Marta
Wzdychając głęboko, przewróciła się na drugi bok. Wysunęła z pościeli stopę, aby oprzeć ją o znajomą ramę łóżka i trafiła na pustkę. Poruszyła niecierpliwie palcami w poszukiwaniu oparcia i wtedy w jej głowie rozległy się dzwonki alarmowe. Nie była u siebie w domu. Ostrożnie odsunęła się od źródła ciepła, które, jak podejrzewała, miało bezpośredni związek z osobnikiem płci przeciwnej. W akcie odwagi uchyliła nieco powiekę. Nie czuła się jeszcze gotowa na konfrontację. Słyszała jego równy oddech, ale nie miała pewności, czy nie udaje. Na wszelki wypadek znieruchomiała.
Po nocy spędzonej z obcym facetem zawsze istnieją dwa wyjścia. Albo budzisz się i wymykasz, zbierając pod drodze rzeczy, a jeśli masz szczęście, drzwi zatrzaskują się same, albo usiłujesz wyjść jak najszybciej, bo on obudził się pierwszy, odmawiasz więc jedzenia śniadania pod pretekstem porannego spotkania z teściową w centrum handlowym, co skutecznie studzi miłosne zapędy. Teściowa działa bezbłędnie, ale po ten argument sięga się wtedy, gdy jest to facet na jedną noc, a nie na trzy upojne randki w mającym niepowtarzalny klimat mieszkaniu przyjaciółki.
Marta nie wiedziała, jaki scenariusz przyniosło jej życie, bo choć rozstając się wczoraj z Zuzanną, sprawiała wrażenie kompletnie przytomnej, potem wszystko się zmieniło. Znajomi namówili ją na pójście do jeszcze jednego klubu, więc prawdę mówiąc, niewiele pamiętała z dalszej części nocy. Nie miała pojęcia, jak i skąd wzięła się w cudzym mieszkaniu, a ciepłe udo przylegające do jej nóg było tak konkretne jak ból głowy rozsadzający teraz czaszkę.
Musiała stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością niedzielnego poranka.
,,Nie jest dobrze" - pomyślała i gwałtownie otworzyła oczy.
Mężczyzna nie spał. Przyglądał się Marcie. Mierzył ją uważnie niebieskimi oczami. Niepokojąco kogoś przypominał, lecz nie mogła odnaleźć w pamięci osoby, z którą jej się kojarzył. Nie tylko nie spał, ale najwyraźniej nadal był zainteresowany. Dowód zainteresowania dotykał niecierpliwe jej biodra. Nieznajomy przesunął powoli dłoń w stronę prawej piersi i sięgnął po nią leniwym ruchem tak, że Marcie zrobiło się gorąco. Nagle wszystko sobie przypomniała. Facet bez imienia był dobry. Nawet bardzo dobry.
"Trzy randki" - zadecydowała w myśli i uśmiechnęła się do niego, unosząc się na łóżku.
Teraz już obie jej piersi znalazły się w jego dłoniach, bawił się nimi od niechcenia, jakby myślał o czymś zupełnie innym, a potem niespodziewanie przestał i zagłębił w nią palec, nie spuszczając wzroku z wpółotwartych ust. Jęknęła i rozchyliła szeroko uda. Rozszerzone źrenice i przyspieszony oddech, nad którym nie mogła zapanować, najwyraźniej sprawiły mu satysfakcję. Przerzuciła nogi przez biodra nie znajomego i powoli zaczęła unosić się i opadać. Ciężkie piersi tańczyły, uwolnione z uścisku, bo dłonie mężczyzny przeniosły się teraz na talię i kontrolowały tempo, prowadząc Martę prosto do orgazmu. Naraz mężczyzna przerwał i znieruchomiał. Czuła głęboko nieznośne pulsowanie domagające się spełnienia, ale za nim zdążyła zaprotestować, przekręcił ją na plecy i wszedł głębiej, aby narzucić swój rytm. Teraz naprawdę nie mogła oddychać. Wchodził w nią coraz mocniej, nie przestając patrzeć jej w oczy. Było to nieznośnie podniecające. I bezczelne. Po kilku minutach poczuła, że nie jest w stanie zapanować nad potężną falą orgazmu. Krzyknęła i zacisnęła mocno palce na jego ramionach. Poderwała gwałtownie głowę i opadła, wyginając w łuk szyję. Długie ciemne włosy zasłaniały twarz, ale szeroki uśmiech zdradzał, jak bardzo jest zadowolona.
- To było niczym poranne cappuccino - oznajmiła ochrypłym głosem i wysunęła się spod niego, siadając na brzegu materaca.
- To było lepsze - mruknął i wstał, owijając biodra prześcieradłem.
Gdy podszedł do okna, rozejrzała się dyskretnie po pokoju. Materac, gitara, piecyk i czarna skóra przerzucona niedbale przez poręcz krzesła. Nie mogła w to uwierzyć! Przespała się z pieprzonym muzykiem. A obiecywała sobie, że po ostatnim epizodzie nigdy tego błędu nie zrobi.
- Nie będę ściemniał - odezwał się nieznajomy, nadal odwrócony plecami. - Chcę to powtórzyć.
- Zadzwonię - rzuciła zdyszanym głosem, zrywając się z pościeli.
Ubrania same znajdowały do niej drogę. Najpierw majtki, potem rękawy bluzki, nawet spodnie chętnie dawały się włożyć. Biustonosz wepchnęła do torebki. Zatrzymała się na chwilę, nie zapinając na piersiach guzików. Gdzieś położyła kolczyki. Wszystko jedno, kupi następne. Nie patrzyła w jego stronę. Ten rozdział musiał być jak najszybciej zamknięty. Ostatnim razem, gdy przespała się z muzykiem, a on zwariował na jej punkcie, nie mogła się od niego uwolnić. Zadedykował jej nową płytę, na koncercie oznajmił wszem wobec, że choć jest najbardziej wyuzdaną i zepsutą dziwką, jaką spotkał w życiu, mimo wszystko cały czas ma nadzieję, że przestanie go wreszcie unikać i znów się z nim prześpi. Marta oszalała z wściekłości. Potem przez blisko miesiąc była najmodniejszą osobą w towarzystwie.
Teraz chciała jak najdalej uciec od instrumentów i utalentowanych dupków, bo na samo wspomnienie koncertu znów rozbolała ją głowa.
Mężczyzna podszedł bliżej i pochylił się, muskając ustami jej policzek.
- Domyślam się, że nie lubisz muzyków, ale ja w przeciwieństwie do tamtego faceta nie jestem wariatem.
Tego się nie spodziewała. Minęło już pół roku od pamiętnej afery i nie rozumiała, jakim cudem nowy kochanek się o tym dowiedział. Uśmiechnął się, jakby czytał w jej myślach.
- Opowiedziałaś mi wczoraj całe swoje życie.
- Serio? - spytała, postanawiając nigdy więcej tyle nie pić.
- No może nie całe, ale wystarczająco wiele, abym domyślił się, jaki masz problem. Nie jestem muzykiem, jestem psychologiem. To mieszkanie mojego kumpla.
Faceci, którzy zajmują się rozgryzaniem innych i rozkładaniem ich umysłu na czynniki pierwsze, są najbardziej niebezpiecznymi i zarozumiałymi palantami na świecie. Tak samo jak muzycy. Rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza. Marta złapała torebkę i cofnęła się o krok, zasłaniając się nią jak tarczą. Była zbyt mała, aby ukryć nagie piersi. Nienawidziła wieczorowych kopertówek, w których mieściły się tylko komórka, kilka wizytówek i zwitek banknotów.
- Hej! Nie jestem wariatem. Chcesz pogadać?
- Pogadać? O czym pogadać? - Pierwszy raz w życiu ktoś ją tak zaskoczył, bo w przypadku klubowych znajomości obowiązywała żelazna zasada: im mniej słów, tym lepiej dla obu stron. Co innego, gdy oboje byli pijani. Wtedy te zasady nie obowiązywały.
- O tym, skąd się w sumie znamy, bo oboje czujemy od początku, że musieliśmy się wcześniej spotkać i dokładnie tak samo nas to męczy. - Uśmiechnął się czarująco.
A więc się nie myliła.
,,Przecież nie poznaliśmy się w poprzednim wcieleniu" - pomyślała przytomnie.
Przyglądała mu się spokojnie, badając powoli jego rysy twarzy, i nagle odkryła maleńką bliznę w kształcie strzałki w samym kąciku ust. I uderzyło ją wspomnienie. Taką samą bliznę miał Michał, chłopak z gimnazjum, w którym na zabój kochały się z Zuzanną. Potem straciły z nim kontakt, bo wyjechał z matką do Paryża. Minęło dziesięć lat, więc nic dziwnego, że go nie poznała. Przypomniała sobie teraz, jak kiedyś bił się przed szkołą z uczniem z klasy o rok wyżej i choć wyszedł z tej walki zwycięsko, upadł w trakcie szarpaniny na chodnik i trafił ustami na rozbite szkło. Stąd ta blizna.
Zgadzały się oczy, profil, krzywy uśmieszek, tylko zdecydowanie lepiej się teraz prezentował. Wyglądał jak ciacho ze snów małolat, które mają jeszcze nadzieję znaleźć w swoim życiu księcia z bajki, czyli smakołyk życia.
- Masz na imię...? - spytała ostrożnie, chcąc się upewnić.
- Michał - mruknął, ściągając w zastanowieniu brwi.
W życiu czasem nadchodzi taki moment, kiedy świat wywraca się do góry nogami. Nie, nie jest to chwila, kiedy myślisz, że właśnie znalazłaś drugą połowę. Miłość nie istnieje, więc to już masz z głowy. To chwila, kiedy uświadamiasz sobie, że przespałaś się z facetem, z którym jarałaś pierwsze blanty i który sprawiał, że miękły ci kolana. To nie jest dobre. To nigdy nie jest dobre, bo nie wiadomo, co w takiej sytuacji robić.
- Halo, to ja, Marta! - Pomachała niepewnie ręką. - Pierwsza D, tak?
- Rejtan?
- Trzecia ławka pod oknem.
- Nie, czwarta.
Czuła się idiotycznie. Czuła się tak, jakby dopiero co przespała się ze swoim bratem. Najgorsze było to, że znów miała ochotę na seks.
- Co porabiałaś przez te lata? - zainteresował się.
A więc tak to chciał ustawić. Jeden numerek i wracamy do szkolnej przyjaźni. Marta poczuła narastającą frustrację. Zazwyczaj ona pisała scenariusz i dyktowała warunki. Trzy randki to trzy randki. Musiała pomyśleć, jak się zachować w tak nietypowej sytuacji.
- Podobno zdradziłam ci już wszystko na swój temat. - Uśmiechnęła się krzywo. - A poza tym jestem nieprzytomna. Może spotkamy się jakoś w tygodniu i wtedy ty opowiesz mi o sobie.
- Nie ma sprawy, jak wolisz. Wymienimy numery telefonów? - spytał, przyglądając się Marcie uważnie.
A więc wiedział, że jeszcze przed chwilą nie miała zamiaru tego zrobić. Michał miał w szkole opinię chłopaka, którego uwadze nic nie umyka. Zawsze był przenikliwy. Pamiętała kłótnię z nauczycielem historii... Nie chciała jej pamiętać! Chciała znów się z nim kochać i, do cholery, miała do tego prawo! Prawo trzech randek. Zacisnęła palce na torebce i otworzyła ją jednym ruchem. Wyjęła wizytówkę i nie patrząc mu w oczy, podała ją tak ostrożnie, jakby zaraz miała się rozpaść.
- Poczucie winy? - rzucił cicho. - Jesteś na siebie zła?
- A mam się czym przejmować? - zdziwiła się. - To był naprawdę świetny seks z kolegą z gimnazjum. Wtedy to nie wchodziło w grę, teraz tak. Nie będziesz chyba analizował sytuacji?
Michał otworzył przed nią drzwi i ukłonił się z drwiącym uśmieszkiem. Wyraźnie tchórzyła. Domyślał się, że ma problem, bo przespanie się z kumplem z klasy zawsze rodzi komplikacje. Z doświadczenia wiedział, że w takiej sytuacji nie należy wchodzić w dialog. Wypuścił ją na słoneczną klatkę.
Zaatakowana jaskrawym światłem złapała się za skronie. Przyćmiony ból głowy po raz kolejny wrócił, i to ze zdwojoną siłą. Miała jedną zasadę, której nigdy nie złamała. Nie sypiała ze znajomymi, a tym bardziej z przyjaciółmi. Zasada nie obejmowała niewyobrażalnego pecha w postaci miłości z gimnazjum. W dodatku doprowadziła się do takiego stanu, że nawet go nie skojarzyła. Gdyby było inaczej, nigdy nie zdecydowałaby się na seks.
- Ja pierdolę! - krzyknęła w windzie, uderzając dłonią w drzwi.
Poczuła tępe mrowienie w palcach i to pozwoliło jej zebrać myśli. Uspokoiła się i uśmiechnęła się po chwili, wyobrażając sobie, co powie Zuzanna, gdy się dowie, kogo spotkała i co zrobiła. Ile godzin kiedyś przegadały, wymyślając sobie różne scenariusze! Wariant pierwszy to przyjaźń we troje. Wariant drugi - rzut monetą, która z nich ma się z nim spotykać. Wariant trzeci - spotykają się obie i tracą z nim dziewictwo, co cementuje ich przyjaźń. Gimnazjalne marzenia miały się nijak do rzeczywistości.
Nagle poczuła, że wcale nie ma ochoty się nim dzielić. Wiedziała jednak, że w przyjaźni obowiązuje niepisana zasada. Jeśli Zuzanna będzie miała ochotę, też prześpi się z Michałem. Ustalenie było nieważne tylko wtedy, kiedy którejś zaczęłoby zależeć na facecie. Ten wariant był czysto hipotetyczny, bo wykluczyły go już dawno temu. A więc podzieli się i tyle. Seks dla Zuzanny i dla Marty był jak ulubiona kanapka w Subwayu. Uzależniał, ale zawsze można było zmienić menu i zacząć od nowa.
Od początku istnienia świata kobiety i mężczyźni ciągle szukają nowych smaków. W mieście nieskończonych możliwości szans odkrycia nieznanej kompozycji jest więcej, niż mogłoby się zdawać. Marta należała do koneserów i dopóki nie przekonała się, że jej wybór jest dokładnie taki sam jak poprzedni i niczym się nie różni, odczuwała niepokój, na który jedynym lekarstwem było skonsumowanie kanapki do końca. I upewnienie się, że to żadna rewelacja. Dlatego gdy wyszła od Michała, postanowiła zrobić wszystko, aby zapomnieli o okolicznościach, w jakich się kiedyś poznali, i skupili na teraźniejszości.