyraźnie ukazujących (przynajmniej jeśli patrzy się retrospektywnie) kryzys starych rządów północno-zachodniego świata, które owa podwójna rewolucja miała wkrótce zniszczyć. Bez względu na to, czy rewolucję amerykańską z 1776 roku uznamy za erupcję o podobnym znaczeniu co wstrząsy anglo-francuskie, czy potraktujemy ją po prostu jako najważniejsze wydarzenie bezpośrednio je poprzedzające i stymulujące; niezależnie też od tego, czy uznamy fundamentalną wagę kryzysów konstytucyjnych oraz przetasowań i zawirowań gospodarczych z lat 1760-1789 - jasne jest, że wspomniane zjawiska mogą wyjaśnić co najwyżej okoliczności i czas wielkiego przełomu, lecz nie jego podstawowe przyczyny. Nie ma tu dla nas znaczenia, jak daleko należałoby sięgnąć w głąb historii - do rewolucji angielskiej z połowy XVII wieku, do reformacji oraz początków europejskich podbojów militarnych i eksploatacji kolonialnej na początku XVI stulecia czy jeszcze głębiej - gdyż taka analiza zmusiłaby nas do zbytniego wykroczenia poza chronologiczne ramy niniejszej pracy.
Musimy zatem przyjąć jedynie, że siły społeczne i gospodarcze oraz narzędzia polityczne i intelektualne tej transformacji zostały już wcześniej przygotowane - w każdym razie na wystarczająco dużym obszarze Europy, by udało się zrewolucjonizować całą resztę. Nasze zadanie nie polega na prześledzeniu procesu wyłaniania się rynku światowego, dostatecznie aktywnej klasy prywatnych przedsiębiorców czy nawet (w Anglii) państwa uznającego zasadę maksymalizacji prywatnych zysków za podstawę swej polityki. Nie chodzi także o zbadanie rozwoju techniki, wiedzy naukowej czy ideologii, która opierała się na indywidualistycznej, zsekularyzowanej i racjonalistycznej wierze w postęp. Możemy przyjąć, że w latach 80. XVIII wieku wszystkie te czynniki już istniały, ale nie można stwierdzić, iż były one już wówczas wystarczająco silne czy rozpowszechnione. Przeciwnie, jeśli cokolwiek musimy zrobić, to uchronić się przed pokusą przeoczenia nowatorskiego charakteru podwójnej rewolucji, niezależnie od powierzchownego podobieństwa tego okresu z czasami wcześniejszymi. Trudno bowiem zaprzeczyć, że strój, maniery i mowa Robespierre'a czy Saint-Justa mieściły się w ramach stylu salonów ancien régime'u; że Jeremy Bentham, którego reformatorskie idee odpowiadały burżuazyjnej Wielkiej Brytanii lat 30. XIX wieku, był tym samym człowiekiem, który przedstawił identyczne idee Katarzynie Wielkiej w Rosji; że najbardziej radykalne twierdzenia ekonomii politycznej klasy średniej pochodziły od członków osiemnastowiecznej brytyjskiej Izby Lordów.
Nasze zadanie polega zatem na wyjaśnieniu nie tyle istnienia owych elementów nowego modelu gospodarki i społeczeństwa, ile ich triumfu; na zdaniu sprawy nie ze stopniowego podkopywania i minowania twierdzy w poprzednich wiekach, ale z ostatecznego jej zdobycia. Chodzi także o przeanalizowanie głębokich zmian, jakie ów nagły triumf wywołał w krajach najbardziej dotkniętych tymi wydarzeniami oraz na pozostałych obszarach świata, które odtąd stały się podatne na całkowicie rewolucyjny wpływ nowych sił, sił "zwycięskiej burżuazji", by zacytować tytuł niedawno wydanej pracy z zakresu historii światowej tego okresu.
Ponieważ podwójna rewolucja wydarzyła się w jednej części Europy, gdzie najbardziej widoczne i najsilniejsze były też jej skutki, historia, o której opowiada ta książka, siłą rzeczy ma charakter głównie regionalny. Ponadto, ponieważ rewolucja światowa rozlała się niczym lawa z podwójnego krateru Anglii i Francji, początkowo przybrała postać europejskiej ekspansji na innych obszarach świata oraz podboju tychże obszarów. W rzeczywistości najważniejszą konsekwencją tych wydarzeń dla globalnej historii było zdominowanie świata przez kilka zachodnich państw (głównie Wielką Brytanię), co nie ma w dziejach żadnego odpowiednika. Dawne cywilizacje i imperia skapitulowały i upadły w obliczu potęgi zachodniego handlu, maszyny parowej, okrętów, karabinów oraz pochodzących z Zachodu idei. Indie przekształcono w prowincję zarządzaną przez prokonsulów brytyjskich, krajami muzułmańskimi wstrząsnął kryzys, natomiast Afryka stała się terenem bezpośrednich podbojów. Nawet imperium chińskie zmuszono w latach 1839-1842 do otwarcia granic, czego efektem była zachodnia eksploatacja tego państwa. Do 1848 roku usunięto wszelkie przeszkody stojące na drodze podboju przez siły Zachodu wszelkich terytoriów, których okupację rządy zachodnich państw lub wywodzący się z nich przedsiębiorcy uznali za korzystną. Nic też nie stało na drodze ekspansji zachodniego kapitalizmu.
A jednak dzieje podwójnej rewolucji nie sprowadzają się jedynie do triumfu nowego społeczeństwa burżuazyjnego. Jest to także historia pojawienia się sił, które w ciągu stulecia od 1848 roku miały przeobrazić ekspansję w regres. Co więcej, to niezwykłe odwrócenie koła fortuny, które miało nastąpić w przyszłości, było do pewnego stopnia widoczne już w 1848 roku. Trzeba przyznać, że ogólnoświatowa rewolta antyzachodnia, która tak silnie uwidoczniła się w połowie XX wieku, była wówczas wciąż ledwie dostrzegalna. Pierwsze etapy tego procesu można w tamtym okresie zaobserwować jedynie w świecie muzułmańskim, gdzie ludność podbita przez siły Zachodu zaadaptowała zachodnie idee i technikę, aby skierować je przeciw niemu: widać to na początku reform dokonywanych na wzór zachodni w obrębie imperium tureckiego w latach 30. XIX wieku, a przede wszystkim w pomijanej, choć znaczącej karierze Muhammada Alego w Egipcie. W ówczesnej Europie pojawiały się już jednak ruchy i idee, które przewidywały upadek zwycięskiego nowego społeczeństwa. "Widmo komunizmu" krążyło po Europie jeszcze przed 1848 rokiem. W 1848 roku zostało wyegzorcyzmowane. Potem przez długi czas miało pozostać słabe (tak jak słabe są w istocie widma), zwłaszcza w świecie zachodnim, najsilniej przekształconym przez podwójną rewolucję. Jeśli jednak rozejrzymy się po świecie z lat 60. XX wieku, nie powinniśmy ulec pokusie pomniejszania znaczenia owego historycznego ruchu o rewolucyjnej ideologii socjalistycznej czy komunistycznej, zrodzonego z reakcji przeciw podwójnej rewolucji - ruchu, który do 1848 roku zdołał ukształtować się w swej klasycznej formule. Okres historyczny, który rozpoczyna się powstaniem pierwszego nowoczesnego systemu fabrycznego w Lancashire oraz rewolucją francuską 1789 roku, kończy się powstaniem pierwszej sieci kolejowej i opublikowaniem Manifestu komunistycznego.
Le dix-huiti?me si?cle doit ?tre mis au Panthéon
Louis de Saint-Just4
ROZDZIAŁ 1 ŚWIAT W LATACH 80. XVIII WIEKU
I
Pierwszą rzeczą, którą warto odnotować na temat świata w latach 80. XVIII stulecia, jest to, że był on jednocześnie dużo mniejszy i dużo większy niż nasz. Był mniejszy w sensie geograficznym, ponieważ najlepiej wówczas wykształceni i najlepiej poinformowani ludzie - tacy jak na przykład badacz i podróżnik Alexander von Humboldt (1769-1859) - znali jedynie fragmenty zamieszkanego świata. ("Znane światy" wspólnot mniej zaawansowanych naukowo i mniej ekspansywnych niż społeczeństwa Europy Zachodniej były, rzecz jasna, jeszcze mniejsze, ograniczone do niewielkich obszarów, na których niepiśmienni chłopi sycylijscy czy rolnicy ze wzgórz Birmy żyli własnym życiem i poza którymi wszystko było nieznane i na zawsze miało takim pozostać.) Znaczna część obszarów oceanicznych, choć z pewnością nie wszystkie, była już odkryta i odwzorowana na mapach dzięki nadzwyczajnym zdolnościom osiemnastowiecznych żeglarzy, takich jak James Cook, aczkolwiek znajomość dna morskiego pozostała poza zasięgiem ludzkiej wiedzy aż do połowy XX wieku. Znano zarysy kontynentów i większości wysp, choć według dzisiejszych standardów niezbyt dokładnie. Znano również wielkość i wysokość niektórych pasm górskich: tych w Europie - z dużą precyzją; tych w Ameryce Łacińskiej - w przybliżeniu; natomiast o tych w Azji nie wiedziano prawie wcale, a o tych w Afryce (poza górami Atlasu) z powodów praktycznych - zupełnie nic. Bieg wielkich rzek, z wyjątkiem terenów Chin i Indii, pozostawał tajemnicą dla wszystkich oprócz garstki myśliwych, kupców czy coureurs-de-bois5, którzy mieli lub mogli mieć wiedzę na temat poszczególnych regionów. Poza tymi nielicznymi obszarami - na kilku kontynentach nie były one większe niż teren rozciągający się kilka mil od wybrzeża w głąb lądu - mapa świata składała się z białych plam poprzecinanych liniami, które odzwierciedlały szlaki przemierzane przez kupców bądź odkrywców. Jednak ze względu na to, że podróżnicy lub oficjele urzędujący na odległych placówkach często gromadzili pojedyncze informacje otrzymywane z drugiej i trzeciej ręki, można przypuszczać, iż owe białe plamy były w rzeczywistości większe.
Nie tylko "znany świat", lecz także świat realny był mniejszy, w każdym razie z perspektywy człowieka. Ponieważ nie dysponujemy żadnymi spisami powszechnymi, wszelkie szacunki demograficzne to zwykłe domysły, wiadomo jednak, że liczba ludzi zamieszkujących ziemię prawdopodobnie nie była dużo większa niż jedna trzecia dzisiejszej populacji6. Jeśli można polegać na najczęściej cytowanych szacunkach, to w Azji i Afryce mieszkała nieco większa część światowej populacji niż obecnie, w Europie nieco mniejsza - 187 milionów ludzi w 1800 roku (w porównaniu z 600 milionami dziś) - zaś w obu Amerykach zdecydowanie mniejsza. W przybliżeniu dwie na trzy istoty ludzkie w 1800 roku były mieszkańcami Azji, jedna na pięć - Europy, jedna na dziesięć - Afryki, zaś jedna na trzydzieści trzy - Ameryki lub Oceanii. Oczywiste jest, że ta znacznie mniejsza populacja była rozłożona na kuli ziemskiej w dużo rzadszych niż dziś skupiskach, być może z wyjątkiem niektórych małych regionów o intensywnym rolnictwie lub dużej koncentracji ludności miejskiej, jak w przypadku pewnych obszarów Chin, Indii oraz Europy Zachodniej i Środkowej, gdzie mogła występować gęstość zaludnienia porównywalna z dzisiejszą. Mniejsza była nie tylko populacja, ale także obszar efektywnego zasiedlenia. Warunki klimatyczne (prawdopodobnie klimat cechował się nieco niższymi temperaturami i większą wilgotnością niż dziś, choć nie był tak zimny i wilgotny jak w najgorszym okresie "małej epoki lodowcowej" z lat około 1300-1700) powstrzymywały osadnictwo w rejonie Arktyki. Choroby endemiczne, na przykład malaria, wciąż hamowały osiedlanie się ludzi na wielu obszarach, jak w południowej części Włoch, gdzie nadmorskie równiny pozostawały przez długi czas nie-zaludnione, a osadnictwo pojawiało się tam stopniowo dopiero w XIX stuleciu. Prymitywne formy gospodarki, zwłaszcza łowiectwo oraz (w Europie) nieefektywne terytorialnie sezonowe pasterstwo trans-humancyjne7, sprawiały, że w niektórych regionach w ogóle nie było dużego osadnictwa, jak w przypadku równin Apulii. Dobrze ukazują to pochodzące z początku XIX wieku popularne ryciny przedstawiające Kampanię Rzymską (Campagna di Roma) - pustą malaryczną przestrzeń z nielicznymi ruinami, niewielkim stadem bydła i osobliwym malowniczym wizerunkiem rozbójnika. Rzecz jasna, znaczną część ziemi, którą zaczęto później uprawiać, wciąż - przynajmniej w Europie - stanowiły nieurodzajne pustkowia, podmokłe torfowiska, nierówne łąki bądź lasy.
Ludzkość była mniejsza jeszcze w innym sensie: Europejczycy, jako ogół, byli wyraźnie niżsi i szczuplejsi niż współcześnie. Weźmy jeden przykład z olbrzymiej liczby danych, które dotyczą warunków fizycznych rekrutów i na których oparte jest to uogólnienie: w jednym z kantonów na Wybrzeżu Liguryjskim 72 procent rekrutów w latach 1792-1799 mierzyło mniej niż półtora metra wzrostu8. Nie znaczy to jednak, że ludzie żyjący pod koniec XVIII wieku byli słabsi od nas. Chudzi, karłowaci, niewyszkoleni bojownicy rewolucji francuskiej odznaczali się wytrzymałością fizyczną porównywalną dziś jedynie z niewysokimi partyzantami z gór kolonialnych. Nieprzerwane tygodniowe marsze z pełnym ekwipunkiem w tempie 30 mil dziennie były czymś powszechnym. Pozostaje jednak faktem, że według naszych współczesnych standardów ludzie mieli wówczas bardzo słabą budowę ciała, co znajduje potwierdzenie w tym, że królowie i generałowie ogromną wartość przypisywali "wysokim facetom", z których tworzono elitarne oddziały gwardii, kirasjerów (ciężkiej jazdy) i im podobnych.
Mimo tego jednak, że pod wieloma względami świat był mniejszy, zwykła trudność czy niepewność komunikacji czyniła go w praktyce dużo większym niż dziś. Nie zamierzam wyolbrzymiać tych trudności. Koniec XVIII wieku w porównaniu ze średniowieczem czy XVII wiekiem był epoką intensywnej i szybkiej komunikacji - jeszcze przed rewolucją kolejową imponująco przedstawiał się rozwój dróg, pojazdów konnych czy usług pocztowych. Między latami 60. XVIII wieku a jego końcem czas podróży z Londynu do Glasgow skrócił się z 10 czy 12 dni do 62 godzin. System dyliżansów pocztowych, który stworzono w drugiej połowie XVIII wieku, rozrósł się znacznie w okresie od końca wojen napoleońskich do powstania kolei i zapewniał nie tylko względnie szybkie przewozy - przesyłki pocztowe z Paryża do Strasburga w 1833 roku dochodziły w 36 godzin - ale także ich regularność. Lądowy transport pasażerski był jednak słabo rozwinięty, zaś transport towarowy - zarówno powolny, jak i niezwykle drogi. Ci, którzy prowadzili interesy w imieniu rządu lub zajmowali się handlem, z pewnością nie byli od siebie odcięci: szacuje się, że na początku wojen przeciwko Bonapartemu przesłano pocztą brytyjską 20 milionów listów (pod koniec interesującego nas okresu liczba ta wzrosła dziesięciokrotnie). Dla zdecydowanej większości mieszkańców świata listy były jednak bezużyteczne, gdyż nie umieli oni czytać i nie mogli podróżować - z wyjątkiem okazjonalnych przejazdów na targowiska. Najczęściej przemieszczali się i przenosili towary pieszo lub powolnymi furmankami, które jeszcze na początku XIX wieku przewoziły pięć szóstych wszystkich towarów we Francji, z prędkością nieco poniżej 20 mil dziennie. Kurierzy w pośpiechu pokonywali długie odległości, pocztylioni zabierali do kilkunastu osób trzęsącymi się dyliżansami, których nowe skórzane zawieszenia wywoływały u pasażerów dotkliwą chorobę lokomocyjną. Szlachta podróżowała prywatnymi karocami. Dla większości ludzi na świecie transport lądowy osiągał jednak tempo woźnicy idącego obok konia lub muła.
W takich warunkach transport wodny był nie tylko łatwiejszy i tańszy, ale często również szybszy (pomijając niepewność co do wiatru i pogody). Przeprawa z Neapolu na Sycylię zajęła Goethemu cztery, a powrót trzy dni w trakcie jego włoskiej podróży. Trudno sobie wyobrazić, by mógł w tamtym czasie komfortowo przemieszczać się drogą lądową. Dostęp do portu oznaczał dostęp do świata: faktycznie rzecz biorąc, z Londynu było bliżej do Plymouth czy Leith niż do wiosek w Breckland w hrabstwie Norfolk; do Sewilli łatwiej było się dostać z Veracruz niż z Valladolid, zaś do Hamburga - z Bahii niż z położonych w głębi lądu terenów Pomorza. Główną wadą transportu wodnego była jego sporadyczność. Jeszcze w 1820 roku przesyłki pocztowe z Hamburga i Holandii do Londynu nadawano zaledwie dwa razy w tygodniu, ze Szwecji i Portugalii raz w tygodniu, a te z Ameryki Północnej raz na miesiąc. Bez wątpienia jednak Boston i Nowy Jork pozostawały w bliższym kontakcie z Paryżem niż, na przykład, karpacki komitat Marmarosz z Budapesztem. I tak jak łatwiej było przewieźć duże ilości towarów i wielu pasażerów poprzez duże odległości na oceanach - mniejszych wysiłków wymagało na przykład przepłynięcie 44 tysięcy ludzi z portów Irlandii Północnej do Ameryki w ciągu pięciu lat (1769-1774) niż przedostanie się pięciu tysięcy osób do Dundee w ciągu trzech pokoleń - tak też łatwiej komunikowały się ze sobą odległe stolice niż wieś i miasto. Wiadomość o upadku Bastylii dotarła do mieszkańców Madrytu w ciągu 13 dni, ale w Peronne, położonej zaledwie 133 kilometry od stolicy, "wieści z Paryża" usłyszano dopiero 28 lipca.
Świat w 1789 roku dla większości jego mieszkańców był zatem niezwykle ogromny. Większość ludzi, o ile nie dopadło ich jakieś nieszczęście, na przykład pobór do armii, żyła i umierała w hrabstwie, a często nawet w parafii swego urodzenia: jeszcze w 1861 roku w 70 spośród 90 departamentów francuskich ponad 9 na 10 osób zamieszkiwało w departamencie, w którym się urodziły. O innych częściach świata dowiadywano się od przedstawicieli władz i z pogłosek. Gazety docierały jedynie do wąskich kręgów klas średnich i wyższych - jeszcze w 1814 roku przeciętny nakład czasopisma francuskiego wynosił pięć tysięcy egzemplarzy - a niewielu ludzi w ogóle umiało czytać. Wiadomości docierały głównie dzięki podróżnikom i mobilnym grupom społecznym: kupcom i domokrążcom, podróżującym czeladnikom, migrującym rzemieślnikom i robotnikom sezonowym czy tworzącym sporą i różnorodną populację ludziom, którzy, nieskrępowani żadnym miejscem, byli w ciągłym ruchu: od wędrownych mnichów lub pielgrzymów po przemytników, rozbójników i gości jarmarków; swoją rolę odgrywali w tym, rzecz jasna, również żołnierze, i to zarówno wojenni najeźdźcy, jak i oddziały stacjonujące wśród ludności w czasach pokoju. Wieści roznosiły się też oczywiście kanałami oficjalnymi - państwowymi lub kościelnymi. Znaczącą część przedstawicieli państwa czy Kościoła stanowili jednak miejscowi bądź ludzie osiedleni na stałe wśród swoich. Poza obszarami kolonii instytucja urzędnika mianowanego przez władze centralne i wysyłanego na prowincję dopiero wchodziła w życie. Spośród wszystkich niższych rangą przedstawicieli państwa być może tylko oficer pułku mógł spodziewać się życia pozbawionego stałego miejsca zamieszkania, pocieszenie znajdując jedynie w winie, kobietach i koniach pochodzących z jego kraju.
II
Świat w 1789 roku miał w olbrzymiej mierze wiejski charakter i nie da się go zrozumieć bez przyswojenia sobie tego podstawowego faktu. W Rosji, Skandynawii czy na Bałkanach, gdzie miasta nigdy poważnie się nie rozwinęły, mieszkańcy wsi stanowili od 90 do 97 procent populacji. Nawet na obszarach, gdzie w przeszłości istniały miasta, choć do tego czasu podupadły, według dostępnych szacunków proporcja populacji wiejskiej była niezwykle wysoka: 85 procent w Lombardii, od 72 do 80 procent w Wenecji Euganejskiej, ponad 90 procent w Kalabrii i Lukanii9. W istocie poza nielicznymi rozwijającymi się terenami przemysłowymi czy handlowymi ciężko byłoby znaleźć duże państwo europejskie, w którym przynajmniej czterech na pięciu mieszkańców nie żyło na wsi. Nawet w Anglii populacja miejska po raz pierwszy nieznacznie przewyższyła liczebnie populację wiejską dopiero w 1851 roku.
Słowo "miejski" (urban) jest oczywiście niejednoznaczne. Odnosi się do dwóch miast europejskich, które w 1789 roku według naszych współczesnych kryteriów były dość duże - Londynu z mniej więcej milionem mieszkańców i Paryża z populacją liczącą około pół miliona ludzi - oraz do nieco ponad 20 miast liczących 100 tysięcy mieszkańców lub więcej: dwóch we Francji, dwóch w Niemczech, być może czterech w Hiszpanii, może pięciu we Włoszech (basen Morza Śródziemnego tradycyjnie obfitował w ośrodki miejskie), dwóch w Rosji i po jednym w Portugalii, Polsce, Holandii, Austrii, Irlandii, Szkocji oraz w europejskiej części Turcji. Ale odnosi się ono także do wielu mniejszych miast prowincjonalnych, gdzie w zasadzie mieszkała większość miejskiej populacji. Były to miasta, w których przejście od placu katedralnego, otoczonego budynkami publicznymi i domami elit, na pola zajmowało kilka minut. Spośród 19 procent Austriaków, którzy jeszcze pod koniec omawianego tu okresu (w 1834 roku) żyli w miastach, dużo ponad trzy czwarte zamieszkiwało miejscowości liczące poniżej 20 tysięcy mieszkańców, z czego mniej więcej połowa w miasteczkach o populacji od dwóch do pięciu tysięcy. Takie właśnie małe miasta przemierzali francuscy czeladnicy podczas swych wędrówek wokół Francji. Szesnastowieczne oblicze tych miast, zastygłe niczym owad w bursztynie za sprawą stagnacji wcześniejszych stuleci, niemieccy poeci romantyzmu przywoływali w tle swych spokojnych krajobrazów. To ponad tymi miastami wznosiły się katedry na stromych zboczach. W tamtejszym błocie żydowscy chasydzi czcili rabinów-cudotwórców, a ortodoksi toczyli dysputy wokół boskich subtelności prawa. Do takich miast zajeżdżali bohaterowie utworów Gogola - siejący postrach wśród bogaczy rewizor oraz Cziczikow z zamiarem zakupu martwych dusz. Jednocześnie to właśnie z tych miast przybywali żarliwi i ambitni młodzieńcy, aby dokonać rewolucji lub zarobić pierwszy milion, albo jedno i drugie. Robespierre pochodził z Arras, Grakchus Babeuf z Saint-Quentin, a Napoleon Bonaparte z Ajaccio.
Te prowincjonalne miasta, choć małe, były jak najbardziej miejskie. Prawdziwi mieszczanie spoglądali na okoliczne wsie z wyższością ludzi bystrych i wykształconych, okazując pogardę krzepkim, nierozgarniętym, głupim prostaczkom. (Nie żeby według standardów prawdziwych światowców senne prowincjonalne drobnomieszczaństwo miało się czym chwalić: popularne komedie niemieckie wyśmiewały Krähwinkel - małomiasteczkowość - równie dosadnie, co bardziej wszak widoczną ignorancję na wsi.) Wyraźna była granica między miastem i wsią, a raczej między zawodami miejskimi i rolniczymi. W wielu krajach oba te światy oddzielały bariery przy rogatkach, a czasem nawet dawna linia murów. W skrajnych przypadkach, jak w Prusach, władze, usiłując skutecznie nadzorować obywateli zdolnych do płacenia podatków, dokonywały w zasadzie całkowitego rozdziału zajęć miejskich od wiejskich. Nawet tam, gdzie takie sztywne podziały administracyjne nie istniały, mieszkańcy miast często fizycznie różnili się od chłopów. Na rozległych obszarach Europy Wschodniej były to niemieckie, żydowskie i włoskie wysepki na morzu Słowian, Madziarów czy Rumunów. Nawet mieszczanie tego samego wyznania czy narodowości co okoliczne chłopstwo w y g l ą d a l i odmiennie: ubierali się inaczej, a w większości przypadków (pomijając pracowników eksploatowanych w warsztatach i manufakturach) byli wyższego wzrostu, choć zapewne także chudsi10. Prawdopodobnie byli bardziej lotni umysłowo i lepiej wykształceni, z czego z pewnością czerpali dumę. Jednak w sposobie życia w odniesieniu do spraw wykraczających poza najbliższą okolicę byli niemal takimi samymi ignorantami, jak mieszkańcy wsi.
Prowincjonalne miasto wciąż ściśle należało do gospodarki wiejskiej i do wiejskiego społeczeństwa. Żyło, żerując na okolicznym chłopstwie i (nie licząc kilku wyjątków) tylko na nim, może poza tym, że mieszkańcy miasta sami sobie prali. Członkowie klas średnich i wykwalifikowanych handlowali zbożem i bydłem, zajmowali się przetwórstwem spożywczym, byli prawnikami i notariuszami występującymi w imieniu włości szlacheckich oraz w niekończących się sporach stanowiących element życia wspólnot właścicieli lub użytkowników ziemi. Byli przedsiębiorcami handlowymi prowadzącymi wymianę z wiejskimi przędzalniami i tkalniami. Byli także wyższymi rangą przedstawicielami władz, arystokracji lub Kościoła. Miejscy rzemieślnicy i sklepikarze zaopatrywali w towary okoliczne chłopstwo i żyjących z chłopów mieszczan. Po okresie świetności, który przypadł na koniec średniowiecza, prowincjonalne miasta doświadczyły dotkliwego upadku. Rzadko już były "wolnymi miastami" bądź miastamipaństwami, rzadko też już się zdarzało, by odgrywały rolę ośrodków wytwórczych zaopatrujących szerszy rynek lub żeby były punktami tranzytowymi w handlu międzynarodowym. Na fali owego upadku z coraz większą zaciętością trzymały się lokalnego monopolu własnych rynków, chroniąc go przed wszystkimi: znaczna część prowincjonalizmu wyszydzanego przez młodych radykałów i mieszkańców dużych miast pochodziła od tego właśnie ruchu samoobrony gospodarczej. Na południu Europy w miastach tego typu mieszkali ludzie należący do szlachty, a nawet magnaterii, czerpiąc dochody z posiadłości. W Niemczech funkcjonariusze niezliczonych małych księstw, nieraz niewiele większych niż duże posiadłości, spełniali życzenia Najjaśniejszego dzięki podatkom nakładanym na uległych i cichych chłopów. Prowincjonalne miasta pod koniec XVIII wieku mogły być zamożnymi i rozwijającymi się wspólnotami, o czym w różnych częściach Europy Zachodniej świadczy architektura zdominowana przez murowaną zabudowę w stylu klasycznym lub rokoko. Zamożność ta była jednak możliwa kosztem wsi.
III
Kwestia agrarna stanowiła więc w 1789 roku fundamentalny problem na świecie i nietrudno zrozumieć, dlaczego pierwsza systematyczna szkoła kontynentalnej ekonomii - francuski fizjokratyzm - przyjmowała za rzecz normalną, że wyłącznym źródłem dochodu są ziemia oraz renta ziemska. Sednem kwestii agrarnej był zaś stosunek uprawiających ziemię do jej posiadaczy - czyli tych, którzy wytwarzali bogactwo, do tych, którzy je akumulowali.
Z punktu widzenia stosunków własnościowych w rolnictwie możemy podzielić Europę - czy raczej kompleks gospodarczy z centrum w Europie Zachodniej - na trzy duże części. Na zachód od Europy leżały zamorskie kolonie, w których - z istotnym wyjątkiem północy Stanów Zjednoczonych Ameryki i kilku mniej znaczących terenów niezależnego rolnictwa - typowym rolnikiem był Indianin pracujący jako robotnik przymusowy lub jako faktyczny chłop feudalny, a także Afrykanin pracujący jako niewolnik; nieco rzadziej był to chłopski najemca czy dzierżawca. (W koloniach w Indiach Wschodnich, gdzie bezpośrednia uprawa przez plantatorów europejskich występowała rzadziej, za typową formę przymusu ze strony zarządców ziemskich należy uznać przymusowe dostawy plonów, na przykład przypraw lub kawy na wyspach holenderskich.) Innymi słowy, typowy rolnik był pozbawiony swobód i podlegał ograniczeniom politycznym. Typowy właściciel ziemski posiadał duże włości quasi-feudalne (hacjenda, finca, estancja) lub plantację z niewolniczą siłą roboczą. Gospodarka quasi-feudalna miała charakter prymitywny i samowystarczalny, w każdym razie była zorientowana wyłącznie na potrzeby regionalne: z hiszpańskiej części Ameryki eksportowano produkty górnicze, również uzyskiwane dzięki pracy niewolnych Indian, niewiele zaś produktów rolnych. Gospodarka oparta na plantacjach i niewolnikach, której centrum znajdowało się na wyspach karaibskich, położonych wzdłuż północnych wybrzeży Ameryki Południowej (zwłaszcza północnej części Brazylii) i południowego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, bazowała na produkcji eksportowej kilku szczególnie ważnych rodzajów upraw, jak cukier, w mniejszym stopniu tytoń i kawa, barwniki, a od czasu rewolucji przemysłowej przede wszystkim bawełna. Gospodarka ta była zatem integralną częścią gospodarki europejskiej oraz - za sprawą handlu niewolnikami - również afrykańskiej. Dzieje tego obszaru w interesującym nas okresie można zasadniczo opisać jako spadek znaczenia produkcji cukru na rzecz wzrostu znaczenia produkcji bawełny.
Na wschodzie Europy, zwłaszcza na wschód od linii, która przebiegała z grubsza wzdłuż rzeki Łaby, zachodnich terenów dzisiejszej Czechosłowacji, a na południu sięgała do Triestu, oddzielając wschodnią część Austrii od zachodniej, znajdował się region agrarnej pańszczyzny. W sensie społecznym należały do niego południowe Włochy z Toskanią i Umbrią, a także południowa Hiszpania, ale już nie Skandynawia (po części wyjątkiem były Dania i południowa Szwecja). Na tym rozległym obszarze znajdowały się tereny, gdzie chłopi byli formalnie wolni: rozproszone od Słowenii po Wołgę kolonie chłopów niemieckich, faktycznie niezależne klany w dzikich skalistych górach Ilirii, niemal tak samo dzicy wojownicy chłopscy w rodzaju Pandurów czy Kozaków, zamieszkujący obszar do niedawna traktowany jako militarna granica między chrześcijanami a Turkami lub Tatarami, wolni pionierzy nielegalnego osadnictwa pozostający poza zasięgiem władzy arystokracji feudalnej i państwa, a także mieszkańcy olbrzymich połaci lasów, gdzie rolnictwo na dużą skalę nie wchodziło w rachubę. Ogółem jednak typowi rolnicy nie byli ludźmi wolnymi, a to za sprawą fali pańszczyzny, która nadciągnęła na przełomie XV i XVI wieku i ogarnęła ich niemal bez przeszkód. Mniej oczywista była sytuacja na Bałkanach, które pozostawały pod rządami Turków. Choć wcześniejsze przedfeudalne rolnictwo tureckie, polegające na dokonywanym pobieżnie podziale ziemi między żołnierzy pozbawionych praw dziedziczenia, już dużo wcześniej uległo degeneracji do poziomu dziedzicznej własności posiadłości ziemskich należących do arystokracji muzułmańskiej, to jednak ta ostatnia rzadko zajmowała się rolnictwem. Feudałowie ci po prostu wysysali ile się dało ze swych chłopów. To właśnie dlatego Bałkany na południe od Dunaju i Sawy po wydobyciu się w XIX i XX wieku spod dominacji tureckiej były zasadniczo krajami chłopskimi - choć bardzo ubogimi - a nie krajami o wysokiej koncentracji własności rolnej. Bałkański chłop wciąż jednak w sensie prawnym nie był wolny jako chrześcijanin, a de facto nie cieszył się wolnością także jako chłop, przynajmniej póki pozostawał w zasięgu władzy panów feudalnych.
Na innych obszarach typowy chłop podlegał pańszczyźnie, przez znaczną część tygodnia wykonując na ziemi należącej do pana prace przymusowe lub innego rodzaju obowiązki. Zniewolenie to było tak duże, że ciężko je odróżnić od niewolnictwa, w którym poddanego traktowano jako własność osobistą, gdyż na przykład w Rosji i niektórych częściach Polski chłopa można było sprzedać niezależnie od ziemi. W "Gazette de Moscou" z 1801 roku znajdujemy na przykład takie ogłoszenie: "Na sprzedaż, trzech woźniców dobrze wyćwiczonych i przyzwoicie wyglądających, także dwie dziewczyny w wieku 18 i 15 lat, obie o dobrym wyglądzie i znające się na różnych pracach ręcznych. Ten sam dom ma na sprzedaż dwóch fryzjerów: jeden, w wieku 21 lat, umie czytać, pisać i grać na instrumencie muzycznym oraz pełnić obowiązki forysia, a drugi nadaje się jako fryzjer damski i męski; również pianina i organy". (Duża część chłopstwa pańszczyźnianego pracowała jako służba domowa; w 1851 roku w Rosji stanowili oni pięć procent w s z y s t k i c h niewolnych chłopów11.) Na terenach położonych na południe od Morza Bałtyckiego - przez które przebiegał główny szlak handlowy do Europy Zachodniej - rolnictwo pańszczyźniane produkowało w znacznej mierze na eksport do krajów zachodnich: zboża, len, konopie i drewno do budowy statków. W innych miejscach gospodarka ta opierała się w większym stopniu na rynku regionalnym powiązanym z co najmniej jednym obszarem, na którym istniały rozwinięte ośrodki miejskie i zaawansowana produkcja przemysłowa, jak Saksonia i Czechy (Bohemia) oraz wielka stolica Wiedeń. Większość tych terenów pozostawała jednak zacofana. Takie czynniki, jak otwarcie szlaku przez Morze Czarne oraz postępująca urbanizacja Europy Zachodniej, a zwłaszcza Anglii, powoli zaczęły stymulować eksport zboża z rosyjskiego pasa czarnoziemów, co stało się fundamentem handlu zagranicznego Rosji aż do czasów industrializacji w ZSRR. Obszary pańszczyźniane w Europie Wschodniej można zatem uznać, analogicznie do kolonii zamorskich, za dostarczającą żywność i surowce "gospodarkę zależną" od Europy Zachodniej.
Podobnymi cechami gospodarczymi charakteryzowały się tereny Włoch i Hiszpanii, na których obowiązywało poddaństwo, choć status prawny chłopów był tam pod pewnymi względami inny. Ogólnie rzecz biorąc, były to obszary zdominowane przez duże posiadłości feudałów. Niewykluczone, że na Sycylii czy w Andaluzji niektórzy z nich byli w prostej linii potomkami rzymskich latyfundystów, których niewolnicy i kolonowie stali się w tych regionach typowymi bezrolnymi wyrobnikami. Wypas bydła, produkcja zboża (Sycylia była w starożytności spichlerzem o przeznaczeniu eksportowym) i zdzieranie z ubogiego chłopstwa wszystkiego, co tylko możliwe, zapewniały dochody książętom i baronom, których własnością byli chłopi.
Typowego feudała na terenach, gdzie istniało poddaństwo, można więc opisać jako szlachetnie urodzonego właściciela i latyfundystę czy też eksploatatora dużego folwarku. Wielkość posiadłości zdumiewa do dziś: Katarzyna Wielka podarowała swym faworytom od 40 do 50 tysięcy poddanych, Radziwiłłowie w Polsce władali dobrami wielkości połowy Irlandii, Potoccy na Ukrainie posiadali trzy miliony akrów, zaś węgierska rodzina Esterhazy (patroni Haydna) w pewnym momencie miała blisko siedem milionów akrów. Powszechne było posiadanie włości o powierzchni kilkuset tysięcy akrów12. Mimo że często zaniedbane, prymitywne i nieefektywne, przynosiły one iście książęce dochody. Jak zauważył francuski podróżnik, który dotarł do opustoszałych posiadłości Mediny-Sidonii, hiszpański grand mógł "rządzić jak lew w puszczy, którego ryk sieje przerażenie u każdego, kto się zbliży"013, ale nie brakowało mu też gotówki, nawet według wysokich standardów brytyjskich milordów.
Poniżej magnaterii wyzysk chłopów praktykowała wiejska szlachta, zróżnicowana pod względem wielkości i stanu posiadania. W niektórych krajach była ona nader liczna, a w konsekwencji uboga i rozproszona, od ludzi nieposiadających tytułów szlacheckich odróżniająca się głównie przywilejami politycznymi i społecznymi oraz niechęcią żywioną wobec tak niehonorowych zajęć jak praca. Na Węgrzech i w Polsce do szlachty należało około 10 procent społeczeństwa, w Hiszpanii pod koniec XVIII wieku grupa ta liczyła blisko pół miliona ludzi, czyli - w 1827 roku - prawie 10 procent całego stanu szlacheckiego w Europie114. W innych krajach warstwa ta była znacznie mniejsza.
IV
W pozostałej części Europy struktura społeczeństw agrarnych nie była inna. Oznacza to tyle, że dla chłopa czy wyrobnika każdy, kto posiadał majątek ziemski, był "szlachetnie urodzonym" członkiem klasy panującej, zaś status szlachecki (który dawał przywileje społeczne i polityczne, pozostając oficjalnie jedyną drogą do najwyższych urzędów w państwie) był niewyobrażalny bez posiadania włości. W większości krajów Europy Zachodniej porządek feudalny tkwiący w tego rodzaju sposobie myślenia wciąż cechował się polityczną żywotnością, choć jego efektywność gospodarcza słabła. Owo ekonomiczne starzenie się feudalizmu, w którego efekcie dochody magnaterii i szlachty coraz mniej nadążały za wzrostem cen i wydatków, sprawiło, że arystokracja w jeszcze większym zakresie wykorzystywała swą jedyną niezbywalną przewagę ekonomiczną - przywileje wynikające z urodzenia i stanu. Wszędzie na kontynentalnych obszarach Europy arystokraci wypychali gorzej urodzonych rywali z najlepszych urzędów królewskich: od Szwecji, gdzie odsetek urzędników gorzej urodzonych spadł z 66 procent w 1719 roku (w 1700 roku wynosił 42 procent) do 23 procent w 1780 roku15, po Francję, w której "reakcja feudalna" przyspieszyła rewolucję (zob. rozdział 3). Jednak nawet w krajach, w których system wyraźnie pękał w szwach - jak w przypadku Francji, gdzie względnie łatwo było wejść do ziemiaństwa, a tym bardziej w Wielkiej Brytanii, gdzie statusy ziemiański i szlachecki stanowiły nagrodę za wszelkie wystarczająco duże bogactwo - związek między własnością ziemską a przynależnością do klasy panującej nie tylko się utrzymywał, lecz nawet stawał się coraz silniejszy.
Niemniej pod względem gospodarczym wiejskie społeczeństwa Europy Zachodniej były znacząco odmienne. Na typowym chłopie już od końca średniowiecza nie ciążył status poddaństwa, choć utrzymywały się uciążliwe oznaki zależności prawnej. Przeciętna posiadłość już od dawna nie odgrywała roli przedsiębiorstwa, a jego działalność sprowadzała się do pełnienia funkcji systemu pobierania rent i innych dochodów pieniężnych. Typowego rolnika można scharakteryzować jako mniej lub bardziej wolnego chłopa uprawiającego duże, średnie bądź małe połacie ziemi. Jeśli był dzierżawcą, płacił właścicielowi ziemskiemu rentę (a na niektórych obszarach przekazywał świadczenia w postaci części plonów). Jeśli formalnie był właścicielem ziemi, to prawdopodobnie wciąż musiał wypełniać - w formie pieniężnej lub innej - zobowiązania względem lokalnego pana (na przykład wysyłać zboże do pańskiego młyna), płacić podatki księciu, dziesięcinę na rzecz Kościoła oraz wykonywać pewne rodzaje pracy przymusowej, a wszystko to wyraźnie odbiegało od sytuacji wyższych warstw, zasadniczo zwolnionych ze świadczeń. Gdyby jednak zerwać zasłonę owych zależności politycznych, wówczas otrzymalibyśmy obraz Europy jako obszaru chłopsko-rolniczego, gdzie generalnie mniejszość w postaci zamożnych chłopów zaczęła uczestniczyć w rolnictwie komercyjnym, sprzedając stałe nadwyżki plonów na rynki miejskie, zaś większość chłopów małorolnych i średniorolnych pozostawała w pewnym sensie samowystarczalna na swoich gospodarstwach, o ile nie były one na tyle małe, że pojawiała się konieczność podejmowania dodatkowej pracy najemnej w rolnictwie lub przemyśle.
Tylko na niektórych obszarach rozwój agrarny osiągnął kolejny etap, dążąc do rolnictwa czysto kapitalistycznego. Anglia była liderem tych zmian. Własność ziemska została tu poddana bardzo dużej koncentracji, choć typowym rolnikiem był średniorolny dzierżawca produkujący na sprzedaż i zatrudniający najemną siłę roboczą. Wciąż trudno było dostrzec ten proces z powodu poważnego niedorozwoju gospodarstw chłopów małorolnych czy zagrodników. Gdy jednak objawił się z pełną siłą (mniej więcej w latach 1760-1830), nowy model gospodarki zaczął opierać się nie na rolnictwie chłopskim, ale na klasie przedsiębiorców rolniczych, farmerów i sporej klasie robotników rolnych. Silne tendencje kapitalistyczne, choć raczej były czymś wyjątkowym, dały się zaobserwować również w kilku obszarach Europy, gdzie inwestycje tradycyjnie lokowano w rolnictwie - działo się tak na niektórych terenach północnych Włoch i w Holandii. Inny wyjątek stanowiła Irlandia - nieszczęśliwa wyspa, która charakteryzowała się współwystępowaniem niekorzystnych cech zacofanych gospodarek europejskich oraz procesów wynikających z bliskości gospodarki najbardziej zaawansowanej. Wąska grupa tamtejszych latyfundystów mieszkających poza posiadłościami, podobnych do tych z Andaluzji czy Sycylii, wyzyskiwała ogromne masy, pobierając wygórowane renty pieniężne.
Technicznie rzecz biorąc, rolnictwo europejskie - poza kilkoma rozwiniętymi regionami - wciąż było tradycyjne i zdumiewająco niewydajne. Nadal bazowało głównie na produktach tradycyjnych, takich jak żyto, pszenica, jęczmień i owies, w Europie Wschodniej będąca podstawą pożywienia gryka, a także bydło, owce, kozy i pochodzący od nich nabiał, świnie i drób, pewna ilość owoców i warzyw, wino, wreszcie surowce stosowane w przemyśle, jak wełna, len, konopie do produkcji lin, jęczmień do produkcji piwa itd. Żywność miała w Europie wciąż charakter regionalny. Produkty pochodzące z innych stref klimatycznych należały do rzadkości i były raczej luksusowe, być może z wyjątkiem cukru - najważniejszego importowanego z tropików artykułu spożywczego, którego słodycz wywołała więcej ludzkiej goryczy niż jakikolwiek inny produkt. W Anglii (kraju bezsprzecznie najbardziej rozwiniętym) średnia roczna konsumpcja cukru na mieszkańca w latach 90. XVIII wieku wynosiła 14 funtów16. Nawet jednak w Anglii przeciętna konsumpcja herbaty per capita w roku rewolucji francuskiej nie przekraczała dwóch uncji17 na miesiąc.
Coraz popularniejsze stawały się jednak nowe produkty rolne importowane z kontynentu amerykańskiego i innych obszarów tropikalnych. W Europie Południowej i na Bałkanach dość rozpowszechniona była już uprawa kukurydzy, za której sprawą mobilni chłopi bałkańscy przeszli na rolnictwo osiadłe. Z kolei w północnych Włoszech na popularności zyskały uprawy ryżu. W różnych księstwach uprawiano tytoń, głównie w ramach państwowego monopolu zapewniającego dochody, choć spożycie było nieznaczne w porównaniu z dzisiejszym: przeciętny Anglik w 1790 roku palił, wąchał lub żuł około 1,3 uncji tytoniu miesięcznie. W niektórych częściach Europy Południowej często była spotykana produkcja jedwabiu. Ziemniak, kluczowy spośród nowych produktów spożywczych, dopiero zaczynał zdobywać popularność, choć wyjątkiem była prawdopodobnie Irlandia, gdzie szybko stał się on podstawą upraw, a to dzięki zdolności do wyżywienia większej liczby ludzi z jednego akra. Poza Anglią i Niderlandami wciąż rzadkością była systematyczna uprawa roślin okopowych i pastewnych (innych niż te na siano). Dopiero w czasie wojen napoleońskich pojawiła się masowa uprawa buraków na cukier.
Nie da się jednak XVIII wieku opisać jako okresu stagnacji w rolnictwie. Przeciwnie, długofalowa ekspansja demograficzna, postępująca urbanizacja, rozwój handlu i produkcji przemysłowej przyczyniały się do postępu w rolnictwie, a wręcz go wymagały. W drugiej połowie stulecia rozpoczął się zaskakujący i odtąd już stały wzrost liczebności populacji, tak charakterystyczny dla nowoczesnego świata: przykładowo w latach 1755-1784 wiejska populacja Brabancji (w Belgii) zwiększyła się o 44 procent18. Jednak tym, co najbardziej przejmowało licznych rzeczników postępu w rolnictwie, tworzących coraz to nowe towarzystwa, raporty rządowe i publikacje propagandowe od Hiszpanii po Rosję, nie był sam rozwój tego sektora, ale wielkość przeszkód przed nim stojących.
V
Świat rolnictwa, może z wyjątkiem jego segmentu kapitalistycznego, był w zastoju. Z kolei handel, produkcję oraz związaną z tymi sektorami działalność technologiczno-intelektualną cechowała pewność siebie, energiczność i ekspansywność, zaś klasy, które korzystały z tych obszarów gospodarki, można scharakteryzować jako aktywne, zdeterminowane i pełne optymizmu. Dzisiejszego obserwatora natychmiast uderzyłby zakres handlu, mocno powiązanego z eksploatacją kolonii. System morskich szlaków handlowych, rozwijający się szybko tak pod względem wielkości, jak i zdolności przewozowej, oplatał całą kulę ziemską, zapewniając zyski społecznościom handlowym Europy Północnoatlantyckiej. Władzę kolonialną wykorzystywano do łupienia mieszkańców Indii Wschodnich19 z towarów eksportowanych następnie do Europy i Afryki, gdzie wraz z towarami europejskimi służyły one do zakupu niewolników dla systemów plantacji dynamicznie rozwijających się w obu Amerykach. Plantacje amerykańskie eksportowały z kolei cukier, bawełnę i inne towary do portów na Atlantyku i Morzu Północnym, skąd wysyłano je na wschód wraz z artykułami tradycyjnie będącymi przedmiotem handlu europejskiego, jak tekstylia, sól, wino i inne. Z regionu bałtyckiego importowano zaś zboże, drewno i len. Z Europy Wschodniej, będącej drugim obszarem kolonialnym, pochodziły: zboże, drewno, len i tkaniny lniane (opłacalne w eksporcie do krajów tropikalnych), konopie oraz żelazo. Sieć wymiany handlowej między względnie rozwiniętymi gospodarkami Europy - do której w sensie gospodarczym należały także coraz aktywniejsze wspólnoty białych osadników w północnych koloniach brytyjskich Ameryki (a po roku 1783 Stanach Zjednoczonych) - stawała się coraz gęstsza.
Nabob, czyli plantator, powracał z kolonii z majątkiem, o którym nie śniło się prowincjonalnym dusigroszom, zaś kupcy czy morscy spedytorzy, których wspaniałe porty - Bordeaux, Bristol, Liverpool - powstały lub uległy przebudowie w XVIII stuleciu, okazali się prawdziwymi gospodarczymi zwycięzcami epoki, porównywalnymi jedynie z wysokimi urzędnikami i finansjerą, które to grupy budowały swój majątek na zyskownych usługach świadczonych państwom, gdyż były to czasy, kiedy termin "urząd płatny pod egidą władzy królewskiej" (office of profit under the crown) miał dosłowne znaczenie20. Obok tych grup klasa średnia, skupiająca prawników, zarządców majątków ziemskich, lokalnych właścicieli browarów, handlowców i innych, którzy zgromadzili skromny majątek w kontaktach z sektorem rolniczym, wiodła raczej marne, ciche życie, i nawet fabrykanci mieli się niewiele lepiej niż ich bardzo ubodzy ziomkowie. Górnictwo i produkcja rozwijały się wprawdzie dynamicznie we wszystkich częściach Europy, jednak kluczową kontrolę nad nimi sprawowali kupcy (a w Europie Wschodniej nierzadko panowie feudalni).
Działo się tak, ponieważ główną formą rozwijającej się produkcji przemysłowej był tak zwany system chałupniczy lub nakładczy, w którym kupcy nabywali produkty rzemieślników lub chłopów pracujących dorywczo poza rolnictwem, a następnie sprzedawali je na szerszym rynku. Sam wzrost tego rodzaju handlu nieuchronnie tworzył początkowe warunki dla powstania wczesnego kapitalizmu przemysłowego. Rzemieślnik sprzedający swe wyroby mógł stać się kimś tylko nieco lepiej sytuowanym niż robotnik, któremu płacono stawki akordowe (zwłaszcza gdy kupiec dostarczał mu materiały, a czasem również wydzierżawiał mu narzędzia do produkcji). Chłop, który także tkał, mógł stać się tkaczem i posiadaczem niewielkiego pola. Specjalizacja procesów i funkcji mogła prowadzić do podziałów w obrębie dawnego rzemiosła lub tworzyć wśród chłopów kategorię częściowo wykwalifikowanych robotników. Z dawnych mistrzów cechowych lub z jakiejś szczególnej grupy rzemieślników, ewentualnie z grupy lokalnych pośredników, mogła powstać kategoria podwykonawców lub pracodawców. Jednak to kupcy takiego czy innego rodzaju kontrolowali owe zdecentralizowane formy produkcji i stanowili ogniwo łączące siłę roboczą upadłych wiosek i bocznych ulic z rynkiem światowym. Natomiast "przemysłowcy", pojawiający się lub mający się dopiero pojawić wśród wytwórców, pełnili zaledwie funkcję wykonawców na rzecz kupców, nawet jeśli nie byli od tych ostatnich bezpośrednio zależni. Istniało tu kilka wyjątków, zwłaszcza w przemysłowej Anglii. Przedstawiciele branży hutniczej bądź tacy przedsiębiorcy, jak producent ceramiki Josiah Wedgwood, byli szanowani i dumni ze swych dzieł, które oglądali zaciekawieni ludzie przybywający ze wszystkich zakątków Europy. Jednak typowy przemysłowiec (słowo to wymyślono później) wciąż był raczej niższym urzędnikiem niż pierwszoplanową postacią przemysłu.
Niemniej, niezależnie od statusu handlu i produkcji, działalność w tych sektorach rozwijała się znakomicie. Odnosząca największe sukcesy wśród osiemnastowiecznych państw Wielka Brytania wprost zawdzięczała swą potęgę postępowi gospodarczemu, zaś w latach 80. XVIII stulecia każdy rząd kontynentalnej Europy, który miał ambicje prowadzenia racjonalnej polityki, konsekwentnie dążył do osiągnięcia wzrostu gospodarczego, a zwłaszcza rozwoju przemysłu, choć sukcesy były w tej dziedzinie mocno zróżnicowane. Ludzie nauki - wówczas jeszcze niepodzielonej na nauki "czyste" i "stosowane" przez późniejszy akademizm XIX wieku - angażowali się w rozwiązywanie problemów produkcji: najwyraźniejszy postęp w latach 80. poczyniono w dziedzinie chemii, tradycyjnie najsilniej powiązanej z warsztatem i potrzebami przemysłu. Wielka encyklopedia Diderota i d'Alemberta nie była kompendium wyłącznie postępowej myśli społecznej i politycznej, ale także rozwoju technologicznego i naukowego. Przekonanie o postępie ludzkiej wiedzy, racjonalności, rozwoju bogactwa, cywilizacji i panowania nad przyrodą, które tak głęboko przepajało wiek XVIII - wiek "oświecenia" - czerpało swą siłę przede wszystkim z obiektywnego rozwoju produkcji i handlu oraz racjonalności ekonomicznej i naukowej, którą kojarzono jako nieuchronnie związaną z obiema tymi sferami. Największymi zaś orędownikami postępu były klasy ekonomicznie najbardziej zaawansowane i najbardziej bezpośrednio doświadczające namacalnych postępów epoki: środowiska handlowe i ekonomicznie świadomi posiadacze ziemscy, finansjera, zainteresowani nauką administratorzy gospodarczy i społeczni, wykształcona klasa średnia, fabrykanci i przedsiębiorcy. Ludzie ci z entuzjazmem wypowiadali się na przykład o Benjaminie Franklinie - drukarzu, dziennikarzu, wynalazcy, mężu stanu i sprawnym przedsiębiorcy - jako o symbolu aktywnego, zaradnego i rozumnego obywatela przyszłości. W Anglii, gdzie tacy nowi ludzie nie potrzebowali urzeczywistnienia transatlantyckiej rewolucji, tworzono prowincjonalne towarzystwa propagujące postęp naukowy, przemysłowy i polityczny. Do założonego w Birmingham Lunar Society należeli wytwórca ceramiki Josiah Wedgwood, wynalazca maszyny parowej James Watt i jego partner w interesach Matthew Boulton, chemik Joseph Priestley, biolog-dżentelmen i pionier teorii ewolucji Erasmus Darwin (dziadek jeszcze sławniejszego Karola Darwina) czy wielki drukarz John Baskerville. Ludzie ci gromadzili się w lożach masońskich, gdzie nie liczyły się różnice klasowe, a ideologię oświecenia propagowano z bezinteresownym zapałem.
Istotne jest, że dwa główne ośrodki tej ideologii pokrywały się z ośrodkami podwójnej rewolucji: Francją i Anglią, choć największą międzynarodową popularność zyskały idee sformułowane w pierwszym z tych krajów (mimo że były jedynie francuską wersją idei brytyjskich). W myśli "oświeceniowej" dominował świecki, racjonalistyczny i postępowy indywidualizm. Główny jego cel sprowadzał się do wyzwolenia jednostki z krępujących ją kajdan: z pełnego ignorancji tradycjonalizmu średniowiecza, wciąż rzucającego na świat swój cień, z przesądów kościelnych (w odróżnieniu od religii "naturalnej" bądź "racjonalnej"), z irracjonalizmu tworzącego hierarchiczne podziały między ludźmi na wyższe i niższe stany według urodzenia lub innych nieznaczących kryteriów. Myślenie to zawierało się w hasłach wolności, równości i (wynikającego z nich) braterstwa. W swoim czasie hasła te stały się mottem rewolucji francuskiej. Rządy wolności indywidualnej nie mogły nie pociągać za sobą jak najbardziej pozytywnych konsekwencji. Najbardziej niezwykły skutek, który już wtedy można było zaobserwować, polegał na uwolnieniu indywidualnych talentów w świecie rozumu. Gorąca wiara w postęp, jaka cechowała typowego "oświeconego" myśliciela, była wyrazem rozwoju nauki i techniki, bogactwa, dobrobytu i cywilizacji, który to rozwój dostrzegał on wokół siebie i który przypisywał, poniekąd słusznie, rosnącej popularności głoszonych przez siebie idei. Jeszcze na początku wieku powszechnie palono na stosach czarownice. Pod koniec stulecia oświecone władze, na przykład w Austrii, zniosły nie tylko tortury sądowe, ale i niewolnictwo. Czyż nie mogłyby zostać spełnione najśmielsze oczekiwania, gdyby tylko zniszczyć ostatnie bariery postępu w postaci partykularnych interesów feudałów i Kościoła?
Nazywanie "oświecenia" ideologią klasy średniej nie jest całkiem poprawne, chociaż wielu oświeceniowców uważało za rzecz oczywistą, że wolne społeczeństwo będzie społeczeństwem kapitalistycznym - i właśnie tacy spośród nich odgrywali decydującą rolę21. W teorii bowiem celem oświecenia było wyzwolenie wszystkich ludzi. W tym zawierają się, czy wręcz z tego wyrosły, wszelkie ideologie postępowe, racjonalistyczne i humanistyczne. W praktyce jednak przywódcy emancypacji, do której wzywało oświecenie, często rekrutowali się ze środkowych szczebli drabiny społecznej, tworząc kategorię nowych, racjonalnie myślących ludzi, wyróżniających się zdolnościami i osiągnięciami, a nie urodzeniem, zaś ład społeczny, jaki miał się wyłonić za sprawą ich działań, miał być porządkiem "burżuazyjnym" i kapitalistycznym.
Bardziej właściwe byłoby określenie "oświecenia" mianem ideologii rewolucyjnej, mimo że wielu spośród jej kontynentalnych propagatorów kierowało się polityczną rozwagą i umiarkowaniem, a większość z nich - do lat 80. XVIII wieku - pokładała nadzieję w oświeconej monarchii absolutnej. Iluminizm oznaczał bowiem zniesienie w większości krajów Europy panującego porządku społeczno-politycznego. Zbyt wygórowane byłoby oczekiwanie, że stare reżimy ustąpią dobrowolnie. Przeciwnie, jak widzieliśmy, pod wieloma względami wręcz umacniały się w opozycji do rosnących w siłę nowych tendencji społecznych i gospodarczych. Bastionami tych reżimów (poza Wielką Brytanią, Zjednoczonymi Prowincjami22 i kilkoma innymi krajami, gdzie zdołano je pokonać) były właśnie te monarchie, w których pokładali swą ufność umiarkowani zwolennicy oświecenia.
VI
Poza Wielką Brytanią, która swą rewolucję miała w XVII wieku, oraz kilkoma mniejszymi państwami monarchia absolutna była ustrojem wszystkich funkcjonujących państw kontynentu europejskiego. Te państwa, w których rządy takie nie obowiązywały, doświadczyły chaosu, rozpadły się i zostały wchłonięte przez sąsiadów, czego przykładem jest Polska. Dziedziczni monarchowie z łaski Boga stali na czele hierarchii szlachetnie urodzonych właścicieli ziemskich, wspartej na tradycyjnej organizacji i ortodoksji kościelnej oraz obudowanej coraz większym zbiorowiskiem instytucji, których jedyną legitymacją było ich długotrwałe zakorzenienie w przeszłości. Prawdę mówiąc, elementarna konieczność zapewnienia spójności i efektywności państwa w epoce ostrej rywalizacji międzynarodowej już dużo wcześniej zmusiła władców do stłumienia anarchicznych tendencji wśród magnaterii i okiełznania innych partykularnych interesów, a także do obsadzenia stanowisk w aparacie państwowym urzędnikami nieposiadającymi tytułów arystokratycznych. Co więcej, w drugiej połowie XVIII wieku konieczność ta, wraz z ewidentnym sukcesem kapitalistycznej Wielkiej Brytanii na arenie międzynarodowej, skłoniła większość tych monarchów (czy raczej ich doradców) do wejścia na drogę modernizacji gospodarczej, społecznej, administracyjnej i intelektualnej. W owym czasie władcy traktowali hasło "oświecenie" podobnie i z podobnych powodów, jak współczesne rządy traktują hasło "planowanie". Podobnie też jak w naszych czasach ci, którzy uznawali to hasło w teorii, robili niewiele, aby je wdrożyć w praktyce, a większość z tych, która to czyniła, mniej interesowała się ogólnymi ideami "oświeconego" (lub "planowego") społeczeństwa niż praktycznymi korzyściami wynikającymi z zastosowania najnowszych metod pomnażania dochodu, majątku i władzy.
Z kolei klasy średnie, ludzie wykształceni oraz osoby, którym zależało na postępie, często zwracali się ku scentralizowanej administracji monarchii "oświeconej" z nadzieją urzeczywistnienia swych idei. Władca potrzebował klasy średniej i jej idei do przeprowadzenia modernizacji swego państwa, a słaba klasa średnia potrzebowała władcy do złamania oporu arystokracji i kleru, zaciekle broniących swych interesów przed ruchem postępu.
Jednakże w perspektywie władców absolutnych, nawet tych nowoczesnych i innowacyjnych, niemożliwe okazywało się - w istocie nawet nie bardzo wyglądało na to, by chcieli tego dokonać - zniesienie całej hierarchii szlachecko-ziemiańskiej, do której w końcu monarchia należała, której wartości symbolizowała i ucieleśniała i od której poparcia była w dużej mierze zależna. Mimo że teoretycznie monarcha absolutny miał pełną swobodę działania, w praktyce należał do świata, który oświecenie ochrzciło spopularyzowanym w okresie rewolucji francuskiej terminem féodalité, czyli feudalizm. Tego rodzaju monarchia była gotowa użyć wszelkich dostępnych środków, aby umocnić władzę i zapewnić sobie dochody z podatków w obrębie państwa oraz potęgę poza jego granicami. To zaś mogło skłaniać władcę do wspierania sił, które ostatecznie stały się zalążkiem nowego społeczeństwa. Aby tylko umocnić swą pozycję polityczną, monarcha był gotów wzniecać konflikty między panami feudalnymi, klasami czy prowincjami. Horyzont monarchii wyznaczały jednak jej historia, funkcja i usytuowanie klasowe. Władcy rzadko dążyli do przeprowadzenia gruntownych przemian społecznych i ekonomicznych, których wymagał postęp gospodarczy i do których wzywały nowe grupy społeczne. Nigdy też monarchia nie była w stanie takich reform zrealizować.
Weźmy oczywisty przykład. Niewielu racjonalnych myślicieli, nawet pośród monarszych doradców, poważnie podawało w wątpliwość potrzebę zniesienia poddaństwa i więzów utrzymujących chłopów w systemie feudalnych zależności. Reformę tę uznawano za jeden z najważniejszych punktów każdego "oświeconego" programu. Od Madrytu po Sankt Petersburg, od Neapolu po Sztokholm nie było w zasadzie władcy, który w ciągu ćwierćwiecza poprzedzającego rewolucję francuską nie poparłby, w takim czy innym momencie, owego programu. W rzeczywistości jednak jedyne przypadki odgórnego wyzwolenia chłopów, jakie zdarzyły się przed 1789 rokiem, miały miejsce w małych i nietypowych państwach, jak Dania i Sabaudia, a także na terenach osobistych posiadłości innych władców. Jedną z takich prób podjął w 1781 roku Józef II Habsburg, nie udała się ona jednak i nie została dokończona z powodu oporu ze strony opozycji politycznej broniącej swych partykularnych interesów oraz przez rebelię chłopów domagających się większego zakresu praw, niż się spodziewano. Tym, co przyniosło zniesienie feudalnych stosunków agrarnych w całej Europie Zachodniej i Środkowej, była rewolucja francuska (jako bezpośrednia i pośrednia przyczyna, a także jako wzorzec) oraz rewolucja 1848 roku.
Tlił się zatem ukryty konflikt, który wkrótce miał wybuchnąć - między siłami starego ładu i nowego społeczeństwa "burżuazyjnego". Konfliktu tego nie dało się rozstrzygnąć w ramach istniejących reżimów, z wyjątkiem, rzecz jasna, tych krajów, w których, jak w Wielkiej Brytanii, burżuazja zdążyła już zatriumfować. Tym, co szczególnie osłabiało owe reżimy, było oddziaływanie trojakiego rodzaju presji: ze strony nowych sił, ze strony coraz zacieklej broniących swych interesów starych klas oraz ze strony przeciwników zewnętrznych.
Najsłabszy punkt tych reżimów znajdował się tam, gdzie współwystępowała opozycja ze strony nowych i starych sił: w autonomistycznych ruchach odległych bądź najsłabiej kontrolowanych prowincji lub kolonii. I tak w państwie Habsburgów reformy Józefa II podjęte w latach 80. XVIII wieku doprowadziły do wystąpień społecznych w Niderlandach Austriackich (dzisiejsza Belgia) oraz do powstania ruchu rewolucyjnego, który w 1789 roku w naturalny sposób połączył się z ruchem działającym we Francji. Coraz powszechniejszy stawał się opór białych osadników w zamorskich koloniach państw europejskich wobec polityki władz centralnych, które ściśle podporządkowywały interesy kolonii interesom metropolii. We wszystkich zakątkach obu Ameryk, na obszarach należących do Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii, jak również w Irlandii ruchy osadników domagały się autonomii, aczkolwiek nie zawsze dla władz reprezentujących siły gospodarczo bardziej progresywne niż metropolia. W ten sposób kilka kolonii brytyjskich uzyskało autonomię: albo drogą pokojową na pewien czas - jak Irlandia - albo drogą rewolucji, jak Stany Zjednoczone. Ekspansja gospodarcza, rozwój kolonii oraz napięcia wynikające z prób reform w ramach "absolutyzmu oświeconego" stwarzały kolejne okazje dla tego rodzaju konfliktów w latach 70. i 80. XVIII stulecia.
Opór w prowincjach lub koloniach sam w sobie niczego nie przesądzał. Stare monarchie mogły sobie pozwolić na utratę jednej czy dwóch prowincji, a główna ofiara autonomizmu kolonialnego - Wielka Brytania - nie ucierpiała z powodu słabości starych reżimów, w związku z czym pozostawała krajem stabilnym i dynamicznym, nawet w obliczu rewolucji amerykańskiej. Tylko w nielicznych regionach istniały czysto lokalne uwarunkowania istotnych zmian u władzy. Dopiero rywalizacja międzynarodowa mogła zaognić sytuację.
Nic tak dobrze nie weryfikowało stanu zasobów państwa, jak walka międzynarodowa, czyli wojna. Gdy państwo nie potrafiło przejść tego testu, doświadczało wstrząsu, pęknięcia lub upadku. W XVIII wieku europejska scena polityczna była zdominowana przez jedną poważną rywalizację, która znajdowała się w centrum kolejnych okresów ogólnej wojny: w latach 1689-1713, 1740-1748, 1756-1763, 1776-1783 oraz w interesującym nas okresie między 1792 a 1815 rokiem. Był to konflikt między Wielką Brytanią i Francją, a w pewnym sensie także starcie między starym i nowym reżimem. Francja bowiem, niezależnie od tego, że budziła niechęć Brytyjczyków szybką ekspansją handlu i rozbudową imperium kolonialnego, była także najsilniejszą, najsłynniejszą i najbardziej wpływową - słowem, klasyczną - arystokratyczną monarchią absolutną. Nic tak jaskrawo nie uwidocznia wyższości nowego porządku społecznego nad starym, jak konflikt tych dwóch mocarstw. Brytyjczycy nie tylko wygrali - w różnym stopniu - wszystkie te wojny (prócz jednej), ale też z dużą łatwością zdołali się podczas nich zorganizować oraz je sfinansować i toczyć. Z kolei dla monarchii francuskiej stanowiło to zbyt duże wyzwanie, mimo że była ona od Wielkiej Brytanii dużo większa pod względem powierzchni i liczby mieszkańców oraz zamożniejsza w sensie potencjalnych zasobów. Po przegranej w wojnie siedmioletniej (1756-1763) rewolta kolonialna w Ameryce stworzyła Francji okazję do odwetu na przeciwnikach. Francja z niej skorzystała. I rzeczywiście, w kolejnym konflikcie międzynarodowym Wielka Brytania poniosła dotkliwą porażkę, tracąc najważniejszą część swego amerykańskiego imperium. Francja zaś, wówczas już sojusznik nowo powstałych Stanów Zjednoczonych Ameryki, odniosła zwycięstwo. Koszt okazał się jednak nadmierny, a kłopoty władz francuskich nieuchronnie wpędziły je w kryzys wewnętrzny, na fali którego sześć lat później wybuchła rewolucja.
VII
Zanim zakończymy wstępne omówienie sytuacji na świecie w przededniu podwójnej rewolucji, rzućmy okiem na ówczesne stosunki Europy (a ściślej: Europy Północno-Zachodniej) z pozostałą częścią świata. Całkowita światowa dominacja polityczno-wojskowa Europy (i będących jej przedłużeniem wspólnot białych osadników) miała stać się efektem epoki podwójnej rewolucji. Pod koniec XVIII wieku kilka mocarstw i cywilizacji pozaeuropejskich wciąż stawiało czoła białym kupcom, żeglarzom i żołnierzom na rzekomo równych warunkach.
Wielkie imperium chińskie, stojące wówczas u szczytu rozwoju pod rządami dynastii mandżurskiej (Qing), nie było przez nikogo nękane. Przeciwnie, oddziaływanie kulturalne płynęło raczej ze wschodu na zachód, filozofowie europejscy pobierali lekcje od jakże odmiennej, choć ewidentnie wysoko rozwiniętej cywilizacji, zaś artyści i rzemieślnicy wykorzystywali w swych pracach często niezrozumiałe motywy Dalekiego Wschodu i adaptowali pochodzące stamtąd nowe materiały ("chińska porcelana") do europejskiego użytku. Mocarstwom muzułmańskim, choć (jak w przypadku Turcji) co jakiś czas nękały je siły militarne sąsiednich państw europejskich (Austrii, a zwłaszcza Rosji), daleko było do kolosów na glinianych nogach, jakimi miały stać się w XIX stuleciu. Afryka pozostawała praktycznie odporna na europejskie podboje militarne. Z wyjątkiem niewielkich terenów wokół Przylądka Dobrej Nadziei biali byli skupieni wyłącznie w nadmorskich punktach handlowych.
Już jednak wtedy dynamiczna i coraz szersza ekspansja europejskiego handlu i kapitalizmu uderzała w porządek społeczny tych krajów. W Afryce działo się to za sprawą handlu niewolnikami na niespotykaną wcześniej skalę, w basenie Oceanu Indyjskiego poprzez podboje rywalizujących ze sobą potęg kolonialnych, zaś na Bliskim i Środkowym Wschodzie wskutek handlu i konfliktów militarnych. Już wtedy bezpośredni podbój przez Europejczyków zaczynał daleko wykraczać poza obszary okupowane przez pierwszych kolonizatorów - Hiszpanów i Portugalczyków w XVI stuleciu, a białych osadników w Ameryce Północnej w wieku XVII. Istotne były działania Brytyjczyków, którzy już wcześniej ustanowili bezpośrednią władzę terytorialną nad częścią Indii (zwłaszcza nad Bengalem), praktycznie obalając imperium Wielkich Mogołów. Między innymi dzięki temu nieco później, w interesującym nas okresie, Brytyjczycy stali się władcami i administratorami całego obszaru Indii. Już wówczas można było przewidzieć względną słabość cywilizacji pozaeuropejskich w starciu z technologiczną i wojskową przewagą Zachodu. Powoli zbliżał się punkt kulminacyjny okresu, który nazwano "epoką Vasco da Gamy" - czterech stuleci światowej historii, kiedy to garstka państw europejskich oraz europejski kapitalizm ustanowiły pełną, choć, jak dziś widać, tymczasową dominację nad całym światem. Podwójna rewolucja miała uczynić europejską ekspansję procesem nie do powstrzymania, a jednocześnie stworzyć światu pozaeuropejskiemu warunki i narzędzia do ostatecznej kontrofensywy.
Fabryki te, niezależnie od ich profilu, przyczyn powstania i konsekwencji, mają ogromną wartość i przynoszą wielki zaszczyt talentom tego niezwykle pomysłowego i pożytecznego człowieka, którego zasługą, gdziekolwiek się nie pojawi, będzie n a k ł a n i a n i e l u d z i do myślenia. [...] Pozbądźcie się tej gnuśnej, ospałej i głupiej obojętności, tego leniwego niedbalstwa, które wiąże ludzi z dokładnie tym samym sposobem życia, jaki był udziałem ich przodków - wypranym z dociekliwości, refleksji i ambicji - a możecie być pewni, że uczynicie dobrze. Cóż za sprawność umysłu, jakiż duch ciężkiej pracy, co za masa i potęga wysiłku, którymi na każdym kroku olśniewają dzieła takich ludzi jak Brindley, Watt, Priestley, Harrison, Arkwright. [...] Czyż może istnieć człowiek, którego nie zainspiruje widok maszyny parowej Watta?
Arthur Young23
Z tego rynsztoka wypływa najwspanialszy strumień ludzkiej pracowitości, by użyźnić cały świat. Z tego brudnego kanału wydostaje się czyste złoto. Tutaj ludzkość osiąga najwyższy poziom pełnego rozwoju, a zarazem największego okrucieństwa, tutaj cywilizacja tworzy swe cuda, a cywilizowany człowiek zamienia się niemal w barbarzyńcę.
Alexis de Tocqueville o Manchesterze w 1835 roku24
ROZDZIAŁ 2 REWOLUCJA PRZEMYSŁOWA
I
Zacznijmy od rewolucji przemysłowej, czyli od Wielkiej Brytanii. Pozornie wydaje się to dość swobodnie dobrany punkt wyjścia, gdyż skutki tej rewolucji zaczęto wyraźnie i nieodparcie odczuwać - w każdym razie poza Anglią - dopiero w późniejszych latach interesującego nas okresu, na pewno nie przed 1830 rokiem, a prawdopodobnie nie wcześniej niż około roku 1840. Dopiero w latach 30. XIX wieku w literaturze i sztuce pojawił się temat początków społeczeństwa kapitalistycznego, owego świata, w którym rozpadały się wszelkie więzy społeczne z wyjątkiem tych nieubłaganie mających postać złotego i papierowego pieniądza (sformułowanie pochodzi od Thomasa Carlyle'a). Do dekady tej należy Komedia ludzka Balzaka, będąca największym literackim pomnikiem początków tego społeczeństwa. Również dopiero około 1840 roku pojawia się szeroki nurt oficjalnych i nieoficjalnych publikacji na temat społecznych efektów rewolucji przemysłowej: ważne raporty i zestawienia statystyczne w Anglii, Tableau de l'état physique et moral des ouvriers (Studium na temat stanu fizycznego i moralnego robotników) Louisa René Villermégo, praca Engelsa Położenie klasy robotniczej w Anglii, analizy Belga Édouarda Ducpétiaux, a także prace licznych zatroskanych lub przerażonych obserwatorów od Niemiec po Hiszpanię i Stany Zjednoczone. Dopiero w latach 40. XIX stulecia swój marsz przez kontynent europejski rozpoczęły proletariatowo dziecko rewolucji przemysłowej - oraz komunizm, który związał się z ruchami społecznymi. Sama nazwa rewolucji przemysłowej odzwierciedla jej nieco spóźnione oddziaływanie na Europę. Zjawisko istniało w Wielkiej Brytanii, zanim zostało nazwane. Dopiero w latach 20. XIX wieku angielscy i francuscy socjaliści - sami będący grupą bez precedensu - wymyślili to słowo, być może przez analogię z rewolucją polityczną we Francji25.
Niemniej jednak z dwóch powodów jako pierwszą zajmiemy się właśnie rewolucją przemysłową. Po pierwsze dlatego, że "wybuchła" - by użyć tego problematycznego sformułowania - przed atakiem na Bastylię. Po drugie zaś dlatego, że bez niej nie zrozumiemy bezosobowych sił historii, na których tle rodziły się bardziej oczywiste postaci i wydarzenia w interesującym nas okresie, nie uchwycimy nierównego i złożonego rytmu tamtych czasów.
Co oznacza zdanie "rewolucja przemysłowa wybuchła"? Znaczy ono tyle, że w pewnym momencie w latach 80. XVIII wieku po raz pierwszy w dziejach człowieka zerwano więzy krępujące moce wytwórcze społeczeństw ludzkich, które od tej pory zyskały zdolność nieustannego, dynamicznego i do dziś nieograniczonego pomnażania ludzi, towarów i usług. Zjawisko to jest obecnie znane wśród ekonomistów jako "start do samoczynnego wzrostu" (takeoff into self-sustained growth)26. Żadne wcześniejsze społeczeństwo nie było w stanie przebić się przez zaporę, którą wobec produkcji stanowiły przedindustrialna struktura społeczna, słabo rozwinięta nauka, niedoskonała technologia, a w konsekwencji także okresowe klęski, głód i umieralność. Ów "start" nie był, rzecz jasna, jednym z tych zjawisk, które - tak jak trzęsienia ziemi czy spadające gwiazdy - zwykle zaskakują laików. W zależności od upodobań i zakresu zainteresowań historyka prehistorię tego startu w Europie można prześledzić wstecz do około 1000 roku, o ile nie dalej, a wcześniejsze usiłowania wzbicia się w powietrze - niezdarne niczym próby młodych kaczątek - pochlebnie nazywano "rewolucją przemysłową": w XIII, XVI i pod koniec XVII stulecia. Od połowy XVIII wieku proces nabierania prędkości potrzebnej do startu staje się na tyle wyraźny, że wcześniejsi historycy datowali rewolucję przemysłową na rok 1760. Wnikliwe badania skłoniły jednak większość ekspertów do uznania za decydującą dekadę lat 80., a nie 60. XVIII stulecia, bowiem to właśnie wtedy, według dostępnej wiedzy, wszystkie istotne wskaźniki statystyczne nagle, niemal pionowo poszybowały w górę, wyznaczając "start". Gospodarka poniekąd wzbiła się w powietrze.
Wydaje się zarówno logiczne, jak i zgodne z ugruntowaną tradycją, by nazywać ten proces rewolucją przemysłową, choć swego czasu konserwatywni historycy - być może z powodu pewnej nieśmiałości wobec zapalnych pojęć - woleli jej zaprzeczać i stosować na jej określenie zdawkowe terminy typu "przyspieszona ewolucja". Ale jeśli owe nagłe, jakościowe i gruntowne przeobrażenia, które nastąpiły mniej więcej w latach 80. XVIII wieku, nie były rewolucją, to co nią jest? Rewolucja przemysłowa nie była wydarzeniem mającym swój początek i koniec. Nie ma sensu pytanie o to, kiedy "dobiegła końca", gdyż jej istota polegała na tym, że od tej pory zmiana rewolucyjna stała się czymś normalnym. Wciąż się dzieje. Możemy ewentualnie postawić pytanie o moment, w którym zmiany ekonomiczne zaszły na tyle daleko, by można było mówić o gospodarce zasadniczo uprzemysłowionej, zdolnej produkować, w szerokim sensie, wszystko, co chciała, w ramach dostępnych technologii. Bardziej specjalistycznie można ją określić jako "dojrzałą gospodarkę przemysłową". W Wielkiej Brytanii, a więc i na świecie, ten okres wczesnej industrializacji prawdopodobnie pokrywa się z okresem, którym zajmujemy się w niniejszej książce, gdyż jeśli rozpoczął się on od "startu" w latach 80. XVIII wieku, można jego koniec wiarygodnie usytuować w momencie powstania kolei oraz przemysłu ciężkiego w Wielkiej Brytanii lat 40. XIX wieku. Samą jednak rewolucję, czyli czas "startu", można zapewne najdokładniej umieścić między 1780 a 1800 rokiem - w okresie należącym do tej samej epoki, co rewolucja francuska, choć nieznacznie ją poprzedzającym.
Jak by nie patrzeć, było to prawdopodobnie najważniejsze wydarzenie w historii świata, w każdym razie na pewno od czasu wynalezienia rolnictwa i powstania miast. I zostało zainicjowane w Wielkiej Brytanii, co oczywiście nie było przypadkowe. Gdybyśmy mieli do czynienia z wyścigiem o tytuł pioniera rewolucji przemysłowej w XVIII wieku, to brał w nim udział tak naprawdę tylko jeden zawodnik. Inteligentni i dalecy od ekonomicznej naiwności ministrowie oraz urzędnicy każdej oświeconej monarchii w Europie, od Portugalii po Rosję, przyczynili się do znacznego postępu w przemyśle i handlu. We wszystkich tych krajach przypisywano "wzrostowi gospodarczemu" wagę co najmniej tak dużą, jak czyni się to dziś. Niektóre spośród mniejszych państw i regionów, na przykład Saksonia oraz biskupstwo Li?ge, miały na swoim koncie całkiem imponujące dokonania w zakresie industrializacji, choć ich ośrodki przemysłowe były zbyt małe i zbyt lokalne, by mogły wywierać rewolucyjny wpływ w skali światowej, taki jak ośrodki brytyjskie. Jednakże wydaje się oczywiste, że już w okresie przed rewolucją Wielka Brytania pozostawiała daleko w tyle swego głównego potencjalnego rywala pod względem produkcji i handlu per capita, nawet jeśli oba kraje miały zbliżone wskaźniki całkowitej produkcji i handlu.
Jeśli Wielka Brytania zawdzięczała czemuś swój rozwój, to nie dominacji na polu nauki i technologii. Pod względem zaawansowania nauk przyrodniczych, a na pewno w matematyce i fizyce, Francuzi najprawdopodobniej wyprzedzali Brytyjczyków. Przewagę tę mocno podkreślali francuscy rewolucjoniści, którzy popierali naukę, podczas gdy reakcja w Anglii w nią wątpiła. Nawet w naukach społecznych Brytyjczykom daleko było jeszcze do przewagi, która uczyniła z ekonomii dziedzinę zasadniczo anglosaską i jako taką w dużym stopniu ją utrwaliła. Ale już rewolucja przemysłowa wysunęła nauki ekonomiczne na pierwsze miejsce. Ekonomista w latach 80. XVIII wieku czytał Adama Smitha, ale także - i być może z największą korzyścią - francuskich fizjokratów oraz księgowych zajmujących się dochodem narodowym, takich jak François Quesnay, Anne Robert Turgot, Pierre Samuel du Pont de Nemours, Antoine Lavoisier, oraz może jednego czy dwóch autorów włoskich. Francuzi tworzyli bardziej oryginalne wynalazki, jak maszyna Jacquarda27 (1804) - urządzenie bardziej skomplikowane niż jakiekolwiek skonstruowane przez Brytyjczyków - oraz lepsze statki. Niemcy mieli instytucje nauczania technicznego, na przykład pruską Bergakademie, niemającą odpowiednika w Wielkiej Brytanii, zaś rewolucja francuska stworzyła unikalną i imponującą instytucję École Polytechnique. Kształcenie w Anglii było niczym kiepski żart, choć jego słabość nieco równoważyły szkoły wiejskie o surowej dyscyplinie oraz skromne, buntownicze i demokratyczne uniwersytety kalwińskiej Szkocji, z których wywodził się szereg błyskotliwych, pracowitych, ambitnych i racjonalnie myślących młodzieńców, w późniejszych latach aktywnych na południu, takich jak James Watt, Thomas Telford, John Loudon McAdam czy James Mill. Jedyne uniwersytety angielskie, Oksford i Cambridge, nie liczyły się pod względem intelektualnym, podobnie jak niemrawe szkoły prywatne, z wyjątkiem akademii zakładanych przez dyssenterów28, wykluczonych z (anglikańskiego) systemu edukacyjnego. Nawet rodziny arystokratyczne chcące wykształcić swych synów korzystały z tutorów lub uniwersytetów w Szkocji. Dopiero kwakier Joseph Lancaster zapoczątkował system kształcenia elementarnego (zrobił to przed swymi anglikańskimi konkurentami), tworząc na początku XIX wieku coś na kształt dobrowolnej masowej produkcji wykształcenia podstawowego, przypadkowo odciskając na angielskiej oświacie już na zawsze piętno sporów wyznaniowych. Społeczne obawy blokowały edukację warstw ubogich.
Na szczęście do wywołania rewolucji przemysłowej nie było trzeba szczególnego wyrafinowania intelektualnego29. Jej techniczne wynalazki - czółenko szybkobieżne i przędzarki mechaniczne - były nad wyraz skromne i w żaden sposób nie przewyższały ani dzieł zmyślnych rzemieślników eksperymentujących w swych warsztatach, ani też konstrukcyjnych zdolności cieśli, budowniczych młynów czy ślusarzy. Nawet skonstruowanie najbardziej zaawansowanej pod względem naukowym maszyny z tego okresu - rotacyjnego silnika parowego Jamesa Watta (1784) - nie wymagało większej wiedzy z zakresu fizyki niż ta, która była powszechnie dostępna przez znaczną część stulecia, a wynalazca mógł bazować na doświadczeniach kilku pokoleń stosujących maszyny parowe w praktyce, głównie w kopalniach. Właściwa teoria silników parowych została opracowana dopiero ex post facto przez Francuza Nicolasa Leonarda Sadi Carnota w latach 20. XIX wieku. W sprzyjających warunkach, jakie wówczas istniały, innowacje technologiczne rewolucji przemysłowej w zasadzie dokonały się same, może poza branżą chemiczną. Niemniej, pierwsi przemysłowcy często wykazywali zainteresowanie nauką i upatrywali w niej korzyści praktycznych30.
Odpowiednie warunki były jednak wyraźnie obecne w Wielkiej Brytanii, gdzie ponad 100 lat wcześniej poddani po raz pierwszy formalnie osądzili i skazali króla, a zysk prywatny i rozwój gospodarczy zostały zaakceptowane jako priorytetowe cele polityki państwa. Brytyjczycy znaleźli też praktyczne, unikalne i rewolucyjne rozwiązanie kwestii agrarnej. Stosunkowo niewielka grupa prorynkowo nastawionych właścicieli ziemskich prawie zmonopolizowała grunty uprawiane przez dzierżawców zatrudniających bezrolnych lub małorolnych chłopów. Wiele przeżytków dawnej wiejskiej gospodarki kolektywnej zostało zniesionych dopiero na mocy ustaw o grodzeniu ziemi (1760-1830) i prywatnych transakcji, jednak nie można już było mówić o "brytyjskim chłopstwie" w takim samym sensie, w jakim istniało chłopstwo francuskie, niemieckie czy rosyjskie. Produkcja rolna była zorientowana głównie na rynek, a produkcja przemysłowa od dawna istniała w wielu miejscach niefeudalnych obszarów wiejskich. Rolnictwo było przygotowane do pełnienia trzech podstawowych dla epoki uprzemysłowienia funkcji: wzrostu produkcji i wydajności w celu wykarmienia dynamicznie rozrastającej się populacji nierolniczej, dostarczania znacznych i coraz liczniejszych zastępów siły roboczej dla miast i przemysłu, a także zapewniania mechanizmu akumulacji kapitału dla bardziej nowoczesnych sektorów gospodarki. (Dwie inne funkcje miały w Wielkiej Brytanii prawdopodobnie mniejsze znaczenie: tworzenie odpowiednio dużego rynku pośród populacji rolniczej - zwykle dużej masy ludzi - oraz zapewnianie nadwyżek produkcji na eksport, co pomaga w zabezpieczeniu importu kapitału.) Budowano znaczny kapitał publiczny (social overhead capital) - kosztowne wyposażenie niezbędne dla sprawnego funkcjonowania całej gospodarki - obejmujący zwłaszcza statki, porty, kanały żeglowne i drogi. Polityka była już zorientowana na stwarzanie warunków pomnażania zysku. Konkretne żądania biznesu mogły napotykać opór ze strony innych grup interesu i, jak zobaczymy później, między 1795 a 1846 rokiem obszarnicy mieli wznieść jeszcze jedną przeszkodę na drodze sukcesów przemysłowców. Ogólnie jednak rzecz biorąc, przyjęto do wiadomości fakt, że pieniądz to nie tylko potęga, ale i władza. Jedyną rzeczą, jakiej przemysłowcy potrzebowali, aby zaakceptowano ich w kręgach rządzących, była odpowiednia ilość pieniędzy.
Przedsiębiorcy niewątpliwie byli w trakcie powiększania majątku, albowiem przez większą część XVIII stulecia Europa doświadczała prosperity i niezakłóconej ekspansji gospodarczej, będącej prawdziwą podstawą optymizmu Wolterowskiego doktora Panglossa. Można zasadnie argumentować, że wcześniej czy później ekspansja ta, przy udziale nieznacznej inflacji, pchnęłaby któryś z krajów na tory prowadzące od gospodarki przedindustrialnej do przemysłowej. Problem jednak nie jest wcale taki prosty. W rzeczywistości przez znaczną część XVIII wieku ekspansja przemysłu nie doprowadziła bezpośrednio lub w dającej się przewidzieć przyszłości do r e w o l u c j i przemysłowej, czyli do powstania zmechanizowanego "systemu fabrycznego", który wytwarza w tak dużych ilościach i po tak szybko malejących kosztach, że przestaje być zależny od istniejącego popytu i tworzy własny rynek31. Na przykład budownictwo lub liczne małe branże produkujące wyroby metalowe użytku domowego - gwoździe, garnki, noże, nożyczki itd. - w brytyjskich regionach Midlands i Yorkshire rozwijały się w tym okresie bardzo dynamicznie, choć zawsze na bazie już istniejącego rynku. W 1850 roku, mimo że wytwarzały dużo więcej niż 100 lat wcześniej, wciąż czyniły to w dość przestarzały sposób. Potrzebna była nie pierwsza lepsza ekspansja, lecz taka, która skutkowała powstaniem raczej Manchesteru niż Birmingham.
Ponadto pierwsze akty rewolucji przemysłowej zaistniały w szczególnej sytuacji historycznej, kiedy wzrost gospodarczy wystąpił w wyniku przecięcia się działań rozlicznych prywatnych przedsiębiorców i inwestorów, z których wszyscy postępowali zgodnie z pierwszym przykazaniem epoki: kupuj jak najtaniej, sprzedawaj jak najdrożej. W jaki sposób odkryli, że źródło maksymalnego zysku tkwi w rewolucji przemysłowej, a nie w lepiej im znanych (i w przeszłości bardziej rentownych) obszarach działalności? Jak nauczyli się tego, czego nikt się wtedy jeszcze nie spodziewał - że rewolucja przemysłowa nada ekspansji rynków niespotykane dotąd przyspieszenie? Biorąc pod uwagę fakt, że w Anglii końca XVIII wieku istniały już najważniejsze podstawy społeczeństwa przemysłowego, potrzebne były jeszcze dwie rzeczy: po pierwsze, branża, która pozwalała znacznie pomnożyć zyski wytwórcom zdolnym szybko zwiększać produkcję przy zastosowaniu tanich i prostych innowacji, po drugie, rynek ś w i a t o w y w dużej mierze zmonopolizowany przez jeden wytwarzający kraj32.
Kwestie te w odniesieniu do interesującego nas okresu w pewnym sensie dotyczą wszystkich krajów. Wszędzie bowiem na przykład liderami wzrostu przemysłowego stali się wytwórcy dóbr masowej konsumpcji - głównie, choć nie jedynie, tekstyliów33 - ponieważ już wcześniej istniał rynek tych towarów, a przedsiębiorcy wyraźnie widzieli możliwości ekspansji. Jednakże rozważania te skupiają się tylko na Wielkiej Brytanii. Największych problemów doświadczają bowiem pionierzy uprzemysłowienia. Z chwilą, gdy Wielka Brytania weszła na drogę industrializacji, inne kraje mogły korzystać z dynamicznego rozwoju gospodarczego stymulowanego przez pierwsze odsłony rewolucji przemysłowej. Co więcej, sukces Brytyjczyków pokazał, co można osiągnąć: ich technologię można było naśladować, a umiejętności i kapitał - importować. Przemysł tekstylny w Saksonii nie miał własnych wynalazków, kopiował więc rozwiązania angielskie, niekiedy zresztą pod okiem angielskich mechaników. Anglicy mający zamiłowanie do Europy kontynentalnej, jak na przykład Cockerillowie, inwestowali w Belgii i w różnych częściach Niemiec. W latach 1789-1848 Europę i Amerykę zalała fala pochodzących z Wielkiej Brytanii specjalistów, maszyn parowych, urządzeń przędzalniczych oraz inwestycji.
Wielka Brytania nie znajdowała się w tak dogodnej sytuacji. Miała jednak na tyle silną gospodarkę i na tyle ekspansywne państwo, że była zdolna podbijać rynki konkurentów. W następstwie wojen z lat 1793-1815, będących ostatnią i decydującą fazą stuletniego konfliktu angielsko-francuskiego, Brytyjczycy w zasadzie pozbyli się wszystkich pozaeuropejskich rywali, z wyjątkiem, do pewnego stopnia, młodych Stanów Zjednoczonych. Ponadto Wielka Brytania rozwinęła gałąź przemysłu szczególnie predysponowaną do odegrania inicjującej roli w rewolucji przemysłowej w warunkach kapitalizmu, a także znajdowała się w fazie koniunktury gospodarczej, która to umożliwiała. Mowa o branży bawełnianej i ekspansji kolonialnej.
II
Przemysł bawełniarski w Wielkiej Brytanii, podobnie jak w innych krajach, powstał jako produkt uboczny handlu zamorskiego, z którego pochodziły surowce (czy raczej jeden z surowców, gdyż pierwotnym produktem był barchan - połączenie bawełny i lnu), a także indyjskie wyroby bawełniane lub płótno kaliko. To ostatnie podbiło rynki, które producenci europejscy usiłowali zdominować jego imitacjami. Na początku nie radzili sobie zbyt dobrze, mimo że łatwiej szło odtwarzanie wyrobów tanich i prostych niż wytwornych i skomplikowanych. Jednak od dawna działający potentaci handlu wełną byli w stanie co jakiś czas blokować import kaliko z Indii (skąd kierująca się czysto merkantylnym interesem Kompania Wschodnioindyjska usiłowała eksportować jak największe ilości tego towaru), dzięki czemu krajowa branża bawełniarska zyskała szansę rozwoju. Tańsze niż wełna wyroby bawełniane i z domieszką innych składników zdobyły skromny, lecz istotny rynek lokalny. Największe możliwości dynamicznej ekspansji wiązały się jednak z koloniami.
Handel kolonialny doprowadził do powstania przemysłu bawełniarskiego i podtrzymywał jego rozwój, który w XVIII wieku objął tereny sąsiadujące z głównymi portami, jak Bristol, Glasgow czy zwłaszcza Liverpool - wielki ośrodek handlu niewolnikami. Każdy etap tego nieludzkiego, lecz szybko rosnącego handlu stymulował ów rozwój. W zasadzie przez cały okres, którym się zajmujemy, niewolnictwo i produkcja bawełny szły ramię w ramię. Afrykańskich niewolników kupowano, przynajmniej częściowo, wraz z indyjskimi wyrobami bawełnianymi. Gdy jednak podaż tych ostatnich zakłócały wojny bądź powstania w Indiach i na sąsiednich obszarach, otwierała się szansa dla Lancashire. Plantacje w Indiach Zachodnich, dokąd przewożono niewolników, dostarczały przemysłowi brytyjskiemu ogromne ilości surowej bawełny, z kolei plantatorzy kupowali wielkie ilości pochodzących z Manchesteru wyrobów bawełnianych. Krótko przed "startem" rewolucji przemysłowej przeważająca część eksportu produktów bawełnianych z Lancashire trafiała na rynki w Afryce i Ameryce34. W późniejszym okresie Lancashire odwdzięczyło się niewolnictwu, zapewniając mu trwanie, albowiem na początku XIX wieku niewolnicze plantacje na południu Stanów Zjednoczonych rozrosły się i umocniły dzięki dostawom znacznych ilości surowej bawełny do fabryk w Lancashire w odpowiedzi na nienasycony i wciąż wzrastający popyt z ich strony.
Branża bawełniarska wystartowała niczym szybowiec za sprawą handlu kolonialnego, z którym była ściśle związana. Handel ten dawał możliwości nie tylko wielkiego rozwoju, ale i dynamicznej, a przede wszystkim niespodziewanej ekspansji, co z kolei zachęcało przedsiębiorców do wdrażania niezbędnych rewolucyjnych technologii. Między 1750 a 1769 rokiem eksport wyrobów bawełnianych z Wielkiej Brytanii wzrósł ponad dziesięciokrotnie. W takich okolicznościach przedsiębiorca, który pierwszy pojawił się na rynku z największą ilością towaru, mógł liczyć na astronomiczne zyski, co było warte ryzyka sięgnięcia po nowe technologie. Rynek zamorski jednak, zwłaszcza na ubogich i zacofanych "obszarach niedorozwiniętych", nie tylko od czasu do czasu gwałtownie się rozwijał, ale też nieustannie rozszerzał bez widocznych ograniczeń. Niewątpliwie gdyby poszczególne jego fragmenty analizować w oderwaniu od całości, to okazałyby się one niewielkie jak na standardy gospodarki uprzemysłowionej, a konkurencja między "gospodarkami rozwiniętymi" czyniła je jeszcze mniejszymi. Jak już jednak widzieliśmy, gdyby któraś z owych zaawansowanych gospodarek zdołała przez odpowiednio długi czas zmonopolizować ów rynek w całości lub prawie w całości, wówczas otworzyłyby się przed nią naprawdę nieograniczone możliwości. To właśnie udało się brytyjskiej branży bawełnianej przy zdecydowanym wsparciu rządu Wielkiej Brytanii. Pod względem sprzedaży rewolucję przemysłową można scharakteryzować - z wyjątkiem początkowych lat w przedostatniej dekadzie XVIII wieku - jako zwycięstwo rynku eksportowego nad krajowym: w 1814 roku stosunek eksportowanych przez Wielką Brytanię tkanin bawełnianych do tych sprzedawanych w kraju wynosił około 4:3, a w roku 1850 - 13:835. Z kolei w obrębie samego rozwijającego się rynku eksportowego wygrywały rynki półkolonialne i kolonialne, przez długi czas pozostające głównym obszarem zbytu towarów brytyjskich. Było to naturalne w okresie wojen napoleońskich, gdy rynki europejskie zostały w dużej mierze odizolowane za sprawą działań zbrojnych i blokad. Nawet jednak po zakończeniu wojen rynki kolonialne miały się dobrze. W 1820 roku Europa, znów otwarta na swobodny import z Wielkiej Brytanii, zakupiła od Brytyjczyków 128 milionów jardów36 wyrobów bawełnianych, z kolei Ameryka (poza Stanami Zjednoczonymi) wraz z Afryką i Azją zakupiły ich 80 milionów. Natomiast w roku 1840 import z Wielkiej Brytanii w Europie osiągnął liczbę 200 milionów jardów tych produktów, zaś na obszarach "nierozwiniętych" - 529 milionów jardów.
Na obszarach tych przemysł brytyjski miał monopol ustanowiony dzięki wojnie, rewolucji innych narodów i własnej władzy imperialnej. Na szczególną uwagę zasługują dwa regiony. A m e r y k a Ł a c i ń s k a zaczęła być w zasadzie całkowicie zależna od importu z Wielkiej Brytanii w okresie wojen napoleońskich, a po oderwaniu się od Hiszpanii i Portugalii (zob. s. 165-166, 352-353) stała się terytorium niemal zupełnie zależnym gospodarczo od Wielkiej Brytanii, będąc odcięta od wszelkich wpływów politycznych ze strony potencjalnych europejskich konkurentów Brytyjczyków. Już w 1820 roku ten zubożały kontynent kupował o ponad jedną czwartą więcej brytyjskich tkanin bawełnianych niż kraje europejskie. W 1840 roku importował blisko półtora raza więcej niż Europa. Indie Wschodnie, jak widzieliśmy, były od dawna eksporterem wyrobów bawełnianych za sprawą działalności Kompanii Wschodnioindyjskiej. Interesy handlowe Indii Wschodnich (nie mówiąc już o interesach indyjskich) zostały jednak zagrożone przez dominujące interesy przemysłowców w Wielkiej Brytanii. Indie doświadczały systematycznej likwidacji produkcji i stały się rynkiem zbytu dla producentów wyrobów bawełnianych z Lancashire: jeszcze w 1820 roku subkontynent indyjski zakupił ich jedynie 11 milionów jardów, ale już w 1840 było to 145 milionów jardów. Nie był to przy tym jedynie udany etap w rozwoju rynków z ośrodkiem w Lancashire. Był to ważny moment w historii świata, gdyż od zarania dziejów Europa zawsze więcej importowała ze Wschodu niż eksportowała w tamtym kierunku, a działo się tak dlatego, że Orient nie potrzebował wiele od Zachodu w zamian za wysyłane tam przyprawy, jedwab, kaliko czy kamienie szlachetne. Produkcja tkanin bawełnianych na fali rewolucji przemysłowej po raz pierwszy odwróciła tę relację, dotychczas zrównoważoną przez połączenie eksportu kruszców w sztabach i rabunku. Jedynie konserwatywni i samowystarczalni Chińczycy wciąż bronili się przed kupowaniem od Zachodu lub z kontrolowanych przezeń rynków, do czasu gdy między 1815 a 1842 rokiem handlowcy z Zachodu, wspierani przez okręty wojenne, odkryli opium - idealny towar, który można było masowo eksportować z Indii na Wschód.
Bawełna zapewniała zatem odpowiednio wysokie zyski i wystarczająco duże perspektywy ekspansji dla ich osiągnięcia, by przedsiębiorcy dali się skusić na ryzyko rewolucji przemysłowej. Szczęśliwie stwarzała też inne niezbędne ku temu warunki. Nowe wynalazki, które zrewolucjonizowały branżę bawełniarską - przędzarka wrzecionowa, przędzarki napędzane kołem wodnym oraz przędzarka wózkowa, a nieco później mechaniczne krosno tkackie - były proste, tanie i pozwalały na szybkie zyski dzięki zwiększonej produkcji. Na maszyny te mogli sobie pozwolić właściciele małych przedsiębiorstw, w razie potrzeby instalując je stopniowo, gdyż potentaci akumulacji kapitału w XVIII wieku nie byli skłonni do inwestowania w przemyśle dużych sum pieniędzy. Bieżące zyski umożliwiały łatwe finansowanie ekspansji tej branży, gdyż połączenie podboju dużych rynków i stałej inflacji cen zapewniało doskonałą stopę zysku. Znacznie później pewien angielski polityk miał trafnie stwierdzić, że "to nie pięcio - czy dziesięcioprocentowe zyski zbudowały fortuny w Lancashire, ale takie, które szły w setki czy tysiące procent". W 1789 roku były pomocnik w sklepie tekstylnym mógł rozpocząć własną działalność w Manchesterze dzięki pożyczonej sumie 100 funtów. Do 1809 roku zdołał wykupić przędzalnie swych partnerów w New Lanark za 84 tysiące funtów w g o t ó w c e.
A było to stosunkowo skromne osiągnięcie jak na przedsiębiorcę. Należy pamiętać, że około 1800 roku dochód przekraczający 50 funtów rocznie uzyskiwało mniej niż 15 procent rodzin brytyjskich, a spośród nich tylko jedna czwarta zarabiała w skali roku więcej niż 200 funtów37.
Produkcja wyrobów bawełnianych miała też jednak inne zalety. Wszelkie materiały pochodziły z zagranicy, a ich podaż można było zwiększać dzięki drastycznym środkom stosowanym przez białych ludzi w koloniach - niewolnictwu i otwieraniu nowych terenów upraw - a nie poprzez mniej wydajny model rolnictwa europejskiego. Jednocześnie rozwoju tego nie blokowały partykularne interesy europejskich obszarnikówi38. Od lat 90. XVIII wieku źródłem podaży bawełny dla producentów brytyjskich, którzy opierali na niej swe fortuny aż do lat 60. XIX wieku, stały się nowe stany na południu Stanów Zjednoczonych. Ponadto w kluczowych etapach produkcji (zwłaszcza w przędzalnictwie) branży bawełniarskiej brakowało taniej i wydajnej siły roboczej, co doprowadziło do mechanizacji. Inne branże, jak l n i a r s t w o, które początkowo miały większe szanse rozwoju niż przemysł bawełniany, w dłuższym okresie doświadczały trudności z powodu łatwości ekspansji taniej i niezmechanizowanej produkcji w ubogich regionach chłopskich (głównie w Europie Środkowej, ale także w Irlandii), gdzie rozkwitała ona najbardziej. O c z y w i s t y sposób rozwijania przemysłu w XVIII wieku, tak w Saksonii i Normandii, jak i w Anglii, polegał bowiem nie na stawianiu fabryk, ale na rozszerzaniu tak zwanego systemu "chałupniczego" lub "nakładczego". W jego ramach pracownicy - niekiedy byli to samodzielni rzemieślnicy, innym razem chłopi dysponujący czasem w martwym sezonie - korzystając w domu z wynajętych narzędzi, obrabiali materiały pochodzące od kupców, którym następnie dostarczali produkty. Kupcy stawali się w ten sposób pracodawcami39. Zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w innych gospodarczo rozwiniętych krajach znaczna część procesu ekspansji w początkowym okresie uprzemysłowienia miała właśnie taki charakter. Nawet w przemyśle bawełniarskim takie elementy produkcji jak tkanie rozwijano za pomocą tworzenia licznych domowych warsztatów bazujących na krosnach ręcznych i obsługujących zmechanizowane przędzalnie, a proste krosno ręczne było na ogół bardziej wydajne niż kołowrotek. Wszędzie tkactwo uległo mechanizacji dopiero jakieś pokolenie później niż przędzalnictwo, wszędzie też zawód tkacza-rzemieślnika umierał powolną śmiercią, a jego przedstawiciele co jakiś czas buntowali się przeciwko beznadziejnej sytuacji, gdy okazywało się, że nie są już potrzebni w przemyśle.
III
Za uzasadnione można zatem uznać tradycyjne spojrzenie na brytyjską rewolucję przemysłową przez pryzmat branży bawełnianej. Była to pierwsza gałąź przemysłu, która została zrewolucjonizowana, i trudno wymienić inną branżę, w której radykalne zmiany mogłyby objąć tak dużą liczbę prywatnych przedsiębiorców. Jeszcze w latach 30. XIX wieku przemysł bawełniarski był w Wielkiej Brytanii jedyną branżą, w której większość produkcji odbywała się w obiekcie określanym jako fabryka lub mill40 (słowo to pochodziło od najbardziej rozpowszechnionego w świecie przedindustrialnym obiektu wykorzystującego ciężkie urządzenia mechaniczne). Początkowo (w latach 1780-1815) w fabrykach odbywało się głównie przędzenie, gręplowanie i niektóre procesy pomocnicze, a po 1815 roku coraz częściej także tkanie. Słowo "fabryki", które pojawiło się w nowych ustawach fabrycznych (Factory Acts), do lat 60. XIX wieku odnosiło się wyłącznie do fabryk tekstyliów, i to głównie zakładów bawełniarskich. Przed 1840 rokiem produkcja fabryczna w innych gałęziach przemysłu tekstylnego rozwijała się powoli, a w innych branżach była prowadzona na niewielką skalę. Maszyny parowej nie używano powszechnie poza górnictwem, gdzie zastosowano ją po raz pierwszy, choć w wielu innych branżach pojawiała się sporadycznie już przed 1815 rokiem. W 1830 roku słowa "przemysł" i "fabryka" w nowoczesnym znaczeniu wciąż odnosiły się niemal wyłącznie do produkcji wyrobów bawełnianych w Wielkiej Brytanii.
Nie należy przy tym umniejszać znaczenia innowacji przemysłowych w produkcji innych dóbr konsumpcyjnych, zwłaszcza w innych obszarach branży tekstylnej41, a także w branżach spożywczej, garncarskiej i tych wytwarzających inne artykuły gospodarstwa domowego. Innowacje te stymulował dynamiczny rozwój ośrodków miejskich. Przede wszystkim jednak branże te zatrudniały znacznie mniej ludzi: żadna nawet nie zbliżyła się do liczby półtora miliona osób bezpośrednio zatrudnionych w produkcji bawełniarskiej lub powiązanych z nią w 1833 roku42. Po drugie, dużo mniejsza była zdolność tych branż do zmian: przemysł piwny, mimo że pod wieloma względami bardziej zmechanizowany, bardziej zaawansowany technologicznie i naukowo oraz zrewolucjonizowany dużo wcześniej niż produkcja wyrobów bawełnianych, praktycznie nie miał wpływu na gospodarkę, co widać na przykładzie słynnego browaru Guinnessa w Dublinie, którego powstanie w zasadzie nie przełożyło się na zmianę sytuacji gospodarczej Dublina i Irlandii (choć wpłynęło na lokalny gust)43. Sam popyt generowany przez branżę bawełniarską - na budynki i wszelką działalność na nowo uprzemysłowionych terenach, na maszyny, na udoskonalenia chemiczne, na oświetlenie przemysłowe, na transport morski i wiele innych - wystarczy na potwierdzenie tezy o jej znacznym udziale we wzroście gospodarczym Wielkiej Brytanii aż do lat 30.
XIX wieku. Po trzecie, rozwój tej branży i jej udział w brytyjskim handlu zagranicznym były tak ogromne, że zdominowały zmiany w całej gospodarce. Wielkość brytyjskiego importu surowej bawełny wzrosła z 11 milionów funtów w 1785 roku do 588 milionów funtów w 1850 roku, zaś produkcja tkanin zwiększyła się w tym czasie z 40 milionów do 2,25 miliarda jardów44. Produkcja bawełniarska stanowiła od 40 do 50 procent rocznej deklarowanej wartości c a ł e g o brytyjskiego eksportu w latach 1816-1848. Rozkwit tej branży zapewniał rozkwit całej gospodarki, a gdy w tej pierwszej pojawiał się zastój, również cała gospodarka doświadczała stagnacji. Ceny w omawianej branży wpływały na bilans całego handlu. Tylko rolnictwo miało porównywalne znaczenie, a i ono wyraźnie spadało.
Niemniej jednak, mimo że rozwój przemysłu bawełnianego i zdominowanej przezeń gospodarki przemysłowej "wykpił wszystko to, co nawet najśmielsza wyobraźnia wcześniej przewidywała jako możliwe we wszelkich warunkach"45, trudno tu mówić o ekspansji niezakłóconej, gdyż już w latach 30. i 40. XIX wieku pojawiły się problemy wzrostu, nie mówiąc o niepokojach rewolucyjnych, jakich nigdy wcześniej w brytyjskiej historii nie znano. Owo pierwsze ogólne potknięcie przemysłowej gospodarki kapitalistycznej widać w wyraźnym w tym okresie spowolnieniu tempa wzrostu dochodu narodowego Wielkiej Brytanii, a nawet recesji46. Ten pierwszy powszechny kryzys kapitalizmu nie był zresztą zjawiskiem tylko brytyjskim.
Najpoważniejsze były konsekwencje społeczne: przejście do nowego typu gospodarki wywołało nędzę i niezadowolenie - podglebie rewolucji społecznej. Rewolucja taka, w formie spontanicznych wystąpień miejskiej i przemysłowej biedoty, rzeczywiście wybuchła i przyczyniła się do wrzenia rewolucyjnego na kontynencie w 1848 roku. W Wielkiej Brytanii był to masowy ruch czartystów. Niezadowolenie ogarnęło jednak nie tylko pracującą biedotę. Właściciele małych firm mający trudności z przystosowaniem się do zmian, a także drobna burżuazja i niektóre sektory gospodarki również znalazły się wśród ofiar rewolucji przemysłowej i jej skutków. Prości robotnicy zareagowali na nowy system, niszcząc maszyny, obciążając je odpowiedzialnością za swe problemy. Wśród sympatyków działań luddystów znalazło się jednak zaskakująco wielu lokalnych przedsiębiorców i rolników, gdyż także oni postrzegali siebie jako ofiary diabelskiej mniejszości zachłannych innowatorów. Nastroje buntownicze wśród robotników zrodziły się z powodu wyzysku, w ramach którego płace utrzymywano na poziomie umożliwiającym zaledwie przeżycie. Dzięki temu bogaci mogli akumulować zyski, z których finansowali uprzemysłowienie (i własny dobrobyt). Inny zaś aspekt owego przechwytywania dochodu narodowego przez zamożnych, przenoszenia go ze sfery konsumpcji w sferę inwestycji, wywołał nastroje buntownicze także wśród właścicieli małych przedsiębiorstw. Wielka finansjera, wąska wspólnota krajowych i zagranicznych "właścicieli funduszy", którzy otrzymywali to, co wszyscy płacili w formie podatków (zob. rozdział 4) - około ośmiu procent całego dochodu narodowego47 - wywoływała wśród przedstawicieli małego biznesu jeszcze większą niechęć niż wśród robotników, gdyż ci pierwsi wiedzieli o pieniądzach i kredycie na tyle dużo, by odczuwać gniew z powodu gorszego położenia. Bogatym, którzy uzyskiwali wszelkie niezbędne kredyty, nie przeszkadzało narzucanie gospodarce ograniczeń w postaci sztywnej deflacji i monetarnej ortodoksji w okresie po zakończeniu wojen napoleońskich. Cierpieli biedni, którzy przez cały XIX wiek, i to we wszystkich krajach, domagali się łatwych pożyczek i nieortodoksyjnych rozwiązań finansowych48. Niezadowolenie stało się zatem wspólnym udziałem zarówno robotników, jak i przedstawicieli niezadowolonej drobnej burżuazji, stojącej przed groźbą zepchnięcia w szeregi klas nieposiadających. To zaś zjednoczyło ich w masowych ruchach pod szyldami "radykalizmu", "demokracji" czy "republikanizmu", których najpotężniejszym wcieleniem w latach 1815-1848 byli brytyjscy Radykałowie, francuscy Republikanie oraz amerykańscy Demokraci, ci ostatni pod przewodnictwem Andrew Jacksona.
Jednak z punktu widzenia kapitalistów owe społeczne problemy miały znaczenie dla rozwoju gospodarki tylko w przypadku, gdyby w wyniku jakiegoś straszliwego zbiegu okoliczności doprowadziły do obalenia porządku społecznego. Z drugiej strony ujawniły się pewne wrodzone wady procesu gospodarczego, które zagrażały jego podstawowej sile sprawczej, czyli zyskom. Jeśli bowiem stopa zwrotu z kapitału spadała do zera, wówczas gospodarka, w której produkowano jedynie dla zysku, musiała spowolnić do "stanu zastoju", z przerażeniem przewidywanego przez ekonomistów49.
Wymieńmy trzy najbardziej oczywiste z tych wad: zmienna koniunktura w handlu, tendencja spadkowa stopy zysku oraz (co sprowadzało się do tego samego) brak rentownych możliwości inwestycyjnych. Pierwszej nie traktowano poważnie poza kręgami krytyków kapitalizmu jako takiego - to oni najwcześniej przyjrzeli się jej i uznali ją za integralną część kapitalistycznych procesów gospodarczych oraz za objaw wewnętrznych sprzeczności kapitalizm50. Dobrze znane były cykliczne kryzysy gospodarki, prowadzące do bezrobocia, załamania się produkcji, bankructw itd. W XVIII wieku zdarzały się one zasadniczo rolnictwu (na przykład klęski nieurodzaju), a na kontynencie europejskim zakłócenia w rolnictwie stanowiły podstawową przyczynę największych kryzysów aż do końca interesującego nas okresu. Znano też okresowe kryzysy w sektorach drobnej produkcji i finansowym - w Wielkiej Brytanii przynajmniej od 1793 roku. Po zakończeniu wojen napoleońskich cykliczne odsłony wzrostu i zapaści - w latach 1825-1826, 1836-1837, 1839-1842 i 1846-1848 - były wyraźną cechą dominującą życia gospodarczego kraju w warunkach pokoju. W latach 30. XIX wieku, będących szczególnie ważną dekadą interesującego nas okresu, traktowano już tę cechę jako powtarzające się zjawisko, przynajmniej w handlu i sektorze finansowym51. Kapitaliści wciąż jednak uważali, że przyczyny leżą już to w konkretnych błędach - na przykład nadmiernych spekulacjach na giełdzie amerykańskiej - już to w zewnętrznej ingerencji w harmonijnie działającą gospodarkę kapitalistyczną. Nie uznawano cyklicznych kryzysów za przejaw jakichkolwiek podstawowych problemów systemu.
Tak też było ze spadkiem marży zysku, co doskonale widać na przykładzie branży bawełniarskiej. Początkowo sektor ten odnosił niezwykłe sukcesy. Mechanizacja ogromnie zwiększyła wydajność pracy (to znaczy zredukowała koszty produkcji), za którą tak czy inaczej płacono nędznie, zwłaszcza że siłę roboczą stanowiły głównie kobiety i dzieci52. Z 12 tysięcy robotników maszynowych, którzy pracowali w zakładach bawełnianych w Glasgow w 1833 roku, tylko dwa tysiące zarabiało przeciętnie ponad 11 szylingów tygodniowo. W 131 fabrykach w Manchesterze przeciętna płaca wynosiła mniej niż 12 szylingów, a tylko w 21 zakładach płacono więcej53. Wybudowanie fabryki kosztowało zaś względnie niewiele: w 1846 roku cały zakład tkacki składający się z 410 maszyn można było postawić za kwotę około 11 tysięcy funtów, uwzględniając koszty gruntu i budynków54. Przede wszystkim jednak znacząco spadły koszty surowca, a to za sprawą dynamicznego rozwoju upraw bawełny na południu Stanów Zjednoczonych po wynalezieniu w 1793 roku przez Elego Whitneya odziarniarki bawełny. Jeśli dodamy do tego fakt, że przedsiębiorcom sprzyjała inflacja zysków (a więc ogólna tendencja polegająca na tym, że ceny są wyższe w momencie sprzedaży produktu niż w momencie jego produkcji), wówczas zrozumiemy, dlaczego producenci tryskali optymizmem.
Po 1815 roku korzyści te coraz częściej równoważyło kurczenie się marży zysku. Po pierwsze, rewolucja przemysłowa i konkurencja spowodowały stały i dramatyczny spadek cen produktów końcowych, choć nie pociągnęło to za sobą zmniejszenia niektórych kosztów produkcji55. Po drugie, od 1815 roku ogólną tendencją wśród cen była deflacja, a nie inflacja, to znaczy, że zyski nie rosły nadzwyczajnie, lecz przyhamowały. I tak, podczas gdy w 1784 roku cena zbytu jednego funta przędzy wynosiła 10 szylingów i 11 pensów przy koszcie surowca 2 szylingi (marża: 8 szylingów i 11 pensów), w 1812 roku spadła do 8 szylingów i 6 pensów przy koszcie surowca w wysokości 1 szylinga i 6 pensów (marża: 1 szyling), a w 1832 roku była na poziomie 11,4 pensa wobec kosztu surowca w wysokości 7,5 pensa, zaś marża dla innych kosztów i zysków wynosiła jedynie 4 pensy56. Rzecz jasna, sytuacja ta, powszechna w całym brytyjskim - i w ogóle całym rozwiniętym - przemyśle, nie była jeszcze szczególnie tragiczna. Zdecydowanie umniejszał jej znaczenie pewien orędownik i historyk branży bawełnianej, stwierdzając w 1835 roku: "Zyski wciąż są wystarczające, aby zapewniać ogromną akumulację kapitału w produkcji"57. Wraz ze wzrostem całkowitej sprzedaży rosły zyski całkowite, nawet jeśli malała stopa zysku. Potrzebny był jedynie stały i potężny wzrost. Niemniej wydawało się, że kurczenie się marży zysku należy zatrzymać lub przynajmniej spowolnić. Można to było uczynić jedynie przez obniżenie kosztów. A ze wszystkich kosztów najłatwiejsze do obniżenia były p ł a c e, które John Ramsey McCulloch obliczył jako trzykrotność kosztów surowca w skali roku.
Koszty można było obniżać poprzez bezpośrednie zmniejszanie płac, zastępowanie droższych robotników wykwalifikowanych tańszymi pracownikami obsługującymi maszyny oraz poprzez konkurencję maszyn. Ten ostatni sposób spowodował zmniejszenie przeciętnej tygodniowej płacy tkacza obsługującego krosno ręczne w Bolton z 33 szylingów w 1795 roku i 14 szylingów w 1815 roku do 5 szylingów i 6 pensów (a dokładniej 4 szylingów i 1,5 pensa dochodu netto) w latach 1829-183458. Płace rzeczywiście znacząco spadły w okresie ponapoleońskim. Istniała jednak granica psychologiczna tego rodzaju obniżek, a była nią sytuacja, w której robotnicy zaczynali głodować, co rzeczywiście dotknęło około 500 tysięcy tkaczy ręcznych. Płace mogły spadać poniżej tego poziomu tylko wtedy, gdy malały koszty życia. Producenci wyrobów bawełnianych uważali, że koszty te były utrzymywane na wysokim poziomie sztucznie, za sprawą monopolu obszarników, a sytuację pogarszały wysokie cła ochronne, które w postaci tak zwanych ustaw zbożowych (Corn Laws) po zakończeniu wojen narzucił na brytyjskie rolnictwo parlament zdominowany przez właścicieli ziemskich. To z kolei zagrażało podstawom rozwoju brytyjskiego eksportu. Jeśli bowiem reszcie świata, wciąż przecież nieuprzemysłowionego, uniemożliwiano sprzedaż produktów rolnych, to w jaki sposób kraje te miały być zdolne do kupowania produktów przemysłowych, które mogła i musiała dostarczać tylko Wielka Brytania? Przedsiębiorcy z Manchesteru stali się zatem głównym ośrodkiem bojowej i coraz bardziej desperackiej opozycji wobec obszarnictwa w ogóle, a wobec ustaw zbożowych w szczególności, tworząc w latach 1838-1846 trzon Ligi Przeciw Ustawom Zbożowym. Ustawy zbożowe zniesiono jednak dopiero w 1846 roku, a i to nie doprowadziło do natychmiastowego obniżenia kosztów życia. Można też wątpić, czy nawet wolny import żywności znacząco by je zmniejszył w czasach przed epoką kolei i parowców.
Na przemyśle ciążyła zatem ogromna presja w kierunku mechanizacji (to znaczy obniżania kosztów poprzez oszczędzanie na pracy), racjonalizacji oraz rozszerzania produkcji i sprzedaży, aby wieloma drobnymi zyskami jednostkowymi kompensować spadek marż. Czyniono to ze zmiennym powodzeniem. Jak już widzieliśmy, rzeczywisty wzrost produkcji i eksportu był gigantyczny, podobnie jak - po 1815 roku - mechanizacja zawodów dotąd bazujących na pracy ręcznej lub tylko częściowo zmechanizowanej, w szczególności tkactwa. Zasadniczo nie dokonywano kolejnych rewolucji technologicznych, ale adaptowano istniejące lub nieznacznie udoskonalone urządzenia. W latach 30. XIX wieku brytyjska branża bawełniarska była technologicznie ustabilizowana, mimo coraz silniejszej presji na innowacje techniczne: na przykład w latach 1800-1820 w przędzalnictwie pojawiło się 39 nowych patentów; w latach 20. XIX wieku - 51; w latach 30. - 86; a w latach 40. - 156359. Jednocześnie, mimo że w okresie ponapoleońskim produkcja na jednego robotnika maszynowego wzrosła, wzrost ten nie miał rozmiarów rewolucyjnych. Prawdziwe zwiększenie tempa pracy produkcyjnej miało nastąpić dopiero w drugiej połowie stulecia.
Podobna była presja na stopy procentowe z kapitału, które ówczesna teoria na ogół włączała do kategorii zysku. Rozważania na ten temat prowadzą nas jednak do kolejnej fazy rozwoju przemysłu, jaką było powstanie branży podstawowych dóbr inwestycyjnych.
W serii dotychczas ukazały się:
ANDRZEJ FRISZKE Adam Ciołkosz. Portret polskiego socjalisty - Państwo czy rewolucja. Polscy komuniści a odbudowanie państwa polskiego 1892-1920 - Czekanie na rewolucję. Komuniści w II RP 1921-1926
BORYS KAGARLICKI Imperium na peryferiach. Rosja i system światowy
MARCI SHORE Nowoczesność jako źródło cierpień
TONY JUDT Historia niedokończona. Francuscy intelektualiści 1944-1956 - Brzemię odpowiedzialności. Blum, Camus, Aron, i francuski wiek dwudziesty
ADAM LESZCZYŃSKI Skok w nowoczesność. Polityka wzrostu w krajach peryferyjnych 1943-1980 - Ochronić pańszczyznę
ERIC HOBSBAWM Jak zmienić świat. Marks i marksizm 1840-2011 - Wiek rewolucji. 1789-1848 - Wiek kapitału. 1848-1875 - Wiek imperium. 1875-1914 - Wiek skrajności. Spojrzenie na krótkie XX stulecie - O nacjonalizmie
ANDRZEJ LEDER Prześniona rewolucja
ANDRZEJ MENCWEL Stanisław Brzozowski. Postawa krytyczna. Wiek XX - Przedwiośnie czy potop 2. Nowe krytyki postaw polskich
JAN JÓZEF LIPSKI Idea Katolickiego Państwa Narodu Polskiego. Zarys ideologii ONR "Falanga"
HOWARD ZINN Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś
MARCIN NAPIÓRKOWSKI Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944-2014
JAN W. MULLER Przeciw demokracji. Idee polityczne XX wieku w Europie
ELIZABETH DUNN Prywatyzując Polskę. O bobofrutach, wielkim biznesie i restrukturyzacji pracy
SHEILA FITZPATRICK Rewolucja rosyjska
PAWEŁ BRYCZYŃSKI Gotowi na przemoc. Mord, antysemityzm i demokracja w międzywojennej Polsce
SARAH BAKEWELL Kawiarnia egzystencjalistów. Wolność, Bycie i koktajle moralowe
ALICJA URBANIK-KOPEĆ Anioł w domu, mrówka w fabryce - Chodzić i uśmiechać się wolno każdemu. Praca seksualna w XIX wieku na ziemiach polskich
MARCIN KRÓL Krótka historia myśli politycznej
PIOTR M. MAJEWSKI Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu - Niech sobie nie myślą, że jesteśmy kolaborantami. Protektorat Czech i Moraw, 1939-1945 - Brzydkie słowo na "k". Rzecz o kolaboracji
ALEKSANDRA LEYK, JOANNA WAWRZYNIAK Cięcia. Mówiona historia transformacji
JOANNA OSTROWSKA Oni. Homoseksualiści w czasie II wojny światowej
JAKUB GAŁĘZIOWSKI Niedopowiedziane biografie. Polskie dzieci urodzone z powodu wojny
NATALIA JUDZIŃSKA Po lewej stronie sali. Getta ławkowe w międzywojennym Wilnie
MAGDA SZCZĘŚNIAK Poruszeni. Awans i emocje w socjalistycznej Polsce
DARIUSZ ZALEGA Chachary. Ludowa historia Górnego Śląska
ANNA DOBROWOLSKA Zawodowe dziewczyny. Prostytucja i praca seksualna w PRL - Nie tylko Chałupy. Naturyzm w PRL
MARCIN KOŚCIELNIAK Aborcja i demokracja. Przeciw-historia Polski 1956-1993