DziśPo południu
Gospodarz gabinetu miał najwyżej kilka minut, by podjąć decyzję.
- Zrekapitulujmy - powiedział.
- Oczywiście. Nasz człowiek nie zameldował o wykonaniu zadania. Nie stawił się w punkcie alarmowym. Pozostałe kontakty pozostały nieaktywne. Komórki milczą. Zniknął. Zniknął także Bagiński, jego cel.
- Miał zniknąć - zripostował gospodarz. Taki był powód gry: wynajdywanie słabych punktów rozumowania. Nim rozpoczną polowanie, muszą się upewnić, że postępują właściwie.
- Niezupełnie. Miał zginąć w wypadku. A tymczasem nie ma ciała ani dowodu, że cel nie żyje.
- Nie ma również dowodu, że pozostaje przy życiu. Co dały poszukiwania naszego człowieka?
- Nic. Rozpłynął się w powietrzu. A w dokumentacji Pegaza brakuje jednego z kluczowych elementów - zarówno oryginału, jak i kopii. Również prototyp jest niekompletny. Bagiński wymontował z niego moduł zasilania, wartość projektu spadła właściwie do zera. Trwają przesłuchania personelu, choć musimy robić to bardzo dyskretnie i wprowadzać tych ludzi w błąd co do powodu inwigilacji.
- Komputer?
- Dyski zostały profesjonalnie sformatowane.
- Dane ze sformatowanego dysku można odzyskać.
- Prace trwają. Na pewno nie skończą się wcześniej niż za tydzień. Dla naszych celów o tydzień za późno.
- Nie mamy żadnego śladu?
- Informator z konkurencji twierdzi, że nasz człowiek zgłosił się do nich i zaproponował spotkanie w Zakopanem. Chce przekazać informacje i dowody.
- Dlaczego tam?
- Bagiński przebywał w Zakopanem, to wiemy na pewno. Nasz człowiek tam właśnie go znalazł. I zniknęli obaj.
- Poszukiwania Bagińskiego?
- Uruchomiliśmy wszystkie dostępne źródła informacji. Nadal nie mamy pewności, czy on żyje. Ale zakładamy, że tak.
- Wspomniałeś, że nasz człowiek ma przekazać dowody. Dowody na co?
- Tego informator nie określił. Przyjmujemy najgorszy wariant.
- Że przekaże dokumentację Pegaza i moduł?
- I być może wskaże adres, gdzie ukrył Bagińskiego.
- A zatem... nasz człowiek jest zdrajcą.
Te słowa w końcu padły. Musiały paść.
Gospodarz gabinetu, niemłody, posiwiały mężczyzna, nadal stał twarzą do okna.
Rok kończył się mroźnym, pochmurnym dniem. Wiatr miótł wzdłuż ulicy zlodowaciałe drobinki śniegu, niemal do zera redukując aktywność przechodniów i znacznie ograniczając ruch samochodowy. O słońcu nikt nie słyszał od dwóch tygodni. Pogoda zniechęcała do życia nawet najbardziej zatwardziałych optymistów.
Gospodarz nie dostrzegał widoku za oknem, choć ten doskonale współgrał z jego nastrojem. Przed oczyma przemykał mu ciąg wydarzeń, który doprowadził do punktu, w którym się właśnie znalazł. Zastanawiał się, kolejny już raz, w którym miejscu popełnił błąd.
Może nie popełnił żadnego.
Odwrócił się wolno. Twarz młodego zastępcy wyrażała niezdecydowanie. A niezdecydowanie to ostatnie, na co w tej chwili mogli sobie pozwolić - przynajmniej tego gospodarz był całkowicie pewny
Zdrada jest zdradą i niczego nie zmieni używanie semantycznych sztuczek.
- O odbiorcach udało się dowiedzieć czegoś więcej?
- Nic ponad to, co już pan wie.
- Nadal nie mamy na nich chwytu?
- Nie w przypadku tej komórki. Są bardzo hermetyczni. Przykro mi. Nasz informator stoi za nisko w hierarchii.
- Próba blokady od góry?
- Analizowałem ten wariant. Niemal stuprocentowe ryzyko porażki. Mimo wszystko uważam, że najprościej będzie odnaleźć naszego człowieka przed spotkaniem i uniemożliwić mu przekazanie dowodów.
- Pozostaje Bagiński.
- Oczywiście. Bagińskiego musimy odnaleźć również. O ile żyje.
W głosie zastępcy nie słychać było przekonania. Brał ten wariant pod uwagę, choć osobiście uważał go za mało prawdopodobny.
Gospodarz odwrotnie. Jego zdaniem dobrze pasował do faktów.
Chwila wypełnionej namysłem ciszy. Cieniutkie brzęczenie szyby pod naporem wiatru. Daleki stukot obcasów na korytarzu. Gospodarz westchnął.
- Kiedy nastąpi spotkanie?
- Tego akurat informator zdołał się dowiedzieć. Jutro o dziewiątej.
- Idealna pora.
Współpracownik uśmiechnął się. W noworoczny poranek można się doskonale ukryć przed niepożądanymi spojrzeniami. Ale po chwili uśmiech przygasł i to jeszcze zanim napotkał pełne dezaprobaty spojrzenie przełożonego. Zbyt wiele było do stracenia.
- Miejsce nadal nieznane? Zakopane to dość duże miasto.
- Grupa poszukiwawcza działa od wczoraj. Uruchomiła swoje kontakty. Szukamy bardziej konkretnej lokalizacji.
Gospodarz gabinetu zamyślił się.
Nie miał żadnego problemu ze zmierzeniem się z konsekwencjami decyzji, która musiała zostać podjęta. Nie czuł żalu ani wyrzutów sumienia. Tkwił na swoim stanowisku tyle lat, przeprowadził tyle operacji, zapobiegł tylu kryzysom...
Jednak tym razem problemem były skutki. Jeżeli zostanie popełniony choć minimalny błąd, jeżeli zawiedzie wsparcie lub rozpoznanie, jeżeli owszem, zasadniczą część operacji uda się wykonać zgodnie z planem, ale obiekt przedsięweźmie ponadstandardowe środki zaradcze albo zabezpieczenia...
Obiekt...
Cóż za pieprzone określenie.
Przez wiele lat zdecydowanie najlepszy pracownik gospodarza. Mający na swoim koncie sukcesy, o których inni mogliby tylko śnić. Potrafiący dotrzeć do ludzi, którzy zdawali się nietykalni. Umiejący starannie zamaskować cel operacji oraz swoje działania, do tego stopnia, że zainteresowane służby bezpieczeństwa szukały, o ile w ogóle, w zupełnie innych miejscach, niż powinny.
Dwanaście wspólnych lat. Niemal przyjaźń. I poczucie sensu podejmowanych działań.
- Zespół interwencyjny jest? - zapytał gospodarz. Zmiana tonu była tak wyraźna, że podwładny aż drgnął.
- Czeka. Tak jak pan kazał.
- Poproś.
Zastępca szybkim krokiem podszedł do drzwi, uchylił je i skinął głową. Drzwi bezszelestnie otworzyły się na całą szerokość i gęsiego weszło do pokoju sześciu mężczyzn. O żadnym z nich na pierwszy rzut oka nie dało się powiedzieć niczego konkretnego.
Wszyscy odznaczali się całkowitym brakiem cech charakterystycznych. Przeciętny wzrost, wygląd, wyraz twarzy, ubranie, chód, gestykulacja: gdyby wypuścić tych ludzi na ruchliwą ulicę, staliby się całkowicie niewidoczni. To, między innymi, świadczyło o ich kwalifikacjach. Ich umiejętności były bardzo wszechstronne: o niektórych z nich nawet gospodarz gabinetu miał jedynie mgliste pojęcie.
Goście bez słowa zajęli miejsca przy niskim stoliku. Zastępca, nawet nie patrząc na szefa, usiadł u szczytu i przysunął do siebie otwartego laptopa. Bez słowa dwukrotnie kliknął myszką. Wiszący na jednej ze ścian ekran rozbłysnął. Ukazała się na nim fotografia człowieka, który był równie nijaki jak przybyła przed chwilą grupa. Mógł mieć zarówno trzydzieści pięć, jak i pięćdziesiąt lat. Głęboko osadzone oczy beznamiętnie patrzyły wprost w obiektyw. Jedynie wąskie, zaciśnięte usta świadczyły o silnej woli i zdecydowaniu.
- Otrzymałeś podstawowe informacje?
Mężczyzna, do którego zwrócił się gospodarz, skinął głową. Używał pseudonimu Szary. Dowodził grupą. Sam wybrał i wyszkolił jej członków. Ponosił za nich pełną odpowiedzialność. Mógł na nich polegać.
- To wasz cel.
Szary nie wykonał najmniejszego gestu czy grymasu, ale gospodarz wiedział, że wypowiedziane przed chwilą trzy słowa zrobiły na nim kolosalne wrażenie. W każdej zakonspirowanej organizacji największe niebezpieczeństwo stanowi nielojalność jej członków. Reguły są jasne i powszechnie akceptowane: zdrada jest niedopuszczalna, karana błyskawicznie i bezwzględnie. Jednak wszyscy, o czym nikt głośno nie mówi, modlą się codziennie, by nie nastąpiło to w ich organizacji, pionie, sekcji; przynajmniej nie wtedy, gdy mają dyżur. Lub w czasie prowadzonej przez nich operacji.
- Ruszacie natychmiast. Na lotnisku czeka śmigłowiec. W Zakopanem spotkacie się z grupą wsparcia. Jej dowódca uruchomił wszystkie dostępne kontakty. Możliwe, że do waszego przybycia zdobędzie informację o prawdopodobnym miejscu pobytu obiektu.
- Możliwe? Prawdopodobnym? - zapytał Szary, cichym, całkowicie bezbarwnym głosem. Idealnie pasującym do sylwetki. Nie do zapamiętania. Arcymistrz nijakości.
- Przepraszam za tak nieprecyzyjne określenie. Komunikaty o swoich aktualnych planach i miejscach pobytu cel ogłasza z irytującym opóźnieniem. - Gospodarz spotkania i szef wszystkich zgromadzonych w pokoju osób uśmiechnął się samymi ustami, podczas gdy jego oczy pozostały niepokojąco zimne.
- To ja przepraszam.
- Grupa wsparcia zrobi wszystko, żeby wam pomóc. Być może jej szefowi uda się dotrzeć do ludzi, wśród których ostatnio cel się obracał. Bardzo prawdopodobne, że dowiemy się, gdzie spędzi dzisiejszy wieczór. - Gospodarz zrobił pauzę. - Namierzcie go i zlikwidujcie. Macie czas do jutra do dziewiątej.
Szary spojrzał na ekran; nie po to, by utrwalić w pamięci twarz mężczyzny, którego miał ścigać. Doskonale znał tego człowieka. Wiedział o nim wszystko. Po prostu chciał mieć jeszcze chwilę na zastanowienie, by precyzyjnie wyrazić uporczywie krążącą po głowie myśl. Przeniósł wzrok na gospodarza gabinetu.
- Nie można wykluczyć, że będą świadkowie.
Gospodarz skinął głową.
- Nawet więcej - powiedział. - Obiekt ma broń. Świadkowie łatwo mogą się przekształcić w zakładników.
- Co wtedy?
Znali kaliber sprawy. Odpowiedź mogła być tylko jedna. Mimo to chcieli ją usłyszeć.
Głos gospodarza brzmiał cicho, co w żaden sposób nie odbierało mu stanowczości.
I jakby pewnego rodzaju smutku.
- Obiekt to dobrze wyszkolony i bardzo utalentowany zabójca. Siedzi w branży dwanaście lat. Jest bezwzględny i zdeterminowany. Dlatego macie zielone światło dla wszelkich działań. Są tylko dwa warunki: mają być skuteczne i dyskretne. Stuprocentowo skuteczne i stuprocentowo dyskretne. Tyle.
Wszyscy wstali.
- Szary, zostań, proszę - powiedział gospodarz gabinetu.
Obaj czekali w milczeniu, aż za członkami grupy zamkną się drzwi.
- Przyjmujemy, że obiekt albo już zdobył, albo w ciągu najbliższych godzin zdobędzie dokumentację Pegaza. Macie ją odzyskać, a obiekt zlikwidować. Pamiętaj jednak, że... - Szef omiótł wzrokiem pokój, jakby chcąc się upewnić, że nikt prócz Szarego nie usłyszy tego, co ma do powiedzenia - ...Pegaz nie stanowi celu sam w sobie. To klucz do globalnej operacji o długofalowych, strategicznych skutkach. Być może nadejdą momenty, w których tobie czy twoim ludziom będzie wydawało się inaczej. Ale główny cel jest znacznie ważniejszy niż Pegaz jako taki, życie Bagińskiego, obiektu, twoje, twoich ludzi czy nawet moje. Jasne?
- Oczywiście.
- Rozumiesz zadanie?
- Pegaz musi zostać ponownie skompletowany.
- Bez względu na wszystko.
Spotkanie zakończyło się dokładnie trzydzieści sekund później.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki