3
FERN
Dom prezentuje się jeszcze okazalej niż ostatnim razem, kiedy go widziałam. Parkuję samochód na przestronnym podjeździe, który pomieściłby w razie potrzeby jeszcze dwa kolejne. Moje odczucie wynika zapewne z faktu, że ostatnim razem byłam tutaj w roli potencjalnego nabywcy.
Teraz jestem jego właścicielką.
Emocje związane z zakupem nowego auta nieco już ostygły i niczym dziecko w świąteczny poranek, które szybko ulega czarowi nowej zabawki, zapominając o starej i ulubionej, nie marnuję czasu - podchodzę szybkim krokiem do drzwi i wsuwam klucz do zamka. Kiedy go przekręcam, nie mam już wątpliwości, że to mój dom, ponieważ drzwi otwierają się bez problemu i mogę wejść do środka.
Dobrze jest znów znaleźć się na etapie zakupu nowej nieruchomości, dysponować miejscem, które można naprawdę nazwać domem. Po śmierci Drew wynajmowałam mieszkanie w mieście, ale jak wie każdy wynajmujący, w lokalu należącym do kogoś innego pozostaje jedynie ustawić dekoracje. Marzyłam o tym, by znów mieć coś swojego. Dom, w którym będę mogła odcisnąć swój ślad i oto go mam.
Podobnie jak ostatnim razem, kiedy towarzyszył mi tu jeszcze Keegan, moją uwagę przyciągają szerokie schody, które pną się ku górze na samym środku holu. Zawsze chciałam mieć takie niezwykłe schody, które same w sobie są architektonicznym osiągnięciem. Nie mogę się już doczekać, aż w grudniu owinę poręcze świątecznymi ozdobami, zwłaszcza że jest tutaj sporo miejsca na choinkę, która będzie wzbudzała zachwyt w każdym, kto mnie odwiedzi w tym wyjątkowym czasie.
Pokój po prawej stronie będzie pełnił funkcję salonu, a ten po lewej - jadalni. Ale to pomieszczenie znajdujące się za schodami budzi moje największe emocje. Jest to kuchnia. Szczególnie że wygląda jak żywcem wyjęta z restauracji z gwiazdką Michelin. Marmurowe blaty zapewniają mnóstwo miejsca do przyrządzania posiłków, a bogate w pola płyty grzewcze umożliwią ustawienie wielu garnków. Nie brakuje tu również miejsca na podwójną lodówkę, nie wspominając o półce na wino. Podoba mi się nawet pomysł, żeby część kuchni była miejscem wyznaczonym do pieczenia ciast i pieczywa, moją prywatną przestrzenią do realizacji pasji, której zamierzam niebawem poświęcić sporo czasu.
Wszystko na parterze wygląda tak, jak powinno, wchodzę więc na piętro, żeby sprawdzić pozostałe pokoje. Są puste i gotowe do urządzenia. Główna sypialnia pomieści duże łoże, w trzech pozostałych również zmieszczą się łóżka. Jedno z pomieszczeń planuję przeznaczyć do innych celów. Może do malowania. Będę miała w końcu sporo wolnego czasu. Do tego dochodzi jeszcze imponująco urządzona łazienka z otwartym prysznicem oraz umywalkami i lustrami dla dwojga. W przewidywanej przyszłości będę mieszkała tutaj sama, ale doceniam ten akcent.
Nie powinnam również zapominać o finalnym detalu tego wspaniałego domu. Wychodzę na zewnątrz, do ogrodu na tyłach, i obejmuję wzrokiem idealnie przystrzyżony trawnik, otoczony z każdej strony rzędem zielonych iglaków. Zapewniają one idealną osłonę przed sąsiadami z każdej strony. Jestem za to wdzięczna, bo choć należę do przyjaznych osób, nie lubię wścibskich ludzi. Nie poznałam jeszcze swoich sąsiadów, ale mam nadzieję, że to się zmieni, bo z tego, co czytałam w sieci, mieszka tu sporo celebrytów, sportowców i przedsiębiorców, a to może oznaczać bardzo interesujące spotkania przy kolacji.
Pomysł przyrządzenia kolacji dla gości będzie jednak musiał jeszcze zaczekać, ponieważ pierwszą rzeczą, którą muszę tutaj zrobić, jest urządzenie domu, choć nie wymaga to ogromnego nakładu pracy. Planuję wynająć dekoratora wnętrz, który zmieni kolorystykę niektórych pomieszczeń, będę również potrzebowała dywanów, zanim pracownicy z firmy przeprowadzkowej wypakują to, co mam obecnie w przechowaniu. Są to meble, które sporo ostatnio podróżowały dzięki dwóm przeprowadzkom, które zaliczyłam w minionym roku.
Przenosiny do nowego domu są dużym przedsięwzięciem i większość ludzi woli odczekać kilka lat, zanim będą zmuszeni to zrobić i to wcale nie ze względu na koszty, ale na stres z tym związany. Ja zawsze lubiłam dramatyczne posunięcia, co może tłumaczyć, dlaczego po przeprowadzeniu się z Drew z Manchesteru do Arberness, teraz znów wracam do miasta. A wszystko to w ciągu jednego roku.
Jestem jednak świadoma, że teraz może być zupełnie inaczej. Gdyby Drew nie zasugerował wyjazdu na północ, nie byłoby potrzeby, żeby w ogóle się stąd ruszać. A gdyby nie posunął się do tego, co zrobił w Arberness, nie musiałabym tu przyjeżdżać po jego pogrzebie i wyciskać wszystkich tych łez, które musiałam uronić na pokaz.
Przeprowadzka do wioski Arberness była złem koniecznym. Musiałam się przekonać, czy mój mąż się zmienił po tym, jak odkryłam jego niewierność. Oblał jednak całkowicie ten test, więc oto jestem i zaczynam wszystko od nowa. Tym razem jednak moja przyszłość nie leży w rękach niegodnego zaufania mężczyzny: to ja nad wszystkim panuję. Choć technicznie rzecz biorąc, jestem obecnie zaangażowana w relację z innym człowiekiem, ma ona charakter zaledwie przelotny i nie wie o niej nikt poza mną i Rogerem. Dobrze się z nim bawię i niewykluczone, że z czasem zrobi się poważniej, ale na razie trzymam go na dystans. Nie chodzi o to, że upłynęło niewiele czasu od śmierci mojego męża, nie chcę po prostu mieszać się w coś, co sprawi, że moje szczęście znów będzie zależało od kogoś innego. Choć zawsze dobrze jest mieć towarzysza, potrafię przebywać sama ze sobą, a po trwającym ponad dekadę małżeństwie, nie ma sensu pędzić w kierunku kolejnego poważnego związku. Głównym jednak powodem, dla którego tak chętnie spowalniam wszystko to, co łączy mnie z Rogerem i żyję sama ze sobą, jest świadomość pewnej bardzo ważnej rzeczy.
Mężczyźni, przynajmniej ci ze złymi intencjami, wydają się budzić moje najgorsze demony.
Dochodzę do wniosku, że tak ważny dzień, jak dzisiejszy, nie nadaje się absolutnie na rozważania na temat przeszłości, więc odsuwam wszystkie te myśli na bok z zamiarem zachowania doskonałego nastroju.
Jestem przekonana, że w dużej mierze odniosę sukces.
O tych gorszych czasach najtrudniej jest mi zapomnieć zwłaszcza wtedy, kiedy układam się do snu.
Na szczęście wciąż świeci słońce i pora na sen jest jeszcze odległa, więc nie martwię się dłużej swoimi koszmarami, które mogą nawiedzić mnie dopiero w łóżku przed snem. Wybieram numer do firmy przeprowadzkowej, która powinna przywieźć kilka niezbędnych mi rzeczy, skoro już się tutaj formalnie wprowadziłam. Choć większość z nich pozostanie jeszcze w przechowaniu, bez niektórych nie dam sobie rady, a zalicza się do nich między innymi łóżko, lodówka oraz coś, na czym będę mogła usiąść, żeby zjeść posiłek. Kiedy nieprzyjemny facet z akcentem z północy informuje mnie, że furgonetka z moim rzeczami dotrze na miejsce w ciągu godziny, zabieram się za następne zadanie do wykonania - wchodzę na stronę sklepu online z produktami spożywczymi i z niekłamaną radością wypełniam koszyk wszelkiego rodzaju towarami, dzięki którym przetrwam pierwszy tydzień w moim nowym otoczeniu.
Przyjemnie jest móc zamawiać z supermarketu tyle, na ile mam ochotę, nie martwiąc się cenami. To kolejna korzyść związana z polisą ubezpieczeniową i wypłatą po śmierci Drew. Kiedy mój zmarły mąż zakładał tę polisę, oznajmiłam mu szczerze, że choć po jego śmierci zostanę milionerką, to zdecydowanie wolę, żeby był przy mnie i nie potrzebuję sterty pieniędzy, którą i tak nie będę miała się z kimś podzielić. Niestety później zrobił coś niewybaczalnego z Alice, kobietą, która musiała uważać się za lepszą ode mnie, dopóki nie dopadła jej kara za grzechy. Teraz cieszę się niezmiernie z faktu, że Drew nie żyje, a ja odziedziczyłam fortunę, której wydanie zabierze mi resztę życia.
Już zaczęłam to robić w całkiem udany sposób.
Z początku pomyślałam, że powinnam może ograniczyć wydatki na wczesnym etapie, ponieważ nie byłoby dobrze, gdyby ktoś obserwował, jak czerpię korzyści z ubezpieczenia mojego zmarłego męża. Co będzie, jeśli ludzie uznają, że żyję na zbyt wysokim poziomie i w zbyt dobrym nastroju, jak na wdowę w żałobie? Nie chciałam, żeby inni plotkowali na mój temat, a już z całą pewnością nie zamierzałam wzbudzać niczyich podejrzeń, że wykorzystałam tę okazję, zamiast żyć jak zasmucona wdowa, za którą wszyscy mnie uważali. Jednak po wszystkim, przez co przeszłam, zdałam sobie sprawę, że te obawy są zupełnie nieuzasadnione, gdyż każdy, kto mnie zna, powtarzał mi za każdym razem, że powinnam zrobić wszystko, żeby przejść ten ciężki okres, a jeśli miało to oznaczać zakup nowego samochodu czy domu, niech i tak będzie. Kim ci wszyscy ludzie byli, żeby mnie osądzać, skoro sami nie stracili swoich partnerów? Przekonanie wszystkich, że wewnątrz jestem wypełniona cierpieniem, okazało się niezwykle pomocne, ponieważ w ich oczach próbuję po prostu zrekompensować sobie pełną cierpienia pustkę, którą pozostawiło po sobie odejście Drew.
Nie mam z tym żadnego problemu.
Nie żałuję niczego, co wydarzyło się w Arberness i z wdzięcznością odbieram dostawę żywności oraz moich rzeczy przywiezionych z przechowalni. Zrobiłam wtedy to, co musiałam i zamierzam dalej robić wszystko, co konieczne, żeby uszło mi to na sucho. Po części oznacza to utrzymywanie w szczęściu wszystkich bliskich mi osób, bo jeśli uznają, że dobrze sobie radzę, nie będą wściubiać nosa w moją przeszłość. Dlatego właśnie robię kilka zdjęć mojego nowego domu i wysyłam je rodzicom, jak również kilkorgu z najlepszych znajomych. Chcę, żeby wszyscy widzieli, że wszystko u mnie w porządku i idę naprzód, a jeśli tak pomyślą, chętniej zajmą się swoim własnym życiem i nie będą się mną tak interesować. Doceniam to, że wszyscy się o mnie troszczą, ale dość tego.
Wróciłam i czuję się lepiej niż kiedykolwiek.
Jakby na potwierdzenie, po siedemnastej z przyjemnością otwieram drzwi mojemu nowemu mężczyźnie, który stoi w progu i ściska butelkę szampana. Na jego twarzy maluje się szeroki uśmiech.
- Szczęśliwego dnia przeprowadzki! - mówi Roger, po czym pochyla się, żeby dać mi buziaka. Wprowadzam go do środka, żebyśmy mogli otworzyć butelkę. Odkąd podszedł do mnie w barze w tamten piątkowy wieczór, tuż po moim powrocie do Manchesteru, stał się prawdziwym promykiem słońca w moim życiu. Chcąc udowodnić, jaki jest wspaniały, przyniósł również dwa kieliszki do szampana, domyślając się, że nie miałam pewnie okazji wypakować jeszcze swoich własnych.
Kiedy otwiera butelkę i napełnia oba kieliszki, przez moment oddaję się marzeniom na temat tego, jak mogłoby potoczyć się moje życie z Rogerem. Może pewnego dnia, za kilka dobrych miesięcy, ale niewykluczone, że nieco szybciej, w zależności od mojego samopoczucia, zapytam go, czy nie zechciałby się tutaj do mnie wprowadzić. Jestem prawie pewna, jak zabrzmi jego odpowiedź. Kto odmówiłby zamieszkania w takim domu jak ten?
A wtedy wrócę tam, gdzie zaczynałam, jeszcze przed całym tym dramatem w moim życiu - do mieszkania w mieście, które kocham, w domu, który kocham, z mężczyzną, którego kocham.
I wreszcie Arberness po prostu odejdzie z mojej pamięci.
Będzie tak, jakby Drew nigdy nie istniał.
I takie podejście bardzo mi pasuje.