[1] norana - nazwa domu w Plendar, noransba - zagroda, gospodarstwo.
[2] niesgda - więcej niż podanie, czy wieść przekazywana z pokolenia na pokolenie.
[3] Irteria - kultura cywilizacyjna nad rzeką Bepore z dorzeczami.
[4] Plendar - kraina założona przez Lostora, pierwsza nazwa Golondia.
[5] Mearesii - kraina u dorzecza rzeki Bepore nad Morzem Portes.
[6] ianger - stan męski w Plendar,
[7] Niastera - stan żeński w Plendar.
[8] Slama - rzeka w Plendar.
[9] Unusuneuv - olbrzym Mernów, Learsa syn, rozgniewany trząsł posadami ziemi przechadzając się po wyłonionych z wody skałach. W panteonie bóstw - władca pokoju.
[10] Hakst - bóg wiatru i pustynnego żywiołu.
[11] komesa - wybrana osoba na wymianę w dniu Kolemestów.
[12] klindtki - inaczej dzieci w Irterii.
[13] pław - pływająca jednostka wodna.
[14] Podczas dnia czas wyznaczały barki przepływające po trzech rzekach, odzwierciedlające niemal granicę Plendar. Sleuw, Sworth oraz Bepore oraz sztucznie przekopany kanał na południu.
[15] Czas w Irterii odmierzano według hrodzianów. Osiem hrodzianów od północy do południa, osiem od południa do północy. Hrodzian równy był ówczesnemu - 1.5h.
[16] Stan męski w Spenie, analogiczny do Iangerów w Plendar.
[17] Konstor - znawcy wiedzy i strażnicy przeszłości w Plendar.
[18] antlok - dom w ogrodzie w stylu bungalow.
[19] uchresm - zastała mowa w dorzeczu Slamara, która jedna z niewielu obroniła się ogólnej unifikacji językowej w Plendar.
[20] Brama Kugres - wolna przełęcz, między wschodnim a zachodnim Bredorem. Dzieląca Orton z Irterią oraz dwa plemiona Beglendii. Zamieszkiwali ją strażnicy kultury Świętego Ognia z Sma.
[21] Gordeun - bóg morza i wód.
[22] Kolc - duszek nakłaniający do złego, przeciwieństwo do Loncy - nakłaniającej ku dobremu.
[1] Gosder - stan męski w Spenie, analogiczny do stora w Plendar. Siantera - stan żeński w Spenie - Niastera w Plendar.
[2] Sianger - stan męski w Spenie, analogiczny do iangera w Plendar. Siantka - stan żeński w Spenie - niastka w Plendar.
[3] Inaczej sień.
[4] Łezka Bradorsl - obrys Puszczy Bradorsl przypominający kształtem łezkę.
[5] Masyw Górski na wschód od Bradorsl.
[6] Masyw Górski na południe od Bradorsl i Sterii, za nim rozciągał się bezkres zwany Bildal.
[7] Steria - terytorium geograficzne z własną kultura i plemionami.
[8] Douents - moc Bradorsl, dający światło i siłę do walki pomiędzy dobrem a złem.
[9] Xent - bóstwo Słońca, syn gwiazdy wulkanu i rzek, strzegący praw do weny z indywidualną percepcją postrzegania rzeczywistości. Posiadający także miejsce w Najwyższej Radzie Mędrców Bród u Weadrunsa, a decyduje o wiedzy i świadomości twórczej.
[10] Polumna - bogini natury.
[11] Welkerun - posłaniec bogów z Tarczy Weadrunsa - władcy Sklepienia.
[12] Foasvab - Dwa krańce Ziemi, personifikujące żeńskość oraz męskość a nadające nazwy w świecie natury.
[13] Cenkn - zarządca na Tarczy Weadrunsa.
[14] blunka - inaczej obłoczek.
[15] Swobst - największe święto w Spenie, przywołujące powstanie krainy.
[16] Konrod - stan w Spenie Kwadr Baszt, analogiczny do Konstorów Baszt w Plendar.
[1] Bonc - bożek morski.
[2] paeglers - zarządca tawern paeglo lub dawny żeglarz.
[3] heszlp - mała łódka z wiosłami w terminologii Maeresii.
[4] Stecer - pierwszy oficer, sternik.
[5] Senoks - postrach żeglarzy, szkwał, sztorm.
[6] bahols - mały hol doczepiony do barki.
[7] Brama Edruns - symboliczna granica ziem i wód niczyich, nie dającą się na zamieszkanie i ujarzmienie.
[8] Fupieghne - dawne określenie na statki morskie.
[9] Puch Edrunsa - skrajnie nieprzyjazne człowiekowi ziemie i wody.
[10] Senry - Pasmo górskie na północ od Maeresii Górnego.
[11] Sterfalszkadl - inaczej sterburta.
[12] Astan - stan męski w Samtansar pełniący władzę.
[13] Sastnia - stan żeński w Samtansar.
[14] Badse - punkt x do obliczeń współrzędnych zarówno na lądzie jak i na morzu.
[1] Deghsme - rośliny, krzaki o niezwykle dużych liściach.
[2] Brosk - w Lesie Bradorsl skrzat psotnik, ale i pomocnik.
[3] Fynte - Niegna posłaniec na ziemi, niewidoczna forma strachu w nocy, przeszkody i omany, błądzenie.
[4] Shotnne - bóstwa zaklęte w skały. Odzwierciedlały moce Motsów i Beedy - dawnych olbrzymów.
[5] Unusuneuv - duch olbrzym, poszukujący swych uśpionych braci po ziemi.
[6] Sfallcnae - bóstwo wiedzy i rozumu.
[7] Balswid - świetlista kula, symbolizująca wiedzę, doświadczenie, osłaniająca i strzegąca wiadomego właściciela.
[8] Gohtya - bóstwo najradośniejszego uśmiechu i radości, rozsłonecznienia, zdrowia. W trudzie upadku Sterii, przemieniony na ciągłą prośbę o względy Weadrunsa.
[9] Wisteapud - bóstwo mieszkające w czeluściach ziemi.
[10] Salska - ulubienica olbrzyma Dorsla, usypała płaskowyż łączący Górę Dorsl z G. Pums, tak zwany Warkocz Salska, pełen labiryntów i korytarzy.
[11] Erup - władca wulkanów.
[12] Niecne - służki Polumny utożsamiane z ptakami.
Rozdział VIStensa w Bradorsl
Wszystko pozostało za nimi. Znajomi, bezpieczny dom, poznane drogi, zewsząd, choć nastało tyle nowych wyzwań, pobudzało do wspomnień. Imperatyw brnięcia naprzód samo opiniującym balastem powinności, ukazywał nowe wartości słów, myśli, a co było dotąd odbierane w zwierciadle jako nieścisłe, przeoblekało się w klar nieskazitelnych kryształów. Cyli broniąc się przed konfrontacją przeszłego w teraz, obrał kurs szukania przeciwstawnych stanów. Egzamin z przeszłości pozostawił na samotnej drodze w lesie, co teraz oscylowało około hołdu składanym nowym odkryciom. Wiedzy o przyszłości nie zamierzał poznać, skrajne wartości i stany wypełniały w zupełności ten wybór. Próbował zrozumieć, dlaczego nie można uleczyć egoizm niszczenia wszystkiego co napotykają na swej drodze. Chcących dewastować co kryształowe i nieskazitelne. Usiąść i rozpaczać, chowając twarz w dłonie, zbyt proste. Postanowił iść naprzód w niepoznane, jednocześnie bacząc i respektując wiedzę przodków. Obserwować siłę natury, w nadzwyczajnej skłonności odradzania się po destrukcji i katastrofach. Ileż tych naturalnych pierwiastków tli gdzieś w zakamarkach wnętrza człowieka. Aby jest w tym usprawiedliwienie dla odczuwanej niecności. To przed czym uciekł na wędrówkę, a która przywiodła aż pod strzechę gdzieś około Gór Fremot. Spotkać Kestela, nowych przewodników. Połączone drogi zaczęły współtowarzyszyć wzajemnie, gdzie przedziały przestrzeni co było i będzie, podważały jakikolwiek dotychczasowy wymiar wiedzy. Na wskroś wszystkiemu, należało iść dalej. Czy ścieżki od leśnego domu prowadzące w głęboki las, miały zaprowadzić na Roznis w Pre? Nikt w zasadzie nie był pewny. I chociaż Kestel poprzez lata wynajdował przeróżne dróżki podprowadzające, tak Goder praktycznie wschodnią stronę Bradorsl zaledwie teoretycznie poznawał. Urwiska po bokach przeistaczały się z piaskowych skarp po strome ściany kamiennych skał. Porosłe mchem, porostem, karłowatą roślinnością skalną, ogradzająco od reszty lasu ocieniały drogę. Pojawiały się wydeptane przez zwierzęta szlaki, lecz nie tylko, że nikły często niepostrzeżenie tak wprowadzały większy stan lęku, niżli pewność. Po przejściu paru hrodzian, trudno było napotkane dróżki połączyć z trasą po zostawiony w tyle dom. Im dalej w głąb lasu, tym poprzeplatany labirynt możliwości powrotów, wykluczał zdecydowany wybór. I nawet szczególnie osobliwa ścieżka wychodząca na wschodnią stronę z podwórza, która budziła nieprawdopodobne wyobrażenie celu, w obecnym punkcie ograniczała się jedynie do przestrzeni około podwórza. Podkreślała ważne czynniki odniesienia sukcesu. Po pierwsze otwierała szerokie możliwości podwoi, gdzie, aby zrealizować cel potrzebne były oprócz wiedzy, doświadczenia i determinacji, jeszcze jeden warunek. Nie można było skrzywdzić naturalnych mieszkańców lasu od wszelkiej flory po faunę oraz pokładać w wolności każdego z stworzeń. Kto nie respektował powyższe warunki przepadał bez śladu, chociaż wielu chlubiło się zaszczytnymi ideałami, pochodzeniem i prestiżem. Opatrzona empatia wobec napotkanego w drodze, stanowiła o szczęściu stron.
Obecna kamienna dróżka, będąca podczas deszczu zapewne strumykiem, graniczyła z bujną gęstwiną. Przyjazna dawnym wspomnieniom z różnorodną ekspresją twórczości. Wiatr ją nie smagał, deszcze nie rozmywały podłoża. Nader często zamykała łączność z niebem, dzięki przedzieraniu się w gęstej roślinności. Już pewnie nikt nie myślał o drodze powrotnej do Domu, lecz nachodziło zwątpienie. Po cóż i dokąd ten marsz? Kto kim i od kogo? Gdzie i skąd? Nawracające myśli wobec namacalności ekspansywnej roślinności, wśród zawilców, bluszczu, które nie znające przeszkód i barykad, swoimi spiralnymi wąsami przemawiały do wyobraźni. Dal ponoć jest bezkresna i kamyczków tamże jest więcej, strumieni po brzegi morza, roślinność co w wieczności zapuściła korzenie... Czy aby teraz jest odpowiedni czas przejścia pod Roznis w Pre? Na nic zdawały się przeszkody, zasieki w postaci kolców, ostrych wybojów, one odmiennie przydawały sił, chociaż nieraz irytowało, zielone polanki zachęcały na odpoczynek, aby zmniejszyć i zapomnieć o trudzie. I wokoło wszystko jednocześnie żyło i smacznie spało. Patrzało, poruszając się powabnie z naturalnym wdziękiem. A idącym i napotkanym stworzeniom, przyświecał jeden imperatyw w nakazie istnienia - być, trwać i zdążać. Chciałoby się stwierdzić, że prowadzący Goder idzie w nicość, gdzie spotkać można zaledwie, co było we wczesnym udziale. Iż wszędzie rzeczywistość zatopiona w naszej podświadomości jest identyczna i posiada takowo sam cel. Szedł na przedzie niemy, niewzruszony na ociąganie. Znamienne słowa Kestela z Irterii. ..." cienie nachodzą nad zagrodę. Idź za wskazówkami Lonc i zostaw co przeszłe a patrz przed wypowiadane słowa..." Jakiż banał wędrowca zanurzonego w szczególe i całości w gdybaniu o przeszłości wobec niejasnej przyszłości.
W końcu pytania przestały dręczyć Cyla na rzecz drogi, obfitej roślinności i przeszkód. Żonglował dotychczasową wiedzą wobec napotkanego i nieznanego. A odmienna gatunkowo przyroda zaskakiwała, budziła podziw jak i zrozumiały respekt. Drobne liście łopotając na cienkich łodyżkach, niczym malutkie proporce wiły się w stronę Słońca oraz jednocześnie wygrywały wyjątkową melodię. Ni to szum, ni pisk, z czasem nawet wywoływał na ciele dreszcz. Trząsł się także zielony mur po stronach ścieżyny, drżał listowiem przed pojawiającą się zmianą. Czy aby na nasz widok? A niekończąca się wyschnięta rzeka, prowadząc brnęła w nieznane. Jakież niesie niebezpieczeństwo, kres? Czy istnienie sposób na znalezienie Roznisu? Sama myśl o tym zajściu absurdalnie obezwładniała, oddalając jakiekolwiek wyobrażalne realia.
Zadziwiająca natura. Krzewy o rozłożystych w rozmiarze liściach, wtem zadaszyły nad nami sklepienie. Wywołała kolejne uczucie wyrastającego w lesie domu. Pozostawiony dom, który jeszcze zaprzątał uwagę, skąd tam w otchłaniach puszczy - "zagroda". A teraz rozległy dach w postaci liści, Wilgotne, przysadziste liście falowały w tym półmroku, skraplając co rusz potok kropel, chociaż ponad koroną drzew świeciło słońce. Leciutki powiew kołysał i zasysał swą egzotyką zmysły. Intensywność barw, powonienia, różnorodna dźwięczność i smak wilgoci. Wysokością krzewy przerastały człeka, a powierzchnia liści owinęłaby ze dwa razy. Niekończące się zielone morze. Korzenne pędy zdobywały las, u podnóża jak i wijąc się po same niebo lasu. Wszędzie rozpościerały się ogromne brązowo-zielone liście. Jedynie raz dano było nam przyjrzeć się temu zjawisku z poziomu nad, wejście na kamienne wzniesienie, ujawniło to nieokiełzane, kołyszące się morze krzewów i liści. Piętrzył się las i przerażał swą gęstością. Jeden poziom całkowicie odgradzał od następnego. Podłoże z niską roślinnością, krzewy z wspomnianymi potężnymi liśćmi oraz dach lasu wieńczący koronę drzew. A potem niebo i ledwo przedzierające się słońce.
- Labirynt dolnej połaci lasu - Po raz pierwszy przewodnik Goder skomentował tą niespotykaną zieloną rzeczywistość. Stłumiony głos intensywnością roślin, wszechobecną parą, nie wniosły nic nowego, tylko jeszcze większe zdenerwowanie. Domaganie się na jaśniejszy wywód wyjaśnień, nie miało żadnego sensu. Sianger Goder nie zwracał uwagi na nikogo i na nic. Szedł na przedzie przedzierając gęstwiny roślin. Teraz jakby zwolnił, wyrównał tempo.
- Gdy wejdziesz na nieodpowiednią trasę, zaginiesz. Wszechobecne krzewy omamiają swoją wonią, kierując zgubionego wedle upodobań. Bawiąc się strachem. Nawet gdy jesteś blisko, drogi powrotnej nie znajdziesz. Otoczą murem i okręcą wkoło. I choć ścieżka tylko jedna, wtapia się ona w labirynt krzewów, zielonej gęstwiny. Gdy się odwrócisz, nie znajdziesz śladów. Jesteśmy dopiero połowę dnia od Domu - ponownie zwolnił, dostosowując się do tempa Cyla, przyglądając się współtowarzyszowi.
- Nie oddalaj się ode mnie, zrozumiałeś... - nie czekając na odpowiedź ruszył w dalszą drogę.
Ponownie Cyli pozostał sam wobec marszu i natury, a przede wszystkim krzewów i drzew. Pnie były oplecione, przypominającym bluszcz, pnączem. Owa dominująca roślina zmierzając w stronę światła na szczyt poszycia lasu, niemal w całości zakryła drzewa. Korona zaś poszycia stwarzała poprzez połączone pnącza przedziwną sieć, poprzez które przedzierały się promienia słońca. Strumienie światła przekształcały się w wilgotnej zawiesinie pary w kolorowe tęcze. Dolna partia lasu zaś opanowały wspomniane krzewy. Zajmowały każdą połać ziemi, wzniesienia, doły i ruczaje. Najniższy poziom runa, pokrywały gąbczaste mchy, porosty, po którym stąpanie wydawało się kroczeniem po bagnistym podłożu. Trzy płaszczyzny, korona drzew połączona gałęziami i pnącą rośliną, imitująca rybacką sieć lub kratownice. Rozłożyste krzewy z rozpostartymi leniwie liśćmi, gęste i pełne wody, oraz gąbczaste podłoże utrudniające swobodne poruszanie. Sianger kierując się doświadczeniem, wiedzą oraz swoistą intuicją, wybierał przejścia, ścieżki strumyków, gdzie liczne kamienie pomagały bezpiecznie iść naprzód. Zupełna nieznajomość nazw, stwarzała straszliwe wyobcowanie. Nie było słychać odgłosów zwierząt i nawet owady stosunkowo rzadko się spotykało. Cóż za zjawiskowa przestrzeń. Paleta barw w rozbłyskach tęcz, kwiatostan niespotykany dotąd, a natężenie zapachów upajało, budząc wewnętrzny sprzeciw na jakikolwiek sen na jawie. Jedwabne sieci pajęczaków, pozwalały płatkom kwiatów rozsypać się na całej przestrzeni, aż po najwyższy pułap drzew. A jednak jest tutaj wiatr, gdyż któż rozniósłby kolorowe płatki kwiatów. Oleiste krople wody spływały po liściach, dzbanuszkach kwiecia. I po raz enty, ewenement niespotykany, promieniujące światło słońca. Przechodzące strugi światła przecinały tą przestrzeń ukośnie, prostopadłe. Skrzyżowane, równoległe miecze zatopione w gęstą tęczową przestrzeń między krzewami a koroną drzew. Powietrze wirowało w tańcu, poruszane falującymi liśćmi, kotłując nagromadzoną gorąc. Zasysała liczne krople, mgłę, rosę, aby wczas buchać nową kolorową tęczą w smugach promieni.
Niekończący się Dom, lecz tym razem wsparty o drzewa. Posiadający dach, falującą płaszczyznę welonów i baldachimów liści Deghsme, gąbczaste dywany i chodniki z mchu. Nazwę liści przywołał Goder...
- Gdyby nas pochłonęły, długo byś musiał szukać wyjścia. Nie wiadomo, gdzie zaprowadzą, nikogo nie znam, kto wszedł w czeluść Deghsme[1] i przyszedł na powrót. Barmin także nie spamięta takiego. W dobrym trzymać się ścieżki i być skoncentrowanym. Trywialne lub nie, frazesy lub puste słowa, jak kto chce, jednakże którzy przeszli znajdując odpowiednią drogę, powiadają: Należy nadstawić uszy za Broskami, gdyż ścieżka z czas zniknie, a przyjazne Broski[2] podążają wtenczas za nami. Krzywdy nie czynią, w szybszym niosą pomóc, chociaż niejedne i snem morzyły, tym którzy spokój zakłócali w czczym rozpowiadaniu o tajemnicach Lasu. Niedługo wąska dróżka także przepadnie w zieleni, i lepiej nie przywoływać Foasvaba potomstwo. Nie próbować wszystkim nieznanym dać nowe imiona, dzieci Foasvaba strasznie tego nie lubią.
Słowa Godera, przerywające milczenie, nie wiadomo czemu irytowały. Cyli zwyczajnie niedowierzał tym zapewnieniom, a jedyną przyczyną tego stanu, był według niego rosnący absurd. Nie tylko na swą bezwolną zgodę, lecz i na nie do końca zrozumiałe decyzje Godera. A może na wzgląd sytuacji w jakieś się znalazł, wyobcowanie wśród inności. Odrębności. W pewnym momencie nawet poczuł wrogość na otaczającą przestrzeń. Sianger teraz szedł o jakieś pół długości ciała przed Cylim. Pewność wyboru dróg w jednym zastanawiała, lecz daleka była od podejrzeń o jakąkolwiek niecność. Mógłby zostawić w samym środku lasu? Skąd ten Barmin z synami i córkami w lesie? Melodyjnie szeleszczące liście ponownie zaczęły się kołysać. Nadeszło zimniejsze, orzeźwiające powietrze. Tempo marszu nie wynikało z czystej potrzeby dotarcia na miejsce zdążania. Gdyż nie wiadomo, dokąd Goder szedł. Cyli trapił się inną kwestią, decyzją Kestela i Barmina, która nakazała do samego wymarszu z Domu. Kim oni są i jakie pobudki nimi kierowały? I dlaczego się zgodziłem? Las odmienny, milczący i tajemniczy jawił się w tym mętliku rozważań jako neutralny sprzymierzeniec lub jako wróg biorący udział w spisku. Czas miał to pokazać. Zacieśniało się nie tylko pole widoku, lecz coraz większym stopniu myśli, zwodzone na przemian poprzez Kolce oraz dobroduszne Lonce. Ufności walka. Wyostrzone zmysły domagały się koncentracji na celu, natomiast powracające domysły osobliwie odgradzały od zamierzonego.
Milczącego Godera także szargało zwątpienie i sens drogi. Doprowadzić pod Bramę Roznisu. Jaki Kolc śpi w zagrodzie, iż tyleż wprowadza zamętu. Przewraca drzewa, przeobraża myśli, pobudza wiatry, nakazuje działać w niewiadomej sprawie. Ileż treści posiada ogon Fynte[3]. I sam, przecież i u mnie Roznis znany tylko z słów i podań. Las gęstniał i wzrastał, stawało się ciemno i głucho, osamotniony w swych myślach Spen, odrzucając męczące zapytania, wtapiał w odgłos Lasu, szepty i echa. Pohukiwanie ptaków i w suche trzaski od kołysania się drzew. Bezpieczny Dom oddalony był zaledwie dzień drogi. Z trudem przedzierające się Słońce poprzez gąszcz, chyliło się do snu. Zszarzało w Puszczy Bradorsl, a przed nimi pojawiły bagienne torfowiska. Znał ten skrawek ziemi z opowiadań Kestela, jednak lęk przed każdym wyborem ścieżki wzrastał. Ciekawe, czy aby zauważył nasze wyjście w Las - Weadruns. Sianger poprawił pas u sakwy, zaczerpnął głęboki oddech, niezauważalnie spojrzał na Cyla.
Przodkowie Godera pochodzili z starego rodu bartników Spene, zamieszkujący Dolinę rzeki Hlama u podnóża stoku Gór Loskanii. Ród zasiedziały od prapoczątków zaistnienia Spenów w Irterii. Przynależąc do Gosderów Wież, nadany przez Konrodsów Chost, dumny rodzic Barmin w dniu Swobsta, tj. święto uczczenia powstania pierwszego obronnego kwadrum w Spenier, odczytywał krótkie teksty Rodse, potwierdzające status i pozycję rodziny w Spenie.""Aby tak trwało po ostatnie kwadrum w grodzie, pięć było u zarania, pięć podczas powstania Krainy Spenie. Niech i pięć kwadr ostanie na wieki."" Bartnik Barmin zasiadał w gronie Gosderów mających władzę o stanowieniu Siangerów.