PRZEDMOWA
Choć niniejszą książkę - tak jak inne prace w serii History of Civilisation (Historia cywilizacji) - zaplanowano jako odrębną publikację, tak się złożyło, że tom, który ją poprzedza, został napisany przez tego samego autora1. Po Wiek kapitału sięgną zatem zarówno ci, którzy znają już książkę Wiek rewolucji, jak i ci, którzy jej nie czytali. Tych pierwszych chciałbym prosić o wyrozumiałość, gdyż w niektórych miejscach niniejszej pracy zawarłem znany im już materiał, jednak było to konieczne z uwagi na drugą grupę czytelników, którym przedstawiając podstawowe informacje, chciałem nakreślić tło. Starałem się ograniczyć tego rodzaju powtórzenia i rozmieścić je w różnych częściach tekstu. Żywię nadzieję, że książkę tę można czytać niezależnie od innych publikacji. W istocie celowo adresowana jest ona do osób niebędących specjalistami i wymaga od czytelnika jedynie pewnego zakresu wiedzy ogólnej. Jeśli historycy chcą należycie spożytkować środki - nawet skromne - jakie otrzymują od społeczeństwa, nie powinni pisać swoich prac wyłącznie dla innych historyków. Niemniej jednak podstawowa znajomość historii Europy przyda się podczas lektury. Podejrzewam, że czytelnicy i czytelniczki ostatecznie poradziliby sobie, nie wiedząc nic o upadku Bastylii czy wojnach napoleońskich, jednak jeśli już posiadają taką wiedzę, będzie ona pomocna.
Okres omówiony w niniejszej książce jest stosunkowo krótki, jednak odnoszę się do rozległego obszaru geograficznego. Nie jest błędem pisanie o świecie w latach 1789-1848 przez pryzmat Europy, a w zasadzie niemal wyłącznie przez pryzmat Wielkiej Brytanii i Francji. Ponieważ jednak okres po roku 1848 to przede wszystkim ekspansja gospodarki kapitalistycznej na całym świecie, nie można go opisywać, ograniczając się do Europy, gdyż absurdalne byłoby nieuwzględnienie innych kontynentów w odpowiednim zakresie. Moja analiza składa się z trzech części. Pierwsza obejmuje rewolucje roku 1848, będąc zarazem wprowadzeniem do części poświęconej głównym procesom tego okresu. Procesów tych nie traktuję jako serii osobnych dziejów "narodowych", ale omawiam je zarówno w perspektywie kontynentalnej, jak i - tam, gdzie to konieczne - globalnej. Podział na rozdziały opiera się w większym stopniu na kryterium tematycznym niż chronologicznym, jednak wyraźne jest wyeksponowanie głównych przedziałów czasowych, obejmujących z grubsza trzy dekady XIX wieku: spokojne, choć nastawione na ekspansję lata 50., bardziej burzliwe lata 60. oraz rozkwit i kryzys lat 70. Trzecia część zawiera szereg interdyscyplinarnych analiz gospodarki, społeczeństwa i kultury w trzecim dwudziestopięcioleciu XIX wieku.
Nie mogę nazwać siebie ekspertem od całości zagadnień poruszonych w tej książce, z wyjątkiem niewielkich obszarów, wobec czego niemal całkowicie musiałem opierać się na informacjach z drugiej i trzeciej ręki. Tego jednak nie da się uniknąć. Na temat XIX wieku napisano już mnóstwo prac, a każdego roku przybywa specjalistycznych publikacji, których liczba rośnie niczym góry przesłaniające historyczne niebo. Ponieważ zakres zainteresowań historyków poszerza się o praktycznie każdy aspekt życia interesujący dla współczesnych, ilość informacji do przyswojenia dalece przekracza możliwości nawet najlepiej obeznanych z tematem i mających iście encyklopedyczną wiedzę uczonych. Nawet gdy badacze są świadomi jakiegoś aspektu, nierzadko w ramach szerokich syntez zmuszeni są ograniczyć się do poświęcenia mu akapitu lub dwóch, wiersza lub pobieżnej wzmianki, a niekiedy z żalem go pomijają. Zmuszeni też jesteśmy, z konieczności i w coraz bardziej powierzchowny sposób, opierać się na pracach innych badaczy.
Nie da się, niestety, powielić chwalebnej praktyki badaczy polegającej na skrupulatnym przywoływaniu źródeł, a zwłaszcza wskazywaniu, komu zawdzięcza się daną wiedzę, tak aby nikt poza pierwotnymi autorami nie mógł rościć sobie prawa do swobodnego dysponowania wynikami badań. Po pierwsze, wątpię, czy byłbym w stanie przypomnieć sobie wszystkie konkretne książki, artykuły, rozmowy czy debaty jako źródła wszystkich pomysłów i koncepcji, które tak obficie zapożyczyłem. Mogę tylko prosić o wybaczenie mi tej niestosowności tych, których dokonania świadomie lub nieświadomie przywłaszczyłem. Po drugie, nawet skromna próba dotarcia do wszystkich źródeł sprawiłaby, że czytelnicy dostaliby do rąk książkę przeładowaną nazbyt szczegółowymi informacjami. Celem niniejszej publikacji nie jest bowiem podsumowanie o charakterze faktograficznym i wskazanie czytelnikom bardziej pogłębionych opracowań różnych tematów. Chodzi raczej o dokonanie ogólnej historycznej syntezy i "interpretację" trzeciego dwudziestopięciolecia XIX wieku, a także, w możliwie racjonalny sposób, zbadanie genezy dzisiejszego świata w tamtych czasach.
Prawie wszystkie przypisy odnoszą się do źródeł cytatów, zestawień statystycznych i innych danych, a także niektórych kontrowersyjnych i zaskakujących stwierdzeń. Większość rozproszonych w książce danych, pochodzących ze standardowych źródeł lub z tak nieocenionych kompendiów, jak The Dictionary of Statistics (Słownik statystyki) Mulhalla, nie została opatrzona przypisami. Odniesienia do dzieł literackich - na przykład powieści rosyjskich - które istnieją w wielu różnych wydaniach, zawierają jedynie tytuły, gdyż nazbyt drobiazgowe byłoby podawanie dokładnych informacji o dacie wydania, z którego korzystałem, a do którego czytelnik może nie mieć dostępu. Odwołania do dzieł Marksa i Engelsa - głównych komentatorów wydarzeń tamtego okresu - obejmują znany tytuł danej pracy lub datę listu, a także numer tomu i strony aktualnej popularnej edycji tych dzieł (Karl Marx, Friedrich Engels, Werke, Berlin 1956-19712). Nazwy geograficzne podano w istniejącej formie angielskiej3 lub w formie powszechnie używanej w publikacjach z omawianego okresu. Nie oznacza to uprzedzeń narodowych w żadną stronę. Tam, gdzie niezbędna jest obecna nazwa, podano ją w nawiasie, na przykład Laibach (Lublana).
Sigurd Zienau i Francis Haskell okazali mi dużą pomoc, wnosząc poprawki do rozdziałów na temat nauki i sztuki oraz poprawiając niektóre z moich błędów; Charles Curwen odpowiedział na moje pytania dotyczące Chin. Za wszystkie pomyłki i przeoczenia tylko ja ponoszę odpowiedzialność. W.R. Rodgers, Carmen Claudin i Maria Moisá niezwykle mi pomogli w różnych momentach jako asystenci. Wdzięczny jestem także mojej redaktorce, Susan Loden.
E.J.H.
WSTĘP
Wlatach 60. XIX wieku do ekonomicznego i politycznego słownika wszedł nowy termin: "kapitalizm"4. Wydaje się zatem właściwe, aby zatytułować niniejszy tom Wiek kapitału, co przypomina nam także, że w tym samym okresie opublikowano Kapitał (1867) - sztandarowe dzieło najważniejszego z krytyków kapitalizmu, Karola Marksa. Globalny triumf kapitalizmu to wątek przewodni historii w dekadach po 1848 roku. Było to zwycięstwo społeczeństwa, które wierzyło, że wzrost gospodarczy opiera się na konkurencji prywatnych przedsiębiorstw i na korzystnym obrocie poprzez zakup wszystkiego (w tym siły roboczej) na najtańszym rynku i sprzedaż na najdroższym. Wierzono, że gospodarka oparta na tych zasadach, a zarazem naturalnie zakorzeniona w solidnym fundamencie burżuazji - złożonej z ludzi, których to energia, zasługi i inteligencja wyniosły na szczyt i zapewniały utrzymanie tej pozycji - stworzy świat nie tylko odpowiednio rozdzielonego bogactwa materialnego, ale również coraz powszechniejszego oświecenia, rozumu i ludzkich możliwości, rozwoju nauk i sztuk; krótko mówiąc, świat nieustannego i coraz szybszego postępu materialnego i moralnego. Wierzono, że wkrótce znikną ostatnie przeszkody na drodze do nieograniczonego rozwoju prywatnej przedsiębiorczości. Instytucje społeczne, a dokładniej instytucje w tych społeczeństwach, których nie ograniczał już dyktat tradycji i przesądu lub niefortunny fakt posiadania koloru skóry innego niż biały (czyli tych, które wywodziły się z północno-zachodnich i centralnych obszarów Europy), miały stopniowo zbliżać się do międzynarodowego modelu terytorialnie określonego "państwa narodowego", opartego na konstytucji gwarantującej prawo własności i swobody obywatelskie, na wybieralnych zgromadzeniach reprezentantów i odpowiedzialnych przed nimi rządach, a także - tam, gdzie to się sprawdzało - na politycznej partycypacji zwykłych ludzi w zakresie, który zapewni stabilność burżuazyjnego ładu społecznego i pozwoli zapobiec jego obaleniu.
Celem niniejszej książki nie jest prezentacja wcześniejszej fazy rozwojowej tego społeczeństwa. Wystarczy przypomnieć, że osiągnęło ono poniekąd swój przełom historyczny w sferze gospodarczej i polityczno-ideologicznej na przestrzeni sześciu dekad poprzedzających rok 1848. Okres między rokiem 1789 a 1848 (omówiony we wcześniejszej pracy - Wiek rewolucji5, zob. Przedmowa, s. 5 i nast. - do której co pewien czas będę odsyłał czytelników) zdominowała podwójna rewolucja: transformacja przemysłowa, zapoczątkowana i dokonująca się w głównej mierze w Wielkiej Brytanii, oraz transformacja polityczna, kojarzona przede wszystkim z Francją. Obie rewolucje oznaczały wprawdzie triumf nowego społeczeństwa, ale czy rzeczywiście będzie to społeczeństwo triumfującego liberalnego kapitalizmu, które pewien historyk francuski opisał jako społeczeństwo "ekspansywnej burżuazji", wciąż wydawało się ludziom tamtej epoki bardziej wątpliwe niż nam współcześnie. Za politycznymi ideologami burżuazyjnymi szły masy, gotowe z umiarkowanych rewolucji liberalnych uczynić przewrót społeczny. Poniżej i wokół kapitalistów narastało wrzenie niezadowolonej i wykorzenionej "pracującej biedoty". Lata 30. i 40. XIX wieku były okresem kryzysu, którego ostateczne skutki ośmielali się prognozować tylko optymiści.
Mimo to dwojaki charakter rewolucji z lat 1789-1848 nadaje historii tego okresu jedność i symetrię. W pewnym sensie łatwo jest pisać o tej epoce, gdyż wydaje się ona posiadać swój temat przewodni i wyraźny kształt, a jej granice chronologiczne są tak jasno określone, jak tylko można oczekiwać w sferze ludzkiej aktywności. Wraz z rewolucją 1848 roku, która wyznacza moment początkowy niniejszego tomu, wcześniejsza symetria uległa załamaniu, zmienił się też obraz epoki. Rewolucja polityczna znalazła się w odwrocie, rewolucja przemysłowa zaś nabrała rozpędu. Rewolucja roku 1848, słynna "wiosna ludów", była pierwszą i zarazem ostatnią rewolucją europejską w (niemal) dosłownym sensie - przez moment była ona urzeczywistnieniem marzeń lewicy i koszmarów prawicy, a zarazem dokonała obalenia starych reżimów w zasadzie równocześnie w wielu krajach kontynentalnej Europy na zachód od granic imperiów rosyjskiego i tureckiego: od Kopenhagi po Palermo, od Braszowa po Barcelonę. Rewolucji tej wyczekiwano i ją przewidywano. Wydawała się być kulminacją ery podwójnej rewolucji i jej logicznym skutkiem.
Jej upadek był powszechny, nagły i - choć uchodźcy polityczni zdali sobie z tego sprawę dopiero po kilku latach - definitywny. Od tamtej pory w żadnym z "rozwiniętych" krajów na świecie powszechna rewolucja społeczna w rodzaju tej, której wizje snuto przed rokiem 1848, nie miała się już wydarzyć. Środek ciężkości ruchów rewolucyjnych, a tym samym późniejszych dwudziestowiecznych reżimów socjalistycznych i komunistycznych, miał się od teraz znajdować w regionach peryferyjnych i zacofanych, choć w okresie, którego dotyczy niniejsza książka, ruchy te wciąż miały charakter krótkotrwały, archaiczny i pozostawały w stanie "niedorozwoju". Nagła, szeroka i rzekomo nieograniczona ekspansja światowej gospodarki kapitalistycznej stworzyła alternatywy polityczne w krajach "rozwiniętych". (Brytyjska) rewolucja przemysłowa pochłonęła (francuską) rewolucję polityczną.
Dzieje interesującego nas okresu cechuje więc asymetria. Lata te to przede wszystkim potężny rozwój światowej gospodarki kapitalistyczno-przemysłowej, reprezentowanego przez nią ładu społecznego, a także idei i poglądów, które zdawały się ją legitymizować i sankcjonować: rozumu, nauki, postępu i liberalizmu. To epoka triumfującego burżua, aczkolwiek europejska burżuazja wciąż nieśmiało angażowała się w publiczne sprawowanie władzy politycznej. W tym sensie - i chyba tylko w tym - era rewolucji trwała. Europejskie klasy średnie w dalszym ciągu bały się ludu: wciąż panowało przekonanie, że "demokracja" to pewna i szybka droga do "socjalizmu". Wśród ludzi, którzy oficjalnie rządzili zwycięskim porządkiem burżuazyjnym w momencie jego triumfu, byli przedstawiciele głęboko reakcyjnej wiejskiej szlachty z Prus, podrabiany cesarz we Francji oraz szereg arystokratycznych obszarników w Wielkiej Brytanii. Strach przed rewolucją był realny, a wpisana weń elementarna niepewność - głęboko zakorzeniona. W ostatnich latach interesującego nas okresu jedynym przykładem rewolucji w kraju rozwiniętym była krótkotrwała i ograniczona niemal do jednego miejsca insurekcja w Paryżu, która pociągnęła za sobą nie tylko więcej ofiar niż jakiekolwiek wydarzenia 1848 roku, ale także pełne niepokoju napięcia w stosunkach dyplomatycznych. A jednak pod koniec tego okresu władcy rozwiniętych państw europejskich zaczynali - z mniejszymi lub większymi oporami - rozumieć zarówno to, że "demokracja", czyli ustrój parlamentarny oparty na masowym prawie wyborczym, jest czymś nieuchronnym, jak i to, że mimo pewnych niedogodności nie stwarza ona zagrożenia politycznego. Znacznie wcześniej odkryli to rządzący w Stanach Zjednoczonych.
Okres od roku 1848 do połowy lat 70. XIX wieku raczej nie będzie zatem inspiracją dla czytelników lubujących się w tym, co zazwyczaj postrzega się jako dziejowe dramaty czy heroiczne akty. Wojny tej epoki - a toczyło się wówczas znacznie więcej wojen niż w trzydziestoleciu poprzedzającym ten okres czy w ciągu czterech dekad po nim - sprowadzały się z jednej strony do krótkich działań rozstrzyganych dzięki przewadze technologicznej i organizacyjnej (jak w większości zamorskich kampanii Europejczyków oraz w szybkich i przełomowych konfliktach, za sprawą których w latach 1864-1871 powstało Cesarstwo Niemieckie), z drugiej zaś były przykładem fatalnych rzezi (w rodzaju wojny krymskiej z lat 1854-1856), którymi nie były w stanie żywić się nawet patriotyzmy walczących krajów. Największa z wojen tego okresu - wojna secesyjna w Stanach Zjednoczonych - została wygrana, według najnowszych ustaleń, dzięki sile ekonomicznej i przewadze zasobów. Pokonane Południe miało lepszą armię i lepszych generałów. Okazjonalne przykłady romantycznego i barwnego heroizmu były wyjątkami potwierdzającymi regułę, jak Garibaldi z jego przydługimi lokami i czerwoną koszulą. Również w polityce tamtych czasów ciężko mówić o wydarzeniach wielce dramatycznych, a kryteriami powodzenia miało być - według określenia Waltera Bagehota - posiadanie "pospolitych poglądów i niepospolitych możliwości". Napoleon III wyraźnie nie chciał nosić płaszcza swego wielkiego wuja - pierwszego Napoleona. Lincolna i Bismarcka - których publiczne wizerunki zyskały dzięki pooranym bruzdami twarzom i elegancji ich prozy - można w istocie uznać za wielkich, jednakże, tak samo jak Cavour we Włoszech, faktyczne sukcesy zawdzięczali politycznym i dyplomatycznym talentom, a nie temu, co dziś jesteśmy skłonni postrzegać jako charyzmę.
Najbardziej oczywisty dramat tego okresu wiązał się z przeobrażeniami gospodarczymi i technologicznymi: milionami ton żelaza wytapianego na całym świecie, wstęgami linii kolejowych oplatających kontynenty, podwodnymi kablami łączącymi oba wybrzeża Atlantyku, budową Kanału Sueskiego, wielkimi miastami, jak Chicago, wyrosłymi na dziewiczej ziemi amerykańskiego Środkowego Zachodu, potężnym przepływem migrantów. Był to dramat mocarstw Europy i Ameryki Północnej, które miały świat u swych stóp. Jednak pominąwszy nielicznych poszukiwaczy przygód i pionierów, tymi, którzy wyzyskiwali podbity świat, byli trzeźwo myślący mężczyźni ubrani w stonowanym stylu, budzący szacunek oraz niosący w świat ideę wyższości rasowej wraz z instalacjami gazowymi, liniami kolejowymi i kredytem.
Był to dramat p o s t ę p u - owego kluczowego słowa epoki: powszechnego, oświeconego, ufnego w swoją misję, zapatrzonego w siebie, ale przede wszystkim nieuchronnego. Już niemal nikt w kręgach ludzi potężnych i wpływowych, a w każdym razie w świecie zachodnim, nie żywił nadziei na powstrzymanie go. Zaledwie kilku myślicieli i może nieco większe grono przewidujących krytyków uważało, że nieuchronna ofensywa postępu stworzy świat zasadniczo odmienny od tego, który wydawał się nadchodzić, być może wręcz jego przeciwieństwo. Żaden z nich - nawet Marks, który przewidywał rewolucję społeczną w 1848 roku i w następnej dekadzie - nie oczekiwał jakiejś nagłej zmiany kierunku. W latach 60. XIX wieku nawet przewidywania Marksa sięgały w daleką przyszłość.
"Dramat postępu" to metafora. Jednak dla dwóch kategorii ludzi był on dosłowny i realny. Dla milionów ubogich, których przeniesiono do nowego świata, nierzadko przez granice i morza, oznaczało to katastrofalne zmiany w życiu. Dla mieszkańców świata niekapitalistycznego, którzy znaleźli się w zasięgu kapitalizmu, oznaczało to wybór pomiędzy beznadziejnym oporem w imię starych tradycji i obyczajów a pełnym wstrząsów procesem przechwytywania oręża Zachodu i kierowania go przeciwko ciemiężcom - samodzielnego rozumienia i kształtowania "postępu". Świat trzeciego dwudziestopięciolecia XIX wieku dzielił się na zwycięzców i pokonanych. Dramat postępu oznaczał kłopoty nie dla tych pierwszych, ale dla tych drugich.
Historyk nie może być obiektywny w kwestii okresu, który jest przedmiotem jego badań. Pod tym względem różni się (co daje mu przewagę intelektualną) od większości typowych ideologów tamtej epoki, którzy wierzyli, że postęp w zakresie techniki, "nauki pozytywnej" i w wymiarze społecznym pozwalał im postrzegać teraźniejszość przy zachowaniu całkowitej bezstronności naukowca i przekonania (błędnego), że sami rozumieją metody naukowe. Autor niniejszej książki nie może skrywać pewnego rodzaju odrazy, a może i pogardy dla czasów, którymi się zajmuje, choć odczucie to łagodzone jest przez podziw dla ogromnych materialnych osiągnięć tej epoki, a także przez chęć zrozumienia nawet tych zjawisk, których nie darzy sympatią. Nie podziela nostalgicznej tęsknoty za pewnością i zadufaniem świata burżuazyjnego połowy XIX wieku - świata, który dziś, stulecie później, kusi wielu zaniepokojonych kryzysem mieszkańców świata zachodniego. Sympatie autora są po stronie tych, których 100 lat temu mało kto słuchał. Tak czy inaczej, zarówno pewność, jak i zadufanie opierały się na błędnych podstawach. Triumf burżuazji był krótkotrwały. Już wtedy, gdy wydawał się całkowity, nie był jednolity, ale pełen pęknięć. Na początku lat 70. XIX wieku rozwój gospodarczy i liberalizm wydawały się nie do powstrzymania. Pod koniec dekady już tak nie było.
Ten punkt zwrotny wyznacza koniec epoki, której dotyczy niniejsza książka. W przeciwieństwie do rewolucji 1848 roku, którą można uznać za moment początkowy, koniec tego okresu nie ma wyraźnej czy powszechnie uznawanej daty. Gdybyśmy mieli wybrać taki moment, mógłby nim być rok 1873, będący wiktoriańskim odpowiednikiem krachu na Wall Street z roku 1929. Wtedy bowiem rozpoczęły się wydarzenia datowane zwykle na lata 1873-1896, które ówczesny komentator określił jako "najbardziej niezwykłe i pod wieloma względami bezprecedensowe zakłócenia i załamanie w handlu i przemyśle", przez innych w tamtym czasie nazwane "Wielkim Kryzysem". Ten sam komentator pisał:
Jego najbardziej warta uwagi osobliwość polega na powszechności; dotyka krajów toczących wojny i tych, które utrzymują pokój; krajów mających stabilną walutę [...] i tych, których waluta jest niestabilna [...]; tych, które mają system wolnej wymiany towarów, i tych, których wymiana podlega mniejszym lub większym ograniczeniom. Ciężko doświadczył zarówno stare kraje, takie jak Anglia i Niemcy, jak i nowe - Australię, Afrykę Południową i Kalifornię; stał się wielkim nieszczęściem tak dla mieszkańców jałowych ziem Nowej Funlandii i Labradoru, jak i dla ludzi z urodzajnych wysp cukrowych Indii Wschodnich i Zachodnich; a przy tym nie wzbogacił tych z centrów światowej wymiany, których zyski są zwykle największe w czasach niestabilności i niepewności.6
Tak pisał sławny mieszkaniec Ameryki Północnej w tym samym roku, w którym z inspiracji Karola Marksa powstała Socjalistyczna Międzynarodówka Robotnicza. Kryzys zapoczątkował nową epokę, a tym samym może być traktowany jako wydarzenie kończące poprzedni okres.
Proszę, uważnie czytaj gazety - teraz warto je czytać. [...] Ta rewolucja zmieni oblicze ziemi - zresztą powinna i musi! - Vive la République!
Poeta Georg Weerth w liście do matki, 11 marca 18487
Szczerze mówiąc, gdybym był młodszy i bogatszy, niż, niestety, jestem, wyemigrowałbym dziś do Ameryki. Nie z tchórzostwa - albowiem dzisiejsze czasy osobiście nie mogą mi zaszkodzić, podobnie jak ja im - ale z powodu przytłaczającego obrzydzenia na myśl o zgniliźnie moralnej, która, by użyć słów Szekspira, cuchnie aż w niebiosa.
Poeta Joseph von Eichendorff w liście do korespondenta, 1 sierpnia 18498
ROZDZIAŁ 1"WIOSNA LUDÓW"
I
Na początku 1848 roku wybitny francuski myśliciel polityczny Alexis de Tocqueville zabrał głos w Izbie Deputowanych i wyraził opinię podzielaną przez większość Europejczyków: "Śpimy na wulkanie. [...] Czyż nie widzicie, że ziemia znów drży? Czuć wiatr rewolucji, nadchodzi burza". Mniej więcej w tym samym czasie dwaj niemieccy emigranci - trzydziestoletni Karol Marks i dwudziestoośmioletni Fryderyk Engels - spisywali zasady rewolucji proletariackiej, przed którą przestrzegał Tocqueville, a ich przemyślenia miały przybrać postać programu dla niemieckiego Związku Komunistów. Dokument ten opublikowano anonimowo około 24 lutego 1848 roku pod (niemieckim) tytułem Manifest Partii Komunistycznej "w językach angielskim, francuskim, niemieckim, włoskim, flamandzkim i duńskim"9. W ciągu kilku tygodni, a w przypadku Manifestu właściwie w ciągu paru godzin, nadzieje i obawy proroków stały się bliskie urzeczywistnienia. Insurekcja obaliła monarchię francuską, proklamowano republikę, a rewolucja rozlała się po Europie.
Nowożytny świat widział już wiele głośniejszych rewolucji, a z pewnością wiele znacznie bardziej udanych. Jednak żadna z nich nie ogarnęła tak wielu krajów w tak szybkim tempie, rozprzestrzeniając się niczym pożar lasu na kolejne kraje, a nawet kontynenty. We Francji, gdzie lokował się naturalny ośrodek i zapalnik europejskich rewolucji10, powstanie republiki ogłoszono 24 lutego. W dniu 2 marca rewolucja dotarła do południowo-zachodnich Niemiec, 6 marca do Bawarii, 11 marca do Berlina, 13 marca do Wiednia i niemal od razu na Węgry, 18 marca do Mediolanu, a tym samym do Włoch (niezależna rebelia już wcześniej zwyciężyła na Sycylii11); w tamtym czasie nawet najszybciej działające kanały informacyjne dostępne dla w s z y s t k i c h (czyli poprzez bank Rothschildów) nie były w stanie przekazać wiadomości z Paryża do Wiednia prędzej niż w pięć dni. W perspektywie tygodni na obszarze zajmowanym dziś [w połowie lat 70. XX wieku - przyp. tłum.] w całości lub częściowo przez 10 państw europejskich12 nie ostał się żaden wcześniejszy rząd, nie mówiąc już o mniejszych reperkusjach w wielu innych krajach. Co więcej, w 1848 roku rewolucja po raz pierwszy miała potencjalnie globalny charakter, a jej bezpośredni wpływ było widać podczas rewolty w Pernambuco w Brazylii w tym samym roku oraz kilka lat później w dalekiej Kolumbii. W pewnym sensie wyznaczyła ona wzorzec "rewolucji światowej", o której mieli od tej pory marzyć buntownicy i która, jak sądzili, pojawiała się na horyzoncie w szczególnych momentach, na przykład w następstwie wielkich wojen. W istocie takie rewolucyjne wrzenie o zasięgu kontynentalnym czy światowym występuje niezwykle rzadko. Dla Europy rok 1848 jest jedynym przykładem wydarzeń, które ogarnęły zarówno "rozwinięte", jak i zacofane obszary kontynentu. Była to największa i najmniej udana z takich rewolucji. Już po sześciu miesiącach od rozpoczęcia łatwo można było przewidzieć jej powszechną porażkę, a po 18 miesiącach wszystkie dawne reżimy oprócz jednego zostały przywrócone, natomiast jedyny wyjątek (republika francuska) w możliwie największym stopniu dystansował się od rewolucjonistów, którym mimo wszystko zawdzięczał swe istnienie.
Rewolucje 1848 roku pozostają zatem w osobliwym związku z treścią niniejszej książki. Gdyby rewolucje nie wybuchły i gdyby nie istniały obawy przed ich powrotem, dzieje Europy w następnym ćwierćwieczu wyglądałyby zupełnie inaczej. Rok 1848 z pewnością nie był "punktem zwrotnym, gdy Europa nie zdołała dokonać zwrotu". Tym, co się Europie nie udało, była zmiana rewolucyjna. Ponieważ nie nastąpiła, rok rewolucji należy potraktować jako uwerturę, a nie jako główny spektakl; zmiana ta jest swoistą bramą, której styl architektoniczny jednak nie odzwierciedla tego, co zastaniemy, gdy wejdziemy do środka.
II
Rewolucja odniosła triumf na ogromnym obszarze centralnym kontynentu europejskiego, ale nie na jego peryferiach. Te ostatnie obejmowały kraje zbyt odległe lub zbyt odrębne historycznie, aby mogły one w jakimkolwiek stopniu bezpośrednio lub szybko odczuć wpływ tych wydarzeń (na przykład Półwysep Iberyjski, Szwecję i Grecję), jak również państwa zbyt zacofane i w związku z tym pozbawione politycznie zradykalizowanych warstw społecznych istniejących w strefie objętej rewolucją (na przykład Rosję oraz imperium osmańskie), a także jedyne państwa już uprzemysłowione, w których gra polityczna toczyła się według nieco odmiennych reguł: Wielką Brytanię i Belgię13. Z kolei obszar rewolucyjny, złożony zasadniczo z Francji, Związku Niemieckiego i Cesarstwa Austriackiego, aż po południowo-wschodnią część Europy i Włochy, był na tyle niejednorodny, że obejmował regiony tak zacofane i odmienne, jak Kalabria i Transylwania, tak rozwinięte, jak Nadrenia i Saksonia, tak wyedukowane, jak Prusy, i tak niepiśmienne, jak Sycylia, a zarazem tak odległe od siebie, jak Kilonia i Palermo czy Perpignan i Bukareszt. W większości z nich rządy można z grubsza określić jako monarchie lub księstwa absolutne, choć Francja była już monarchią konstytucyjną, a w zasadzie też burżuazyjną, jedyna zaś licząca się na kontynencie republika - Konfederacja Szwajcarska - faktycznie rozpoczęła rok rewolucyjny od krótkiej wojny domowej pod koniec 1847 roku. Państwa, do których dotarła rewolucja, różniły się od siebie wielkością (od trzydziestopięciomilionowej Francji po liczące kilka tysięcy mieszkańców operetkowe państewka w środkowych Niemczech), statusem (od niezależnych mocarstw światowych po okupowane prowincje i państwa satelickie) i strukturą (od państw jednolitych i scentralizowanych po państwa będące luźnym zlepkiem różnorodnych bytów).
Przede wszystkim jednak historia - struktura społeczna i gospodarcza - oraz polityka podzieliły strefę rewolucyjną na dwie części, których skrajności, jak się okazało, miały ze sobą niewiele wspólnego. Ich struktury społeczne różniły się diametralnie, z wyjątkiem dość powszechnej ilościowej przewagi ludności wiejskiej nad miejską czy mieszkańców małych miast nad populacją wielkomiejską. Fakt ten łatwo przeoczyć, gdyż ludność miast, zwłaszcza tych dużych, odgrywała nieproporcjonalnie większą rolę w sferze polityki. W krajach zachodnich chłopi byli wolni w sensie prawnym, a posiadacze wielkich majątków ziemskich nie mieli większego znaczenia politycznego. Na wielu obszarach Wschodniej Europy chłopi wciąż podlegali pańszczyźnie, własność ziemska koncentrowała się zaś głównie w rękach obszarniczej szlachty (zob. rozdział 10). Na zachodzie "klasa średnia" oznaczała rodzimych bankierów, handlowców, kapitalistów, ludzi "liberalnych profesji" i wyższych rangą urzędników (w tym profesorów), choć część z nich identyfikowałaby się z warstwą wyższą (haute bourgeoisie), gotową rywalizować, przynajmniej pod względem wydatków, z arystokracją obszarniczą. Na wschodzie warstwy miejskie były dużo mniej liczne. Składały się w dużej mierze z odrębnych od rdzennej populacji grup narodowościowych, na przykład Niemców czy Żydów. Prawdziwym odpowiednikiem zachodniej "klasy średniej" był tam wykształcony lub zorientowany na przedsiębiorczość sektor ziemiaństwa i niższej szlachty, w niektórych krajach zdumiewająco liczny14. Centralny obszar Europy, od Prus na północy po północno-środkowe Włochy na południu, który można w pewnym sensie uznać za centrum strefy rewolucyjnej, miał różne cechy - zarówno regionów względnie "rozwiniętych", jak i tych zacofanych.
Zróżnicowanie w obrębie strefy rewolucji dotyczyło również wymiaru politycznego. Z wyjątkiem Francji problemem był nie tylko społeczno-polityczny charakter państwa, ale także ich forma, a nawet istnienie. Niemcy dążyli do stworzenia "Niemiec" - scentralizowanych czy federalnych? - z wielu państw niemieckich o różnej wielkości i zróżnicowanym charakterze. Podobnie Włosi próbowali zamienić w zjednoczone państwo włoskie coś, co austriacki kanclerz Metternich pogardliwie, choć trafnie, określił jako "zwykły przejaw uwarunkowań geograficznych". I jedni, i drudzy, z typowym dla nacjonalistów skrzywieniem, włączali w swoje wizje narody - na przykład Czechów - które ani nie były Niemcami lub Włochami, ani też zazwyczaj nimi się nie czuły. Niemcy, Włosi i w ogóle wszelkie ruchy narodowe zaangażowane w tę rewolucję, z wyjątkiem Francuzów, znaleźli się w konflikcie z wielonarodowym imperium Habsburgów, które sięgało na obszary Niemiec i Włoch, obejmując także Czechów, Węgrów oraz sporą liczbę Polaków, Rumunów, narodów późniejszej Jugosławii oraz innych ludów słowiańskich. Część z tych narodów (a przynajmniej ich polityczne elity) postrzegała cesarstwo jako rozwiązanie mniej niekorzystne niż wchłonięcie przez któryś z ekspansjonistycznych nacjonalizmów, na przykład niemiecki lub węgierski. Propagator czeskiego odrodzenia narodowego, profesor František Palacký, miał powiedzieć: "Gdyby Austria nie istniała, trzeba byłoby ją wymyślić". W całej strefie rewolucyjnej polityka przejawiała się zatem równocześnie w kilku wymiarach.
Radykałowie mieli bezsprzecznie prostą receptę: jednolita i centralizowana republika Niemiec, Włoch, Węgier czy jakiegokolwiek innego kraju, oparta na sprawdzonych zasadach rewolucji francuskiej oraz wzniesiona na gruzach wszelkich monarchii i księstw, pod własną wersją trójkolorowego sztandaru, który - również wzorowany na francuskim - był podstawowym wzorem flagi narodowej15. Przedstawiciele stronnictw umiarkowanych oddawali się z kolei złożonym kalkulacjom, wynikającym głównie ze strachu przed demokracją, którą uważali za jednoznaczną z rewolucją społeczną. Tam, gdzie masom nie udało się obalić monarchii, nie należało zachęcać ich do podważania ładu społecznego; tam zaś, gdzie to się już dokonało, trzeba było zmusić lud do opuszczenia ulic oraz zlikwidować barykady - ów symbol roku 1848. Kluczowe pytanie sprowadzało się zatem do tego, których z monarchów - sparaliżowanych przez rewolucję, choć niezdetronizowanych - da się przekonać do poparcia słusznej sprawy. Właściwie w jaki sposób miały powstać liberalne i federalne Niemcy czy Włochy - na jakich zasadach konstytucyjnych i pod czyimi auspicjami? Czy objęłyby Królestwo Prus i Cesarstwo Austriackie (jak uważali umiarkowani zwolennicy "większych Niemiec"; nie należy ich mylić z radykalnymi demokratami, którzy z definicji przyjmowali perspektywę "wielkoniemiecką", choć w innym sensie), czy może miały przybrać postać "małych Niemiec", to znaczy bez Austrii? Również umiarkowane stronnictwa w cesarstwie habsburskim toczyły grę polegającą na wymyślaniu federalnych i wielonarodowościowych konstytucji - grę, która skończyła się dopiero wraz z rozpadem państwa w 1918 roku. Tam, gdzie wtargnęły działania rewolucyjne lub wojenne, nie pozostawało zbyt wiele czasu na takie konstytucyjne przemyślenia. Tam, gdzie to nie nastąpiło - jak w przeważającej części Niemiec - nabrały one pełnego kształtu. Ponieważ spory odsetek niemieckich umiarkowanych liberałów stanowili profesorowie i urzędnicy państwowi - 68 procent deputowanych do parlamentu frankfurckiego było urzędnikami, 12 procent należało do kategorii "wolnych zawodów" - debaty toczone w tym mającym krótki żywot parlamencie stały się symbolem inteligentnej nieskuteczności.
Rewolucje 1848 roku należy więc analizować szczegółowo, mając na uwadze specyfikę poszczególnych państw, narodów i regionów, co jednak przekracza ramy tej książki. Niemniej, wiele je łączyło, a przy tym nie bez znaczenia było to, że wybuchły niemal równocześnie, wszędzie miały podobny klimat i styl - pewną osobliwą romantyczno-utopijną atmosferę oraz retorykę, dla której Francuzi ukuli wyrażenie quarante-huitard. Natychmiast rozpozna to każdy historyk: brody, falujące fulary i kapelusze z szerokim rondem u bojowników, trójkolorowe sztandary, wszechobecne barykady, początkowe uczucie wyzwolenia, bezkresnej nadziei i pełnego optymizmu zamieszania. Była to "wiosna ludów" - i tak jak wiosna nie trwała długo. Przyjrzyjmy się teraz pokrótce wspólnym cechom tych wydarzeń.
Przede wszystkim wszędzie po szybkim zwycięstwie nadeszła rychła porażka, a w wielu wypadkach była ona zupełna. Już w pierwszych miesiącach wszyscy władcy w strefie rewolucji zostali obaleni lub poważnie osłabieni. Wszędzie władza upadła lub ustąpiła bez stawiania oporu. Jednakże w dość krótkim czasie rewolucja niemal wszędzie utraciła impet: we Francji przed końcem kwietnia, a w innych krajach Europy latem, choć ruch utrzymał zdolność do ponownej ofensywy w Wiedniu, na Węgrzech i we Włoszech. We Francji pierwszą oznaką konserwatywnego zwrotu były kwietniowe wybory, w których monarchiści kandydowali wprawdzie jako mniejszość, jednak za sprawą powszechnego głosowania zdecydowaną większością deputowanych w Paryżu okazali się konserwatyści wybrani głosami chłopów - bardziej niedoświadczonych politycznie niż reakcyjnych - których poparcia nie umiała jeszcze pozyskać wielkomiejska lewica. (W istocie jednak w 1849 roku można już mówić o "republikańskich" i lewicowych regionach francuskiej wsi, znanych badaczom późniejszych dziejów politycznych Francji. Na terenach tych, na przykład w Prowansji, wystąpił najsilniejszy opór wobec zniesienia Republiki w 1851 roku.) Drugą oznaką była izolacja i przegrana rewolucyjnych robotników paryskich, pokonanych po powstaniu czerwcowym (zob. s. 29-30).
W Europie Środkowej punkt zwrotny nastąpił wraz z przegrupowaniem armii habsburskiej, której swobodę działań zwiększyła ucieczka cesarza w maju i która pokonała radykalne powstanie czerwcowe w Pradze - nie bez wsparcia umiarkowanej klasy średniej, złożonej z Czechów i Niemców - odzyskując tym samym ziemie czeskie, tworzące gospodarczy rdzeń cesarstwa, a krótko potem przywracając panowanie w północnych Włoszech. Krótka i nieco późniejsza rewolucja w Księstwach Naddunajskich została stłumiona po interwencji Rosji i Turcji.
W okresie od lata do końca roku stare reżimy odzyskały władzę w Niemczech i Austrii, choć konieczne okazało się użycie wojska do odbicia coraz silniej ogarniętego rewolucją Wiednia. Do interwencji doszło w październiku i pochłonęła ona ponad cztery tysiące ofiar. Po tym zdarzeniu król Prus bez problemu zdołał przywrócić swoje panowanie nad zbuntowanymi berlińczykami, a pozostała część Niemiec (z wyjątkiem niewielkiej opozycji w regionach południowo-zachodnich) szybko się podporządkowała, czekając na rozwiązanie niemieckiego parlamentu - a właściwie zgromadzenia konstytucyjnego, wybranego w atmosferze wiosennej nadziei - a także bardziej radykalnego Pruskiego Zgromadzenia Narodowego oraz innych podobnych ciał i pozostawiając je toczonym w nich debatom. Z początkiem zimy rewolucjoniści utrzymali kontrolę już tylko nad dwoma regionami: częścią Włoch oraz Węgrami. Po krótkim ożywieniu działań rewolucyjnych wiosną 1849 roku również tam, do połowy roku, rewolucja upadła.
Po kapitulacji Węgier i Wenecji w sierpniu 1849 roku rewolucja dobiegła końca. Poza Francją wszędzie dawni władcy powrócili na tron - a w niektórych wypadkach, jak w cesarstwie habsburskim, ich władza miała się okazać większa niż uprzednio - rewolucjoniści zaś znaleźli się na emigracji. Tym samym wszelkie zmiany instytucjonalne i wszystkie społeczno-polityczne marzenia wiosny 1848 roku (znów z wyjątkiem Francji) szybko obróciły się wniwecz, nawet we Francji republika przetrwała jeszcze zaledwie dwa i pół roku. Zaszła tylko jedna nieodwracalna zmiana: zniesienie poddaństwa chłopów w cesarstwie habsburskim16. Oprócz tej samotnej, choć niewątpliwie znaczącej zdobyczy, rok 1848 jawi się jako jedyna rewolucja w najnowszych dziejach Europy łącząca w sobie z jednej strony największą obietnicę, najszerszy zasięg i najszybsze początkowe zwycięstwo, z drugiej zaś najbardziej bezwzględny i gwałtowny upadek. W pewnym sensie przypomina ona inne masowe zjawisko z lat 40. XIX wieku, mianowicie ruch czartystów w Wielkiej Brytanii. Jej konkretne cele zostały ostatecznie osiągnięte, choć nie w drodze rewolucji ani nie w kontekście rewolucyjnym. Nie zostały zaprzepaszczone również jej dążenia, jednak ruchy, które miały je kontynuować, okazały się zupełnie różne od tych z roku 1848. To nie przypadek, że w tym właśnie roku powstał dokument o najtrwalszym i najważniejszym znaczeniu dla dziejów świata - Manifest komunistyczny.
Wszystkie rewolucje miały jeszcze jedną cechę wspólną, która wyjaśnia ich przegraną. Były one faktycznie rewolucjami społecznymi pracującej biedoty lub ich bezpośrednią antycypacją. Wyniosły do władzy i wzmocniły wpływy umiarkowanych liberałów, a nawet niektórych bardziej radykalnych polityków, a jednocześnie przeraziły ich nie mniej niż zwolenników dawnych rządów. Hrabia Cavour z Piemontu, przyszły budowniczy zjednoczonych Włoch, zwrócił uwagę na tę słabość kilka lat wcześniej (w 1846 roku):
Jesteśmy przekonani, że gdyby ład społeczny i jego fundamentalne zasady miały być naprawdę zagrożone, wówczas wielu najzagorzalszych opozycjonistów, najbardziej zapalonych republikanów, ochoczo wstąpiłoby w szeregi partii konserwatywnej.17
Teraz jednak rewolucja była bez wątpienia dziełem pracującej biedoty. To jej przedstawiciele ginęli na miejskich barykadach: wśród 300 ofiar marcowych walk w Berlinie było zaledwie około 15 ludzi z klas wykształconych i około 30 mistrzów cechowych; w Mediolanie na 350 zabitych w powstaniu było tylko 12 studentów, urzędników fabrycznych lub obszarników18. To głód ludzi ubogich napędzał demonstracje, które następnie przekształciły się w rewolucje. W zachodnich regionach strefy rewolucyjnej wieś pozostawała względnie spokojna, jednak w południowo-zachodniej części Niemiec powstanie chłopskie miało znacznie większy wymiar, niż się powszechnie pamięta, choć gdzie indziej strach przed buntem rolnym nabrzmiał na tyle mocno, że go udaremniał. Jednakże nikt nie potrzebował specjalnej wyobraźni na takich terenach, jak południowe Włochy, gdzie wszędzie odbywały się spontaniczne przemarsze chłopów ze sztandarami, werblami i postulatami podziału wielkich majątków ziemskich. Ale sam strach wystarczająco podziałał na wyobraźnię i mobilizację obszarników. W wyniku fałszywych pogłosek o potężnym powstaniu chłopskim pod wodzą poety Sándora Petöfiego (1823-1849) węgierski parlament stanowy, składający się głównie z posiadaczy ziemskich, już 15 marca, kilka dni przed decyzją władz cesarskich, przegłosował zniesienie pańszczyzny, aby odseparować rewolucjonistów od chłopskiej bazy społecznej, likwidując poddaństwo w Galicji oraz pracę przymusową i inne zobowiązania feudalne w Czechach. Nie ulegało wątpliwości, że "ład społeczny" był zagrożony.
Niebezpieczeństwo nie wszędzie było tak samo duże. Konserwatywne władze mogły przekupić chłopów, co zresztą czyniły, zwłaszcza tam, gdzie okazało się, że wyzyskujący ich obszarnicy, kupcy czy kredytodawcy należeli do innej, i najpewniej "rewolucyjnie nastawionej", narodowości: polskiej, węgierskiej, niemieckiej. Wydaje się mało prawdopodobne, aby przedstawiciele niemieckiej klasy średniej, w tym pewni siebie przedsiębiorcy nadreńscy, rozpaczliwie obawiali się rychłego nadejścia komunizmu proletariackiego czy choćby władzy robotników, która miała niewielkie wpływy poza Kolonią (dokąd przeniósł się Marks) i Berlinem, gdzie Stephan Born - zecer i komunista - zorganizował dość znaczący ruch robotników. Niemniej jednak, tak jak europejskim klasom średnim w latach 40. XIX wieku wydawało się, że dostrzegły przyszłe problemy społeczne w deszczowym i zadymionym Lancashire, tak i teraz uważano, że nowy zarys przyszłości wyłania się zza barykad Paryża, będącego wielkim prekursorem i krzewicielem rewolucji. Rewolucję lutową należy zatem postrzegać nie tylko jako dzieło "proletariatu", ale jako świadomą rewolucję społeczną. Jej celem nie była jedynie jakaś forma ustroju republikańskiego, ale "republika demokratyczna i socjalna". Na jej czele stali socjaliści i komuniści. W jej rządzie tymczasowym rzeczywiście zasiadał prawdziwy robotnik - mechanik znany jako Albert19. Przez kilka dni nie było nawet pewne, czy flaga rewolucji ma być trójkolorowa, czy może ma nią być czerwony sztandar rewolty społecznej.
Z wyjątkiem krajów, gdzie dużą wagę przykładano do kwestii autonomii narodowej lub niepodległości, umiarkowana opozycja z lat 40. XIX wieku nie chciała rewolucji ani w żaden poważny sposób jej nie sprzyjała. Co więcej, nawet w kwestii narodowej umiarkowani politycy woleli negocjacje i kroki dyplomatyczne od konfrontacji. Z pewnością chcieliby więcej, byli jednak gotowi przyjąć ustępstwa, na które, co można sensownie dowieść, wcześniej czy później zgodziły się wszystkie monarchie absolutne, z wyjątkiem tych najbardziej pewnych siebie lub najmniej rozumnych, jak reżim carski. Byli też gotowi na zmiany porządku międzynarodowego, prędzej czy później zaakceptowane przez oligarchię "mocarstw", do której należał ostateczny głos w tych sprawach. Popchnięci w ramiona rewolucji za sprawą mas biedoty lub idąc za przykładem Paryża, umiarkowani politycy próbowali, rzecz jasna, wyciągnąć z nieoczekiwanie sprzyjającej sytuacji największe korzyści. Jednak ostatecznie, a często już od początku, dużo bardziej obawiali się bliższej im lewicy niż starych reżimów. Z chwilą wzniesienia barykad w Paryżu wszyscy umiarkowani liberałowie (i, jak zauważył Cavour, spora część radykałów) stali się potencjalnymi konserwatystami. Szybka zmiana kierunku umiarkowanej polityki lub wycofywanie się liberałów sprawiły, że robotnicy, najbardziej bezkompromisowi spośród demokratycznych radykałów, stracili sojuszników lub - co miało jeszcze gorsze skutki - znaleźli się w sytuacji konfrontacji z "partią porządku", jak Francuzi określali wspólny front sił konserwatywnych, byłych liberałów i starego ustroju. Rewolucja 1848 roku upadła, gdyż okazało się, że decydujące starcie nastąpiło nie pomiędzy dawnym reżimem a zjednoczonymi "siłami postępu", ale pomiędzy "porządkiem" i "rewolucją społeczną". Kluczowe starcie nie nastąpiło w lutym, ale w czerwcu, gdy robotnicy Paryża, zmuszeni do samotnego powstania, zostali krwawo pokonani. Walczyli zaciekle i ponieśli druzgocącą klęskę. W walkach ulicznych zginęło w przybliżeniu półtora tysiąca osób, z czego dwie trzecie po stronie rządowej. Jak zaciekła była nienawiść bogatych wobec biednych, pokazują dane: około trzech tysięcy powstańców wymordowano po zakończeniu walk, a kolejne dwanaście tysięcy aresztowano i w większości zesłano do obozów pracy w Algierii20.
Rewolucja utrzymywała więc swój impet tylko tam, gdzie radykałowie byli na tyle silni i powiązani z szerszym ruchem społecznym, że mogli albo pociągnąć za sobą liberałów, albo poradzić sobie bez nich. Najwyraźniej uwidoczniło się to w krajach, w których kluczowa była kwestia wyzwolenia narodowego, czyli sprawa wymagająca nieustannej mobilizacji mas. Dlatego rewolucja najdłużej trwała we Włoszech oraz - przede wszystkim - na Węgrzech21.
Obóz umiarkowany we Włoszech - które skupiły się wokół przeciwnego Austrii króla Piemontu, a po powstaniu w Mediolanie pozyskały, jakkolwiek bardzo ostrożne, poparcie mniejszych księstw - przystąpił do walki z ciemiężcą, równocześnie cały czas bacząc na republikanów i siły rewolucji społecznej. Słabość militarna państw włoskich, niezdecydowanie Piemontu oraz, co być może najważniejsze, odmowa wezwania na pomoc Francuzów (którzy, jak sądzono, wzmocniliby tendencje republikańskie) spowodowały dotkliwą klęskę w starciu z przegrupowaną armią austriacką w trakcie lipcowej bitwy pod Custozą. (Można wspomnieć, że odezwie do Francuzów sprzeciwił się wybitny polityk republikański Giuseppe Mazzini [1805-1872], znany z niezawodnego wyczucia błędnych decyzji politycznych.) Porażka ta pogrążyła liberałów, a przywództwo ruchu niepodległościowego przejęli radykałowie, którzy jesienią zdobyli władzę w kilku państwach włoskich, ostatecznie tworząc na początku 1849 roku Republikę Rzymską, co dało Mazziniemu doskonałą okazję do głoszenia swoich poglądów. Nawiasem mówiąc, Wenecja, pod przywództwem rozważnego prawnika Daniele Manina (1804-1857), już wcześniej uzyskała niepodległość jako republika22, ostatecznie zaś upadła po kontrofensywie austriackiej pod koniec sierpnia 1849 roku, czyli później niż powstanie na Węgrzech. Siły wojskowe radykałów nie mogły równać się z armią austriacką, która bez trudu pokonała Piemont w bitwie pod Novarą w marcu 1849 roku. Ponadto radykałowie, choć bardziej od liberałów zdecydowani w kwestii wyparcia Austriaków i zjednoczenia Włoch, zasadniczo również obawiali się rewolucji społecznej. Nawet Mazzini, entuzjastycznie nastawiony do prostego ludu, uważał, że należy skupiać się na sprawach duchowych, wyrażał niechęć wobec socjalizmu i sprzeciwiał się wszelkim działaniom mogącym zagrażać własności prywatnej. Po początkowej porażce rewolucja włoska trwała w poczuciu nieuchronnego końca. Zakrawa na ironię, że wśród dławiących ją sił były wojska Francji, która w międzyczasie rozprawiła się z rewolucją u siebie i na początku czerwca zajęła Rzym. Ofensywa rzymska była próbą odzyskania przez Francję dyplomatycznych wpływów na półwyspie w opozycji do Austrii. Przypadkowo próbie tej sprzyjało też poparcie ze strony katolików, na których oparł się reżim porewolucyjny.
W odróżnieniu od Włoch, Węgry były w tym czasie już mniej więcej zjednoczonym bytem politycznym ("ziemie Korony św. Stefana"), miały konstytucję, dysponowały niemałą autonomią i w istocie posiadały - poza niepodległością - większość cech suwerennego państwa. Słabość Węgier polegała na tym, że władza madziarskiej arystokracji rozciągała się nie tylko na zamieszkujących wielką równinę węgierskich chłopów, ale na populację w mniej więcej 60 procentach złożoną z Chorwatów, Serbów, Słowaków, Rumunów i Ukraińców, nie mówiąc już o znaczącej mniejszości niemieckiej. Te chłopskie narody nie sprzeciwiały się rewolucji, która wszak zniosła pańszczyznę, były jednak niezadowolone z powodu braku zgody Węgrów, w tym nawet największych budapesztańskich radykałów, na ustępstwa wynikające z uznania ich narodowej odmienności od Węgrów, przywódcy tych grup buntowali się zaś przeciwko brutalnej polityce madziaryzacji i włączeniu względnie autonomicznych dotychczas regionów przygranicznych do scentralizowanego państwa węgierskiego. Pomoc uzyskały od władzy cesarskiej z Wiednia, która zastosowała typową dla imperializmu zasadę "dziel i rządź". To armia chorwacka, pod wodzą hrabiego Jelačicia - przyjaciela Ljudevita Gaja, pioniera jugosłowiańskiego nacjonalizmu - ruszyła, aby stłumić rewolucję w Wiedniu i powstanie na Węgrzech.
Mimo to na terenach leżących dziś w większości w granicach Węgier powstanie utrzymało masowe wsparcie (Węgrów), i to zarówno w kwestii niepodległości, jak i w odniesieniu do postulatów społecznych. Chłopi pamiętali, że zostali wyzwoleni nie przez cesarza, ale przez rewolucyjnie nastawiony węgierski parlament. Był to jedyny zakątek Europy, gdzie po upadku powstania istniało coś na kształt wiejskiej partyzantki, której przez kilka lat przewodził legendarny rozbójnik Sándor Rózsa. Po wybuchu powstania parlament - izba wyższa, złożona z umiarkowanych lub kompromisowo nastawionych magnatów, oraz izba niższa, zdominowana przez radykalnych dziedziców ziemskich i prawników - musiał jedynie zamienić protesty na działanie. Uczynił to chętnie, pod wodzą utalentowanego prawnika, dziennikarza i mówcy Lajosa Kossutha (1802-1894) - okrytego międzynarodową sławą rewolucjonisty z 1848 roku. Z powodów praktycznych Węgry rządzone przez koalicję liberałów i radykałów, niechętnie zaakceptowaną przez Wiedeń, miały charakter państwa autonomicznego i zreformowanego, przynajmniej do momentu, gdy Habsburgowie byli w stanie je odzyskać. Dostrzegli na to szansę po bitwie pod Custozą i - anulując węgierskie reformy uchwalone w marcu oraz przystępując do ofensywy - postawili Węgrów wobec wyboru: kapitulacja lub radykalizacja. W efekcie Węgrzy pod wodzą Kossutha postawili wszystko na jedną szalę i pozbyli się cesarza w kwietniu 1849 roku (choć republiki formalnie nie proklamowano). Dzięki poparciu ze strony mas i dowództwu generała Görgeya Węgrzy nie poddali się armii austriackiej. Zostali pokonani dopiero wówczas, gdy w akcie desperacji władze w Wiedniu sięgnęły po ostateczną broń - wojska rosyjskie. Ten czynnik okazał się decydujący. W dniu 13 sierpnia nastąpiła kapitulacja resztek armii węgierskiej, i to nie przed dowódcą austriackim, ale rosyjskim. Powstanie na Węgrzech, jako jedyne spośród rewolucji 1848 roku, upadło nie z powodu czynników wewnętrznych, lecz zostało stłumione przez miażdżącą interwencję wojskową. Oczywiście powstańcy węgierscy nie mieli szans, aby uniknąć takiej zewnętrznej inwazji po załamaniu się wszystkich innych rewolucji.
Czy istniała jakaś alternatywa dla tej powszechnej klęski? Prawie na pewno nie. Spośród wszystkich grup społecznych zaangażowanych w rewolucję burżuazja - jak widzieliśmy - zdała sobie sprawę, że wobec zagrożenia własności woli opowiedzieć się po stronie ładu niż wykorzystać okazję do wdrożenia w pełni swojego programu. W obliczu "czerwonej" rewolucji nastąpiło zbliżenie umiarkowanych liberałów i konserwatystów. W kręgach francuskich "notabli", to znaczy szanowanych, wpływowych i zamożnych rodzin trzymających rękę na politycznych sprawach kraju, zwolennicy Burbonów, stronnicy orleanizmu czy nawet zwolennicy republiki zaprzestali wcześniejszych waśni i nabyli narodową świadomość klasową w ramach nowo powstałej "partii porządku". Z kolei w przywróconej monarchii Habsburgów kluczowymi postaciami byli minister spraw wewnętrznych Alexander von Bach (1818-1893), wcześniej umiarkowanie liberalny opozycjonista, a także magnat handlu morskiego Karl von Bruck (1798-1860), kluczowa postać rozkwitającego portu w Trieście. Bankierzy i przedsiębiorcy nadreńscy opowiadający się za pruskim liberalizmem burżuazyjnym woleli wprawdzie ograniczoną monarchię konstytucyjną, jednak ostatecznie zajęli wygodną pozycję jako ostoja odrodzonych Prus, które na wszelki wypadek unikały ustanowienia demokracji wyborczej. Przywrócone do władzy reżimy konserwatywne były w zamian za to gotowe na ustępstwa względem gospodarczego, prawnego, a nawet kulturowego liberalizmu przedsiębiorców, pod warunkiem że nie stwarzało to zagrożenia politycznego. Jak zobaczymy, reakcyjna dekada lat 50. XIX wieku miała się okazać, pod względem gospodarczym, okresem systematycznej liberalizacji. W latach 1848-1849 umiarkowani liberałowie dokonali w Europie Zachodniej dwóch ważnych odkryć: że rewolucja jest niebezpieczna oraz że część kluczowych dążeń rewolucyjnych (zwłaszcza na płaszczyźnie ekonomicznej) można zrealizować bez rewolucji. Burżuazja przestała być czynnikiem rewolucyjnym.
Liczni radykałowie z niższych warstw klasy średniej, niezadowoleni rzemieślnicy, drobni sklepikarze itd., a nawet rolnicy, których przywódcami i rzecznikami byli intelektualiści - zwłaszcza młodzi i zajmujący marginalną pozycję - tworzyli siłę rewolucyjną, choć rzadko oferowali polityczną alternatywę. Zasadniczo sytuowali się po stronie demokratycznej lewicy. Niemiecka lewica domagała się nowych wyborów, ponieważ na przełomie 1848 i 1849 roku jej radykalizm był silnie obecny w wielu miejscach, jednak w tamtym okresie nie koncentrował się już na dużych miastach, gdyż te zostały ponownie opanowane przez siły reakcji. We Francji radykalni demokraci zdobyli w 1849 roku dwa miliony głosów - wobec trzech milionów głosów oddanych na monarchistów i ośmiuset tysięcy na liberałów. Wielu działaczy wywodziło się spośród intelektualistów, aczkolwiek chyba tylko w Wiedniu pojawiły się szturmowe oddziały bojowe uformowane w ramach studenckiego "Legionu Akademickiego". Błędne byłoby określanie wydarzeń z 1848 roku mianem "rewolucji intelektualistów". Ich obecność nie była większa niż w większości innych rewolucji w krajach (co było w dużej mierze cechą również tej rewolucji) względnie zacofanych, gdzie warstwy średnie składają się z ludzi wykształconych i sprawnie posługujących się słowem pisanym: wszelkiej maści absolwentów szkół, dziennikarzy, nauczycieli, urzędników. Nie ulega jednak wątpliwości, że intelektualiści odegrali rolę znaczącą: poeci Sándor Petöfi na Węgrzech, Georg Herwegh i Ferdinand Freiligrath (członek redakcji "Neue Rheinische Zeitung", prowadzonej przez Marksa) w Niemczech, Victor Hugo i konsekwentny liberał Alphonse de Lamartine we Francji; liczni akademicy (głównie liberałowie)23 w Niemczech; lekarze, jak Adolf Fischhof (1816-1893) w Austrii; naukowcy, jak Carl Gustav Jacobi (1804-1851) w Prusach czy François-Vincent Raspail (1794-1878) we Francji; wreszcie liczni dziennikarze i publicyści, z których najsłynniejszy w owym czasie był Kossuth, największy zaś okazał się Marks.
Ludzie ci mogli odgrywać decydującą rolę jako jednostki, ale nie jako członkowie szczególnej warstwy społecznej lub jako rzecznicy radykalnego drobnomieszczaństwa. Ów radykalizm "drobnych kupców", wyrażony w postulacie "demokratycznego - konstytucyjnego czy też republikańskiego ustroju państwowego, który dałby większość im i ich sojusznikom, chłopom, oraz demokratycznego ustroju samorządowego, który oddałby w ich ręce bezpośrednią kontrolę nad własnością samorządową i szereg funkcji, spełnianych obecnie przez biurokratów"24, był całkiem szczery, mimo że pewien posmak goryczy nadały mu z jednej strony długotrwały kryzys zagrażający tradycyjnemu modelowi życia mistrzów rzemieślniczych i im podobnych, z drugiej zaś bieżące załamanie gospodarcze. Radykalizm intelektualistów był zakorzeniony słabiej. Opierał się na - jak się okazało, tylko chwilowej - niezdolności nowego społeczeństwa burżuazyjnego do zapewnienia przed rokiem 1848 wystarczająco dużej liczby stanowisk o odpowiednim statusie dla ludzi wykształconych, których społeczeństwo to wyprodukowało w niespotykanej wcześniej liczbie i których ambicje znacznie przerastały to, co otrzymali. Co stało się z tymi wszystkimi studenckimi radykałami z 1848 roku w upływających pod znakiem wzrostu gospodarczego latach 50. i 60.? Ich biografie potoczyły się według znanego i powszechnie przyjętego w Europie wzorca: wywodzący się z burżuazji młodzieńcy prowadzili burzliwe życie polityczne i erotyczne, po czym "ustatkowywali się". Było wiele możliwych form owego ustatkowania się, zwłaszcza gdy po odwrocie dawnej szlachty oraz skupieniu się burżuazyjnych przedsiębiorców na gromadzeniu bogactwa pojawiło się więcej miejsca dla tych, których kwalifikacje miały głównie akademicki charakter. W 1842 roku 10 procent profesorów w liceach francuskich wywodziło się z kręgów "notabli", natomiast w 1877 roku - żaden. W 1868 roku Francja nie miała dużo więcej absolwentów szkół średnich (bacheliers) niż w latach 30., jednak znacznie większa ich liczba mogła pracować w bankowości, handlu czy robić udane kariery jako dziennikarze, a po roku 1870 także jako zawodowi politycy25.
Ponadto, stając w obliczu czerwonej rewolucji, nawet względnie demokratyczni radykałowie często sięgali po retorykę, w której ich szczera sympatia dla "ludu" mieszała się z przywiązaniem do własności i pieniędzy. W przeciwieństwie do liberalnej burżuazji nie przechodzili oni na drugą stronę, a jedynie się wahali, choć nigdy nie skłaniali się ku skrajnemu skrzydłu prawicy.
Z kolei pracujący ubodzy nie mieli ani organizacji, ani dojrzałości politycznej, ani przywódców, a co wydaje się najważniejsze - brakowało im historycznej koniunktury, aby prezentować sobą alternatywę polityczną. Byli na tyle silni, aby pokazać, że rewolucja społeczna to coś realnego i zagrażającego istniejącemu porządkowi, jednocześnie jednak byli zbyt słabi, aby osiągnąć coś więcej niż tylko przerażenie wśród wrogów. Ich siły były nad wyraz skuteczne, koncentrując się pośród wygłodniałych mas w miejscach najbardziej newralgicznych politycznie - w dużych miastach, a zwłaszcza stolicach. To jednak skrywało pewne zasadnicze słabości. Przede wszystkim nie byli liczni, nie zawsze nawet przeważali w miastach, które i tak zamieszkiwała zdecydowana mniejszość populacji. Po drugie, brakowało im dojrzałości politycznej i ideologicznej. Najbardziej świadome politycznie i zmobilizowane warstwy pracującej biedoty obejmowały przedindustrialnych rzemieślników (w ówczesnym brytyjskim rozumieniu: czeladników, majstrów, wykwalifikowanych robotników w niezmechanizowanych warsztatach itd.). W jakobińsko-sankiulockiej Francji sympatyzowali z ideologiami socjalno-rewolucyjnymi, a nawet socjalistycznymi czy komunistycznymi, choć w Niemczech - jak miał zauważyć w Berlinie zecer-komunista Stephan Born - ich cele jako masy były znacznie skromniejsze. Biedota i robotnicy niewykwalifikowani w miastach oraz - poza Wielką Brytanią - proletariat przemysłowy i górniczy jako całość w zasadzie nie mieli jeszcze żadnej rozwiniętej ideologii politycznej. W przemysłowych rejonach północnej Francji nawet republikanizm zyskał popularność dopiero pod koniec Drugiej Republiki. W 1848 roku mieszkańcy Lille i Roubaix zajmowali się wyłącznie własnymi problemami ekonomicznymi, kierując gniew nie przeciwko królom czy burżuazji, ale przeciwko cierpiącym jeszcze większą nędzę imigrantom z Belgii.
Tam, gdzie miejscy plebejusze czy, rzadziej, nowy proletariat znaleźli się w orbicie wpływów ideologii jakobińskiej, socjalistycznej lub demokratyczno-republikańskiej, albo - jak w Wiedniu - mieli styczność z aktywizmem studenckim, stawali się czynnikiem politycznym, przynajmniej jako uczestnicy zamieszek. (Ich udział w wyborach był wówczas jeszcze słaby i trudny do przewidzenia, w odróżnieniu od spauperyzowanych wiejskich chałupników, którzy, jak w Saksonii czy Wielkiej Brytanii, wykazywali wysoki stopień radykalizmu.) Paradoksalnie w jakobińskiej Francji rzadko dotyczyło to obszarów poza Paryżem, podczas gdy w Niemczech podwaliny pod ogólnonarodową organizację radykalnej lewicy położył Związek Komunistów utworzony przez Marksa. Poza tą strefą oddziaływania pracująca biedota nie miała znaczenia politycznego.
Oczywiście nie powinniśmy umniejszać potencjału nawet tak młodej i niedojrzałej siły społecznej jak "proletariat" 1848 roku, mimo że nie miał on jeszcze silnej świadomości klasowej. W pewnym sensie jego potencjał rewolucyjny był większy, niż miał się okazać później. Okres nędzy i kryzysu sprzed 1848 roku niewielu zachęcił do wiary w to, że kapitalizm może zapewnić godne warunki życia, a tym bardziej że to uczyni albo choćby przetrwa. Młodość i słabość klasy robotniczej, wciąż wyłaniającej się spośród mas pracującej biedoty, niezależnych rzemieślników i drobnych sklepikarzy, uchroniły ją przed koncentrowaniem się wyłącznie na żądaniach ekonomicznych; czynili to tylko jej najmniej świadomi i odosobnieni przedstawiciele. Postulaty p o l i t y c z n e, bez których nie obejdzie się żadna rewolucja, choćby najbardziej socjalnie zorientowana, były ściśle związane z istniejącą sytuacją. Powszechnie podzielany cel z 1848 roku - "republika demokratyczna i socjalna" - miał charakter zarówno społeczny, jak i polityczny. Doświadczenia robotnicze, przynajmniej we Francji, wniosły nowe elementy instytucjonalne, oparte na działaniach związków zawodowych i spółdzielni, choć nie powstały wówczas formy tak nowatorskie i silne, jak rady robotnicze znane z dwudziestowiecznej Rosji.
Z drugiej strony organizacja, ideologia i przywództwo pozostawały dramatycznie słabe. Nawet podstawowa forma organizacyjna - związek zawodowy - nie przekraczała liczby kilkuset członków, w najlepszym razie kilku tysięcy. Nazbyt często zrzeszenia doświadczonych pionierów ruchu związkowego ujawniały się dopiero podczas rewolucji: zecerzy w Niemczech, kapelusznicy we Francji. Szeregi zorganizowanych socjalistów i komunistów były jeszcze mniej liczne: kilkadziesiąt, najwyżej kilkaset osób. A jednak rewolucja 1848 roku była pierwszą, w której socjaliści, czy bardziej nawet komuniści (gdyż socjalizm sprzed 1848 roku był w znacznej mierze apolitycznym ruchem zorientowanym na tworzenie spółdzielczych utopii), od początku działali na pierwszej linii. Był to rok nie tylko Kossutha, Alexandre'a Ledru-Rollina (1807-1874) i Mazziniego, ale także Karola Marksa (1818-1883), Louisa Blanca (1811-1882) i Louisa Auguste'a Blanquiego (1805-1881; nieugiętego buntownika, który większą część życia spędził w więzieniu, wychodząc na krótko, gdy uwalniały go rewolucje), a także Bakunina, a nawet Proudhona. Co jednak socjalizm oznaczał dla jego zwolenników, poza tym, że dawał nazwę samoświadomej klasie robotniczej o dążeniach innych niż kapitalistyczne, opartych na wizji obalenia kapitalizmu? Nawet ich wróg nie był jasno określony. Dużo mówiono o "klasie robotniczej" czy wręcz "proletariacie", ale w okresie rewolucji nic nie mówiono o "kapitalizmie".
Jakie w gruncie rzeczy perspektywy polityczne miała choćby socjalistyczna część klasy robotniczej? Sam Karol Marks nie wierzył w bliskość rewolucji proletariackiej. Nawet we Francji "proletariat paryski nie był jeszcze zdolny wyjść poza burżuazyjną republikę inaczej jak w swej wyobraźni, w swych urojeniach. [...] Ani bezpośrednia świadoma potrzeba nie pchała wówczas proletariatu do obalania burżuazji siłą, ani też proletariat nie dorósł jeszcze do tego zadania"26. Szczytem możliwości była republika burżuazyjna, która odsłoniła prawdziwą istotę przyszłej walki - czyli konfliktu między burżuazją a proletariuszami - a następnie doprowadziła do jednoczenia się resztek warstw średnich z robotnikami, "w miarę jak ich położenie stawało się coraz trudniejsze do zniesienia, a ich antagonizm wobec burżuazji się zaostrzał"27. Była to najpierw republika demokratyczna, następnie przejście od częściowej rewolty burżuazyjnej do masowej rewolucji proletariackiej, wreszcie dyktatura proletariatu lub "rewolucja permanentna" - to ostatnie określenie Marks mógł zapożyczyć od Blanquiego, co świadczy o ówczesnej bliskości dwóch wielkich rewolucjonistów krótko po roku 1848. Jednakże w odróżnieniu od wizji Lenina z 1917 roku Marks nie wyobrażał sobie zastąpienia rewolucji burżuazyjnej proletariacką aż do upadku rewolucji 1848 roku. Co więcej, nawet jeśli sformułował wówczas pogląd zbliżony do leninowskiego (w tym, jak ujął to Engels, "wspierając rewolucję nową odsłoną wojny chłopskiej"), dość szybko go porzucił. W Europie Zachodniej i Środkowej nowa odsłona roku 1848 miała się już nie pojawić. Marks wkrótce uznał, że klasa robotnicza musi pójść inną drogą.
Rewolucje 1848 roku wezbrały i załamały się niczym wielka fala, zostawiając za sobą niewiele oprócz mitu i obietnicy. "Powinny były" być rewolucjami burżuazyjnymi, ale burżuazja się z nich wycofała. Mogły się wzajemnie wzmacniać pod wodzą Francji, uniemożliwiając lub opóźniając restaurację dawnych władców i powstrzymując interwencję carskiej Rosji. Jednak burżuazja francuska wolała społeczną stabilność w kraju od ryzykownych obietnic stania się ponownie la grande nation, podczas gdy umiarkowani przywódcy rewolucji z analogicznych powodów wstrzymywali się przed wezwaniem do francuskiej interwencji. Żadna siła społeczna nie była zdolna nadać rewolucjom impetu i spójności, poza pojedynczymi przypadkami walk narodowowyzwoleńczych przeciwko panującej władzy politycznej, a i te zrywy upadły z powodu izolacji i słabości powstań niepodległościowych wobec siły militarnej starych mocarstw. Wybitne i rozpoznawalne postaci 1848 roku odgrywały swą bohaterską rolę na scenie Europy zaledwie przez kilka miesięcy, by następnie zniknąć z niej na zawsze. Wyjątkiem był Garibaldi, który powrócił w jeszcze większej chwale 12 lat później. Kossuth i Mazzini spędzili długie lata na wychodźstwie, a ich bezpośredni wkład w uzyskanie autonomii lub zjednoczenie narodowe był niewielki, nawet jeśli na trwałe zajęli miejsce w panteonie bohaterów swych krajów. Ledru-Rollin i Raspail swój jedyny moment sławy mieli w okresie Drugiej Republiki, elokwentni profesorowie z parlamentu frankfurckiego powrócili zaś do swych badań i sal wykładowych. W niebyt odeszli wszyscy żarliwi emigranci z lat 50. XIX wieku, snujący w spowitym mgłą Londynie wielkie plany i tworzący zwalczające się rządy na uchodźstwie, a jedynym wyjątkiem są dzieła dwóch najbardziej osamotnionych i nietypowych postaci - Marksa i Engelsa.
Nie można jednak traktować wydarzeń z 1848 roku jedynie jako krótkiego epizodu w dziejach, pozbawionego wpływu na dalszy ich tok. Co prawda osiągnięte zmiany rozmijały się z intencjami rewolucjonistów, trudno je też opisać w odniesieniu do systemów politycznych, prawa czy instytucji, jednak były głębokie. Rok 1848 wyznaczył, przynajmniej w Europie Zachodniej, kres tradycyjnej polityki monarchistycznej, która zakładała, że lud (poza wichrzycielami z klasy średniej) uznaje, a nawet popiera usankcjonowane religią rządy namaszczonych przez Boga dynastii nad hierarchicznie uporządkowanymi społeczeństwami, a także zgadza się na patriarchalne prawa i zobowiązania społecznych i ekonomicznych zwierzchników. Poeta Grillparzer, który z pewnością nie był rewolucjonistą, napisał, prawdopodobnie o Metternichu, te ironiczne słowa:
Tu leży samotnie, w zapomnieniu,
Donkiszot sławnego pochodzenia,
Co wbrew faktom za mądrego się miał
I skończył, wierząc w słuszność własnych kłamstw;
Na starość głupiec, za młodu łajdak:
Już nie potrafił dostrzec, gdzie prawda.28
Od tej pory siły konserwatyzmu, przywileju i bogactwa będą się bronić w nowy sposób. Nawet ciemni i niewykształceni chłopi z południowych Włoch w trakcie wielkiej wiosny 1848 roku przestali popierać absolutyzm, tak jak to uczynili już pół wieku wcześniej. Gdy zaczęli zajmować ziemię, rzadko okazywali wrogość "konstytucji".
Obrońcy ładu społecznego musieli nauczyć się polityki ludu. Można w tym upatrywać głównej zmiany wprowadzonej przez rewolucje 1848 roku. Nawet pruscy junkrzy, najbardziej reakcyjni z reakcyjnych, zrozumieli wówczas, że potrzebują gazety zdolnej wpływać na "opinię publiczną", co samo w sobie było koncepcją bliższą liberalizmowi i nieprzystającą do tradycyjnej hierarchii. Najbardziej błyskotliwy z pruskich arcyreakcjonistów 1848 roku, Otto von Bismarck (1815-1898), dał się później poznać jako polityk wnikliwie rozumiejący istotę polityki w społeczeństwie burżuazyjnym i biegle wykorzystujący jej reguły. Jednak najważniejsze zmiany polityczne w tym zakresie pojawiły się we Francji.
Upadek tamtejszego robotniczego powstania w czerwcu wprawdzie umożliwił silnej "partii porządku" pokonanie rewolucji społecznej, ale nie zdołała ona pozyskać poparcia ani ze strony mas, ani ze strony wielu konserwatystów, którzy broniąc "porządku", nie zamierzali stawać po stronie wersji umiarkowanego liberalizmu będącej aktualnie u władzy. Mobilizacja ludu wciąż była na tyle duża, że uniemożliwiono wprowadzenie ograniczeń wyborczych: dopiero w 1850 roku pozbawiono głosu znaczną część owej "nędznej hołoty" (vile multitude), czyli około dwóch trzecich radykalnych wyborców w Paryżu. Jednakże w grudniu 1848 roku Francuzi nie wybrali na nowego prezydenta Republiki ani liberała, ani radykała (nie było kandydata monarchistów). Przytłaczającą większością głosów (5,5 miliona z 7,4 miliona) wygrał Ludwik Napoleon, bratanek wielkiego cesarza. Ostatecznie okazał się zręcznym politykiem, jednak gdy we wrześniu powrócił do Francji, wydawał się pozbawiony wszelkich atutów, poza znanym nazwiskiem i wsparciem finansowym ze strony oddanej mu angielskiej kochanki29. Z pewnością nie sympatyzował z rewolucją społeczną, nie był jednak też konserwatystą. Jego zwolennicy wręcz podkreślali jego młodzieńcze zainteresowanie saintsimonizmem (zob. s. 84-85) oraz rzekome sympatie wobec biedoty. Zasadniczo jednak zwyciężył dzięki głosom chłopów, którzy masowo poparli jego hasło: "Precz z podatkami, precz z bogatymi, precz z republiką, niech żyje cesarz". Innymi słowy, jak pisał Marks, sprzeciwiając się republice bogatych, robotnicy głosowali na niego, bo jego wybór w ich oczach oznaczał "usunięcie Cavaignaca (który stłumił powstanie czerwcowe), dymisję burżuazyjnego republikanizmu, kasację zwycięstwa czerwcowego"30, a także sprzyjanie drobnomieszczaństwu, bo nie jawił się jako rzecznik wielkiej burżuazji.
Wybór Ludwika Napoleona oznaczał, że nawet powszechne demokratyczne prawo wyborcze, instytucję kojarzoną wszak z rewolucją, dało się pogodzić z zachowaniem porządku społecznego. Nawet przeważające niezadowolenie mas nie oznaczało wyboru władz zorientowanych na dokonanie "przewrotu społecznego". Nie od razu jednak zrozumiano szersze implikacje tych zmian, gdyż Ludwik Napoleon sam wkrótce zniósł republikę i stał się cesarzem, choć nigdy nie zapomniał o korzyściach politycznych płynących z odpowiednio zmanipulowanych wyborów powszechnych, które zresztą przywrócił. Był pierwszym nowoczesnym przywódcą, którego rządy opierały się nie tylko na armii, ale także na pewnego rodzaju demagogii i stosunkach z opinią publiczną, które znacznie łatwiej kształtować z perspektywy głowy państwa niż z jakiejkolwiek innej pozycji. Jego panowanie pokazało nie tylko to, że "ład społeczny" można maskować tak, aby jawił się jako atrakcyjny dla zwolenników "lewicy", ale również to, że w kraju czy epoce masowego udziału politycznego obywateli władze muszą tak postępować. Rewolucje 1848 roku uczyniły oczywistym fakt, że klasy średnie, liberalizm, demokracja polityczna, nacjonalizm, a nawet klasy pracujące będą od tego czasu stałymi elementami politycznego krajobrazu. Przegrana rewolucji mogła na moment usunąć te elementy z pola widzenia, jednak gdy tylko pojawiły się ponownie, określały działanie nawet tych polityków, którzy byli najmniej do nich przekonani.
Tutaj człowiek potężny orężem pokoju, kapitału i maszyn używa go, aby dać otuchę i radość społeczeństwu, któremu służy, a zatem bogaci się, jednocześnie wzbogacając innych swoimi towarami.
William Whewell, 185231
Naród może osiągnąć dobrobyt materialny bez sięgania po taktyki wywrotowe, jeśli tylko jego członkowie wykazują się posłuszeństwem, pracowitością i nieustannie dbają o własny rozwój.
Ze statutu Société contre l'Ignorance z Clermont-Ferrand, 186932
Zamieszkany obszar świata szybko się powiększa. Nowe społeczności, to znaczy nowe rynki, rozkwitają każdego dnia na bezludnych dotychczas terenach Nowego Świata na Zachodzie i tradycyjnie żyznych wyspach Starego Świata na Wschodzie.
Philoponos, 185033
ROZDZIAŁ 2WIELKI BOOM
I
Niewielu obserwatorów w 1849 roku było w stanie przewidzieć, że rok 1848 okaże się czasem ostatniej na Zachodzie rewolucji o powszechnym zasięgu. W większości krajów rozwiniętych postulaty polityczne liberałów, demokratycznych radykałów i nacjonalistów stopniowo i bez większych niepokojów wprowadzano w życie - choć nie w formie "republiki socjalnej" - przez kolejne 70 lat, a struktura społeczna rozwiniętej części kontynentu okazała się odporna na katastrofy XX wieku, przynajmniej do czasów obecnych (1977). Główny tego powód tkwi w niezwykłej transformacji gospodarczej oraz ekspansji, które dokonały się między rokiem 1848 a początkiem lat 70. XIX wieku - co jest przedmiotem niniejszego rozdziału. Był to okres, kiedy świat stał się kapitalistyczny, a znacząca mniejszość krajów "rozwiniętych" przybrała formę gospodarek przemysłowych.
Epoka bezprecedensowego rozwoju gospodarczego rozpoczęła się okresem koniunktury, tym bardziej spektakularnej, że poniekąd hamowały ją wydarzenia 1848 roku. Czynnikiem przyspieszającym wybuch rewolucji był ostatni i być może największy kryzys gospodarczy starego typu, charakterystyczny dla świata zależnego od pomyślnych zbiorów i sprzyjającej pogody. Nowy świat "cyklu koniunkturalnego", który w tamtym czasie jedynie socjaliści rozpoznawali jako podstawowy rytm i sposób działania gospodarki kapitalistycznej, odznaczał się własnym modelem wahań ekonomicznych i własnymi trudnościami długofalowymi. Jednakże już w połowie lat 40. XIX wieku posępna i pełna niepewności era rozwoju kapitalizmu zdawała się dobiegać końca - rozpoczynał się wielki skok naprzód. W latach 1847-1848 cykl koniunkturalny gwałtownie spadł, a pogorszenie sytuacji prawdopodobnie wynikało po części z problemów starego typu. Niemniej, z czysto kapitalistycznego punktu widzenia, był to jedynie nieco ostrzejszy spadek krzywej cyklu, który już wówczas wyglądał bardzo obiecująco. James de Rothschild postrzegał sytuację gospodarczą na początku 1848 roku z wyraźnym zadowoleniem, jednak chociaż można go uznać za czujnego przedsiębiorcę, był marnym prorokiem politycznym. Najgorsza "panika" zdawała się być pokonana, a przyszłość w dłuższej perspektywie malowała się w jasnych barwach. A jednak, mimo że produkcja przemysłowa dość szybko odżyła po paraliżu rewolucyjnych miesięcy, ogólna atmosfera pozostawała bardzo niepewna. Trudno byłoby datować początek wielkiego boomu globalnego wcześniej niż na rok 1850.
To, co wydarzyło się później, było czymś dotychczas niespotykanym. Na przykład wartość brytyjskiego eksportu nigdy nie wzrosła szybciej niż w ciągu pierwszych siedmiu lat piątej dekady XIX wieku. Dla eksportu brytyjskich materiałów tekstylnych - awangardy ekspansji rynkowej przez ponad pół wieku - stopa wzrostu była znacząco wyższa w porównaniu z dekadami wcześniejszymi. Między rokiem 1850 a 1860 nastąpiło mniej więcej podwojenie tego eksportu. Wyniki są jeszcze bardziej zadziwiające, gdy spojrzy się na liczby bezwzględne: w latach 1820-1850 jego wartość zwiększyła się o 1,1 miliarda jardów, zaś w jednej tylko dekadzie (1850-1860) wzrost ten wyniósł znacznie powyżej 1,3 miliarda jardów. W latach 1819-1821 i 1844-1846 liczba robotników w branży bawełniarskiej wzrosła o mniej więcej 100 tysięcy, a tylko w latach 50. XIX wieku zwiększyła się jeszcze dwukrotnie34. A mówimy tu o branży starej i ustabilizowanej, która, co więcej, w ciągu wskazanej dekady nieco podupadła na rynkach europejskich z powodu tempa rozwoju przemysłu w innych miejscach. Gdzie byśmy nie spojrzeli, wszędzie widać podobne przykłady koniunktury. W latach 1851-1857 eksport żelaza z Belgii zwiększył się ponad dwukrotnie. W Prusach, ćwierć wieku przed rokiem 1850, powstało 67 spółek akcyjnych o łącznym kapitale w wysokości 45 milionów talarów, ale już tylko w latach 1851-1857 powstało 115 tego typu firm - p o m i j a j ą c kompanie kolejowe - o łącznym kapitale w wysokości 114,5 miliona funtów, a niemal wszystkie te spółki powstały w pełnych euforii latach 1853-185735. Nie ma potrzeby przytaczać innych, podobnych danych, choć ówcześni przedsiębiorcy, zwłaszcza założyciele firm, z zapałem je studiowali i upowszechniali.
Żądni zysku biznesmeni przyjęli ten boom z takim zadowoleniem z powodu połączenia dwóch czynników: taniego kapitału i dynamicznego wzrostu cen. Spadki koniunktury (w ramach cyklu koniunkturalnego) zawsze oznaczały niskie ceny, a przynajmniej tak było w XIX wieku. Rozkwit gospodarczy wiązał się z inflacją. Mimo to wzrost poziomu cen w Wielkiej Brytanii o mniej więcej jedną trzecią w okresie od lat 1848-1850 do roku 1857 był niezwykle duży. Zyski, rzekomo czekające wytwórców, handlowców, a przede wszystkim założycieli firm, były zatem niemal nie do powstrzymania. W tym cudownym okresie stopa zysku z opłaconego kapitału Crédit mobilier36 w Paryżu, instytucji finansowej będącej symbolem ekspansji kapitalistycznej w tamtym czasie (zob. rozdział 12), w pewnym momencie osiągnęła 50 procent37. Skorzystali na tym nie tylko biznesmeni. Jak wspomniano wcześniej, zarówno w Europie, jak i poza nią błyskawicznie rosło zatrudnienie wśród mężczyzn i kobiet, co uruchomiło masowe migracje (zob. rozdział 11). Praktycznie nic nie wiemy o ówczesnym bezrobociu, choć nawet w Europie pewien fakt jest niepodważalny. Znaczny wzrost cen zbóż (czyli głównego składnika kosztów życia) w latach 1853-1855 nie doprowadził tym razem prawie nigdzie do protestów głodowych; wyjątkiem były bardzo zacofane regiony, jak północne Włochy (Piemont) czy Hiszpania, gdzie wzrost cen prawdopodobnie przyczynił się do wybuchu rewolucji w 1854 roku. Wysoki poziom zatrudnienia i gotowość - tam, gdzie to konieczne - do ustępstw na rzecz tymczasowego wzrostu płac stępiły ostrze niezadowolenia społecznego. Jednak dla kapitalistów koszt siły roboczej, coraz liczniej wchodzącej na rynek, i tak pozostawał względnie niski.
Polityczne skutki boomu były dalekosiężne. Po wstrząsach rewolucyjnych dał on rządom bezcenną chwilę wytchnienia, a jednocześnie obrócił wniwecz nadzieje rewolucjonistów. Krótko mówiąc, polityka weszła w stan hibernacji. W Wielkiej Brytanii zanikł zupełnie ruch czartystów, a to, że jego agonia trwała dłużej, niż zwykle twierdzili historycy, nie czyniło jej ani trochę mniej ostateczną. Nawet Ernest Jones (1819-1869), najwytrwalszy przywódca czartystów, porzucił pod koniec lat 50. próby ożywienia niezależnego ruchu klas pracujących i, jak większość dawnych działaczy czartystowskich, podzielił los tych, którzy usiłowali organizować robotników jako grupę nacisku na skrajnym skrzydle obozu liberalnego. Na pewien czas brytyjscy politycy przestali zajmować się reformą systemu parlamentarnego, oddając się do woli swym skomplikowanym parlamentarnym grom. Nawet radykałowie z klasy średniej, Richard Cobden i John Bright, po doprowadzeniu w 1846 roku do zniesienia ustaw zbożowych stali się w świecie polityki izolowaną i marginalną mniejszością.
Chwila wytchnienia okazała się jeszcze bardziej zbawienna dla przywróconych monarchii na kontynencie, a także dla owego nieplanowanego dziecka rewolucji francuskiej, jakim było Drugie Cesarstwo Napoleona III. Napoleonowi przyniosło to całkiem autentyczne i imponujące zwycięstwo wyborcze, które mogło rodzić wrażenie, że zgodnie z własną deklaracją władca ten będzie cesarzem "demokratycznym". Stare monarchie i księstwa zyskały czas na odbudowanie swej pozycji politycznej oraz uprawomocnienie dzięki stabilności i dobrobytowi, a to było teraz politycznie ważniejsze niż prawomocność rządów poszczególnych dynastii. Władcy zyskali także wpływy budżetowe bez konieczności konsultowania się z ciałami przedstawicielskimi i innymi kłopotliwymi grupami interesów, nie musząc też obawiać się wychodźców politycznych, którzy w emigracyjnej bezsilności pogrążeni byli we własnych zgryzotach lub ostrych sporach między sobą. Przez pewien czas państwa te pozostawały słabe na arenie międzynarodowej, ale silne wewnętrznie. Nawet cesarstwo Habsburgów, które przywróciła dopiero interwencja armii rosyjskiej w 1849 roku, było już w stanie, pierwszy i jedyny raz w swych dziejach, kontrolować wszystkie swoje terytoria - w tym te zamieszkane przez nieposłusznych Węgrów - jako jeden scentralizowany, biurokratyczny organizm monarchii absolutnej.
Ten okres spokoju zakończył się wraz z kryzysem w 1857 roku. Pod względem gospodarczym było to zaledwie krótkotrwałe załamanie się złotej epoki kapitalistycznego wzrostu, która powróciła na jeszcze większą skalę w latach 60., a moment szczytowy osiągnęła wraz z boomem lat 1871-1873. Kryzys doprowadził jednak do przeobrażenia sytuacji politycznej. Rozczarowali się, co prawda, rewolucjoniści, którzy spodziewali się wydarzeń na miarę roku 1848, choć przyznawali, że "wskutek długiego okresu świetnej koniunktury musiała masy opanować straszliwa ospałość"38. Mimo wszystko polityka uległa ożywieniu. W krótkim czasie na agendę powróciły wszelkie dawne sprawy polityki liberalnej: zjednoczenie narodowe Włoch i Niemiec, reformy konstytucyjne, swobody obywatelskie i cała reszta. O ile ekspansja gospodarcza lat 1851-1857 dokonywała się w politycznej próżni, przedłużając tym samym porażki i zmęczenie z lat 1848-1849, to po roku 1859 towarzyszyła jej już coraz większa aktywność polityczna. Jednocześnie jednak, pomimo zewnętrznych wstrząsów w rodzaju wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych w latach 1861-1865, dekada lat 60. była pod względem gospodarczym względnie spokojna. Następny spadek cyklu koniunkturalnego (który pojawił się, w zależności od regionu i tego, co uzna się za oznaki kryzysu, mniej więcej w latach 1866-1868) nie był ani tak intensywny, ani tak globalny, ani tak dramatyczny jak ten z lat 1857-1858. Krótko mówiąc, w okresie rozkwitu gospodarczego ożyła także polityka, nie była to już jednak polityka rewolucyjna.
II
Gdyby w Europie wciąż panowała epoka barokowych książąt, wypełniałyby ją widowiskowe spektakle, procesje i opery, przedstawiające alegorie triumfu gospodarczego i postępu przemysłowego leżące u stóp władców. W istocie zwycięski świat kapitalizmu miał swoje odpowiedniki. Erę jego światowego zwycięstwa zapoczątkowały i podkreślały gigantyczne nowe rytuały samochwalstwa - Wielkie Wystawy Międzynarodowe, każda zamknięta w iście królewskim pomniku bogactwa i postępu technicznego: Kryształowym Pałacu w Londynie (1851), Rotundzie ("większej niż Bazylika św. Piotra w Rzymie") w Wiedniu; każda też prezentowała rosnącą liczbę i różnorodność wyrobów oraz przyciągała ogromne liczby miejscowych i zagranicznych turystów. W Londynie w 1851 roku wystawiło się 14 tysięcy firm - ojczyzna kapitalizmu okazała się odpowiednim wyborem na inaugurację tego zwyczaju; w Paryżu w 1855 roku było ich już 24 tysiące; w Londynie w 1862 roku - 29 tysięcy; w Paryżu w 1867 roku - 50 tysięcy. Zgodnie z tym, co twierdzili organizatorzy, największa ze wszystkich była wystawa w Filadelfii w 1876 roku, przygotowana na setną rocznicę powstania Stanów Zjednoczonych, otwarta przez prezydenta w obecności cesarza i cesarzowej Brazylii (koronowane głowy państw teraz zwyczajowo kłaniały się wytworom przemysłu) oraz 130 tysięcy rozentuzjazmowanych obywateli. Byli pierwszymi z 10 milionów ludzi, którzy złożyli z tej okazji hołd "Postępowi Epoki".
Jakie były przyczyny owego postępu? Dlaczego ekspansja gospodarcza nabrała w interesującym nas okresie tak spektakularnego przyspieszenia? Tak naprawdę należałoby odwrócić to pytanie. Z perspektywy czasu tym, co uderzające w pierwszej połowie XIX wieku, jest rozdźwięk pomiędzy nadzwyczajnym i dynamicznie rosnącym potencjałem wytwórczym kapitalistycznego uprzemysłowienia a jego niezdolnością, w jakimś sensie, do poszerzenia własnej bazy, do zerwania krępujących go więzów. Potencjał ten rósł imponująco, jednak okazał się niezdolny do powiększenia rynku zbytu dla akumulującego się kapitału czy choćby do stworzenia porównywalnie dużej liczby miejsc pracy lub zapewnienia odpowiednich zarobków. Warto pamiętać, że jeszcze pod koniec lat 40. XIX wieku pojętni i zorientowani obserwatorzy w Niemczech - w przeddzień eksplozji uprzemysłowienia w tym kraju - wciąż mogli zakładać, tak jak dziś czyni się to w krajach słabo rozwiniętych, że żadna wyobrażalna skala industrializacji nie zapewni zatrudnienia ogromnej i rosnącej "nadwyżki populacji" ubogich. Z tego powodu lata 30. i 40. XIX wieku zdominował kryzys. Rewolucjoniści mieli nadzieję, że będzie to kryzys ostateczny, jednak nawet przedsiębiorcy obawiali się, że zdławi on ich system przemysłowy39.
Te nadzieje lub obawy okazały się bezpodstawne z dwóch powodów. Po pierwsze, gospodarka przemysłowa u swych początków odkryła - w dużej mierze dzięki presji własnej, zorientowanej na zysk akumulacji kapitału - to, co Marks określił jako "ukoronowanie jej dzieła": kolej żelazną. Po drugie - i częściowo za sprawą kolei, transoceanicznych statków parowych i telegrafu, które nareszcie zaczęły być "środkami komunikacji odpowiadającymi nowoczesnym środkom produkcji"40 - geograficzny obszar gospodarki kapitalistycznej mógł błyskawicznie się powiększać wraz z rosnącą skalą transakcji handlowych. Gospodarka ta objęła cały glob. Powstanie jednolitego, rozszerzonego świata jest prawdopodobnie najważniejszym aspektem zmian w interesującym nas okresie (zob. rozdział 3). Patrząc wstecz prawie pół wieku później Henry Mayers Hyndman, będący jednocześnie wiktoriańskim przedsiębiorcą i marksistą (choć nietypowym w obu tych rolach), całkiem słusznie porównał dekadę między 1847 a 1857 rokiem z epoką wielkich odkryć geograficznych i podbojów Kolumba, Vasco da Gamy, Cortésa i Pizarra. Choć nie dokonano ani nowych spektakularnych odkryć, ani (z niewielkimi wyjątkami) formalnych podbojów ze strony nowych zbrojnych konkwistadorów, z powodów praktycznych całkowicie nowy świat gospodarczy połączono ze starym i go weń włączono.
Było to szczególnie ważne dla rozwoju gospodarczego, gdyż dawało podstawę owego gigantycznego boomu eksportowego - zarówno towarów i kapitału, jak i ludzi - który odegrał tak znaczącą rolę dla ekspansji, w każdym razie w kraju wciąż będącym wówczas przodującą gospodarką kapitalistyczną, czyli Wielkiej Brytanii. Gospodarka oparta na konsumpcji dóbr masowych pozostawała pieśnią przyszłości, może z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych. Rynku wewnętrznego bazującego na biedocie, o ile nie zasilali go chłopi i drobni rzemieślnicy, nie traktowano jeszcze jako zasadniczej podstawy prawdziwie spektakularnego rozwoju gospodarczego41. Oczywiście nie był to rynek mały, biorąc pod uwagę ówczesny dynamiczny przyrost populacji w krajach rozwiniętych i prawdopodobną poprawę jej warunków życiowych (zob. rozdział 12). Jednak konieczne było rozszerzenie rynku zarówno o dobra konsumpcyjne, jak i - a być może przede wszystkim - o wyroby niezbędne do budowy nowych fabryk, infrastruktury transportowej i komunalnej oraz miast. Kapitalizm miał teraz do dyspozycji cały świat, a rozwój handlu i inwestycji w skali międzynarodowej pokazuje, z jakim animuszem kapitaliści dążyli do globalnego podboju. Między rokiem 1800 a 1840 wartość światowego handlu nie zwiększyła się nawet dwukrotnie. Między rokiem 1850 a 1870 wzrosła o 260 procent. Wszystko, co dało się sprzedać - sprzedawano, w tym towary wywołujące sprzeciw w krajach kupujących, jak opium, którego eksport z Indii Brytyjskich do Chin wzrósł ponad dwukrotnie pod względem ilości i blisko trzykrotnie pod względem wartości42. Do roku 1875 Wielka Brytania zainwestowała za granicą miliard funtów - trzy czwarte tej kwoty od roku 1850 - natomiast francuskie inwestycje zagraniczne w latach 1850-1880 zwiększyły się ponad dziesięciokrotnie.
Ówcześni obserwatorzy, koncentrując się na mniej fundamentalnych aspektach gospodarki, niemal z pewnością podkreśliliby trzeci czynnik: wielkie odkrycia złóż złota po 1848 roku w Kalifornii, Australii i innych miejscach (zob. rozdział 3). Odkrycia te powiększyły zasoby środka płatniczego w gospodarce światowej i oddaliły zagrożenie w postaci tego, co wielu przedsiębiorców traktowało jako wyniszczający niedostatek, a także spowodowały obniżenie stóp procentowych i stymulowały zaciąganie kredytów. W ciągu siedmiu lat światowa podaż złota zwiększyła się sześcio-siedmiokrotnie, a wartość monet w złocie bitych w Wielkiej Brytanii, Francji i Stanach Zjednoczonych wzrosła od średniej rocznej sumy 4,9 miliona funtów z lat 1848-1849 do 28,1 miliona funtów każdego roku między 1850 a 1856. Rola złota w gospodarce światowej do dziś jest przedmiotem dość zażartej debaty, której nie musimy jednak w tym miejscu podejmować. Jego brak prawdopodobnie nie krępował handlu tak bardzo, jak wówczas sądzono, gdyż inne środki płatnicze, jak czeki (stosunkowo nowy wynalazek), weksle itp., łatwo było upowszechniać, a już wtedy szybko zyskiwały popularność. Mimo to trzy aspekty nowej podaży złota wydają się bezsporne.
Po pierwsze, przyczyniła się ona, być może zasadniczo, do stworzenia owej względnie rzadkiej sytuacji w okresie mniej więcej od 1810 roku do końca XIX wieku, która sprawiła, że mówimy o epoce rosnących cen czy też umiarkowanej, choć wahającej się, inflacji. W zasadzie przez większość stulecia panowała deflacja, która wynikała w dużej mierze z trwałej tendencji do obniżania kosztów wyrobów fabrycznych za sprawą technologii oraz obniżania kosztów (choć nieregularnie) podstawowych produktów za sprawą nowych źródeł surowców i żywności. Długofalowa deflacja, czyli presja na marżę zysku, nie szkodziła zbytnio przedsiębiorcom, gdyż ci wytwarzali i sprzedawali na dużo większą skalę. Jednak aż do końca interesującego nas okresu nie sprzyjała ona zbytnio robotnikom, ponieważ albo ich koszty życia nie malały w takim samym stopniu, albo ich zarobki były zbyt skromne, aby znacząco mogli na tym skorzystać. Jednocześnie inflacja niewątpliwie zwiększyła marżę zysku, co pobudziło przedsiębiorczość. Interesujące nas lata można zatem określić jako inflacyjne interludium w trakcie deflacyjnego stulecia.
Po drugie, dostępność dużych ilości złota pomogła ustanowić oparty na funcie szterlingu (powiązanym ze stałym parytetem złota) stabilny i wiarygodny standard monetarny, bez którego - co widać na podstawie doświadczeń z lat 30. i 70. XX wieku - handel międzynarodowy byłby utrudniony, bardziej skomplikowany i nieprzewidywalny. Po trzecie, sama gorączka złota otworzyła nowe tereny, głównie wokół Pacyfiku, dla intensywnej działalności gospodarczej. W ten sposób "stworzono rynki z niczego", jak ze smutkiem pisał Engels do Marksa. Do połowy lat 70. XIX wieku Kalifornia, Australia czy inne strefy nowej "ekspansji kopalnianej" zyskały więc istotne znaczenie. Zamieszkiwało je łącznie ponad trzy miliony ludzi, dysponujących znacznie większą gotówką niż inne populacje podobnej wielkości.
Ówcześni obserwatorzy z pewnością zwróciliby uwagę na wpływ jeszcze jednego czynnika: uwolnienie prywatnej przedsiębiorczości, która w powszechnym przekonaniu była motorem rozwoju przemysłu. Nigdy wcześniej wśród ekonomistów, a tym bardziej wśród wnikliwych polityków i urzędników, nie panowała tak dalece posunięta zgodność w kwestii recepty na rozwój gospodarczy, jaką miał być liberalizm ekonomiczny. Pozostałości instytucjonalnych barier swobodnego przepływu czynników produkcji i wolnej przedsiębiorczości oraz innych możliwych przeszkód działania dla zysku runęły, zanim rozpoczął się światowy szturm przemysłu. Owo powszechne znoszenie barier jawi się jako spektakularne dlatego, że nie ograniczało się do pojedynczych państw, w których liberalizm polityczny zwyciężył czy choćby posiadał znaczne wpływy. Szczególnie należy zwrócić uwagę na okoliczność, że w przywróconych monarchiach absolutnych i księstwach Europy przebiegało ono bardziej drastycznie niż w Anglii, Francji czy Niderlandach, gdyż w tych pierwszych krajach było dużo więcej przeszkód do usunięcia. Kontrola cechów i korporacji w sektorze produkcji rzemieślniczej, tak silna w Niemczech, ustąpiła miejsca Gewerbefreiheit - swobodzie przynależności do każdego zawodu i wykonywania go - najpierw w Austrii w 1859 roku, a w większości państw niemieckich w pierwszej połowie lat 60. Ostatecznie zasada ta zapanowała w ramach Związku Północnoniemieckiego (1869) oraz Cesarstwa Niemieckiego. Stało się to ku niezadowoleniu wielu rzemieślników, którzy w efekcie przyjmowali coraz bardziej wrogą postawę wobec liberalizmu i z czasem, od lat 70. XIX wieku, stworzyli polityczne podwaliny dla ruchów prawicowych. Szwecja, gdzie cechy zniesiono w 1846 roku, ustanowiła pełnię swobód w 1864 roku; Dania zniosła stare prawa cechowe w latach 1849 i 1857; Rosja, która na większości terytorium nigdy nie miała do czynienia z systemem cechowym, pozbyła się jego ostatnich śladów w (niemieckich) miastach prowincji nadbałtyckich (1866), choć z powodów politycznych utrzymywała restrykcje wobec Żydów w zakresie handlu i przedsiębiorczości, ograniczając ich prawa do wyodrębnionego terytorium, tak zwanej "strefy osiedlenia".
Likwidacja rozwiązań prawnych powstałych w średniowieczu i okresie merkantylizmu nie ograniczała się do praw cechowych. Regulacje przeciwko lichwie, od dawna będące jedynie martwym prawem, uchylono w Wielkiej Brytanii, Holandii, Belgii i północnych Niemczech między rokiem 1854 a 1867. Ścisła kontrola państwa nad górnictwem - w tym obsługa kopalń - została praktycznie zniesiona, na przykład w Prusach między 1851 a 1865 rokiem, wobec czego każdy przedsiębiorca mógł od tej pory (na mocy pozwolenia rządowego) rościć sobie prawo do eksploatacji wszelkich odkrytych przez siebie złóż oraz prowadzić prace wydobywcze w sposób, jaki uzna za odpowiedni. Podobnie powstanie kompanii biznesowych (zwłaszcza spółek akcyjnych z ograniczoną odpowiedzialnością lub ich odpowiedników) stało się teraz dużo łatwiejsze i wolne od nadzoru biurokratycznego. Prym wiodły tu Wielka Brytania i Francja, w Niemczech zaś system swobodnej rejestracji firm ustanowiono dopiero w 1870 roku. Prawo handlowe dostosowano do panującej atmosfery dynamicznego rozwoju przedsiębiorczości.
Jednak pod pewnymi względami najbardziej wyrazistym posunięciem było całkowite uwolnienie handlu. Co prawda protekcjonizm w pełni porzuciła jedynie Wielka Brytania (po 1846 roku), pozostawiając cła wyłącznie dla celów fiskalnych (przynajmniej teoretycznie), niemniej jednak, oprócz wyeliminowania lub zmniejszenia ograniczeń, na przykład na międzynarodowych szlakach wodnych, jak Dunaj (1857) czy cieśnina między Danią i Szwecją, a także uproszczenia międzynarodowego systemu monetarnego poprzez utworzenie dużych obszarów monetarnych (na przykład w 1865 roku Łacińskiej Unii Monetarnej, zrzeszającej Francję, Belgię, Szwajcarię i Włochy), w latach 60. seria "traktatów o wolnym handlu" radykalnie podkopała bariery celne w kontaktach głównych krajów uprzemysłowionych. Tendencja ta ogarnęła w pewnym zakresie nawet Rosję (1863) i Hiszpanię (1868). Tylko Stany Zjednoczone - kraj, którego przemysł obficie korzystał z ochrony rynku krajowego i w niewielkim stopniu bazował na eksporcie - pozostawały bastionem protekcjonizmu, ale nawet tam na początku lat 70. XIX wieku pojawiły się pewne zmiany.
Możemy pójść jeszcze krok dalej. Wcześniej nawet najbardziej zuchwałe i bezwzględne gospodarki kapitalistyczne powstrzymywały się przed pełnym uznaniem wolnego rynku, zwłaszcza na płaszczyźnie stosunków między pracodawcami i robotnikami, mimo że teoretycznie go uznawały. Jednak nawet w tym wrażliwym obszarze przymus pozaekonomiczny odszedł w przeszłość. Brytyjskie prawo regulujące stosunki między pracodawcą i pracownikiem (Master and Servant law) uległo modyfikacji: wprowadzono zasadę równego traktowania w razie naruszenia umowy przez którąkolwiek ze stron, zniesiono "roczne zobowiązanie" dotyczące górników z północnej Anglii, a standardowe umowy konstruowano w taki sposób, że dawały (robotnikom) coraz więcej możliwości ich rozwiązania przy możliwie najkrótszym okresie wypowiedzenia. Co zadziwia jeszcze bardziej, przynajmniej na pierwszy rzut oka, to zniesienie między rokiem 1867 a 1875, prawie bez oporu, wszelkich prawnych restrykcji wobec działalności związkowej i prawa do strajku (zob. rozdział 6). Wiele innych krajów wzbraniało się przed przyznaniem organizacjom robotniczym tego rodzaju swobody, choć Napoleon III w dość dużym zakresie uchylił prawny zakaz tworzenia związków zawodowych. Niemniej, ogólna sytuacja w krajach rozwiniętych coraz częściej przypominała to, co zapisano w niemieckim prawie Gewerbeordnung z 1869 roku: "Stosunki między niezależnymi wytwórcami czy przedsiębiorcami a ich czeladnikami, asystentami i praktykantami określa wolna umowa". Tak jak wszystkim innym, również sprzedażą i nabywaniem siły roboczej miał rządzić wyłącznie rynek.
Niewątpliwie proces liberalizacji sprzyjał prywatnej przedsiębiorczości, a uwolnienie handlu wspomogło ekspansję gospodarczą, choć nie należy zapominać, że nie trzeba było wprowadzać zbyt wielu ram formalnych. Pewne rodzaje swobód przepływu w handlu międzynarodowym, które współcześnie są obłożone przepisami, zwłaszcza te dotyczące kapitału i siły roboczej, to znaczy migracje, jeszcze przed rokiem 1848 przyjmowano w krajach rozwiniętych za tak naturalne, że w zasadzie nawet nie poddawano ich dyskusji (zob. rozdział 11). Jednocześnie kwestia roli zmian instytucjonalno-prawnych w stymulowaniu lub ograniczaniu rozwoju gospodarczego była zbyt złożona w perspektywie obowiązującej w połowie XIX wieku prostej reguły, głoszącej że "liberalizacja tworzy postęp w gospodarce". Epoka ekspansji rozpoczęła się, jeszcze zanim w 1846 roku zniesiono brytyjskie ustawy zbożowe. Z pewnością liberalizacja przyniosła wiele konkretnych pozytywnych efektów. Przykładem może być szybki rozwój Kopenhagi po zniesieniu w 1857 roku opłat żeglugowych, które utrudniały transport morski na Bałtyku. Otwarte pozostaje jednak pytanie, na ile globalna liberalizacja przyczyniła się do rozwoju gospodarczego, a w jakim stopniu była jedynie czynnikiem towarzyszącym czy wręcz skutkiem. Z pewnością możemy stwierdzić jedynie to, że gdy brakowało innych podstaw ekspansji kapitalistycznej, liberalizacja sama w sobie nie przynosiła wielkich efektów. Żaden kraj nie prowadził tak liberalnej polityki, jak Republika Nowej Granady (Kolumbia) w latach 1848-1854, ale czy ktokolwiek odważyłby się stwierdzić, że wielkie nadzieje władz tego państwa na dobrobyt spełniły się szybko - i czy w ogóle się spełniły?
Niemniej jednak zmiany te w Europie dowodziły głębokiej i niezwykle wyraźnej ufności w liberalizm ekonomiczny, co zresztą wydawało się uzasadnione, przynajmniej w okresie obejmującym całe pokolenie. W żadnym kraju nie budziło to zdziwienia, gdyż działalność kapitalistyczna rozkwitała imponująco. Ostatecznie nawet wolność umów dla robotników, w tym tolerancja wobec tych związków zawodowych, które były na tyle silne, by ukonstytuować się na mocy wyłącznie siły przetargowej swych członków, nie była w stanie zagrozić zyskom, ponieważ istnienie "rezerwowej armii pracy" (jak określał ją Marks), złożonej głównie z mas ludności wiejskiej, byłych rzemieślników i innych grup napływających do miast i regionów przemysłowych, pozwalało utrzymywać płace na zadowalająco niskim poziomie (zob. rozdziały 11 i 12). Entuzjazm dla wolnego handlu międzynarodowego na pierwszy rzut oka zaskakuje jeszcze bardziej, choć nie dotyczy to Brytyjczyków, dla których wolność handlu oznaczała przede wszystkim możliwość swobodnego zaniżania cen wobec wszystkich konkurentów na wszystkich światowych rynkach, a także zdolność do nakłaniania krajów słabo rozwiniętych do sprzedaży tamtejszych produktów - głównie artykułów spożywczych i surowców - po niskich cenach i w dużej ilości, dzięki czemu kraje te zyskiwały przychody umożliwiające kupowanie produktów brytyjskich.
Dlaczego jednak te rzekomo niekorzystne rozwiązania zaakceptowali konkurenci Wielkiej Brytanii (poza Stanami Zjednoczonymi)? (Oczywiście kraje słabo rozwinięte, które w ogóle nie były zorientowane na konkurencję w przemyśle, postrzegały nową sytuację jako obiecującą: na przykład Południe w Stanach Zjednoczonych z zadowoleniem przyjęło perspektywę nieograniczonego rynku bawełny w Wielkiej Brytanii, w związku z czym aż do wojny z Północą pozostawało wierne idei wolnego handlu.) Nadużyciem byłoby twierdzić, jakoby wolny handel międzynarodowy rozwijał się dlatego, że - w tamtym krótkim czasie - utopia liberalna pociągnęła za sobą nawet rządy państw, choćby tylko siłą wiary w jego historyczną nieuchronność, choć nie ma wątpliwości, że rządzący pozostawali pod silnym wpływem argumentów ekonomicznych, postrzeganych niemal tak, jakby były prawami przyrody. Jednakże przekonania intelektualne rzadko są silniejsze niż poczucie własnego interesu. Pozostaje jednak faktem, że w okresie tym większość gospodarek znajdujących się w fazie uprzemysłowienia mogła widzieć dwie korzyści płynące z wolnego handlu. Po pierwsze, ogólny rozwój handlu światowego - rzeczywiście spektakularny w zestawieniu z okresem przed rokiem 1840 - przynosił pożytek wszystkim, nawet jeśli w nieporównanie większym stopniu korzystali na nim Brytyjczycy. Potężny i niezakłócony handel eksportowy oraz potężna i niezakłócona podaż artykułów spożywczych i surowców (gdy było to niezbędne - importowanych) były ewidentnie pożądanymi zjawiskami. Nawet jeśli konkretne interesy mogły zostać w tym kontekście naruszone, to innym liberalizacja sprzyjała. Po drugie, niezależnie od kształtu przyszłej rywalizacji między gospodarkami kapitalistycznymi, na tym etapie uprzemysłowienia dużą rolę odgrywała przewaga wynikająca ze zdolności do oparcia się na technologii, zasobach i wiedzy Brytyjczyków. Poniższa tabela ilustruje jeden z takich przykładów - wzrost brytyjskiego eksportu materiałów i urządzeń kolejowych nie spowolnił uprzemysłowienia innych krajów, ale jej sprzyjał.
żelazo i stal
maszyny
1845-1849
1291
4,9
(1846-1850)
1850-1854
2846
8,6
1856-1860
2333
17,7
1861-1865
2067
22,7
1866-1870
3809
24,9
1871-1875
4040
44,1
Tabela 1. Brytyjski eksport produkcji kolejowej: żelazo i stal oraz maszyny(ilości całkowite w tysiącach ton dla okresów pięcioletnich)43
III
Gospodarka kapitalistyczna otrzymała zatem równocześnie (co nie znaczy, że przypadkowo) kilka niezwykle silnych bodźców. Jaki to dało efekt? Rozwój gospodarczy najwygodniej mierzy się przy użyciu danych statystycznych, a miarami charakterystycznymi dla XIX wieku są moc parowa (ponieważ silnik parowy był typowym źródłem mocy i energii) oraz kojarzone z nią produkty z węgla i żelaza. Lata 50. XIX wieku zasadniczo można określić jako epokę dymu i pary. Wydobycie węgla już wcześniej liczono w milionach ton, teraz jednak w zestawieniach pojawiły się dziesiątki milionów ton dla poszczególnych krajów, a setki milionów ton w skali świata. W przybliżeniu połowa z tego - a na początku interesującego nas okresu nawet nieco więcej - pochodziła od zdecydowanie największego producenta, czyli Wielkiej Brytanii. Z kolei produkcja żelaza w latach 30. XIX wieku osiągnęła w tym kraju, i nigdzie indziej, wielkość liczoną w milionach ton (w 1850 roku wynosiła około 2,5 miliona ton). Jednak do roku 1870 Francja, Niemcy i Stany Zjednoczone wytwarzały (każde z osobna) od jednego miliona do dwóch milionów ton, aczkolwiek Wielka Brytania, wciąż jako "fabryka świata", pozostawała niedościgniona z blisko sześcioma milionami ton - mniej więcej połową światowej produkcji. W ciągu tych 20 lat światowe wydobycie węgla zwiększyło się w przybliżeniu dwuipółkrotnie, a światowa produkcja żelaza - czterokrotnie. Jednakże całkowita moc parowa wzrosła 4,5 razy - z około 4 milionów koni parowych w 1850 roku do około 18,5 miliona w 1870 roku44.
Te pobieżne dane pokazują niewiele ponad to, że uprzemysłowienie było coraz bardziej intensywne. Co ważne, industrializacja obejmowała coraz większe obszary, choć jednocześnie odbywało się to skrajnie nierównomiernie. Upowszechnienie się kolei oraz, w mniejszym stopniu, statków parowych przyniosło mechanizację na wszystkich kontynentach, także w krajach nieuprzemysłowionych. Pojawienie się kolei (zob. rozdział 3) samo w sobie było symbolem i osiągnięciem iście rewolucyjnym, gdyż przekształcenie świata w jeden organizm gospodarczy to pod wieloma względami najbardziej dalekosiężny i z pewnością najbardziej widoczny aspekt industrializacji. Jednak niezwykle rozpowszechnił się silnik stacjonarny - w fabrykach, kopalniach czy kuźniach. W Szwajcarii w 1850 roku były najwyżej 34 takie maszyny; do roku 1870 pojawiło się ich prawie tysiąc. W Austrii ich liczba wzrosła z 671 (1852) do 9160 (1875), a moc parowa zwiększyła się ponad piętnastokrotnie. (Dla porównania: prawdziwie zacofany kraj europejski, jakim była Portugalia, w 1873 roku wciąż posiadał zaledwie 70 silników o łącznej mocy 1,2 tysiąca koni parowych.) Całkowita moc parowa w Niderlandach zwiększyła się trzynastokrotnie.
Regiony przemysłowe były niewielkie, a niektóre gospodarki europejskie, na przykład Szwecja, dopiero zaczynały wchodzić w fazę szerokiego uprzemysłowienia. Jednak największe znaczenie miał nierównomierny rozwój głównych ośrodków przemysłu. Na początku interesującego nas okresu jedynymi krajami o intensywnie rozwiniętym przemyśle były Wielka Brytania i Belgia, które pozostawały najsilniej uprzemysłowione per capita. Konsumpcja żelaza na mieszkańca w 1850 roku wynosiła dla tych krajów odpowiednio 170 funtów45 i 90 funtów, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych było to 56 funtów, we Francji 37 funtów, a w Niemczech 27 funtów. Gospodarka belgijska była mała, ale względnie ważna: w 1873 roku produkcja żelaza w tym kraju wciąż wynosiła około połowy tego, co wytwarzano w znacznie większej sąsiedniej Francji. Oczywiście Wielką Brytanię można potraktować jak gospodarkę uprzemysłowioną par excellence, która, jak widzieliśmy, zdołała utrzymać swą pozycję, choć proporcjonalny udział produkcyjnej mocy parowej tego kraju wyraźnie spadał. Jeszcze w 1850 roku wynosił znacznie ponad jedną trzecią światowej mocy parowej (liczonej dla silników stacjonarnych), ale już w 1870 roku - mniej niż jedną czwartą, czyli 900 tysięcy z 4,1 miliona koni parowych. Pod względem ilościowym Stany Zjednoczone już w 1850 roku nieznacznie wyprzedzały Wielką Brytanię, a w 1870 roku dysponowały mocą silników ponad dwukrotnie większą niż potencjał brytyjski. Jednak rozwój przemysłu amerykańskiego, jakkolwiek imponujący, wydawał się mniej spektakularny niż przemysłu niemieckiego. W 1850 roku moc parowa stacjonarnych urządzeń w Niemczech była niewielka - ogółem może 40 tysięcy koni parowych, czyli znacznie poniżej jednej dziesiątej potencjału brytyjskiego. W 1870 roku było to 900 tysięcy koni parowych, mniej więcej tyle, ile w Wielkiej Brytanii, i dużo więcej niż we Francji, która w 1850 roku miała znacznie większy potencjał (67 tysięcy koni parowych), a 20 lat później zdołała osiągnąć moc nie większą niż 341 tysięcy, czyli mniej niż dwukrotność tego, czym dysponowała niewielka Belgia.
Uprzemysłowienie Niemiec było przełomem historycznym, który, niezależnie od znaczenia gospodarczego, miał dalekosiężne konsekwencje polityczne. W 1850 roku Związek Niemiecki zamieszkiwało tyle osób, co Francję, ale dysponował on znacznie mniejszym potencjałem przemysłowym. W 1871 roku zjednoczone cesarstwo niemieckie miało już nieco więcej mieszkańców niż Francja, a w dziedzinie przemysłu uzyskało ogromną przewagę. Ponieważ w tamtym czasie siły polityczna i wojskowa w coraz większym stopniu miały już zależeć od potencjału przemysłowego oraz wydajności i innowacyjności technologicznej, polityczne konsekwencje rozwoju przemysłowego zaczęły odgrywać rolę poważniejszą niż kiedykolwiek wcześniej. Wojny toczone w latach 60. XIX wieku są tego dobrą ilustracją (zob. rozdział 4). Od tej pory żadne państwo nie mogło szczycić się przynależnością do klubu "mocarstw", nie mając rozwiniętej produkcji przemysłowej.
Typowymi wytworami epoki były żelazo i węgiel, a jej najbardziej spektakularny symbol - koleje - łączył w sobie jedno i drugie. Branża tekstylna, najbardziej typowy produkt pierwszej fazy uprzemysłowienia, rozwijała się słabiej. Konsumpcja bawełny w latach 50. XIX wieku była w przybliżeniu o 60 procent wyższa niż dekadę wcześniej; w latach 60. utrzymywała się na mniej więcej niezmienionym poziomie (z powodu zakłóceń w branży wywołanych wojną secesyjną w Stanach Zjednoczonych), a w latach 70. wzrosła w przybliżeniu o 50 procent. Produkcja wyrobów wełnianych w latach 70. wynosiła dwukrotność tego, co w latach 40. Jednak produkcja węgla i surówki wzrosła pięciokrotnie, a po raz pierwszy możliwa stała się masowa produkcja stali. W owej epoce innowacje technologiczne w hutnictwie istotnie odegrały rolę analogiczną do tej, jaką w poprzednim okresie miały innowacje w branży tekstylnej. Na kontynencie węgiel (poza Belgią, gdzie stosowano go już od dawna) w latach 50. stał się głównym paliwem przy wytapianiu, wypierając węgiel drzewny. Wszędzie nowe rozwiązania techniczne - konwertor Bessemera (1856), piec Siemensa--Martina (1864) - umożliwiały niedrogą produkcję stali, która ostatecznie niemal wyparła żelazo zgrzewne. Jednak jej znaczenie pozostawało sprawą przyszłości. W 1870 roku tylko 15 procent gotowego żelaza wytwarzanego w Niemczech i mniej niż 10 procent w Wielkiej Brytanii przerabiano na stal. Interesujący nas okres nie był jeszcze epoką stali, nawet w odniesieniu do urządzeń zbrojeniowych, dzięki którym nowy materiał zyskał istotny impuls rozwojowy. Była to era żelaza.
Niemniej jednak, choć stal umożliwiła rewolucję technologiczną w późniejszym czasie, nowy "przemysł ciężki" trudno uznać za szczególnie rewolucyjny, może poza kwestią skali produkcji. W perspektywie globalnej rewolucja przemysłowa aż do lat 70. XIX wieku wciąż toczyła się dzięki wynalazkom upowszechnionym między rokiem 1760 a 1840. Jednakże w połowie stulecia nastąpił rozwój dwóch nowych branż, opartych na znacznie bardziej rewolucyjnej technologii: chemicznej oraz (w powiązaniu z komunikacją) elektrycznej.
Z nielicznymi wyjątkami najważniejsze wynalazki techniczne pierwszej fazy uprzemysłowienia nie wymagały nazbyt zaawansowanej wiedzy naukowej. W zasadzie, i szczęśliwie dla Wielkiej Brytanii, były one w zasięgu możliwości doświadczonych praktyków o otwartych umysłach, takich jak George Stephenson, wybitny twórca kolei. Od połowy stulecia wyglądało to już inaczej. Telegrafia była ściśle powiązana z nauką akademicką, za sprawą takich ludzi, jak Charles Wheatstone (1802-1875) z Londynu i William Thomson (lord Kelvin, 1824-1907) z Glasgow. Produkcja sztucznych barwników, będąca triumfem masowej syntezy chemicznej (choć jej pierwsze osiągnięcie - kolor fiołkowo-różowy - nie należy do powszechnie cenionych dokonań estetycznych), najpierw ruszyła w laboratoriach, a dopiero później w fabrykach. Podobnie było z materiałami wybuchowymi i fotografią. Co najmniej jedna ważna innowacja w przemyśle stalowym pochodziła z kręgów akademickich - "podstawowy" proces Gilchrista Thomasa46. Powieści Juliusza Verne'a (1828-1905) są świadectwem tego, że osoba profesora zyskała w przemyśle dużo większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej: czyż francuscy producenci wina nie zwrócili się do wielkiego Ludwika Pasteura (1822-1895) po pomoc w rozwiązaniu pewnego trudnego problemu (zob. s. 372)? Co więcej, laboratorium badawcze stało się teraz integralną częścią rozwoju przemysłowego. W Europie laboratoria pozostawały związane z uniwersytetami lub podobnymi instytucjami - jak pracownia Ernsta Abbe w Jenie, która z czasem przekształciła się w zakłady Zeissa - jednak w Stanach Zjednoczonych istniały już laboratoria czysto komercyjne, które pojawiły się wraz z firmami telegraficznymi. Wkrótce miał je rozsławić Thomas Alva Edison (1847-1931).
Ważną konsekwencją przenikania badań naukowych do przemysłu było dostrzeżenie znaczenia systemu oświaty dla rozwoju przemysłu. Wielka Brytania i Belgia - kraje będące pionierami pierwszej fazy uprzemysłowienia - nie należały do społeczeństw o najwyższych wskaźnikach alfabetyzacji, a ich systemom kształcenia technicznego i wyższego (poza szkołami w Szkocji) daleko było do ideału. Od teraz jednak stało się prawie niemożliwością, aby kraj pozbawiony tak oświaty masowej, jak i odpowiednich instytucji szkolnictwa wyższego mógł się stać "nowoczesną" gospodarką. Za to kraje ubogie i zapóźnione, ale dysponujące dobrym systemem edukacji, łatwiej weszły w fazę rozwoju, czego dowodzi przykład Szwecji47.
Oczywista jest praktyczna wartość solidnej elementarnej edukacji dla rozwoju naukowych technologii, zarówno w sferze gospodarczej, jak i wojskowej. Niemałe znaczenie dla łatwego zwycięstwa Prus nad Francją w wojnie z lat 1870-1871 miał zdecydowanie wyższy poziom zdolności czytania i pisania wśród żołnierzy pruskich. Jednocześnie jednak tym, czego potrzebował rozwój gospodarczy na wyższym poziomie, były nie tyle oryginalność i erudycja naukowa (można było je zapożyczyć), ile zdolność do opanowania nauki i jej odpowiedniego wykorzystania: chodziło bardziej o "rozwój" niż o badania. Uniwersytety i akademie techniczne w Stanach Zjednoczonych, niedorównujące takim ośrodkom, jak choćby Cambridge czy Ecole Polytechnique w Palaiseau, miały przewagę ekonomiczną nad uczelniami brytyjskimi dzięki temu, że zapewniały systematyczne kształcenie inżynierów, które wówczas jeszcze nie istniało w Wielkiej Brytanii48. Miały też przewagę nad placówkami francuskimi, ponieważ masowo kształciły inżynierów na wystarczającym poziomie zamiast nielicznych erudytów o nadzwyczajnej inteligencji. W tej dziedzinie Niemcy opierali się nie tyle na swych uniwersytetach, ile na doskonałych szkołach średnich, a w latach 50. XIX wieku zapoczątkowali koncepcję Realschule - ukierunkowanej technicznie nieklasycznej szkoły średniej. Gdy w 1867 roku tak "wykształconych" przemysłowców z Nadrenii poproszono o wsparcie uroczystości z okazji pięćdziesiątej rocznicy założenia uniwersytetu w Bonn, z czternastu miast przemysłowych odmówiły wszystkie prócz jednego, ponieważ "wybitni miejscowi przemysłowcy nie pobierali edukacji akademickiej [wissenschaftlich - przyp. E.J.H.] na uniwersytetach ani nie zapewnili jej dotychczas swym synom"49.
Jednak rozwój technologiczny bazował na badaniach naukowych i zadziwiające jest, jak szybko innowacje dokonywane przez względnie niewielu pionierów nauki - o ile kierowali się oni względami praktycznymi - wchodziły w powszechny obieg. Nowe surowce, często dostępne tylko poza Europą, nabrały zatem znaczenia, które stało się wyraźnie widoczne dopiero w późniejszym okresie epoki imperializmu50. Na przykład ropa już wcześniej zwróciła uwagę pomysłowych Jankesów jako dogodne paliwo do lamp, teraz jednak zyskiwała nowe zastosowania w procesach chemicznych. W 1859 roku wytworzono zaledwie 2 tysiące baryłek, ale do roku 1874 zdołano wyprodukować już prawie 11 milionów baryłek (głównie w Pensylwanii i Nowym Jorku), co pozwoliło Johnowi D. Rockefellerowi (1839-1937) zapanować nad nową gałęzią przemysłu dzięki kontroli transportu przez Standard Oil Company.
Znaczenie tych innowacji widać z perspektywy czasu, jednak początkowo nie jawiły się jako szczególnie istotne. Ostatecznie przecież jeszcze pod koniec lat 60. XIX wieku pewien ekspert wciąż twierdził, że jedyne metale, które mają przed sobą przyszłość w gospodarce, to te znane ludzkości od zarania dziejów: żelazo, miedź, cyna, ołów, rtęć, złoto i srebro. W jego opinii mangan, nikiel, kobalt i aluminium "nie odegrają, jak się wydaje, tak doniosłej roli, jak ich poprzednicy"51. Wzrost importu kauczuku do Wielkiej Brytanii z 7,6 tysiąca cetnarów52 w 1850 roku do 159 tysięcy cetnarów w 1876 roku był wprawdzie wyraźny, ale ilość tego materiału pozostawała raczej niewielka, i to nawet według późniejszych o dwie dekady kryteriów. Materiał ten - wciąż pozyskiwany głównie z dzikich roślin z Ameryki Południowej - stosowano wtedy głównie do wyrobu odzieży wodoodpornej i gumy. W 1876 roku działało dokładnie 200 telefonów w Europie i 380 w Stanach Zjednoczonych, a na wiedeńskiej wystawie światowej pompa o napędzie elektrycznym była niezwykłą nowością. Patrząc wstecz, widzimy, że przełom był całkiem blisko: świat znajdował się u progu epoki energii elektrycznej i żarówki, stali i stopów stali szybkotnącej, telefonu i fonografu, turbin i silnika o spalaniu wewnętrznym. Jednak w połowie lat 70. XIX wieku jeszcze do tej epoki nie należał.
Główna innowacja przemysłowa, inna niż wspomniane wynalazki z dziedzin powiązanych z nauką, polegała prawdopodobnie na masowej produkcji maszyn konstruowanych zasadniczo metodami rzemieślniczymi, tak jak to się wciąż odbywało przy budowie lokomotyw czy statków. Większość nowatorskich rozwiązań w zakresie masowej inżynierii produkcji pochodziła ze Stanów Zjednoczonych, gdzie wynaleziono rewolwer colt, karabin winchester, uruchomiono masową produkcję zegarów i maszyn do szycia, a także (za sprawą rzeźni w Cincinnati i Chicago w latach 60. XIX wieku) nowoczesną linię produkcyjną, to znaczy mechaniczne przenoszenie wytwarzanego obiektu od jednego stadium obróbki do kolejnego. Istota urządzeń produkowanych maszynowo (co oznaczało rozwój nowoczesnych urządzeń automatycznych lub półautomatycznych) polegała na tym, że miały one być dostarczane w znacznie bardziej masowej skali niż inne urządzenia, to znaczy do indywidualnych odbiorców, a nie do firm czy instytucji. W 1875 roku na całym świecie było może 62 tysiące lokomotyw. Czymże jednak była ta liczba w porównaniu z 400 tysiącami zegarów mosiężnych wyprodukowanych w Stanach Zjednoczonych w ciągu zaledwie jednego roku (1855) czy karabinami potrzebnymi do uzbrojenia trzech milionów żołnierzy walczących tak po stronie Unii, jak i Konfederacji w wojnie secesyjnej w latach 1861-1865? Dlatego najczęściej masowo wytwarzano te produkty, które mogły być używane przez wielu drobnych wytwórców, jak farmerzy czy szwaczki (maszyna do szycia), w biurach (maszyna do pisania), jako dobra konsumpcyjne (na przykład zegarki), ale przede wszystkim dotyczyło to lekkiej broni palnej i amunicji dla wojska. Produkty te wciąż były poniekąd niszowe i nietypowe. Obawiali się ich błyskotliwi Europejczycy, gdyż już w latach 60. XIX wieku dostrzegli technologiczną wyższość Stanów Zjednoczonych w obszarze produkcji masowej, jednak nie zauważali ich jeszcze "praktycy", którym wydawało się, że Amerykanie nie będą się zajmować obmyślaniem maszyn do produkcji artykułów o mniejszym znaczeniu, skoro mają dostęp do wielu wykwalifikowanych i wszechstronnych rzemieślników z Europy. Zresztą, czyż pewien francuski polityk w pierwszej dekadzie XX wieku nie stwierdził, że choć Francja może pozostawać w tyle za innymi krajami pod względem produkcji dóbr masowych, to jednak osiągnie więcej niż dotychczas w branży, w której pomysłowość i fach odgrywały kluczową rolę: w produkcji samochodów?
IV
Biznesmeni rozglądający się dookoła świata na początku lat 70. XIX wieku mogli zatem tryskać pewnością siebie czy wręcz samozadowoleniem. Ale czy były ku temu podstawy? Choć potężna ekspansja światowej gospodarki - teraz mocno opartej na uprzemysłowieniu w kilku krajach oraz na gęstych i prawdziwie globalnych przepływach towarów, kapitału i ludzi - trwała, a nawet nabierała przyspieszenia, to jednak przestał działać szczególny zastrzyk energii zaaplikowany w latach 40. Nowy świat otwarty dla kapitalistów wciąż się rozwijał, ale nie był to już świat całkowicie n o w y. (Gdy tylko ich produkty, jak pszenica z amerykańskich prerii i pamp czy rosyjskich stepów, zaczęły napływać do krajów starego świata, jak w latach 70. i 80. XIX wieku, spowodowały zakłócenia i destabilizację w rolnictwie zarówno starych, jak i nowych krajów.) Budowa linii kolejowych na świecie trwała całe pokolenie. Jednak co by się stało, gdyby budowa ta nie musiała mieć tak szerokiego zasięgu, ponieważ większość połączeń była już gotowa? Wystarczająco duży wydawał się technologiczny potencjał pierwszej rewolucji przemysłowej - brytyjskiej, skoncentrowanej wokół bawełny, węgla, żelaza i silników parowych. Przed 1848 rokiem w zasadzie prawie wcale nie rozwijano go poza Wielką Brytanią, a i w tym kraju jedynie częściowo. Pokoleniu, które przystąpiło do pełniejszego wykorzystania tego potencjału, można wybaczyć przekonanie o jego nieskończoności. Jednak nie był on niewyczerpany i już w latach 70. XIX wieku dostrzeżono ograniczenia tego rodzaju technologii. Co by się stało, gdyby ten potencjał uległ wyczerpaniu?
Gdy świat wchodził w dekadę lat 70. XIX stulecia, takie ponure refleksje wydawały się niedorzeczne. To prawda, że proces rozwoju, jak wszyscy już wtedy widzieli, miał osobliwie katastroficzne oblicze. Po latach niebotycznych zwyżek koniunktury następowały ostre, niekiedy dramatyczne i coraz bardziej globalne załamania, które kończyły się wraz ze spadkiem cen do poziomu umożliwiającego wyczerpanie się nasyconych rynków i oczyszczenie ich z upadłych przedsiębiorstw, po czym biznesmeni zaczynali inwestować i rozwijać produkcję w ramach nowego cyklu. To w 1860 roku, po pierwszym z prawdziwie światowych kryzysów (zob. s. 98-99), światły francuski lekarz i ekonomista uniwersytecki Clément Juglar (1819-1905) rozpoznał i zbadał okresowość tego "cyklu koniunkturalnego", dotychczas dostrzeganego głównie przez socjalistów i innych heterodoksyjnych obserwatorów. A jednak owe zakłócenia procesu ekspansji, choć dramatyczne, miały wyłącznie okresowy charakter. Euforia gospodarcza wśród przedsiębiorców nigdy nie była tak wielka jak na początku lat 70. XIX wieku, w okresie Gründerjahre (epoce zakładania firm) w Niemczech - czasie, gdy nawet najbardziej absurdalne i ewidentnie oszukańcze prospekty emisyjne firm były haczykiem na chcących zarobić nieograniczone i łatwe pieniądze. W owych dniach, jak ujął to wiedeński dziennikarz, "formy powstawały, aby nieść zorzę polarną rurociągiem do placu św. Szczepana i zbić krocie na sprzedaży naszej pasty do butów tubylcom z wysp Pacyfiku"53.
I wtedy nastąpił krach. Nawet jak na standardy epoki, która patrzyła na boom gospodarczy z nadmiernym zachwytem i zawyżając wskaźniki, kryzys był dramatyczny: zbankrutowało 21 tysięcy mil amerykańskich linii kolejowych, wartość akcji w Niemczech spadła o jakieś 60 procent w okresie między szczytem boomu a rokiem 1877, a - bardziej w temacie - w głównych krajach produkujących żelazo wygaszono prawie połowę pieców hutniczych. Napływ imigrantów do Nowego Świata zmniejszył się do rozmiarów niewielkiego strumienia. Każdego roku w latach 1865-1873 do portu w Nowym Jorku przybywało znacznie ponad 200 tysięcy ludzi, a już w 1877 roku było ich tylko 63 tysiące. Jednak w odróżnieniu od wcześniejszych kryzysów w ramach wielkiej długofalowej koniunktury, ten wydawał się nie mieć końca. Jeszcze w 1889 roku autor niemieckiego studium prezentowanego jako "wprowadzenie do studiów ekonomicznych dla urzędników i przedsiębiorców" zauważał, że "od czasu krachu na giełdzie w 1873 roku [...] słowo "kryzys" przez cały czas, z krótkimi przerwami, pozostaje w umysłach wszystkich"54. Napisano to w Niemczech - kraju, którego wzrost gospodarczy w tym okresie utrzymywał się na dość spektakularnym poziomie. Historycy podają w wątpliwość istnienie "Wielkiego Kryzysu" w latach 1873-1896, i oczywiście nie miał on tak dramatycznego charakteru, jak depresja z lat 1929-1934, gdy światowa gospodarka kapitalistyczna zbliżała się ku końcowi. Jednakże dziewiętnastowieczni obserwatorzy nie mieli wątpliwości, że po wielkim boomie nadszedł wielki kryzys.
Nowa epoka w dziejach politycznych i gospodarczych rozpoczyna się kryzysem z lat 70. XIX wieku. Wykracza poza ramy niniejszego tomu, choć możemy nadmienić, że podkopała lub zniszczyła podstawy liberalizmu z połowy XIX stulecia, który jawił się jako silnie zakorzeniona doktryna. Okres od końca lat 40. do połowy lat 70. XIX wieku okazał się nie tyle - jak wówczas wierzono - modelem wzrostu gospodarczego, rozwoju politycznego, postępu intelektualnego i osiągnięć kulturalnych, które miały trwać, oczywiście po odpowiednich modyfikacjach, po wsze czasy, ile raczej szczególnego rodzaju interludium. Jednak osiągnięcia tej epoki były mimo wszystko imponujące. W okresie tym kapitalizm przemysłowy stał się gospodarką prawdziwie światową, a kula ziemska z konstruktu geograficznego przeobraziła się w trwałą, żywą rzeczywistość. Od tego momentu historia miała już wymiar światowy.
Dzięki szybkiemu doskonaleniu wszystkich narzędzi produkcji, dzięki niezwykłemu ułatwieniu komunikacji burżuazja wciąga w nurt cywilizacji wszystkie, nawet najbardziej barbarzyńskie narody. [...] Słowem, stwarza sobie świat na obraz i podobieństwo swoje.
Karol Marks i Fryderyk Engels, 184855
Widząc, jak handel, oświata oraz szybkie przeobrażenia ducha i materii przez telegraf i parę zmieniają wszystko, wierzę raczej, że wielki Stwórca przygotowuje świat na to, aby stał się jedną nacją, mówiącą jednym językiem, a ziszczenie się tego sprawi, że armie i floty wojenne nie będą już więcej potrzebne.
Prezydent Ulysses Simpson Grant, 187356
- Posłuchaj, czego on tam nie nagadał: mieszkać mam gdzieś w górach, jechać mam do Egiptu albo do Ameryki...
- Cóż takiego? - rzekł spokojnie Sztolc. - W Egipcie będziesz za dwa tygodnie, w Ameryce za trzy.
- [...] Któż jeździ do Ameryki i Egiptu! Anglicy, bo tak ich już Pan Bóg stworzył; zresztą w swoim kraju nie mają gdzie mieszkać. A od nas kto pojedzie? Chyba wariat jaki, któremu życie obrzydło.
Iwan Gonczarow, 185957
ROZDZIAŁ 3ŚWIAT UJEDNOLICONY
I
Pisząc "historię powszechną" epok wcześniejszych, w istocie dodajemy do siebie dzieje różnych części świata, które jednak - o ile zamieszkujący je ludzie cokolwiek wiedzieli o sobie nawzajem - miały ze sobą jedynie znikomy i powierzchowny kontakt; działo się tak do czasu, gdy mieszkańcy jednego regionu podbili lub skolonizowali inny obszar, tak jak zrobili to Europejczycy w obu Amerykach. Bez problemu można napisać wcześniejsze dzieje Afryki, jedynie incydentalnie wspominając o historii Dalekiego Wschodu czy o Europie (chyba że w kontekście zachodniego wybrzeża i Przylądka Dobrej Nadziei), choć nie bez częstych odniesień do świata islamu. To, co działo się w Chinach aż do XVIII wieku, nie miało znaczenia dla politycznych władców Europy, pomijając Rosję i określone grupy europejskich kupców; to, co działo się w Japonii, nie było bezpośrednio znane nikomu oprócz garstki kupców holenderskich, którzy mieli kontakty w tym kraju od XVI wieku do połowy XIX wieku. Z kolei Europa była dla Niebiańskiego Imperium zaledwie regionem odległych barbarzyńców, szczęśliwie znajdujących się na tyle daleko, że nie było konieczne określanie stopnia ich poddaństwa wobec cesarza, choć urzędnicy odpowiedzialni za niektóre porty musieli zmierzyć się z kilkoma kwestiami natury administracyjnej. Podobnie zresztą nawet w regionach o większej intensywności kontaktów wiele spraw można było pominąć bez narażania się na trudności. Dla kogo bowiem w Europie Zachodniej - kupców czy rządzących - miało jakiekolwiek znaczenie to, co działo się w górach i dolinach Macedonii? Gdyby Libię w całości pochłonęła katastrofa naturalna, czy miałoby to realne konsekwencje dla kogokolwiek, włączając w to imperium osmańskie, którego Libia formalnie była częścią, oraz kupców lewantyńskich z różnych krajów?
Brak powiązań różnych części świata nie wynikał jedynie z niewiedzy, choć poza granicami danego regionu, a często także w ich obrębie, nieznajomość "interioru" wciąż była duża. Jeszcze w 1848 roku znaczne fragmenty różnych kontynentów oznaczano na biało nawet na najlepszych mapach europejskich - dotyczyło to zwłaszcza części Afryki, Azji Środkowej, terenów wewnątrz Ameryki Południowej, niektórych terenów Ameryki Północnej i Australii, nie mówiąc już o niemal zupełnie niezbadanych obszarach Arktyki i Antarktydy. Mapy sporządzone przez innych kartografów ujawniłyby z pewnością jeszcze większe obszary nieznanych lądów. Nawet jeśli urzędnicy chińscy czy niepiśmienni myśliwi, kupcy i koloniści (coureurs-de-bois58) z różnych kontynentów wiedzieli znacznie więcej niż Europejczycy o konkretnych terenach - mniejszych lub bardziej rozległych - to ich ogólna wiedza geograficzna była dużo skromniejsza. W każdym razie proste połączenie wszystkiego, co poszczególni znawcy wiedzieli o świecie, okazałoby się zabiegiem czysto akademickim. Wiedza taka nie była powszechnie dostępna: w istocie, nawet w sensie wiedzy geograficznej, nie istniało coś takiego, jak j e d e n świat.
Niewiedza była nie tyle przyczyną braku jedności świata, ile jego symptomem. Zdradzała ona zarówno brak lub zaledwie szczątkową postać stosunków dyplomatycznych, politycznych i administracyjnych59, jak i słabe kontakty gospodarcze. To prawda, że od dawna rozwijał się "rynek światowy", jako istotny warunek i cecha społeczeństwa kapitalistycznego. Wartość handlu międzynarodowego60 wzrosła ponad dwukrotnie w latach 1720-1780. W okresie podwójnej rewolucji61 (1780-1840) wartość handlu wzrosła ponad trzykrotnie, choć nawet ta wyraźna zmiana nie była duża jak na standardy interesującego nas okresu. Do 1870 roku wartość handlu zagranicznego w przeliczeniu na obywatela Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Austrii czy krajów skandynawskich wynosiła od czterech do pięciu razy więcej niż w 1830 roku, w Holandii i Belgii było to w przybliżeniu trzy razy więcej, zaś w przeliczeniu na obywatela Stanów Zjednoczonych - kraju, dla którego handel zagraniczny miał śladowe znaczenie - znacznie ponad dwa razy więcej. W latach 70. XIX wieku wymiana towarów przewożonych drogą morską między największymi krajami osiągnęła 88 milionów ton rocznie, podczas gdy w 1840 roku zaledwie 20 milionów. Było w tym 31 milionów ton węgla (1,4 miliona ton w 1840 roku), 11,2 miliona ton zboża (w 1840 roku mniej niż 2 miliony ton), 6 milionów ton żelaza (1 milion ton w 1840 roku), a także - co można potraktować jako zwiastun XX stulecia - 1,4 miliona ton ropy naftowej, w 1840 roku jeszcze nieobecnej w handlu międzynarodowym.
Spróbujmy bardziej precyzyjnie pokazać zagęszczenie sieci wymiany gospodarczej pomiędzy odległymi od siebie częściami świata. Od 1848 roku wartość brytyjskiego eksportu do Turcji i na Bliski Wschód wzrosła (w funtach) z 3,5 miliona do 41 milionów (1875); do Ameryki Środkowej i Południowej - z 6 milionów do 25 milionów (1872); do Indii - z około 5 milionów do 24 milionów (1875); do Australazji - z 1,5 miliona do blisko 20 milionów (1875). Innymi słowy, w ciągu mniej więcej 35 lat wartość wymiany między najbardziej uprzemysłowioną gospodarką a najdalszymi lub zapóźnionymi regionami świata wzrosła mniej więcej sześciokrotnie. Oczywiście nawet te dane nie robią wrażenia w naszych czasach, jednak wielkość ówczesnego handlu przerosła wszelkie wcześniejsze wyobrażenia. Sieć łącząca różne regiony świata stawała się wyraźnie coraz gęstsza.
Złożoną kwestią jest ustalenie, w jaki sposób ciągły proces eksploracji, dzięki któremu stopniowo wypełniano białe plamy na mapach, wiązał się z rozwojem rynku światowego. Odkrycia wynikały po części ze specyfiki prowadzonej polityki zagranicznej, po części z misjonarskiego entuzjazmu, niekiedy z naukowej dociekliwości, a pod koniec interesującego nas okresu wiązały się także z działalnością dziennikarską i wydawniczą. Jednak ani John Richardson (1787-1865), Heinrich Barth (1821-1865) i Adolf Overweg (1822-1852), wysłani w 1849 roku przez brytyjskie Biuro Spraw Zagranicznych na wyprawę badawczą do Afryki Środkowej, ani słynny David Livingstone (1813-1873), który między rokiem 1840 a 1873 jako kalwiński misjonarz przemierzył serce kontynentu wciąż wówczas określanego mianem "Czarnego Lądu", ani (tym bardziej!) Henry Morton Stanley (1841-1904), dziennikarz "New York Herald", który wyruszył na poszukiwanie zaginionego Livingstone'a, ani też Samuel White Baker (1821-1893) i John Hanning Speke (1827-1864), których zainteresowania były czysto geograficzne lub podróżnicze - żaden z nich nie był nieświadomy ekonomicznego wymiaru swoich wypraw. Jak ujął to francuski monsignore o zacięciu misjonarskim:
Dobry Bóg nie potrzebuje człowieka, a głoszenie Słowa Bożego odbywa się bez ludzkiej pomocy; jednak przydałoby europejskiemu handlowi chwały, gdyby pomógł usunąć przeszkody stojące na drodze ewangelizacji.62
Odkrywać znaczyło nie tylko poznawać, ale też wspierać rozwój, przyciągać to, co nieznane, a więc z definicji zacofane i barbarzyńskie, ku światłu cywilizacji i postępu; ubierać niemoralność dzikiej nagości w koszule i spodnie, które łaskawa opatrzność produkowała w Bolton i Roubaix; oferować towary z Birmingham, które nieuchronnie niosły ze sobą cywilizację.
Ci, których nazywamy "odkrywcami" z połowy XIX wieku, byli po prostu dobrze opisaną, choć nieznaczącą pod względem ilościowym podgrupą dużo większej kategorii ludzi, którzy otworzyli przed światem obszary wiedzy. Znajdowali się wśród nich podróżujący do miejsc, gdzie rozwój gospodarczy i możliwości generowania zysków były jeszcze zbyt skromne, aby móc zastąpić "odkrywcę" (europejskim) handlowcem, poszukiwaczem złóż surowców naturalnych, geodetą, budowniczym linii kolejowych i telegraficznych, a w końcu, jeśli klimat okazywał się sprzyjający - białym osadnikiem. "Odkrywcy" zdominowali kartografię afrykańskiego interioru, ponieważ Zachód nie widział tam wyraźnych zasobów ekonomicznych od czasu zniesienia atlantyckiego handlu niewolnikami do momentu, z jednej strony, odkrycia kamieni i metali szlachetnych (na południu), z drugiej zaś dostrzeżenia ekonomicznej wartości pewnych podstawowych produktów, których uprawa lub zbiory - ponieważ nie znano jeszcze syntetycznych metod produkcji - mogły się odbywać tylko w warunkach tropikalnych. Aż do lat 70. XIX wieku żaden z tych obszarów działalności nie miał wielkiego znaczenia ani nawet nie zanosiło się, że będzie je mieć w przyszłości, choć już wtedy przeczuwano, że tak duży i niewykorzystany kontynent prędzej czy później powinien stać się źródłem bogactwa i zysku. (W końcu brytyjski eksport do Afryki Subsaharyjskiej wzrósł przecież z około 1,5 miliona funtów pod koniec lat 40. XIX wieku do około 5 milionów funtów w 1871 roku. W latach 70. XIX stulecia wartość tego eksportu się podwoiła, by na początku lat 80. osiągnąć 10 milionów funtów. Trudno więc określić tę sytuację inaczej niż jako obiecującą.) "Odkrywcy" odegrali główną rolę również w otwarciu Australii, ponieważ aż do połowy XX wieku ogromne pustynne wnętrze kontynentu nie zdradzało oznak występowania zasobów nadających się do eksploatacji. Jednocześnie "odkrywcy" przestali zajmować się oceanami, z wyjątkiem Oceanu Arktycznego (Antarktyda w omawianym okresie pozostawała poza zainteresowaniami badaczy)63. Jednakże potężny rozwój transportu morskiego, a przede wszystkim instalacja podmorskich kabli, wiązały się z wieloma działaniami, które trafnie można nazwać odkryciami.
Wiedza o świecie w 1875 roku była zatem dużo większa niż kiedykolwiek wcześniej. W wielu krajach rozwiniętych pojawiły się nawet szczegółowe mapy poszczególnych państw (tworzone głównie dla celów wojskowych): w 1862 roku pionierskie przedsięwzięcie wydawnicze tego rodzaju ukończyła agencja Ordnance Survey64, publikując mapy Anglii (choć jeszcze nie Szkocji czy Irlandii). Jednak, co było ważniejsze niż czysta wiedza, odległe od siebie części świata zaczynały zyskiwać połączenie dzięki środkom komunikacji niemającym precedensu pod względem regularności, zdolności przewozu znacznych ilości towarów i dużej liczby ludzi, a przede wszystkim pod względem szybkości: mowa o kolejach, statkach parowych i telegrafie.
Do roku 1872 osiągnęły one sukces odnotowany przez Juliusza Verne'a: możliwość odbycia podróży dookoła świata w 80 dni, nawet uwzględniając liczne utrudnienia, które spotkały nieugiętego Fileasa Fogga. Czytelnicy mogą pamiętać trasę tego opanowanego podróżnika. Przemierzył on Europę z Londynu do Brindisi, parowcem przez Kanał La Manche oraz koleją, następnie statkiem przez nowo otwarty Kanał Sueski (około siedmiu dni). Podróż morska z Suezu do Bombaju zajęła mu 13 dni. Przejazd koleją z Bombaju do Kalkuty miał trwać trzy dni, o ile linia byłaby w pełni ukończona. Kolejny długi odcinek drogą morską do Hongkongu, Jokohamy i przez Ocean Spokojny do San Francisco zajął 41 dni. Jednak ponieważ trasa kolejowa przez kontynent amerykański została ukończona w 1869 roku, już tylko nie w pełni kontrolowane niebezpieczeństwa Dzikiego Zachodu - stada bizonów, Indianie itd. - mogły przeszkodzić podróżnikowi i zakłócić przejazd do Nowego Jorku, który trwał normalnie siedem dni. Końcówka trasy - rejs przez Atlantyk do Liverpoolu oraz podróż pociągiem do Londynu - nie sprawiłaby żadnej trudności, pomijając literacką inwencję autora na potrzeby budowania napięcia w powieści. Niedługo po wydaniu książki przedsiębiorczy amerykański agent biura podróży naprawdę oferował podobną podróż dookoła świata.
Ile czasu potrzebowałby Fogg na przemierzenie tej trasy w 1848 roku? Podróż musiałaby prawie w całości odbywać się drogą morską, gdyż nie było jeszcze transkontynentalnych linii kolejowych. Nie było ich praktycznie nigdzie na świecie poza Stanami Zjednoczonymi, a i tam odcinki prowadzące w głąb kontynentu mierzyły na ogół nie więcej niż 200 mil. Najszybsze żaglowce, słynne klipry herbaciane, około 1870 roku, czyli u szczytu swych możliwości technicznych, zwykle potrzebowały średnio 110 dni, aby przebyć trasę do Kantonu. Nie było to możliwe w czasie krótszym niż 90 dni, a zdarzały się też rejsy trwające 150 dni. Ciężko sobie wyobrazić morską podróż dookoła świata w 1848 roku, która trwałaby - pomijając nadzwyczaj sprzyjające okoliczności - krócej niż 11 miesięcy, nie licząc czasu spędzonego w portach, czyli mniej więcej cztery razy dłużej niż zajęło to Fileasowi Foggowi.
Skrócenie czasu rejsów transatlantyckich należy uznać za nieznaczny postęp, głównie z powodu braku udoskonaleń pozwalających na uzyskanie większych szybkości na morzu. Przeciętny czas trwania podróży parowcem z Liverpoolu do Nowego Jorku w 1851 roku wynosił od 11 do 12,5 dnia. W 1873 roku rejsy te zajmowały zasadniczo tyle samo czasu, aczkolwiek firma White Star Line chwaliła się skróceniem podróży do 10 dni65. Z wyjątkiem tych odcinków, gdzie droga morska uległa skróceniu - na przykład dzięki otwarciu Kanału Sueskiego - Fogg nie dałby rady odbyć rejsu w czasie krótszym niż podróżnicy z 1848 roku. Prawdziwe zmiany zaszły w transporcie lądowym - dzięki kolei, a i tu nie tyle za sprawą usprawnień technicznych i większej szybkości parowozów, ile dzięki znaczącej rozbudowie linii kolejowych. To prawda, że w 1848 roku pociągi generalnie poruszały się wolniej niż w latach 70. XIX wieku, choć już wtedy trasa z Londynu do Holyhead trwała 8,5 godziny, czyli o 3,5 godziny dłużej niż w 1974 roku. (Jednakże około roku 1865 sir William Wilde - ojciec Oscara i znany wędkarz - mógł zasugerować swym londyńskim czytelnikom odbycie weekendowego wypadu wędkarskiego do Connemary, co dziś byłoby niemożliwe pociągiem i statkiem w tak krótkim czasie; jedyne wyjście to skorzystanie z samolotu.) Parowozy skonstruowane w latach 30. XIX wieku były niezwykle wydajnym środkiem lokomocji. Jednak w 1848 roku poza Anglią nie istniała jeszcze sieć kolejowa.
II
W okresie, którego dotyczy niniejsza książka, wybudowano taką dalekobieżną sieć kolejową niemal wszędzie w Europie, Stanach Zjednoczonych, a nawet w kilku innych częściach świata. Poniższe tabele mówią same za siebie - pierwsza prezentuje ogólny obraz, druga ukazuje nieco więcej szczegółów. W 1845 roku poza Europą jedynym "nierozwiniętym" krajem, który posiadał choćby jedną milę linii kolejowej, była Kuba. W 1855 roku linie istniały już na wszystkich pięciu kontynentach, aczkolwiek te w Ameryce Południowej (Brazylia, Chile, Peru) i Australii były jeszcze słabo rozwinięte. Do roku 1865 swoich pierwszych kolei dorobiły się Nowa Zelandia, Algieria, Meksyk i Afryka Południowa, podczas gdy Brazylia, Argentyna, Peru i Egipt do roku 1875 miały mniej więcej po tysiąc mil torów; pierwsze linie zbudowały też Cejlon, Jawa, Japonia, a nawet odległe Tahiti. Jednocześnie do roku 1875 na świecie powstały 62 tysiące lokomotyw, 112 tysięcy wagonów osobowych i blisko pół miliona towarowych, które przewiozły, jak szacowano, 1,371 miliarda pasażerów i 715 milionów ton towarów - mniej więcej dziewięciokrotnie więcej niż w tej samej dekadzie przewożono każdego roku (przeciętnie) drogą morską. Trzecie dwudziestopięciolecie XIX wieku było pod względem ilościowym pierwszą prawdziwą epoką kolei.
W serii dotychczas ukazały się:
ANDRZEJ FRISZKE Adam Ciołkosz. Portret polskiego socjalisty - Państwo czy rewolucja. Polscy komuniści a odbudowanie państwa polskiego 1892-1920 - Czekanie na rewolucję. Komuniści w II RP 1921-1926
BORYS KAGARLICKI Imperium na peryferiach. Rosja i system światowy
MARCI SHORE Nowoczesność jako źródło cierpień
TONY JUDT Historia niedokończona. Francuscy intelektualiści 1944-1956 - Brzemię odpowiedzialności. Blum, Camus, Aron, i francuski wiek dwudziesty
ADAM LESZCZYŃSKI Skok w nowoczesność. Polityka wzrostu w krajach peryferyjnych 1943-1980 - Ochronić pańszczyznę
ERIC HOBSBAWM Jak zmienić świat. Marks i marksizm 1840-2011 - Wiek rewolucji. 1789-1848 - Wiek kapitału. 1848-1875 - Wiek imperium. 1875-1914 - Wiek skrajności. Spojrzenie na krótkie XX stulecie - O nacjonalizmie
ANDRZEJ LEDER Prześniona rewolucja
ANDRZEJ MENCWEL Stanisław Brzozowski. Postawa krytyczna. Wiek XX - Przedwiośnie czy potop 2. Nowe krytyki postaw polskich
JAN JÓZEF LIPSKI Idea Katolickiego Państwa Narodu Polskiego. Zarys ideologii ONR "Falanga"
HOWARD ZINN Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś
MARCIN NAPIÓRKOWSKI Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944-2014
JAN W. MULLER Przeciw demokracji. Idee polityczne XX wieku w Europie
ELIZABETH DUNN Prywatyzując Polskę. O bobofrutach, wielkim biznesie i restrukturyzacji pracy
SHEILA FITZPATRICK Rewolucja rosyjska
PAWEŁ BRYCZYŃSKI Gotowi na przemoc. Mord, antysemityzm i demokracja w międzywojennej Polsce
SARAH BAKEWELL Kawiarnia egzystencjalistów. Wolność, Bycie i koktajle moralowe
ALICJA URBANIK-KOPEĆ Anioł w domu, mrówka w fabryce - Chodzić i uśmiechać się wolno każdemu. Praca seksualna w XIX wieku na ziemiach polskich
MARCIN KRÓL Krótka historia myśli politycznej
PIOTR M. MAJEWSKI Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu - Niech sobie nie myślą, że jesteśmy kolaborantami. Protektorat Czech i Moraw, 1939-1945 - Brzydkie słowo na "k". Rzecz o kolaboracji
ALEKSANDRA LEYK, JOANNA WAWRZYNIAK Cięcia. Mówiona historia transformacji
JOANNA OSTROWSKA Oni. Homoseksualiści w czasie II wojny światowej
JAKUB GAŁĘZIOWSKI Niedopowiedziane biografie. Polskie dzieci urodzone z powodu wojny
NATALIA JUDZIŃSKA Po lewej stronie sali. Getta ławkowe w międzywojennym Wilnie
MAGDA SZCZĘŚNIAK Poruszeni. Awans i emocje w socjalistycznej Polsce
DARIUSZ ZALEGA Chachary. Ludowa historia Górnego Śląska
ANNA DOBROWOLSKA Zawodowe dziewczyny. Prostytucja i praca seksualna w PRL - Nie tylko Chałupy. Naturyzm w PRL
MARCIN KOŚCIELNIAK Aborcja i demokracja. Przeciw-historia Polski 1956-1993