ROZDZIAŁ II
Pierwsi osadnicy - Społeczeństwo i religia - Czarownica Kate - Rodzina Bellów - Dyrektor szkoły i pierwszy kochanek Betsy
Ponad sto lat temu Gwiazda Imperium obrała kurs na zachód, podążając drogą wytyczoną krwią przez przednią straż, wypędzając czerwonoskórego człowieka, którego okrucieństwo uczyniło życie niebezpiecznym i niemożliwym dla ucywilizowania tego wielkiego kraju zarówno wtedy, jak i teraz pełnego możliwości. Kurierzy ponieśli z powrotem radosną wieść o pokoju i bezpieczeństwie oraz promienną opowieść o bogatych ziemiach, pięknych lasach, wielkich ciekach wodnych - rzekach, potokach, strumieniach i bulgoczących źródłach. Krótko mówiąc, kraina mleka i miodu została odkryta w Tennessee, wówczas na dalekim zachodzie, a emigranci z Północnej Karoliny, Wirginii i innych starych stanów napływali stałym strumieniem, szybko zasiedlając tę obszar. Byli najlepszą solą tej ziemi; ludzie krzepy i umysłu. Przybyli z siekierą, motyką, pługiem i sierpem. Przywieźli ze sobą swoje zwyczaje i koncepcje cywilizacji i chrześcijaństwa, mając za przewodnika Biblię i Konstytucję Stanów Zjednoczonych. Wtedy w marzeniach ludzi nie pojawiały się dzikie spekulacje i plany budowy wielkich miast i linii kolejowych. Najważniejsze były dobre ziemie i rolnictwo, a wśród imigrantów byli tylko samodzielni, młodzi ludzie o silnych mięśniach, nerwach, jasno postawionym celu, chętnym usposobieniu do pracy i skromnych obyczajach.
Wraz z tą falą imigracji przybył tam John Bell i jego urocza żona Lucy oraz gromadka obiecujących dzieci, a także prawdopodobnie wielu czarnoskórych, późniejszych niewolników. Ze swoją kawalkadą wozów i wspaniałymi ludźmi wylądowali w 1804 roku na zachodnim krańcu hrabstwa Robertson w stanie Tennessee, w pobliżu miejsca, w którym obecnie znajduje się stacja Adams, na południowo-wschodniej linii Louisville & Nashville Railroad, i spotkali się z serdecznym przyjęciem przez starych przyjaciół, którzy przybyli tam przed nimi. W społeczności panowała ogólna radość z powiększenia się spokojnego, szczęśliwego sąsiedztwa. Pan Bell kupił częściowo wykończony dom z solidnymi budynkami gospodarczymi, stodołami i pięknym młodym sadem, otaczając się tysiącem akrów najlepszej ziemi nad Red River, i osiadł tam na całe życie, oczyszczając więcej ziemi i tworząc dużą, żyzną farmę. Jego władczy wygląd, niezłomne cechy i siła charakteru od razu dały mu pozycję i wpływy w społeczności.
Domostwo rodziny Bellów
Pani Lucy Bell była wzorową matką wśród matron, zawiadując swoimi dziećmi z gorącą pasją czułego, kochającego serca matki; nawet surowy mąż poddawał się każdemu spojrzeniu jej łagodnych, przenikliwych oczu i ujmującemu uśmiechowi. Wszyscy byli zakochani w pani Bell i dyskutowali nad siłą jej wpływu i czułą dyscypliną panującą w jej domu. Była to rzeczywiście szczęśliwa i bardzo zamożna rodzina.
Głównymi familiami tworzącymi w owym czasie to urocze sąsiedztwo byli wielebny James i wielebny Thomas Gunn, pionierzy metodyzmu; William Johnson i James Johnson, założyciel Johnson's Camp Ground i jego dwaj synowie, John i Calvin Johnson; John Bell, Jerry Batts, Porterowie, Frederick Batts, rodzina Longów, James Byrns, Gardnerowie, Bartlettowie i Dardenowie, rodzina Gooch, Pitman, Ruffin, Mathews, Morris, Frank Miles z braćmi, "Ninety-Six" Needham, Justice i Chester; a po drugiej stronie Red River, między rzeką a Elk Fork Creek, znajdowała się duża osada Fort stworzona przez rodzinę Suggów, McGowenów, Bourne'ów, Roysterów, Watersów, Thomasa Gorhama, Herringa i wielu innych dobrych ludzi. Wielebny Sugg Fort był pionierem baptystów i człowiekiem o wielkich wpływach. Ludzie ci pozakładali duże rodziny i stworzyli arystokratyczne społeczeństwo kraju, a do tego kręgu nie został dopuszczony żaden człowiek, którego charakterowi, moralności i uczciwości można było cokolwiek zarzucić. Jednak owa zbiorowość rozszerzała się, rozciągając się w górę i w dół rzeki, aż po Kentucky, obejmując duży obszar nowych terytoriów. Wspólnotę charakteryzowała otwarta gościnność, a sąsiedzi pomagali sobie nawzajem i współpracowali na rzecz rozwoju edukacji i chrześcijaństwa. Zakładali szkoły, budowali kościoły i wspólnie oddawali cześć Bogu. Kościoły przyjmowały nazwę rzeki, potoku albo miejscowego źródła i nie było niczym niezwykłym, że ludzie chodzili do kościoła dziesięć lub piętnaście mil. Baptysta przejął inicjatywę w budowaniu domów modlitwy, a kościół Red River był pierwszym założonym w tej społeczności, która powstała w 1791 roku. Nadal funkcjonuje pod tą nazwą, ale nowe pokolenie zmieniło jego lokalizację, przenosząc się niewiele dalej, do stacji Adams, budując nowy i bardziej przestronny dom boży. Kolejnym zorganizowanym zgromadzeniem wiernych był Drake's Pond Church na linii stanowej, milę na wschód od Guthrie w stanie Kansas. Kiedy później nastąpił rozłam wyznaniowy, kościół ten był utrzymywany przez baptystów predestynarian. Wielebny Sugg Fort był pastorem obu kościołów, a te dwie kongregacje często się odwiedzały i razem wielbiły Pana, jako że kościoły dzieliło zaledwie siedem mil. W międzyczasie w okolicy kilka kościołów założyli metodyści pod przewodnictwem wielebnego Jamesa i wielebnego Thomasa Gunna, którzy przemierzyli szeroką połać kraju, z wielkim sukcesem głosząc ewangelię i nierzadko podróżując po pięćdziesiąt mil, aby udzielić ślubu lub odprawić pogrzeb. Sąsiedzi Bellów pod względem przynależności kościelnej byli podzieleni mniej więcej równo między baptystów i metodystów, ale przeważały tolerancja, chrześcijańskie braterstwo i duch naśladownictwa. Razem czcili Boga, a więzi przyjaźni rosły i wzmacniały się; zawierano związki małżeńskie łączące rodziny i te dobre stosunki nadal istnieją w obecnym pokoleniu.
Jak we wszystkich nowych krajach, w osadzie roiło się od rabusiów i złodziei koni, a uchowanie dobrego zwierzęcia przed kradzieżą było prawie niemożliwe. Wydawało się, że organy ścigania nie były w stanie wykryć i wykorzenić wandalizmu, a sytuacja wymagała podjęcia działań ze strony obywateli. Nicholas Darnley, który mieszkał po stronie Drake's Pond w Tennessee, kilku z Fortów i Gunnsów, biorąc sprawę w swoje ręce, po cichu zorganizowało dużą grupę w celu wytropienia takich czynów, i niedługo potem zajęli się ściganiem przestępców. Liderami gangu okazali się mężczyźni związani z szacownymi rodzinami; jeden mieszkał w zakolu Red River, poniżej Port Royal, a drugi był wysoko postawionym obywatelem Kentucky. Strażnicy porządku zabrali obu złodziei do gęstego lasu na bagnach między Drake's Pond a Sadlersville (nazwa współczesna), przywiązali ich kończyny do drzew i biczowali od stóp do głów mocnymi rózgami. Mężczyźni zostali następnie uwolnieni i dostali ostrzeżenie, że jeśli w ciągu trzech dni zostaną złapani ponownie, to trafią na szubienicę. Złodzieje natychmiast wyemigrowali, przekraczając rzekę Missisipi, i ostatecznie osiedlili się w Luizjanie, zrehabilitowali się, prowadzili bardziej honorowe życie i wkrótce zostali wielkimi plantatorami bawełny i zmarli otoczeni szacunkiem, pozostawiając po sobie wspaniałe fortuny. Obaj założyli duże rodziny, nieświadome tej plamy na honorze, dlatego nie wymieniam tu ich nazwisk, ale okoliczności, które w dawnych czasach nie były rzadkie, ilustrują fakt, że kij używany przez naszych ojców w korygowaniu złych obyczajów był skuteczniejszy niż dzisiejsze penitencjaria, i nie mniej humanitarny. Skazani, którzy przekraczają wrota nowoczesnego więzienia, cierpią z powodu tej samej kary zastosowanej z większą brutalnością, a także z powodu innych okrucieństw, i rzadko kiedy ktoś wraca na właściwą drogę. Cokolwiek by powiedzieć o barbarzyństwie starej kary chłosty, była to kara niechybna, a w łamiących prawo wzbudzała większe przerażenie niż współczesne zakłady karne. Była bardziej skuteczna pod każdym względem, dając złym ludziom szansę na poprawę. Żaden kryminalista nie miał ochoty pokazywać się w społeczności po tym, jak stanął pod pręgierzem. Niezmiennie wyprowadzali się i prowadzili lepsze życie.
W tamtym czasie głównymi punktami handlowymi tej okolicy były Port Royal w stanie Tennessee i Keysburg w stanie Kentucky, najstarsze miasta w tym kraju, równie duże teraz, jak i wtedy; także Adairville, Kentucky, Springfield, Clarksville i Nashville, Tennessee. Kupcy zaopatrywali się w swoje towary w Filadelfii i Nowym Orleanie, ciągnąc je wozami, aż w użycie weszły parowce. Jednak ludzie kupowali bardzo niewiele. Uprawiali bawełnę i len, hodowali owce na wełnę i szyli swoje ubrania w domu, używając ręcznych odziarniarek, gręplarek, kołowrotków i staromodnych krosien, i mieli szewca, który wyprawiał skórę na buty, garbowaną w pobliskiej garbarni. W kraju było niewielu lekarzy, a ci nieliczni, którzy osiedli w punktach handlowych, prowadzili praktykę w całym kraju, przejeżdżając od pięciu do piętnastu mil, aby zbadać pacjentów.
Minęło około dwunastu lat, odkąd John Bell rozpoczął szczęśliwe i dostatnie życie w swoim nowym domu na południowym brzegu rzeki Red River w hrabstwie Robertson. Dochował się bardzo interesującej rodziny z mnóstwem dzieci i szczęście uśmiechało się do niego na każdym kroku. Stał się jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi we wspólnocie, szanowanym za stałość charakteru, chrześcijańskie oddanie i hojną gościnność. Jego dom był domem dla każdego przechodzącego nieznajomego, a sąsiedzi odwiedzali go chętnie i często. Wielu bywało na przemiłych spotkaniach towarzyskich w Bell Place, bawił na nich również profesor Richard Powell, przystojny nauczyciel ze szkoły licencjackiej, który zresztą bardzo je cenił. Był człowiekiem wielkiej kultury i siły charakteru, wyróżniającym się w swoim zawodzie, który w tamtych czasach był prawdziwym powołaniem. Każdy lubił Dicka Powella za jego wspaniałe zalety towarzyskie i dobre maniery. Prowadził dużą szkołę w osadzie i był wychowawcą kilkorga dzieci pana Bella, również jego córki Betsy, którą uczył przez cztery lata i korzystał z każdej okazji do wychwalania jej cnót przed matką, mówiąc pani Bell, jaką była bystrą, słodką dziewczyną, i nikt nie próbował podważać jego opinii w tej sprawie. Betsy wchodziła teraz w cudowne dziewczęce lata, a chłopcy, którzy wraz z nią dorastali pod okiem Richarda Powella, byli pod takim samym wrażeniem jej uroku, jak ich nauczyciel. Jednak młodzieńcy byli jeszcze nazbyt nieśmiali, aby w jakikolwiek sposób wyrazić swoją opinię, zwłaszcza że Betsy była uważana za zbyt młodą, by przyjmować awanse, a speszona młodzież usprawiedliwiała wizyty u pana Bella chęcią odwiedzenia jego synów. Był jednak jeden odważniejszy młodzieniec, który nie starał się ukryć swojego podziwu dla niebieskookiej piękności, a jego przywiązanie do Betsy nie spotkało się z niechęcią. Joshua Gardner był bardzo przystojnym młodym mężczyzną, o wdzięcznym wyglądzie i kulturalnych manierach, bardzo cenionym towarzysko. Pochodził z dobrej rodziny i zdobył wyróżnienie jako najbardziej energiczny młodzieniec w szkole. Wszyscy przyznawali, że Josh był wspaniałym człowiekiem, który poradzi sobie w świecie, a jego przywiązanie do Betsy nie budziło niezadowolenia jej rodziców ani braci.
Mniej więcej w tym czasie pojawił się tajemniczy gość, który twierdził, że pochodzi ze starego Stanu Północnego, który zadomowił się u Johna Bella i, pomimo sprzeciwu, pozostał tam na czas nieokreślony, aby wypełnić pewne misje. Była to wiedźma "Kate" i czytelnik niewątpliwie nie może się doczekać, aby czegoś się o niej dowiedzieć. Pierwszy dowód na rzeczy toczące się poza zwykłym biegiem wydarzeń miał miejsce w 1817 roku. Pan Bell, przechodząc przez swoje pole kukurydzy, stanął przed dziwnym zwierzęciem, niepodobnym do żadnego, jakie kiedykolwiek widział, siedzącym w rządku kukurydzy i wpatrującym się w niego wytrwale. Mężczyzna doszedł do wniosku, że prawdopodobnie był to pies, a ponieważ miał w ręku broń, gdy zwierzę zerwało się do ucieczki, strzelił do niego. Kilka dni później, późnym popołudniem, na płocie przysiadł bardzo duży ptak, przypuszczalnie dziki indyk, Drew Bell go zauważył i pobiegł do domu po broń, by go zabić. Gdy zbliżył się na odległość strzału, ptak zatrzepotał skrzydłami i odleciał, a chłopak z zaskoczeniem odkrył, że nie był to indyk, ale jakiś nieznany ptak niezwykłych rozmiarów. Wkrótce potem, któregoś wieczoru Betsy wyszła razem z dziećmi na przechadzkę wśród wielkich drzew leśnych w pobliżu domu i zobaczyła coś, co opisała jako ładną, małą dziewczynkę ubraną na zielono, kołyszącą się na gałęzi wysokiego dębu. Potem przyszedł Dean, służący, donosząc, że każdej nocy, kiedy odwiedzał swoją żonę Kate, która służyła u Alexa Gunna, w określonym miejscu pojawiał się duży, czarny pies - biegł przed nim do drzwi chaty i znikał.
Betsy wraz z dziećmi widzą dziewczynkę na gałęzi wysokiego dębu
Te tajemnicze zjawy przez pewien czas były nieszkodliwe i nie wzbudzały żadnych lęków. Wkrótce jednak zaczęło się rozlegać dziwne pukanie w drzwi i ściany domu, którego źródła nie udało się ustalić. Później zaczęły się dziwne incydenty; najpierw w pokoju zajmowanym przez chłopców rozległ się dźwięk, coś jakby szczury gryzące słupki łóżek, potem jakby walczące psy, a także hałas przypominający łańcuchy od uprzęży ciągnące się po podłodze. Gdy tylko zapalono świecę w celu zbadania tego zjawiska, hałas zniknął, a z pokoju Betsy rozległy się krzyki; coś ją zaatakowało, a dziewczyna śmiertelnie się przestraszyła.
Na pana Bella spadła jakaś dziwna dolegliwość, której nie potrafił wyjaśnić. Była to sztywność języka, która pojawiała się nagle i przez czas, kiedy trwała, mężczyzna nie mógł jeść. Opisywał, że czuje się, jakby w ustach miał mały kawałek drewna, który wypycha oba policzki, a kiedy próbował coś zjeść, wypychał mu pożywienie z ust.
John Bell znosił to przez długi czas, może rok lub dłużej, mając nadzieję, że owa dolegliwość ustąpi, i nakładając na rodzinę obowiązek zachowania tej sprawy w głębokim sekrecie. Krewni byli lojalni w swoim posłuszeństwie, choć demonstracje te były przerażające, żaden sąsiad lub przyjaciel spoza rodziny nic o nich nie wiedział. Kiedy choroba stała się nie do zniesienia, pan Bell, w ścisłej tajemnicy, przedłożył sprawę Jamesowi Johnsonowi i jego żonie, opowiadając o wszystkim i prosząc, aby spędzili noc w jego domu, w nadziei, iż pan Johnson może rzucić trochę światła na tę zagadkę. Prośba ta została bardzo serdecznie przyjęta i na godzinę przed udaniem się na spoczynek pan Johnson poprowadził rodzinną modlitwę, zgodnie ze swoim zwyczajem czytając rozdział Ewangelii, śpiewając hymn, a następnie modląc się. Modlił się bardzo gorąco i żarliwie o objawienie przyczyny lub o to, aby Pan przerwał to, co się działo. Gdy tylko wszyscy znaleźli się w łóżkach, a światła zgasły, rozległ się potworny huk i wkrótce rozpoczęły się silne demonstracje w pokoju państwa Johnsonów, z których coś zdarło kołdrę. Pan Johnson był zdumiony i w oszołomieniu usiadł w łóżku; był jednak człowiekiem niezłomnej wiary i wielkiej odwagi, zatem, gdy otrząsnął się z zaskoczenia, zebrał myśli i zaczął przemawiać do widma, zaklinając je, aby się ujawniło i powiedziało, w jakim celu się tam znalazło. Efekt tej prośby przekonał pana Johnsona, że demonstracje pochodziły z inteligentnego źródła, ale poza tym nie miał on żadnej koncepcji. Jednak nalegał, aby pan Bell poinformował o sprawie i wezwał innych przyjaciół do pomocy w dalszym dochodzeniu. Zgodzono się na to, a odwiedzającym i dochodzeniom nie było końca. Jednak wiedźma Kate działała szybciej i wkrótce w odpowiedzi na liczne prośby zaczęła mówić, a wśród pierwszych demonstracji wokalnych powtórzyła pieśń i modlitwę pana Johnsona zmówione w wieczór jego pierwszej wizyty, słowo w słowo, tak doskonale imitując głos starszego pana i jego modlitwę, że nikt nie potrafił wskazać, żeby czymś różniły się od oryginału.
Kate stała się teraz stałym elementem życia w domu w znakomitej rodzinie Johna Bella Seniora, osiągając dominującą pozycję wśród obywateli, nazwana została Wiedźmą Bellów. On, ona czy to - nigdy nie udało się odgadnąć, jakiej było płci - wielce interesowało się religią i stawiało pana Johnsona za wzór chrześcijanina, nazywając go "Stary Miodousty". Często mawiało: "Panie Jezu, jaki słodki Stary Miodousty się modli; jak bardzo lubię go słuchać". Kate była zachwycona kontrowersjami w świętych pismach, potrafiła zacytować dowolny tekst lub fragment Biblii i była w stanie prowadzić dyskusję z najzdolniejszymi teologami, wyróżniając się żarliwością modlitwy i pieśni religijnych - żaden ludzki głos nie był tak słodki. Kate często odwiedzała Karolinę Północną, dawną okolicę Johna Bella, nigdy nie znikała na dłużej niż dzień lub godzinę, ale zawsze zgodnie z prawdą przekazywała wiadomości lub wydarzenia dnia w tej okolicy. Mając wszystkie te doskonałe cechy charakteru, Kate zachowywała się okropnie wobec gości i wszystkich członków rodziny z wyjątkiem pani Lucy Bell, której wiedźma była oddana, deklarując, że "Stara Luce" była dobrą kobietą. Wielką niechęć okazywała "Staremu Jackowi" - Johnowi Bellowi Seniorowi. W oczach Kate był obrzydliwy i odrażający, choć nigdy nie wyjaśniła dlaczego. Ale wiedźma często deklarowała, że zanim odejdzie, to zrealizuje swój cel - zabije go.
Kate była także niechętna rosnącej sympatii między Joshuą Gardnerem i Betsy Bell, i surowo protestowała, na różne sposoby, karząc Betsy za jego oddanie i uwagę. Esther, starsza i jedyna siostra Betsy, tuż przed tym, jak wiedźma w pełni się rozwinęła, wyszła za mąż za Bennetta Portera, a Betsy była teraz dumą i ulubienicą rodziny. Jednak podobnie jak wszystkie inne dziewczyny, miała serdeczne towarzyszki w osobach dwóch koleżanek. Była to Theny Thorn i Rebecca Porter. Starsze od Betsy o rok lub dwa, obie były pełnymi życia, uroczymi dziewczętami i miały wielu wielbicieli. Becky Porter była siostrą Bennetta Portera, a Theny Thorn była adoptowaną córką Jamesa Johnsona i jego drugiej żony, a także siostrzenicą pani Johnson, która nie miała dzieci, i oboje byli jej bardzo oddani. W rzeczywistości była hołubiona i niemal rozpieszczona, i znała tylko ich jako ojca i matkę. Trzy dziewczyny były koleżankami z klasy oraz bliskimi sąsiadkami, z rodzinami w najbardziej zażyłych stosunkach, i dorastały razem jak siostry, prawie nierozerwalnie ze sobą związane, razem wchodząc w towarzystwo i stanowiąc główną atrakcję dla wszystkich młodych mężczyzn w okolicy. Szczególnie młody James Long był oddany uroczej Becky Porter, a Alex Gooch czuł silne pulsowanie w sercu z powodu uroczej Theny Thorn.
Wiedźma Kate nigdy nie spała, nigdy nie trwała bezczynnie ani nie siedziała zamknięta w żadnym miejscu, była tu i tam, wszędzie, jak nocna mgła lub poranne promienie słońca, była wszystkim i niczym, niewidzialnym, ale obecnym, rozprzestrzeniającym się po całej okolicy, wtrącając się sprawy biznesowe i domowe wszystkich dookoła. Łapała się każdej niedorzecznej rzeczy, która się wydarzyła, i wszelkiej paskudnej, chciwej podłości; odgadywała najskrytsze tajemnice ludzkiego serca i natychmiast wszystko rozgadywała; urągając sąsiadom, wyśmiewając ludzi z ich grzechami i niedociągnięciami oraz drwiąc z ich głupoty w próbie odkrycia tajemnicy. Jednak Kate mocno trzymała się chrześcijaństwa i była żarliwą metodystką, zadawała się ze "Starym Miodoustym" i jego synem, Calvinem Johnsonem; była regularnym uczestnikiem spotkań modlitewnych pana Johnsona, wykrzykiwała "amen", waląc w krzesła, i wznosiła okrzyki "Panie Jezu".
Ludzie doszli do wniosku, że do wspólnoty został wysłany dobry duch, aby czynił cuda i przygotował dobrych w sercu na drugie przyjście Chrystusa. Wpływ Kate był podobny do tego wywieranego obecnie przez księdza Sama Jonesa na "przesiąknięte whisky miasto", tylko silniejszy. Jej sława rozprzestrzeniła się na setki mil, a ludzie szaleli z podniecenia i pokonywali duże odległości na koniach i wozami, aby być świadkami demonstracji, natomiast dom pana Bella był nieustannie pełen gości i badaczy. Gościnność Johna Bella była jednak równie wielka, co wysiłek z tym związany. Wszystkich odwiedzających karmił bezpłatnie. Członkowie społeczności szybko nauczyli się szanować obecność i rady Kate, ponieważ bali się skorpioniego języka wiedźmy i brzydzili się nim. Wszyscy dobrze się zachowywali; niegodziwi przestali przeklinać, kłamać i pić whisky, tak jak teraz ludzie robią to dla wielebnego Sama Jonesa. Skąpcy uważali, aby nie pożądać ani nie wyciągać rąk do tego, co należało do ich sąsiadów, bo Kate mogła im powiedzieć. Żaden człowiek nie pozwolił swojej prawicy zrobić czegoś, czego lewica mogłaby się wstydzić. Żaden obywatel nie pomyślał o zamknięciu drzwi do wędzarni lub szopki ani o siedzeniu po nocy, aby pilnować kurnika lub grządki z arbuzami. Służba była zbyt zaspana, aby w nocy opuszczać swoje chaty, a biali wychodzili po zmroku wyłącznie w towarzystwie, aby uczestniczyć w spotkaniach modlitewnych. Największy grzesznik w kraju mógł cały dzień orać nieużytki z psalmami na ustach i nawet kapryśny zaprzęg, rozbrykane źrebaki czy wręcz bliskie spotkania z uchwytami niesfornego pługa, zakończone chwilową utratą kontaktu z rzeczywistością, nie przekonały go do rzucenia przekleństwem. W zwykłej rutynie codziennych rzeczy nie mogło wydarzyć się nic, o czym wiedźma by nie wiedziała i w mniej niż w godzinę komuś nie powiedziała.
Jak wielkim czynnikiem politycznym byłby ten czarnoksiężnik w obecnym czasie? Cały kraj głosowałby, aby Kate miała honorowe, dożywotnie miejsce w obu izbach Kongresu oraz prawo do przewodniczenia wszystkim departamentom w Waszyngtonie, z przywilejem nieodpartych świadków, książek, artykułów i składania raportów w prasie. Czarownica mogłaby również rozprzestrzenić się po całym kraju w czasie wyborów, aby powiedzieć ludziom, kto nadawał się na urząd. Gdyby tak było, sięgnąć po stanowisko mogliby tylko ci, których wiedźma chwaliła, ponieważ żadna kwota nie mogłaby jej przekupić, aby ukryła plany i cele ludzi u władzy. Cokolwiek można powiedzieć o Wiedźmie Bellów, Kate miała doskonałą opinię i głęboki szacunek dla uczciwego człowieka i nigdy nie wahała się, gdy sytuacja tego wymagała, by zwrócić uwagę na różnice charakteru u ludzi. Tak było w przypadku dwóch braci, Johna i Calvina Johnsonów. John miał opinię przebiegłego oszusta, był szczery i łagodny z wyglądu i zachowania, ale potajemnie opracowywał sprytny plan wykrycia tajemniczej wyroczni. Calvin był natomiast uczciwym człowiekiem o czystym sercu, wolnym od podstępu, i pozwolono mu poczuć delikatny nacisk aksamitnej dłoni jasnowidza, która po nałożeniu na innych wywoływała bolesne odczucie, jak karcąca dłoń zirytowanej matki, gdy poczuje ją nieposłuszny chłopiec. Jednakże ten pozór głębokiej pobożności nie zdołał się utrzymać. Wiedźma brała udział w wielu spotkaniach modlitewnych, służąc promowaniu chrześcijańskiej społeczności i jednocząc różne wyznania w ćwiczeniach pobożności, na przemian bywając na spotkaniach u brata Johnsona (metodysty) i brata Bella (baptysty), ale w końcu wzięła na siebie zbyt wiele, nawet jak na najbardziej znaną czarownicę. Mówi się, że Szatan był kiedyś szanowanym aniołem i stał się zbyt zarozumiały, aż spadł ze swojej wysokiej pozycji, i z tego samego rodzaju pochopności "upadła" Kate. Wynikało to z udziału w kazaniach księdza Jamesa Gunna i wielebnego Sugga Forta, w kościołach oddalonych od siebie o trzynaście mil, tego samego dnia i o tej samej godzinie, próbując pogodzić arminianizm jednego z kalwinizmem drugiego, mieszając ogień metodystów z wodą baptystów. Tego było za wiele, nawet dla tak wielkiej wyroczni jak Wiedźma Bellów. Kaznodzieje byli w porządku, a ich kazań i nauk można było wysłuchać po jednym na raz, osoba odrodzona nie mogła przegapić nieba u żadnego z nich, ale anioła, a tym bardziej zarozumiałego fanatyka, zdumiałoby, gdyby ktoś w tym samym czasie brał udział w obu nabożeństwach. Tego właśnie podjęła się Kate i udało jej się wziąć udział w obu kazaniach; jednak mieszanka ta była zbyt mocna jak na wiarę wiedźmy i wkrótce cały zapas pobożności rozszedł się po obniżonej cenie. Po tym Kate wycofała się i wypadła z łask, zajęła się nieodrodzonymi duchami, urządzając huczne zabawy w spokojnym domu Johna Bella, wpadając tam bardzo pijana, przeklinając i wściekając się, napełniając dom nieświeżym oddechem, plując na służbę, przewracając krzesła, zdzierając przykrycia z łóżek, szczypiąc i dając klapsy dzieciom oraz drażniąc Betsy w każdy możliwy sposób. Czyniła to do tak niepokojącego stopnia, że jej rodzice bali się zostawić ją samą w pokoju na noc i jeśli Theny Thorn albo Rebecca Porter, albo obie, nie mogły z nią zostać, wysyłali ją z domu na noc. Było to coś w rodzaju charakteru Kate, nieznanej obywatelki, szczegółowo opisanego przez Williamsa Bella i innych.