W biurze Agencji Literackiej TERCET powietrze iskrzyło od emocji. W zasadzie było to normalne, bo wiedźmy nie potrafiły egzystować bez wrzasków i spięć. Tym razem jednakże wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały na to, że nie będzie to zwykła burza z piorunami, ale raczej porządne tsunami, po którym zostaną trwałe ślady.
Atmosfera napięcia utrzymywała się w zespole od tygodnia, czyli od chwili, gdy na rynek trafiła najnowsza książka Gośki. Wszystkie wiedźmy były świadome, że zelżona blogosfera ruszy na wojnę pod pretekstem obrony ukochanych autorów. Tym nie zamierzały się przejmować. Nie przewidziały jednak, że rozpęta się piekło. Blogerki i autorki, które uznały, że zostały obrażone oraz te, które stwierdziły, że je pominięto, wyczuły możliwość zaistnienia, zabłyśnięcia, wykazania swojej lojalności wobec środowiska. Wreszcie pojawił się temat, który można było przez kilka dni przeżuwać do upojenia. Ale podstawienie pod fikcyjne postacie nazwisk konkretnych autorów oraz podanie swoich osobistych wniosków w pisanych recenzjach i postach sprawiło, że nawet, obeznane doskonale z branżową hipokryzją i wszechobecną głupotą, wiedźmy oniemiały.
- Nie macie wrażenia, że te blogerki właśnie dały do zrozumienia, jak nisko cenią swoich, podobno ulubionych, autorów? I w nosie mają ich samopoczucie? - Ida z niedowierzaniem czytała jedną z recenzji.
- Poszłabym o krok dalej i uznała, że pokazane w krzywym zwierciadle przywary środowiska autorskiego absolutnie im nie przeszkadzają. Pewnie dlatego, że same dysponują podobnymi - stwierdziła sucho redaktor Knypek i wzięła głęboki oddech. - Muszę wam coś powiedzieć. Podjęłam decyzję. Wczoraj napisałam do swojego wydawcy, że może mnie wywalić i nie będę miała żadnych pretensji. Podobno ci, którzy poczuli się urażeni, naciskają na autorów mojego wydawnictwa, żeby wycofali swoje książki w ramach protestu. Ma być bojkot. Nie chcę dokopywać tym, którzy we mnie zainwestowali, więc wolę sama odejść. Nie muszę pisać. To, co zarabiam w agencji, wystarczy mi na życie. Ale chyba powinnam zrezygnować z pracy na portalu. Nie obchodzi mnie urażone ego paru blogerek, które uznały się za alfy i omegi, ale nie chcę, żeby kilka lat naszej ciężkiej pracy szlag trafił. Uczciwie mówię, że nie spodziewałam się uderzenia ze strony autorek, które miały u nas promocję. Właściwie powinno mnie śmieszyć, że nagle odkryły w sobie pokłady zasad, ale... Sorry, dziewczyny. Nie dam rady. Zawsze mnie zatykało w obliczu głupoty, ale ta urocza hipokryzja przebija wszystko. Jeśli urządziły sobie taką dyskusję publicznie na naszym portalu, boję się, że za chwilę posypie się agencja. Właściwie... Może najbezpieczniej by było, gdybyście mnie w ogóle odsunęły od wszystkiego. Mogę sprzątać, gotować, obsługiwać pocztę. Tak w tle, bez włażenia w oczy. Recenzować też nie muszę, ale z czytania wolałabym nie rezygnować... Przegadajcie to sobie. Ja na chwilę pójdę do kuchni, żeby nie...
- Siadaj, zarazo! - przerwała twardo Majka, ocknąwszy się z osłupienia. - Nigdzie nie pójdziesz. Zamkniesz paszczę i będziesz słuchać. Doskonale wiem, że wszyscy autorzy są mocno poszkodowani na umyśle, a ty szczególnie. Ale, jeśli myślisz, że jazgot kilku małych płotek mnie przestraszy, to jesteś bardziej trzepnięta, niż mi się wydawało... Zastanów się dobrze, kto pyskował. Trzy panienki, których ostatnie książki dostały u nas słabe recenzje. Jesteś pewna, że któraś z nich by się odezwała, gdyby było inaczej?
- Ale jedna należy do naszej... - zaczęła Gośka udręczonym głosem.
- Należała! - poprawiła zimno Majka. - Czas przeszły dokonany. Przegadałam wszystko z naszym prawnikiem. Wczoraj wieczorem powiadomiłam ją, że zrywamy umowę. Ona może z dumą obnosić swoje zasady, a ja z ulgą się jej pozbyłam. I powiedziałam jej, dlaczego. - Szefowa TERCETU uśmiechnęła się z widoczną satysfakcją. - Chyba zabolało... Gośka, kretynko, co ci do łba strzeliło, żeby tu odwalać melodramat i brać wszystko na siebie?! Jest nas cztery! Rozumiesz? Cztery cholerne wiedźmy i...
- ...jeden anielski sekretarek - wtrącił Piotr, który od dłuższej chwili stał w drzwiach biura ze stertą przesyłek.
- ...sekretarek - powtórzyła z rozpędu Majka i oczy jej błysnęły. - Spodziewałyśmy się, że książka narobi szumu. Wiesz, jak to działa. Wykłapią się i znajdą sobie nowy temat, żeby popluć. Portal przetrwa, nie bój się. Wydawcy i autorzy sami się do nas zgłaszają. Nie nadążamy z przerobem. Gdzie ja znajdę takiego drugiego oryginała, który czyta kilkanaście książek miesięcznie? Zapomnij o odejściu! Masz siedzieć na tyłku i robić swoje... Wydawca ci odpowiedział?
- Odpowiedział - wyszemrała Gośka i nieco poweselała. - Że nikogo na siłę nie trzyma, ale nie widzi powodów, żeby ze mnie rezygnować. A, jak jest szum, książka się lepiej sprzeda.
- I ma rację, kretynko - nie wytrzymała Anka. - Widziałaś recenzje? Nikt się nie czepia, że książka źle napisana, tylko lamentują nad twoim brakiem zasad.
- W zadku mam takie zasady, które się zmieniają wedle potrzeby! - wrzasnęła wyprowadzona z równowagi redaktor Knypek. - Jak te niunie miały u nas dobre recenzje, to moje zasady im nie przeszkadzały!
- No, nareszcie. - Majka klasnęła w dłonie. - Pochowaj szybko tę altruistyczną sierotkę i wracaj do normalności... Piotruś, połóż gdzieś te paczki i siadaj. Zrobimy sabat.
- Na jaki temat? - zapytała Ida, czule przygarniając brzemię, które sekretarek złożył na jej biurku. Jakoś tak się utarło, że to ona katalogowała kolejne przesyłki.
- Wczoraj zrobiłam bardzo wnikliwą analizę naszych autorów i uznałam, że kilkorga możemy się pozbyć bez szkody dla agencji. Powielają ograne schematy i robią to coraz gorzej, bo uznali, że już mają nazwisko. - Majka powiodła spojrzeniem po personelu. - Potrzebujemy świeżej krwi, co - niestety - będzie się wiązało z dodatkową robotą...
- Konkurs! - jęknęła Anka.
- Niezupełnie. - Szefowa łypnęła na nią z naganą. - Damy ogłoszenie na stronie agencji, że przyjmujemy nowe teksty. Gatunek dowolny, objętość do ośmiu arkuszy...
- W znakach trzeba im podać - wtrąciła Gośka. - Debiutanci nie muszą się w tym orientować.
- Trzysta dwadzieścia tysięcy znaków - zgodziła się Majka. - Odpowiadamy tylko tym, których teksty nas zainteresują. Ida, załóż osobne konto mailowe, żeby nam się bałagan na poczcie nie zrobił. Piotruś, na ciebie spadną telefony, bo z pewnością będą wydzwaniać... Nie narzekaj - zbeształa go, kiedy jęknął. - Masz opanowane spławianie roszczeniowych petentów. Same nie damy rady ze wszystkim. Jak znam życie, Anka zasłoni się deadlinem i czytanie spadnie na nas.
- Nie ciesz się tak, Idusia - ostrzegła Gośka, widząc, jak najmłodszej wiedźmie błysnęły oczy. - To będzie orka na ugorze. Jeśli na trzydzieści tekstów trafi się nam jeden wart uwagi, będzie super. I nie łudź się, że coś, co od pierwszej strony jest źle napisane, okaże się arcydziełem w połowie. Odwalaj od razu. Oszczędzisz sobie czasu i zdrowia psychicznego.
- Będzie gorąco - powiedziała z westchnieniem Anka. - Znowu zaczną pyskować, że odrzucone dzieła kradniemy dla siebie, że wybieramy tendencyjnie, że boimy się lepszych od siebie. A przysięgam, że pierwsi ruszą do boju nasi znajomi grafomani...
- Właśnie! - Majka spojrzała na Gośkę. - Uzupełnij Piotrusiowi naszą czarną listę. Żeby miał ściągę, kiedy go będą telefonicznie molestować. Przeniosła wzrok na skrzywionego sekretarka. - Spuszczaj ich na drzewo bez miłosierdzia. Nie musisz być grzeczny... Aha, jeszcze jedno. Od dziś obowiązuje cisza na temat książki Gośki. Żadnych komentarzy, żadnych pyskówek. Kiedy nie ma podpałki, ognisko samo dogasa. Dlatego, kurduplu, odpuść sobie wyrzuty sumienia i zabieraj się do roboty. Trzeba zredagować tekst ogłoszenia. Napisz i prześlij Idzie. Niech cię Bóg broni, żebyś sama wrzucała.