Wawel. Biografia - Kamil Janicki

Kup ebooka

49.90 zł
27.45 zł (38,92 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRZY­PISY

1. SMOK WA­WEL­SKI

[1] Win­centy Ka­dłu­bek, Kro­nika pol­ska, przekł. i oprac. Bry­gida Kür­bis, Wro­cław-War­szawa 2003, ks. 1, rozdz. 5; Ma­rian Ple­zia, Le­genda o smoku wa­wel­skim, "Rocz­nik Kra­kow­ski" 1971, t. 42, s. 21-22; Mar­cin H. Gap­ski, Smok smo­kowi nie­równy - czyli rzecz o po­cho­dze­niu istot smo­czych w "Kro­nice pol­skiej" mi­strza Win­cen­tego zwa­nego Ka­dłub­kiem, "Rocz­niki Hu­ma­ni­styczne" 2010, t. 58, s. 8 i n.; Bry­gida Kür­bis, Ho­lo­pha­gus. O smoku wa­wel­skim i in­nych smo­kach [w:] Ars hi­sto­rica. Prace z dzie­jów po­wszech­nych i Pol­ski, red. Ma­rian Bi­skup, Po­znań 1976, s. 170 i n.; Ja­cek Ba­nasz­kie­wicz, Smok wa­wel­ski - czyli o po­trze­bie obec­no­ści po­twora u za­ra­nia dzie­jów oj­czy­stych [w:] Dwa ob­li­cza smoka, t. 2: Eseje, Kra­ków 2015, s. 11-13.
[2] To­masz Wę­cła­wo­wicz, Róża Go­dula-Wę­cła­wo­wicz, Mia­sta prze­śla­do­wane przez smoki [w:] Dwa ob­li­cza smoka, op. cit., s. 29-37; J. Ba­nasz­kie­wicz, Smok wa­wel­ski..., op. cit., s. 11.
[3] Mar­cin Biel­ski, Kro­nika to ie­sth, hi­sto­rya swiata, Kra­ków 1564, k. 340v; Elż­bieta Ma­ria Fir­let, Smo­cza jama na Wa­welu. Hi­sto­ria, le­genda, smoki, Kra­ków 1996, s. 96 i n.; M. Ple­zia, Le­genda o smoku wa­wel­skim, op. cit., s. 22-25; J. Ba­nasz­kie­wicz, Smok wa­wel­ski..., op. cit., s. 13-15.
[4] Krzysz­tof J. Czy­żew­ski, Smoki, ol­brzymy, zwie­rzęta przed­po­to­powe. O ko­ściach ko­pal­nych w ka­te­drze kra­kow­skiej [w:] Dwa ob­li­cza smoka, op. cit., s. 47 i n.
[5] Jan Dłu­gosz, Rocz­niki czyli Kro­niki sław­nego Kró­le­stwa Pol­skiego, ks. 1-2: do 1038, red. Jan Dą­brow­ski, War­szawa 2009, s. 188-189; Jo­achim Biel­ski, Kro­nika pol­ska Mar­cina Biel­skiego. Nowo przez Io­ach[ima] Biel­skiego syna iego wy­dana, Kra­ków 1597, s. 30; E.M. Fir­let, Smo­cza jama na Wa­welu..., op. cit., s. 7 i n., 34-40, 100; Ar­tur Rot­ter, Ma­riusz Sze­le­re­wicz, Smo­cza Jama w Wa­welu. Prze­wod­nik, Kra­ków 2005, s. 3 i n.; J. Ba­nasz­kie­wicz, Smok wa­wel­ski..., op. cit., s. 15.
[6] Mat­thew McLean, The Co­smo­gra­phia of Se­ba­stian Mün­ster. De­scri­bing the World in the Re­for­ma­tion, Al­der­shot 2007, s. 143 i n., zwł. 272. Rzeźba: A. Rot­ter, M. Sze­le­re­wicz, Smo­cza Jama w Wa­welu..., op. cit., s. 14.
[7] E.M. Fir­let, Smo­cza jama na Wa­welu..., op. cit., s. 100-108; Ju­lian Zin­kow, O królu Grak­chu (Kraku) i wa­wel­skim smoku-ca­ło­żercy [w:] idem, Kra­kow­skie po­da­nia, le­gendy i zwy­czaje, Kra­ków 2007, s. 28-29; Ma­rek Dę­bow­ski, E. Mur­ray (1751-1822) - obrońca pol­skiego oświe­ce­nia [w:] Przy­byl­ski i inni: O zna­cze­niu Kra­kowa i re­gionu w kul­tu­rze oświe­ce­nia, red. Ro­man Dą­brow­ski, Kra­ków 2019, s. 247 i n.
[8] Ja­cek Ba­nasz­kie­wicz, Pol­skie dzieje ba­jeczne Mi­strza Win­cen­tego Ka­dłubka, Wro­cław 1998; Je­rzy Strzel­czyk, Smok wa­wel­ski [w:] idem, Mity, po­da­nia i wie­rze­nia daw­nych Sło­wian, Po­znań 1998, s. 190-191; Mi­chał Ro­żek, Za­gadka smoka wa­wel­skiego [w:] idem, Mi­to­lo­gia Kra­kowa, Kra­ków 2009, s. 98-99; Ma­rek Par­chem, Bi­blijne ko­rze­nie le­gendy o smoku wa­wel­skim, czyli po­da­nie o ca­ło­żercy z "Kro­niki pol­skiej" Win­cen­tego Ka­dłubka i póź­niej­szych pol­skich prze­ka­zów kro­ni­kar­skich w re­la­cji do "Opo­wia­da­nia o wężu" z Księgi Da­niela (Dn 14,23-27), "Stu­dia Gdań­skie" 2016, t. 38, s. 17 i n.
[9] M. Ple­zia, Le­genda o smoku wa­wel­skim, op. cit., s. 25 i n.
[10] Adam Na­ru­sze­wicz, Hi­sto­rya na­rodu pol­skiego, t. 1, War­szawa 1824, s. 677; J. Ba­nasz­kie­wicz, Smok wa­wel­ski..., op. cit., s. 11-12; J. Strzel­czyk, Smok wa­wel­ski, op. cit., s. 191; E.M. Fir­let, Smo­cza jama na Wa­welu..., op. cit., s. 103 i n.; Nor­man Da­vies, Czło­wiek i tra­dy­cja. Praw­dziwa i zmy­ślona [w:] idem, Smok wa­wel­ski nad Ta­mizą. Eseje, po­le­miki, wy­kłady, Kra­ków 2002, s. 212 i n.; J. Zin­kow, O królu Grak­chu (Kraku)..., op. cit., s. 23-27.
[11] B. Kür­bis, Wstęp [w:] W. Ka­dłu­bek, Kro­nika pol­ska, op. cit., s. LXXXII i n.; E.M. Fir­let, Smo­cza jama na Wa­welu..., op. cit., s. 107.
[12] Jo­seph Strom­berg, Where Did Dra­gons Come From?, "Smi­th­so­nian Ma­ga­zine", 23 stycz­nia 2012; Ad­rienne Mayor, The First Fos­sil Hun­ters. Di­no­saurs, Mam­mo­ths, and Myth in Greek and Ro­man Ti­mes, Prin­ce­ton 2011; Grze­gorz Niedź­wiedzki, To­masz Su­lej, Je­rzy Dzik, A Large Pre­da­tory Ar­cho­saur from the Late Trias­sic of Po­land, "Acta Pa­la­eon­to­lo­gica Po­lo­nica" 2012, t. 57.
[13] Je­rzy Wy­ro­zum­ski, Dzieje Kra­kowa, t. 1: Kra­ków do schyłku wie­ków śred­nich, Kra­ków 1992, s. 64.

2. GRÓD KRAKA

[1] Zbi­gniew Pia­now­ski, Z dzie­jów śre­dnio­wiecz­nego Wa­welu, Kra­ków 1984, s. 23 i n.; An­drzej Ku­kliń­ski, Stan ba­dań nad osad­nic­twem i umoc­nie­niami śre­dnio­wiecz­nymi w po­łu­dniowo-za­chod­niej czę­ści Wa­welu, "Spra­woz­da­nia Ar­che­olo­giczne" 2005, t. 57, s. 275. Szczątki ne­an­der­tal­skie: Szy­mon Zdzie­błow­ski, Od­kryto naj­star­sze szczątki czło­wieka w Pol­sce; mają po­nad 100 tys. lat, Na­uka w Pol­sce 4 paź­dzier­nika 2018, https://na­ukaw­pol­sce.pl/ak­tu­al­no­sci/news%2C31267%2Cod­kryto-naj­star­sze-szczatki-czlo­wieka-w-pol­sce-maja-po­nad-100-tys-lat.html. Rzeź­nia ma­mu­tów: Piotr Woj­tal, Krzysz­tof Sob­czyk, Man and Wo­olly Mam­moth at the Kra­ków Spa­dzi­sta Street (B) - Ta­pho­nomy of the Site, "Jo­ur­nal of Ar­cha­eolo­gi­cal Science" 2005, t. 32.
[2] An­drzej Buko, Ma­ło­pol­ska "cze­ska" i Ma­ło­pol­ska "po­lań­ska" [w:] Zie­mie pol­skie w X wieku i ich zna­cze­nie w kształ­to­wa­niu się no­wej mapy Eu­ropy, red. Hen­ryk Sam­so­no­wicz, Kra­ków 2000, s. 146 i n.; idem, Za­nim po­wstało pań­stwo Pia­stów. O oso­bli­wo­ściach ziemi kra­kow­skiej IX-X wieku w świe­tle da­nych ar­che­olo­gii, "Stu­dia nad Dawną Pol­ską" 2015, t. 4, s. 40 i n.
.

OSZAR­PANA WA­PIENNA SKAŁA Wa­welu nę­ciła lu­dzi od nie­pa­mięt­nych cza­sów. Osie­dlano się lub przy­naj­mniej za­trzy­my­wano na niej, na­wet za­nim homo sa­piens do­tarł na zie­mie po­łu­dnio­wej Pol­ski. Naj­star­sze szczątki czło­wieka, kon­kret­nie zaś ne­an­der­tal­czyka, od­ko­pane na ob­sza­rze Rzecz­po­spo­li­tej mają około 115 000 lat. Ka­mienne na­rzę­dzia, które po­zo­sta­wili pierwsi znani by­walcy Wa­welu, są nie­wiele młod­sze. Sza­cuje się, że te zgrze­bła i pię­ściaki wy­ko­nano 100 000 lat temu.

Pre­hi­sto­ryczni my­śliwi i zbie­ra­cze nie za­miesz­ki­wali stale na wzgó­rzu. Ko­lejne wiel­kie zbio­ro­wi­sko pro­stych na­rzę­dzi da­tuje się mniej wię­cej na 30 000 lat p.n.e. Przy­naj­mniej oka­zjo­nal­nie na skale mu­sieli prze­by­wać łowcy ma­mu­tów. Za­le­d­wie kilka ki­lo­me­trów od Wa­welu na­tra­fiono na jedno z naj­więk­szych na­gro­ma­dzeń szkie­le­tów tych po­tęż­nych zwie­rząt w ca­łej Eu­ro­pie. O rzut ka­mie­niem od obec­nego kopca Ko­ściuszki od­na­le­ziono nie­mal 6000 odłam­ków ma­mu­cich ko­ści, po­cho­dzą­cych od 86 osob­ni­ków. We­dług pol­skich ar­che­olo­gów to ślad po swo­istej rzeźni z epoki ka­mie­nia.

Bo­gate ślady osad­nic­twa na Wa­welu po­cho­dzą też z prze­łomu epok brązu i że­laza, około 2500 lat temu. Nie­zwy­kle skąpe są z ko­lei re­likty cza­sów rzym­skich - za­le­d­wie kilka mo­net, pew­nie zgu­bio­nych długo po tym, jak an­tyczne im­pe­rium upa­dło[1]. Le­gen­darny Krak nie był jed­nak ani tro­pi­cie­lem ma­mu­tów, ani wa­tażką z cza­sów świet­no­ści bursz­ty­no­wego szlaku. Czło­wiek, który dał imię mia­stu, mu­siał żyć o wiele póź­niej. Nie­prze­rwane, zwarte osad­nic­two na Wa­welu da­tuje się do­piero od wcze­snego śre­dnio­wie­cza. Z VII czy VIII wieku po­cho­dzą głów­nie odłamki ce­ra­miki. Ale już na IX stu­le­cie przy­padł okres spek­ta­ku­lar­nego przy­spie­sze­nia. Zresztą nie tylko na wzgó­rzu czy na ob­sza­rze Kra­kowa, ale też w ca­łej tej czę­ści Ma­ło­pol­ski.

Nad górną Wi­słą za­częto na po­tęgę bu­do­wać nie­zwy­kle oka­załe i im­po­nu­jące swym roz­mia­rem grody. Sza­cuje się, że w re­gio­nie wznie­siono około trzy­dzie­stu ta­kich wa­rowni. Więk­szość miała po kilka hek­ta­rów po­wierzchni, oto­czo­nej wa­łami i pa­li­sa­dami. Nie­które prze­kra­czały jed­nak 10 hek­ta­rów. Wy­bu­do­wa­nie tak ogrom­nych for­tec, nie­mal nie­spo­ty­ka­nych w tym cza­sie w in­nych czę­ściach ziem pol­skich, wy­ma­gało pracy se­tek ro­bot­ni­ków i wy­kar­czo­wa­nia wiel­kich po­łaci la­sów. Za ini­cja­tywą mu­siała stać ja­kaś nie­ba­ga­telna siła po­li­tyczna. Przy­jęło się są­dzić, że było to ple­mię Wi­ślan. Czy też ra­czej: wy­bitny ród, który zdo­łał pod­po­rząd­ko­wać so­bie elity ple­mienne i sku­pić wy­si­łek lud­no­ści na pro­jek­tach, które w lo­kal­nej skali zda­wały się do­rów­ny­wać roz­ma­chem egip­skim pi­ra­mi­dom[2].

Źró­dła pi­sane z epoki prze­cho­wały za­le­d­wie okru­chy wia­do­mo­ści o tym, co działo się w Ma­ło­pol­sce w IX wieku. To i tak wię­cej, niż za­no­to­wano na te­mat po­zo­sta­łych pro­win­cji przy­szłej do­meny Pia­stów. Zwłasz­cza w spra­wie Wiel­ko­pol­ski, gdzie w ko­lej­nym stu­le­ciu miała na­ro­dzić się pań­stwo­wość, na ra­zie pa­no­wało zu­pełne mil­cze­nie.

Miano Wi­ślan pa­dło po raz pierw­szy w do­ku­men­cie zna­nym jako Geo­graf Ba­war­ski. Był to spis lu­dów miesz­ka­ją­cych na wschód od pań­stwa Fran­ków. Jego pier­wotną wer­sję spo­rzą­dzono około roku 830 w związku z po­stę­pu­ją­cym roz­pa­dem im­pe­rium Ka­rola Wiel­kiego. W ko­lej­nych de­ka­dach li­stę uzu­peł­niano, mię­dzy in­nymi na pod­sta­wie wia­do­mo­ści prze­ka­zy­wa­nych przez fran­kij­skich kup­ców prze­mie­rza­ją­cych zie­mie Sło­wian. W ten spo­sób na po­zy­cji 48 w spi­sie zna­leźli się "Uuislane". Ba­da­cze zgod­nie wi­dzą w tym za­pi­sie ze­psutą, zla­ty­ni­zo­waną wer­sję "Wi­ślan".

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki
.

A SA­MYM PO­CZĄTKU był po­twór. Była też pod­stępna zbrod­nia, za­bra­kło za to dziel­nego szew­czyka, a na­wet... smoka. Naj­star­sza wer­sja le­gendy o za­sie­dle­niu Wa­welu ma nie­wiele wspól­nego z po­wta­rza­nymi dzi­siaj ugrzecz­nio­nymi opo­wiast­kami dla dzieci. Hi­sto­rię prze­niósł na per­ga­min Win­centy zwany Ka­dłub­kiem - ka­pe­lan ksią­żęcy, wielki eru­dyta, wy­kształ­cony za­pewne na za­chod­nich uczel­niach, a wresz­cie bi­skup kra­kow­ski. Był to pierw­szy ro­dzimy dzie­jo­pis, au­tor Kro­niki pol­skiej po­wsta­łej na prze­ło­mie wie­ków XII i XIII.

U za­ra­nia pań­stwa pol­skiego Ka­dłu­bek wi­dział po­stać króla imie­niem Krak. Czy też ra­czej imie­niem Grac­chus, bo bi­skup, za­fa­scy­no­wany li­te­ra­turą kla­syczną, na­gmin­nie prze­ra­biał miej­scowe na­zwy wła­sne tak, aby do­dać im ła­ciń­skiego po­lotu. W myśl mitu za­ło­ży­ciel­skiego, przed­sta­wio­nego na kar­tach Kro­niki pol­skiej, Krak jako pierw­szy prze­ko­nał uczest­ni­ków sło­wiań­skiego wiecu, że "śmieszne jest oka­le­czałe by­dle" albo "bez­głowy czło­wiek". I że po­ważny kraj także po­trze­buje swo­jej głowy, a więc wo­dza. Człon­ko­wie zgro­ma­dze­nia ła­two po­znali, że prze­ma­wia do nich czło­wiek ob­da­rzony "da­rem wy­po­wia­da­nia głę­bo­kich my­śli". Po­sta­no­wili więc wy­brać Kraka na swo­jego pierw­szego mo­nar­chę. Nie za­wie­dli się. We­dług opo­wie­ści Ka­dłubka nowy król usta­no­wił w Pol­sce prawa, za­gwa­ran­to­wał wol­ność i za­dbał o spra­wie­dliwe sto­sunki spo­łeczne tak, by bo­gaci nie mo­gli dłu­żej cie­mię­żyć ma­lucz­kich. Za jego sprawą kraj zo­stał po­noć "do­pro­wa­dzony do świet­nego roz­kwitu". Wtedy jed­nak świeżo za­pro­wa­dzo­nemu po­rząd­kowi za­gro­ziła żar­łoczna be­stia.

"Był w za­ło­mach pew­nej skały okrut­nie srogi po­twór, któ­rego nie­któ­rzy zwać zwy­kli ca­ło­żercą" - pi­sał Ka­dłu­bek. Na po­trzeby opo­wie­ści stwo­rzył cał­kiem nowe słowo. Zbitka ho­lo­pha­gus, którą po­słu­żył się w kro­nice, niby to wzięta z ję­zyka grec­kiego, nie wy­stę­puje w żad­nym in­nym śre­dnio­wiecz­nym tek­ście. Ła­two jed­nak od­gad­nąć jej do­kładne zna­cze­nie. Tak jak na przy­kład ich­ty­opha­gus był ry­bo­żercą, tak mon­strum re­zy­du­jące "w za­ło­mach skały" było, cy­tu­jąc jed­nego z ba­da­czy le­gendy, "po­ły­ka­czem, po­chła­nia­ją­cym w ca­ło­ści, jed­nym hau­stem swoje ofiary".

Ka­dłub­kowe mon­strum, choć nie­sa­mo­wi­cie groźne, nie za­cho­wy­wało się jak dzi­kie, bez­ro­zumne zwie­rzę. Ho­lo­pha­gus po­tra­fił li­czyć i per­trak­to­wać. Szybko ster­ro­ry­zo­wał Po­la­ków, a ich króla ośmie­szył, czy na­wet wy­zuł z fak­tycz­nej wła­dzy. Po­twór ocze­ki­wał, że w każ­dym ty­go­dniu otrzyma kon­kretną, "wy­li­czoną" ilość by­dła. Je­śli ofiary nie do­star­czyły ha­ra­czu na czas i we wła­ści­wej licz­bie, to po­ły­kacz ka­rał je pro­por­cjo­nal­nie do skali na­ru­sze­nia kon­traktu. Po­ry­wał i po­że­rał tyle osób, ile bra­ko­wało wo­łów.

Krak nie był w sta­nie, jak pi­sał Ka­dłu­bek, "znieść tej klę­ski". Ale jako czło­wiek po­su­nięty w la­tach nie mógł też oso­bi­ście ru­szyć do boju z po­two­rem. Naj­waż­niej­sze za­da­nie po­wie­rzył swoim dwóm sy­nom. W dłu­giej prze­mo­wie za­grze­wał ich do walki i na­po­mi­nał, że nie wolno "uchy­lać się od sławy, która na­rzuca się sama". Za­zna­czył też jed­nak, że kró­le­wi­cze nie po­winni "wy­sta­wiać się zbyt­nio" i ry­zy­ko­wać, bo prze­cież są jego na­stęp­cami.

Po­tom­ko­wie Kraka na­tarli zbroj­nie na be­stię. A po­tem zro­bili to po­now­nie, po­now­nie i po­now­nie. "Do­świad­czyli po wie­lo­kroć otwar­tej mę­skiej walki", ale każda "próba sił" oka­zy­wała się da­remna. Ho­lo­pha­gus prze­pła­szał ich i żą­dał no­wych ofiar. Wresz­cie zde­spe­ro­wani kró­le­wi­cze po­su­nęli się do pod­stępu. "Za­miast by­dląt pod­ło­żyli w zwy­kłym miej­scu skóry by­dlęce, wy­pchane za­pa­loną siarką" - pi­sał Ka­dłu­bek. Nie­świa­domy ni­czego ca­ło­żerca "po­łknął je z wielką łap­czy­wo­ścią", po czym "za­du­sił się od bu­cha­ją­cych we­wnątrz pło­mieni".

W tym punk­cie iście ba­śniowa opo­wieść na­biera kry­mi­nal­nego po­smaku. Młod­szy z sy­nów Kraka, nie­rad, że brat ta­ra­suje mu drogę do tronu, wy­ko­rzy­stał oka­zję i kiedy tylko be­stia wy­dała ostat­nie tchnie­nie, rzu­cił się na kon­ku­renta z bro­nią. Do­ko­nał mor­der­stwa, po czym za­brał ciało star­szego kró­le­wi­cza i ze łzami wy­znał ojcu, że ten po­legł w walce z po­two­rem. Krak bez wa­ha­nia przy­jął taką wer­sję. Wkrótce umarł, szczę­śliwy, że wciąż ma dzie­dzica i że za sprawą bo­ha­ter­skich czy­nów syna pań­stwu nie grozi dłu­żej naj­więk­sze nie­bez­pie­czeń­stwo. Do­piero po zgo­nie władcy ka­inowa zbrod­nia wy­szła na jaw. "Młod­szy Krak", tylko tak okre­ślony w kro­nice, zo­stał ska­zany na wieczne wy­gna­nie, tron zaś prze­szedł w ręce je­dy­nej córki i ostat­niego ży­ją­cego dziecka wiel­kiego mo­nar­chy - kró­lewny Wandy. Ob­jęła ona wła­dzę nie tylko nad Pol­ską, ale też nad no­wym, sto­łecz­nym gro­dem.

"Na skale ca­ło­żercy wnet za­ło­żono sławne mia­sto. I póty nie za­prze­stano ob­rzę­dów po­grze­bo­wych [Kraka], póki nie zo­stały za­mknięte ukoń­cze­niem bu­dowy mia­sta" - pi­sał Ka­dłu­bek. Osada, jak stwier­dził, otrzy­mała miano "Grac­cho­via" od "imie­nia Grak­cha". Kro­ni­karz po­dał jed­nak także wer­sję al­ter­na­tywną: "Nie­któ­rzy na­zwali mia­sto Kra­ko­wem od kra­ka­nia kru­ków, które zle­ciały się tam do ścierwa po­twora"[1].

PO­SZU­KI­WA­NIA BE­STII

Kra­kow­ska le­genda o walce z lu­do­żer­czą be­stią nie była uni­ka­tem. W ca­łej Eu­ro­pie można na­li­czyć po­nad sto hi­sto­rycz­nych miast, na któ­rych her­bach pysz­nią się smoki. W wielu wy­pad­kach sym­bol przy­jęto wła­śnie dla­tego, że w myśl lo­kal­nych opo­wie­ści osady były nie­gdyś prze­śla­do­wane przez nie­na­wistne jasz­czury albo na­wet za­ło­żono je - jak "Grac­cho­vię" - na le­go­wi­skach be­stii.

Swoje smo­cze ba­śnie miały Pa­ryż i Rzym. We fran­cu­skiej sto­licy wiel­kiego węża po­ko­nał po­noć święty bi­skup, zresztą nie bro­nią, ale czy­stą per­swa­zją. Z ko­lei w Wiecz­nym Mie­ście smoka spę­tał pa­pież, na do­kładkę zaś wskrze­sił jego ofiary. O wal­kach ze smo­kami opo­wiada Bi­blia, stwory te były też znane kul­tu­rze an­tycz­nej. W XI wieku za­częły ro­dzić się opo­wie­ści o Świę­tym Je­rzym i kró­lew­nie, którą ura­to­wał przed smo­kiem. Po­tem, już w epoce Win­cen­tego Ka­dłubka, nowy im­puls do fa­scy­na­cji smo­kami przy­nio­sły wy­prawy krzy­żowe. Kro­ko­dyle na­po­ty­kane w kra­jach arab­skich w oczy­wi­sty spo­sób ko­ja­rzyły się bo­wiem przy­by­szom z Eu­ropy z lu­do­żer­czymi jasz­czu­rami zna­nymi z le­gend.

Także w Pol­sce nie bra­kuje re­lik­tów wiary w obec­ność smo­ków. Przed wie­kami po ca­łym kraju roz­siane były punkty okre­ślane mia­nem mi­gro­dów. Na­dal zresztą ist­nieje kilka miej­sco­wo­ści o ta­kiej na­zwie. Żmi­gród zaś, jak wy­ja­śnia znawca śre­dnio­wiecz­nego oglądu świata pro­fe­sor Ja­cek Ba­nasz­kie­wicz, to do­słow­nie gród żmija, miej­sce, któ­rego cha­rak­ter i lo­ka­li­za­cja spra­wiały, że ucho­dziło za sie­dli­sko po­nadna­tu­ral­nej be­stii.

Swoje smo­cze le­gendy i herb ze skrzy­dla­tym jasz­czu­rem ma Or­neta na War­mii. Rów­nież Żmi­gród koło Du­kli na Pod­kar­pa­ciu szczyci się smo­czą sym­bo­liką i po­siada przy­naj­mniej szcząt­kową opo­wieść o be­stii. Na tym tle Kra­ków wy­pada jed­nak wy­jąt­kowo. Le­genda o smoku wa­wel­skim oka­zała się nie­zwy­kle trwała, żywa i atrak­cyjna - nie tylko dla miesz­kań­ców grodu, ale też dla przy­by­szów, na­wet z naj­od­le­glej­szych kra­jów[2].

Na­stępcy Win­cen­tego Ka­dłubka przez stu­le­cia ocho­czo po­wta­rzali i prze­ra­biali mit trak­tu­jący o po­cząt­kach mia­sta. W no­wych wer­sjach już wprost pi­sano o smoku lub jasz­czu­rze, tak aby od­biorcy nie mieli trud­no­ści z wy­obra­że­niem so­bie groź­nego prze­ciw­nika Pra­po­la­ków. W Kro­nice pol­sko-ślą­skiej z końca XIII wieku le­genda zo­stała po­wie­lona nie­mal słowo w słowo. Au­tor nieco póź­niej­szej Kro­niki Dzierzwy do­dał do niej sta­ro­te­sta­men­towe na­wią­za­nie. Także król Da­niel miał bo­wiem w do­robku roz­prawę ze "smo­kiem ba­bi­loń­skim". W czter­na­sto­wiecz­nym dziele Pio­tra z By­czyny Krak za­stą­pił sy­nów i sam roz­pra­wił się ze smo­kiem. Taki wa­riant roz­wi­nął Jan Dłu­gosz. W naj­słyn­niej­szej pol­skiej kro­nice, spi­sa­nej w dru­giej po­ło­wie XV wieku, nie tylko ob­sa­dził Kraka w głów­nej roli, ale też po­zmie­niał ko­lej­ność wy­da­rzeń. Do­dał poza tym barwne szcze­góły, jak choćby do­kładną wy­so­kość ha­ra­czu prze­ka­zy­wa­nego po­two­rowi - równo trzy sztuki by­dła dzien­nie.

Krót­kie łapy, po­tężne pa­zury i wy­łu­pia­ste oczy­ska. Naj­star­sze znane wy­obra­że­nie smoka wa­wel­skiego, za­miesz­czone w Ko­smo­gra­fii Se­ba­stiana Mün­stera z 1550 roku.

W XVI wieku, za sprawą Mar­cina Biel­skiego, mit, do­tąd za­wsze spi­sy­wany po ła­ci­nie, do­cze­kał się pierw­szej wer­sji pol­sko­ję­zycz­nej. An­ta­go­ni­stą jest w niej "smok wielki w ja­mie", który "lu­dzi kradł i po­że­rał, a parą smro­dliwą za­bi­jał". Zgła­dził go oso­bi­ście "Gra­kus Książę", na­ka­zu­jąc, by w po­zba­wio­nym wnętrz­no­ści cie­lę­ciu umiesz­czono "siarkę, smołę i sa­le­trę z ogniem". Pod pió­rem Biel­skiego opo­wieść zy­skała też nowy, po­wta­rzany do dzi­siaj epi­log. Po­twór, ura­czony pa­lą­cym po­sił­kiem, ru­szył do Wi­sły i "pił wodę aż się roz­pękł".

Do­piero w epoce re­ne­sansu wpro­wa­dzono rów­nież do hi­sto­rii no­wego, nie­dy­na­stycz­nego bo­ha­tera. Na kar­tach her­ba­rza Bar­to­sza Pa­proc­kiego, wy­da­nego w roku 1584, można od­na­leźć wzmiankę, że to nie sam król, książę czy na­stępcy tronu, lecz szewc imie­niem Skuba wy­my­ślił pod­stępny spo­sób uni­ce­stwie­nia wroga. Wa­riant wszedł sztur­mem do ko­lej­nych kro­nik. I trudno się dzi­wić. Dla zwy­czaj­nych od­bior­ców prze­myślny rze­mieśl­nik był po­sta­cią znacz­nie bliż­szą od mo­nar­chy. Ła­twiej się z nim było iden­ty­fi­ko­wać, a na­wet od­czu­wać dumę z lo­kal­nego suk­cesu. Poza tym Skuba brzmiał po pro­stu... wia­ry­god­nie. Wy­da­wał się jakby ko­nieczny do do­mknię­cia fa­buły. "Gdzie ścierwo, tam szewcy, gdzie skóra, szy­cie i mo­de­lo­wa­nie jej, tam także oni" - ko­men­tuje je­den z ba­da­czy te­matu[3].

Hi­sto­ria smoka wa­wel­skiego stała się dla kra­ko­wian na­ma­cal­nie bli­ska. To chyba nie przy­pa­dek, że w śre­dnio­wie­czu na Wa­welu ulo­ko­wano ko­ścioły Świę­tego Mi­chała i Świę­tego Je­rzego - dwóch pa­tro­nów, sław­nych za sprawą he­ro­icz­nych zma­gań ze smo­kami. W trud­nym do okre­śle­nia mo­men­cie, ale ra­czej nie wcze­śniej niż w po­cząt­kach XIV stu­le­cia, umiesz­czono też mon­stru­alną pa­miątkę na mu­rze ka­te­dry. Przed za­chod­nim wej­ściem do naj­waż­niej­szej świą­tyni Wa­welu na łań­cu­chach za­wi­sły ogromne ko­ści. Znaj­dują się tam do dzi­siaj. We­dług oglę­dzin prze­pro­wa­dzo­nych w pierw­szych la­tach XX wieku przez zoo­loga Edwarda Nie­za­bi­tow­skiego są to lewa kość udowa ma­muta, dolna szczęka "ol­brzy­miego wie­lo­ryba ko­pal­nego" i czaszka no­so­rożca. Dawni by­walcy wzgó­rza rzecz ja­sna in­ter­pre­to­wali re­likty ina­czej. Na­wet je­śli nie uwa­żano ich za po­zo­sta­łość po kon­kret­nym smoku za­bi­tym przez Kraka, jego sy­nów lub szewca Skubę, to przy­naj­mniej za do­wód, że taki po­twór mógł ist­nieć na­prawdę. Osiem­na­sto­wieczny je­zu­ita Ga­briel Rzą­czyń­ski wy­ja­śniał z pełną po­wagą, że te i inne "ko­ści nie­zwy­kłego cię­żaru i kształtu" to na­wet w opi­nii zna­ko­mi­tych ana­to­mów "resztki smo­ków, które po­wódź No­ego wy­mu­liła"[4].

Za naj­waż­niej­szy do­wód rze­ko­mej byt­no­ści ca­ło­żercy pod Kra­ko­wem uwa­żano jed­nak samo wzgó­rze wa­wel­skie. Pier­wot­nie całe było ono po­zna­czone le­jami, roz­pa­dli­nami i pęk­nię­ciami. Win­centy Ka­dłu­bek mógł oglą­dać nie jedną, ale przy­naj­mniej kilka jam przy­wo­dzą­cych na myśl le­go­wi­ska "przed­po­to­po­wej" be­stii. Jesz­cze Jan Dłu­gosz w wieku XV pi­sał o Wa­welu: "Wi­dzieć można do dziś dnia na tej gó­rze wiele ja­skiń, w któ­rych miał prze­by­wać osła­wiony w pi­sem­nych i ust­nych po­da­niach smok, czyli zwierz prze­dziw­nej wiel­ko­ści, który dużo szkód miesz­kań­com tu­tej­szym miał za­da­wać". Za­łomy skalne, po­cząt­kowo trudno do­stępne, stały się z cza­sem kry­jów­kami zbi­rów i sze­roko ro­zu­mia­nego hul­taj­stwa. Za­pewne dla­tego król Zyg­munt Au­gust w 1565 roku na­ka­zał za­sy­pać "smo­cze jamy". Nie wszyst­kie jed­nak.

W XVI wieku z le­gen­dar­nym po­two­rem wią­zano już bar­dzo kon­kretny otwór u pod­nóża Wa­welu. Mar­cin Kro­mer no­to­wał po ła­ci­nie, że ta "głę­boka ja­ski­nia wy­drą­żona w ska­łach" była zwana "spe­cum dra­co­nis". Jo­achim Biel­ski, syn Mar­cina, jako pierw­szy za­pi­sał na­zwę po pol­sku. "Jest jesz­cze jego [smoka] jama pod zam­kiem, zo­wią [ją] Smo­cza Jama" - stwier­dził na kar­tach Kro­niki świata, wy­da­nej dru­kiem w roku 1597. Na my­śli miał tę samą ja­ski­nię z wy­lo­tem po­ło­żo­nym nad Wi­słą po po­łu­dniowo-wschod­niej stro­nie wzgó­rza, która jest obec­nie udo­stęp­niana tu­ry­stom. Kilka stu­leci temu pie­czara wy­glą­dała oczy­wi­ście ina­czej. Otwór wej­ściowy był znacz­nie mniej­szy, wnę­trze cia­śniej­sze, po­zba­wione ob­mu­ro­wań, schod­ków i fi­la­rów. Jama miała poza tym do­dat­kowy wy­lot da­lej na pół­noc, w za­kolu rzeki. Nie dało się na­to­miast po­ma­sze­ro­wać nią pro­sto na szczyt wzgó­rza. Obecne krę­cone schody na Wa­wel bie­gną we­wnątrz studni z cza­sów za­bo­rów. Przed wie­kami mu­siała róż­nić się też sieć ko­ry­ta­rzy. Ak­tu­al­nie trasa zwie­dza­nia obej­muje trzy po­łą­czone ko­mory, cią­gnące się na prze­strzeni około 80 me­trów. U schyłku XX wieku od­kryto też daw­niej za­blo­ko­wane, a kilka razy dłuż­sze boczne ko­ry­ta­rze. Po­dob­nych roz­ga­łę­zień pier­wot­nie było za­pewne wię­cej.

Le­gen­darny król Kra­kus na ry­ci­nie za­miesz­czo­nej w kro­nice Jo­achima Biel­skiego z 1597 roku. W pra­wym dol­nym rogu smok po­że­ra­jący ofiarę. W tle pyszni się pół­nocna fa­sada re­ne­san­so­wej re­zy­den­cji na Wa­welu. Od le­wej wi­dać bel­we­de­rek, dom króla, dom kró­lo­wej, łaź­nię naj­ja­śniej­szej pani i frag­ment ko­ścioła ka­te­dral­nego.

Obec­ność ja­skini po­bu­dzała za­in­te­re­so­wa­nie opo­wie­ścią o smoku wa­wel­skim. Z cza­sem pie­czara stała się wręcz swo­istą wi­zy­tówką Kra­kowa. W do­bie sar­ma­ty­zmu ocho­czo pi­sali o niej szla­checcy po­eci. Sta­ni­sław Sze­miot ry­mo­wał o Kraku, że "smoka z po­rady szewca struł pod górą, którą po dziś dzień wi­dać w skale z dawną dziurą". Sa­muel Twar­dow­ski opo­wia­dał o "smo­czej gło­wie" w "sto­łecz­nym Kra­ko­wie". Z ko­lei We­spa­zjan Ko­chow­ski uło­żył fraszkę, w któ­rej wy­śmie­wał grecki mit o Apol­li­nie za­bi­ja­ją­cym smoka. I zro­bił to, aby za­raz pod­kre­ślić, że rze­czą o wiele pew­niej­szą jest pra­dawny suk­ces Kraka w walce ze smo­kiem gra­su­ją­cym u pod­nóży pol­skiej sto­licy. Do smo­czego te­matu au­tor po­wró­cił też w wier­szu sła­wią­cym ko­ro­na­cję króla Mi­chała Ko­ry­buta Wi­śnio­wiec­kiego w 1669 roku. Stwier­dził w nim, że je­śli na­wet be­stia żyje "w pod­ziem­nej ka­wer­nie", to na wieść o przy­by­ciu no­wego mo­nar­chy sama z sie­bie "zdech­nie mi­zer­nie".

Ba­daczka dzie­jów ja­skini Elż­bieta Fir­let pod­kre­śla, że w tym cza­sie le­go­wi­sko ca­ło­żercy sta­no­wiło już oso­bli­wość nie tylko na skalę kraju, ale też kon­ty­nentu. Pro­fe­sor Ja­cek Ba­nasz­kie­wicz pi­sze po­dob­nie: że w do­bie no­wo­żyt­nej smok wa­wel­ski "tra­fił na sa­lony eu­ro­pej­skie"[5]. W nie­ma­łym stop­niu było to za­sługą Se­ba­stiana Mün­stera - nie­miec­kiego hu­ma­ni­sty, geo­grafa i teo­loga, sław­nego za sprawą mo­nu­men­tal­nej Ko­smo­gra­fii. Książka ta była skrzy­żo­wa­niem atlasu geo­gra­ficz­nego, en­cy­klo­pe­dii i prze­wod­nika po świe­cie. Naj­peł­niej­sza jej edy­cja, wy­dru­ko­wana w roku 1550, li­czyła po­nad 1200 stron i za­wie­rała 910 drze­wo­ry­tów oraz nie­mal 70 map. Był to nie­kwe­stio­no­wany mię­dzy­na­ro­dowy be­st­sel­ler, je­den z naj­więk­szych hi­tów wy­daw­ni­czych od czasu upo­wszech­nie­nia druku. W ciągu nie­spełna stu­le­cia uka­zało się około czter­dzie­stu wy­dań Ko­smo­gra­fii. Dzieło, na­pi­sane po nie­miecku, eks­pre­sowo do­cze­kało się tłu­ma­czeń na ła­cinę, fran­cu­ski, wło­ski i cze­ski. W obiegu znaj­do­wały się dzie­siątki ty­sięcy jego eg­zem­pla­rzy, do­cie­ra­jąc nie tylko do elit in­te­lek­tu­al­nych, ale też sze­ro­kiego od­biorcy; na tyle oczy­wi­ście, na ile ist­niał on w cza­sach re­ne­sansu i ba­roku. To fakt ważny dla hi­sto­rii smoka wa­wel­skiego, bo Mün­ster nie uchy­lał się na kar­tach swo­jego ma­gnum opus przed opi­sy­wa­niem nie­zwy­kłych stwo­rzeń i zja­wisk przy­rody. Czę­sto wy­ka­zy­wał zdrowy scep­ty­cyzm. Po­wąt­pie­wał w ist­nie­nie chi­mer i fe­nik­sów. Ale już kra­kow­ski ca­ło­żerca wy­dał mu się stwo­rze­niem zu­peł­nie re­al­nym i na tyle fa­scy­nu­ją­cym, że po­świę­cił mu nie­mal po­łowę ca­łego opisu pol­skiej sto­licy.

Geo­graf po­wtó­rzył mit nie­mal słowo w słowo za jed­nym z pol­skich kro­ni­ka­rzy, Mar­ci­nem Kro­me­rem. Ozdo­bił też jed­nak tekst od­po­wied­nią ry­ciną - pierw­szym za­cho­wa­nym wi­ze­run­kiem smoka wa­wel­skiego w dzie­jach. Na drze­wo­ry­cie wi­dać wzgó­rze, bryłę pa­łacu, a na pierw­szym pla­nie pa­stuszka ucie­ka­ją­cego w pa­nice przed smo­kiem, który aku­rat wy­pełza z jamy, aby po­żreć ni­czego nie­świa­dome owce. To jasz­czur na krót­kich ła­pach, za­koń­czo­nych po­tęż­nymi pa­zu­rami, peł­za­jący przy ziemi, z wiel­kimi, wy­łu­pia­stymi gał­kami ocznymi, uszami po­ło­żo­nymi po so­bie jak u mon­stru­al­nego psi­ska i z rzę­dem ostrych zę­bów. Nie tak ma­je­sta­tyczny jak rzeźba po­sta­wiona w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku przed wej­ściem do jamy, ale naj­wi­docz­niej dzia­ła­jący na wy­obraź­nię od­bior­ców Ko­smo­gra­fii. I to do ta­kiego stop­nia, że za­gra­niczni go­ście przy­by­wa­jący do Kra­kowa co­raz czę­ściej ży­czyli so­bie uj­rzeć sławną ja­ski­nię be­stii[6].

W 1574 roku do smo­czej jamy za­pu­ścił się An­dré The­vet, fran­cu­ski uczony to­wa­rzy­szący świeżo wy­bra­nemu na pol­ski tron Hen­ry­kowi Wa­le­zemu. Za­równo treść lo­kal­nej le­gendy, jak i opis pie­czary za­mie­ścił rok póź­niej na kar­tach wła­snej Ko­smo­gra­fii. Na po­czątku wieku XVII o "strasz­li­wej piw­nicy, we wnę­trzu któ­rej prze­by­wał smok", do­no­sił też do Włoch nun­cjusz apo­stol­ski Clau­dio Ran­goni. Z ko­lei nie­miecki geo­graf Georg Braun nie dość, że wzo­rem Mün­stera przed­sta­wił smo­czy te­mat czy­tel­ni­kom, to jesz­cze pod­jął próbę kla­sy­fi­ka­cji ga­tunku zwie­rząt zwa­nych "Ho­lo­pha­gus". Jak twier­dził, ta­kie same be­stie były no­to­wane przez Rzy­mian już w III wieku n.e.

Przy­kłady za­gra­nicz­nych uczo­nych, któ­rzy po­chy­lali się nad te­ma­tem smoka wa­wel­skiego, można mno­żyć. O śmier­tel­nym wrogu Kraka pi­sał Ales­san­dro Gu­agnini, Włoch, choć osia­dły w Kra­ko­wie. Pi­sali też Fran­cuz Be­no­ist Ri­gaud, Ślą­zak Adam Schröter czy Nie­miec An­dreas Cel­la­rius. I nie­mal każdy z eks­per­tów, za­równo ro­dzi­mych, jak i ob­cych, wie­rzył, że przy­ta­cza re­la­cję opartą na fak­tach, nie zaś bajkę.

Z ja­kie­go­kol­wiek scep­ty­cy­zmu jako pierw­szy zwie­rzył się do­piero Mar­cin Kro­mer, two­rzący w po­ło­wie XVI wieku. Pi­sał, że nie jest w sta­nie oce­nić, czy smo­cza nar­ra­cja to "wy­mysł". Za­cho­wa­nej jamy nie uwa­żał zaś za do­wód w spra­wie, bo ta prze­cież "i z przy­ro­dze­nia mo­gła sta­nąć". A więc: po­wstać w spo­sób na­tu­ralny. W XVII wieku po­dobna kry­tyka nie­mal się nie zda­rzała. Z ostrym pro­te­stem prze­ciwko bra­niu le­gendy na se­rio wy­stą­pił za to two­rzący u sa­mego schyłku I Rzecz­po­spo­li­tej Ema­nuel Mur­ray - dzien­ni­karz, hi­sto­ryk, spo­lo­ni­zo­wany Fran­cuz osia­dły w Kra­ko­wie. W rę­ko­pi­śmien­nym prze­wod­niku po mie­ście z roku 1787 przy­znał, że w ogóle nie chciał oglą­dać ja­skini, która dała kro­ni­ka­rzom pre­tekst do po­pusz­cza­nia wo­dzy fan­ta­zji. "Ta­kie mia­sto [jak Kra­ków] do [zwięk­sze­nia] chwały swo­jej, żad­nych ba­jecz­nych nie po­trze­buje ozdób" - stwier­dził.

Ko­men­tarz do­brze wpi­sy­wał się w nową epokę szkiełka, oka i na­uko­wego ry­goru. Wła­śnie na prze­ło­mie XVIII i XIX wieku tama wresz­cie pę­kła. Jed­no­cze­śnie z po­wie­ściami i dra­ma­tami przy­bli­ża­ją­cymi le­gendę ma­som po­sy­pały się mniej czy bar­dziej fa­chowe ko­men­ta­rze ba­da­czy szu­ka­ją­cych re­al­nego kon­tek­stu opo­wie­ści. Adam Na­ru­sze­wicz usi­ło­wał od­gad­nąć źró­dła smo­czej sym­bo­liki. Ka­rol Szaj­no­cha szu­kał ob­cych ana­lo­gii, pod­czas gdy Jó­zef Wa­wel-Lo­uis po­sta­wił na re­li­gijne roz­wią­za­nia ta­jem­nicy kra­kow­skiej be­stii. Śledz­two w spra­wie smoka wa­wel­skiego, za­po­cząt­ko­wane nie­mal ćwierć ty­siąc­le­cia temu, na do­brą sprawę trwa na­dal[7].

U ŹRÓ­DEŁ LE­GENDY

Dzi­siaj wia­domo już z całą pew­no­ścią, że Win­centy Ka­dłu­bek zmy­ślał. Spe­cja­li­ści róż­nią się jed­nak w oce­nie tego, jak da­leko po­su­nął się w kon­fa­bu­la­cjach. Wbrew opo­wie­ściom kra­kow­skiego bi­skupa Pol­ska wcale nie za­częła się na Wa­welu. Zresztą dzie­jo­pis do­brze zda­wał so­bie z tego faktu sprawę. Znał tra­dy­cje dy­na­stii Pia­stów, słusz­nie lo­ku­jące pra­po­czątki rodu i pań­stwa w Wiel­ko­pol­sce. Te wy­dały mu się jed­nak nie­wy­star­cza­jące i zbyt obce.

Ka­dłu­bek czer­pał ze star­szej o nie­mal stu­le­cie kro­niki wę­drow­nego mni­cha, umow­nie na­zy­wa­nego Gal­lem. Ano­ni­mowy ob­co­kra­jo­wiec, two­rzący w oto­cze­niu dworu ksią­żę­cego, zdo­łał wy­mie­nić tylko trzech wład­ców rzą­dzą­cych pań­stwem Pia­stów w cza­sach "przed­hi­sto­rycz­nych", po­prze­dza­ją­cych chrzest Mieszka I w roku 966. Prze­ka­zał ich imiona i nie­wiele wię­cej. Ka­dłu­bek nie tylko ubar­wił nar­ra­cję, ale też... do­dał do niej kil­ka­na­ście stu­leci wcze­śniej­szej hi­sto­rii, peł­nej chwa­leb­nych i spek­ta­ku­lar­nych zwro­tów ak­cji.

W jego wer­sji dzie­jów Po­lacy sta­no­wili eu­ro­pej­ską po­tęgę, na­wet za­nim Krak zwień­czył skro­nie kró­lew­ską ko­roną. Kon­tro­lo­wali ogromną część kon­ty­nentu i z po­wo­dze­niem pro­wa­dzili wojny z Ga­lami. Po­tem, już po zgła­dze­niu smoka, sta­wili czoła Alek­san­drowi Wiel­kiemu. Za sprawą no­wego pod­stępu po­ko­nali po­tęż­nego Ma­ce­doń­czyka, który, po­nió­sł­szy ogromne straty, "z garstką woj­ska le­dwo uszedł nie­sła­wie". Wresz­cie pol­ski król, Le­stek III, roz­gro­mił także Rzy­mian, a Ju­liu­sza Ce­zara zmu­sił, by od­dał mu swą sio­strę za żonę.

To wszystko rzecz ja­sna wcale się nie zda­rzyło. Ka­dłu­bek miał sła­bość do tra­dy­cji an­tycz­nych. Po­szat­ko­wał je i po­prze­ra­biał tak, aby wpi­sać Kra­ków i Pol­skę w wiel­kie dzieje wcze­śniej­szych epok. Nie­wiele się przy tym przej­mo­wał re­ali­zmem i wia­ry­god­no­ścią opo­wie­ści. Ze smo­kiem wa­wel­skim sprawa mo­gła wy­glą­dać po­dob­nie.

Od dawna szu­kano po­ten­cjal­nych źró­deł in­spi­ra­cji, któ­rymi po­słu­żył się oczy­tany bi­skup. Zda­niem róż­nych ba­da­czy Ka­dłu­bek po­sił­ko­wał się tra­dy­cją bi­blijną, szu­kał wska­zó­wek w po­pu­lar­nych za jego cza­sów be­stia­riu­szach albo też czer­pał na­tchnie­nie z pa­ry­skiej le­gendy o po­ko­na­niu smoka, ży­wej w mie­ście, w któ­rym kro­ni­karz być może od­był stu­dia za­gra­niczne. Wy­su­wano po­gląd, że zręczny eru­dyta po­łą­czył różne wzmianki i mo­tywy w nową ca­łość. Nie jest to jed­nak naj­po­pu­lar­niej­sze roz­wią­za­nie za­gadki[8].

We­dług zna­nej teo­rii au­tor Kro­niki pol­skiej nie był aż tak ory­gi­nalny. Miał się­gnąć po jedno kon­kretne, oczy­wi­ście an­tyczne dzieło: tak zwany Ro­mans o Alek­san­drze, któ­rego naj­star­szą wer­sję spi­sano w III wieku n.e. Był to sza­le­nie po­pu­larny zbiór fan­ta­stycz­nych opo­wie­ści o wiel­kim Ma­ce­doń­czyku, tłu­ma­czony i prze­ra­biany aż do epoki no­wo­żyt­nej. Ory­gi­nał po­wstał po grecku, ale różne wa­rianty funk­cjo­no­wały mię­dzy in­nymi w ję­zy­kach kop­tyj­skim, ar­meń­skim, sy­ryj­skim, per­skim i arab­skim. Krą­żyły też, a jakże, od­pisy ła­ciń­skie. Po­szcze­gólne re­dak­cje róż­niły się od sie­bie. W kilku wschod­nich wer­sjach na­mie­rzono zaś hi­sto­rię łu­dząco po­dobną do le­gendy o smoku wa­wel­skim.

W Ro­man­sie o Alek­san­drze rów­nież wy­stę­puje smok, za­miesz­kały w ja­skini nad rzeką i do­ma­ga­jący się co­dzien­nego ha­ra­czu w sztu­kach by­dła. Be­stia ta po­żera ofiary w ca­ło­ści, jed­nym chap­nię­ciem, zu­peł­nie jak Ka­dłub­kowy, na­zwany prze­cież z grecka, ho­lo­pha­gus. Także upa­dek po­twora jest nie­mal zbieżny z lo­sem kra­kow­skiej po­czwary. Alek­san­der Wielki na­ka­zuje za­bić dwa wiel­kie woły, "ścią­gnąć z nich skóry i usu­nąć mięso, a skóry ich wy­peł­nić gip­sem, smołą, oło­wiem i siarką i pod­ło­żyć je na tym sa­mym miej­scu" co zwy­cza­jowe ofiary. Zna­cząco różni się tylko fi­nał opo­wie­ści. Smok nie umiera od sa­mego po­siłku, choć zo­staje otu­ma­niony. Alek­san­der wy­ko­rzy­stuje sy­tu­ację: po­leca roz­pa­lić miech ko­wal­ski i rzu­cać do pasz­czy zwie­rza go­rące spi­żowe kule. Do­piero to spra­wia, że be­stia wy­daje ostat­nie tchnie­nie.

"Po­do­bień­stwo oby­dwu wąt­ków jest ude­rza­jące i nie może ule­gać wąt­pli­wo­ści" - pod­kre­ślał pro­fe­sor Ma­rian Ple­zia, który naj­sze­rzej za­jął się te­ma­tem. Nie zna­czy to jed­nak, że teo­ria po­zba­wiona jest ja­kich­kol­wiek wad. Smo­czy epi­zod wy­stę­puje w wer­sjach sy­ryj­skiej i kop­tyj­skiej Ro­mansu, bra­kuje go na­to­miast w re­dak­cjach ła­ciń­skich z wcze­snego śre­dnio­wie­cza, a więc w wer­sjach, które znano w Eu­ro­pie za ży­cia bi­skupa Win­cen­tego. Pro­fe­sor Ple­zia twier­dził jed­nak, że Ka­dłu­bek mógł ze­tknąć się pod­czas stu­diów z ja­kimś in­nym wa­rian­tem Ro­mansu, który nie za­cho­wał się do na­szych cza­sów. Kro­ni­karz przy­zna­wał zresztą, że była mu znana "księga li­stów Alek­san­dra, za­wie­ra­jąca bli­sko dwie­ście epi­stoł". Dzieło ta­kie można ostroż­nie iden­ty­fi­ko­wać wła­śnie jako za­gi­nioną wer­sję Ro­mansu. Nie da się też wy­klu­czyć, że dzie­jo­pis usły­szał ustną opo­wieść, prze­ka­zaną na przy­kład przez któ­re­goś z uczest­ni­ków wy­praw krzy­żo­wych do Ziemi Świę­tej. Po­tem zaś wplótł le­gendę w ba­jeczne dzieje Pol­ski.

W opi­nii naj­więk­szych scep­ty­ków tak wy­raźna in­spi­ra­cja Ro­man­sem za­myka cały te­mat źró­deł kra­kow­skiego mitu. Nie bra­kuje spe­cja­li­stów, któ­rzy są­dzą, że wą­tek ca­ło­żercy zo­stał sztucz­nie prze­szcze­piony na lo­kalny grunt. I był tak samo obcy pol­skiej tra­dy­cji jak opo­wiastki o woj­nach Le­chi­tów z ma­ce­doń­ską fa­langą i z le­gio­nami Ce­zara. Prze­wa­żają jed­nak głosy bar­dziej sto­no­wane. Uważa się, że nar­ra­cja o ja­kiejś be­stii, którą na­le­żało po­ko­nać, aby mógł po­wstać Kra­ków, była znacz­nie star­sza; że funk­cjo­no­wała ona ust­nie przed Ka­dłub­kiem, choć w wer­sji prost­szej, a pew­nie i bar­dzo róż­nej od zna­nej fa­buły. Bi­skup, jak ko­men­to­wał Ma­rian Ple­zia, "za­stał ją i tylko li­te­racko opra­co­wał". To by po czę­ści tłu­ma­czyło, dla­czego le­genda o smoku na stałe wro­sła w pol­ską świa­do­mość, pod­czas gdy inne Ka­dłub­kowe ba­śnie skre­ślono jako czy­sty wy­mysł[9].

Pier­wot­nej tre­ści mitu trudno się na­wet do­my­ślać. A jed­nak ba­da­cze od stu­leci po­dej­mują ta­kie próby. Wie­lo­krot­nie su­ge­ro­wano, że za fa­sadą walki ze smo­kiem kryła się ja­kaś hi­sto­ryczna ry­wa­li­za­cja zbrojna, to­czona nad górną Wi­słą. Bądź co bądź, ca­ło­żerca z Kro­niki pol­skiej za­cho­wuje się jak wrogi władca lub oku­pant, ocze­ku­jący ha­ra­czu. Adam Na­ru­sze­wicz u schyłku XVIII stu­le­cia pi­sał, że smo­kiem byli tak na­prawdę ko­czow­ni­czy Awa­ro­wie, że­ru­jący na lud­no­ści sło­wiań­skiej. Inni au­to­rzy wią­zali le­gendę z wal­kami mię­dzy­ple­mien­nymi albo cho­ciażby z po­ko­na­niem roz­bój­ni­ków, któ­rzy za­ło­żyli bazę wy­pa­dową w za­ło­mach skały, na któ­rej po­tem po­wstało mia­sto. Jest jesz­cze cał­kiem świeża teo­ria Nor­mana Da­viesa - tak buń­czuczna, że wy­pada wąt­pić, czy sam au­tor trak­to­wał ją po­waż­nie. W zbio­rze ese­jów Smok wa­wel­ski nad Ta­mizą znany wa­lij­ski hi­sto­ryk ogło­sił, że le­genda o kra­kow­skim smoku ma cel­tyc­kie ko­rze­nie. I że jest to hi­sto­ria o "czar­nym cha­rak­te­rze, wo­jow­ni­czym uzur­pa­to­rze Kraku, który knuje, aby po­zba­wić smoka-księ­cia na Wa­welu jego ro­do­wych praw". Ca­ło­żerca to bo­wiem, w myśl wy­wo­dów pro­fe­sora Da­viesa, władca pier­wot­nie cel­tyc­kiego Kra­kowa, któ­rego usu­nęli z tronu sło­wiań­scy na­jeźdźcy. I tylko nie ma na rzecz ta­kiej wer­sji zda­rzeń żad­nych prze­ko­nu­ją­cych ar­gu­men­tów[10].

Daw­niej po­pu­larny był jesz­cze po­gląd, że smok sym­bo­li­zo­wał po­gań­stwo, a jego zgła­dze­nie ozna­czało chry­stia­ni­za­cję. W now­szej na­uce zwraca się jed­nak ra­czej uwagę na mocno świecki cha­rak­ter Ka­dłub­ko­wej le­gendy. Po­lacy zwy­cię­żają w niej nie za sprawą wiary czy wspar­cia bo­skiego, ale dzięki spryt­nemu for­te­lowi. Au­torka pol­skiego prze­kładu kro­niki, pro­fe­sor Bry­gida Kür­bis, wi­działa w tym do­wód bar­dzo sta­rej, nie­chrze­ści­jań­skiej ge­nezy mitu[11].

Wresz­cie funk­cjo­nują in­ter­pre­ta­cje przy­ziemne, można by wręcz po­wie­dzieć - prak­tyczne. Wpraw­dzie ko­ści za­wie­szone przed wej­ściem do ka­te­dry wa­wel­skiej tra­fiły tam za­pewne długo po tym, jak Ka­dłu­bek spo­pu­la­ry­zo­wał le­gendę o Kraku, ale prze­cież nie były ra­czej pierw­szym ta­kim zna­le­zi­skiem w oko­licy Kra­kowa. Je­śli w ja­ski­niach zna­czą­cych bryłę wzgó­rza w cza­sach przed­hi­sto­rycz­nych wy­grze­bano po­tężne, trudne do zi­den­ty­fi­ko­wa­nia ko­ści, mo­gły one dać po­czą­tek na­wet naj­bar­dziej nie­stwo­rzo­nym opo­wie­ściom.

We współ­cze­snej pa­le­on­to­lo­gii prze­wija się zresztą po­gląd, w myśl któ­rego za wielką po­pu­lar­no­ścią smo­ków w kul­tu­rze daw­nych wie­ków stały mię­dzy in­nymi zna­le­zi­ska szcząt­ków di­no­zau­rów. Aku­rat ob­szary nad Wi­słą nie ob­fi­tują w ko­ści tych pre­hi­sto­rycz­nych stwo­rów. W erze me­zo­zo­icz­nej więk­szość ob­szaru na­szego kraju po­kry­wało mo­rze, ba­da­cze tra­fiają więc głów­nie na od­ci­ski stóp po­tęż­nych ga­dów. W 2006 roku w Li­so­wi­cach na Ślą­sku - w od­le­gło­ści nieco po­nad 100 ki­lo­me­trów od Wa­welu - od­ko­pano jed­nak ska­mie­niały szkie­let du­żego, dwu­noż­nego dra­pież­nika nie­zna­nego wcze­śniej ga­tunku. W opi­nii pa­le­on­to­lo­gów be­stia gra­so­wała na zie­miach po­łu­dnio­wej Pol­ski 200 mi­lio­nów lat temu. Miała wa­żyć około tony i mie­rzyć do 5 me­trów dłu­go­ści. Od­krywcy nadali jej, a jakże, ofi­cjalne, na­ukowe miano Smoka Wa­wel­skiego[12].

Może taki lub inny "smok" fak­tycz­nie za­miesz­ki­wał kie­dyś w kra­kow­skich gro­tach. A może ra­czej u pod­nóży wzgó­rza zna­le­ziono ko­ści wiel­kiego ba­wołu, ma­muta lub in­nego ta­jem­ni­czego stwo­rze­nia. Ze względną pew­no­ścią da się stwier­dzić tylko jedno. Zda­niem nie­mal wszyst­kich znaw­ców te­matu w pier­wot­nej le­gen­dzie o za­ło­że­niu przy­szłej sto­licy Pol­ski zga­dza się przy­naj­mniej miano głów­nego bo­ha­tera. W świe­tle ba­dań ję­zy­ko­wych mia­sto uzy­skało na­zwę od imie­nia wła­snego. Mu­siał więc ist­nieć ja­kiś praw­dziwy Krak z krwi i ko­ści[13].