Wewnętrzny zmysł. Jak zrozumieć sygnały własnego ciała i żyć zdrowiej - Caroline Williams

Kup ebooka

54.99 zł
45.64 zł (54,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Leżę naga (nie licząc zatyczek w uszach) w białej kapsule o kształcie awokado. W płytkiej kąpieli rozpuszczone są sole, mogę więc swobodnie się w niej unosić, a jej temperatura jest tak zbliżona do temperatury ciała, że nie czuję wody na skórze. Kiedy zamykam pokrywę i wyłączam nastrojowe oświetlenie, nic nie widzę, nie słyszę i nie czuję. Podczas tej godziny błogiej ciszy nic nie jest w stanie mnie rozproszyć.

Przynajmniej tak mi się wydawało. Wkrótce jednak zrozumiałam, że o ciszy nie może być mowy. Oprócz bulgotania w żołądku i pulsowania w lewym uchu moje ciało miało jeszcze zbyt wiele do powiedzenia, abym mogła cieszyć się tym, co w mojej rodzinie nazywane jest "odrobiną spokoju".

To była moja pierwsza wizyta w zbiorniku do terapii flotacyjnej. Doświadczenie to zwykle określa się mianem deprywacji sensorycznej i reklamowane jest ono jako sposób na zasłużony odpoczynek od świata zewnętrznego. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że izolując się od otoczenia, będę jednocześnie dostrajać się do zmysłu, o którego istnieniu nie miałam pojęcia. Nie tylko stanowi on centrum naszego wszechświata, ale jest również jednym z najważniejszych pojęć w nauce i medycynie ostatnich dziesięcioleci. Takim, które może potencjalnie zapewnić nam lepsze samopoczucie, mniej stresu, więcej energii oraz nowe sposoby radzenia sobie z częstymi i trudnymi do wyleczenia schorzeniami ciała, umysłu lub jednego i drugiego.

Szczerze mówiąc, dziwi mnie, że nie jest to jeszcze wiadomość z pierwszych stron gazet. Może to dlatego, że nazwa tego zmysłu nie jest zbyt ekscytująca; tymczasem ma on potencjał naprawy wszystkiego, co nam dolega. Nazywamy go interocepcją: zmysłem wewnętrznym naszego ciała. Ten ogólny termin określa wszystkie sposoby, za pomocą których mózg nadaje sens sygnałom i doznaniom pochodzącym z wnętrza ciała, takim jak bicie serca, głód, temperatura, zmęczenie, energia, przyjemność i ból. Sygnały te niosą istotne wskazówki dotyczące obecnego i przyszłego dobrego samopoczucia i są tak ważne dla utrzymania się przy życiu, że mózg umieszcza je w centrum każdego naszego doświadczenia. Jeśli uda wam się zaakceptować to pojęcie, odkryjecie zupełnie nowy, tajemniczy wewnętrzny świat, który tylko czeka, żeby go zbadać.

Godzina, którą spędziłam w zbiorniku, zapoczątkowała moją roczną podróż do tego nowego świata. Podczas niej przemierzyłam różne kontynenty, połykałam wibrujące kapsułki i spędziłam mnóstwo czasu, wsłuchując się w swoje serce, by zrozumieć, co to wszystko ma wspólnego z tym, jak myślimy i czujemy.

Krótka odpowiedź brzmi: bardzo wiele. Nie jest to tylko nieodłączny stukot i szum maszyny ludzkiego ciała. Sygnały i doznania pochodzące z naszych narządów i tkanek są bowiem coraz częściej uznawane za istotę samego umysłu. Zapewniają ciągły strumień biologicznej, nastrojowej muzyki, która nadaje koloryt każdej myśli i uczuciu, dostarczając jednocześnie impulsów każdemu naszemu działaniu i pragnieniu. Coraz więcej badań pokazuje, że poprawa zdolności do wyczuwania oraz interpretowania tych sygnałów może potencjalnie zmienić rozumienie siebie oraz nasze relacje z bliskimi. Mogłoby to również pomóc nam zrozumieć, co jest przyczyną niektórych problemów w społeczeństwie; zwłaszcza nieustannie zaostrzającej się polaryzacji dyskursu politycznego i społecznego. W ostatnich latach, szczególnie w mediach społecznościowych, spokojną i racjonalną dyskusję zastąpiły argumenty emocjonalne i wyzwiska, mające wywołać w nas określone uczucia, a nie skłonić do myślenia. Jeśli brakuje nam podejścia interoceptywnego, nadającego wszystkiemu sens, to jesteśmy podatni na odczucia, które mogą nie odzwierciedlać rzeczywistości.

Jeśli się nad tym zastanowić, to zawsze przypuszczaliśmy, że posiadamy coś w rodzaju zmysłu wewnętrznego. Słuchanie własnego serca, ufanie przeczuciom i kierowanie się instynktem wydaje się rozsądnym wyborem, nawet jeśli nie potrafimy wyjaśnić dlaczego. Jednak jeszcze do niedawna nie byliśmy w stanie ocenić, czy ma to potwierdzenie w naukowych badaniach.

Dzięki pomysłowym eksperymentom i kreatywnemu wykorzystaniu technologii naukowcy opracowali sposoby mierzenia i modyfikowania sygnałów płynących z wnętrza ciała oraz łączenia ich w czasie rzeczywistym z tym, co dzieje się w naszych umysłach. Zastosowanie tych nowych metod pozwoliło dokonać kilku istotnych spostrzeżeń. Po pierwsze, ten "ósmy zmysł" istnieje naprawdę i wiąże się z mierzalnymi doznaniami cielesnymi oraz ich komunikacją z mózgiem. Po drugie, niektórzy z nas są lepiej dostrojeni do tego zmysłu, na różne sposoby, które mają wpływ na to, jak zarządzamy naszymi emocjami, jak porozumiewamy się z innymi ludźmi i jak podejmujemy decyzje. I po trzecie, dostrojenie się do tego zmysłu jest umiejętnością podatną zarówno na szkolenie, jak i interwencje ukierunkowane.

Trudno przecenić wagę tego odkrycia dla naszego zrozumienia umysłu. Przede wszystkim pozwala ono odrzucić powszechnie obowiązujące w neuronauce i medycynie założenie, że wszystko, co ma związek z naszym myśleniem i odczuwaniem, dzieje się od szyi w górę.

W interocepcji nie chodzi jednak o obniżanie rangi mózgu, ale o uświadomienie sobie, że mózg ma znaczenie wyłącznie w połączeniu z naszym ciałem i niezliczonymi kanałami komunikacji, które przekazują informacje w obu kierunkach. W takim ujęciu mózg jest nie tyle szefem, ile równorzędnym partnerem, ściśle współpracującym z ciałem w celu utrzymania nas przy życiu i w dobrym zdrowiu.

Czujecie to?

Kiedy to czytacie, być może się zastanawiacie, czy rzeczywiście macie ten ósmy zmysł. Jeśli czujecie, że tak, jest to całkowicie normalne. W odróżnieniu jednak od bardziej znanych zmysłów zewnętrznych, takich jak wzrok i słuch, doznania pochodzące z wnętrza ciała z reguły dają o sobie znać tylko w wyjątkowych sytuacjach.

O wielu narządach i układach w naszym ciele nie musimy nic wiedzieć. Na przykład nerki, trzustka i wątroba są podczas wykonywania swojej pracy bardzo zadowolone, ponieważ fizjologiczne mechanizmy kontroli i równowagi, z których rzadko zdajemy sobie sprawę, utrzymują je w dobrym stanie. Jeśli zauważymy ich istnienie, to tylko dlatego, że coś poszło nie tak. Ogólnie rzecz biorąc, możemy je zignorować i mieć nadzieję, że ta chwila nigdy nie nastąpi.

Dostajemy również komunikaty od narządów, które zwykle "siedzą cicho", ale możemy je świadomie dostroić, kiedy tylko chcemy. Najczęściej jednak zdajemy sobie sprawę z ich istnienia dopiero wtedy, gdy sygnalizują, że wymagane jest pilne działanie. Jednym z najbardziej czytelnych komunikatów jest bicie serca, ale uczucie rozszerzania się i kurczenia płuc, uczucie pełności lub pustki w brzuchu, pęcherzu i jelitach działają według tego samego wzorca. Te narządy nie chcą jednak przez to powiedzieć: "nie dzwoń do nas, to my zadzwonimy do ciebie", lecz raczej: "możesz dzwonić, ale my skontaktujemy się z tobą dopiero wtedy, gdy zdarzy się coś naprawdę ważnego".

Pomiędzy tymi dwiema skrajnościami - rozszerzaniem się i kurczeniem - znajdują się delikatne, prawie niezauważalne doznania, leżące u podstaw przeczuć oraz intuicji i dające ogólne poczucie tego, co pionierski badacz interocepcji Bud Craig opisał słowami: "jak się teraz czuję". Może się to przejawiać w nieokreślonym uczuciu ciepła i bezpieczeństwa albo stanu, gdzie jednego dnia czujemy się silni i sprawni, a innego niespokojni i słabi. Może się objawiać jako dokuczliwe poczucie, że coś jest nie tak. Te niesprecyzowane odczucia nie są łatwe do opisania ani do powiązania z jedną częścią ciała, mogą być jednak potężnymi siłami napędowymi naszych myśli, działań i emocji, nawet jeśli nie jesteśmy świadomi tego, co nami kieruje w ten czy inny sposób.

Z powodów, których jeszcze w pełni nie rozumiemy, niektórzy ludzie mają bardziej wrażliwy zmysł wewnętrzny niż inni. Mogą czuć bicie własnego serca w klatce piersiowej, gdy siedzą idealnie nieruchomo, podczas gdy inni tego nie doświadczają. Niektórzy z kolei odczuwają głód, lekkie napięcie mięśniowe lub parcie na pęcherz moczowy na długo przed tym, zanim staną się one pilną potrzebą. Inni niczego nie dostrzegają, dopóki nie poczują się słabo, nie będą mogli ruszyć głową lub będą zmuszeni desperacko szukać toalety.

Różnimy się również pod względem tego, jak bardzo świadomy jest nasz wgląd w nasze zdolności odczytywania sygnałów wysyłanych przez ciało, jak bardzo wierzymy w to, że są one precyzyjnym źródłem informacji, i czy przywiązujemy większą uwagę do własnego ciała lub do otaczającego świata. Różnice te, wynikające zarówno z naszej struktury genetycznej, jak i z doświadczenia życiowego, mają wpływ właściwie na wszystko: na naszą inteligencję emocjonalną, poziom empatii, zdrowie psychiczne, motywację oraz niektóre kwestie dotyczące neurodywergencji. Na przykład wrażliwość sensoryczna w autyzmie może prowadzić do uczucia lęku i przytłoczenia, z kolei problemy z kontrolą emocji, która opiera się na zdolności do wyczuwania i rozumienia sygnałów ciała, występują zarówno w autyzmie, jak i w zespole nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD).

Jest jednak dobra wiadomość: nie ulega wątpliwości, że nasz zmysł wewnętrzny można dostrajać i ćwiczyć. Dzięki lepszemu wyczuwaniu wszystkiego, co dzieje się w naszym wnętrzu, oraz interpretowaniu, co to oznacza, każdy z nas może przejąć kontrolę nad swoim zdrowiem i samopoczuciem.

Niekomfortowe odrętwienie

Chociaż bez wehikułu czasu trudno byłoby to udowodnić, współcześni mieszkańcy Zachodu są prawdopodobnie mniej świadomi wpływu ciała na umysł niż ich przodkowie. Obecnie najbardziej zbliżony do nich styl życia prowadzą współczesne społeczeństwa łowiecko-zbierackie, takie jak lud Hadza w Tanzanii. Z najnowszych badań wynika, że Hadza zwykle opisują stany emocjonalne jako doznania fizyczne - mogą na przykład powiedzieć, że czują gorąco lub łomotanie w klatce piersiowej. Natomiast grupa porównawcza złożona z Amerykanów była skłonna opisywać emocje raczej w kategoriach doznań psychicznych, takich jak niedowierzanie i wstyd, często nawet nie wspominając o ciele1.

Trudno powiedzieć, czy to ogólna prawidłowość, ale faktem jest, że co najmniej 400 lat temu zachodnia nauka formalnie oddzieliła ciało od umysłu, nie tylko umożliwiając sekcję zwłok, ale także doprowadzając do podziału organizmu człowieka na dwie części. Zazwyczaj wini się za to francuskiego filozofa Kartezjusza, nie tylko ze względu na jego niezwykle wpływowe siedemnastowieczne dzieła: Zasady filozofii oraz Medytacje o filozofii pierwszej, w których opisał ciało jako maszynę niemającą nic wspólnego z niezmierzonym eterycznym umysłem. To całkiem rozsądne założenie, biorąc pod uwagę, jak niewiele w tamtych czasach wiedziano o działaniu umysłu i ciała. Kilkaset lat później, w połowie lat 80. XIX wieku, ciało na krótko połączyło się z umysłem, gdy William James, amerykański filozof powszechnie uważany za ojca psychologii, zaproponował, aby doznania cielesne uznać za podstawę wszystkich naszych odczuć. Mniej więcej w tym samym czasie duński lekarz Carl Lange wysunął podobną hipotezę. Zgodnie z tą koncepcją, która stała się znana jako teoria emocji Jamesa-Langego, nie jest tak, że czujemy najpierw strach, a potem nasze tętno wzrasta, ale czujemy strach, ponieważ serce bije nam szybciej.

Koncepcja ta została wówczas odrzucona, nie tylko przez fizjologa Waltera Cannona, który ukuł termin "reakcja walcz lub uciekaj". Nawet Charles Sherrington2, uhonorowany Nagrodą Nobla fizjolog, który w 1906 roku stworzył termin "interoceptywny", nie był do niej przekonany. Przez wiele lat dominował pogląd, że drogi czuciowe łączące części ciała z mózgiem mają zbyt małą przepustowość, aby mogły dać sobie radę z czymś tak złożonym jak ludzkie myśli i emocje; mózg z pewnością jako pierwszy zauważa zmiany, a ciało za nimi podąża. Przez kilka stuleci neuronauka opierała się na założeniu, że wszystkie istotne rzeczy dzieją się w mózgu. W końcu jednak te dwie konkurujące ze sobą teorie połączyły się w sposób, który może pomóc nam radzić sobie z obecnymi i przyszłymi wyzwaniami.

Nie ulega wątpliwości, że XXI wiek przyniósł nam wiele wyzwań: od zmian klimatycznych i wojen po globalną pandemię oraz niestabilność polityczną i finansową. Takie zagrożenia egzystencjalne po prostu się pojawiają, niosąc niesprecyzowane, lecz nieodparte wrażenie, że źle się dzieje. To uczucie niepokoju walczy o uwagę z przebodźcowaniem i szybkim tempem współczesnego życia. W natłoku informacji dostarczanych nam przez zmysły zewnętrzne stajemy się obojętni na bardziej subtelne informacje pochodzące z naszego wnętrza. W rezultacie żyjemy z niejednoznacznym poczuciem zbliżającej się katastrofy, którego źródła nie potrafimy precyzyjnie określić, i nawet gdybyśmy znaleźli na to czas, nie bylibyśmy w stanie podjąć żadnych działań zaradczych. Odczuwają to szczególnie młodzi ludzie, którzy są najbardziej zagrożeni niepewną przyszłością. Skłoniło to Britt Wray, badaczkę ze Stanford Center, do alarmowania o nadchodzącym kryzysie zdrowia psychicznego u osób z tak zwanego pokolenia strachu3.

Biorąc pod uwagę skalę wyzwań stojących przed ludzkością, pokusą staje się korzystanie z wielu atrakcji współczesnego świata i używanie ich jako tarczy chroniącej przed przeczuciem, że "coś nie gra". To, że przez cały czas mamy w zasięgu ręki jakiś przyciągający uwagę ekran, bardzo ułatwia sprawę. W dłuższej perspektywie sytuacja się jednak komplikuje, a skrajność takich zachowań może okazać się katastrofalna w skutkach. W 2005 roku uzależniony od gier komputerowych dwudziestoośmioletni Lee Seung Seop zmarł przed ekranem po 50 godzinach nieustannego grania w internecie w StarCrafta4. Oficjalną przyczyną śmierci była niewydolność serca spowodowana wyczerpaniem i odwodnieniem. W rzeczywistości gracz zmarł, ponieważ nie zwrócił uwagi lub zlekceważył interoceptywne wołanie ciała o jedzenie, wodę i sen.

Ta historia jest przestrogą kierowaną przez wiele matek do nastoletnich graczy i rzadkim przykładem, że można doprowadzić odrętwienie cielesne do granic możliwości. Jednak śmierć Lee nie była odosobnionym przypadkiem5. Każdy, kto mieszka z graczem - lub z kimś uzależnionym od jakiegokolwiek ekranu, kto na przykład przewija media społecznościowe lub seryjnie ogląda filmy - zauważa u takich osób skłonności do zaniedbywania nawet najbardziej podstawowych potrzeb fizjologicznych. Co więcej, korzystanie z ekranu w zakresie, który można by uznać za nieszkodliwy, również odwraca uwagę od tego, czego naprawdę potrzebuje nasz organizm. Linda Stone, była dyrektor wykonawcza Microsoftu, która została badaczką amatorką, zmierzyła częstość oddechów u 200 osób sprawdzających e-maile oraz na nie odpowiadających i odkryła, że 80 procent z nich było tak pochłoniętych ekranem, że czasami zapominało o oddychaniu. Zjawisko to nazwała "bezdechem ekranowym" i zostało ono powiązane ze zwiększonym prawdopodobieństwem stresu i lęku6.

Długotrwałe prowadzenie siedzącego trybu życia, niezależnie od korzystania z ekranów, ma również inne konsekwencje. Brak informacji sensorycznych sprawia, że odłączamy się od serca, mięśni oraz stawów i jesteśmy nieświadomi tego, że stają się one sztywne, są w słabej formie. Prowadzi to do stanu, w którym czujemy się ospali i pozbawieni energii, co uruchamia błędne koło zmęczenia i braku aktywności, przerywane sporadycznymi próbami "nabrania formy", mającymi niewiele wspólnego z tym, w jakim stanie jest nasze ciało.

Nie pomagają nam również współczesne diety. Żywność wysokoprzetworzona (UPF), która stanowi średnio 60 procent pożywienia Brytyjczyków i Amerykanów7, jest "zaprojektowana" tak, aby była smaczna, kaloryczna, choć niekoniecznie sycąca, i aby jej rozpływająca się w ustach konsystencja sprawiała, że się od niej uzależnimy. Taka dieta zakłóca działanie układu interoceptywnego, który mówi nam, kiedy jeść, co jeść, a kiedy jesteśmy już nasyceni. Wiele takich produktów ma wysoką zawartość soli, cukru i tłuszczu, nadmiernie stymulujących oś jelitowo-mózgową. W efekcie kojarzymy wysokokaloryczne pokarmy z przyjemnością, nagrodą i dobrym samopoczuciem, a podstawową potrzebę podtrzymania życia zmieniamy w coś, co potencjalnie mu zagraża. Prowadzi to także do spożywania zbyt dużej ilości tego, co lubimy, kosztem tego, czego potrzebujemy.

Co więcej, zła dieta, brak aktywności i stres wywołują stan zapalny. Wówczas ciało zaczyna wysyłać sygnały, które nakłaniają nas do przeczekania trudnego czasu. Towarzyszy temu bardzo złe samopoczucie: czujemy się zmęczeni, pozbawieni motywacji, nie mamy chęci na towarzystwo innych. To, co byłoby rozsądną strategią w przypadku leczenia infekcji lub urazu, w tym przypadku zwiększa ryzyko depresji, chorób serca i niemal wszystkich groźnych dla życia dolegliwości znanych nauce8, nie wspominając już o poczuciu wyczerpania i braku dobrego nastroju.

Te współczesne czynniki mają wpływ na istniejącą rzeczywistość. Różnimy się od siebie: mamy inne skłonności do wsłuchiwania się w nasze ciała i w różnym stopniu czynniki te na nas oddziałują. Doświadczenia życiowe mogą prowadzić do istotnych zmian w momentach, gdy zaczynamy dostrzegać sygnały wysyłane przez nasze ciało, co może sprawić, że stajemy się nadmiernie lub niedostatecznie wrażliwymi na te sygnały. Niezależnie od tego, czy wynika to z naszej natury czy z wychowania - lub, co bardziej prawdopodobne, z obu tych czynników - nie wszyscy mówimy tym samym głosem. Jeśli jesteśmy w stanie zrozumieć, co jest grane i jak to na nas wpływa, to w razie potrzeby mamy większe możliwości, by zmienić tę melodię.

Nie chodzi (jedynie) o ciebie

Jest jeszcze jeden ważny powód, dla którego interocepcja powinna stać się priorytetem. Nasze zdolności interoceptywne nie wpływają na funkcjonowanie jednostki; lecz mają także ogromne znaczenie w relacjach z innymi ludźmi oraz dla zdrowia społeczeństwa. Dokładne wyczucie tego, co się dzieje w naszym wnętrzu, jest biologiczną podstawą empatii - zdolności do rozumienia odczuć innych osób. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że potrafimy rozpoznawać zewnętrzne oznaki radości lub bólu w ich ciałach; nasze ciała również zmieniają się w taki sposób, że odczuwamy ich emocje tak, jakby były naszymi własnymi. Istnieją nawet dowody na to, że układy odpornościowe aktywują się, gdy przebywamy w towarzystwie kogoś, kto jest chory, i sami zaczynamy odczuwać jego objawy; nawet jeśli znajdujemy się niezbyt blisko niego9.

Zdolność odczuwania empatii wynika z wyjątkowej ewolucji nas jako istot społecznych oraz z długiego okresu dzieciństwa, w którym musimy polegać na innych ludziach, pomagających nam kontrolować potrzeby fizjologiczne i emocjonalne. Te doświadczenia pozostają z nami na zawsze i wpływają na nasze rozumienie ciała i umysłu10.

Bez względu na to, jak niezależni stajemy się w dorosłości, ta potrzeba więzi nigdy nie znika, nie da się bez niej żyć. Przeprowadzona niedawno analiza danych od ponad dwóch milionów osób wykazała, że izolacja społeczna wiąże się z wyższym o 32 procent ryzykiem przedwczesnej śmierci. Samotność, skutkująca brakiem ważnych interakcji społecznych, zwiększała ryzyko przedwczesnej śmierci o 14 procent11. Nawet jeśli nie prowadzi do zgonu, może znacząco utrudnić życie. Stało się to szczególnie widoczne podczas lockdownów związanych z pandemią COVID-19. W warunkach ograniczonego kontaktu z innymi ludźmi łatwo się zagubić emocjonalnie i wycofać z życia społecznego.

Ten brak więzi może nawet sprzyjać rozwojowi niektórych szczególnie niepokojących cech współczesnego społeczeństwa. Manos Tsakiris z Royal Holloway University of London wskazuje, że odrodzenie się polityki populistycznej było podsycane gniewem zaniepokojonych społeczeństw, które nie są w stanie w pełni poradzić sobie z chaosem dzisiejszego świata. Ta potężna mieszanka naraża nas na ryzyko kierowania się nieprzyjemnymi przeczuciami i czyni podatnymi na manipulacje przywódców, którzy obiecują je wyciszyć. Jest to także sprzyjająca sytuacja dla twórców teorii spiskowych, którzy żerują na naszych najgłębszych lękach i niepewnościach.

A ponieważ droga przed nami wydaje się coraz bardziej wyboista, najwyższy czas, aby poważnie zająć się tym, co czujemy w środku, i zastanowić się, dlaczego tak się dzieje. Tylko wtedy unikniemy podziałów, zaczniemy rozumieć siebie i innych. Potrafiąc rozpoznać swoją niepewność i podejmując wysiłek, by znaleźć wspólny język, możemy przekształcić to we współpracę - taką, jaka jest możliwa tylko między ludźmi.

Naprzód i do wewnątrz

Może brzmi to jak mrzonka, ale ten nowy sposób życia jest w naszym zasięgu. Na kolejnych stronach przeanalizuję, co oznacza doskonalenie interocepcji i jak może nam ona pomóc. Poznam niewielki zespół naukowców i filozofów, którzy badają to nieznane terytorium wewnętrzne i odwzorowują działanie całego układu interoceptywnego oraz to, jak nie radzi on sobie z wyzwaniami współczesnego świata, negatywnie wpływającymi na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne.

Spotkam ludzi, którzy odczuwają korzyści płynące z nowych metod skoncentrowanych na ciele, i dowiem się, w jaki sposób trening interocepcji pomaga osobom odczuwającym lęki opanować ich objawy, a policjantom radzić sobie ze stresem związanym z pracą. Odkryję, w jaki sposób dotyk staje się potężnym środkiem przeciwbólowym aktywującym ścieżki interoceptywne w skórze, które dadzą sygnał do wejścia w stan dobrego nastroju oraz poczucia, że jest się otoczonym opieką. Dowiem się, dlaczego poczucie pełni energii wynika z interoceptywnej dyskusji, czy to, co musimy zrobić, jest warte tej energii, oraz w jaki sposób możemy "oszukać" układ interoceptywny, gdy odpowiedź brzmi "nie".

Poznam również ludzi o ponadprzeciętnych zdolnościach interoceptywnych i zobaczę, jak umiejętność ta pomaga im w życiu. Wśród nich będą negocjator policyjny, któremu empatia pomaga nawiązywać kontakt z ludźmi w sytuacjach kryzysowych, a jednocześnie panować nad emocjami, oraz trader rynków finansowych, który odnosił sukcesy na Wall Street, kierując się intuicją. Dzięki takim przykładom zrozumiemy, że nie jest to niejasna koncepcja, która niewiele zmienia, i zdamy sobie sprawę, że kontrolowanie sygnałów ciała może przynieść nam realne korzyści. Na koniec podsumuję wszystkie te badania i podpowiem, w jaki sposób można wykorzystać wiedzę o interocepcji w codziennym życiu.

Najpierw musimy jednak wziąć głęboki oddech i zanurzyć się w mrocznym świecie wewnątrz nas, aby zrozumieć, dlaczego to, co się tam dzieje, ma tak duży wpływ na nasze doznania. Jak się przekonamy, cały sens interocepcji polega na wyciąganiu wniosków z trudnych momentów życia, aby móc się cieszyć wyjątkowym doświadczeniem bycia człowiekiem.

1Historia wewnętrzna

Homeostaza, odczucia i sztuka utrzymywania się przy życiu

"Słuchaj, jestem tylko planetą, która robi swoje, rozumiesz? Jeśli chcesz na mnie żyć, to jest to twoja decyzja..."

Ten cytat z satyrycznej strony internetowej Daily Mash, przypisywany planecie Ziemia1, ma głębsze znaczenie, niż się nam wydaje. Możemy myśleć o naszej planecie jak o opiekuńczej "Matce Ziemi", ale w rzeczywistości nie jest ona matką, która martwi się o to, czy jest nam wystarczająco ciepło albo czy mamy dość jedzenia. Życie na Ziemi istnieje nie dlatego, że planeta się o nie troszczy, ale dlatego, że ono samo znalazło sposób, aby o siebie zadbać.

Gdyby tak się nie stało, nas oczywiście by nie było. Zanim podstawowe składniki chemiczne istniejących dziś organizmów dotarły na Ziemię, niesione (jak zakładamy) przez rozmaite asteroidy, to prawdopodobnie już wcześniej życie pojawiało się na naszej planecie wielokrotnie, ale było unicestwiane przez nieoczekiwane zmiany warunków. Jednak pewnego dnia, mniej więcej cztery miliardy lat temu, kolejna próba się powiodła i w ten sposób powstał wspólny przodek całego życia na Ziemi.

Nie wiemy dokładnie, w jaki sposób się to odbyło. Jedna z koncepcji zakłada, że wewnątrz komórki we wczesnym stadium jej rozwoju w jakiś sposób zaszło kilka reakcji chemicznych zdolnych do wytwarzania energii z węgla znajdującego się w atmosferze. A ponieważ każda z nich przebiegała nieco inaczej, było to dla komórki pewnym zabezpieczeniem. Gdyby pierwsza lub druga reakcja przebiegła niepomyślnie, ale kolejna by zadziałała, życie mogłoby się dalej rozwijać2.

Była to wyjątkowo ryzykowna strategia przetrwania, ale sprawdzała się na tyle długo, by ewolucja zdołała wymyślić coś lepszego: zestaw wyspecjalizowanych sensorów, które pozwoliły komórce wykrywać zmiany w świecie zewnętrznym i odpowiednio dostosować do nich swoje środowisko wewnętrzne - albo nie robić nic, gdy wokół było bezpiecznie. Ten proces dbania komórki o siebie nazywamy homeostazą i jest on niezbędny do przetrwania każdej żywej istoty. Przez kilka miliardów lat po powstaniu życia ewolucja udoskonalała różnorodne mechanizmy umożliwiające komórkom wykrywanie zmian fizycznych, chemicznych i temperatury oraz stworzyła szereg sposobów regulowania składu chemicznego tak, aby sytuacja zawsze wracała do normy.

Po upływie paru miliardów lat aktywność związana z utrzymywaniem homeostazy w naszych organizmach jest zarazem taka sama, jak i zupełnie inna. Komórki wyposażone są w różne warianty tych samych tradycyjnych i niezawodnych receptorów, które służą do wykrywania zmian wewnętrznych. Chemoreceptory reagują na zmiany zasolenia i stężenia substancji, takich jak dwutlenek węgla i glukoza. Receptory humoralne wykrywają zmiany poziomu hormonów, a mechanoreceptory specjalizują się w wyczuwaniu nacisku lub rozciągania.

Podczas tej długiej drogi rozwoju, od organizmów jednokomórkowych do człowieka, niektóre formy życia stały się tak skomplikowane, że ich funkcjonowanie zależało od niemal tylu zmiennych, co świat zewnętrzny. Nasz układ interoceptywny powstał w procesie ewolucji, do którego doprowadziła konieczność śledzenia tych dwóch nieustannie zmieniających się światów. W tej sytuacji arbitrem jest mózg, który wyewoluował tak, aby je obserwować i koordynować reakcje niezbędne do utrzymania życia.

Aby zrozumieć, gdzie się teraz znajdujemy, warto przyjrzeć się skokom ewolucyjnym. "Przebłyski geniuszu" w procesie ewolucji zdarzały się rzadko i były odległe w czasie, a na pierwszy z nich musieliśmy czekać bardzo długo. Przez dwa miliardy lat życie na Ziemi istniało tylko w postaci jednokomórkowej. Pewnego dnia jedna z tych pojedynczych komórek znalazła się wewnątrz innej i w zamian za większość swojego DNA i całą wytwarzaną energię uzyskała pożywienie i schronienie. Tak powstały mitochondria (często nazywane "elektrowniami" komórki). Ta nowa, hybrydowa forma życia, posiadająca zapas dodatkowej energii i nadmiar nowego DNA, mogła sobie pozwolić na eksperymenty z wieloma projektami3. Niektóre z nich, jak zielone algi4, pleśnie śluzowe, grzyby oraz gąbki, były zupełnie nowymi, wielokomórkowymi formami życia.

Następnie, przez mniej więcej miliard lat, panował spokój; okres ten nazwano "nudnym miliardem". Życie toczyło się dalej, badając otoczenie i przystosowując się do niego za pomocą chemicznego odpowiednika notatek, które dzieci przekazują sobie w szkolnej klasie. Informacje wędrowały powoli z jednego końca organizmu na drugi, z komórki do komórki, w powietrzu lub w wodzie. Potem nadeszła epoka lodowcowa i proces ewolucji zwolnił jeszcze bardziej.

Kiedy Ziemia w końcu się ociepliła, życie ponownie zaczęło eksperymentować. Po kilku milionach lat prób i błędów powstał nowy rodzaj komórek, który mógł wysyłać informacje szybciej i precyzyjniej, tym samym znacznie przyspieszając proces badania otoczenia i adaptacji. Były to pierwsze neurony, a każde stworzenie, które je posiadało, odkryło, że może skutecznie konkurować z rywalami, wyprzedzając ich w poszukiwaniu pożywienia i wcześniej uciekając przed zagrożeniami.

Pod wieloma względami te nowe komórki były lepiej dopracowaną wersją tej, która istniała już wcześniej. Neurony czuciowe zawierają wiele receptorów, które ewoluowały na wczesnym etapie życia, ale w neuronach są one skoncentrowane na końcach rozgałęziających się wypustek komórkowych (dendrytów), które przebiegając przez tkanki, wykrywają w nich wszelkie zmiany czynników chemicznych i warunków fizycznych oraz potencjalnie niebezpieczne odchylenia temperatury. Po wykryciu anomalii informacja mknie wzdłuż włókna nerwowego odpowiedzialnego za jej przekazywanie (aksonu), by można było podjąć niezbędne działania. Na przykład meduzy mają neurony czuciowe, które wyczuwają dotyk potencjalnego drapieżnika. Przekazują one wówczas wiadomość do innego rodzaju neuronów, zwanych motorycznymi, a te nakazują mięśniom meduzy skurczyć się w taki sposób, by mogła odpłynąć. W świecie, w którym szybkość decyduje czasem o życiu lub śmierci, neurony umożliwiły zwierzętom wykrywanie zmian w otoczeniu i reagowanie na nie w czasie krótszym niż sekunda, co dało im przewagę nad rywalami5.

Przypisy

Wstęp

1 Hoemann K., Gendron M., Crittenden A.N. i in. (2024). What we can learn about emotion by talking with the Hadza. Perspectives on Psychological Science nr 19(1), s. 173-200.

2 Sherrington C.S. (1906). The Integrative Action of the Nervous System. Yale University Press.

3 Wray B. (2022). Generation Dread: Finding Purpose in an age of Climate Crisis. Knopf.

4 Koreańczyk zmarł po sesji gier. Strona internetowa BBC, 10 sierpnia 2005.

5 Kuperczko D., Kenyeres P., Darnai G. i in. (2022). Sudden gamer death: Non-violent death cases linked to playing video games. BMC Psychiatry nr 22, s. 824.

6 Gupta A.H. (2023). Checking email? You're probably not breathing. Strona internetowa The New York Times.

7 Martínez Steele E., Baraldi L.G., Louzada M.L. i in. (2016). Ultra-processed foods and added sugars in the US diet: Evidence from a nationally representative cross-sectional study. BMJ Open nr 6: e009892.

8 Pahwa R., Goyal A., Jialal I. (2024). Chronic inflammation. (uaktualnienie 7 sierpnia 2023.) w: StatPearls [online]. Treasure Island (FL): StatPearls Publishing.

9 Knafo M., SHamay-Tsoory S. (2024). 'Empathic immunity' - how we feel about others may contribute to how well we feel. Behavioural and biological preliminary results. Poster #15, ESCAN 2024, 23 maja. Abstract: https://escan2024.com/wp-content/uploads/2024/05/escan2024_booklet-4.pdf

10 Fotopoulou A., Tsakiris M. (2017). Mentalizing homeostasis: The social origins of interoceptive inference. Neuropsychoanalysis nr 19(1), s. 3-28.

11 Harris E. (2023). Meta-analysis: Social isolation, loneliness tied to higher mortality. JAMA 330(3), s. 211.

1. Historia wewnętrzna

1 "Nic mi nie będzie", mówi Ziemia. Strona internetowa The Daily Mash website, 13 października 2024.

2 Choi C.Q. (2012). How the first life on Earth struggled to survive. Strona internetowa Live Science.

3 Lane N., Martin W. (2010). The energetics of genome complexity. Nature nr 467, s. 929-34.

4 Arakaki Y., Toyooka H., Hamamura Y. i in. (2013). The simplest integrated multicellular organism unveiled. Internetowe wydanie PLOS ONE.

5 Albert D.J. (2011). What's on the mind of a jellyfish? A review of behavioural observations on Aurelia sp. jellyfish. Neurosci. Biobehav. Rev. nr 35(3), s. 474-82.