1
Ja się pytam, co to jest! - Wójt gminy Gradów, ledwie przestąpiwszy próg biblioteki, zapomniał o zasadach dobrego wychowania, które wymagałyby powiedzenia chociażby krótkiego "dzień dobry". - Niech mi pan powie, panie Jarku, co to, do cholery, jest?! - podniesionym głosem zaatakował siedzącego za biurkiem Jarka Pokorę.
Zdumiony bibliotekarz przyglądał się, jak tamten macha mu przed nosem wymiętym i mocno naderwanym plakatem w kolorze lekkiego różu, który to plakat, z uwagi na jego stopień zniszczenia, w gwałtowny sposób musiał zostać zerwany z drzwi wejściowych Urzędu Gminy w Gradowie, gdzie zaledwie kilka godzin wcześniej Jarek, używszy paru metrów taśmy klejącej, go umieścił.
- O ile mnie wzrok nie myli, są to szczątki zaproszenia na pierwsze spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki - wyjaśnił grzecznie.
Dyrektor biblioteki próbował zachować spokój i zwracał się do włodarza gminy w miarę łagodnym tonem. Na tyle dobrze już go znał, że wiedział, iż tylko spokój i trzymanie emocji na wodzy może go uratować przed kolejnym niekontrolowanym wybuchem złości, którą wójt od czasu do czasu lubił wyładować na zazwyczaj Bogu ducha winnych ludziach, a szczególnie na nim, jako dyrektorze znienawidzonej biblioteki.
- I zupełnie nie rozumiem, dlaczego zamiast wisieć na drzwiach urzędu i zachęcać mieszkańców Gradowa do udziału w spotkaniach DKK, został w tak brutalny sposób z nich zerwany. Patrząc na stan jego zniszczenia, przypuszczam, że ktoś musiał się z nim mocno naszarpać.
Celowo powiedział "ktoś", żeby wójt sam się przyznał do aktu wandalizmu, jakiego dokonał na dopieszczonym w każdym szczególe plakacie, który stażystka Anetka dzień wcześniej stworzyła. Jarek uśmiechnął się, wspominając, jak to dziewczyna co chwilę wołała go do swojego biurka i pokazywała, jakie zmiany wprowadziła na wzorcowym plakacie Dyskusyjnego Klubu Książki, pobranym ze strony Instytutu Książki. A to przesuwała w różne miejsca filiżankę z kawą i podpisem "Dobre książki i kawa", twierdząc, że bardziej na lewo lub pośrodku będzie się lepiej prezentowała niż tradycyjnie z prawej strony plakatu, a to dodawała drobne ozdobniki i zmieniała intensywność barwy różu, o ile tylko pozwalał na to program graficzny, w którym pracowała. A na koniec przez dwie godziny testowała różne rodzaje czcionki w informacji wyjaśniającej potencjalnym klubowiczom, gdzie i po co są zapraszani. Szczegółowo tłumaczyła Jarkowi, że od wyglądu i czytelności liter może zależeć powodzenie przedsięwzięcia od kilku lat bardzo popularnego w całym kraju, ale u nich jeszcze nieznanego. W efekcie jej starań powstał przepiękny plakat, utrzymany w kolorze fuksji, zawiadamiający, co nowego biblioteka oferuje mieszkańcom Gradowa.
Gminna Biblioteka Publiczna w Gradowie zaprasza wszystkich miłośników książek do udziału w spotkaniach nowo powstającego Dyskusyjnego Klubu Książki (DKK). Pierwsze spotkanie informacyjne odbędzie się w czwartek 9 sierpnia o godz. 17.00 w siedzibie GBP. Podczas spotkania nastąpi integracja członków oraz wybór lektury na najbliższe miesiące. Zapewniamy nie tylko dobrą literaturę, ale również kawę, coś słodkiego i od czasu do czasu spotkania ze znanymi i lubianymi autorami książek. Jeśli chcesz nie tylko czytać, ale i rozmawiać o książkach, ten klub jest dla Ciebie!!! Zapraszamy.
- Nie ktoś, tylko ja! Ja osobiście zerwałem plakat, a że któreś z was - tu grubym, a krótkim paluchem wskazywał to na wyglądającą zza regału z książkami Anetkę, to na Jarka - zmarnowało z pół krążka taśmy klejącej, żeby tego śmiecia umieścić na drzwiach, więc musiałem się mocno naszarpać, aby uwolnić drzwi, a tym samym mieszkańców gminy od tego czegoś! - Wójt nie tylko przyznał się do zerwania plakatu, ale też od razu zasugerował, że pomysł z założeniem w bibliotece Dyskusyjnego Klubu Książki jest zły i na pewno zaszkodzi gradowianom. - Nie wiem, czyj to pomysł, ale ja, jakem wójt Gradowa, kategorycznie, ostatecznie i nieodwołalnie nie wyrażam na to zgody!
- Jak pan, panie wójcie, może nie wyrażać zgody na coś, co, po pierwsze, nie jest w pana kompetencjach, a po drugie, zapewne nie ma pan zielonego pojęcia, o co nam chodzi, co chcemy robić i jaka jest idea Dyskusyjnych Klubów Książki?
Pozorne opanowanie Jarka zniknęło bez śladu. Po ostatnich słowach wójta poderwał się zza biurka i żywo gestykulując, zaczął walczyć o pomysł, który zaledwie kilka dni temu wpadł do głowy im obojgu, a wójt nawet nie zainteresował się tematem, tylko, tak dla swego widzimisię, chciał go zdławić w zarodku.
- Tym, czy ja o czymś mam pojęcie, czy nie, niech się pan, panie Jarku, nie interesuje. Jak na razie to ja jestem tu wójtem i ja mam obowiązek, moralny obowiązek, dbać o interesy gminy i jej mieszkańców. A pana obowiązkiem jest konsultować się ze mną w kwestii wszelkich nowatorskich pomysłów, jakie wam, chyba z nudów, od siedzenia pomiędzy tymi zakurzonymi książkami, od których dostaję kataru, alergii i innego paskudztwa, przychodzą do głowy! Zdaje mi się, że nie po to wsadziłem pana na stanowisko dyrektora, choć miałem wiele innych, zapewne lepszych kandydatek, żeby teraz pan mi tu tak bruździł!
Wójtowi też puściły hamulce i już nie podniesionym głosem, ale krzykiem, i to dość głośnym, odpowiadał na argumenty bibliotekarza.
- Zostały tylko niecałe trzy miesiące do wyborów, a pan mi takie coś pod nosem zakładasz? Nie tak się umawialiśmy! Nie tak! Miał mnie pan wspierać! Pomagać! A nie działać na rzecz konkurencji! - Schowana za regałem Anetka to chichotała, to poważniała, w zależności od zarzutów, jakie wykrzykiwał wójt. A przy okazji nagrywała wszystko telefonem. O czym oczywiście ani Jarek, ani tym bardziej awanturujący się przedstawiciel władzy nie mieli pojęcia. Pochłonięci ostrą wymianą zdań, a w ogóle sprawami ważniejszymi niż obserwacja młodej stażystki, absolutnie nie zdawali sobie sprawy, że Anetka jest nie tylko miłą i lekko zwariowaną dziewczyną, ale też stanowi spore zagrożenie dla każdego, kto jej stanie na drodze. O czym obaj, i nie tylko oni zresztą, mieli się wkrótce przekonać.
- Zupełnie nie rozumiem, o co panu chodzi! Co ma przysłowiowy piernik do wiatraka? A w przypadku naszej rozmowy utworzenie Dyskusyjnego Klubu Książki do wyborów samorządowych? Przecież to są dwie zupełnie różne i w żaden sposób niezwiązane ze sobą sprawy. Chyba pan wójt przyzna mi rację? Prawda?
Przerażony wizją konieczności rezygnacji z otwarcia DKK, Jarek postanowił przedstawić konkretne argumenty. A ponieważ jego adwersarz ani nie przytaknął, ani nie zaprzeczył, tylko wyczekująco wpatrywał się zimnym wzrokiem w bibliotekarza, ten kontynuował obronę klubu:
- Dyskusyjne Kluby Książki to wspólny projekt Instytutu Książki i Bibliotek Wojewódzkich, adresowany przede wszystkim do czytelników korzystających z bibliotek publicznych, czyli takich, jaką my tu mamy w Gradowie. Celem klubów jest także ożywienie środowiska skupionego wokół bibliotek oraz zachęcenie nas, bibliotekarzy, do kreowania mody na czytanie. Tematem każdego spotkania będzie inna książka... - Wójt zaczął głośno chrząkać, dając tym samym znać, że Jarek powinien zamilknąć i czekać na to, co on, jego pracodawca, zamierza powiedzieć.
- Może się panu, panie Jarku, wydaje, że ja taki głupi jestem i trzeba mi te wasze bibliotekarskie mądrości prosto z internetu wyuczone powtarzać, ale ja głupi nie jestem i żadnych wywodów słuchać nie będę. Ja tam swoje wiem. Pod przykrywką tych waszych książek, dyskusji i picia kawusi zagryzanej ciasteczkami powstanie opozycja skierowana przeciwko mnie i mojemu stanowisku. I tego jestem absolutnie pewien, jakem wójt Gradowa! Apropo książek, kawusi, ciasteczek i tego zapraszania autorów czy innych gryzipiórków. Kto ma za to wszystko płacić? Nie przypominam sobie, żeby środki na takie cele były zaplanowane w budżecie biblioteki? Nieprawdaż, panie Jarosławie? A może się mylę?
Jarek nie zdążył jeszcze otworzyć ust, gdy ubiegła go Anetka, która wyszła zza regału i używając całego swojego uroku osobistego, stanęła bardzo blisko wójta i patrząc mu głęboko w oczy, zaczęła tłumaczyć, że założenie klubu w Gradowie to był jej pomysł, bo kiedyś, jak jeszcze mieszkała z mamusią, to brała udział w podobnych spotkaniach w szkolnej bibliotece i bardzo, ale to bardzo podobały jej się dyskusje o literaturze. I teraz, kiedy zupełnie, ale to zupełnie przypadkiem przyszło jej chwilowo zamieszkać w Gradowie, w oczekiwaniu, aż jej los się odmieni, ogromnie by chciała zrobić coś dobrego i pożytecznego dla tutejszych mieszkańców, i to właśnie ona zaproponowała panu Jarkowi założenie DKK. I pan wójt zupełnie niepotrzebnie się martwi o pieniądze, bo ona już wszystko sprawdziła i żadnych, ale to naprawdę żadnych dodatkowych kosztów gmina z tego tytułu nie poniesie. Książki będą wymieniane z innymi klubami, które już istnieją, za spotkanie z pisarzami zapłaci się ze środków Instytutu Książki, kawusię i herbatkę mają przecież prywatną, a ciasteczka ona osobiście obiecuje piec i przynosić na spotkania klubu.
I tak prosiła, tak się uśmiechała i spoglądała zalotnie na wójta, że Jarkowi przez moment wydawało się, iż tamten ulegnie jej czarowi i da swoje błogosławieństwo, a tym samym pozwoli na założenie DKK. A być może sam nawet przyjdzie na pierwsze spotkanie, co miał mu zaraz Jarek zaproponować. Niestety, Bodzio, wójt od wielu kadencji, w nosie miał czar Anetki. W gorącym czasie przed wyborami myślał tylko o jednym - o zwycięstwie. A że na drodze do zwycięstwa i przysłowiowego wieńca z lauru zaczynały mu stawać pewne osoby, musiał się mieć na baczności i niszczyć w zarodku nawet najmniejsze formy zagrożenia, do których zaliczył także stworzenie Dyskusyjnego Klubu Książki. Dlatego też gdy Anetka, nieco rozczarowana brakiem reakcji z jego strony, w końcu zamilkła, już nieco spokojniejszym głosem zadał ostatnie, dla niego bardzo ważne pytanie:
- To niech mi któreś z was, bo pewnie już się nieco orientujecie, powie, kto ewentualnie będzie chciał należeć do tego waszego klubu! No, kto?
Zapytani popatrzyli na siebie z wahaniem i przez chwilę trwało milczenie. Anetka szybko podjęła decyzję, że nie powinna już się odzywać, gdyż może sobie zaszkodzić, a Jarek zastanawiał się, czy wskazanie zainteresowanych osób pomoże klubowi, czy też raczej mu zaszkodzi. A ponieważ ich rozmówca czekał na odpowiedź, więc on, jako dyrektor biblioteki, niestety finansowanej ze środków gminy, którymi przecież zarządzał wójt ze swoją złośliwą panią skarbnik, musiał mu tej odpowiedzi udzielić.
- Nie jesteśmy pewni - zaczął bardzo ostrożnie. - Ale zagadywaliśmy czytelników w tej kwestii i faktycznie, ma pan wójt rację, parę osób wydaje się już zainteresowanych uczestnictwem w naszym klubie.
- O proszę! Skoro miałem rację, to poproszę, panie Jarosławie, o nazwiska. I niech mi pan tylko tu z RODO nie wyjeżdża! Uprzedzam, że nie wyjdę, dopóki się nie dowiem, któż to w mojej gminie pragnie rozmawiać o książkach. Nazwiska. Poproszę o nazwiska - powtarzał z uporem maniaka, co bardzo rozbawiło Anetkę.
Dziewczyna znów zaczęła chichotać za regałem, gdzie po nieudanej próbie oczarowania wójta się skryła, a swoim śmiechem przeraziła Jarka, który stracił już nadzieję na realizację dobrego pomysłu i nie spodziewał się niczego dobrego z dalszego ciągu rozmowy. Rozumiał jednak, że ukrywając tożsamość pierwszych ewentualnych klubowiczów, nie poprawi sytuacji, tylko ją pogorszy. Dlatego, choć z ogromnymi obawami, w końcu zaczął wyliczać:
- Jagoda Maciejka, niedawno zmarł jej mąż i dlatego, aby trochę wyszła do ludzi i otrząsnęła się z żałoby, zaproponowałem jej udział w DKK. Przyzna pan wójt, że w jej sytuacji, o której zresztą wszyscy bardzo dobrze wiemy, kontakt z osobami o podobnych zainteresowaniach, współczującymi jej i pragnącymi pomóc, może mieć znaczenie terapeutyczne. Rzadko się zdarza, żeby na jedną osobę w tak krótkim czasie spadło tyle nieszczęść. Prawda, panie wójcie?
- Uhmmm.
- Pan Kowalski. Dużo czyta. Ma problem z nadużywaniem alkoholu, ale może nasze spotkania i dyskusje pomogą mu w walce z nałogiem. Słyszałem, że to dobra metoda udzielania wsparcia w procesie wychodzenia z alkoholizmu. Często książki, które w ramach klubu są przysyłane do bibliotek, poruszają problemy dotyczące różnych uzależnień. Zatem jest szansa, że i do nas te z treściami profilaktycznymi też trafią. A Kowalski podobno zapisał się do gminnego AA, więc cieszę się, że do DKK też chce wstąpić.
- Uhmmm. - Wójt znów zamruczał w oczekiwaniu na kolejne informacje o potencjalnych dyskutantach.
- Oczywiście ja i Anetka, ale to chyba jasne i nie budzi żadnych obaw czy wątpliwości?
- Uhmmm.
- No to jeszcze. - Tu Jarek zawahał się na moment i przełknął ślinę, ale postanowił mówić dalej. - Pani Blanż i jej wnuk organista.
Tym razem "uhmmm" wójta zabrzmiało jakby bardziej nerwowo i mniej aprobująco niż poprzednie "uhmmm", dlatego też młody Pokora postanowił wytłumaczyć, dlaczego tych dwoje chce rozmawiać o książkach.
- Z racji wieku pani Blanż każdego dnia spodziewa się śmierci, a czytanie odrywa ją, choć na chwilę, od owych smutnych i trudnych myśli. Michał zaś jest samotny, zatem jemu te spotkania także mogą ubarwić życie. Być może także pozna kogoś w klubie i zakocha się...
- Najlepiej z wzajemnością - podpowiedziała zza regału Anetka.
- I tyle wiemy na ten moment o potencjalnych kandydatach. Tak mi się wydaje.
- A pani Lukrecja? - nieopatrznie wtrąciła stażystka.
Jarek nie zdążył powiedzieć, że Anetce coś się pomyliło i pani Lukrecja wcale nie ma ochoty dyskutować o książkach, choć jest bibliotekarką w gradowskim liceum, bo zanim zdołał cokolwiek wytłumaczyć, wójt wpadł w szał.
- Miałem rację! Miałem rację! - wykrzykiwał. - Ten wasz klub to nic innego jak przykrywka dla spotkań, których celem jest odsunięcie mnie od władzy! Wy tu chcecie przychodzić nie po to, żeby o książkach gadać, tylko planować, kto ma na moje miejsce wójtem zostać! Myślicie, że już do mnie nie dotarło, że ta zwariowana kościelna, nie wiem, dlaczego nazywana panią Blanż, a nie Funcią, choć ona tak się naprawdę nazywa, ubzdurała sobie w starej łepetynie, że tego swojego grubego wnuka wójtem zrobi? Wiem. Wiem o tym już od dawna. Tak samo jak się domyślam, że ten cholerny rzeźnik, mąż niejakiej Lukrecji, też zamierza kandydować na moje stanowisko! Jemu też się władzy zachciało. Myśli, baran jeden, że jak dochodową ubojnię ma, to sobie głosy kupi i ze stołka mnie zrzuci. Niedoczekanie jego! I niedoczekanie wasze! - wrzasnął na pożegnanie w stronę Anetki, która już nie śmiała nosa wysunąć zza regału.
Potem, ruszając z impetem do drzwi biblioteki, zagroził Jarkowi, że jeśli nie usunie wszystkich informacji o DKK nie tylko z różnych drzwi, na których poprzyklejał plakaty, ale również ze strony biblioteki i Facebooka, to jego żona dopiero zobaczy, jakie problemy może mieć wiejska fryzjerka. Skoro on, Pokora, nie martwi się o własne stanowisko, to może zacznie się martwić o firmę żony!
I tymi słowami wójt pożegnał się z nimi, gwałtownie trzaskając drzwiami. Nie myślał przy tym, że gdyby wskutek jego lekkomyślnego trzaśnięcia te uległy uszkodzeniu, to budżet gminy kolejny raz musiałby ponosić niezaplanowane koszty utrzymania biblioteki. A przecież tego wójt Gradowa najbardziej nie lubił - wydawać pieniędzy na magazyn z książkami, jak zazwyczaj nazywał nielubianą instytucję bez względu na to, kto stał na jej czele.