Podczas burzliwego roku w Warszawie<> naprzód
przyszedł do Zawady list, tak ogromnie smutny i stroskany, jak
smutne i pełne troski jest ubogie, wdowie życie. Brzmiał on jak
następuje:
"Kochany Marjanie! Piszę do Marjana z wielką i nieśmiałą
prośbą, czyby nie był tak dobry, zamiast tych stu pięćdziesięciu
rubli, które mi Marjan wypłaca od kapitaliku, wziąć moich chłopców
na jakiś czas do Zawady. Bóg widzi, że robiłam, co mogłam, ale już
mi ręce opadają. Strajk ciągle trwa w szkołach rządowych, a o
prywatnych, które są drogie, nie mogę myśleć dla jednego nawet, a
cóż dopiero dla obu. Marjan wie, z jakim ja wysiłkiem wiązałam od
śmierci męża koniec z końcem, ale wszystko ma swoją granicę. Gdybym
nie potrzebowała myśleć o chłopakach chociaż do lata, to za te
czterysta rubli emerytury, które mi po mężu wypłaca prokuratorja,
jeszczebym jakoś z Julką wyżyła, ale we czworo - ani sposób! Tu co
chwila robią się rozmaite nowe strajki, a z tego drożyzna, jakiej
nigdy jeszcze nie bywało. Po wyjeździe chłopców najęłabym w tym
samym domu jeden pokoik z kuchenką, toby zaraz pół kosztu na
mieszkanie odpadło. Mówią niektórzy, że od lata i szkoły rządowe
będą polskie, a i ja myślę, że może Bóg zmiłuje się nad nami.
Gabrjel jest bardzo zdolny, a Felicjan miał już tylko rok do
skończenia. Obaj zarabiali trochę lekcjami, ale teraz to się
stanowczo urwało. Wiem, co Marjan pomyśli: że chłopcy rozpróżniaczą
się na wsi. Ale oni wezmą ze sobą książki - a zresztą czyż nie
gorzej rozpróżniaczą się w Warszawie? Jeśli szkoły rządowe będą od
lata polskie, to łatwiej będzie o uwolnienie od wpisów i o
stypendja, bo przecie swój swego prędzej zrozumie i wspomoże.
Adwokat Krasucki, którego Marjan zna, mówił parę dni temu, że
wkrótce wszystko się zmieni. Dajże to, Boże miłosierny, gdyż
naprawdę już oddychać trudno. Chłopcy tymczasem mogliby w Zawadzie
pomagać czyto w rachunkach, czy przy dozorze ludzi. Może i w
okolicy znalazłoby się dla nich jakie zajęcie, a jeśli nie, to w
każdym razie będzie im w Zawadzie zdrowiej niż tu - i bezpieczniej.
Młodym potrzebne jest powietrze, obfity posiłek i sen i spokój -
zwłaszcza Gabrjelowi, który jest bardzo delikatny i nerwowy, a w
mieście tego wszystkiego mu brak, gdyż na lepszą kuchnię mnie nie
stać, a co do spokoju i spoczynku, to jeszcze gorzej. Oni obaj
ciągle chodzą na jakieś narady z kolegami, z których często wracają
ogromnie późno. W Zawadzie będą się mogli przynajmniej dobrze
wysypiać, bo co do tego, co mi ktoś mówił, że w domu u Marjana
zaczęło straszyć, to chłopcy z tego się śmieją; Feliś także
niebardzo jest silny, ale szczególniej na Gabrjela trzeba uważać.
Przepraszam kochanego Marjana, że, nie wiedząc jeszcze, czy moja
prośba naco się przyda, już zgóry tak wszystko wypisuję, ale
ośmiela mnie do tego ufność w poczciwe serce Marjana i jego dla nas
życzliwość. Co do procentu, to stanowczo nie trzeba mi go
przysyłać, bo ja przecie rozumiem, że w Zawadzie złoto się nie
kopie. Niech tylko Marjan chłopców teraz przygarnie, a będę mu
wdzięczna do śmierci.
Wreszcie powiem już szczerze, że, choćbyśmy mieli za co
żyć, to i tak wolałabym, żeby chłopcy wyjechali teraz z Warszawy.
Tu jakieś dziwne wiatry wieją - Bóg wie czego nawiewają, zwłaszcza
do młodych głów. Wahałam się, czy wszystko otwarcie napisać, żeby
Marjana nie zrazić, ale trzeba powiedzieć prawdę. Chłopcy są
poczciwi i mają złote serca, ale z wielkim bólem wyznaję, że oni
jakoś inaczej już myślą, a pozornie, to nawet inaczej czują, niż
my. Ja się na nich nie skarżę, niech mnie Bóg broni, tylko
powiadam, jak jest i jakie jest to dzisiejsze pokolenie, które
musiało chodzić do rządowych szkół. Oni opierają się wpływom szkoły
z całej duszy, a jednak coś w nich wsiąkło, jakby obcego - a jak
potem przyszły jeszcze te wypadki i te wszystkie pojęcia i
przekonania, naniesione Bóg wie skąd i przez kogo, to się dzieciom
całkiem głowiny pozawracały. Wiem, że inteligentniejsi otrząsną się
z tego prędzej-później, zwłaszcza tak zdolne chłopcy, jak moje, ale
tymczasem niech się Marjan nie gniewa, jeżeli mu się czasem wyda,
że im nie chodzi już tak o to, o co nam chodziło i za co wylało się
tyle krwi i łez. Jak przyjdzie między nami do takiej rozmowy, to i
ja przekonywam, ile potrafię, a potem w nocy modlę się za nich i
popłaczę trochę do poduszki. Ale Marjan - to co innego. Marjan był
w Czechach na praktyce, widział świat i ludzi, więc potrafi w
niejednem ich przekonać i w niejednem im zaimponować - byle
cierpliwie, byle łagodnie, bo to dzieci. Oj, co za okropne czasy
przyszły, mój Marjanie, co za bieda! I przedtem było źle, ale
dawniej, jeśli się nieszczęście z dziećmi zdarzyło, to przynajmniej
dla Ojczyzny, a teraz można je stracić dla byle czego - i wtedy
żadnej już niema pociechy. Więc ja także i z tej przyczyny proszę,
żeby Marjan Felisia i Gabrjela na ten najgorszy czas przygarnął - i
po ojcowsku ich, w tem co potrzeba, oświecił. Dobrocią można ich do
wszystkiego doprowadzić, a ja się będę modliła, aby Bóg dał
Marjanowi jak najlepsze zdrowie. Mała Julka ręce stryjaszka całuje,
a ja proszę jeszcze, w razie gdyby były mrozy, o przysłanie jakich
ciepłych rzeczy, bo chłopcy mają tylko szynele. Dziękuję Marjanowi
zgóry za wszystko i pozostaję z wdzięcznością
Przywiązana
Zofja Nowicka.
P. S. Niech Gabrjel przeczyta w Zawadzie Marjanowi swoje
wiersze. Ja, jako matka, nie mogę o nich wydawać sądu, ale Krasucki
także powiada, że chłopiec ma ogromny talent".
CIĄG DALSZY TEKSTU W PEŁNEJ WERSJI