- Coś trzeba zrobić - szepnęła Gośka z desperacją, pochylając się ku Agacie. - Jeszcze trochę i będziemy mogły je obie dołożyć Susie do towarzystwa. Wizualnie się kwalifikują.
- Ja bym wolała, żeby się jednak jakoś pozbierały - odszepnęła Agata i westchnęła ciężko. - Wiem, że to musi potrwać, ale... Okropnie się zrobiło w agencji. Ida wygląda, jakby w ogóle nie sypiała. Sekretarek mówił, że czasami siedzi do późna w biurze. Próbował ją wyciągnąć do kina, na koncert, ale... - Rozłożyła ręce. - A kiedy zawiózł ją bez uprzedzenia do schroniska dla zwierząt, prawie go zabiła.
- Gotowałam już wszystko, za czym zawsze Majka przepadała - powiedziała ponuro Gośka. - Dziobnie kawałek i tyle. Snuje się jak cień, wkurza o byle co. Pracuje siłą rozpędu, bo trzyma ją jeszcze w karbach odpowiedzialność za naszych klientów.
- I Mały Łukaszenka - uzupełniła Agata.
- I Mały Łukaszenka - zgodziła się Gośka i powtórzyła: - Coś trzeba zrobić. Też bardzo mi brakuje Muzy i wiem, że Ida cierpi po stracie swojego Vita. Każdy normalny człowiek tak ma. Zostaje pustka w domu i w sercu. Tę w domu można zastąpić, tej w sercu się nie da. Blizna też boli...
Do kuchni, w której się zamelinowały pod pretekstem parzenia herbaty, wszedł Piotr.
- Co knujecie? - Spojrzał pytająco na dwie wiedźmy. - Załapię się na kawę?
- Nie bardzo. - Gośka potrząsnęła głową. - Musisz sam się obsłużyć. Ekspresu wolę nie tykać... Zastanawiamy się, jak wydłubać Majkę i Idę z tego cholernego doła. Ewidentnie obie nie dojrzały jeszcze, żeby przygarnąć kolejne zwierzaki...
Sekretarek powstrzymał westchnienie. Ostatnie miesiące boleśnie dotknęły cały personel agencji literackiej TERCET. Ciotka Majki Susanne Taylor-Johnson zginęła i, choć osoba winna jej śmierci została skazana, Piotr wciąż wyrzucał sobie, że nie dopilnował starszej pani. Niedługo potem odeszła Muza, co Majka przypłaciła potężnym załamaniem. A kilka tygodni później Ida straciła ukochanego wilczura Vita i wciąż nie mogła dojść do siebie. Atmosfera w biurze w niczym nie przypominała dawnej. Zniknęły awantury i docinki, personel przestał wspólnie spędzać czas po pracy, wiedźmy prawie ze sobą nie rozmawiały. Piotr coraz bardziej tęsknił za ich wrzaskami i tą zwariowaną energią, jaką generowały wokół siebie.
- I coś wymyśliłyście? - zapytał przygnębiony.
- Na razie nie. - Gośka znowu westchnęła. - Ja wiem, że to boli. Też to kilka razy przerabiałam. Ale im szybciej je z tego wyrwiemy, tym lepiej dla nich. Ida chyba już w ogóle nie sypia, bo wygląda strasznie. Majka prawie nie je. Schudła tak, że za chwilę wiatr ją przewróci... Trzęsienia ziemi by nie zauważyły. Już nie wiem, co robić.
- Mnie coś przyszło do głowy - zaczęła niepewnie Agata - ale nie wiem... Może to głupi pomysł.
- Jaki? - zapytali jednocześnie Gośka i sekretarek.
- Myślałam o spa... Nie! - Potrząsnęła głową, widząc skrzywioną minę redaktor Knypek. - Nie o takim na urodę, tylko... Przejrzałam rozmaite strony - tłumaczyła gorączkowo. - Spa oferują różne zabiegi. Pomyślałam, że moglibyśmy się zrzucić i zafundować im te relaksacyjne. Jakieś jacuzzi w ziołach czy olejkach, masaże, nie wiem, może kamieniami... No coś, co by je odstresowało! Kilka godzin dziennie przez tydzień albo dwa... Może Majce wróciłby apetyt, a Idzie minęłaby bezsenność... Jak myślicie? Zerknijcie tu. - Wyjęła smartfona i przesunęła palcem po ekranie. - Całkiem spory wybór i ceny też zróżnicowane... O, wszystko podają: czas zabiegu i koszt. No i adres, oczywiście. Warszawa i okolice, do wyboru, do koloru.
Piotr i Gośka popatrzyli na siebie z namysłem, a potem oboje pochylili się nad telefonem Agaty.
- Może się udać - mruknęła redaktor Knypek. - Jeśli się zrzucimy i wykupimy zabiegi za swoje, głupio im będzie odmówić... Dobra! - Wyprostowała się energicznie i wojowniczo zadarła głowę. - Wy nic nie mówcie. Ja to załatwię. I nie róbcie głupich min, jeśli zełgam - dodała ostrzegawczo. - Czasem trzeba. W imię wyższej konieczności.
Agata nieco się spłoszyła, sekretarek zmarszczył brwi, ale - kiedy przepchnęła się między nimi - poszli za nią, choć nie mieli nadziei na cud.
- Hej! - Gośka stanęła w drzwiach biura i wzięła się pod boki. - Dziewczyny, mamy dla was propozycję nie do odrzucenia!
Majka i Ida uniosły głowy znad laptopów i spojrzały na nią tępo. Obie w oczach miały taką pustkę, że najmniejszej gabarytowo wiedźmie ścisnęło się serce.
- Wykupiliśmy wam turnus w spa pod Warszawą - oświadczyła z determinacją. - Już nie możemy patrzeć, jak się obie męczycie i uznaliśmy, że coś trzeba z tym zrobić. Zabiegi trwają dwa tygodnie, zaczynają się o trzynastej i pomagają na stres. Wierzymy, że wam też. Jeśli odmówicie, składamy wymówienia. Nie da się tak pracować. Wy macie depresję, a my syndrom stresu pourazowego!
W oczach Piotra mignęło powątpiewanie; Agata sprawiała wrażenie oszołomionej.
- O czym ty do nas bredzisz? - zapytała sucho Majka.
- Domyślam się, że cierpisz na niedożywienie, bo ostatnio chyba żyjesz samym powietrzem, ale nie miałam pojęcia, że i głuchota ci dokucza. - Gośka wzięła głęboki oddech. - Spa! Miejsce, które sprawi, że znowu zaczniecie przypominać siebie, a nie jakieś klony z kosmosu! Ida już wygląda jak panda, a ty jak patyk!
Majka już otwierała usta, by zaprotestować, ale ubiegła ją Ida.
- W zasadzie wszystko mi jedno, czy będę siedzieć tu, czy w jakimś spa - stwierdziła zmęczonym głosem. - Mam wrażenie, że przestała mi działać opcja snu. Może chociaż z godzinę uda mi się zdrzemnąć w tym spa. Bo w domu... - Oczy jej się zaszkliły.
- Dobrze. - Majka złagodniała. - Wycofajcie rezerwację i kasę. Zapłacimy z pieniędzy agencji. Dajcie mi namiary, wszystko załatwię. Mówiłaś - spojrzała na Gośkę - że to pod Warszawą, tak? Piotruś, dasz radę zawozić i odbierać stamtąd Idę? Bo wolałabym, żeby na razie sama nie jeździła.
- Jasne!
- Idę? - Redaktor Knypek się usztywniła. - A co z tobą?
- A ja nie mogę. Mam zapisany cały kalendarz i brakuje mi czasu na rozpustę. I, w przeciwieństwie do Idy, zdarza mi się sypiać, więc nie zamierzam zostawiać agencji na twojej głowie. Dam sobie radę.
- Moja głowa mogłaby tego nie ogarnąć - przyznała Gośka samokrytycznie. - Efekty tego, jak dajesz sobie radę, codziennie oglądamy wszyscy i nie napawają nas optymizmem. Ale w porządku. Nie chcesz do spa, poszukam czegoś innego. I będę miała na uwadze, że twój czas jest cenny... Chyba mam pomysł...
- Zajmij się robotą i przestań szukać dziury w całym! - zirytowała się wreszcie Majka.
- Szukać? - Gośka uniosła brwi. - Dziurę to ja widzę. Teraz szukam sposobu, żeby ją załatać, zanim będzie za późno.
Majka wzruszyła ramionami, wstała, wzięła swój laptop i poszła do gabinetu. Nie miała ochoty na dyskusje na ten temat.
- No i po zawodach - mruknęła przygnębiona Agata, siadając przy biurku.
- Naprawdę myślicie, że to spa coś pomoże? - Sekretarek był sceptyczny.
- Pomoże - zapewniła Gośka. - I dobrze, że chociaż Ida się zgodziła... Agatko, sprawdź jeszcze raz to spa, wybierz odpowiednie zabiegi i wydrukuj wszystko Majce. Ja muszę czegoś poszukać. - Odpaliła laptopa i weszła w wyszukiwarkę.
Piotr westchnął, wrócił do kuchni i zaparzył sobie kawę.
W biurze zapadła cisza przerywana tylko stukaniem w klawiaturę.
Po jakiejś godzinie redaktor Knypek sapnęła z satysfakcją i zapisała coś na kartce, po czym z telefonem w dłoni wymknęła się do kuchni. Po kilku minutach wróciła bardzo z siebie zadowolona i oznajmiła z determinacją:
- Zapisałam Majkę do psychiatry. Prywatnie. Na jutro.
- Zwariowałaś?! - Agata była przerażona. - Zabije cię!
- Mała strata dla ludzkości. - Gośka machnęła ręką niefrasobliwie. - Zanim zejdę, wymuszę na niej przysięgę, że pójdzie na tę wizytę.
- Chyba, że nie zdążysz - mruknęła Ida. - Ja bym nie poszła. Nie umiałabym obcej babie wytłumaczyć, kim był dla mnie Vito.
- Nie po to ją tam wysyłam, Idusiu. To nie kozetka u psychoterapeuty, tylko wizyta u lekarza. Nie chciała do spa, to niech łyka tabletki. I nie martw się, że nie zdążę. Najwyżej będę ją straszyć po śmierci...
Zanim któraś zdążyła ją powstrzymać, wzięła ze sobą zapisaną kartkę i pomaszerowała do gabinetu szefowej, skąd po chwili zaczęły dobiegać niezrozumiałe krzyki. Na umęczonej Idzie już nic nie robiło wrażenia, ale Agata siedziała jak na szpilkach.
Po kwadransie w gabinecie zapadła cisza, a po chwili uśmiechnięta Gośka pojawiła się w pokoju.
- I co? - zapytała Agata bez tchu.
- Pójdzie... O rany, jak ja się zmęczyłam tym gadaniem...
- To było gadanie? - Piotr, który słyszał wrzaski, bo zostawił otwarte drzwi sekretariatu, uniósł brwi. - Pół Starówki cię słyszało.
- Grunt, że do Majki dotarło...
.