Wesołych Świąt - Zięba Karolina

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 3"Ostania szansa"

- Mój Boże! - krzyknęła Jesse otwierając drzwi, w korytarzu stał Tom.

- Mnie też miło cię widzieć - blondyn przytulił ją mocno.

- Nie mogę uwierzyć, że to ty.

- We własnej osobie, chłopcy w domu?

- Travis...gdzieś się włóczy, a Max poszedł na zakupy. W sobotę jemy razem śniadanie, napijesz się kawy?

- Chętnie - zdjął kurtkę i usiadł za stołem, Jesse podała mu filiżankę z kawą.

***

Kelly spieszyła się jak mogła, aby zdążyć tylko na umówione spotkanie z przyjaciółką. Znały się z Andreą od dziecka, ale odkąd miała więcej dyżurów w szpitalu nie spotykały się często. Szatynka wbiegła do kawiarni i podeszła do stolika przyjaciółki.

- Hej, przepraszam za spóźnienie.

- Nic nie szkodzi, zamówiłam ci kawę - wskazała na kubek z cappuccino.

- Dziękuję, co tam u ciebie słychać?

- W porządku, dużo pracy, ale jakoś daję radę - uśmiechnęła się lekko.

- To dobrze.

- A u ciebie, jak sytuacja z Tomem?

- Jest teraz u brata w Nowym Yorku - wypiła łyk chłodnej już kawy - Nie wiem kiedy wróci i jakoś mało mnie to interesuje.

- No tak.

- Co? - spytała widząc dziwne spojrzenie blondynki.

- Kelly ty nadal go kochasz.

- Andrea...

- Nie musisz nic mówić... i tak znam prawdę...

***

Tom i Jesse nadrabiali rozmową czas, który się nie widzieli, mężczyzna opowiadał jej o Miami, co jej się bardzo podobało. Max wrócił z zakupów, w rękach trzymał dwie duże torby z zakupami. Wszedł do mieszkania swobodnie, zamurowało go dopiero jak zobaczył brata.

- No proszę - rzucił podchodząc do lodówki - Kogo ja widzę.

- Cześć Max - Tom spojrzał na niego.

- Cześć - pokręcił głową.

- To ja... pójdę kupić gazetę, trzeba być przecież na bieżąco, miło było cię zobaczyć Tom.

- Nawzajem.

Przez moment w kuchni panowała głucha cisza, którą mąciły jedynie odgłosy przewracanych zakupów. Młody Jones wcale nie był zainteresowany obecnością brata. Tom przyszedł tam, by porozmawiać z nim na konkretny temat, ale nie miał pojęcia, jak zacząć. Coś mówiło mu, że Max nie zareaguje entuzjastycznie na jego przyjazd. Bardzo obawiała się gniewu z jej strony. Po jakiś dziesięciu minutach szatyn w końcu zebrał się na odwagę, oderwał się od lodówki i usiadł naprzeciw starszego brata. Spojrzał na siedzącą po drugiej stronie Toma i przez dłuższą chwilę tylko na niego patrzył, uśmiechając się ironicznie pod nosem, zapalił papierosa.

- Nadal palisz?

- Nie twoja sprawa - puścił dwa kółka z dymu - No...to po co przyjechałeś?

- A musi być jakiś powód?

- Musi - zmierzył go wzrokiem.

- Dużo nad tym wszystkim myślałem, chcę odzyskać to co straciłem.

- Czyli?

- Rodzinę.

- Jesteś chory?

- Co? - Tom aż podskoczył z wrażenia.

- Umierasz i chcesz mieć czyste sumienie przed śmiercią.

- Nie, nie jestem chory.

- To dobrze, bo nie mam pieniędzy na wieniec.

- Masz problemy finansowe? - spytał z troską.

- Nie jestem milionerem, ale radzę sobie... sprzedaje obrazy.

- Nadal malujesz?

- Czasem się zdarza - Max stukał palcami nerwowo w stół.

- Cieszę się, zawsze byłeś w tym dobry.

Zapadła cisza. Do mieszkania wróciła Jesse w ręku trzymała gazetę.

- Nie uwierzycie, ale kupiłam ostatnią - powiedziała zdyszana.

- To miałaś szczęście - Tom się uśmiechnął.