Dla personelu i liderów wolontariuszyCenter for Faith & Work Kościoła Odkupiciela,którzy poprzez swoją pionierską pasjęi służbę wynieśli oparte na Kościele orazobejmujące całe życie uczniostwoi zaangażowanie kulturalne na nowy poziom.
W roku 1957 doświadczyłem, dzięki łasce Boga, duchowego przebudzenia, które miało doprowadzić mnie do bogatszego, pełniejszego i bardziej produktywnego życia. W tym czasie z wdzięcznością pokornie poprosiłem o środki i przywilej uszczęśliwiania innych muzyką [...], aby zainspirować ich do prowadzenia sensownego życia. Ponieważ z pewnością życie ma sens. Czuję, że zostało mi to dane z Jego łaski. Wszelka cześć należy się Bogu.
Ten album jest pokorną ofiarą dla Niego. To próba powiedzenia: "Dziękuję Ci, Boże!" poprzez naszą pracę, tak jak robimy to w naszych sercach i naszymi językami. Niech On pomaga i umacnia wszystkich ludzi w każdym dobrym staraniu.
- John Coltrane, fragment tekstu zamieszczonyw książeczce do płyty A Love Supreme
Przedmowa
W 1989 roku koleżanka zachęciła mnie do przyjścia do jej kościoła - istniejącego od niedawna na Manhattanie. Był to Prezbiteriański Kościół Odkupiciela. Wiele lat wcześniej nabrałam całkowicie negatywnego stosunku do Kościoła, dochodząc do wniosku, że religia mojego rodzinnego Kościoła była bardziej formalna niż merytoryczna i że wszelkie skłonności czy też pragnienia, które kierowały mnie w jego stronę, można było łatwo skorygować poprzez oświecone myślenie. Kościół Odkupiciela przykuł moją uwagę z kilku powodów: pastor był inteligentny i mówił jak normalny człowiek, wydawał się traktować Biblię poważnie i starał się zastosować ją w ważnych dla mnie aspektach życia - takich jak moja praca.
Kilka lat później zdecydowałam, że nadszedł czas, aby poddać się wezwaniu do wiary i "oddać moje życie" prawdzie i obietnicom biblijnym. Martwiłam się, że to zobowiązanie może położyć kres moim ambicjom zawodowym i materialnym wygodom, ponieważ dwóch moich wierzących braci zostało "powołanych" do służby na zagranicznym polu misyjnym. Jeden z nich zamieszkał w afrykańskiej wiosce bez dostępu do bieżącej wody i prądu. Jeśli naprawdę chciałam postawić Boga na pierwszym miejscu, musiałam być otwarta na Jego wezwanie, by służyć Mu w dowolnym miejscu. Tak też uczynił. Kilka tygodni później zaskoczyła mnie nagła choroba mojego szefa, dyrektora generalnego - i jego prośba o objęcie przywództwa w firmie. Biorąc pod uwagę okoliczności, wzięłam to za wyraźną wskazówkę od Boga, że chciał, abym odegrała swoją rolę w świecie biznesu.
Przez kolejne dziesięć lat pełniłam funkcje kierownicze w kilku rozwijających się firmach technologicznych w Nowym Jorku, Europie i Dolinie Krzemowej. Każdego dnia i w każdym z tych miejsc pracy zmagałam się z pytaniem, co to znaczy być "powołanym, by służyć Bogu" jako lider w biznesie. Kościół Odkupiciela i jego starszy pastor, Tim Keller, dali mi dobre podstawy. Dowiedziałam się, że powinnam zostać przemieniona przez Ewangelię Jezusa Chrystusa, a w wyniku tego być "używaną przez Boga" w moich relacjach z innymi, a może nawet wyróżniać się w sposobie, w jaki prowadzę przedsiębiorstwo. Taka koncepcja wygląda ładnie na papierze, ale jak zastosować ją w praktyce?
Wzorów do naśladowania było niewiele i często wydawały się pozostałością po epoce, kiedy większość Amerykanów chodziła do kościoła. Jeden z dyrektorów zarządzających wyznał, że trzyma Biblię na swoim biurku i że od czasu do czasu ktoś w firmie o nią pyta. Inny przypisywał rozkwit swojej firmy własnym regularnym modlitwom w tej intencji. Wielu postrzegało swoją pracę zawodową przede wszystkim jako sposób na zarabianie dużych pieniędzy, które można było rozdawać organizacjom charytatywnym lub w inny sposób wspierać działania, które były dla nich ważne. Kiedy pytałam pastorów i biznesmenów, jaki związek z pracą ma ich wiara, często odpowiadali, że podstawową, jeśli nie jedyną, misją chrześcijanina w miejscu pracy jest ewangelizacja tych, z którymi pracuje. Jednak w przypadku większości biznesmenów ewangelizacja nie była jednym z ich darów. Poza tym podejście to nie wyjaśniało kwestii, w jaki sposób wiara chrześcijan powinna wpływać na sposób, w jaki wykonują swoją pracę.
Start-upowy świat technologii, szczególnie w latach dziewięćdziesiątych, był raczej skoncentrowany na sobie. W naszej kulturze przedsiębiorcy i inżynierowie byli postrzegani jako bogowie, a technologia miała być odpowiedzią na wszystkie problemy świata. Moi pracownicy mieli więcej ewangelicznego zapału do wizji (i technologii) firmy niż ludzie w jakimkolwiek Kościele, w którym zdarzyło mi się pojawić. A nadzieja na pierwszą ofertę publiczną była znacznie bardziej namacalna i motywująca niż eteryczne wyobrażenia o niebie, przedstawiane przez świat chrześcijański. Przez większość czasu pracowałam z naprawdę dobrymi ludźmi - dojrzałymi, godnymi podziwu, z ukształtowanym charakterem, którzy wydawali się być w stanie wnieść znaczący wkład w świat i którzy nie potrzebowali do tego Kościoła ani Jezusa z Biblii. Nauczyłam się wiele na temat radości z pracy, cierpliwości i nadziei, pracy zespołowej i mówienia prawdy od ludzi, którzy nie podzielali mojej wiary. Moi pracownicy, którzy wyjechali na weekend medytacyjny, wydawali się bardziej "odświeżeni" niż ci, którzy modlili się w niedzielę w kościele ewangelickim. Upokorzona tym, co widziałam, zaczęłam postrzegać moją pracę bardziej jako tygiel, w którym Bóg kruszył, szlifował i oczyszczał mnie, a nie miejsce, w którym aktywnie i produktywnie Mu służyłam.
Wierzyłam w prawdę Ewangelii - że Bóg stworzył wszys-tko, co istnieje, także człowieka, na swój obraz, a następnie posłał swego Syna, aby przyniósł nam dobrą nowinę o swoim planie odkupienia wszystkiego, co uległo zniszczeniu przez grzech. Wierzyłam też, że Bóg ma plan dla mnie jako pracownika i przywódcy, a także dla wielu innych ludzi, którzy mogą zmienić ten świat na lepsze. Ale stając w miejscu pracy, w którym liczy się rywalizacja i zysk za wszelką cenę, a którym musiałam zarządzać i przewodzić, odkrywałam, że nie miałam pojęcia, jak zrealizować Boży plan dla mojego życia.
Kościoły, które udało mi się znaleźć, nie potrafiły udzielić zbyt wielu wskazówek, jak uporać się z tą trudnością. Większość pastorów bardziej troszczyła się o osoby przyjmujące zbawienie niż o nauczanie i wyposażenie nas do służby w świecie w sposób skoncentrowany na Ewangelii. W czasach rozkwitu Doliny Krzemowej pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku wiele zborów wydawało się nieświadomych jakiegokolwiek zepsucia obecnego w świecie czy w sobie samych. Wielu z tych, którzy troszczyli się o ubogich, nie zastanawiało się nad tym, w jaki sposób systemy, struktury i kultury naszych gałęzi przemysłu mogą przyczyniać się do utrwalania trudnej sytuacji osób biednych i stopniowego niszczenia naszej kultury. Praktykowanie wiary w miejscu pracy wydawało się sprowadzać do małych symbolicznych gestów, do samozwańczej abstynencji od pewnych rodzajów zachowania oraz do politycznych uzgodnień dotyczących najważniejszych kwestii kulturalnych i prawnych naszych czasów.
Ostatnia firma, którą kierowałam, zaoferowała mi niezwykłe doświadczenie w zakresie przywództwa. Przejęłam ją od jej założyciela, który przekonał większość pracowników i pierwszych jej klientów do wspaniałej wizji innowacji produktowych i bogactwa płynącego z oferty publicznej. Na początku 2000 roku walczyły o nas banki inwestycyjne, które wyceniały nas na 200 do 350 milionów dolarów, łącznie z szacowaną wartością pierwszych ofert publicznych. Nie mieliśmy jeszcze produktów, ale kilka z nich było w fazie beta, testowane przez pierwszych użytkowników. Moim zadaniem było zdobycie zaufania pracowników, inwestorów i klientów, przy jednoczesnym wprowadzaniu do obiegu produktów spełniających nasze obietnice i pozyskiwaniu nowych środków finansowych, abyśmy mogli osiągnąć próg rentowności. Zadania każdego dnia pracy wywierały na mnie presję, by robić postępy we wszystkich tych obszarach. Podczas tego procesu desperacko myślałam o tym, w jaki sposób Ewangelia mogłaby stać się jego częścią. Oto niektóre z moich obserwacji:
- Ewangelia zapewnia mnie, że Bóg troszczy się o wszystko, co robię, i wysłuchuje moich modlitw. Może nie odpowiedzieć tak, jak chcę - dzieje się tak dlatego, że wie coś, czego ja nie wiem. Mój stopień sukcesu lub porażki jest częścią Jego dobrego planu dla mnie. Bóg jest moim źródłem siły i wytrwałości. - Ewangelia przypomina nam, że Bóg dba o wytwarzane przez nas produkty, firmy, dla których pracujemy, i klientów, którym służymy. On nie tylko kocha nas, ale także cały świat, i chce, abyśmy mu dobrze służyli. Poprzez moją pracę Bóg troszczy się o ludzi i odnawia świat, który należy do Niego. Bóg daje nam wizję i nadzieję. - Ewangelia to dobra nowina. Warto zacytować słowa pastora i doradcy, Jacka Millera: "Uraduj się: Jesteś gorszym grzesznikiem, niż mogłeś sobie wyobrazić, i jesteś bardziej kochany, niż kiedykolwiek mogłeś na to liczyć"1. Innymi słowy, będę ciągle błądzić i grzeszyć, a jednak Bóg zwycięży w moim życiu poprzez swoją dobroć i łaskę. - Ewangelia nadaje sens naszej pracy jako liderom. Powinniśmy traktować wszystkich ludzi i ich pracę z szacunkiem. Mamy stworzyć środowisko, w którym ludzie mogą się rozwijać i wykorzystywać swoje dary od Boga. Mamy ucieleśniać łaskę, prawdę, nadzieję i miłość w organizacjach, które tworzymy. - Mamy wyrazić naszą relację z Bogiem i Jego łaskę poprzez to, w jaki sposób się wypowiadamy, pracujemy i prowadzimy ludzi, nie jako bezbłędne przykłady, ale jako wskazujący na Chrystusa.
Po osiemnastu miesiącach nieustannej ciężkiej pracy firma upadła. Byliśmy częścią bańki internetowej, która kiedy pękła, położyła kres naszemu istnieniu. Chociaż wprowadziliśmy nasz produkt na rynek zgodnie z harmonogramem, nie mogliśmy zebrać dodatkowych pieniędzy, których potrzebowaliśmy po tym, jak kapitał wysokiego ryzyka się skończył. Zatrzymaliśmy bankowców, a poprzez nich klientów dokonujących zakupów, którzy pozwalali nam przynajmniej utrzymać produkt, opłacić część pracowników i zapewnić zwrot z inwestycji naszym inwestorom. Jednak obawy na rynku odstraszyły kupca, o którego zabiegaliśmy, i to zaledwie kilka dni przed podpisaniem umowy. Następnego dnia musiałam zwolnić sto osób, a potem sprzedać naszą własność intelektualną.
Jak cała ta dobra, ciężka praca mogła pójść tak źle? Moje pytania i protesty skierowane do Boga były na poziomie osobistym, firmowym i branżowym. Dlaczego Bóg nie zapewnił nam sukcesu, skoro tak wyraźnie "wezwał" mnie do tej pracy? Próbowałam wypełnić swoją misję przy pomocy naszych pracowników, a teraz oni nie mieli pracy na rynku, który doświadczył zapaści. Co gorsza, zastanawiałam się, czy przyczyniłam się do powstania tej internetowej bańki, która się rozpadła, kreśląc własną wizję firmy osiągającej niesamowite przychody i wartość rynkową? Jakie były moje obowiązki wobec wszystkich naszych interesariuszy? Jedynymi chrześcijańskimi biznesmenami, o których słyszałam, byli ci, którzy przypisywali Bogu swoje wielkie sukcesy; ja z kolei potrzebowałam odpowiedzieć sobie na pytanie, jak poradzić sobie z porażką? Chciałam Ewangelii, która niosłaby dobre wieści nawet w takiej sytuacji.
Kiedy ogłosiłam, że następny dzień będzie naszym ostatnim dniem pracy, wydarzyła się niesamowita rzecz, chociaż zajęło mi trochę czasu, aby w pełni docenić jej piękno i dar. Zupełnie niezależnie ode mnie pracownicy zaplanowali przyjście następnego dnia do pracy - bez wynagrodzenia - aby świętować wzajemne relacje i zadania, które wykonali. Chociaż uroczystość była słodko-gorzka, przywieźli ze sobą instrumenty muzyczne, aby grać dla siebie nawzajem; ktoś zrobił pokaz artystyczny, którego uczyli się wieczorami, i śmiali się z zabawnych chwil. Byłam zdumiona. Uszanowali kulturę pracy, jaką stworzyliśmy, organizację, w którejznaleźli radość ze swojej pracy i relacji ze sobą - pomimo rezultatu. W końcu zobaczyłam ten dzień jako przebłysk Boga, który czyni to, co tylko On potrafi: uzdrawia, odnawia i odkupuje.
Przypuszczam, że można to nazwać swoistym triumfem sprawiedliwości, że odpowiedzią na moje rozczarowanie brakiem wsparcia ze strony Kościołów było to, że sześć miesięcy później Prezbiteriański Kościół Odkupiciela zaprosił mnie do powrotu do Nowego Jorku, abym pomogła mu rozpocząć posługę dla ludzi na rynku pracy. Po dekadzie zmagań z Bogiem, rozważań na temat przemieniającej mocy Ewangelii i narzekania na brak przewodnictwa i wsparcia ze strony Kościoła w sprawie mojej pracy, miałam szansę pomóc innym żyć w nadziei i prawdzie Ewangelii w ich życiu zawodowym.
Ta książka ukazuje kilka fundamentalnych sposobów myślenia o Bogu, Jezusie, Duchu Świętym, o tym, kim jesteśmy w stosunku do tej Trójcy i jak to wszystko wpływa na pracę, do której zostaliśmy stworzeni. Sposób, w jaki pracujemy - w kontekście naszych uwarunkowań kulturowych, czasów, w jakich żyjemy, powołania i organizacji - jest czymś, co wszyscy potrzebujemy zdefiniować w obrębie naszych własnych społeczności lokalnych. Wszystkie odpowiedzi będą zależeć od tej podstawowej teologii: wiedzy o tym, kim jest Bóg, Jego relacji z człowiekiem, Jego planie dla świata oraz o tym, jak Dobra Nowina (Ewangelia) Chrystusa zmienia nasze życie i jak działamy, gdy postawimy wszystko "do góry nogami".
Jestem wdzięczna Timowi Kellerowi za sposób, w jaki zastosował Ewangelię w naszym życiu zawodowym w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat swojego głoszenia i przewodzenia zborowi. I jestem wdzięczna, że poświęcił czas na opisanie tych fundamentów i wydanie ich w formie książki, abyśmy mogli głębiej zanurzyć się w to, jak Bóg wzywa nas do wiernego życia w dziedzinie naszej pracy.
Katherine Leary Alsdorf
dyrektor wykonawczy Redeemer's Center for Faith & Work
Wprowadzenie
Powołanie a zawód - dlaczego ma toznaczenie?
Przełomowa książka Roberta Bellaha Habits of the Heart (Nawyki serca) pomogła wielu ludziom nazwać to, co nadgryza i pochłania spójność naszej kultury - "ekspresyjny indywidualizm". W innym miejscu Bellah argumentował, że Amerykanie stworzyli kulturę, która wyniosła indywidualny wybór i ekspresję do takiego poziomu, że niemalże przestały istnieć koncepcje wspólnego życia, nadrzędnych prawd czy wartości, które by nas łączyły. Jak pisał Bellah: "Dążymy do coraz większego potwierdzenia świętości indywidualnej osoby, [ale] zanika nasza zdolność wyobrażania sobie struktury społecznej, która łączyłaby jednostki [...]. Świętości jednostki nie równoważy żadne poczucie całości ani troska o dobro wspólne"2. Jednak pod koniec książki autor proponuje jeden środek, który w znacznym stopniu pomógłby na nowo skleić naszą rozklejającą się kulturę:
Aby uczynić prawdziwą różnicę, [musiałoby nastąpić] przywrócenie idei powołania lub zawodu z powołania, a musiałby to być powrót do idei pracy jako wkładu w dobro wszystkich, a nie tylko jako środka do własnego rozwoju 3.
To niezwykłe stwierdzenie. Jeśli Bellah ma rację, jedną z nadziei naszego rozluźnionego, rozklejonego społeczeństwa jest odzyskanie perspektywy, w której ludzka praca to nie tylko praca, ale powołanie. Łacińskie słowo vocare -'wzywać, nazywać' - jest źródłem angielskiego słowa vocation (oznaczającego 'zawód' i 'powołanie'; od tego słowa pochodzi pośrednio również staropolskie słowo "wokacja", które także oznaczało powołanie, naturalną skłonność do czegoś; za Słownikiem Języka Polskiego PWN - przyp. tłum.). Dzisiaj słowo to często oznacza po prostu pracę, ale nie taki był jego pierwotny sens. Praca jest powołaniem tylko wtedy, gdy ktoś inny wzywa cię do niej i wykonujesz ją bardziej dla kogoś niż dla siebie. A zatem nasza praca może być powołaniem tylko wtedy, gdy w naszym jej postrzeganiu stanie się służbą dla czegoś, co wykracza poza nasze własne interesy. Jak zobaczymy, myślenie o pracy głównie jak o sposobie na samospełnienie i samorealizację powoli miażdży człowieka i - jak zauważyli Bellah i wielu innych - podważa naturę społeczeństwa u jej korzeni.
Lecz jeśli mamy zaadaptować ową starszą ideę, musimy spojrzeć na jej genezę. W tym przypadku źródłem idei pracy jako powołania są pisma chrześcijańskie. I tak, czerpiąc z wyzwania rzuconego przez Bellaha, w tej książce zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby pomóc wyjaśnić transformacyjny i rewolucyjny związek między wiarą chrześcijańską a miejscem pracy. Będziemy odnosić się do tego związku - i wszystkich otaczających go idei i praktyk - jako do "integracji wiary i pracy".
Zrozumienie związku między wiarą i pracą
W tej próbie nie jesteśmy osamotnieni. Od czasów reformacji protestanckiej temat relacji i zależności między wiarą a pracą nie cieszył się tak dużą uwagą i zainteresowaniem, jak ma to miejsce obecnie. Liczba książek, projektów naukowych, programów akademickich i internetowych dyskusji na ten temat wzrosła znacząco w ciągu ostatnich dwóch dekad. Niemniej chrześcijanie, którzy szukają praktycznych wskazówek w dziedzinie swojej pracy, nie otrzymują zbyt wielkiego wsparcia z tych źródeł. Niektórych, jak Katherine Alsdorf (autorkę przedmowy), uderza płytkość rad i przykładów. Inni są zdezorientowani różnorodnością - niektórzy powiedzieliby: kakofonią - głosów, które doradzają, jak być chrześcijaninem w pracy.
Możemy myśleć o obecnym "ruchu wiary i pracy" jako rzece zasilanej przez wiele dopływów z bardzo różnych rzek. Być może większość osób starających się pomóc ludziom w integracji wiary i pracy to ci, którzy rozumieją Biblię i wia-rę chrześcijańską na sposób ewangeliczny, ale bardzo znaczący wpływ na nich wywarły inne tradycje i odłamy wiary. Ruch ekumeniczny położył nacisk na rozumienie pracy chrześcijan jako środka do zaprowadzania sprawiedliwościspołecznej na świecie. To pomogło nam zrozumieć, że wierna praca wymaga stosowania wyraźnie chrześcijańskiej etyki4. Ruch grup domowych XX wieku podkreślał potrzebę wzajemnej troski i wsparcia wierzących w trudach pracy, wskazując na to, że wierna praca wymaga wewnętrznej od-nowy duchowej i przemiany serca5. Impuls przebudzenia w ewangelikalizmie postrzegał miejsce pracy w szczególności jako miejsce, w którym można być świadkiem Jezusa Chrystusa6. Wierna praca rzeczywiście oznacza publiczną identyfikację z Jezusem - w taki sposób może dojść do sytuacji, w której nasz współpracownik postanowi dowiedzieć się o Nim więcej.
Wielu szukało także starszych źródeł idei integracji wiary i pracy. Szesnastowieczni protestanccy reformatorzy, szczególnie Marcin Luter i Jan Kalwin, argumentowali, że wszelka praca, nawet tak zwana "praca świecka", jest tak samo powołaniem od Boga, jak posługa mnicha lub kapłana7. Źródłateologii luterańskiej kładą szczególny nacisk na godność wszelkiej pracy, podkreślając fakt, że Bóg troszczył się, karmił, ubierał, chronił i wspierał ludzkość poprzez ich pracę. Kiedy pracujemy, jesteśmy, jak to często mówią w tradycji luterańskiej, "palcami Boga", sprawcami Jego opatrznościowej miłości do innych. To zrozumienie zmienia główny cel pracy, przenosząc nacisk z zarabiania na życie na kochanie bliźniego, a jednocześnie uwalnia nas od miażdżącego ciężaru wynikającego z pracowania przede wszystkim w celu udowodnienia swojej wartości. Osoby wywodzące się z kalwinistycznej lub "reformowanej" tradycji, takie jak Abraham Kuyper, mówiły z kolei o jeszcze innym aspekcie idei pracy jako powołania Bożego. Praca nie tylko dba o stworzenie, ale także kieruje nim i organizuje je. W tym zreformowanym ujęciu praca polega na tworzeniu kultury, która oddaje cześć Bogu i umożliwia ludziom rozwój. Tak, musimy kochać naszego bliźniego, ale chrześcijaństwo bardzo szczegółowo naucza na temat ludzkiej natury i tego, co sprawia, że ludzie się rozwijają. W dbałości o to, by wykonywać pracę zgodnie z tymi prawdami i zasadami, potrzebujemy pamiętać, że wierna praca polega na działaniu z poziomu chrześcijańskiego "światopoglądu"8.
Wszystkie te tradycje udzielają nieco innych odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób powinniśmy przywrócić znaczenie powołania i często są dla chrześcijan bardziej dezorientujące niż pomocne, ponieważ nie uzupełniają się wzajemnie w swojej treści. Teologia luterańska ma tendencję do przeciwstawiania się reformowanej idei "światopoglądu" i argumentuje, że chrześcijanie nie powinni wykonywać swojej pracy w inny sposób niż niechrześcijanie. Znaczna część akceptowanego przez większość społeczeństwa Kościoła nie odczuwa tak pilnej potrzeby ewangelizacji, ponieważ nie uważa klasycznego chrześcijaństwa za jedyny sposób na zbawienie. Wielu sądzi, że szczególna uwaga poświęcana temu tematowi przez pisarzy i organizacje skupione wokół idei "światopoglądu" jest zbyt poznawcza, kognitywna oraz że zbyt mały nacisk kładzie na wewnętrzną przemianę serca. I nawet ci nie mogą zgodzić się co do tego, jak naprawdę wygląda wewnętrzna transformacja i duchowy wzrost. Więc jeśli jesteś chrześcijaninem, który w swojej pracy stara się być wierny swej chrześcijańskiej etyce i przekonaniom, może się okazać, że musisz porównać ze sobą tak różnorodne opinie, jak te poniżej:
- Sposobem służenia Bogu w pracy jest pogłębianie sprawiedliwości społecznej na świecie. - Sposobem służenia Bogu w pracy jest bycie szczerym i ewangelizowanie swoich współpracowników. - Sposobem służenia Bogu w pracy jest po prostu umiejętna, bezbłędna praca. - Sposobem służenia Bogu w pracy jest tworzenie piękna. - Sposobem służenia Bogu w pracy jest praca płynąca "z chrześcijańskiej motywacji uwielbiania Boga", nakierowanej na świadome wpływanie na otaczającą człowieka kulturę. - Sposobem służenia Bogu w pracy jest wykonywanie jej z wdzięcznym, radosnym, zmienionym przez Ewangelię sercem. - Sposobem służenia Bogu w pracy jest robienie tego, co przynosi największą radość, to praca z pasją. - Sposobem służenia Bogu w pracy jest zarabianie jak najwięcej, aby być tak hojnym, jak tylko to możliwe.
W jakim stopniu opinie te się uzupełniają, a w jakim są sobie przeciwstawne? To trudne pytanie, ponieważ dla każdej z nich istnieje przynajmniej kilka uzasadniających je biblijnych nakazów. Trudność ta polega nie tylko na mnogości zobowiązań teologicznych i związanych z nimi czynników kulturowych. Etyka, motywy, tożsamość, świadectwo i światopogląd chrześcijański kształtują naszą pracę na bardzo różne sposoby, w zależności od jej formy.
Załóżmy na przykład, że chrześcijańska artystka wizualna wykazuje troskę o sprawiedliwość, uczciwie prowadzi swoje działania we wszystkich transakcjach, ma wsparcie innych, pomagających jej w pokonywaniu wzlotów i upadków życia, pozwala innym osobom w swojej dziedzinie pracy poznać jej wiarę chrześcijańską i rozumie sztukę jako akt służenia Bogu i bliźnim, a nie jako sposób na uzyskanie własnej wartości i pozycji. Czy to wszystko oznacza zintegrowanie jej wiary z pracą? Poza tym, czy chrześcijańskie nauczanie o naturze rzeczywistości ma wpływ na to, co i w jaki sposób przedstawia poprzez swoją sztukę? Czy wpłynie to na historie, które opowiada w swojej sztuce? Czy na jej sztukę wpłyną przekonanie o grzechu i odkupieniu oraz nadzieja na przyszłość? Wygląda na to, że tak musi być. I w ten sposób odkrywamy, że wierna praca wymaga zaangażowania woli, emocji, duszy i umysłu - gdy nasza wiara jest świadoma, a my doświadczamy konsekwencji naszych przekonań na kanwie naszej codziennej pracy.
Z drugiej strony, co, jeśli jesteś chrześcijańskim pianistą lub szewcem? W jaki sposób chrześcijański światopogląd wpływa na buty, które produkujesz, lub na sposób, w jaki grasz sonatę Księżycową? Odpowiedź nie jest taka prosta.
Kto uwolni nas od całej tej złożoności? Większość osób, które zaczęły czytać książki lub zaangażowały się w grupy skupione wokół integracji wiary i pracy, albo (a) brała udział tylko w jednym z tych teologicznych strumieni, albo (b) była już zdezorientowana czytaniem lub słuchaniem sprzecznych nauk różnych nurtów. Zazwyczaj Kościoły i organizacje kładące nacisk na wiarę i pracę są nieco niezrównoważone i podkreślają jedną lub dwie z tych fabuł z wyłączeniem innych. Jednak zwykłe połączenie wszystkich aspektów - w nadziei, że przyczynią się do stworzenia czegoś spójnego - nie jest rozwiązaniem.
Wszystkie te różnice nie zostaną rozwiązane w tej książce. Mamy jednak nadzieję, że pewne sprawy się wyjaśnią. Możemy zacząć od dwóch spostrzeżeń na temat powyższej listy proponowanych opinii. Po pierwsze, jeśli zrewidujesz każdą z tych propozycji, dodając słowo "główny" - czyli "głównym sposobem służenia Bogu w pracy..." - wtedy poglądy te faktycznie będą sobie zaprzeczać. Musisz wybrać jeden lub dwa, a resztę odrzucić. W rzeczywistości większość ludzi, którzy zajmują się kwestiami wiary i pracy, robi dokładnie to, milcząco lub wprost. Ale jeśli zostawisz te twierdzenia takimi, jakie są, a każde z nich zakłada, że jest to pewien sposób służenia Bogu poprzez pracę, wówczas te różne stwierdzenia ostatecznie się uzupełnią. Po drugie, jak już zauważyliśmy, czynniki te mogą przyjmować bardzo różne formy i poziomy ważności w zależności od konkretnego powołania, kultury i momentu historycznego. Pamiętając o tych dwóch zasadach, możemy iść naprzód, patrząc na różne nurty, stwierdzenia i prawdy jak na zestaw narzędzi, który można wykorzystać do zbudowania modelu integracji wiary i pracy w swojej dziedzinie, czasie i miejscu.
Równie ważne, jak uczynienie tych pomysłów jaśniejszymi, jest nasze dążenie do tego, aby były bardziej żywe, realne i praktyczne. Naszym celem jest nakarmienie waszej wyobraźni i poruszenie waszego działania za pomocą bogactwa tego, co wiara chrześcijańska mówi (bezpośrednio i pośrednio) na ten niewyczerpany temat. Biblia pełna jest mądrości i nadziei dla każdego, kto uczy się pracy, szuka pracy, próbuje pracować lub idzie do pracy. A kiedy mówimy, że pisma chrześcijańskie dają nam nadzieję w kontekście pracy, od razu uznajemy, jak głęboko frustrująca i trudna może być praca oraz jak głęboka musi być nadzieja duchowa, jeśli mamy zmierzyć się z wyzwaniem dążenia do realizacji powołania w tym świecie. Nie znam bardziej prowokującego świadka tej nadziei niż często pomijana, krótka historia autorstwa J.R.R. Tolkiena Liść, dzieło Niggle'a.
Naprawdę istnieje drzewo
Kiedy J.R.R. Tolkien pracował nad powieścią Władca pierścieni, znalazł się w sytuacji bez wyjścia9. Miał wizję opowieści, jakiej świat nigdy nie widział. Jako przodujący uczony w dziedzinie języka staroangielskiego i innych starożytnych języków północnoeuropejskich wiedział, że najbardziej starożytne brytyjskie mity o mieszkańcach "Faerie" - ludziach, krasnoludach, olbrzymach i czarownikach - zaginęły (w przeciwieństwie do mitów Greków i Rzymian lub nawet Skandynawów). Zawsze marzył o odtworzeniu i ponownym wyobrażeniu sobie, jak wyglądałaby starożytna angielska mitologia. Władca pierścieni to długa historia, zakorzeniona w tym zatraconym świecie. Projekt wymagał stworzenia przynajmniej podstaw kilku wyimaginowanych języków i kultur, a także tysięcy lat różnych historii narodowych - wszystko po to, aby nadać narracji niezbędne poczucie głębi i realizmu, które zdaniem Tolkiena czyniło opowieść fascynującą.
W trakcie pracy nad rękopisem dotarł do miejsca, w którym narracja podzieliła się na wiele wątków. Główne postaci wędrowały do różnych części jego wyobrażonego świata, stawiając czoła różnym zagrożeniom i doświadczając kilku różnych skomplikowanych łańcuchów wydarzeń. Ogromnym wyzwaniem było ukazanie czytelnikowi wszystkich tych subnarracji w jasny sposób, a następnie zapewnienie satysfakcjonującego rozwiązania. Nie tylko to, bowiem rozpoczęła się druga wojna światowa i chociaż pięćdziesięcioletni Tolkien nie został powołany do wojska, padł na niego cień wojny. Doświadczył już horroru pierwszej wojny światowej i nigdy go nie zapomniał. Wielka Brytania znalazła się teraz w niepewnej sytuacji, z wizją nieuchronnej inwazji. Kto mógł wiedzieć na pewno, że przeżyje wojnę, nawet jako cywil?
Tolkien zaczął rozpaczać, że nie dokończy dzieła swego serca i życia. W tym momencie nie była to tylko praca kilku lat. Aby zacząć pisać Władcę Pierścieni, już od dziesięcioleci pracował nad językami, historiami i fabułą. Myśl o możliwym nieukończeniu dzieła była "okropną i odrętwiającą myślą"10. W tamtych czasach przy drodze w pobliżu domu Tolkiena rosło drzewo. Pewnego dnia pisarz znalazł je ścięte i okaleczone przez sąsiada. Zaczął myśleć o swojej mitologii jak o swoim "wewnętrznym drzewie", które może spotkać ten sam los. Skończyła mu się "energia mentalna i inwencja"11. Pewnego ranka obudził się z krótką historią i zapisał ją. Kiedy "Dublin Review" poprosił go o przesłanie opowiadania, wysłał historię zatytułowaną Liść, dzieło Niggle'a. Opowiadała o malarzu.
W pierwszych zdaniach opowieści dowiadujemy się dwóch rzeczy o malarzu. Po pierwsze, nazywał się Niggle. Oxford English Dictionary, którego Tolkien był współautorem, definiuje słowo "niggle" jako "pracować [...] w bezmyślny lub nieskuteczny sposób [...], niepotrzebnie spędzać czas na drobnych szczegółach"12. Niggle był oczywiście reprezentacją samego Tolkiena, który bardzo dobrze wiedział, że to jedna z jego wad. Był perfekcjonistą, zawsze niezadowolonym z tego, co stworzył, często rozpraszał się mniej ważnymi szczegółami, co odciągało jego uwagę od rzeczy ważnych, ponadto był podatny na zmartwienia i zwlekanie. Niggle był taki sam.
Drugą rzeczą, której dowiadujemy się o bohaterze, to to, że Niggle "miał długą drogę do przebycia. Nie chciał iść, cała ta myśl o podróży była dla niego niesmaczna; ale nie mógł się z tego wydostać". Niggle ciągle odkładał podróż, ale wiedział, że to nieuniknione. Tom Shippey, który także uczył literatury staroangielskiej w Oksfordzie, wyjaśnia, że w literaturze anglosaskiej "konieczną długą podróżą" była śmierć13.
Niggle starał się namalować pewien obraz. Wpadł mu do głowy najpierw obraz liścia, a potem całego drzewa. Następnie w jego wyobraźni za drzewem "kraj zaczął się otwierać; ujrzał las maszerujący nad ziemią i górskie wierzchołki pokryte śniegiem". Niggle stracił zainteresowanie wszystkimi innymi obrazami i aby dostosować się do swojej wizji, przygotował płótno tak duże, że potrzebował drabiny. Niggle wiedział, że musi umrzeć, ale powiedział sobie: "Za wszelką cenę zrobię ten jeden obraz, mój prawdziwy obraz, zanim będę musiał udać się w tę nędzną podróż".
Pracował więc nad swoim płótnem, "dotykając tutaj pędzle i wycierając tam plamę farby", ale nie udawało mu się ukończyć zbyt wiele. Działo się tak z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że był "rodzajem malarza, który umie malować liście lepiej niż drzewa. Dużo czasu poświęcał na namalowanie jednego liścia", starając się uzyskać cień, połysk i krople rosy we właściwy sposób. Bez względu na to, jak ciężko pracował, bardzo niewiele zmieniało się na płótnie. Drugi powód był inny. Niggle miał "dobre serce" i był ciągle rozpraszany, ponieważ wielu sąsiadów prosiło go, aby zrobił dla nich różne rzeczy - a on nie odmawiał. W szczególności jego sąsiad Parish, który w ogóle nie doceniał obrazu Niggle'a, poprosił go, aby zrobił dla niego wiele rzeczy.
Pewnej nocy, kiedy Niggle słusznie czuje, że jego czas już prawie się skończył, Parish nalega, aby wyszedł na wilgoć i zimno, aby zabrać jego żonę do lekarza. W rezultacie ogarniają go dreszcze i gorączka, a podczas desperackiej pracy nad niedokończonym obrazem Inspektor wzywa Kierowcę, który przybywa zabrać Niggle'a w podróż, którą ten odkładał w czasie. Kiedy zdaje sobie sprawę, że musi odejść, wybucha płaczem. "O Boże!" - zawołał biedny Niggle, zaczynając płakać. "Obraz nie jest jeszcze ukończony!" Kiedyś po jego śmierci ludzie, którzy nabyli jego dom, zauważyli, że na rozpadającym się płótnie był tylko "jeden piękny liść", nietknięty czasem. Został umieszczony w Muzeum Miejskim "i przez długi czas Liść, dzieło Niggle'a wisiał we wnęce, a zauważało go niewielu odwiedzających".
Jednak historia na tym się nie kończy. Po śmierci Niggle wsiada do pociągu jadącego w kierunku gór niebiańskiego życia pozagrobowego. W pewnym momencie swojej podróży słyszy dwa Głosy. Wydaje się, że to Sprawiedliwość, srogi głos, który mówi, że Niggle zmarnował tyle czasu i tak mało osiągnął w życiu. Ale drugi, łagodniejszy głos ("choć nie był miękki"), który wydaje się być Miłosierdziem, odpiera zarzuty, mówiąc, że Niggle był w stanie malować i tworzyć, ale ostatecznie poświęcił się dla innych, wiedząc, co robi, działając świadomie. Gdy Niggle dociera na obrzeża niebiańskiego kraju, nagle spostrzega coś z boku. Nie może w to uwierzyć. Podbiega - i oto "przed nim stało Drzewo - jego Drzewo -skończone. Jeśli możecie nazwać tak Drzewo, które żyje, którego liście się rozwijają, a gałęzie rosną i kołyszą się na wietrze, który Niggle tak często czuł, którego tak często się domyślał, który tak często i bezskutecznie próbował malować. Spojrzał na Drzewo, wolno podniósł ręce i rozłożył je szeroko. - Oto dar - powiedział"14.
Świat przed śmiercią - jego stary kraj - prawie zupełnie zapomniał o Niggle'u, tam jego praca była niedokończona i pomocna tylko dla nielicznych. Ale w swoim nowym kraju, nieskończenie istniejącym, prawdziwym świecie odkrył, że jego drzewo, ze wszystkimi szczegółami i ukończone, nie było tylko fantazją, która umarła razem z nim. Nie, to rzeczywiście była część Prawdziwej Rzeczywistości, która będzie żyć i cieszyć wielu na zawsze15.
Opowiadałem tę historię wiele razy ludziom różnych zawodów - szczególnie artystom i innym twórcom - i niezależnie od ich przekonań na temat Boga i życia pozagrobowego byli nią głęboko poruszeni. Tolkien miał bardzo chrześcijańskie rozumienie sztuki i pracy16. Wierzył, że Bóg daje nam talenty i dary, abyśmy mogli zrobić dla siebie nawzajem to, co On chce zrobić dla nas i przez nas. Artyści literaccy wypełniają życie ludzi znaczeniem poprzez opowiadanie historii, które oddają naturę rzeczywistości17. Niggle był pewien, że drzewo, które "poczuł i odgadł", było "prawdziwą częścią stworzenia"18 i że nawet niewielka jego część, którą odsłonił ludziom na ziemi, była wizją Prawdy. Tolkien był bardzo pocieszony własną historią, jak podkreśla jego biograf Humphrey Carpenter. Pomogła ona pisarzowi "uwolnić się od strachu i sprawiła, że znów zaczął pracować", choć jednocześnie to przyjaźń i miłość C.S. Lewisa umożliwiły mu powrót do pisania19.
Artyści i przedsiębiorcy bardzo łatwo identyfikują sięz Nigle'em. Źródłem ich pracy bardzo często jest śmiała wizja świata, który mogą sobie wyobrazić. Niewielu udaje się zrealizować większą część tej wizji, a jeszcze mniej osób mogłoby przyznać, że się do niej zbliżyło. Ci z nas, którzy są zbyt perfekcjonistyczni i metodyczni, jak sam Tolkien, także mogą mocno identyfikować się z postacią Niggle'a.
Ale tak naprawdę wszyscy są Nigle'em. Każdy wyobraża sobie, że dokonuje wielu rzeczy i każdy w dużej mierze odkrywa, że nie jest w stanie ich uczynić. Każdy chce odnieść sukces, a nie zostać zapomnianym, i każdy chce coś zmienić w życiu. Ale to jest poza kontrolą kogokolwiek z nas. Jeśli istnieje tylko to życie, to potem wszystko spłonie w wyniku śmierci Słońca i nie zostanie nikt, kto pamiętałby cokolwiek z tego, co się wydarzyło. Wszyscy zostaną zapomniani, nic, co zrobimy, nie uczyni żadnej trwałej różnicy, a wszelkie dobre wysiłki, nawet najlepsze, nie będą nic warte.
Chyba że jest Bóg. Jeśli Bóg Biblii istnieje, a łącznie z Nim istnieje Prawdziwa Rzeczywistość, i to życie nie jest jedynym życiem, wówczas każde dobre przedsięwzięcie, nawet najprostsze, realizowane w odpowiedzi na powołanie Boże, może mieć znaczenie na zawsze. To jest obietnica chrześcijańskiej wiary. "W Panu wasza praca nie poszła na marne" - napisał św. Paweł o chrześcijańskiej posłudze w Pierwszym Liście do Koryntian 15,58. Ale historia Tolkiena pokazuje, że patrząc szerzej, prawda ta może dotyczyć całości pracy. Ze względu na prawdę chrześcijaństwa Tolkien przygotował się na bardzo skromne osiągnięcie w oczach tego świata. Jak na ironię stworzył coś, co wielu uważa za genialne dzieło, które należy do najlepiej sprzedających się książek w historii świata.
A ty? Powiedzmy, że jako młody człowiek zajmujesz się planowaniem miasta. Dlaczego? Ekscytuje cię urbanistyka i masz wizję tego, jakie powinno być dobre miasto. Prawdopodobniebędziesz zniechęcony, ponieważ przez całe życie przypuszczalnie nie wykonasz więcej niż liść lub gałąź. Jednak istnieje Nowe Jeruzalem, niebiańskie miasto, które zejdzie na ziemię jak oblubienica wystrojona dla swego męża (Ap 21-22).
Albo powiedzmy, że zostałeś prawnikiem, ponieważ masz wizję sprawiedliwości i kwitnącego w pokoju społeczeństwa. Za dziesięć lat będziesz głęboko rozczarowany, ponieważ przekonasz się, że chociaż próbujesz pracować nad ważnymi rzeczami, tak wiele z tego, co robisz, to drobiazgi; jedynie raz lub dwa razy w życiu może poczujesz, że w końcu "wyszedł ci jeden liść".
Niezależnie od tego, jaką wykonujesz pracę, musisz to wiedzieć: drzewo istnieje naprawdę. Czegokolwiek szukasz w swojej pracy - miasta sprawiedliwości i pokoju, świata blasku i piękna, opowieści, porządku, uzdrowienia - to jest "tam". Istnieje Bóg, istnieje przyszły, uleczony świat, który On stworzy, a częściowo uczyni to poprzez ciebie. Twoja praca odniesie tylko częściowy sukces w procesie tworzenia tego świata, i to podczas twoich najlepszych dni. Jednak nieuchronnie całe drzewo, którego szukasz i pragniesz - piękno, harmonia, sprawiedliwość, komfort, radość i wspólnota -wyda owoce. Jeśli to wszystko wiesz, nie będziesz czuł się przygnębiony, że w tym życiu możesz osiągnąć tylko jeden lub dwa liście. Będziesz pracował z satysfakcją i radością. Nie będziesz nadęty sukcesem ani zrujnowany niepowodzeniami.
Podkreśliłem jednakże: "Jeśli to wszystko wiesz". Aby pracować w ten sposób - aby uzyskać pociechę i wolność, które Tolkien zaczerpnął ze swojej wiary chrześcijańskiej w kontekście jego pracy - musisz znać odpowiedzi Biblii na trzy pytania: Dlaczego chcesz pracować? (To znaczy: dlaczego potrzebujemy pracować, aby prowadzić spełnione życie?); Dlaczego tak ciężko jest pracować? (To znaczy: dlaczego tak często jest to bezowocne, bezcelowe i trudne?) oraz: Jak możemy przezwyciężyć trudności i znaleźć satysfakcję w naszej pracy dzięki Ewangelii? Pozostała część tej książki jest próbą udzielenia odpowiedzi na te trzy pytania odpowiednio w trzech jej częściach.
CZĘŚĆ PIERWSZA - Boży plan dla pracy
ROZDZIAŁ 1 - Model pracy
W ten sposób zostały ukończone niebo i ziemia oraz wszystkie zastępy jej [stworzeń]. A gdy ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął. Wtedy Bóg pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym; w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał, stwarzając. [...] Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał.
(Rdz 2,1-3.15)
Na początku była praca
W Biblii temat pracy pojawia się od samego początku - jest tak bardzo ważny i fundamentalny. Autor Księgi Rodzaju opisuje proces stwarzania świata przez Boga jako pracę20. W rzeczywistości przedstawia wspaniały projekt wynalezienia kosmosu w ciągu tygodnia trwającego siedem dni21, a potem pokazuje nam ludzi pracujących w raju. Ten pogląd na pracę - związany z boskim uporządkowanym stworzeniem i ludzkim przeznaczeniem - jest wyjątkowy pośród wielkich religii i systemów wierzeń na świecie.
Księga Rodzaju jest oryginalna na tle starożytnych relacji o stworzeniu. Wiele kultur miało swoje historie, które przedstawiały początek świata i ludzkiej historii jako wynik walki między wrogimi sobie siłami kosmicznymi. W babilońskim eposie o stworzeniu świata Enuma elisz bóg Marduk pokonuje boginię Tiamat i wykuwa świat z jej szczątków. W tym i podobnych opisach widzialny wszechświat był niespokojną równowagą sił pozostających we wzajemnym napięciu22. Jednak w Biblii stworzenie nie jest wynikiem konfliktu, ponieważ Bóg nie ma rywali. W rzeczywistości wszystkie moce oraz istoty nieba i ziemi są stworzone przez Niego i od Niego zależne23. Stworzenie nie jest zatem następstwem bitwy, ale planem rzemieślnika. Bóg stworzył świat nie tak, jak wojownik wykopuje rów, ale jak artysta czyni arcydzieło.
Grecka relacja o stworzeniu zawiera koncepcję kolejno następujących "epok ludzkości", poczynając od złotego wieku. W tym wieku ludzie i bogowie żyli na ziemi w harmonii. Z początku brzmi to trochę jak opowieść o rajskim ogrodzie, ale jedna różnica jest bardzo wymowna. Poeta Hezjod mówi nam, że ani ludzie, ani bogowie w złotym wieku nie musieli wykonywać żadnej pracy. W tym pierwotnym raju ziemia po prostu dostarczała obfitości jedzenia24. Księga Rodzaju przedstawia całkowicie odmienny obraz. Wielokrotnie pierwsze rozdziały tej księgi opisują Boga w "pracy" przy użyciu hebrajskiego słowa mlkh, określającego zwykłą pracę ludzką. Jak ujął to jeden z uczonych, zupełnie "to zdumiewające, aby tak niezwykłe działanie Boże związane z tworzeniem nieba i ziemi było opisane w tak prosty sposób"25.
Na początku Bóg pracował. Praca nie była złem koniecznym, które pojawiło się później, ani czymś stworzonym do wykonywania przez ludzi, ale istniała w nierozerwalnym połączeniu z samym wielkim Bogiem. Bóg pracował z czystej radości. Idea pracy nie mogła mieć wznioślejszejinauguracji.
Formy Bożej pracy
Godne uwagi jest to, że w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju Bóg nie tylko pracuje, ale czerpie z tego przyjemność. "I spojrzał Bóg na wszystko, co uczynił, a było to bardzo dobre [...]. W ten sposób zostały ukończone niebo i ziemia oraz wszystkie zastępy jej [stworzeń]" (Rdz 1,31; 2,1). Bóg uznaje to, co uczynił, za piękne. Odsuwa się i spogląda na "wszystko, co uczynił", i mówi: "To jest dobre!". Każda dobra i satysfakcjonująca praca sprawia, że pracownik widzi w niej siebie. "Harmonia i doskonałość ukończonych niebios i ziemi bardziej adekwatnie wyrażają charakter ich stwórcy niż jakikolwiek z ich elementów"26.
W drugim rozdziale Księgi Rodzaju widzimy, że Bóg pracuje nie tylko po to, aby tworzyć, ale także, by troszczyć się o swoje stworzenie. To właśnie teologowie nazywają dziełem "opatrzności". Bóg stwarza istoty ludzkie, a następnie pracuje jako ich Opiekun. Tworzy mężczyznę (Rdz 2,7), sadzi dla niego ogród i nawadnia go (Rdz 2,6.8) i kształtuje dla niego żonę (Rdz 2,21-22). Według Biblii Bóg kontynuuje tę pracę jako Opiekun, troszcząc się o świat, podlewając i uprawiając ziemię (Ps 104,10-22), dając pokarm wszystkiemu, co uczynił, pomagając wszystkim, którzy cierpią, i troszcząc się o potrzeby każdej żywej istoty (Ps 145,14-16).
Wreszcie we wczesnych rozdziałach Księgi Rodzaju widzimy, że Bóg nie tylko pracuje, ale tworzy pracowników, którzy będą kontynuować Jego dzieło. W Księdze Rodzaju 1,28 Bóg mówi ludziom, aby "napełnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną". Słowo "poddać, podporządkować" wskazuje, że chociaż wszystko, co Bóg uczynił, było dobre, to jednak w dużej mierze było nierozwinięte. Oznacza to, że Bóg złożył w stworzeniu głęboki, niewykorzystany potencjał kształtowania i rozwijania, który ludzie mieli wykorzystywać poprzez swoją pracę27. W drugim rozdziale Księgi Rodzaju Bóg umieszcza człowieka w ogrodzie, aby "uprawiał go i doglądał". Implikacja jest taka, że chociaż Bóg pracuje dla nas jako Opiekun, my również pracujemy dla Niego; w rzeczy samej, działa On poprzez nas. W Psalmie 127,1 czytamy: "Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą". Słowa te wskazują na fakt, że Bóg buduje dom (opiekując się nami) rękami budowniczych. Jak argumentował Luter, Psalm 145 mówi, że Bóg karmi każdą żywą istotę, ale to musi oznaczać, że karmi nas pracą robotników i innych osób28.
Dobro płynące z naszej pracy
Księga Rodzaju oferuje nam uderzającą prawdę - praca była częścią życia w raju. Pewien biblijny badacz podsumował to tak: "Jest całkowicie jasne, że dobry plan Boga zawsze obejmował ludzi pracujących, a dokładniej, żyjących w ciągłym cyklu pracy i odpoczynku"29. Ponownie kontrast z innymi religiami i kulturami nie mógł być ostrzejszy. Praca nie pojawiła się po złotym wieku, który był wolny od wszelkiej pracy. Była częścią doskonałego zamysłu Boga dla ludzkiego życia, ponieważ zostaliśmy stworzeni na obraz Boży, a częścią Jego chwały i szczęścia jest to, że On pracuje, działa, podobnie jak Syn Boży, który powiedział: "Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam [pracuję]" (J 5,17).
Fakt, że Bóg umieścił pracę w raju, jest dla nas zaskakujący, ponieważ prawie zawsze myślimy o pracy jako złu koniecznym, a nawet karze. Jednak praca nie pojawiła się dopiero po upadku Adama jako część zepsucia i przekleństwa; jest ona wyraźnie częścią błogosławieństwa ogrodu Bożego. Praca jest tak samo podstawową potrzebą człowieka jak jedzenie, piękno, odpoczynek, przyjaźń, modlitwa i seksualność; to nie jest tylko lekarstwo, ale pożywienie dla naszej duszy. Bez wykonywania sensownej pracy mamy poczucie znacznej wewnętrznej straty i pustki. Ludzie, którzy są wyłączeni z pracy z powodów fizycznych lub innych, szybko odkrywają, jak bardzo jej potrzebują, aby rozwijać się emocjonalnie, fizycznie i duchowo.
Nasi przyjaciele Jay i Barbara Belding, przedsiębiorcy z przedmieść Filadelfii, rozpoznali tę potrzebę nawet wśród niepełnosprawnych. Pracując jako nauczyciel kształcenia specjalnego, Jay był zaniepokojony perspektywami zawodowymi swoich uczniów po ukończeniu przez nich szkoły. Tradycyjne programy szkolenia zawodowego i zatrudnienia często zawierały niewystarczającą ilość przewidzianej do wykonania pracy, dlatego przestoje były długie, a płace niskie. W 1977 roku Jay i Barbara założyli Associated Production Services, przedsiębiorstwo zapewniające wysokiej jakości szkolenia i zatrudnienie "dla tej części społeczeństwa". Dzisiaj firma szkoli 480 osób do pracy w czterech zakładach do wykonywania usług związanych ze składaniem i pakowaniem towarów konsumpcyjnych dla takich firm, jak Ricola, Starbucks i Crayola. Jay koncentruje się na dostarczaniu narzędzi i systemów, które zapewniają jakość i zwiększają wydajność, co pomaga budować kulturę sukcesu dla firmy i osób, którym służą. Małżeństwo Beldingów jest wdzięczne za to, że znalazło praktyczny i zrównoważony sposób na zaspokojenie wewnętrznej potrzeby ludzi, aby być produktywnymi, czuć się potrzebnymi i być w stanie samodzielnie się utrzymać. Ich pracownicy mogą w pełni zaspokoić ważną potrzebę swojej natury jako pracownicy i twórcy.
Praca jest tak fundamentalna dla naszej natury, że jest to jedna z niewielu rzeczy, które możemy przyjmować w znacznych dawkach bez szkody. Biblia nie mówi, że powinniśmy pracować jednego dnia, a odpoczywać sześć, ani że praca i odpoczynek powinny być zrównoważone - ale kieruje nas ku odwrotnej proporcji, choć wypoczynek i przyjemność to wspaniałe dobra. Jeśli zapytasz ludzi w domach opieki lub szpitalach, jak sobie radzą, często usłyszysz, że cierpią głównie dlatego, że nie mają nic do robienia. Czują, że mają za dużo wolnego czasu i za mało pracy. Utrata pracy jest głęboko niepokojąca, ponieważ zostaliśmy do niej stworzeni. I to nadaje głębsze i znacznie bardziej pozytywne znaczenie powszechnemu powiedzeniu, że ludzie pracują, aby przetrwać. Według Biblii nie potrzebujemy pieniędzy, aby przeżyć; potrzebujemy pracy, aby przetrwać i żyć w pełni jako ludzie.
Przyczyny tego zostaną szerzej omówione w późniejszych rozdziałach, ale obejmują one następujące twierdzenia: Praca jest jednym ze sposobów, w jaki stajemy się przydatni dla innych, zamiast żyć tylko dla siebie. Praca jest także jednym ze sposobów, w jaki odkrywamy, kim jesteśmy, ponieważ to dzięki niej rozumiemy nasze wyjątkowe zdolności i dary, główny element naszej tożsamości30. Z tego powodu autorka Dorothy Sayers mogła napisać: "Jakie jest chrześcijańskie rozumienie pracy? [...] [Chodzi o to], że praca nie jest przede wszystkim czymś, co się wykonuje, aby żyć, ale czymś, po co się żyje. Jest to, lub powinno być, pełne wyrażenie zdolności pracownika [...] sposób, w jaki ofiarowuje się Bogu"31.
Jeśli ujrzymy pracę jako zapisaną w naszym DNA, czyli stanowiącą jeden z najistotniejszych elementów naszej tożsamości, uzyskamy pełniejsze zrozumienie wyjątkowej chrześcijańskiej wolności. Współcześni ludzie lubią postrzegać wolność jako całkowity brak jakichkolwiek ograniczeń. Ale pomyśl o rybie. Ponieważ wchłania tlen z wody, a nie z powietrza, jest wolna tylko wtedy, gdy jest ograniczona do wody. Jeśli ryba zostanie "uwolniona" z rzeki i położona na trawie w celu jej poznania, jej swoboda poruszania się, a wkrótce nawet szansa przeżycia, zostaje mocno ograniczona. Ryba nie jest bardziej wolna, ale mniej wolna, jeśli nie może funkcjonować w zgodzie z rzeczywistością swojej natury. To samo dotyczy samolotów i ptaków. Jeśli naruszą prawa aerodynamiczne, uderzą w ziemię, jednak jeśli poddadzą się prawu, wzniosą się i będą szybować. Tak jest również w wielu dziedzinach życia: Wolność to nie tyle brak ograniczeń, co znalezienie odpowiednich, które pasują do realiów naszej natury i świata32.
Tak więc przykazania Boże w Biblii są środkiem wyzwolenia, ponieważ przez nie Bóg wzywa nas, abyśmy byli tymi, kogo On przeznaczył do istnienia. Samochody działają dobrze, gdy postępujesz zgodnie z instrukcją ich obsługi i szanujesz projekt, według którego zostały wykonane. Jeśli nie zmienisz oleju, nikt cię nie ukarze ani nie wsadzi do więzienia; twój samochód po prostu się zepsuje, ponieważ naruszyłeś jego naturę. Dotkną cię naturalne konsekwencje. W ten sam sposób ludzkie życie działa właściwie tylko wtedy, gdy jest prowadzone zgodnie z "instrukcją obsługi", przykazaniami Boga. Jeśli okażesz nieposłuszeństwo przykazaniom, nie tylko zasmucisz i zhańbisz Boga, ale zadziałasz przeciwko własnej naturze, przeciwko temu, jak Bóg cię stworzył. Kiedy Bóg przemawia do nieposłusznego Izraela w czterdziestym ósmym rozdziale Księgi Izajasza, mówi: "Ja jestem Pan, twój Bóg, pouczający cię o tym, co pożyteczne, kierujący tobą na drodze, którą kroczysz. O gdybyś zważał na me przykazania, stałby się pokój twój jak rzeka, a sprawiedliwość twoja jak morskie fale" (Iz 48,17-18).
Tak samo jest z pracą, która (w rytmie z odpoczynkiem) jest jednym z Dziesięciu Przykazań. "Sześć dni będziesz się trudził i wykonywał wszystkie swoje zajęcia" (Wj 20,9). Na początku Bóg stworzył nas do pracy, a teraz wzywa i jednoznacznie kieruje, abyśmy żyli w zgodzie z tym, jak nas zaprojektował. To nie jest uciążliwe polecenie - a zaproszenie do wolności...
Granice każdej pracy
Niemniej musimy w pełni docenić fakt, że sam Bóg odpoczął po pracy (Rdz 2,2). Wiele osób popełnia błąd, myśląc, że praca jest przekleństwem i że coś innego (czas wolny, rodzina, a nawet "duchowe" zajęcia) jest jedynym sposobem na znalezienie jakiegokolwiek sensu w życiu. Biblia, jak widzieliśmy i zobaczymy dalej, obnaża kłamstwo tej koncepcji. Ale powstrzymuje nas także od popełnienia odwrotnego błędu, mianowicie twierdzenia, że praca jest jedyną ważną działalnością człowieka, a odpoczynek złem koniecznym - czymś, co robimy ściśle po to, aby "naładować baterie", abyśmy mogli kontynuować pracę. Nie mogło to być prawdą w przypadku Boga. Nie potrzebował przywrócenia sił - a jednak odpoczął siódmego dnia (Rdz 2,1-3). To musi oznaczać, że odpoczynek i działania, które podejmujesz podczas odpoczynku, są dobre i życiodajne same w sobie. To dowód na to, że życie to coś więcej niż praca. Bez pracy twoje życie będzie niepełne, ale nie możesz powiedzieć, że praca "nadaje" sens twojemu życiu. Jeśli czynisz jakieś działanie celem samym w sobie - nawet jeśli praca ta jest posługą kościelną - tworzysz bożka, który rywalizuje z Bogiem. Relacja z Bogiem jest najważniejszym fundamentem twojego życia i to ona sprawia, że wszystkie inne elementy - praca, przyjaźnie i rodzina, czas wolny i przyjemność - nie stają się tak ważne, że aż uzależniające i zaburzone.
Josef Pieper, niemiecki filozof katolicki, napisał słynną książkę zatytułowaną Czas wolny: podstawa kultury, w której ostrzega przed "pracą ze względu na pracę"33. Twierdzi on, że wolny czas nie jest zwykłym brakiem pracy, ale postawą umysłu lub duszy, w której jesteś w stanie kontemplować i cieszyć się rzeczami takimi, jakie są same w sobie, bez względu na ich wartość lub doraźną użyteczność. Umysł mający obsesję na punkcie pracy - podobnie jak kultura zachodnia - ma tendencję do patrzenia na wszystko pod kątem wydajności, wartości i szybkości. Ale musi też istnieć możliwość cieszenia się najprostszymi i zwykłymi aspektami życia, nawet tymi, które nie są ściśle użyteczne, ale po prostu przyjemne. Co zaskakujące, nawet słynny z ponurości reformator Jan Kalwin się z tym zgadza. W swoim omówieniu życia chrześcijańskiego przestrzega przed cenieniem rzeczy tylko za ich użyteczność:
Czy Bóg stworzył jedzenie tylko po to, aby zaspokoić tę konieczną potrzebę [odżywiania], czy też nie dla rozkoszy i dobrego samopoczucia? Również celem ubrań, oprócz konieczności [ochrony], było piękno i przyzwoitość. W trawie, drzewach i owocach, poza ich różnorodnymi zastosowaniami, istnieje piękno wyglądu i przyjemny zapach... Czy, mówiąc w skrócie, nie sprawił, że wiele rzeczy jest dla nas atrakcyjnych, a nie tylko użytecznych w zaspokojeniu potrzeb?34
Innymi słowy, musimy spojrzeć na wszystko i powiedzieć coś takiego:
Wszystkie rzeczy jasne i piękne;wszystkie stworzenia wielkie i małe
Wszystkie rzeczy mądre i cudowne -Pan Bóg stworzył je wszystkie35.
O ile nie będziemy regularnie przerywać pracy i poświęcać czasu na uwielbianie Boga (które Pieper uważa za jedną z najważniejszych czynności w "czasie wolnym") oraz po prostu kontemplować świat i cieszyć się nim - w tym owocem naszej pracy - nie możemy naprawdę doświadczyć poczucia sensu w życiu. Pieper pisze:
Czas wolny jest warunkiem rozważania natury rzeczy w duchu świętowania [...]. Czas wolny karmi się afirmacją. To nie to samo, co brak aktywności [...]. Przypomina on raczej spokój rozmowy kochanków, który karmiony jest ich jednością [...]. I jak napisano w Piśmie Świętym, Bóg zobaczył, gdy "odpoczął od wszystkich dzieł, które uczynił", że wszystko było dobre, bardzo dobre (Rdz 1,31), tak więc odpoczynek człowieka zawiera w swej naturze celebrujący, aprobujący, uporczywy wzrok wewnętrznego spojrzenia na rzeczywistość stworzenia36.
Krótko mówiąc, praca - i to w dużej ilości - jest niezbędnym elementem ludzkiego życia, które jest sensowne i znaczące. Jest to najwyższy dar od Boga i jedna z głównych rzeczy, które nadają naszemu życiu sens. Ale musi odgrywać właściwą rolę, podporządkowaną Bogu. Musi regularnie ustępować nie tylko przestojom w pracy w celu regeneracji ciała, ale także radosnemu przyjęciu świata i zwykłości życia.
To może nam się wydawać oczywiste. Mówimy: "Oczywiście praca jest ważna i oczywiście nie jest jedyną rzeczą w życiu". Ale ważne jest, aby dobrze zrozumieć te prawdy. W upadłym świecie praca jest frustrująca i wyczerpująca; więc naturalnie można dojść do wniosku, że pracy należy unikać lub po prostu ją znosić. A ponieważ nasze nieuporządkowane serca pragną afirmacji i potwierdzenia, równie kuszące jest skierowanie się w przeciwnym kierunku - skupienie życia wyłącznie na osiągnięciach kariery i na niewielu rzeczach ponad to. W rzeczywistości nawet przepracowanie jest często ponurą próbą nadania pracy całej jej wartości już na wczesnym etapie, aby móc pozostawić to staranie niejako za sobą. Takie podejście sprawia, że praca staje się jeszcze bar-dziej ogłupiająca i niezadowalająca.
Kiedy myślisz: "Nienawidzę pracy!", powinnieneś pamiętać, że pomimo iż praca może być szczególnie odczuwalnym przypomnieniem (a nawet wzmocnieniem) przekleństwa grzechu, sama w sobie nie jest przekleństwem. Zostaliśmy do niej stworzeni. Lecz kiedy czujemy, że nasze życie jest całkowicie pochłonięte pracą, pamiętajmy, że musimy również szanować jej granice. Nie ma lepszego punktu wyjścia do sensownego życia zawodowego niż dobre zrozumienie zrównoważonej teologii pracy.