I
Śmierć i opuszczenie Ziemi
Przypadek nr 1
P. (Pacjent): O, mój Boże! Chyba nie umarłem naprawdę? To znaczy moje ciało jest martwe - widzę je pod sobą - ale ja unoszę się w powietrzu... Patrzę w dół i widzę moje ciało leżące na szpitalnym łóżku. Wszyscy wokół mnie myślą, że jestem martwy, ale nie jestem. Chcę krzyknąć: "Hej! Wcale nie jestem martwy!". To niewiarygodne... pielęgniarki przykrywają mi głowę prześcieradłem... ludzie, których znam, płaczą. Powinienem być martwy, ale wciąż żyję! To dziwne, ponieważ moje ciało jest całkowicie martwe, podczas kiedy ja poruszam się nad nim. Ja żyję!
To słowa wypowiedziane przez mężczyznę znajdującego się w stanie głębokiej hipnozy i ponownie przeżywającego swoją śmierć. Mówiąc, wyrzucał z siebie słowa w krótkich, pełnych ekscytacji wybuchach, przepełniony zadziwieniem kogoś, kto widzi i czuje, jak to jest być duchem dopiero co oddzielonym od fizycznego ciała. Mężczyzna ten jest moim pacjentem i właśnie pomogłem mu w odtworzeniu sceny śmierci z jednego z poprzednich wcieleń, podczas której leży w wygodnym rozkładanym fotelu. Nieco wcześniej, na moje polecenie wydane w trakcie wprowadzania go w trans, pacjent cofnął się pamięcią do wspomnień z dzieciństwa. Obrazy, które pojawiały się w jego podświadomości, stopniowo łączyły się w jedną całość, kiedy cofaliśmy się do czasu, w którym przebywał w łonie swojej matki.
Następnie przygotowałem go do cofnięcia się w odległe czasy, wykorzystując w tym celu wizualne narzędzie, jakim jest tarcza ochronna. Kiedy doszliśmy do końca tego ważnego etapu warunkowania umysłu, przeprowadziłem mojego pacjenta przez wyimaginowany tunel czasowy, aż do jego ostatniego wcielenia na Ziemi. Jego życie w tym wcieleniu trwało krótko, ponieważ zmarł nagle w wyniku wybuchu epidemii grypy w 1918 r.
Po tym, jak pierwszy szok wywołany widokiem swojego umierania i uczuciem opuszczania ciała przez duszę zaczął nieco słabnąć, mój klient chętniej zaczął przyglądać się obrazom, które pojawiały się w jego umyśle. Ponieważ niewielka część świadomej, krytycznej części jego umysłu nadal była aktywna, zdał sobie sprawę, że odtwarza doświadczenia z przeszłości. Zajęło to nieco więcej czasu niż zwykle, ponieważ w przeciwieństwie do wielu innych moich pacjentów człowiek ten był duszą dość młodą, jeszcze nieprzyzwyczajoną do powtarzającego się cyklu narodzin, śmierci i ponownych narodzin.
Po kilku chwilach pacjent oswoił się jednak z sytuacją i zaczął odpowiadać na moje pytania z większą pewnością siebie. Szybko przeniosłem go z poziomu podświadomości na poziom nadświadomości. Teraz już był gotowy, aby opowiedzieć mi o świecie duchowym, a ja zacząłem pytać go, co się z nim dzieje.
P.: Hmm... Unoszę się wyżej... wciąż dryfuję... odwracam się, by spojrzeć na moje ciało. Jakbym oglądał film, ale to ja w nim gram! Lekarz pociesza moją żonę i córkę. Moja żona szlocha (pacjent niespokojnie huśta się na krześle). Próbuję dostać się do jej umysłu... chcę jej powiedzieć, że mam się bardzo dobrze. Ale ona jest tak bardzo pogrążona w żalu, że nie potrafię się przez niego przebić. Chcę, żeby wiedziała, że już nie cierpię... uwolniłem się ze swojego ciała... już go nie potrzebuję... i że będę na nią czekał. Chcę, żeby to wiedziała... ale ona... mnie nie słucha. O, a teraz się oddalam...
W ten sposób mój pacjent, kierowany kolejnymi poleceniami, zaczyna proces wchodzenia coraz głębiej w świat duchowy. Już wiele osób przebyło tę drogę w bezpiecznych czterech ścianach mojego gabinetu. Zazwyczaj, wraz z rozszerzaniem się wspomnień w stanie nieświadomości, znajdujący się w stanie hipnozy pacjent odczuwa coraz większe zespolenie z podróżą, jaką odbywa w świecie duchowym. Na każdym kolejnym etapie sesji pacjentowi coraz łatwiej jest ubrać w słowa obrazy, które pojawiają się w jego umyśle. Krótkie opisowe frazy zmieniają się w szczegółowe opisy wkraczania do świata duchowego.
Dysponujemy ogromną dokumentacją (w tym obserwacjami poczynionymi przez pracowników służby zdrowia), w której opisano doświadczenia opuszczenia ciała przez osoby bliskie śmierci, które doznały poważnych obrażeń w wypadkach. Osoby te, przed podjęciem działań medycznych mających na celu przywrócenie im życia, uznano za znajdujące się w stanie śmierci klinicznej. Dusze mają dość dużą zdolność opuszczania ciała gospodarza lub powracania do niego, zwłaszcza w sytuacji zagrożenia życia, kiedy ciało umiera. Osoby, które tego doświadczyły, mówią o unoszeniu się nad ciałem, zwłaszcza w szpitalach, i możliwości obserwowania podejmowanych przez lekarzy prób reanimacji. Po powrocie do życia wspomnienia te z biegiem czasu bledną.
Opisy przedstawiane przez pacjentów wracających wspomnieniami (podczas regresji hipnotycznej) do pierwszych chwil, które następują po ich śmierci w poprzednich wcieleniach, nie różnią się od relacji osób, które doświadczyły śmierci klinicznej. Różnica między tymi dwiema grupami polega na tym, że pacjenci wprowadzeni w stan hipnozy, którzy umarli na kilka minut, w obecnym wcieleniu nie potrafią przypomnieć sobie, czego doświadczyli w trakcie tej chwilowej śmierci. Osoby w głębokim transie potrafią opisać, jak wygląda życie po śmierci ostatecznej.
Jakie są podobieństwa między wspomnieniami z życia po śmierci osób, które doświadczyły przebywania poza ciałem w wyniku chwilowego urazu fizycznego, a wspomnieniami osób poddanych hipnozie i przypominających sobie swoją śmierć we wcześniejszym wcieleniu? Zarówno jedni, jak i drudzy mówią o dziwnym unoszeniu się w pobliżu swojego ciała oraz o dematerializowaniu się przedmiotów, których próbowali dotknąć. Jedni i drudzy mówią o frustracji, jaką odczuwali, próbując mówić do osób żyjących, które w ogóle na to nie reagowały. Jedni i drudzy mówią, jak czuli, że coś próbuje odciągnąć ich od miejsca, w którym umarli, oraz o tym, że w tym stanie nie odczuwali lęku, a raczej odprężenie i ciekawość.
Wszyscy mówią o euforycznym poczuciu wolności i otaczającej ich jasności. Niektórzy z moich pacjentów mówią o lśniącej bieli, która otoczyła ich w chwili śmierci, natomiast inni o tym, że widzieli tę jasność w pewnym oddaleniu od ciemniejszej przestrzeni, przez którą byli przeciągani. Doświadczenie to często porównuje się do przechodzenia przez tunel, i właśnie takie określenie jest już powszechnie używane.
Przypadek nr 2 zabiera nas nieco dalej w doświadczenie śmierci niż przypadek nr 1. Pacjentem jest tu sześćdziesięciokilkuletni mężczyzna opisujący swoją śmierć, której doświadczył jako młoda kobieta o imieniu Sally, zabita przez Indian Kiowa w ataku na karawanę wozów w 1866 r. Choć ten i poprzedni przypadek mówią o doświadczeniu śmierci kończącej jedno z ostatnich wcieleń, konkretna data śmierci nie ma tu większego znaczenia, ponieważ śmierć miała miejsce stosunkowo niedawno. Zauważyłem, że pacjenci podobnie opisują doświadczenia śmierci (z punktu widzenia obrazowych opisów świata duchowego czy wniosków płynących z tego doświadczenia) - niezależnie od tego, czy miała miejsce w czasach pradawnych, czy współczesnych.
Należałoby również powiedzieć, że pacjent w transie ma zazwyczaj niebywałą zdolność rozpoznawania dat i lokalizacji geograficznej wielu poprzednich wcieleń. Dotyczy to również wcześniejszych okresów ludzkiej cywilizacji, kiedy granice krajów i nazwy miejsc były zupełnie inne niż stosowane obecnie. Przypomnienie sobie dawnych nazw, dat i miejsc związanych z wcześniejszymi inkarnacjami nie zawsze jest łatwe, ale opisy wspomnień z powrotu do świata duchowego i życia w tym świecie zawsze są wyraźne.
Rozmowa z pacjentem z przypadku nr 2 rozpoczyna się od sceny, która rozgrywa się na południowoamerykańskich równinach tuż po tym, jak wystrzelona z bliskiej odległości strzała trafiła Sally w szyję. Zawsze staram się z delikatnością podchodzić do śmierci pacjentów w poprzednich wcieleniach, kiedy jest ona wynikiem tragicznego urazu. Przeżycia te bowiem często wciąż są przechowywane w podświadomym umyśle. Ten pacjent postanowił odwiedzić mnie z powodu trwającego niemal całe życie bólu gardła. W takich sytuacjach zazwyczaj konieczne jest zastosowanie terapii uwalniającej i deprogramowania. W każdym przypadku przywoływania wspomnień z poprzednich inkarnacji, aby zmniejszyć odczuwane przez pacjenta ból i emocje, stawiam go w roli obserwatora, który spokojnie przygląda się zdarzeniom poprzedzającym śmierć i po niej następującym.
Przypadek nr 2
Dr N.: Czy odczuwasz silny ból po ugodzeniu strzałą?
P.: Tak... grot rozerwał mi gardło... umieram... (pacjent zaczyna szeptać, trzymając się za gardło). Krztuszę się... leje się krew... Will (mąż) mnie przytrzymuje... ból... okropny... wychodzę... w każdym razie... to już koniec.
WAŻNE: Jeżeli ciało odczuwa ogromny ból, dusza często opuszcza swojego ludzkiego gospodarza na krótką chwilę przed rzeczywistą śmiercią. Czy można ją za to winić? Tak czy inaczej pozostaje w pobliżu umierającego ciała. Po zastosowaniu technik uspokajania przenoszę pacjenta z poziomu podświadomości na poziom nadświadomości, aby mógł uzyskać dostęp do wspomnień duchowych.
Dr N.: W porządku, Sally, pogodziłaś się już z tym, że ci Indianie cię zabili. Proszę, opisz teraz dokładnie swoje wrażenia z chwili śmierci.
P.: To było jak... jakaś ... siła... wypychająca mnie z ciała.
Dr N.: Wypychająca cię? Dokąd?
P.: Zostaję wyrzucona na zewnątrz przez czubek głowy.
Dr N.: A co zostało wypchnięte?
P.: No ja!
Dr N.: Opisz, co oznacza "ja". Jak wygląda to coś, co jest tobą, kiedy wydostaje się z twojego ciała przez głowę?
P.: (chwila milczenia) Jak... punkcik światła... jaśniejący...
Dr N.: W jaki sposób promienieje z ciebie światło?
P.: Z mojej... energii. Jestem... moja dusza jest... jak... przezroczysta biel...
Dr N.: Czy po opuszczeniu ciała to światło cały czas wygląda tak samo?
P.: (chwila milczenia) Wydaje się, jakbym... nieco się powiększała... przemieszczając się.
Dr N.: Jeżeli twoje światło się rozszerza, jak teraz wyglądasz?
P.: Delikatny... sznur... zawieszony...
Dr N.: Jak dokładnie opisałabyś uczucie, które towarzyszy opuszczaniu ciała?
P.: Hmm... to tak, jakbym... zrzucała skórę... trochę jak obieranie banana. Opuszczam ciało w mgnieniu oka!
Dr N.: Czy to nieprzyjemne uczucie?
P.: Ależ nie! Cudownie jest czuć się tak wolną, nie czuć już żadnego bólu, ale... jestem zdezorientowana... nie spodziewałam się, że umrę... (w głosie mojego pacjenta zaczyna pobrzmiewać smutek, a ja chcę, żeby jeszcze przez minutę skupił się na swojej duszy, a nie na tym, co dzieje się z jego ciałem na Ziemi)
Dr N.: Rozumiem, Sally. Jako dusza czujesz, że zostałaś wyrzucona z właściwego miejsca. To normalne po tym, co właśnie przeszłaś. Posłuchaj mnie i odpowiadaj na moje pytania. Powiedziałaś, że unosisz się w powietrzu. Czy od razu po śmierci możesz swobodnie się poruszać?
P.: To dziwne... czuję się, jakbym... była zawieszona w powietrzu, które nie jest powietrzem... nie ma tu żadnych ograniczeń... żadnej grawitacji... nic nie ważę.
Dr N.: Czy chcesz powiedzieć, że czujesz się trochę tak, jakbyś przebywała w próżni?
P.: Tak... nic wokół mnie nie ma stałej formy. Nie ma żadnych przeszkód, z którymi mogłabym się zderzyć... dryfuję...
Dr N.: Czy jesteś w stanie kontrolować swoje ruchy - to, w jakim kierunku się poruszasz?
P.: Tak... w pewnym sensie... ale coś... ciągnie mnie... w stronę jaśniejącej bieli... jest taka jasna!
Dr N.: Czy intensywność bieli jest wszędzie taka sama?
P.: Im dalej ode mnie... tym jest jaśniejsza... im bliżej mojego ciała... tym ciemniejsza biel... szarość... (zaczyna płakać) och, moje biedne ciało... nie jestem jeszcze gotowa, by odejść (pacjent cofa się na krześle, jakby próbował się czemuś opierać).
Dr N.: Wszystko w porządku, Sally, jestem z tobą. Chciałbym, żebyś się zrelaksowała i powiedziała mi, czy siła, która wyciągnęła cię z twojej głowy w momencie śmierci, nadal cię odciąga i czy jesteś w stanie się tej sile oprzeć.
P.: (chwila milczenia) Kiedy już opuściłam ciało, intensywność tego ciągnięcia nieco się zmniejszyła. Teraz czuję, jakby ktoś mnie szturchał... i odciągał mnie od mojego ciała... nie chcę jeszcze odchodzić... ale to coś wolałoby, żebym już poszła...
Dr N.: Rozumiem, Sally, ale podejrzewam, że zaczynasz zdawać sobie sprawę, że masz nad tym jakąś kontrolę. Jak opisałabyś tę siłę, która cię ciągnie?
P.: To... jakaś... siła magnetyczna... ale... chcę tu zostać trochę dłużej...
Dr N.: Czy twoja dusza może opierać się temu odczuciu odciągania tak długo, jak tego chcesz?
P.: (długa chwila milczenia - pacjent wydaje się prowadzić wewnętrzny dialog z sobą z minionego wcielenia - z Sally) Tak, mogę, jeżeli naprawdę chcę zostać (pacjent zaczyna płakać). Och, to okropne, co te dzikusy zrobiły z moim ciałem. Cała moja niebieska sukienka pokryta jest krwią... mój mąż Will wciąż trzyma mnie na rękach i równocześnie walczy z Indianami Kiowa, razem z naszymi przyjaciółmi.
WAŻNE: Wzmacniam wyobrażenie tarczy ochronnej, która otacza pacjenta - to podstawowy element procedury uspokajania zahipnotyzowanej osoby. Kiedy przechodzimy do nieco późniejszego momentu, kiedy Indian odpędzają strzelcy z karawany, dusza Sally nadal unosi się nad ciałem.
Dr N.: Sally, co robi twój mąż tuż po ataku?
P.: Ach, jak to dobrze... nie jest ranny... ale... (ze smutkiem w głosie) trzyma moje ciało... płacze nade mną... nic już nie może dla mnie zrobić, ale wygląda, że jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. Moje ciało jest już zimne, ale on nadal trzyma moją twarz w swoich dłoniach... całuje mnie.
Dr N.: A co ty teraz robisz?
P.: Znajduję się nad głową Willa. Próbuję go pocieszyć. Chcę, żeby czuł moją miłość... Chcę, żeby wiedział, że nie stracił mnie na zawsze i że jeszcze się zobaczymy.
Dr N.: Czy to, co próbujesz mu teraz przekazać, dociera do niego?
P.: Jest w nim głęboki smutek, ale... czuje moją istotę... wiem to. Otaczają go nasi przyjaciele... wreszcie udaje im się nas rozdzielić... chcą przegrupować wozy i ruszyć dalej.
Dr N.: Co się teraz dzieje z twoją duszą?
P.: Nadal opieram się tej sile, która mnie ciągnie... chcę zostać.
Dr N.: Dlaczego?
P.: No cóż... wiem, że nie żyję... ale nie jestem jeszcze gotowa, by opuścić Willa, i... chcę zobaczyć, jak mnie chowają.
Dr N.: Czy widzisz lub czujesz jakąkolwiek duchową istotę przy tobie w tym momencie?
P.: (chwila milczenia) Są blisko... wkrótce ich zobaczę... Czuję ich miłość tak samo mocno, jak chcę, by Will czuł moją... czekają, aż będę gotowa.
Dr N.: Czy teraz już jesteś w stanie pocieszyć Willa?
P.: Próbuję dotrzeć do jego umysłu.
Dr N.: Udaje ci się to?
P.: (chwila milczenia) Myślę, że... trochę... mnie czuje... czuje... moją miłość.
Dr N.: W porządku, Sally. Teraz ponownie przeniesiemy się nieco dalej w czasie. Czy widzisz współtowarzyszy z karawany, którzy umieszczają twoje ciało w czymś w rodzaju grobu?
P.: (bardziej pewnym siebie głosem) Tak, pochowali mnie. Czas, żebym odeszła... przychodzą po mnie teraz... przemieszczam się... w kierunku jaśniejszego światła...
W przeciwieństwie do tego, w co wierzą niektórzy, dusze są często niespecjalnie zainteresowane tym, co dzieje się z ich ciałem po fizycznej śmierci. I nie jest to obojętność wobec ich osobistej sytuacji ani wobec ludzi, których zostawiają na Ziemi, ale przyjęcie do wiadomości faktu ostateczności ludzkiej śmierci. Dusze te pragną jak najszybciej dotrzeć do cudownego świata duchowego.
Wiele dusz chce jednak przez kilka ziemskich dni pozostać w pobliżu miejsca, w którym ich ciało umarło, zazwyczaj do czasu zakończenia pogrzebu. Dla dusz czas najwyraźniej przyspiesza i kilka dni spędzonych na Ziemi jest dla nich jak kilka minut. Dusze mogą mieć różne powody, by zwlekać z opuszczeniem ziemskiego świata. Na przykład w przypadku morderstwa lub śmierci w wyniku nieszczęśliwego wypadku dusza często nie chce odejść od razu. Nierzadko jest oszołomiona lub pełna gniewu. Syndrom zawieszonej duszy szczególnie często występuje w przypadku, kiedy śmierć poniósł młody człowiek.
Gwałtowne oderwanie od ludzkiej formy, nawet po długiej chorobie, nadal jest dla przeciętnej duszy wstrząsem i to również może powodować niechęć duszy do odejścia z chwilą śmierci. Jest również coś symbolicznego w typowym 3-5-dniowym okresie, jaki upływa od momentu śmierci do chwili pogrzebu. Dusze naprawdę nie mają w sobie chorobliwej potrzeby obejrzenia własnego pogrzebu, ponieważ emocje, jakich doświadczają w świecie duchowym, są już zupełnie inne od tych ziemskich. Widzę jednak, że odczuwają wdzięczność za szacunek dla ich fizycznego życia, który okazują im żyjący krewni i przyjaciele.
Jak można było zauważyć w ostatnim opisanym przypadku, dusze, które nie chcą natychmiast opuścić miejsca swojej fizycznej śmierci, mają jeden podstawowy powód. Jest to pragnienie mentalnego pocieszenia ukochanych osób przed ich opuszczeniem i udaniem się do świata duchowego. Dusze, których ciało właśnie umarło, nie są zdruzgotane faktem śmierci, ponieważ wiedzą, że osoby, które pozostały na Ziemi, spotkają się z nimi ponownie w świecie duchowym i prawdopodobnie również później, w innych wcieleniach. Żałobnicy na pogrzebie mają jednak zazwyczaj poczucie, że stracili ukochaną osobę na zawsze.
W trakcie hipnozy moi pacjenci przywołują frustrację, która wynika z niemożności skutecznego wykorzystania swojej energii do mentalnego połączenia się z osobą, która z powodu szoku i głębokiego smutku nie jest w stanie tego przekazu odebrać. Emocjonalna trauma, jaka dotknęła żyjącą osobę, może obezwładnić jej psychikę tak bardzo, że jej mentalna zdolność do nawiązywania kontaktu z duszami zostaje stłumiona. Jeśli dusza, która właśnie opuściła ciało, znajdzie sposób, żeby dać żyjącym ukojenie (choćby na krótko), zazwyczaj jej to wystarcza i chce szybko opuścić plan astralny Ziemi.
We własnym życiu doświadczyłem typowego pocieszenia duchowego, kiedy nagle, w wyniku zawału zmarła mi matka. Moją siostrę i mnie tak bardzo przepełniał smutek, że podczas ceremonii pogrzebowej byliśmy całkowicie odrętwiali. Kilka godzin później wraz z naszymi małżonkami wróciliśmy do pustego domu mojej matki i stwierdziliśmy, że musimy odpocząć. Oboje musieliśmy w mniej więcej tym samym czasie osiągnąć stan alpha, który pozwala odbierać sygnały ze świata duchowego. Moja matka pojawiła się równocześnie w dwóch różnych pokojach, w podświadomości mojej i mojej siostry, jako jasna, biała chmura nad naszymi głowami. Wyciągając do nas rękę, uśmiechała się, dawała nam do zrozumienia, że zaakceptowała swoją śmierć i że jest jej dobrze. Następnie zniknęła. Choć trwało to zaledwie parę sekund, było swego rodzaju domknięciem, po którym oboje mogliśmy przejść w stan delta i zapaść w głęboki sen.
Możemy odczuwać kojącą obecność dusz utraconych osób, zwłaszcza w trakcie pogrzebu lub tuż po nim. Żeby jednak komunikat duchowy mógł przebić się przez żal i szok, w jakim się znajdujemy po śmierci bliskiej osoby, musimy spróbować się zrelaksować i oczyścić umysł przynajmniej na krótką chwilę. W takich momentach zwiększa się nasza zdolność dostrzegania zjawisk paranormalnych, dzięki czemu jesteśmy bardziej otwarci na odbieranie pozytywnych komunikatów miłości, wybaczenia, nadziei, dodawania odwagi i zapewnień o tym, że bliska osoba jest w dobrym dla niej miejscu.
Kiedy wdowa z małymi dziećmi mówi do mnie: "Jakaś część mojego męża przychodzi do mnie w trudnych chwilach", wierzę jej. Pacjenci mówią mi, że jako dusze mogą pomagać żyjącym na Ziemi w nawiązaniu przez ich wewnętrzny umysł połączenia ze światem duchowym. Jak ktoś mądrze powiedział, człowiek nie odchodzi całkowicie, dopóki trwa w pamięci tych, którzy zostają na Ziemi. Kolejne rozdziały pokazują, w jaki sposób określone wspomnienie jest częścią naszej własnej duszy, podczas kiedy wspomnienia kolektywne są atomami czystej energii wszystkich dusz. Śmierć nie przerywa wiecznego związku łączącego nas z nieśmiertelnymi duszami tych, których kochamy, tylko dlatego, że stracili swoje fizyczne ciało. Mimo wielu zadań, jakie mają do wykonania, dusze, które opuściły Ziemię, wciąż mogą do nas przyjść, kiedy je wzywamy.
Zdarza się czasami, że pełen niepokoju duch nie chce opuścić Ziemi po śmierci fizycznej. Przyczyną jest jakiś nierozwiązany problem, który wciąż silnie wpływa na świadomość duszy. W takich nadzwyczajnych przypadkach z pomocą mogą przyjść opiekuńcze istoty, które z poziomu świata duchowego pomogą takiej duszy przejść proces przystosowania się do nowej sytuacji. My również mamy do dyspozycji środki, dzięki którym możemy pomóc niespokojnym duszom opuścić Ziemię. Więcej o targanych różnymi rozterkami duszach piszę w rozdziale IV, jednak mogę powiedzieć, że obraz duchów przedstawiany w książkach i filmach jest znacznie przesadzony.
Jak najlepiej przygotować się do własnej śmierci? Nasze życie może trwać krótko lub długo, możemy przeżyć je w zdrowiu lub chorobie, ale w pewnym momencie nadejdzie czas, kiedy będziemy musieli stawić czoło śmierci w odpowiedni dla nas sposób. W przypadku długotrwałej i śmiertelnej choroby - kiedy minie szok, jakiego doznaliśmy po otrzymaniu diagnozy, a następnie etapy zaprzeczenia i depresji - mamy czas na odpowiednie przygotowanie umysłu na to, co ma nastąpić. W przypadku nagłej śmierci umysł musi przejść cały ten proces na skróty. Kiedy zbliża się koniec naszego życia fizycznego, każdy z nas ma możliwość połączenia się ze swoją wyższą świadomością. Umierając, czujemy, że nasza dusza jest połączona z wiecznością czasu, i dzięki temu w tym czasie najłatwiej jest nam osiągnąć duchową świadomość.
Choć dla niektórych osób, które stoją w obliczu śmierci, akceptacja wydaje się trudniejsza od rezygnacji, osoby zawodowo opiekujące się umierającymi mówią, że kiedy chwila śmierci jest już blisko, niemal każdy zaczyna nabierać pełnego spokoju dystansu. Jestem przekonany, że umierający zyskują dostęp do najwyższej wiedzy o wiecznej świadomości, co często można dostrzec na ich twarzach. Wielu z nich uświadamia sobie, że czeka na nich coś uniwersalnego, a zarazem dobrego.
Umierający przechodzą metamorfozę, która polega na oddzieleniu się ich duszy od zamieszkiwanego ciała. Ludzie kojarzą śmierć z utratą życiowej siły, podczas kiedy w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. Umierając, tracimy ciało, ale nasza wieczna energia życiowa jednoczy się z mocą boskiej wszechduszy. Śmierć nie jest ciemnością, ale światłem.
Moi pacjenci, po przywołaniu wspomnień śmierci w poprzednich wcieleniach, mówią, że są tak przepełnieni na nowo odkrytym uczuciem uwolnienia od ziemskiego ciała, że nie mogą się już doczekać duchowej podróży do przepełnionego spokojem, dobrze im znanego miejsca. W dalszej części książki dowiemy się, jak wygląda życie dusz między kolejnymi wcieleniami.