Watykański labirynt. Zamach na Jana Pawła II, zabójstwo Roberta Calviego, zaginięcie Emanueli Orlandi - Agnieszka Zakrzewicz


Reflow text when sidebars are open.
Zamach na Jana Pawła II, zabójstwo Roberta Calviego, zaginięcie Emanueli Orlandi to jedne z najbardziej tajemniczych i do tej pory niewyjaśnionych wydarzeń historii współczesnej. Te trzy tragedie - następujące jedna po drugiej w pierwszych latach pontyfikatu Karola Wojtyły - są jak labirynt, do którego wchodzi się w poszukiwaniu prawdy i z którego nie można już wyjść. To wpleciona w kontekst zimnej wojny łamigłówka kryminalno-historyczna, której od ponad trzydziestu lat nie mogą rozwiązać ani śledczy i prokuratura, ani dziennikarze. Prawda jest tak skomplikowana, że nie wiadomo, czy kiedykolwiek uda się wszystko wyjaśnić.
Dlatego książka ta ma na celu zebranie świadectw osób, które z zamachem na Jana Pawła II, zabójstwem Roberta Calviego lub zaginięciem Emanueli Orlandi miały wiele wspólnego albo zajmowały się tymi sprawami zawodowo, często przez lata, i z tych powodów są najbardziej kompetentne, aby mówić o faktach, wydarzeniach, dokumentach, dowodach, prawdziwych lub fałszywych tropach.
Ilario Martella i Rosario Priore to dwaj włoscy sędziowie śledczy, którzy prowadzili drugie i trzecie dochodzenie w sprawie zamachu na papieża - bez wątpienia to właśnie oni potrafią udzielić najwięcej istotnych i interesujących informacji na ten temat. Carlo Calvi jest synem zabitego bankiera, a Pietro Orlandi od lat poszukuje zaginionej siostry, dlatego ich głosy są bardzo ważne. Prawnik Ferdinando Imposimato - były sędzia śledczy i adwokat matki Emanueli - poświęcił wiele lat, by znaleźć rozwiązanie. Jego zdaniem porwanie młodej obywatelki watykańskiej jest konsekwencją oraz kontynuacją zamachu na papieża - w obu przypadkach mocodawcą była Moskwa, a organizatorami i wykonawcami wywiad bułgarski oraz Szare Wilki. Uprowadzona dziewczyna nadal żyje i stała się ofiarą syndromu sztokholmskiego. Imposimato wraz z dziennikarzem Sandrem Provvisionatem napisali książkę Zamach na Papieża, która ukazała się w 2011 roku także w Polsce. Profesor Francesco Bruno - znany włoski kryminolog - był przesłuchiwany przez sędziego Priore w ramach dochodzenia "Papa-ter". Arturo Mari - oficjalny fotograf papieża - trzynastego maja 1981 roku znajdował się na placu Świętego Piotra zaledwie kilka kroków od Jana Pawła II, gdy Mehmet Ali A?ca do niego strzelał. Marco Ansaldo - watykanista włoskiego dziennika "La Repubblica" - i Yasemin Taşk?n - korespondentka tureckiego dziennika "Sabah" - są autorami książki Uccidete il Papa (Zabijcie papieża). Wielokrotnie spotkali się z tureckim zamachowcem. Ich zdaniem próbę zabicia przywódcy Kościoła katolickiego podjęły i sfinansowały Szare Wilki, które potrzebowały rozgłosu z powodów politycznych, a ślad bułgarski był operacją dezinformacji prowadzoną przez CIA. Christo Petrov, wieloletni bułgarski korespondent w Rzymie, od samego początku śledził dochodzenie w sprawie zamachu oraz proces, w którym oskarżono także jego rodaków, i uważa, że CIA nie ma nic wspólnego z Bulgarian connection, gdyż był on owocem nadgorliwości ideologicznej pewnych przedstawicieli mediów. Brytyjski dziennikarz Philip Willan śledził natomiast proces w sprawie zabójstwa Roberta Calviego i napisał książkę Last Supper (Ostatnia Wieczerza) o tajemniczej śmierci "bankiera Boga". Z inicjatywy Maurizia Turco - deputowanego partii Włoscy Radykałowie - doszło do interpelacji parlamentarnej dotyczącej rekwizycji sądowych w sprawie Calviego, na które Watykan nigdy nie odpowiedział. Raffaella Notariale, włoska dziennikarka telewizyjna, odkryła w Bazylice Świętego Apolinarego w Rzymie grobowiec Enrica De Pedisa - legendarnego szefa bandy z Magliany, i wraz z Sabriną Minardi, byłą kochanką rzymskiego przestępcy, napisała książkę Segreto criminale (Tajemnica kryminalna). Zeznania Minardi z kolei skierowały prokuraturę, prowadzącą dochodzenie w sprawie zaginięcia Emanueli Orlandi, właśnie na trop bandy z Magliany. Mister X -Polak od lat żyjący we Włoszech - w 1983 roku został zatrzymany przez policję jako rzekomy "Amerykanin", który prowadził pertraktacje w imieniu porywaczy obywatelki watykańskiej, szantażujących Watykan i żądających uwolnienia A?cy. Gianluigi Nuzzi, autor dwóch głośnych bestsellerów, podjął natomiast trop weryfikowany przez włoskich śledczych, wskazujący na to, że powodem zaginięcia nastolatki były pobudki seksualne i być może nigdy nie opuściła ona Bazyliki Świętego Apolinarego, gdzie zginęła.
Wreszcie Piotr Litka - znany polski dziennikarz, reporter TVN-owskiego Superwizjera - wraz z Grzegorzem Głuszakiem napisał książkę Skompromitować papieża. Nieznane fakty i dokumenty dotyczące Jana Pawła II. Dlaczego również jego zaprosiłam do rozmowy? Pozornie wydaje się, że prowokacja obyczajowa, polegająca na podrzuceniu pamiętników Ireny Kinaszewskiej do domu księdza Bardeckiego w 1983 roku, nie ma absolutnie nic wspólnego z zamachem na Jana Pawła II i zaginięciem Emanueli Orlandi. Jeżeli jednak prześledzi się uważnie wydarzenia, dokumenty i daty, może się okazać, że operacja o włoskim kryptonimie "Triangolo", prowadzona przez kapitana Grzegorza Piotrowskiego (skazanego za porwanie i zabicie księdza Jerzego Popiełuszki), była częścią większej międzynarodowej operacji "Papież", prowadzonej od 1982 roku w celu odwrócenia uwagi od śladu bułgarskiego.
W Watykańskim labiryncie są przedstawione hipotezy i opinie nieraz ze sobą sprzeczne i często kontrowersyjne. Autorka nie zamierza nikogo przekonywać, że któryś z omawianych śladów jest prawdziwy lub nie. Czytelnik sam dojdzie do własnych konkluzji.
Pewne fakty, o jakich rozmawia się w tej książce, są przedmiotem dochodzeń śledczych. W związku z tym osoby, o których wspomina się w wywiadach, a których te dochodzenia dotyczą, są uważane za niewinne aż do momentu ostatecznego wyroku sądu. W stosunku do osób, które zostały uniewinnione z braku dowodów, a które są cytowane dla potrzeb wyjaśnienia historii, obowiązuje orzeczenie sądowe.
Autorka nie bierze odpowiedzialności za opinie wyrażone przez swoich rozmówców ani za oskarżenia wysuwane przez nich pod adresem osób trzecich. Wypowiedzi zostały przytoczone i przetłumaczone w całości, z ewentualnymi drobnymi poprawkami redakcyjnymi.
Watykański labirynt jest kontynuacją rozmów zebranych w tomie Głosy spoza chóru, opublikowanym przez wydawnictwo Czarna Owca w kwietniu 2013 roku.
Zamach na Jana Pawła II
Od zamachu na Jana Pawła II upłynęło już ponad trzydzieści lat. Do tej pory nie wiadomo, kto tak naprawdę był na placu Świętego Piotra wraz z Mehmetem Alim A?cą, ile pistoletów strzelało, ile padło strzałów i gdzie są wszystkie kule. Do tej pory nie poznaliśmy nazwisk mocodawców zamachu ani okoliczności, w jakich go zaplanowano.
Istnieje kilka hipotez na ten temat, kilka tak zwanych śladów. Jedną z najbardziej popularnych i przekonujących jest ta, że rozkaz wydano z Moskwy, a wykonały go bułgarskie służby bezpieczeństwa KDS przy udziale tureckiej organizacji terrorystycznej Szare Wilki, wykorzystując jako pośrednika turecką mafię. Nigdy nie znaleziono jednak "dymiącego rewolweru", który potwierdziłby winę krajów komunistycznych i ślad bułgarski - nie ma twardych i niezbitych dowodów w postaci rozkazu bądź planu działań operacyjnych, świadczącego o tym, że zlecenie zamachu wyszło z ZSRR.
Hipotezy tej nie można jednak wykluczyć - ze względu na pewne fakty, wydarzenia i poszlaki. Sam Markus Wolf, szef wschodnioniemieckiego wywiadu Stasi, w rozmowie z dziennikarzem Markiem Ansaldem, przeprowadzonej w 2005 roku dla dziennika "La Repubblica", powiedział, iż nie wie, czy wywiad bułgarski zrobił coś bez ich wiedzy.
Zawsze interesowały mnie fakty, fotografie i dokumenty związane z zamachem na Jana Pawła II. Kiedy po raz pierwszy przeczytałam wyznania włoskiego agenta tajnej organizacji Gladio noszącego pseudonim "G-71", Antonina Arcontego, który opowiadał o swoim spotkaniu z Werderem i o tym, że na fotografii w gazecie rozpoznał w nim Aloisa Estermanna - zabitego komendanta Gwardii Szwajcarskiej - nie mogłam w to uwierzyć. Oglądałam później zrobione w chwilę po zamachu zdjęcie, na którym - obok rannego Jana Pawła II w białym jeepie - stał właśnie młody Estermann. Jako jeden z pierwszych rzucił się, by ratować papieża. Jak to możliwe, że człowiek, który miał czuwać nad bezpieczeństwem przywódcy Kościoła katolickiego, był szpiegiem komunistycznego wywiadu Stasi? - pytałam się wtedy. Czy to możliwe? Pytanie to zadaję sobie do tej pory.
Zdaniem włoskiego dziennikarza Sandra Provvisionata, który wraz z byłym sędzią śledczym Ferdinandem Imposimatem napisał książkę Zamach na Papieża, wydaną w 2011 roku w Polsce przez wydawnictwo Czerwone i Czarne: "Estermann - jak to już zostało potwierdzone - do upadku muru berlińskiego był agentem Stasi. W Watykanie było zresztą bardzo wielu szpiegów". Provvisionato stawia również hipotezę, że podana przez Watykan wersja oficjalna - jakoby czwartego maja 1998 roku za Spiżową Bramą doszło do potrójnej tragedii, której ofiarami byli nowo nominowany komendant Gwardii Szwajcarskiej, jego żona Gladys Meza Romero oraz młody gwardzista papieski Cédric Tornay - nie jest prawdziwa. W naszej rozmowie poprosiłam go o wyjaśnienie tej tajemniczej historii, która - oczywiście - jest tylko hipotezą dziennikarską. Otóż zdaniem autorów Zamachu na Papieża Alois Estermann został zabity, gdyż chciał uciec do Stanów Zjednoczonych z dokumentacją dotyczącą spisku na głowę Kościoła katolickiego i porwania obywatelki watykańskiej, potwierdzającą, że rozkaz zabicia Jana Pawła II wyszedł z Moskwy. Zabili go "ci, którzy w Watykanie byli wmieszani w spisek przeciwko papieżowi. Ani do zamachu, ani do porwania Emanueli nie mogło dojść bez wsparcia i zgody kogoś wysoko postawionego wewnątrz" - powiedział mi Provvisionato.
Dlaczego udałam się do profesora Francesca Bruno, znanego włoskiego kryminologa, by raz jeszcze zapytać go o fakty, o których opowiedział w 1994 roku w wywiadzie dla miesięcznika "30Giorni" i które już wtedy wywołały duże zainteresowanie, gdyż Bruno był przesłuchiwany przez sędziego Priore? Włoski kryminolog wysunął hipotezę, że A?ca strzelał do papieża nie po to, aby go zabić, lecz tylko po to, by go zranić. Turecki zamachowiec, zwany "człowiekiem stu prawd", po wyjściu z więzienia mówił również i takie rzeczy. Wiemy jednak zarówno z dokumentacji medycznej, jak i ze świadectwa doktora Alfreda Wiel Marina, który pierwszy otworzył czcigodnego pacjenta na stole operacyjnym, że kula przypadkowo przeszła obok najważniejszych organów, nie uszkadzając ich. Dla wierzących jest to cud Matki Boskiej Fatimskiej. "Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulę" - powiedział sam papież. Nie ma więc wątpliwości, z jaką intencją A?ca strzelał. Zresztą gdy Jan Paweł II poszedł odwiedzić zamachowca w więzieniu - ten był najbardziej zatroskany o to, jak to możliwe, że papież jednak żyje.
Hipoteza profesora Bruna zainteresowała mnie z innego powodu - Antonino Arconte twierdzi w swojej książce L'Ultima missione (Ostatnia misja), wydanej w 2001 roku, że Ali A?ca miał zostać zabity na placu Świętego Piotra zgodnie z opracowanym przez KGB "modułem Kennedy'ego", przewidującym wyeliminowanie zamachowca po dokonanym zabójstwie - dlatego też gdy zorientował się, że to ma nastąpić, tylko zranił papieża i dał się złapać. Według G-71 potwierdził mu to właśnie Werder (Estermann) podczas ich spotkania. Motyw obawy o własne życie przewinął się również w przesłuchaniu w październiku 1982 roku, gdy A?ca wyjaśniał treść zapisków na znalezionej przy nim kartce, mówiąc, że zwrot "bardzo uważać na jedzenie" oznaczał, iż po dokonaniu zamachu mógł umrzeć otruty.
Profesor Bruno przypomniał w naszej rozmowie ważną rzecz - pierwsze lata pontyfikatu papieża Polaka przypadły na najgorętszy okres wyścigu zbrojeń, gdy w Europie wrogie mocarstwa rozmieszczały rakiety nuklearne Pionier i Pershing. Wojtyła natomiast głosił pokój i oprócz komunizmu nie znosił także unilateralnej polityki Stanów Zjednoczonych. Ograniczenie jego działań było więc w interesie nie tylko Kremla. Po osiemnastu latach od przesłuchania, które przeprowadził sędzia Priore, włoski kryminolog także w naszej rozmowie potwierdził, że w dzień po zamachu widział na biurku profesora Franca Ferracutiego, będącego "mózgiem pracującym dla CIA", pewne zdjęcia zrobione na placu Świętego Piotra, które później zniknęły. To oznaczało, że trzynastego maja 1981 roku przed bazyliką mogło być wielu agentów wmieszanych w tłum wiernych, gdyż papież Polak był nieustannie śledzony przez wszystkie wywiady. Francesco Bruno powiedział mi: "Włosi nie wiedzą nawet, ile pocisków wystrzelił A?ca. Po zamachu magazyn "Times" opublikował fotografię jednego z pocisków, który nigdy nie dotarł do rąk włoskich sędziów. Nie wiadomo, co się z nim stało. Kula, która przeszyła ciało papieża, została umieszczona w koronie Matki Boskiej Fatimskiej. Trzeci pocisk znalazła włoska policja".
Hipotezy przedstawiane przez Ferdinanda Imposimata są dobrze znane i cieszą się olbrzymią wiarygodnością na całym świecie. Jego zdaniem porwanie młodej obywatelki watykańskiej Emanueli Orlandi to kontynuacja zamachu na papieża, zleconego przez Moskwę, a jego organizatorami i wykonawcami były wywiady komunistyczne oraz Szare Wilki. Imposimato poświęcił wiele lat, zaangażowania i wysiłku, by odkryć, co się stało z Emanuelą. Jeździł po świecie jako adwokat jej matki, spotykając się z ważnymi ludźmi, zbierał dokumenty, szukał dowodów. Historia, którą opisał w dwóch swoich książkach - Vaticano un affare di stato. Le infiltrazioni - L'attentato - Emanuela Orlandi (Watykan, afera państwowa. Infiltracje - Zamach - Emanuela Orlandi) i cytowanym już Zamachu na Papieża - składa się w logiczną całość. Jego zdaniem Emanuela żyje, ale jest ofiarą syndromu sztokholmskiego i mieszka ze swoim porywaczem, z którym ma dzieci, poza granicami Włoch. Kto spotkał Ferdinanda Imposimata, wie, że z jego tezami się nie dyskutuje. Czytając jednak bardzo uważnie Zamach na Papieża (przynajmniej w wersji włoskiej), można natknąć się na hipotezy, które budzą zdziwienie - jak ta, że najbliżsi współpracownicy Karola Wojtyły mogli nie cieszyć się jego pełnym zaufaniem lub wręcz działać na jego niekorzyść. Imposimato i Provvisionato przypuszczają też, że w zamachu na Jana Pawła II odegrał rolę "czerwony kardynał". Wielu osobom wydaje się wręcz nie do pomyślenia, by jacyś kardynałowie czy ludzie Kościoła mogli planować zamach na wikariusza Chrystusa lub choćby na niego przyzwolić.
We wrześniu 1997 roku Ali A?ca napisał do sędziego śledczego Ilaria Martelli list, który wręczył mecenasowi Imposimato, gdy ten odwiedził go w więzieniu (zobacz Aneks). A?ca tłumaczył w nim, że musiał zniweczyć proces przeciwko Bułgarom, gdyż podczas przesłuchania w rzymskim zakładzie karnym Rebibbia w październiku 1983 roku, gdy sędzia Martella oddalił się wraz z bułgarskim sędzią Jordanem Ormankowem na kawę, drugi sędzia bułgarski, Stefan Markow Petkow, zagroził mu po turecku: "KGB komunikuje ci, że będą następne próby uwolnienia cię, takie jak sprawa Orlandi, musisz milczeć, bo inaczej najpierw zwłoki Emanueli zostaną porzucone na placu Świętego Piotra, a potem ty, A?ca, zostaniesz zamordowany". Bez wątpienia to straszna groźba, która może tłumaczyć zachowanie A?cy podczas drugiego procesu, gdy zamiast zeznawać, już od samego początku zaczął krzyczeć, że jest Jezusem Chrystusem.
Czy rzeczywiście doszło do tego zdarzenia? Zdania moich rozmówców na ten temat są podzielone. Sędzia Martella stwierdził: "Nie mogę powiedzieć, czy to zdarzenie miało miejsce, czy nie. Nie potwierdzam ani nie zaprzeczam. Mogę tylko przyznać, że Petkow mówił po turecku. Gdy wyszedłem z Ormankowem na kawę, został mój sekretarz. Jeżeli jednak oni rozmawiali po turecku, sekretarz nie mógł zrozumieć, co mówili". Stefan Markow Petkow był przesłuchiwany jako świadek na wniosek IPN w Sofii w styczniu 2008 roku i zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek zastraszał A?cę, nie wypowiedział się jednak w kwestii, czy pozostał z nim sam na sam.
Imposimato twierdzi, że Ormankow i Petkow byli agentami wywiadu. Czy tak było naprawdę? Komisja Parlamentarna do sprawy Mitrochina odkryła w 2005 roku, że sędziowie bułgarscy, którzy uczestniczyli w kilku przesłuchaniach Alego A?cy wraz z włoskim sędzią Ilariem Martellą, w rezultacie działali na jego niekorzyść. Generał wywiadu SISMI, Ninetto Lugaresi, informował Orazia Spartana, sekretarza SESIS, organu koordynującego tajne służby włoskie, że "Ormankow i Petkow nie są sędziami, ale wysokimi oficerami służb bułgarskich we Włoszech, z wyraźnymi zamiarami skierowania na fałszywy trop śledztwa prowadzonego przez sędziego Martellę, w ramach sprawy Antonowa". Jordan Ormankow, który miał stopień pułkownika lub nawet generała, uczestniczył w tajnej naradzie pomiędzy przedstawicielami bułgarskich i wschodnioniemieckich służb specjalnych, która odbywała się w Berlinie od czternastego do szesnastego marca 1983 roku. Także sędzia Rosario Priore, opowiadając o rekwizycji sądowej, podczas której był przesłuchiwany pułkownik Günter Bohnsack, powiedział: "Bohnsack pamiętał, że po prośbie Bułgarów o pomoc miało miejsce spotkanie w Berlinie. Delegacja bułgarska została przyjęta najpierw przez Wolfa, co było dość niezwykłe, a następnie złożyła wizytę w Sekcji X. Spotkanie odbyło się - co podkreślił Bohnsack - w warunkach konspiracyjnych, w willi". Już wtedy, od ponad roku trwała operacja "Papież" (Operation "Papst"). NRD-owski minister Erich Mielke dostał zlecenie zorganizowania wspólnej obrony Bułgarii przed oskarżeniami o współudział w zamachu na Jana Pawła II. Trzydziestego pierwszego sierpnia 1982 roku Markus Wolf otrzymał następującą informację: "W ostatnim czasie w mass mediach niektórych państw kapitalistycznych pojawiły się kłamliwe i tendencyjne artykuły, według których usiłowanie zabicia Jana Pawła II, dokonane w 1981 roku, było dziełem organów KGB i bułgarskich służb specjalnych, które bezpośrednio miały pomagać terroryście Mehmetowi Alemu A?cy, dostarczając mu broń i pieniądze. Widać ewidentnie, że to kampania prowadzona przez obcy wywiad, której celem jest zdyskredytować Bułgarię poprzez oskarżenie jej o powiązania z organizacjami terrorystycznymi. W obliczu sytuacji, która się wytworzyła, bułgarskie służby specjalne proszą o przyśpieszenie przygotowania dokumentów w ramach wspólnej operacji "Papież"".
Korespondencja pomiędzy komunistyczną Bułgarią a NRD, odbywająca się na najwyższych szczeblach politbiura i mająca na celu podjęcie działań dezinformacyjnych przeciwko oszczerstwom wysuniętym w stosunku do Bułgarii, zachowała się częściowo w Urzędzie Federalnym do spraw Akt Stasi w Berlinie. Miała dziwną historię. Dokumenty te - otrzymane z Niemiec - postkomunistyczny rząd bułgarski przekazał włoskiej Komisji Parlamentarnej do sprawy Mitrochina, ale w postaci pełnej wykreśleń. Te same dokumenty - wyciągnięte z publicznego archiwum Stasi - opublikował Marco Ansaldo w dzienniku "La Repubblica", co przypadkowo zbiegło się ze śmiercią Jana Pawła II (drugiego kwietnia 2005 roku - przyp. aut.). W końcu okazało się, że cała dokumentacja dotycząca Operation "Papst" znajdowała się już od lat w aktach procesu "Papa-ter", gdyż sędzia Priore otrzymał ją od Organizacji Gaucka. Zakres wspólnej operacji "Papież", kierowanej przez Markusa Wolfa, jest nadal mało znany. Niektórzy przypuszczają, że jej elementem mogło być nawet porwanie Emanueli Orlandi lub przynajmniej szantaż w stosunku do rodziny oraz Watykanu albo dezinformacja w tej sprawie.
Drugim ważnym dla mnie punktem listu Alego A?cy jest wątek pułkownika KGB Władimira Kuziczkina. W liście A?ca potwierdza po latach, że spotkał się z nim w Teheranie i otrzymał zlecenie zamachu na ajatollaha Chomeiniego. W Polsce wątek ten jest nadal bardzo żywy i uważa się, że Włosi ze wzgledów politycznych woleli nie zgłębiać rzekomych koneksji tureckiego terrorysty z agentami KGB. Andrzej Grajewski we wstępie do książki "Papież musiał zginąć". Wyjaśnienia Ali A?cy poświęcił Kuziczkinowi wiele uwagi. Specjalnie więc raz jeszcze zwróciłam się do sędziów Ilaria Martelli i Rosaria Priore, aby wyjaśnili, dlaczego sprawa ta nie została zbadana przez włoskich śledczych. Byli bardzo zdziwieni, że wyciągam Kuziczkina niczym królika z kapelusza. Martella powiedział mi: "Oskarżenie w stosunku do Kuziczkina nie znalazło żadnego potwierdzenia w trakcie mojej działalności śledczej, więc uważam je za kłamstwo". Priore oświadczył: "O Kuziczkinie nigdy nie zostało powiedziane zbyt wiele. W zeznaniach na jego temat A?ca był niewiarygodny do tego stopnia, że ta postać nie jest już nawet cytowana w aktach zamykających drugie dochodzenie w sprawie zamachu".
Również sędzia śledczy Ilario Martella wydał bardzo interesującą i ważną książkę pod tytułem 13 maggio '81: tre spari contro il Papa (13 maja 81: trzy strzały do papieża). W latach 1982-1984 prowadził drugie dochodzenie w sprawie zamachu na Jana Pawła II, uwieńczone tak zwanym procesem przeciwko Bułgarom, w którym było oskarżonych osiem osób: Mehmet Ali A?ca, Ömer Ba?c?, Bekir Çelenk, Musa Serdar Çelebi, Oral Çelik, Sergej Antonow, Teodor Ajwazow, Żeliu Kolew Wasiliew. Proces rozpoczął się dwudziestego siódmego maja 1985 roku w rzymskiej sali sądowej na Foro Italico, a przewodniczył mu sędzia Severino Santiapichi. W sali bunkrze siedzieli za kratami jednak tylko Antonow, A?ca, Çelebi i Ba?c?. Wyrok zapadł dwudziestego dziewiątego marca 1986 roku. Jedynie A?ca i Ba?c? zostali skazani za nielegalne posiadanie broni. Resztę oskarżonych uniewinniono z braku dowodów. Wyrok ten potwierdził późniejszy proces apelacyjny i kasacyjny.
Dziś, z dystansu trzydziestu lat, śledczy, na którym w tamtym okresie skupiała się uwaga całego świata - czego przejawem były również pełne pogróżek listy, jakie otrzymał on i jego rodzina - twierdzi, że trzynastego maja 1981 roku na placu Świętego Piotra padły jednak trzy strzały. Kiedy Martella prowadził dochodzenie, biegli orzekli, że oddano tylko dwa, lecz nie wiedzieli jeszcze o tym, że jeden z pocisków upadł na podłogę papieskiego jeepa, a później został przekazany przez papieża do rąk biskupa Fatimy w Portugalii, nigdy zatem nie znalazł się w dyspozycji włoskiej prokuratury. Opinię śledczego podzielają także inni rozmówcy.
W naszej rozmowie Martella z dużym spokojem podjął także temat hipotezy o działaniu, które w żargonie włoskich służb specjalnych określa się mianem abboccamento - czyli o przekonaniu oskarżonego, aby w zamian za pewne obiecane przywileje zeznawał nieprawdę i oskarżał wskazane osoby. Chodzi o to, czy A?cę odwiedzili w więzieniu agenci wywiadu włoskiego, a nawet amerykańskiego, którzy kazali mu oskarżyć Bułgarów i przekazali wszystkie służące temu informacje. Poprosiłam sędziego również o wyjaśnienie sprawy słynnych rozsuwanych drzwi, o których miał opowiadać A?ca, opisując mieszkanie Antonowa, a które w rzeczywistości były w apartamencie ojca Felixa Morliona - zakonnika mieszkającego pod Antonowem i związanego z CIA. Dla mnie to właśnie ta sprawa, która urosła już do rangi mitu jako dowód na to, że ślad bułgarski został podsunięty przez zachodnie służby specjalne, jest o wiele ważniejsza niż fałszywe zeznania "skruszonego" członka kamorry, Giovanniego Pandico, twierdzącego w 1985 roku, że w zamian za pomoc bossowi Raffaele Cutulo generał włoskiego wywiadu SISMI Pietro Musumeci i Francesco Pazienza spotkali się w marcu 1982 roku z A?cą w więzieniu w Ascoli Piceno i przekonali go do tego, aby "mówił pewne rzeczy". Nie podjęłam tego wątku w swoich rozmowach, gdyż spotkania A?cy z Pazienzą (czy nawet z agentem CIA Aldrichem Amesem) są równie legendarne jak jego spotkanie z pułkownikiem Kuziczkinem w Teheranie.
Dla Martelli ślad bułgarski zaczyna się od przesłuchania z drugiego maja 1982 roku, kiedy to Ali A?ca opowiedział mu o architekturze całego zamachu i o tym, że za zabicie papieża rząd bułgarski miał zapłacić organizacji terrorystycznej Szare Wilki bronią o wartości trzech milionów marek niemieckich. Sędzia Martella opowiedział mi też, jak zdobył paszport Ömera Mersana, w którym był bułgarski stempel graniczny wstawiony czwartego lipca 1983 roku - co zdaniem Martelli i Imposimata jest dowodem procesowym potwierdzającym ślad bułgarski. Rozmawialiśmy też na temat ciężarówki, która trzynastego maja 1981 roku wyjechała z ambasady bułgarskiej. Także ta sprawa budziła zawsze wiele emocji. Niezależnie jednak od tego, czy tir był dyplomatyczny, czy zwykły, pozostaje pytanie, skąd Ali A?ca o nim wiedział.
Sędzia Rosario Priore prowadził trzecie, najdłuższe dochodzenie w sprawie zamachu, zwane "Papa-ter" i trwające od 1985 do 1998 roku. Do rejestru śledczego zostało wpisanych trzynastu Turków i trzech Włochów. Dziesięć osób było oskarżonych o udział w stowarzyszeniu przestępczym mającym na celu międzynarodowy przemyt narkotyków. Trzy osoby: Arslan Samet, Ömer Ay, Sedat S?rr? Kadem, wraz z co najmniej innymi pięcioma niezidentyfikowanymi - o współorganizację zamachu na papieża Jana Pawła II. Śledztwo zostało umorzone dwudziestego pierwszego marca 1998 roku z powodu procedur prawniczych uniemożliwiających jego przedłużenie.
Książka sędziego Priore Attentato al Papa (Zamach na Papieża) - nosząca ten sam tytuł co książka Imposimata i Provvisionata, ale wydana w 2002 roku - jest ważną pozycją bibliograficzną. Zrobiły na mnie wrażenie zamieszczone w niej zeznania Orala Çelika (zob. Aneks) - towarzysza A?cy i najprawdopodobniej drugiego zamachowca, którego widać od tyłu, uciekającego, na fotografii Lowella Newtona. Włoskie organy ścigania przez dłuższy czas nie mogły go znaleźć i przesłuchać, gdyż - jak twierdzi Priore - po zamachu na papieża był chroniony przez francuskie instytucje: dano mu nową tożsamość Ates Bedri, zmieniono narodowość z tureckiej na kurdyjską i przyznano status uchodźcy. Dopiero sędziemu Priore udało się doprowadzić do jego ekstradycji. W trakcie przesłuchań dwudziestego trzeciego czerwca i piątego lipca 1994 roku Oral Çelik opowiadał między innymi, że A?ca jeszcze w Wiedniu, gdy mieszkali w apartamencie przy Jheringgasse, poinformował go o istnieniu materiałów fotograficznych i filmowych ze spotkań z papieżem, na które został wprowadzony przez kardynałów podżegających go do zamachu.
W niedzielę dziesiątego maja 1981 roku Jan Paweł II odbył wizytę duszpasterską w rzymskiej parafii Świętego Tomasza z Akwinu. Zostały wtedy wykonane zdjęcia - zarówno przez watykańskiego fotografa Artura Mari, jak i przez parafian. Na pewnej fotografii był mężczyzna bardzo przypominający Alego A?cę. Znajdował się w sektorze, do którego można było wejść tylko na zaproszenie wydawane przez Prefekturę Domu Papieskiego, gdzie pracował Ercole Orlandi, ojciec zaginionej Emanueli. Poprosiłam sędziego Priore o wyjaśnienie tej historii.
Jest jeszcze inny ważny fakt, o którym rozmawialiśmy, a który zadecydował o otwarciu trzeciego dochodzenia - czternastego maja 1985 roku na stacji Venlo w Holandii przy granicy z Niemcami został zatrzymany obywatel turecki Arslan Samet, przy którym znaleziono pistolet Brauning kalibru 9, numer 77C54476, pochodzący z tej samej partii - zakupionej przez austriackiego handlarza bronią Ottona Tintnera - co broń, z której trzynastego maja 1981 roku A?ca strzelał do papieża. W tym czasie Jan Paweł II odbywał pielgrzymkę do Holandii. A?ca zeznał w 1985 roku, że Samet był z nim podczas zamachu i że to on jest na fotografii Newtona. Niestety, ten brauning został zniszczony, zanim Włosi mogli go zbadać, a Arslan Samet popełnił samobójstwo w tureckim więzieniu. Czy był to drugi pistolet, z którego strzelano na placu Świętego Piotra? Szare Wilki raz jeszcze próbowały zabić papieża?
Moją ciekawość budziła też inna historia, zawarta w zeznaniu świadka koronnego Vincenza Calcary (zob. Aneks). To on ostrzegł sędziego Paola Borsellino o planowanym zamachu na jego życie, wyjawił nazwisko nowego ojca chrzestnego cosa nostry oraz pierwszy opowiedział, jakimi sposobami mafia prała brudne pieniądze w Rzymie, inwestując w Banco Ambrosiano Roberta Calviego i w banku watykańskim IOR. Calcara już w 1993 roku twierdził, że trzynastego maja 1981 roku był w pobliżu placu Świętego Piotra, bo wraz z innymi mafiosami miał odebrać od Antonowa dwóch Turków. Ponieważ A?ca został aresztowany, odebrali tylko jednego. Potem mafia go zabiła i zakopała ciało na wrzosowiskach w Lombardii. Sędzia Priore szukał tych zwłok... Zeznania Calcary nie znalazły potwierdzenia w faktach, pokazują jednak, jakie trudności napotykali włoscy śledczy, usiłując rozwiązać zagadkę zamachu - na każdym kroku pojawiały się próby zmylenia tropu, kłamstwa, fałszywe oskarżenia i samooskarżenia. Wiele umysłów kryminalnych próbowało przy tej okazji ugrać coś dla siebie...
Jak wynika z rozmowy z Rosariem Priore, CIA z samym zamachem nie miała nic wspólnego. Ślad wiodący do wywiadu amerykańskiego przygotowała Stasi w ramach akcji dezinformacyjnej prowadzonej na szeroką skalę.
Rozmowę ze śledczym, który przez tyle lat prowadził "Papa-ter", idąc wszystkimi możliwymi śladami, przeprowadziłam jeszcze przed ukazaniem się książki Alego A?cy Mi avevano promesso il paradiso: la mia vita e la verita sull'attentato al papa (Obiecali mi Raj: moje życie i prawda o zamachu na papieża). Od dawna sędzia Priore uważał, że należałoby przyjrzeć się bliżej śladowi fundamentalistycznemu. Nowe rewelacje tureckiego zamachowca dotyczące jego spotkania z Chomeinim w Teheranie są jednak mało wiarygodne.
Arturo Mari stał kilka kroków od papieża, gdy trzynastego maja 1981 roku padły strzały. Zrelacjonował mi więc zamach z fotograficzną dokładnością, także jako instruktor wojskowy. Słyszał dwa strzały, ale również i on myśli, że strzelał nie tylko A?ca.
Papieski fotograf potwierdził, że człowiekiem na fotografii, którą zrobił dziesiątego maja 1981 roku podczas wizyty duszpasterskiej w parafii Świętego Tomasza z Akwinu, prawdopodobnie był A?ca. "Dla mnie w 99,9 procenta to był on" - powiedział.
Mari opowiada też o wykonanej z kopuły bazyliki fotografii uwieczniającej papieża w asyście lekarzy na tarasie, już podczas rekonwalescencji. Do dziś krążą podejrzenia, że zgodnie z zapiskami na kartce, którą znaleziono przy Alim A?cy - dotyczącymi możliwych dat zamachu (trzynastego, siedemnastego i dwudziestego maja - przyp. aut.) - mogło być także planowane zabicie Wojtyły z broni długiej.
Arturo Mari wyraził żal, że tyle się dziś mówi o tym, iż ostrzegano Watykan o planowanym zamachu - chodzi o informacje, które wyszły od szefa francuskiego wywiadu SDECE, Alexandre'a de Marenches'a, co jest też jednym z wątków Watykańskiego labirytu. "Ja się pytam - skoro było takie ostrzeżenie, jak to możliwe, że nikt nic nie zrobił? Nikt nie podjął wysiłku, aby dowiedzieć się czegoś więcej? Wszystkie informacje wypłynęły dopiero po fakcie" - oburza się mój rozmówca.
Jan Paweł II odbył sto cztery podróże zagraniczne. "Ile dostawaliśmy gróźb i ostrzeżeń, że życie papieża jest w niebezpieczeństwie - aż trudno policzyć. Mnie też grożono, że zostanę zabity, i jakoś jeszcze żyję" - powiedział mi fotograf watykański, przypominając o nieudanym zamachu w Sarajewie w 1997 roku, gdzie pod mostem, przez który przejechał orszak papieski, znaleziono sto dwadzieścia siedem kilogramów materiałów wybuchowych. To mógł być taki zamach jak ten, w którym zginął sędzia Falcone, lub te, do jakich przyzwyczaiły nas wojny w Iraku i Afganistanie. Wspomniał też o ataku bagnetem dokonanym trzynastego maja 1982 roku w Fatimie przez księdza Juana Fernandeza Krohna. To przywodzi na myśl ślad wewnętrzny i integryzm katolicki sedewakantystów, uważających, że od Soboru Watykańskiego II każdy papież jest uzurpatorem i że powinno się go usunąć z tronu, nie cofając się nawet przed zabójstwem - o czym poinformował mnie sędzia Priore.
"W sumie nie jest to aż tak skomplikowane" - to słowa, które Mehmet Ali A?ca wypowiedział do Marca Ansalda, watykanisty włoskiego dziennika "La Repubblica", i Yasemin Taşk?n, korespondentki tureckiego dziennika "Sabah", autorów książki Uccidete il Papa (Zabijcie papieża). Ich zdaniem zamach na Jana Pawła II zorganizowały i sfinansowały Szare Wilki, a zrobiły to, by zyskać rozgłos i znowu zaistnieć w Turcji. Szare Wilki pomogły A?cy uciec z więzienia Kartal Maltepe, aby mógł zabić "przywódcę krzyżowców" już w Stambule podczas wizyty, którą papież odbywał tam od dwudziestego ósmego do trzydziestego listopada 1979 roku.
"Naszym zdaniem ślad bułgarski pojawił się w rok po zamachu - w 1982 - i umocnił po podróży sędziego Ilaria Martelli do Waszyngtonu. Już latem tego roku niektórzy dziennikarze amerykańscy zaczęli upowszechniać informacje, że "elementy" pochodzące z Bułgarii mogły pomóc w zamachu. Robiła to amerykańska sieć telewizyjna NBC poprzez niektóre programy, a także dziennikarka Claire Sterling - autorka słynnego artykułu w "Reader's Digest". Byli to dziennikarze związani z Paulem Henzem, szefem rezydentury CIA w Ankarze" - powiedział mi Marco Ansaldo.
Z watykanistą dziennika "La Repubblica" rozmawiałam też o dokumentach dotyczących operacji "Papież" i o tak zwanym planie sześciopunktowym. Zdaniem Ansalda to ten sam dokument wydany po zebraniu KC KPZR z trzynastego listopada 1979 roku, który odkrył John O. Koehler, autor książki "Chodzi o papieża": szpiedzy w Watykanie. Informację o istnieniu planu ujawnił publicznie podczas konferencji prasowej w 1990 roku były agent KGB, Wiktor Szejmow, który dziesięć lat wcześniej przeszedł na stronę amerykańską. Zdaniem Ansalda dokument został opublikowany już przez Tada Szulca w biografii Papież Jan Paweł II, wspominali o nim też Marco Politi i Carl Bernstein w książce Jego Świątobliwość Jan Paweł II i nieznana historia naszych czasów. Nikt jednak nie traktował go jako nieformalnego wyroku na Karola Wojtyłę.
W książce Uccidete il Papa autorzy opublikowali natomiast inny interesujący i bardzo tajemniczy dokument pochodzący z Dossier Havla. Jest w nim mowa o operacji "Infekcja" prowadzonej przez wywiad czeski. Chodziło o bliżej niezidentyfikowany prostokąt z jasnego drewna, w którym znajdował się podsłuch, a który miał zostać umieszczony w szafie kardynała Agostina Casaroli w 1989 roku.
Z dziennikarzami "La Repubblica" i "Sabah" poruszyliśmy również sprawę śladu polskiego. Ansaldo i Taşk?n napisali w swojej książce o prawie nieznanej za granicą operacji "Triangolo" (Trójkąt), o oficerze polskiego wywiadu, niejakim Bąku, który przekazał włoskiemu generałowi Giuseppe Cucchiemu informację, że widział podejrzany dokument mówiący o zamachu na papieża, a także o tym, że trzynastego maja 1981 roku na placu Świętego Piotra byli obecni trzej agenci polskich służb specjalnych - Zenon Chmielewski, Jan Zacherowski i Adam Pietruszka.
W Watykańskim labiryncie należało oddać głos również tym, o których jest tu tak często mowa - czyli Bułgarom. Christo Petrov - dziennikarz, korespondent zagraniczny z Włoch i Stolicy Apostolskiej od ponad trzydziestu sześciu lat - rozpoczynał pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Sofii w 1974 roku jako analityk strategiczny, a od 1976 roku do dziś pracuje jako korespondent bułgarskiej agencji BTA - system komunistyczny znał więc dobrze. Śledził dochodzenie i proces od samego początku. Według niego Bulgarian connection, który we Włoszech i w Polsce przyjął nazwę "ślad bułgarski", rozpoczął się osiemnastego czerwca 1982 roku, gdy niemiecka stacja Deutsche Welle wyemitowała informacje antycypujące artykuł dziennikarki amerykańskiej Claire Sterling (pracującej wtedy w Rzymie), który później ukazał się we wrześniowym numerze miesięcznika amerykańskiego "Reader's Digest".
Petrov przypomina również, że oprócz prawdy historycznej, której niektórzy poszukują po trzydziestu latach, jest przede wszystkim prawda procesowa: "Nie ma "zamachowców bułgarskich". Obywatel turecki Mehmet Ali A?ca został skazany za zamach na Ojca Świętego, podczas gdy jego rodak, Ömer Ba?c?, został uznany za winnego nielegalnego przemytu na teren Włoch broni, z której strzelano". Ta prawda procesowa obowiązuje do dziś.
W lutym 2013 roku ukazała się trzecia książka Mehmeta Alego A?cy Mi avevano promesso il paradiso. Niedoszły zabójca papieża napisał ją jako człowiek wolny, już po wyjściu z tureckiego więzienia. Ujawnia w niej, że zlecenie zabicia Jana Pawła II dostał od ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego, że powiedział o tym Ojcu Świętemu, gdy ten odwiedził go w celi w 1983 roku, i że Watykan brał pod uwagę ślad islamski. Rzecznik Stolicy Apostolskiej, ojciec Federico Lombardi, zaprzeczył tym rewelacjom poprzez oświadczenie, które w rozmowie ze mną przytacza sędzia Ilario Martella. W swojej książce A?ca napisał także: "Mówię, ślad bułgarski nie istnieje. Jeśli ktoś chce mówić, że ślad bułgarski istnieje, musi przedstawić dowody, nie plotki, bo na jakiej podstawie opiera się oskarżenie?".
Napisałam list do Mehmeta Alego A?cy i skontaktowałam się z jego agentem, by zadać Turkowi kilka pytań. Niestety, nie otrzymałam na nie odpowiedzi. Może moje pytania były dla niego zbyt kłopotliwe...
Podczas spotkania w Turcji z Pietrem Orlandim A?ca powiedział z wielką powagą, że musi podawać różne wersje, bo to jego gwarancja na życie. Nawet jeśli wyzna kiedyś całą prawdę, nikt mu już nie uwierzy - i to go ratuje.
Zabójstwo Roberta Calviego
Siedemnastego czerwca 1982 roku zmarł tragicznie włoski bankier Roberto Calvi. Brytyjski dziennikarz Philip Willan, który współpracował z Davidem Yallopem przy jego bestsellerze W imię Boga? o domniemanym zabójstwie papieża Jana Pawła I oraz z Charlesem Rawem przy analizie związków pomiędzy Banco Ambrosiano a watykańskim bankiem IOR, już w 2009 roku wydał bardzo interesującą książkę na temat tajemniczej śmierci "bankiera Boga", zatytułowaną The Last Supper: the mafia, the masons and the killing of Roberto Calvi (Ostatnia Wieczerza: mafia, masoneria i zabójstwo Roberta Calviego). Willan śledził z uwagą rzymski proces, który rozpoczął się w 2005 roku. W naszej rozmowie komentuje wyrok i etapy historii sądowej.
Po dwudziestu ośmiu latach od śmierci Calviego sąd orzekł, że nie popełnił on samobójstwa, lecz został zabity. Śmierć nastąpiła przez uduszenie, następnie bankier został powieszony przez swoich morderców na tej samej linie, którą go uduszono, na metalowym rusztowaniu pod mostem Blackfriars na Tamizie. Do dziś nie odkryto ani zabójców Calviego, ani ich mocodawców. Trzej oskarżeni w procesie: Flavio Carboni, Pipo Cal? i Ernesto Diotallevi, zostali uniewinnieni z braku dowodów. Wyrok został potwierdzony przez Sąd Kasacyjny w 2011 roku. W uzasadnieniu wyroku, który zapadł siódmego maja 2010 roku, sędziowie włoskiego Sądu Apelacyjnego podkreślili, że zbyt wiele osób było zainteresowanych wyeliminowaniem bankiera Boga i miało ku temu powody, aby wskazać na konkretnych mocodawców: "od mafii po kamorrę, lożę masońską P2, bank watykański IOR oraz włoskich polityków (beneficjentów łapówek i zainteresowanych zmianami w Banco Ambrosiano lub zmianami równowagi sił w Watykanie)".
Także z Maurizio Turco - deputowanym partii Włoscy Radykałowie i byłym posłem do Parlamentu Europejskiego - rozmawiam o pewnych aspektach procesu w sprawie o zabójstwo Calviego. Komentując uzasadnienie wyroku apelacyjnego, w którym jest napisane: "Cosa nostra, w różnych formach, wykorzystywała Banco Ambrosiano i IOR jako środek masowych operacji prania pieniędzy", Turco przytacza zeznania niektórych włoskich świadków koronnych. Vincenzo Calcara opowiedział historię o dziesięciu miliardach lirów bossa mafii Francesca Messiny Denara (ojca ukrywającego się Mattea, obecnego przywódcy cosa nostry), które zostały przekazane arcybiskupowi Marcinkusowi, i o tym, że w trakcie tej operacji widział Roberta Calviego. Francesco Marino Mannoia mówił, że słyszał od swojej rodziny mafijnej, że "część pieniędzy została zainwestowana w banku Watykanu". Włoski deputowany wspomina też o interpelacji parlamentarnej, jaką wystosował do rządu włoskiego w związku z trzema rekwizycjami sądowymi przesłanymi do Stolicy Apostolskiej, na które nigdy nie nadeszły odpowiedzi.
Carlo Calvi, syn "bankiera Boga", od trzydziestu lat walczy, aby prawda o zabójstwie jego ojca ujrzała wreszcie światło dzienne. Wywiad, jakiego udzielił mi dla Watykańskiego labiryntu, jest obszerny, wyczerpujący i został uznany za jeden z ważniejszych ze względu na ilość zawartych w nim informacji. Poruszamy w nim bardzo wiele spraw: od kontaktów jego ojca z różnymi aktorami tej tragicznej historii po system kont w IOR, Banco Ambrosiano i w innych bankach, poprzez który kapitały przechodziły w sposób niekontrolowany, dając możliwość ukrycia prania brudnych pieniędzy, i który Charles Raw nazwał lira back to back. Carlo Calvi mówi też o tym, co mogło się znajdować w słynnej teczce Valextra, którą jego ojciec zawsze nosił przy sobie, a której tajemnicze zniknięcie i odnalezienie zakończyło się procesem.
Syn Roberta Calviego stawia własne hipotezy na temat przyczyn i mocodawców śmierci ojca. Mówi też: "Mam powody utrzymywać, że porwanie Emanueli Orlandi zostało zorganizowane przez to samo środowisko kryminalne (co zabójstwo mojego ojca - przyp. aut.), gdyż było najprostszą metodą szantażu mającego na celu kontynuację nielegalnego wykorzystywania kont watykańskich. Wszystko to jest związane z wewnętrznymi walkami w Watykanie".
Zapytałam go również, co sądzi o liście, który Roberto Calvi miał przed śmiercią wysłać do papieża i w którym można przeczytać: "Wielu jest takich, którzy składają mi zachęcające obietnice pomocy, pod warunkiem że opowiem o swojej działalności w interesie Kościoła; bardzo wielu chciałoby dowiedzieć się ode mnie, czy dostarczyłem broń lub inne środki niektórym reżimom państw południowoamerykańskich, aby dopomóc im w zwalczaniu naszych wspólnych wrogów, i czy dostarczyłem środki finansowe Solidarności oraz broń i pieniądze innym organizacjom z państw Europy Wschodniej; ale ja nie daję się szantażować; zawsze wybieram drogę wierności i lojalności, nawet za cenę wysokiego ryzyka!".
Podczas pracy nad tą książką wielokrotnie słyszałam o "brudnych pieniądzach dla Solidarności". Idea, że jakaś część pieniędzy mafijnych, które przeszły przez Banco Ambrosiano i watykański bank IOR, została przeznaczona na walkę z komunizmem, w tym na finansowanie polskich związków zawodowych, jest popularna we Włoszech. Najwięcej na ten temat ujawnili w książce Wojtyla segreto (Tajemniczy Wojtyła) Giacomo Galeazzi i Ferruccio Pinotti, którzy rozmawiali zarówno z prokuratorem Lucą Tescarolim, jak i z Lechem Wałęsą. Gianluigi Nuzzi w wywiadzie do Głosów spoza chóru powiedział mi: "Niestety, do tej pory brakuje dokumentów, które ujawniłyby wreszcie, w jaki sposób finansowano Solidarność. W tej sprawie nadal wszyscy milczą. Wciąż nie wiemy, jak, kiedy i z jakich źródeł wspomagano finansowo polski związek zawodowy. Możemy się tylko domyślać. To jedna z najciekawszych tajemnic niedawnej przeszłości - węzeł gordyjski, którego przecięcie pozwoliłoby odpowiedzieć na wiele pytań". Na pewno też w Polsce nikt nie wiedział ani nie pytał, skąd przychodziły pieniądze, a większość ich docierała już w postaci darów lub materiałów poligraficznych.
Zadzwoniłam również do prokuratora Luki Tescarolego, aby poprosić go o wywiad, w którym odpowiedziałby na pytanie, czy istnieją dowody na to, że mafijne pieniądze zostały przekazane do Polski. Odmówił jednak, tłumacząc, że nadal obowiązuje go tajemnica zawodowa, gdyż prowadzi nowe dochodzenie w sprawie zabójstwa Roberta Calviego, w którym podejrzane są cztery osoby. Kilka dni później, dwudziestego szóstego listopada 2012 roku, Gianluigi Nuzzi ujawnił tę informację w swoim programie telewizyjnym. Była w nim mowa o domniemanych powiązaniach Roberta Calviego z boliwijskim królem kokainy Robertem Suarezem Gomezem. Według wdowy Aydy Suárez Gómez Calvi był wspólnikiem jej męża i bał się, gdyż Pablo Escobar chciał odzyskać pieniądze zainwestowane w jego banku w Nassau. Carlo Calvi, syn bankiera, skomentował to w swoim komunikacie: "To spekulacje, które szkodzą reputacji wymiaru sprawiedliwości i informacji publicznej".
Zaginięcie Emanueli Orlandi
Dwudziestego drugiego czerwca 1983 roku piętnastoletnia współobywatelka Ojca Świętego wyszła z domu przy ulicy Sant'Egidio w Watykanie, by udać się do szkoły muzycznej Ludovico da Victoria przy placu Świętego Apolinarego, nieopodal bazyliki o tej samej nazwie, w okolicach placu Navona. Miała przy sobie flet. Już nigdy nie powróciła do domu. Rodzina szuka jej od lat.
Dla Polski był to dzień podniosły i ważny. Jan Paweł II odbywał drugą pielgrzymkę do ojczyzny (od szesnastego do dwudziestego trzeciego czerwca 1983 roku) objętej jeszcze stanem wojennym. Tamtego dnia, w środę, był w Krakowie. W późnych godzinach wieczornych na Wawelu odbyło się też drugie spotkanie Jana Pawła II z generałem Wojciechem Jaruzelskim, trwające godzinę i trzydzieści siedem minut. Podczas pierwszego spotkania w warszawskim Belwederze, siedemnastego czerwca, na które przybył w towarzystwie prymasa Polski, kardynała Józefa Glempa, oraz watykańskiego sekretarza stanu, kardynała Agostina Casaroli, papież powiedział do generała: "Przybywam, ażeby być z moimi rodakami w szczególnie trudnym momencie dziejów Polski po II wojnie światowej". Wielkie symboliczne znaczenie miało też spotkanie z Lechem Wałęsą, przywódcą Solidarności, które odbyło się w tatrzańskiej Dolinie Chochołowskiej dwudziestego trzeciego czerwca. Włoski dziennik "Corriere della Sera" informował o nim na pierwszej stronie: Wałęsa zobaczy papieża. Miesiąc później, dwudziestego drugiego lipca 1983 roku, w dniu święta państwowego PRL, zniesiono w Polsce trwający pięćset osiemdziesiąt sześć dni stan wojenny.
Trzeciego lipca 1983 roku Jan Paweł II podczas modlitwy Anioł Pański zwrócił się z apelem o powrót obywatelki watykańskiej. To właśnie papież Polak pierwszy uwiarygodnił jej uprowadzenie, zwracając się do tych, którzy "ponoszą odpowiedzialność" w tej sprawie, gdyż policja włoska jeszcze wtedy uważała, że dziewczyna oddaliła się z domu dobrowolnie. Miesiąc przed zaginięciem Emanueli, siódmego maja 1983 roku, zaginęła również inna nastolatka - obywatelka włoska Mirella Gregori. Obie dziewczyny miały podobne zdjęcie z Ojcem Świętym, a domniemani porywacze twierdzili, że jedna i druga jest w ich rękach. Przez ponad rok trwały rozmowy z nieznanymi sprawcami, gdyż do uprowadzeń przyznawało się więcej grup i osób. Pertraktacje, których oficjalnym przedmiotem było uwolnienie Mehmeta Alego A?cy, rozpoczęły się piątego lipca 1983 roku telefonem "Amerykanina" do watykańskiej sali prasowej i do domu rodziny Orlandich. Dzień później młody mężczyzna zadzwonił do agencji ANSA: "Mamy Emanuelę Orlandi, uczennicę szkoły muzycznej. Uwolnimy ją dopiero, gdy zostanie wypuszczony na wolność zamachowiec Ali A?ca". Rzekomi porywacze domagali się bezpośredniej linii telefonicznej z kodem 158, by dzwonić do watykańskiego Sekretariatu Stanu, do kardynała Agostina Casaroli. "Amerykanina" poprzedziło dwóch innych dzwoniących: Mario i Pierluigi.
Historia pertraktacji z porywaczami, biegnących równolegle ze śledztwem sędziego Martelli dotyczącym śladu bułgarskiego, jest długa i skomplikowana. Opisał ją Ferdinando Imposimato w swoich dwóch cytowanych już książkach. Telefony i listy z żądaniami lub groźbami ustały nagle dwudziestego listopada 1984 roku, miesiąc po zamknięciu drugiego dochodzenia w sprawie zamachu na Jana Pawła II, w którym Ali A?ca oskarżył o współudział w spisku Turków i Bułgarów.
W Boże Narodzenie 1983 roku Jan Paweł II złożył w domu rodziny Orlandich wizytę, podczas której w obecności swojego osobistego sekretarza, arcybiskupa Stanisława Dziwisza, powiedział, że "istnieje terroryzm wewnętrzny i międzynarodowy, a przypadek Emanueli to sprawa terroryzmu międzynarodowego".
Już czternastego listopada 1983 wicedyrektor włoskiego wywiadu SISDE Vincenzo Parisi zredagował Raport Emanuela Orlandi, w którym były analizowane listy i telefony z pogróżkami z okresu od piątego do dwudziestego czwartego października oraz profil psychologiczny słynnego "Amerykanina" (zob. Aneks). Jakiś czas później policja włoska zatrzymała Polaka urodzonego w Kanadzie, który mieszkał we Włoszech. Podejrzewano, że to on wykonywał telefony. Po latach odnalazłam tego człowieka. W Watykańskim labiryncie Mister X po raz pierwszy oficjalnie opowiada swoją historię, chciał jednak pozostać anonimowy.
Raffaella Notariale to włoska dziennikarka telewizyjna, która odkryła grobowiec Enrica De Pedisa, bossa bandy z Magliany, znajdujący się w krypcie watykańskiej Bazyliki Świętego Apolinarego w Rzymie. W 2005 roku do programu telewizyjnego Chi l'ha visto? (Kto widział?) zadzwonił anonimowy telewidz, który powiedział: "Jeżeli chodzi o Emanuelę Orlandi, to aby znaleźć rozwiązanie sprawy, idźcie zobaczyć, kto jest pochowany w krypcie Bazyliki Świętego Apolinarego i jaką przysługę Renatino zrobił kardynałowi Ugo Polettiemu, i zapytajcie barmana z ulicy Montebello, bo jego córka też z nią była...".
To również ona przeprowadziła w 2006 roku wywiad z Sabriną Minardi, kochanką rzymskiego bandyty, zastrzelonego w ramach porachunków przestępczych drugiego lutego 1990 roku na wąskiej ulicy w historycznym centrum miasta. Dwa lata później media włoskie zaczęły ujawniać to, co Minardi opowiedziała w trakcie przesłuchania w prokuraturze, która tymczasem otworzyła dochodzenie. Kobieta twierdziła, że ciało Emanueli, zamknięte w plastikowym worku, zostało wrzucone do betoniarki w Torvajanice i że zleceniodawcą porwania był arcybiskup Paul Marcinkus. Kochanka bossa z Magliany ujawniła również wiele skandalizujących szczegółów dotyczących byłego szefa watykańskiego banku IOR, co wywołało oburzenie i protesty Watykanu.
Z Raffaellą Notariale rozmawiałam o tych właśnie sprawach, wskazujących na związek zniknięcia obywatelki watykańskiej z grupą rzymskich bandytów, i o interesach, które łączyły Enrica De Pedisa z Watykanem, a o których opowiedziała jej Sabrina Minardi. Włoska dziennikarka napisała książkę Segreto criminale (Tajemnica kryminalna), której Minardi jest współautorką.
Choć dochodzenie rzymskiej prokuratury w sprawie porwania Emanueli Orlandi, prowadzone przez prokuratora Giancarla Capalda i jego zastępczynię Simonę Maisto, jest objęte całkowitą tajemnicą, z informacji, jakie w ciągu ostatnich lat podawały media, można wnioskować, że także byli członkowie bandy z Magliany, którzy dziś współpracują z wymiarem sprawiedliwości, potwierdzili część zeznań kochanki De Pedisa. Jeden z nich, Antonio Mancini, w wywiadzie dla włoskiego dziennika "L'Unita" w lutym 2010 roku powiedział: "Powodem wszystkiego są pieniądze. Najpierw był zamach na Roberta Rosone - wiceprezesa Banco Ambrosiano, który miał zmięknąć, gdyż utrudniał sprawy Calviemu. Później przysłano papieżowi zdjęcia: on na basenie w otoczeniu zakonnic. Przyniósł mu je Licio Gelli, ale nie zrobiły wrażenia. W końcu powieszono Calviego. Widząc jednak, że pieniądze nie wracały, De Pedis zdecydował się porwać dziewczynę".
W 2010 roku, kiedy turecki zamachowiec wyszedł już z więzienia, brat zaginionej Emanueli, Pietro Orlandi, spotkał się z nim w Stambule. Podczas rozmowy przeprowadzonej w cztery oczy, ale nagranej na kasecie, Ali A?ca powiedział, że mocodawcą uprowadzenia Emanueli był Watykan, a realizacją zajął się włoski wywiad SISMI i amerykańska CIA. Zapewnił również, że dziewczyna żyje gdzieś poza granicami Włoch.
Dopiero czternastego maja 2012 roku otworzono z nakazu sądowego marmurowy sarkofag w Bazylice Świętego Apolinarego, zawierający trumnę Enrica De Pedisa, dokonano ekshumacji zwłok i poddano je badaniom. Boss został definitywnie usunięty z watykańskiej bazyliki, jego resztki poddano kremacji, a prochy pochowano na cmentarzu Verano. Prokuratura postanowiła zbadać także zawartość dwustu urn pogrzebowych, które znaleziono nieopodal krypty, a w których znajdowały się szczątki ludzkie pochowane tam na przestrzeni wieków. Chciano w ten sposób sprawdzić, czy nie ma tam jakiegoś śladu po Emanueli. W chwili gdy kończyłam pracę nad Watykańskim labiryntem, badania te nadal trwały. Do sądowego rejestru oskarżonych było wpisanych pięć osób, wśród nich także były rektor Bazyliki Świętego Apolinarego, ksiądz Pietro Vergari. Wydawało się jednak, że dochodzenie brnie w ślepą uliczkę.
Gianluigi Nuzzi - autor dwóch światowych bestsellerów Vaticano S.p.A. (Watykan sp. z o.o.) i Sua Santita. Le carte segrete di Benedetto XVI (Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI), z których drugi przyczynił się do wybuchu afery Vatileaks - zdecydował się przyjrzeć bliżej temu, co działo się w szkole muzycznej Ludovico da Victoria, dokąd uczęszczała Emanuela, oraz podjąć trop pobudek seksualnych, który uwiarygodnił papieski egzorcysta, ojciec Gabriele Amorth. W swoim programie telewizyjnym na antenie La7, wyemitowanym w lutym 2013 roku, Nuzzi przedstawił dwa scenariusze: 1. Emanuela została zawieziona na spotkanie o charakterze seksualnym, podczas którego zmarła, 2. Nigdy nie opuściła Bazyliki Świętego Apolinarego, gdzie zginęła.
Także Nuzzi przeprowadził rozmowę z ojcem Amorthem, który w wywiadzie udzielonym Giacomo Galeazziemu w maju 2012 roku powiedział: "Jak twierdził również prałat Simeone Duca, watykański archiwista, były organizowane imprezy, w których jako odpowiedzialny za "rekrutację dziewczyn" brał udział także żandarm Stolicy Apostolskiej. Myślę, że Emanuela padła ofiarą tego kręgu. Nigdy nie wierzyłem w międzynarodowy spisek, mam powody sądzić, że był to przypadek wykorzystywania seksualnego, w wyniku którego wkrótce po porwaniu nastąpiło morderstwo i ukrycie ciała. (...) W sprawę był również zaangażowany personel dyplomatyczny obcej ambasady przy Stolicy Apostolskiej".
O tych dwóch dramatycznych scenariuszach jest mowa w wywiadzie, którego Gianluigi Nuzzi udzielił specjalnie do Watykańskiego labiryntu.
Kiedy i w jakich okolicznościach zniknęła Emanuela? Jak przebiegały pertraktacje z rzekomymi porywaczami? Czy porwanie Emanueli Orlandi i zabójstwo Roberta Calviego są związane z tym, co Jan Paweł II zrobił dla Polski? O tym i o wszystkich wątkach związanych ze zniknięciem Emanueli opowiada jej starszy brat, Pietro Orlandi. "Myślę, że wszystko jest trochę bardziej skomplikowane i że w grę wchodziło wiele interesów. Nie jestem zwolennikiem jednej, konkretnej hipotezy. Prawda leży gdzieś pośrodku. Chodziło o pieniądze i o politykę" - powiedział mi podczas rozmowy.
Zbieżność w czasie zniknięcia piętnastoletniej obywatelki watykańskiej z drugą wizytą papieża w Polsce jest faktem wywierającym szczególne wrażenie. Brat Emanueli ma nadzieję, że właśnie z Polski, od osoby, która przez lata współpracowała z Janem Pawłem II, otrzyma jakieś wskazówki, pomocne w rozwiązaniu tajemnicy, od lat będącej dla jego rodziny piekłem.
Operacja "Triangolo"
Zajmując się sprawą Emanueli Orlandi, zawsze traktowałam bardzo poważnie hipotezę postawioną przez Ferdinanda Imposimata - że dziewczyna została uprowadzona na zlecenie służb specjalnych ze Wschodu, a jej porwanie było kontynuacją zamachu na Jana Pawła II.
Z tego też powodu zdecydowałam się porozmawiać również z polskim dziennikarzem Piotrem Litką o operacji "Triangolo". Chodziło o wymierzoną w Karola Wojtyłę prowokację obyczajową, którą przygotowywała polska Służba Bezpieczeństwa, a która polegała na podrzuceniu do mieszkania księdza Andrzeja Bardeckiego spreparowanych pamiętników Ireny Kinaszewskiej, bliskiej długoletniej przyjaciółki jego i Wojtyły. Akcją kierował w 1983 roku ówczesny naczelnik Wydziału VI Departamentu IV MSW Grzegorz Piotrowski - ten sam, który w październiku 1984 roku dokonał porwania i doprowadził do zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki. O faktach tych pisało się w Polsce już sporo, nie zwracano jednak uwagi na pewne zbiegi okoliczności.
W książce Skompromitować papieża. Nieznane fakty i dokumenty dotyczące Jana Pawła II, którą Litka napisał wraz z Grzegorzem Głuszakiem, jest cytowany Protokół przesłuchania świadka Grzegorza Piotrowskiego z trzynastego grudnia 1990 roku. Piotrowski powiedział wtedy: "Jeszcze wcześniej, przed podjęciem przeze mnie konkretnych czynności w tej sprawie na terenie Krakowa, Płatek (generał Zenon Płatek - przyp. aut.) poinformował mnie, że przewiduje się, iż uzyskane materiały dotyczące Papieża - od księdza Bardeckiego - generał Jaruzelski przekaże osobiście Papieżowi podczas jego wizyty w Polsce jako dobry gest władz PRL, podając przy tym spreparowany sposób ich uzyskania. "Legenda" do tych dokumentów, jaką miał przekazać Jaruzelski Papieżowi, wręczając mu te dokumenty, miała brzmieć następująco, jak powiedział mi Płatek: "Dokumenty i wszelkie inne materiały uzyskali terroryści tureccy, by wywrzeć presję na Papieża w kierunku uwolnienia Alego A?cy. Polskie służby te materiały przechwyciły i w geście dobrej woli zwracają Ojcu Świętemu"".
Uwolnienie Alego A?cy było właśnie przedmiotem żądań rzekomych porywaczy Emanueli Orlandi, którą porwano podczas tejże papieskiej wizyty. Ten fragment zeznań Piotrowskiego z 1990 roku jest szczególnie interesujący, gdyż wskazuje na to, że operacja "Triangolo" mogła być częścią wspólnej operacji "Papież", prowadzonej pod kierownictwem Stasi od sierpnia 1982 roku i mającej na celu "wspólną obronę Bułgarii przed oskarżeniami o współudział w zamachu na Jana Pawła II".
Piotr Litka powiedział mi również, że słyszał o próbie zatrzymania rzekomego zamachowca z Turcji podczas papieskiej pielgrzymki do Polski w czerwcu 1983 roku. Do zamachu miało dojść podczas mszy na Stadionie Dziesięciolecia. Potwierdził to w rozmowie z dziennikarzem ksiądz infułat Zdzisław Król, który zginął w Smoleńsku. Skąd Szare wilki miałyby się wziąć w Polsce? Może ktoś odpowie na to pytanie...
Ówcześni przełożeni Grzegorza Piotrowskiego zaprzeczają, jakoby wiedzieli cokolwiek o operacji "Triangolo" i działaniach szefa Samodzielnej Grupy Operacyjnej "D" w Krakowie. A siódmego listopada 1984 roku, po uprowadzeniu i zabójstwie księdza Popiełuszki, generał Czesław Kiszczak pisał do Ericha Mielkego, ministra bezpieczeństwa NRD i jednego z założycieli Stasi, sugerując nawet, że Piotrowski miał kontakty z obywatelami państw kapitalistycznych. Krążyły też plotki, jakoby kapitan sam był księdzem, którego podżegano do zemsty na księdzu Jerzym.
Skontaktowałam się również z Grzegorzem Piotrowskim, gdyż chciałam, aby udzielił wywiadu do tej książki, podając swoją wersję faktów i odpowiadając na kilka pytań dotyczących także jego bezpośrednich kontaktów z KGB. Odpisał mi, że docenia moją dziennikarską pracę, ale nie udziela żadnych informacji, a tym bardziej oficjalnych wypowiedzi dotyczących kwestii poruszonych w moim liście. Może kiedyś zmieni zdanie...
Nie wiemy, czy rzeczywiście piętnastoletnia obywatelka watykańska została porwana na zlecenie komunistycznych służb specjalnych, aby zmusić Alego A?cę do zniweczenia procesu idącego śladem bułgarskim. Wiemy natomiast, że uprowadzenia, pobicia i - niestety - także zabójstwa poprzedzane torturami były metodami, do jakich posuwały się te służby, a apogeum takich działań w Polsce przypada właśnie na lata 1982-1984, o czym świadczą przypadki Janusza Krupskiego, Piotra Bartoszcze, księdza Jerzego Popiełuszki czy porwania toruńskie. Oni też są ofiarami milczenia...
Oto labirynt bez wyjścia. Błędne koło. Kto naprawdę stał za zamachem na Jana Pawła II? Kto zabił Roberta Calviego? Jak i dlaczego zaginęła Emanuela Orlandi? Wciąż nie znamy odpowiedzi na te pytania. To nadal tajemnice okryte milczeniem. Do dziś brakuje woli, by ujawnić wreszcie całe kulisy tych spraw.
Agnieszka Zakrzewicz
Rzym, kwiecień 2013