10
- Panna Ula tak pięknie na tle półek z książkami się prezentuje, że mógłbym w bibliotece godzinami siedzieć, coby tylko na pannę móc patrzeć! - Andrzej z ukrywanym rozbawieniem, ale i z nadzieją komplementował młodziutką pomocnicę kierownika biblioteki, która po każdym jego słowie robiła się coraz bardziej czerwona i nie potrafiła ukryć zawstydzenia. - I niech mi panna Ula powie, czy te wszystkie czytadła - szerokim ruchem dłoni wskazał na rząd regałów, na których dziewczyna równiutko układała książki - są o miłości? Bo jeśli tak, to ja poproszę, żeby mi je panna Ula dokładnie opowiedziała, a potem kilka z nich do domu wypożyczyła - zażartował z nadzieją, że nieśmiała dziewczyna w końcu odważy się do niego odezwać.
Bo choć starał się być bardzo cierpliwy i od kilku dni, odkąd Antek mu powiedział, że w miejscowej bibliotece oprócz starego i zgryźliwego bibliotekarza pracuje też mało atrakcyjna, ale z pewnością chętna do małżeństwa dziewczyna, codziennie odwiedzał bibliotekę i do Uli zagadywał. Lecz ta na jego widok tylko się czerwieniła, słowa jednak nie powiedziała. Za to kierownik groźnie na niego spoglądał i co rusz dogadywał, że jak kto po książki nie przychodzi, to niech miejsca w bibliotece nie zajmuje, Ula zaś jest do kurzu z półek wycierania zatrudniona, a nie do zabawiania ledwie znających litery kawalerów. Po takich wizytach Andrzej myślał sobie, że kumpel go wykiwał, wódkę za nic wziął, a on ani żony bibliotekarki mieć nie będzie, ani posady w Gradowie nie dostanie, bo dni szybko mijały, a dziewczyna nie objawiała żadnej chęci na amory.
- Nie wszystkie, ale dużo z nich jest o miłości. Jak pan Andrzej chce, to ja mogę kilka podać do przejrzenia - odpowiedziała teraz ledwie słyszalnym szeptem, który jednak dał mu odrobinę nadziei, że jego misterny plan w końcu się powiedzie.
- A może by tak panna Ula na tańce ze mną dziś się wybrała? - zapytał, wykorzystując moment, gdy podeszła do niego bardzo blisko, aby mu podać proponowane książki.
- Mówiłem ci, Ulka, że jemu się amorów chce, a nie książek do czytania! - Zza szerokiego biurka poderwał się kierownik z miną, jakby miał ochotę złapać Andrzeja za kołnierz i wyrzucić za drzwi biblioteki. - Ty mi się z takimi nie zadawaj, bo ja latawicy w bibliotece nie potrzebuję! - wrzasnął na bliską płaczu dziewczynę. - Z tego gagatka nic dobrego nie będzie. Najwyżej ci dzieciaka w krzakach zrobi, a potem zniknie i tyle go będziesz widziała! Ja ci dobrze radzę, omijaj takich z daleka.
- Pan się zapomina, panie kierowniku! - Teraz Andrzej zrobił się purpurowy na twarzy i gdyby nie wizja posady, na której bardzo mu zależało, z pewnością nie omieszkałby kołnierza tamtemu przetrzepać. - Ja pannę Ulę bardzo szanuję i podziwiam, że zamiast godnej pracy szukać, za zapchajdziurę u pana robi. Panno Ulu - zwrócił się do popłakującej w kącie dziewczyny, która nie wiedziała, dlaczego taka przykrość ze strony zwierzchnika ją spotkała. - Niech się panna Ula jego gadaniem nie przejmuje. Miałem to wyznać podczas wspomnianej potańcówki, ale skoro on - z odrazą spojrzał na zacietrzewionego mężczyznę - tak pannę traktuje, to ja od razu powiem, że zakochałem się od pierwszego wejrzenia i o rękę proszę tu i teraz, gdyż za niecały miesiąc do pracy daleko wyjeżdżam i przed wyjazdem o ślubie z panną... z tobą, Ulu, marzę!
- Zwariował! Normalnie zwariował! - Kierownik biblioteki popukał się w czoło i z niedowierzaniem spoglądał to na rozpromienioną teraz dziewczynę, której łzy natychmiast obeschły, a ta propozycja chyba przypadła jej do gustu, to na chłopaka, którego o wszystko by podejrzewał, lecz nie o uczciwe zamiary wobec miłej i pracowitej, jednak nieco zbyt pulchnej i pucułowatej Uli z krótkimi, parówkowatymi nóżkami, zdecydowanie psującymi figurę.
- Czy zostaniesz moją żoną? - Andrzej, już nieco pewniejszy swego, ponowił oświadczyny. - Pytam po raz ostatni, bo tylko wielka miłość do ciebie pozwala mi tu stać spokojnie i nie dać po gębie temu chamowi, który się za inteligenta uważa i tobie, zamiast pracę za biurkiem wyznaczyć, każe pajęczyny w kątach sprzątać. Jak mi nie odpowiesz, to wyjadę stąd i nigdy więcej nie wrócę! - Dla lepszego efektu postanowił trochę ją postraszyć, bo na tyle był już w sprawach damsko-męskich doświadczony, że zamglony wzrok kandydatki na żonę był dlań najlepszą odpowiedzią.
- A zgódź się, jakżeś taka głupia! Przynajmniej bękarta ci nie zrobi, skoro żenić się chce. Ale i tak wspomnisz moje słowa, zmarnuje ci życie, bo takich jak on z daleka poznaję!
Kierownik nie dawał za wygraną i jego słowo musiało być na wierzchu. A że miał rację, panna Ula przekonała się bardzo szybko po ślubie, choć przez długie lata nikomu o tym mówić nie chciała. Najpierw jednak Andrzej, jak tradycja nakazuje, przyszedł z rodzicami do jej domu i oficjalnie o rękę poprosił. Potem jej świadectwem pracy otrzymanym z biblioteki bardzo się interesował, a gdy już po ślubie byli, chwalił się, że nie tylko z niewoli stanu panieńskiego Ulę wybawił, ale i dobrą pracę w gradowskiej bibliotece żonie załatwił.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI