Pisząc Wiedźmę z Sudetów, kierowałam się nie tylko chęcią opowiedzenia historii o ludziach niesprawiedliwie skazanych. Chciałam przede wszystkim pokazać, jak się to wszystko w Szumperku zaczęło. Jak ludzka zawiść i złość stworzyły plotkę, jak plotka zmieniała się w kłamliwe oskarżenie, jak kłamstwo stawało się dowodem. Chciałam uzmysłowić Czytelnikom, co dzieje się ze społecznością, gdy zasiana nienawiść pożera rozum, a bezprawie kwitnie w majestacie prawa, karmiąc czyjeś chore ego.
To była moja motywacja. Mój obowiązek wobec tych, którzy umarli bez grobu, straciwszy dobre imię. W tej książce próbuję opowiedzieć ich historię tak, jak na to zasługują: z powagą, empatią i świadomością, że... podobne rzeczy dzieją się w ludzkich społecznościach i dziś.
Co konkretnie mam na myśli?
Im dłużej studiuję dzieje procesów o czary, tym wyraźniej widzę, że nie były one wyłącznie aberracją religijną czy wynaturzeniem prawa. Były przede wszystkim uniwersalnym, ponadczasowym mechanizmem społecznym. I im częściej patrzę na współczesność, tym dotkliwiej rozpoznaję te same odruchy, te same gesty, te same "prawdy objawione", które wystarczy wypowiedzieć głośno, a natychmiast znajdą wyznawców.
Tak. Wtedy wystarczały złe słowa. I dziś również. Wystarczy jeden post, jeden komentarz, jedno dobrze "klikające się" kłamstwo, które rozpędza się jak śniegowa kula. Z tą różnicą, że w epoce cyfrowej nienawiść płonie dużo szybciej niż stos.
Wtedy oskarżonym odbierano głos dosłownie - kneblami, więzami, torturą, strachem. Dziś odbiera się go podobnie: hejtem i nagonką.
W tamtych czasach bardzo często po torturach, po publicznym odarciu z godności, ofiary odbierały sobie życie. Dziś także są ludzie, którzy po tygodniach, miesiącach czy latach nękania - tego cyfrowego, rozproszonego, ale nie mniej okrutnego - poddają się, znikają, milkną. Czasem na zawsze.
Dlatego, Czytelniku, proszę nie jako autorka, ale jako człowiek: przeczytaj tę książkę, a potem odpowiedz sobie szczerze, głęboko, bez uciekania przed własnym sumieniem - czy naprawdę godzisz się na to, by tuż obok Ciebie, w Twojej pracy, w Twojej rodzinie, w Twoim świecie rzucano oskarżenia na ludzi, którzy nie mają jak się bronić? Czy chcesz być częścią tłumu, który klika, powtarza i podaje dalej, nie dlatego, że wie, lecz dlatego, że łatwiej mu wierzyć w czyjąś winę niż w swoją własną nieuważność? Czy chcesz milczeć, gdy znów - po wiekach - rozgrywa się ta sama historia, tylko stosy już nie płoną? Czy wiesz, że milczenie wtedy było współdziałaniem? I dziś jest nim również.
Piszę o Szumperku, ale tak naprawdę piszę o nas. O tym, jak łatwo potrafimy uwierzyć w kłamstwo, jeśli pozwala nam poczuć się lepszym, bezpieczniejszym, stojącym po właściwej stronie. Albo po prostu odwraca uwagę od naszej własnej niedoskonałości.
Odpowiedzmy sobie szczerze: czy w każdej sprawie koniecznie musimy zabierać głos i wygłaszać własną opinię? Często można przeczytać: "Mam prawo do własnej opinii. Skoro ktoś pokazuje się publicznie, to wystawia się na ocenę". Ale to tylko wygodne usprawiedliwienie. Nikt, kto pracuje, tworzy, żyje swoim życiem, nie "wystawia się" na niczyją agresję. Nikt nie prosi wszystkich dookoła o komentarz. To, że ktoś publikuje książkę, gra w filmie, koncertuje, bloguje, pokazuje swoją twarz w mediach, nie oznacza, że daje komukolwiek pozwolenie na dowolną ingerencję w jego wybory, uczucia czy duchowość.
To nie jest część umowy społecznej! To jest ogromne nadużycie! Kiedy ktoś twierdzi: "Pokazujesz się, więc musisz znosić ocenę", w istocie mówi: "Moja ciekawość, moja frustracja i moje potrzeby są ważniejsze niż twoje granice. Niż przyzwoitość i zasady dobrego wychowania".
Idąc tym tropem, możemy stwierdzić, że każdy człowiek, w każdym miejscu i okolicznościach może być bezkarnie oceniany, krytykowany i opiniowany. A przecież wiemy, że to byłoby nieludzkie, że byłby to świat nie do zniesienia. Dlaczego więc w przestrzeni wirtualnej tolerujemy to, czego nie zaakceptowalibyśmy w świecie realnym?
Wyobraźmy sobie sytuację zupełnie codzienną, prostą, absurdalną, a jednak tak boleśnie bliską temu, co dzieje się dziś w Internecie. Idziesz ulicą. Obca osoba zatrzymuje Cię, patrzy na Ciebie z góry i mówi: "Źle wyglądasz. Przebiorę Cię. Zmienimy fryzurę. Makijaż masz fatalny". W jednej sekundzie każdy poczułby się oburzony, zszokowany, upokorzony. I słusznie.
A jednak w Internecie takie zachowanie uchodzi za tak zwane prawo do opinii. Wystarczy anonimowy profil i już można czuć się uprawnionym do oceniania wszystkiego: czyjegoś wyglądu, relacji, wyborów światopoglądowych, duchowości, tego, co ktoś czyta, co publikuje, jak żyje. Te komentarze dotyczą ludzi, których nigdy się nie spotkało, aktorów, piosenkarzy, pisarzy, polityków, twórców. Dotyczą osób, które nie zmuszają do oglądania filmów z ich udziałem, czytania książek przez nich napisanych, słuchania ich muzyki, nie proszą o akceptację, nie pukają do drzwi. Robią swoje. Po prostu żyją. To ich prawo.
Dlatego proszę - reagujmy. Reagujmy na brak kultury, na chamstwo, na przekraczanie granic, które udaje dziś szczerość lub mówienie, jak naprawdę jest. Kiedy widzisz komentarz wycelowany w kogoś, kto nie może się obronić, zapytaj: "Po co to piszesz? Czemu ma to służyć? Co ci to daje? Czy na pewno tak myślisz?". Bo milczenie nie jest przejawem godności i "bycia mądrzejszym". Jest nawozem dla agresji.
Żyjemy w czasach, w których każdy może wykrzyczeć swoją złość w przestrzeni publicznej. Ale to nie oznacza, że każdy powinien to zrobić. Jeśli ktoś żyje po swojemu, nie krzywdzi innych, nie zmusza nas do podpisywania się pod swoją wizją świata, nie narzuca nikomu swoich poglądów, pozwólmy mu istnieć bez konieczności tłumaczenia się z każdego słowa, każdego wyboru. Miejsca starczy dla wszystkich.
Nie powinno być natomiast miejsca na pogardę. Bo pogarda jest pierwszym krokiem do nagonki, a nagonka do współczesnych procesów o czary. A pogarda kryje się często pod przykrywką "troski": "Nie chcę nikogo urazić, ale...".
Idealnie podsumowuje to jedna z moich ulubionych medialnych kampanii:
"W internecie bądź sobą. Chyba że jesteś chamem. Wtedy bądź kimś innym".
Słyszymy czasami, że zaszczute hejtem dzieci odbierają sobie życie. Z dorosłymi również tak się dzieje. Dlatego warto każdemu uświadamiać ciężar słów. Czasami nieprzemyślana uwaga w Internecie, "błyskotliwy" komentarz - przecież złośliwość to w powszechnym mniemaniu oznaka inteligencji - napisany w złym momencie, może kogoś kosztować życie. Czy chcemy być "błyskotliwymi internetowymi osobowościami" mającymi na sumieniu czyjeś życie? Skąd wiemy, w jakiej sytuacji jest osoba, którą opiniujemy? Może właśnie jest ciężko chora i potrzebuje ludzkiego ciepła i dobrego słowa? Może kogoś straciła i nie chce być sama? Może jest w ciężkiej depresji, a złe słowo, komentarz, recenzja, mem będą kroplą, która...
Proszę! Pomyśl o tym, zanim cokolwiek napiszesz!
Zacytuję zdanie Mariana Turskiego, ocalałego z obozu Auschwitz-Birkenau, który nas współczesnych ma ostrzec przed obojętnością: "Auschwitz nie spadło z nieba". Palenie czarownic i hejt również nie... Opinia mająca kogoś dotknąć czy urazić, to hejt. Brak wyczucia i taktu, co nie ma nic wspólnego z wolnością słowa.
Po raz kolejny podkreślam, że moja powieść to nie monografia czy naukowe opracowanie, a beletrystyka wracająca do prawdziwych historycznych wydarzeń. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej i nie mieć wątpliwości, co jest prawdą, a co fikcją, zachęcam do sięgnięcia po fachową literaturę. Zawęziłam swoje sugestie do książek dotyczących tematu polowań na czarownice, który opisałam w swojej powieści.
Zacznę od polecenia fenomenalnej powieści, którą napisał Václav Kaplický - Kladivo na čarodějnice (1963). Z jej ekranizacji (1969) dowiedziałam się o procesach w Szumperku i tak rozpoczęłam swoje poszukiwania na ten temat.
Jeśli nie widzieliście filmu: Młot na czarownice z 1969 roku, to gorąco Wam go polecam. Wstrząsający, smutny, dramatyczny, ale otwiera oczy na to, czego tak często nie chcemy widzieć.
Zbieranie materiałów do Wiedźmy z Sudetów zaczęłam od dociekań na szerszą skalę. Wszyscy pomyślą od razu o traktacie Młot na czarownice (Malleus Maleficarum) dwóch autorów, Heinricha Kramera i Jakoba Sprengera. Warto wiedzieć, co zwiera, ale jeśli ktoś nie ma zamiaru zgłębiać naukowych aspektów tego zagadnienia, jego lektura nie jest konieczna. Dla mnie to studium ludzkiej głupoty i podłości ubranych w obłudę. Lektura pozostawia ból, niezgodę na niesprawiedliwość i niesmak.
Restitutio honoris autorstwa Johanna Baptista Rottnera i Ruperta Ernsta pokazuje, jak prawo lawiruje i kluczy, jak wykorzystuje umowę społeczną, ludzkie przyzwyczajenia, tradycje - innymi słowy, jak litera prawa pozwala zabić jego ducha. Smutne.
Uczę się czeskiego, wspierał mnie także Rafał, mój dobry kolega, miałam więc komfort korzystania z czeskich źródeł i opracowań. Wielką pomocą okazała się dla mnie praca magisterska z dziedziny prawa złożona przez Petra Křiváčka na wydziale prawa Uniwersytetu Karola w Pradze, Čarodějnické procesy na Šumpersku. To rozległe, udokumentowane opracowanie prawnych, społecznych i źródłowych aspektów procesów w Szumperku i Wielkich Łosinach. Są tam interesujące rozdziały o inkwizytorze Bobligu i jego przeciwniku Krzysztofie Lautnerze.
Online są także dostępne dwa inne teksty, które ułatwiły mi zrozumienie miejscowych realiów. Veronika Cížková napisała pracę Kryštof Alois Lautner, Tereza Krištofová zaś Čarodějnické procesy na severní Moravě v letech 1678-1696. Represe čarodějnictví v českých zemích.
Historyczka Michaela Neubauerová napisała wartościową pracę popularnonaukową Čarodějnické procesy na Jesenicku. To książka, która omawia procesy m.in. w Złotych Górach i Jesioniku. Jej autorstwa (wraz z Drahomírem Poláchem) jest również popularnonaukowe kompendium wiedzy o morawskich procesach o czary: Raport o niewierze. Niestety, książka jest bardzo niedokładnie przetłumaczona, toteż polecam wersję czesko- lub niemieckojęzyczną.
Bedřich Šindelář to autor ważnej publikacji: Hon na čarodějnice: západní a střední Evropa v 16.-17. století, która pokazuje szeroką panoramę procesów o czary.
Na początku drogi bardzo pomógł mi katalog wystawy obejmujący stałą ekspozycję w Geschaderově domě w Szumperku: Čarodějnické procesy, który zawiera opisy lokalnych wydarzeń, listy ofiar.
Esej Igora Lukeša, Hon na čarodějnice v Šumperku 17. století a stalinský monstrproces v Praze, to świetna analiza paralel, jakie istnieją między metodami procesów w XVII wieku a procesami politycznymi XX wieku.
Czarownice - dzieje procesów o czary Kurta Baschwitza to książka, którą naprawdę warto znaleźć w antykwariacie i mieć na półce. Podobnie jak: Wiedźmy i czarownice. Historia prześladowań Nigela Cawthorne'a.
Bardzo polecam Waszej uwadze dwie fenomenalne publikacje wrocławskiego naukowca, doktora Daniela Wojtuckiego: Kat i jego warsztat pracy na Śląsku, Górnych Łużycach i w hrabstwie kłodzkim od połowy XVI do połowy XIX wieku oraz: Magia posthuma. Procesy i egzekucje zmarłych na Śląsku i Morawach w XVI-XVIII wieku. Mimo że to literatura naukowa, obie czyta się jak najlepsze dreszczowce.
Mój literacki Mistrz, Maciej Siembieda, tak powiedział w jednym z wywiadów: "Literatura może być jak modlitwa za tych, których już nikt nie pamięta". I przypadku Wiedźmy z Sudetów tak właśnie miało być. Pamiętajmy o tych, którzy zginęli z powodu podłości, głupoty i nienawiści innych. Wspomnijmy ich, bo przecież odmówiono im grobów.
Podczas fali procesów o czary, która rozpoczęła się na Morawach w 1678 roku, zostali zamordowani liczni mieszkańcy Szumperka i okolic. Lista ich nazwisk ułożona jest według daty wykonania egzekucji lub daty śmierci w więzieniu, a do jej sporządzenia użyłam spisów zaczerpniętych z wyżej wspomnianej publikacji, Raport o niewierze:
Dorota Davidová
Marina Schuchová
Dorota Groerová
Marketa Züllichová
Zuzana Stubenwolová
Anezka Koppová
Marie Petrová
Anna Föbelová
Barbora Kühnelová
Dorota Biedermannová
Barbara Cóticlicherová
Kateřina Rabowská
Barbara Kranchelová
Hanuš Stubenwol
Barbora Drechslová
Anna Richterová
Barbora Rotterová
Hanuš Axmann
Markéta Prokélová
Barbora Bartelová
Dorota Rotterová
Simon (Šimon) Friedrich
Růžena Schnaubelová
Dorota Axmannová
Kristýna Ottová
Alžběta (Alžběka) Moserová
Růžena Biedermannová
Kristýna Friedrichová
Eva Kruschová
Helena Köhlerová
Katerina Winterová (Wintersová)
Anna Hohlová (Mohlová/Hühlová)
Anna Bartelová (Barcelová)
Valentin Klapper
Uršula Klugová
Uršula Braunerová
Barbora Haunschildová
Barbora Scharfová
Uršula Kolbová
Marina Drechslová
Kateřina Fridrichová
Kristýna Kristová
Matěš (Mates) Göttlicher
Kristýna Köhlerová
Bedřich Pelcz
Hanuš Breyer
Hanuš Göttlicher
Kateřina Koppová
Sibyla Köhlerová
Eva Bittnerová
Kateřina Jackwertová
Martin Hamp
Bartel Klapper
Bedřich Jackwert
Barbora Axmannová
Marina Müllerová
Marie Sattlerová
Zuzana Voglicková
Alžběta Sattlerová
Marie Pešková
Kašpar Sattler
Jan Přerovský
Ester Rohnerová
Magdalena Peschkulinová
Anna Welzelová
Eva Umblaufová z Frankštátu
Alois Kryštof Lautner
Bedřich Winter
Kristína Reinholdová
Dorota Hutterová
Marie Felixová
Anna Weillemannová
Eva Gärtnerová
Anna Kranichlová
Salomena Kurtzová
Dorota Partschová
Jindřich Bittner
Anna Rollepatzová
Salomena Sattlerová
Marie Ottová
Jindřich Peške