Wiek empatii. Jak natura uczy nas życzliwości - Frans de Waal

-
Proszę czekać
?

Rozdział 1

Biologia, z lewej i prawej strony

Czymże jest rząd, jeśli nie najwspanialszym z obrazów ludzkie natury?

James Madison, 1788[1]

Czy naprawdę strzeżemy swych braci? Czy powinniśmy? A może tylko odwodziłoby to nas od naszego prawdziwego celu na tej Ziemi, czyli zdaniem ekonomistów konsumowania i produkowania, a zdaniem biologów przeżycia i reprodukowania? Podobieństwo tych dwóch modeli jest nieprzypadkowe - narodziły się przecież mniej więcej w tym samym czasie i w tym samym miejscu, w trakcie angielskiej rewolucji przemysłowej. Obydwa wypływają z tej samej logiki: konkurencja jest twoim przyjacielem.

Nieco wcześniej i nieco dalej na północ, w Szkocji, wyrażony jednak został inny styl myślenia. Ojciec współczesnej ekonomii Adam Smith doskonale rozumiał, że podążanie za własnym interesem musi być moderowane przez "współodczuwanie" (fellow feeling). Tak stwierdził w Teorii uczuć moralnych, książce nie tak popularnej jak Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów. Pierwsza księga rozpoczyna się od takich słów:

Jakkolwiek samolubnym miałby być człowiek, są niewątpliwie w jego naturze jakieś pierwiastki, które powodują, że interesuje się losem innych ludzi, i sprawiają, że ich szczęście jest dla niego nieodzowne, choć jedyna przyjemność, jaką może stąd czerpać, to przyjemność oglądania tego[2].

Francuscy rewolucjoniści wołali o fraternité, Abraham Lincoln odwoływał się do więzi sympatii, a Theodore Roosevelt uznał współodczuwanie za "najważniejszy czynnik prowadzący do zdrowego życia politycznego i społecznego". Jeśli jednak to prawda, to czemu właściwie ów sentyment wyśmiewamy czasem jako, cóż, sentymentalny? Mieliśmy okazję to obserwować, gdy huragan Katrina uderzył w Luizjanę w 2005 roku. Gdy Amerykanie nie zdążyli jeszcze wyjść z szoku w obliczu tego bezprecedensowego kataklizmu, jedna ze stacji telewizyjnych uznała za stosowne zapytać, czy Konstytucja Stanów Zjednoczonych tak naprawdę przewiduje pomoc dla ofiar katastrof naturalnych. Jeden z zaproszonych gości twierdził, że nieszczęście innych w ogóle nas nie powinno interesować.

W dniu, w którym pękły wały przeciwpowodziowe, jechałem akurat z Atlanty do Alabamy, gdzie miałem wygłosić wykład na Universytecie Auburn. Ta część Alabamy nie doznała większych strat z wyjątkiem kilku obalonych drzew, ale hotel był pełen uchodźców: pokoje przepełnione były ludźmi oraz ich dziadkami, dziećmi, kotami i psami. Obudziłem się w zoo! Nie jest to być może najdziwniejsza sytuacja, jeśli się jest biologiem, jednak wydarzenie to dobrze uwidoczniło skalę tragedii. A ludzie, których spotkałem, to byli szczęśliwcy. Poranną gazetę otwierał dramatyczny nagłówek: "Dlaczego pozostawiono nas jak zwierzęta?", po czym przytaczano relację osób, które na wiele dni pozostawiono bez jedzenia i odpowiednich warunków sanitarnych na stadionie Louisiana Super Dome.

Nagłówek ten mnie oburzył - nie dlatego, że nie było moim zdaniem na co narzekać, tylko dlatego, że zwierzęta niekoniecznie zostawiają się nawzajem w potrzebie. Mój wykład dotyczył właśnie tego tematu - mówiłem, że każdy z nas ma w sobie swoją "wewnętrzną małpę", które nie jest wcale tak złośliwa i bezlitosna, jak się to czasem twierdzi, zaś empatia jest dla naszego gatunku czymś naturalnym. Nie twierdziłem oczywiście, że zawsze znajduje ona ujście. Tysiące ludzi, którzy mieli łatwy dostęp do samochodu i pieniędzy, opuściło Nowy Orlean, pozostawiając za sobą chorych, starych i biednych, aby ci poradzili sobie sami. W wodzie unosiły się martwe ciała, będące pożywką dla aligatorów.

Bezpośrednio po tym kataklizmie dało się jednak usłyszeć głosy dogłębnego zażenowania tym, co się wydarzyło, za którymi napłynęła niewiarygodna fala pomocy. Nie zabrakło współczucia - po prostu doszło ono do głosu za późno. Amerykanie to hojni ludzie, jednak wychowani w błędnym przekonaniu, że "niewidzialna ręka" wolnego rynku - metaforę tę wprowadził ten sam Adam Smith - zajmie się problemami społeczeństwa. Ta niewidzialna ręka nie zrobiła jednak nic, aby zapobiec odrażającemu scenariuszowi "przeżycia najlepiej przystosowanych" w Nowym Orleanie.

Brzydki sekret sukcesu gospodarczego jest taki, że czasem dochodzi do niego kosztem finansów publicznych, co sprawia, że wyłania się olbrzymia klasa obywateli "drugiej kategorii" (underclass), na których nikomu nie zależy. Katrina odsłoniła słabe punkty społeczeństwa amerykańskiego. Gdy wracałem do Atlanty, uderzyło mnie, że to ważny temat przewodni naszych czasów: wspólne dobro. Często skupiamy się na wojnach, zagrożeniu terroryzmem, globalizacji i błahych skandalach politycznych, podczas gdy zasadniczy problem brzmi: jak połączyć rozwój ekonomiczny z humanistycznymi ideałami społecznymi? Dotyczy to służby zdrowia, edukacji, wymiaru sprawiedliwości i - co pokazała Katrina - obrony przed zagrożeniami naturalnymi. Wały w Luizjanie były w opłakanym stanie. W tygodniach, które nastąpiły po powodzi, media pilnie zajmowały się wskazywaniem palcem winnych. Może to inżynierowie? Może fundusze zostały sprzeniewierzone? A może prezydent powinien był przerwać wakacje? W kraju, z którego pochodzę, palcami nie wskazuje się winnych, lecz zatyka się cieknące groble - tak przynajmniej głosi legenda. W Holandii (której znaczna część leży poniżej poziomu morza) groble są tak święte, że politycy w zasadzie nie mają w ich sprawie nic do powiedzenia: są w rękach inżynierów i władz lokalnych, starszych od samego państwa holenderskiego.

Gdy się nad tym zastanowić, wydarzenia te zdradzają głęboki brak zaufania do rządu, nie w skali najszerszej, ale raczej tej, w której poruszają się politycy, a więc od wyborów do wyborów.

Duch ewolucji

Pytanie o to, jak organizują się społeczeństwa, nie wydaje się odpowiednim tematem dla biologa. Powinienem zajmować się dzięciołem wielkodziobym, rolą naczelnych w rozprzestrzenianiu się AIDS albo eboli, zanikaniem lasów tropikalnych lub pytaniem, czy wyewoluowaliśmy z małp człekokształtnych. Choć niektórzy wciąż dyskutują z tą ostatnią kwestią, powszechna opinia na temat biologii uległa w ostatnich latach dramatycznej zmianie. Daleko za nami są już czasy, gdy na E.O. Wilsona wylewano kubeł zimnej wody po jego wykładzie na temat powiązań między zachowaniem ludzi i zwierząt. Porównywanie nas do zwierząt nie jest już tak kontrowersyjne, jak było kiedyś. Ułatwia to życie biologom - stąd moja decyzja, żeby pójść o krok dalej i zobaczyć, czy biologia może rzucić nieco światła na społeczeństwa ludzkie. Jeśli miałoby to oznaczać wejście w sam środek debaty politycznej, cóż, biologia od dawna jest już jej częścią. Każda dyskusja na temat społeczeństwa i rządu opiera się na silnych założeniach na temat natury ludzkiej, zwykle czynionych tak, aby zdawało się, że wynikają wprost z biologii. Rzadko jednak jest tak w rzeczywistości.

Przykładowo, zwolennicy otwartej konkurencji często odwołują się do ewolucji. Słowo na "e" pojawiło się nawet w niechlubnej mowie o chciwości Gordona Gekko, granego przez Michaela Douglasa bezlitosnego spekulanta giełdowego z filmu Wall Street z 1987 roku:

Rzecz w tym, panie i panowie, że "chciwość" - przy braku lepszego słowa - jest dobra. Chciwość jest słuszna. Chciwość działa. Chciwość oczyszcza, rozcina i wyraża samą esencję ducha ewolucji.

Duch ewolucji? Dlaczego założenia na temat biologicznej strony człowieka zawsze są negatywne? W naukach społecznych naturę ludzką opisuje się poprzez stare Hobbesowskie powiedzenie: homo homini lupus ("człowiek człowiekowi wilkiem") - wątpliwe stwierdzenie na temat naszego gatunku oparte na nieuzasadnionych założeniach na temat innego gatunku. Biolog badający związki pomiędzy społeczeństwem i naturą ludzką nie robi więc tak naprawdę niczego nowego. Jedyna różnica polega na tym, że zamiast starać się uzasadnić określoną ideologię, biolog szczerze interesuje się tym, jaka jest naprawdę natura ludzka i jakie są jej źródła? Czy duch ewolucji naprawdę kończy się na chciwości, jak twierdził Gekko, czy też kryje się w nim coś więcej?

Badacze prawa, ekonomii i polityki nie mają narzędzi, które pozwoliłyby im spojrzeć na społeczeństwo obiektywnie. Z czym będą je porównywać? Rzadko, jeśli w ogóle kiedykolwiek, korzystają z potężnego zasobu wiedzy na temat zachowania ludzkiego, które zgromadzili antropolodzy, psycholodzy, biolodzy czy neuronaukowcy. Gdyby trzeba było podsumować wyniki tych nauk w jednym krótkim stwierdzeniu, brzmiałoby ono tak: jesteśmy zwierzętami stadnymi, nakierowanymi na współpracę, wyczulonymi na niesprawiedliwość, czasem podżegającymi do wojny, zwykle jednak miłującymi pokój. Społeczeństwo, które stoi w opozycji do tych skłonności, nie może być stabilne. Oczywiście jesteśmy też zwierzętami silnie zmotywowanymi, aby osiągać wyższy status, lepsze terytorium i zapewnić sobie stabilny dostęp do pożywienia; społeczeństwo, które zapomni o tym, również nie będzie optymalnie zorganizowane. Nasz gatunek ma swoją stronę społeczną i stronę samolubną. Ponieważ jednak zwykle silniej podkreśla się to drugie, przynajmniej na Zachodzie, tu skupię się na tym pierwszym: naturze empatii i jedności społecznej.

Istnieją ekscytujące nowe badania na temat źródeł altruizmu i uczciwości u ludzi i innych zwierząt. Przykładowo, jeśli dwóm małpom da się skrajnie różne nagrody za wykonanie tego samego zadania, to ta, która jest gorzej traktowana, odmówi współpracy. Wiemy też, że ludzie potrafią odmówić pieniędzy, jeśli uważają, że rozdział środków jest niesprawiedliwy. Skoro jakikolwiek zysk powinien wygrać z żadnym, oznacza to, że zarówno małpy, jak i ludzie nie stosują się z pełną konsekwencją do prostej zasady dążenia do zysku. Skoro sprzeciwiają się tego typu przejawom nieuczciwości, możemy uznać, że choć ważne są nagrody, u gatunków tych występuje też naturalna niechęć do niesprawiedliwości.

Wydajemy się jednak coraz bardziej zbliżać do społeczeństwa bez jakiejkolwiek solidarności, w którym wielu ludzi powinno spodziewać się gorszego traktowania. Pogodzenie tego trendu ze starymi, dobrymi wartościami chrześcijańskimi, jak troszczenie się o chorych i ubogich, może wydawać się niemożliwe, ale jedną z powszechnych strategii jest wskazywanie palcem na ofiary. Jeśli biednych można obwiniać o to, że są biedni, wszyscy pozostali mogą odetchnąć spokojnie. Rok po Katrinie znany polityk konserwatywny Newt Gingrich ogłosił więc konieczność zbadania "zaniedbania zachowań obywatelskich" przez ludzi, którzy nie zdołali uciec przez huraganem[3].

Osoby, które kładą duży nacisk na wolność jednostki, często uważają wspólny interes za ideę romantyczną, dobrą dla mięczaków i komunistów. Opowiadają się za zasadą "każdy za siebie". Przykładowo, zamiast wydawać pieniądze na wały, które chronią duży obszar, czy nie powinniśmy indywidualnie zadbać o swoje bezpieczeństwo? Nowo założona na Florydzie firma proponuje właśnie coś takiego: oferuje miejsca w prywatnych samolotach, którymi można uciec z miejsc zagrożonych klęską żywiołową. W ten sposób ci, których na to stać, nie będą musieli wlec się dziesięć kilometrów na godzinę, wyjeżdżając ze strefy powodziowej z resztą społeczeństwa.

Każde społeczeństwo musi sobie jakoś poradzić z podejściem typu "ja pierwszy". Obserwuję to każdego dnia. Nie mówię jednak teraz o ludziach, ale o szympansach w Yerkes National Primate Research Center, gdzie pracuję. W naszej stacji badawczej, na północny wschód od Atlanty, szympansy mieszkają w wielkich zagrodach na świeżym powietrzu. Czasem dostają jedzenie do podziału, na przykład arbuzy. Większość małp pcha się, aby szybko położyć łapy na kawałku pożywienia, ponieważ gdy już to się stanie, rzadko zostaje on zabrany przez innych. Własność jest rzeczywiście dość silnie szanowana i dominujące samce pozwalają zatrzymać pokarm nawet zajmującym najniższe miejsce w strukturze społecznej samicom. Do tych osobników, którzy mają pożywienie, podchodzą często inni z wyciągniętymi rękami. Gest, którym szympansy proszą o pokarm, jest też uniwersalnym gestem żebrania u ludzi. Małpy proszą i jęczą, dosłownie skomląc w twarz posiadaczom pokarmu. Jeśli nic nie dostaną, czasem urządzają awanturę: wrzeszczą i toczą się po ziemi, jak gdyby to był koniec świata.

Szympansy proszą o jedzenie, wyciągając otwartą rękę, czyli tak samo jak przedstawiciele naszego gatunku

Zmierzam do tego, że występuje tu zarówno własność, jak i dzielenie się. Ostatecznie, zwykle w ciągu około dwudziestu minut, wszystkie szympansy w grupie mają coś do jedzenia. Posiadacze dzielą się z najlepszymi przyjaciółmi i rodziną, którzy z kolei dają swoim przyjaciołom i rodzinie. Cała scena jest w gruncie rzeczy dość pokojowa, choć dochodzi do rozmaitych przepychanek o pozycję. Wciąż pamiętam, gdy w trakcie filmowania jednej z takich scen kamerzysta odwrócił się do mnie i powiedział: "Muszę to pokazać dzieciom, może się czegoś nauczą".

Nie wierzcie więc tym, którzy mówią, że musimy walczyć o przetrwanie, bo taka jest natura. Wiele zwierząt przeżywa nie poprzez eliminowanie innych i przywłaszczanie sobie wszystkich zasobów, lecz poprzez współpracę i dzielenie się. Stosuje się to na pewno do zwierząt polujących w grupach, takich jak wilki czy orki, ale też do naszych najbliższych krewnych, czyli naczelnych. W badaniu przeprowadzonym w Parku Narodowym Ta? na Wybrzeżu Kości Słoniowej zaobserwowano szympansy, które opiekowały się swoimi zranionymi przez lamparty kompanami, liżąc ich rany, starannie oczyszczając je z brudu i odganiając gromadzące się wokół nich muchy. Chroniły rannych towarzyszy, spowalniając pochód, jeśli ci nie nadążali. Wszystko to jest całkowicie zrozumiałe, jeśli przypomnimy sobie, że szympansy mają dobry powód, by żyć w grupie, zupełnie jak wilki i ludzie. Jeśli człowiek jest człowiekowi wilkiem, to jest tak pod wszystkimi względami, nie tylko tymi negatywnymi. Nie bylibyśmy teraz tu, gdzie jesteśmy, gdyby nasi przodkowie byli społecznie nieprzystosowani.

Potrzebna jest więc całkowita rewolucja w tym, jak postrzegamy naturę ludzką. Zbyt wielu ekonomistów i polityków modeluje społeczeństwo ludzkie jako wieczną walkę, która ich zdaniem występuje w przyrodzie - i która jest tak naprawdę czczym wymysłem. Zachowują się jak magik, który najpierw podrzuca swoje założenia ideologiczne do kapelusza natury, aby następnie wyciągnąć je triumfalnie za uszy, demonstrując nam, jak bardzo świat przyrody zgadza się z ich poglądami. To sztuczka, na którą zbyt długo dawaliśmy się złapać. Jest jasne, że w świecie występuje konkurencja, jednak ludzie nie mogą żyć, jeśli ograniczą się tylko do niej.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki