Nazywam się John Fatterjeal
West, jestem słuchaczem wydziału prawnego w St. Andrews i
pragnąłbym w treściwej formie podać do publicznej wiadomości moje
zeznania.
Nie gonię za sławą literacką, nie pragnę bynajmniej czarem
mego słowa i artyzmem opowiadania rzucać jeszcze głębszego cienia
na to niezwykłe wydarzenie, o którem mam opowiedzieć.
Chcę przedewszystkiem, aby ludzie, wiedzący coś nie coś o
tej sprawie, przeczytawszy moje sprawozdanie, mogli świadomie i w
dobrej wierze osądzić je, nie znajdując w mojem opowiadaniu
najmniejszego nawet rozminięcia się z prawdą.
Osiągnąwszy ten cel, będę mógł spokojnie spocząć, zupełnie
zadowolony z rezultatu mojej pierwszej i, prawdopodobnie, ostatniej
próby na polu literackiem.
Pierwotnie chciałem jedno za drugiem, w należytym porządku,
opisać wszystkie wydarzenia, opowiadając o tem, co się działo w
mojej obecności i cytując wiarogodne zeznania świadków o tych
wypadkach, przy których sam nie byłem obecny. Jednak, dzięki
współdziałaniu moich przyjaciół, ułożyłem inny plan, wprawdzie,
zyska on mniej uznania dla mnie, da jednak więcej zadowolenia
czytelnikom.
Pragnę przytoczyć rozmaite rękopisy, znajdujące się w mem
posiadaniu, a dotyczące tej sprawy; zaliczam do nich
przedewszystkiem zeznania osób, dobrze znających generała Levis'a.
A zatem, przedstawię czytelnikom zeznania Izraela Stacksa w
Cloomber-Hall, oraz Johna Esterlinga, lekarza. Przyłączę do tego
urywki z dziennika nieboszczyka Johna Bertier Levis'a, dotyczące
wypadków, jakie miały miejsce w dolinie Thul, w jesieni 1841 roku,
mniej więcej przy końcu pierwszej wojny w Afganistanie, z opisem
potyczki w wąwozie Therada i śmierci Hulab Szacha.
Biorę na siebie obowiązek wypełnienia wszystkich luk i
niedomówień. Tym sposobem więc zrzekam się tytułu autora, stając
się jedynie pospolitym kompilatorem. Praca moja przestaje być
opowiadaniem historyczno-kronikarskiem i zamienia się w serję
zeznań naocznych świadków.
Ojciec mój, John Hunter West, był znanym uczonym, zajmującym
się literaturą wschodnią, jakoteż sanskrycką; dotychczas cenią go
wszyscy, którzy interesują się tym przedmiotem. On pierwszy, po
Wiliamie Johnsie, zwrócił uwagę na wielkie znaczenie literatury
perskiej, a jego przekłady utworów Hawiza i Ferid-Eddina Atara
zyskały mu gorące pochwały barona von Hammer z Wiednia i innych
znanych krytyków Kontynentu.
W styczniowym zeszycie "Przeglądu nauk wschodnich" za rok
1861, nazywają go "znakomitym i nader uczonym Westem z Edynburga";
doskonale pamiętam, jak ojciec wyciął tę wzmiankę z pisma i z łatwo
zrozumiałą dumą schował wycinek pomiędzy najważniejsze dokumenta
familijne.
Ojciec był ukończonym prawnikiem, zajęcia jednak naukowe
pochłaniały go do tego stopnia, że praktyki całkowicie prawie
zaniechał.
Gdy klijenci zjawiali się w mieszkaniu przy Georges-Street,
okazywało się zazwyczaj, że ojciec zatopiony jest całkowicie w
odczytywaniu jakiegoś dokumentu, lub też zapleśniałego manuskryptu,
a myśli jego zajęte są więcej kodeksem, wydanym przez Manu na
sześćset lat przed Narodzeniem Chrystusa, aniżeli zawiłymi
problemami prawodawstwa szkockiego z dziewiętnastego wieku. Nic
więc dziwnego, że w miarę tego, jak praca naukowa mojego ojca
postępowała naprzód, klijenci jego rozpraszali się, tak, że w
chwili, gdy dosięgnął zenitu swej sławy, pod względem materjalnym,
znalazł się w smutnem ze wszech miar położeniu tureckiego świętego.
W żadnym z uniwersytetów jego ojczyzny nie było katedry
literatury sanskryckiej, nigdzie też nie objawiano najmniejszej
podaży na jedyny w swym rodzaju towar umysłowy, jaki ojciec mój
mógł społeczeństwu zaofiarować; bylibyśmy też zmuszeni zapoznać się
z dotkliwą nędzą, pocieszając się aforyzmami i przepisami życia
Firdusiego, Omara, Khajama i innych pisarzy - wschodnich ulubieńców
ojca, gdyby nie pomoc, okazana nam przez jego dalekiego kuzyna,
Wiliama lorda Brinksome z hrabstwa Wichtowne.
Lord Wiliam Brinksome posiadał wprawdzie wielkie obszary
ziemi, nieurodzajne wszakże i mało skutkiem tego przynoszące
dochodu; a jednak, prowadząc nader skromny tryb życia, lord Wiliam
robił nawet oszczędności.
Podczas naszego względnego dobrobytu, mało słyszeliśmy o
nim; w tym samym jednak czasie, gdy nasze warunki materjalne
zmieniły się na gorsze, nadszedł od lorda list, dający nam dowód
jego sympatji, oraz możność poprawienia naszego smutnego położenia.
Lord pisał, że od pewnego czasu zasłabł na płuca i doktór Esterling
poradził mu ostatnie lata przebyć w łagodniejszym klimacie.
Skutkiem tego postanowił udać się na południe Włoch i zapraszał nas
na czas swej nieobecności do zamieszkania w Brinksome, pod
warunkiem, aby ojciec mój objął zarząd jego dóbr i otrzymywał za to
wynagrodzenie. Pensja, którą lord mu wyznaczył, zapewniała nam
tymczasem życie bez troski.
W owym czasie matka nasza od lat już paru nie żyła, rodzina
zaś nasza składała się tylko ze mnie, mego ojca i siostry mojej,
Estery. Oczywiście, naradzaliśmy się niedługo i wkrótce zgodziliśmy
się przyjąć wspaniałomyślną propozycję lorda. Tegoż wieczoru ojciec
udał się do Wichtowne; Estera zaś i ja pojechaliśmy tam w kilka dni
potem, wziąwszy ze sobą dwa worki uczonych książek i te z naszych
rzeczy, które opłacało się przewieść na nową siedzibę.