Weź życie w swoje ręce - Samuel Stamateas

Kup ebooka

19.00 zł
15.77 zł (14,70 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1. Co mówi o mnie lustro

Roz­dział 1

Co mówi o mnie lustro

Na począ­tek tego roz­działu pro­po­nuję nastę­pu­jące ćwi­cze­nie. Napisz poni­żej pięć cech, które twoim zda­niem posia­dasz. Pięć pozy­tyw­nych i pięć nega­tyw­nych.

Cechy

.................................... .................................... .................................... .................................... ....................................

Cechy

.................................... .................................... .................................... .................................... ....................................

Od jakich cech zaczą­łeś, pozy­tyw­nych czy nega­tyw­nych?

O któ­rych naj­trud­niej było ci pisać?

To, co napi­sa­łeś o sobie, sta­nowi coś, co możemy nazwać twoją toż­sa­mo­ścią pry­watną. Kiedy mówimy o toż­sa­mo­ści, odno­simy się do zestawu cech, które należą do nas, ale dla­czego nazy­wamy ją pry­watną? Ponie­waż jest to wyobra­że­nie, jakie mamy o sobie.

Z dru­giej strony toż­sa­mość publiczna to wyobra­że­nie, jakie mają o nas inni. Jak mawiał pewien znany pre­zen­ter tele­wi­zyjny: "Jak cię widzą (toż­sa­mość publiczna), tak cię trak­tują". Pierw­szym kro­kiem jest uświa­do­mie­nie sobie, że "tak jak ja sie­bie widzę (toż­sa­mość pry­watna), tak widzą mnie inni, a tak jak mnie widzą, tak mnie trak­tują".

Cechy, które opi­sa­łeś, to przy­miot­niki, dzięki któ­rym roz­po­zna­jesz sie­bie. Nie są one ani dobre, ani złe, po pro­stu nazy­wamy je pozy­tyw­nymi lub nega­tyw­nymi. Kiedy mówimy o tych pozy­tyw­nych, myślimy o moż­li­wo­ściach. A kiedy mówimy o nega­tyw­nych, myślimy o ogra­ni­cze­niach (uwa­żamy je za ogra­ni­cza­jące, ponie­waż zamy­kają moż­li­wo­ści).

Tymi cechami opi­su­jemy samych sie­bie.

Ist­nieje jed­nak zależ­ność mię­dzy opi­sy­wa­niem i inter­pre­to­wa­niem:

Opi­sy­wa­nie ozna­cza szcze­gó­łowe przed­sta­wia­nie cech lub wła­ści­wo­ści cze­goś. Inter­pre­to­wa­nie ozna­cza przed­sta­wia­nie swo­jej wizji rze­czy­wi­sto­ści.

Pyta­nie, które pomaga nam opi­sać sie­bie, brzmi: "Na jakiej pod­sta­wie tak o sobie mówisz?". Ozna­cza ono poszu­ki­wa­nie danych, które potwier­dzają lub zaprze­czają tej oce­nie. Jeśli odpo­wie­dzią jest inna inter­pre­ta­cja, to zna­czy, że ocena nie działa. Na przy­kład: "Jestem wyro­zu­miały, ponie­waż jestem dobry"; w tym przy­padku obie dane są inter­pre­ta­cjami.

Wróćmy teraz do listy z początku roz­działu. Wybierz dwie pozy­tywne i dwie nega­tywne cechy i odpo­wiedz sobie: na jakiej pod­sta­wie je wybra­łem?

Celem tego wstęp­nego ćwi­cze­nia jest uświa­do­mie­nie sobie, co o sobie myślimy, ponie­waż toż­sa­mość pry­watna może zostać prze­pro­jek­to­wana. Możesz spoj­rzeć w lustro i zoba­czyć sie­bie w pro­ce­sie two­rze­nia: wciąż jeste­śmy w trak­cie tego pro­cesu i świa­do­mość takiego stanu rze­czy przy­nosi nam ulgę i uko­je­nie!

Teraz wróć do listy i zastąp cza­sow­nik "jestem" innym, na przy­kład "mam", i prze­czy­taj je ponow­nie.

Wiele się zmie­niło, prawda? Jeśli opi­su­jemy sie­bie nega­tyw­nymi cechami, takimi, któ­rych nie lubimy i które naszym zda­niem utrud­niają nam reali­za­cję naszych pro­jek­tów (jestem nie­zdarny, jestem powolny itp.), trudno będzie nam je zmie­nić. Ale jeśli powiemy: "Mie­wam chwile nie­zdar­no­ści. Zda­rza mi się dzia­łać powoli", to możemy pomy­śleć, że jeśli mamy jakąś cechę, to możemy też jej nie mieć. To tylko kwe­stia pracy i pod­ję­cia nie­zbęd­nych dzia­łań.

Pamię­taj:

Toż­sa­mość pry­watna: to, co mówię o sobie. Toż­sa­mość publiczna: to, co mówią o mnie inni.

Do któ­rej z tych dwóch toż­sa­mo­ści przy­wią­zu­jesz więk­szą wagę?

Jak dużą wagę przy­wią­zu­jesz do tego, co mówisz?

Jak dużą wagę przy­wią­zu­jesz do tego, co mówią o tobie rodzina czy przy­ja­ciele?

To, co myślą o mnie inni, to ich sprawa. To, co ja o sobie myślę, to moja sprawa.

Toż­sa­mość pry­watna jest rów­nież okre­ślana jako sza­cu­nek do samego sie­bie. Nasza repu­ta­cja sta­nowi nasz naj­waż­niej­szy kapi­tał. Sza­cu­nek jest zasad­ni­czo oparty na modelu rodzin­nym, na gło­sach zewnętrz­nych, które osta­tecz­nie stają się gło­sami wewnętrz­nymi, na naszych doświad­cze­niach i uczu­ciach, na naszym sys­te­mie prze­ko­nań.

Zobaczmy:

Model rodzinny: słowa rodzi­ców są wyryte w naszych umy­słach: co nam mówili, kiedy nie zacho­wy­wa­li­śmy się dobrze? Co nam mówili, kiedy się myli­li­śmy? Głosy z zewnątrz: sza­cu­nek nie jest budo­wany z zewnątrz: "Doceń mnie... jaki byłem? Jak o mnie mówiono?". Kiedy zaczy­namy mówić o sobie dobrze, prze­sta­jemy cze­kać na uzna­nie z zewnątrz i sami je budu­jemy. Doświad­cze­nia i uczu­cia: jeśli coś robię i idzie mi dobrze, doce­niam sie­bie. Dzia­ła­nie zabija osąd. Musimy być bar­dzo ostrożni z emo­cjo­nalną kolejką gór­ską, która pre­dys­po­nuje nas do doko­ny­wa­nia osą­dów zależ­nych od domi­nu­ją­cego stanu emo­cjo­nal­nego, od tego, jak się czu­jemy. Prze­ko­na­nia: są sta­nem umy­słu, który postu­luje coś jako prawdę: nie mogę (nie możesz); nie liczą się ze mną (nie liczą się z tobą). Należy być bar­dzo uważ­nym, ponie­waż wszyst­kie prze­ko­na­nia, gdy już się ugrun­tują, mają wyłącz­nie jedną funk­cję: utrwa­la­nia się.

Możemy wypra­co­wać dobrą samo­ocenę w nie­któ­rych obsza­rach, a w innych nie; na przy­kład możemy oce­nić sie­bie na 10 w rela­cjach spo­łecz­nych, ale na 5 w zakre­sie umie­jęt­no­ści oszczę­dza­nia pie­nię­dzy. Dobra samo­ocena to nie to samo, co wysoka samo­ocena: "Powiedz mi, co masz, a powiem ci, czego ci bra­kuje". Nie ma cze­goś takiego jak zbyt wysoka samo­ocena; wręcz prze­ciw­nie, zbyt wysoka samo­ocena świad­czy o jej braku. "Oto jestem, spójrz, co osią­gną­łem" to wypo­wiedź kogoś, kto czuje się gor­szy i potrze­buje dowar­to­ścio­wa­nia. Wszy­scy potrze­bujemy odro­biny nar­cy­zmu, ale nad­mierne poczu­cie wła­snej war­to­ści jest tylko oznaką jej braku.

Cza­sami za pokorą kryje się ukryta aro­gan­cja. Osoby zazdro­sne, agre­sywne, plot­ku­jące to ludzie o niskiej samo­oce­nie. W prze­ci­wień­stwie do nich ludzie z dobrą samo­oceną kochają sie­bie i potra­fią kochać innych, sza­nują sie­bie i są sza­no­wani, są ambitni, ale nie są chciwi, są pewni sie­bie, ale nie są domi­nu­jący.

Oto kilka naj­waż­niej­szych pomy­słów, które pomogą ci na dro­dze do dobrej samo­oceny:

Moja war­tość wynika z tego, że jestem, a nie z tego, że coś robię lub mam. Nie jestem wart tyle, ile robię, ponie­waż ozna­cza­łoby to, że w dniu, w któ­rym nie będę mógł tego robić, prze­stanę mieć jaką­kol­wiek war­tość. Nie jestem wart tyle, ile mam, ponie­waż ozna­cza­łoby to, że w dniu, w któ­rym coś stracę, stracę rów­nież swoją war­tość. Nie jestem wart tyle, ile wiem, ponie­waż ozna­cza­łoby to, że jeśli doznam amne­zji, to prze­stanę być cokol­wiek wart.

A więc: jestem war­to­ściowy dzięki temu, że jestem taki, jaki jestem!

Wiara w to, że nasza war­tość wynika z tego, co robimy, co posia­damy lub co wiemy, to mity. Posia­da­nie okre­ślo­nej pozy­cji eko­no­micz­nej, tytułu, nazwi­ska lub rze­czy mate­rial­nych daje nam złudne poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Jed­nak praw­dziwa war­tość wynika z naszego wyjąt­ko­wego i szcze­gól­nego czło­wie­czeń­stwa.

Jestem war­to­ściowy, ponie­waż jestem uni­ka­tową i wyjąt­kową istotą ludzką.

Ważne jest, aby usu­nąć ogra­ni­cza­jące myśli z naszego men­tal­nego dysku twar­dego i zacząć mówić o sobie pozy­tyw­nie. Zamiast typo­wego "gdy­bym": "gdy­bym stu­dio­wał", "gdy­bym oszczę­dzał", "gdy­bym podró­żo­wał", możemy użyć "zamie­rzam": "zamie­rzam stu­dio­wać", "zamie­rzam oszczę­dzać", "zamie­rzam podró­żo­wać". Zamiast mówić "nie potra­fię (nie mogę): "nie mogę stu­dio­wać", "nie potra­fię oszczę­dzać", "nie mogę podró­żo­wać", możemy powie­dzieć: "znajdę spo­sób, by": "znajdę spo­sób, by stu­dio­wać", "znajdę spo­sób, by oszczę­dzać", "znajdę spo­sób, by podró­żo­wać". Zamiast mówić "chciał­bym": "chciał­bym stu­dio­wać", "chciał­bym oszczę­dzać", "chciał­bym podró­żo­wać", możemy powie­dzieć: "lubię": "lubię stu­dio­wać", "lubię oszczę­dzać", "lubię podró­żo­wać".

Tak więc od tej chwili zamie­niamy stwier­dze­nia:

"gdy­bym" na "zamie­rzam"; "nie mogę" na "znajdę spo­sób, by"; "chciał­bym" na "lubię".

Kiedy zastę­pu­jemy ogra­ni­cza­jące myśli pozy­tyw­nymi myślami wiary, zaczy­namy żyć pozy­tyw­nie. Ludzie o zdro­wym poczu­ciu wła­snej war­to­ści mówią dobrze o swo­jej prze­szło­ści, teraź­niej­szo­ści i przy­szło­ści.

Nie­któ­rzy jed­nak postrze­gają wszystko w czar­nych bar­wach. O swo­jej prze­szło­ści mówią: "mia­łem pecha", "uro­dzi­łem się w złym miej­scu". O swo­jej teraź­niej­szo­ści zaś mówią: "trudno mi się skon­cen­tro­wać", "nic nie układa się po mojej myśli". A o swo­jej przy­szło­ści: "będzie coraz gorzej".

Jeśli patrzymy wstecz i nie jeste­śmy w sta­nie zna­leźć cze­goś, za co mogli­by­śmy być wdzięczni, to zna­czy, że nie patrzymy uważ­nie. Wszyst­kie rze­czy, za które nie możemy być wdzięczni, stają się cię­ża­rem dla naszego życia. Prze­szło­ści nie można zmie­nić ani zmo­dy­fi­ko­wać. To, co się stało, jak­kol­wiek banal­nie to brzmi, już się nie odsta­nie. Naszym zada­niem, tym, co możemy zro­bić, jest nada­nie temu nowego zna­cze­nia. To, że potra­fimy zna­leźć coś pozy­tyw­nego w czymś nega­tyw­nym, poka­zuje naszą wiel­kość.

Kie­dyś zapy­tano pewną uśmiech­niętą osobę: "Dla­czego jesteś dziś taka szczę­śliwa?". A ona odpo­wie­działa: "Ponie­waż ni­gdy wcze­śniej nie prze­ży­łam takiego dnia". Osoba o zdro­wym sza­cunku żyje w pełni tu i teraz i postrzega przy­szłość nie jako coś, o co należy się mar­twić, ale jako coś, co ją zaj­muje.

Ludzie o zdro­wym poczu­ciu wła­snej war­to­ści nie porów­nują się z nikim innym. Jeśli obse­syj­nie patrzymy na innych, tylko wzmac­niamy wła­sne ogra­ni­cze­nia. Nie porów­nuj się z innymi, porów­nuj się z tym, kim byłeś wczo­raj. Nie cho­dzi o wyróż­nia­nie się z tłumu, cho­dzi o wyróż­nia­nie się dla sie­bie.

Ludzie o zdro­wym poczu­ciu wła­snej war­to­ści nie słu­chają nie­wła­ści­wych ludzi. Mała żabka wpa­dła do studni, a inne żabki krzy­czały do niej z góry: "Nie będziesz w sta­nie się wydo­stać, nie będziesz w sta­nie się wydo­stać... jest za wysoko". Ale ona po pro­stu ska­kała i ska­kała, i po wielu pró­bach udało jej się wydo­stać. Kiedy inne żaby zapy­tały ją, jak jej się to udało, mała żabka odpo­wie­działa gestami: "Jestem głu­cha".

Umie­jęt­ność nie­słu­cha­nia argu­men­tów wynika z wewnętrz­nego spo­koju, który udało nam się zbu­do­wać.

Ludzie o zdro­wym poczu­ciu wła­snej war­to­ści dają sobie przy­zwo­le­nie na to, by się mylić. Akcep­tują, że ist­nieją rze­czy, na któ­rych się znają, i rze­czy, na któ­rych się nie znają; rze­czy, które robią dobrze, i takie, które robią źle. Ryba potrafi pły­wać, ale nie potrafi się wspi­nać; małpa potrafi się wspi­nać, ale nie potrafi pły­wać; kaczka potrafi pły­wać i latać, ale nie jest w żad­nej z tych umie­jęt­no­ści naprawdę dobra. Nikt nie wie wszyst­kiego. Ludzie o zdro­wym poczu­ciu wła­snej war­to­ści wie­dzą, jak radzić sobie z błę­dami. Akcep­to­wa­nie błę­dów jest oznaką zdro­wego podej­ścia do życia i dobrej samo­oceny. Popeł­nie­nie błędu nie czyni nas tym błę­dem. Ważne jest, byśmy zmie­nili dobrze znane wyra­że­nie: "Jestem głup­cem" na: "Popeł­ni­łem głupi błąd". Błąd powi­nien być nauczy­cie­lem, a nie gra­ba­rzem. Po błę­dzie życie toczy się dalej, pie­lę­gnujmy więc natu­ralną zdol­ność do śmia­nia się z naszych błę­dów.

Ludzie ze zdrową samo­oceną okre­sowo spi­sują swoje osią­gnię­cia. Dzięki temu, gdy dopada ich znie­chę­ce­nie, mogą się zatrzy­mać, zwol­nić na chwilę i zaob­ser­wo­wać, jak bar­dzo się zmie­nili, dokąd doszli, jak wiele osią­gnęli... Bez wąt­pie­nia, jeśli to zro­bimy, poczu­jemy się mile zasko­czeni i zmo­ty­wo­wani, wspo­mi­na­jąc swoje osią­gnię­cia.

Wła­śnie dla­tego należy gro­ma­dzić doku­men­ta­cję swo­ich osią­gnięć: zdję­cia na ścia­nie, medale, dyplomy itp. Wymie­nia­jąc je, patrząc na nie, roz­ma­wia­jąc o nich, spra­wisz, że staną się świa­dome i obecne. Ważne jest rów­nież, aby świę­to­wać po każ­dym osią­gnię­ciu, nagra­dzać się czymś takim jak kola­cja, toast, książka. Warto też roz­po­wszech­niać pozy­tywne infor­ma­cje: dzie­lić się nimi z bli­skimi, dzwo­nić do przy­ja­ciół. Przyj­mo­wa­nie kom­ple­men­tów, pozwa­la­nie innym na to, by dobrze mówili o naszych osią­gnię­ciach, sta­nowi część świę­to­wa­nia i nagrodę za ich osią­gnię­cie.

Ludzie o zdro­wym poczu­ciu wła­snej war­to­ści dążą do cią­głego dosko­na­le­nia się. Jed­nakże to, że dążą, nie ozna­cza, że się poświę­cają. Poświę­ce­nie koja­rzy się nam z męczar­nią, a dąże­nie koja­rzy się nam z ener­gią, wolą, cha­rak­te­rem.

Przyj­rzyj się sobie i zaob­ser­wuj te cechy, z któ­rych jesteś nie­za­do­wo­lony. Ustal cele i prze­ana­li­zuj kroki nie­zbędne, aby je osią­gnąć, i zacznij dzia­łać! Krok po kroku. Wszystko, co wiel­kie, zaczy­nało się od małych rze­czy. Pewna aneg­dota opo­wiada o tym, jak nie­któ­rzy pra­cow­nicy wyko­ny­wali swoje obo­wiązki zgod­nie z instruk­cjami, a bry­ga­dzi­sta ocze­ki­wał, że jego pod­władni będą rów­nie zaan­ga­żo­wani jak on. "Daj spo­kój, sze­fie, nie spiesz się, Rzymu nie zbu­do­wano w jeden dzień", mówili mu. "Tak, ale ja nie byłem bry­ga­dzi­stą na tam­tej budo­wie", odpo­wia­dał im bry­ga­dzi­sta.

Zostań bry­ga­dzi­stą na wła­snym placu budowy.

Szczę­ście nie jest czymś zewnętrz­nym, co trzeba zdo­być. Szczę­ście jest twoją mocą, mieszka w tobie. To tylko kwe­stia jej uwol­nie­nia.

Rozdział 2. Dzisiaj decyduję się decydować

Roz­dział 2

Dzi­siaj decy­duję się decy­do­wać

Całe nasze życie polega na doko­ny­wa­niu wybo­rów i jest kształ­to­wane przez wybory, któ­rych doko­nu­jemy. Nie­które z nich są ruty­nowe: posiłki, wybór ubrań, droga do pracy. Inne wyma­gają od nas głę­bo­kiego prze­my­śle­nia, ponie­waż ich kon­se­kwen­cje są poważ­niej­sze, mogą wpły­wać na naszą teraź­niej­szość (zdro­wie, praca, plan dnia, rela­cje) oraz przy­szłość (decy­duję się zacią­gnąć kre­dyt, zasta­wić dom, wyje­chać za gra­nicę, by spró­bo­wać szczę­ścia). Dla­tego mówimy, że umie­jęt­ność podej­mo­wa­nia decy­zji to nasza wielka moc.

Czym jest wol­ność, jeśli nie zdol­no­ścią do podej­mo­wa­nia decy­zji?

Czym jest doj­rza­łość, jeśli nie akcep­ta­cją kon­se­kwen­cji naszych decy­zji?

Pod­ję­cie decy­zji ozna­cza zakoń­cze­nie jed­nego stanu, aby roz­po­cząć inny.

Kiedy byli­śmy mali, więk­szość decy­zji podej­mo­wali nasi rodzice. Może nie­które z nich nie były wła­ściwe, ale dziś naszym pierw­szym wybo­rem będzie nie żało­wać tego, co zro­bili lub czego nie zro­bili. Nie możemy roz­pa­mię­ty­wać prze­szło­ści. Nie jeste­śmy odpo­wie­dzialni za to, co się stało, ale jeste­śmy odpo­wie­dzialni za to, co zro­bimy z tym, co nam się przy­da­rzyło. Doty­czy to rów­nież teraź­niej­szo­ści: nie pono­szę odpo­wie­dzial­no­ści za to, co mi się przy­da­rza, ale jestem odpo­wie­dzialny za to, co robię z tym, co mi się przy­da­rza.

Czy chciał­byś mieć moż­li­wość decy­do­wa­nia o pogo­dzie każ­dego ranka, gdy wsta­jesz z łóżka, albo o natę­że­niu ruchu w dro­dze do pracy? Z pew­no­ścią tak, ale nikt z nas nie ma takiej mocy. To nie­moż­liwe. Ale możemy zde­cy­do­wać, jak zare­agu­jemy. Pada deszcz? Zde­cy­duję więc, czy założę kalo­sze i kurtkę, czy też wezmę para­sol. Są korki? Podejmę decy­zję, czy posłu­cham wia­do­mo­ści, czy audio­bo­oka albo pośpie­wam w samo­cho­dzie.

Te pozor­nie błahe decy­zje, które podej­mu­jemy w sytu­acjach, wobec któ­rych jeste­śmy bez­silni, decy­dują o jako­ści naszego życia.

Moje decy­zje mówią o tym, kim jestem.

Cza­sami podej­mo­wa­nie decy­zji przy­po­mina wewnętrzną wojnę domową. Musimy pamię­tać, że wol­ność to zdol­ność do życia ze świa­do­mo­ścią kon­se­kwen­cji naszych decy­zji.

Co muszę wziąć pod uwagę, aby podej­mo­wać dobre decy­zje?

Nie będę się spie­szyć.

Nie spiesz się. Lepiej jest czuć się nie­kom­for­towo dzi­siaj, ale być spo­koj­nym jutro. Nie pozwól też, by cię popę­dzali: "Pośpiesz się, bo prze­ga­pisz swoją szansę". Kiedy tak się dzieje, warto zadać sobie pyta­nia: Czy podej­muję decy­zje dla sie­bie, czy dla innych? Czy moje decy­zje przy­bli­żają mnie do mojej przy­szło­ści, czy od niej odda­lają? Czy są one zwią­zane z moim sys­te­mem war­to­ści? Czy mogę o nich powie­dzieć dzie­ciom? Czy jutro będę z nich dumny, czy też będę miał poczu­cie winy? Czy podej­muję decy­zje z miło­ści, czy ze stra­chu?

Nie będę podej­mo­wać decy­zji pod wpły­wem sil­nych emo­cji.

Moje decy­zje powinny być odpo­wie­dzią, a nie reak­cją. Emo­cje są nośni­kiem, za pomocą któ­rego komu­ni­ku­jemy zachwyt lub ból. Nie spie­szę się, ponie­waż czuję wielką radość, zapra­sza­jąc kogoś, by zamiesz­kał w moim domu, dopóki nie znaj­dzie wła­snego. Nie spie­szę się, ponie­waż czuję wielki ból z powodu roz­sta­nia. Niech moje emo­cje mają głos, ale nie prawo głosu.

Nie będę cze­kać na ide­alny moment, by pod­jąć decy­zję.

Grecki filo­zof Hera­klit powie­dział: "Czło­wiek, który udaje, że wszystko wyraź­nie widzi, ni­gdy nie podej­muje decy­zji". W rze­czy­wi­sto­ści brak decy­zji jest już decy­zją. Podej­muję decy­zje, dobre lub złe, ponie­waż jeśli tego nie zro­bię, ktoś inny zrobi to za mnie. Jeśli pójdę do restau­ra­cji i nie zde­cy­duję, co chcę zjeść, to kel­ner wybie­rze mój posi­łek. Jeśli nie powiem tak­sów­ka­rzowi, któ­rędy ma jechać, to on zde­cy­duje o tra­sie. Kiedy pozwa­lam innym decy­do­wać, poka­zuję tylko swoją niską samo­ocenę. Jeśli podejmę decy­zję i coś nie pój­dzie po mojej myśli, wycią­gam wnio­ski, zapo­mi­nam o szcze­gó­łach i idę dalej.

Cza­sami czu­jemy pre­sję, obcią­że­nie; uwa­żamy, że nikt nas nie rozu­mie, ani rodzina, ani przy­ja­ciele. I to może być prawda. Nad­szedł czas, aby zadać sobie pyta­nie: "O co wła­ści­wie cho­dzi?". W ten spo­sób będziemy mogli lepiej wsłu­chać się w to, co mówimy o tym, co się z nami dzieje. Posłu­chać, czy wypo­wia­damy się jako ofiara: "zawiódł mnie", "zosta­wił mnie", "nie sza­nuje mnie", "zigno­ro­wał mnie". Myśle­nie ofiary zakłada, że to, co dzieje się w naszym życiu, ma przy­czynę zewnętrzną. A patrząc na zewnątrz, prze­sta­jemy patrzeć do wewnątrz, gdzie tkwi nasz poten­cjał i gdzie należy szu­kać spo­sobu wyj­ścia z danej sytu­acji. Trak­tu­jąc to, co mi się przy­da­rza, z pozy­cji ofiary, prze­staję myśleć o tym, co mogę z tym zro­bić. W ten spo­sób, dokła­da­jąc sobie coraz wię­cej zmar­twień, tra­cimy radość życia.

To ja decy­duję o tym, co myślę. Ponie­waż mam moc decy­do­wa­nia o tym, co będę myśleć, zadaję sobie pyta­nie: "Czy to, o czym myślę, służy mi czy nie? Jeśli dana myśl mi nie służy, to dla­czego wciąż się jej trzy­mam?". Wszy­scy podą­żamy za jakąś domi­nu­jącą myślą: jeśli myślę o zdro­wiu, to zmie­rzam w kie­runku zdro­wia; jeśli myślę o cho­ro­bie, to zmie­rzam w kie­runku cmen­ta­rza.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki