Wiedźmy i zabójcze spa - Małgorzata J. Kursa

Kup ebooka

42.90 zł
35.61 zł (36,47 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

- Coś trzeba zro­bić - szep­nęła Gośka z de­spe­ra­cją, po­chy­la­jąc się ku Aga­cie. - Jesz­cze tro­chę i bę­dziemy mo­gły je obie do­ło­żyć Su­sie do to­wa­rzy­stwa. Wi­zu­al­nie się kwa­li­fi­kują.

- Ja bym wo­lała, żeby się jed­nak ja­koś po­zbie­rały - od­szep­nęła Agata i wes­tchnęła ciężko. - Wiem, że to musi po­trwać, ale... Okrop­nie się zro­biło w agen­cji. Ida wy­gląda, jakby w ogóle nie sy­piała. Se­kre­ta­rek mó­wił, że cza­sami sie­dzi do późna w biu­rze. Pró­bo­wał ją wy­cią­gnąć do kina, na kon­cert, ale... - Roz­ło­żyła ręce. - A kiedy za­wiózł ją bez uprze­dze­nia do schro­ni­ska dla zwie­rząt, pra­wie go za­biła.

- Go­to­wa­łam już wszystko, za czym za­wsze Majka prze­pa­dała - po­wie­działa po­nuro Gośka. - Dziob­nie ka­wa­łek i tyle. Snuje się jak cień, wku­rza o byle co. Pra­cuje siłą roz­pędu, bo trzyma ją jesz­cze w kar­bach od­po­wie­dzial­ność za na­szych klien­tów.

- I Mały Łu­ka­szenka - uzu­peł­niła Agata.

- I Mały Łu­ka­szenka - zgo­dziła się Gośka i po­wtó­rzyła: - Coś trzeba zro­bić. Też bar­dzo mi bra­kuje Muzy i wiem, że Ida cierpi po stra­cie swo­jego Vita. Każdy nor­malny czło­wiek tak ma. Zo­staje pustka w domu i w sercu. Tę w domu można za­stą­pić, tej w sercu się nie da. Bli­zna też boli...

Do kuchni, w któ­rej się za­me­li­no­wały pod pre­tek­stem pa­rze­nia her­baty, wszedł Piotr.

- Co knu­je­cie? - Spoj­rzał py­ta­jąco na dwie wiedźmy. - Za­ła­pię się na kawę?

- Nie bar­dzo. - Gośka po­trzą­snęła głową. - Mu­sisz sam się ob­słu­żyć. Eks­presu wolę nie ty­kać... Za­sta­na­wiamy się, jak wy­dłu­bać Majkę i Idę z tego cho­ler­nego doła. Ewi­dent­nie obie nie doj­rzały jesz­cze, żeby przy­gar­nąć ko­lejne zwie­rzaki...

Se­kre­ta­rek po­wstrzy­mał wes­tchnie­nie. Ostat­nie mie­siące bo­le­śnie do­tknęły cały per­so­nel agen­cji li­te­rac­kiej TER­CET. Ciotka Majki Su­sanne Tay­lor-John­son zgi­nęła i, choć osoba winna jej śmierci zo­stała ska­zana, Piotr wciąż wy­rzu­cał so­bie, że nie do­pil­no­wał star­szej pani. Nie­długo po­tem ode­szła Muza, co Majka przy­pła­ciła po­tęż­nym za­ła­ma­niem. A kilka ty­go­dni póź­niej Ida stra­ciła uko­cha­nego wil­czura Vita i wciąż nie mo­gła dojść do sie­bie. At­mos­fera w biu­rze w ni­czym nie przy­po­mi­nała daw­nej. Znik­nęły awan­tury i do­cinki, per­so­nel prze­stał wspól­nie spę­dzać czas po pracy, wiedźmy pra­wie ze sobą nie roz­ma­wiały. Piotr co­raz bar­dziej tę­sk­nił za ich wrza­skami i tą zwa­rio­waną ener­gią, jaką ge­ne­ro­wały wo­kół sie­bie.

- I coś wy­my­śli­ły­ście? - za­py­tał przy­gnę­biony.

- Na ra­zie nie. - Gośka znowu wes­tchnęła. - Ja wiem, że to boli. Też to kilka razy prze­ra­bia­łam. Ale im szyb­ciej je z tego wy­rwiemy, tym le­piej dla nich. Ida chyba już w ogóle nie sy­pia, bo wy­gląda strasz­nie. Majka pra­wie nie je. Schu­dła tak, że za chwilę wiatr ją prze­wróci... Trzę­sie­nia ziemi by nie za­uwa­żyły. Już nie wiem, co ro­bić.

- Mnie coś przy­szło do głowy - za­częła nie­pew­nie Agata - ale nie wiem... Może to głupi po­mysł.

- Jaki? - za­py­tali jed­no­cze­śnie Gośka i se­kre­ta­rek.

- My­śla­łam o spa... Nie! - Po­trzą­snęła głową, wi­dząc skrzy­wioną minę re­dak­tor Kny­pek. - Nie o ta­kim na urodę, tylko... Przej­rza­łam roz­ma­ite strony - tłu­ma­czyła go­rącz­kowo. - Spa ofe­rują różne za­biegi. Po­my­śla­łam, że mo­gli­by­śmy się zrzu­cić i za­fun­do­wać im te re­lak­sa­cyjne. Ja­kieś ja­cuzzi w zio­łach czy olej­kach, ma­saże, nie wiem, może ka­mie­niami... No coś, co by je od­stre­so­wało! Kilka go­dzin dzien­nie przez ty­dzień albo dwa... Może Majce wró­ciłby ape­tyt, a Idzie mi­nę­łaby bez­sen­ność... Jak my­śli­cie? Zer­k­nij­cie tu. - Wy­jęła smart­fona i prze­su­nęła pal­cem po ekra­nie. - Cał­kiem spory wy­bór i ceny też zróż­ni­co­wane... O, wszystko po­dają: czas za­biegu i koszt. No i ad­res, oczy­wi­ście. War­szawa i oko­lice, do wy­boru, do ko­loru.

Piotr i Gośka po­pa­trzyli na sie­bie z na­my­słem, a po­tem oboje po­chy­lili się nad te­le­fo­nem Agaty.

- Może się udać - mruk­nęła re­dak­tor Kny­pek. - Je­śli się zrzu­cimy i wy­ku­pimy za­biegi za swoje, głu­pio im bę­dzie od­mó­wić... Do­bra! - Wy­pro­sto­wała się ener­gicz­nie i wo­jow­ni­czo za­darła głowę. - Wy nic nie mów­cie. Ja to za­ła­twię. I nie rób­cie głu­pich min, je­śli ze­łgam - do­dała ostrze­gaw­czo. - Cza­sem trzeba. W imię wyż­szej ko­niecz­no­ści.

Agata nieco się spło­szyła, se­kre­ta­rek zmarsz­czył brwi, ale - kiedy prze­pchnęła się mię­dzy nimi - po­szli za nią, choć nie mieli na­dziei na cud.

- Hej! - Gośka sta­nęła w drzwiach biura i wzięła się pod boki. - Dziew­czyny, mamy dla was pro­po­zy­cję nie do od­rzu­ce­nia!

Majka i Ida unio­sły głowy znad lap­to­pów i spoj­rzały na nią tępo. Obie w oczach miały taką pustkę, że naj­mniej­szej ga­ba­ry­towo wiedź­mie ści­snęło się serce.

- Wy­ku­pi­li­śmy wam tur­nus w spa pod War­szawą - oświad­czyła z de­ter­mi­na­cją. - Już nie mo­żemy pa­trzeć, jak się obie mę­czy­cie i uzna­li­śmy, że coś trzeba z tym zro­bić. Za­biegi trwają dwa ty­go­dnie, za­czy­nają się o trzy­na­stej i po­ma­gają na stres. Wie­rzymy, że wam też. Je­śli od­mó­wi­cie, skła­damy wy­mó­wie­nia. Nie da się tak pra­co­wać. Wy ma­cie de­pre­sję, a my syn­drom stresu po­ura­zo­wego!

W oczach Pio­tra mi­gnęło po­wąt­pie­wa­nie; Agata spra­wiała wra­że­nie oszo­ło­mio­nej.

- O czym ty do nas bre­dzisz? - za­py­tała su­cho Majka.

- Do­my­ślam się, że cier­pisz na nie­do­ży­wie­nie, bo ostat­nio chyba ży­jesz sa­mym po­wie­trzem, ale nie mia­łam po­ję­cia, że i głu­chota ci do­ku­cza. - Gośka wzięła głę­boki od­dech. - Spa! Miej­sce, które sprawi, że znowu za­cznie­cie przy­po­mi­nać sie­bie, a nie ja­kieś klony z ko­smosu! Ida już wy­gląda jak panda, a ty jak pa­tyk!

Majka już otwie­rała usta, by za­pro­te­sto­wać, ale ubie­gła ją Ida.

- W za­sa­dzie wszystko mi jedno, czy będę sie­dzieć tu, czy w ja­kimś spa - stwier­dziła zmę­czo­nym gło­sem. - Mam wra­że­nie, że prze­stała mi dzia­łać opcja snu. Może cho­ciaż z go­dzinę uda mi się zdrzem­nąć w tym spa. Bo w domu... - Oczy jej się za­szkliły.

- Do­brze. - Majka zła­god­niała. - Wy­co­faj­cie re­zer­wa­cję i kasę. Za­pła­cimy z pie­nię­dzy agen­cji. Daj­cie mi na­miary, wszystko za­ła­twię. Mó­wi­łaś - spoj­rzała na Gośkę - że to pod War­szawą, tak? Pio­truś, dasz radę za­wo­zić i od­bie­rać stam­tąd Idę? Bo wo­la­ła­bym, żeby na ra­zie sama nie jeź­dziła.

- Ja­sne!

- Idę? - Re­dak­tor Kny­pek się usztyw­niła. - A co z tobą?

- A ja nie mogę. Mam za­pi­sany cały ka­len­darz i bra­kuje mi czasu na roz­pu­stę. I, w prze­ci­wień­stwie do Idy, zda­rza mi się sy­piać, więc nie za­mie­rzam zo­sta­wiać agen­cji na two­jej gło­wie. Dam so­bie radę.

- Moja głowa mo­głaby tego nie ogar­nąć - przy­znała Gośka sa­mo­kry­tycz­nie. - Efekty tego, jak da­jesz so­bie radę, co­dzien­nie oglą­damy wszy­scy i nie na­pa­wają nas opty­mi­zmem. Ale w po­rządku. Nie chcesz do spa, po­szu­kam cze­goś in­nego. I będę miała na uwa­dze, że twój czas jest cenny... Chyba mam po­mysł...

- Zaj­mij się ro­botą i prze­stań szu­kać dziury w ca­łym! - zi­ry­to­wała się wresz­cie Majka.

- Szu­kać? - Gośka unio­sła brwi. - Dziurę to ja wi­dzę. Te­raz szu­kam spo­sobu, żeby ją za­ła­tać, za­nim bę­dzie za późno.

Majka wzru­szyła ra­mio­nami, wstała, wzięła swój lap­top i po­szła do ga­bi­netu. Nie miała ochoty na dys­ku­sje na ten te­mat.

- No i po za­wo­dach - mruk­nęła przy­gnę­biona Agata, sia­da­jąc przy biurku.

- Na­prawdę my­śli­cie, że to spa coś po­może? - Se­kre­ta­rek był scep­tyczny.

- Po­może - za­pew­niła Gośka. - I do­brze, że cho­ciaż Ida się zgo­dziła... Agatko, sprawdź jesz­cze raz to spa, wy­bierz od­po­wied­nie za­biegi i wy­dru­kuj wszystko Majce. Ja mu­szę cze­goś po­szu­kać. - Od­pa­liła lap­topa i we­szła w wy­szu­ki­warkę.

Piotr wes­tchnął, wró­cił do kuchni i za­pa­rzył so­bie kawę.

W biu­rze za­pa­dła ci­sza prze­ry­wana tylko stu­ka­niem w kla­wia­turę.

Po ja­kiejś go­dzi­nie re­dak­tor Kny­pek sap­nęła z sa­tys­fak­cją i za­pi­sała coś na kartce, po czym z te­le­fo­nem w dłoni wy­mknęła się do kuchni. Po kilku mi­nu­tach wró­ciła bar­dzo z sie­bie za­do­wo­lona i oznaj­miła z de­ter­mi­na­cją:

- Za­pi­sa­łam Majkę do psy­chia­try. Pry­wat­nie. Na ju­tro.

- Zwa­rio­wa­łaś?! - Agata była prze­ra­żona. - Za­bije cię!

- Mała strata dla ludz­ko­ści. - Gośka mach­nęła ręką nie­fra­so­bli­wie. - Za­nim zejdę, wy­mu­szę na niej przy­sięgę, że pój­dzie na tę wi­zytę.

- Chyba, że nie zdą­żysz - mruk­nęła Ida. - Ja bym nie po­szła. Nie umia­ła­bym ob­cej ba­bie wy­tłu­ma­czyć, kim był dla mnie Vito.

- Nie po to ją tam wy­sy­łam, Idu­siu. To nie ko­zetka u psy­cho­te­ra­peuty, tylko wi­zyta u le­ka­rza. Nie chciała do spa, to niech łyka ta­bletki. I nie martw się, że nie zdążę. Naj­wy­żej będę ją stra­szyć po śmierci...

Za­nim któ­raś zdą­żyła ją po­wstrzy­mać, wzięła ze sobą za­pi­saną kartkę i po­ma­sze­ro­wała do ga­bi­netu sze­fo­wej, skąd po chwili za­częły do­bie­gać nie­zro­zu­miałe krzyki. Na umę­czo­nej Idzie już nic nie ro­biło wra­że­nia, ale Agata sie­działa jak na szpil­kach.

Po kwa­dran­sie w ga­bi­ne­cie za­pa­dła ci­sza, a po chwili uśmiech­nięta Gośka po­ja­wiła się w po­koju.

- I co? - za­py­tała Agata bez tchu.

- Pój­dzie... O rany, jak ja się zmę­czy­łam tym ga­da­niem...

- To było ga­da­nie? - Piotr, który sły­szał wrza­ski, bo zo­sta­wił otwarte drzwi se­kre­ta­riatu, uniósł brwi. - Pół Sta­rówki cię sły­szało.

- Grunt, że do Majki do­tarło...

.