WALKIRIA
(pochyla się nad kanapą)
Cóż ja mogę tu stwierdzić na podstawie bliższych oględzin? Co do zasady dojrzały okaz, trzydniowy co najmniej. Całe szczęście, że kaloryfery zimne, bo byśmy mieli jesień średniowiecza. Proszę, dzwoń po tatę, Władysławie. Niech wydeleguje kogoś delikatnego i wrażliwego. Kto potrafiłby z szacunkiem potraktować osobę w kryzysie nieżywości.
WŁADYSŁAW
Oj tam.
IGGY
(macha ręką, uśmiecha się zagadkowo)
Oj tam, oj tam.
WALKIRIA
(podejrzliwie)
Ignacy, co ty knujesz? (wpatruje się w IGGY'EGO) Edward? Czy mógłbyś mi na przykład wyjaśnić, w jakim celu było ci potrzebne hasło do wi-fi?
WŁADYSŁAW
(wciąż wpatrzony w kanapę)
Moda osób senioralnych o wyglądzie zewnętrznym obiektywnie męskim. Moim zdaniem ta osoba zaopatrywała się w odzież rzadko, do tego wyłącznie w dyskontach. Kolory ziemi. Zuzanna też tak czasem wygląda. Jedynie ten codzienny sylwestrowy makijaż ją wyróżnia. Z prochu powstał, to się widzi.
IGGY
(do WALKIRII)
Zobaczysz, w jakim celu. W każdym razie hasło okazało się właściwie nie istnieć. Standard. Cztery zera.
WALKIRIA i WŁADYSŁAW wyjmują swoje komórki, żeby sprawdzić. Popatrują na siebie. Nagle pełni podejrzeń. Pauza.
WALKIRIA
(z modną intonacją pytającą)
To nie jest żadna odpowiedź?
WŁADYSŁAW
Ale mam nadzieję, że nie wykazałeś się aż tak dalece ujemną inteligencją, aby na przykład łączyć się z tego randomowego miejsca poprzez jego randomowe lokalne wi-fi? Ślady cyfrowe są gorsze od błotnych.
IGGY
No naprawdę, chyba potrzebuję od was więcej zaufania. Przemówię jak z podcastu: kochani, jeśli wam się podobam, dajcie łapkę w górę. W górę serca, miłość tak wiele ma imion.
WŁADYSŁAW
(wylicza na palcach)
Nienawiść, pogarda, hejt, abominacja...
WALKIRIA i IGGY
(jednocześnie)
Ooo... To było słabe.
WŁADYSŁAW
Rasizm, ageizm, cancel culture, seksualizacja bez zgody zainteresowanej osoby...
WALKIRIA
...i nacechowanie uprzedzeniowe wobec wielu osób. Ty jednak naprawdę wydajesz się być co do zasady obiektywnie infantylny, Władziu. Chodźmy już stąd, kochani, proszę!
IGGY
(scenicznym szeptem)
Ja bym doradzał cierpliwość. Warto. Dużo się dowiecie o sobie.
WALKIRIA
(podejrzliwa, oficjalna)
Słuchaj! Bo przeginasz! Ty chcesz nas obwinić i skazać bez dowodów? Uważaj, to nie internet. W prawdziwym życiu pomówienie to przestępstwo zagrożone karą, artykuł 212 Kodeksu karnego. Oczekuję jasnych odpowiedzi. Tu i teraz.
IGGY
(cedzi aktorsko, jak Peter Sellers w "Dr. Strangelove")
Nie strasz mnie, proszę. Powiedziałem: wszystko w swoim czasie. Jestem naprawdę niezły intelektualnie. Odczuwam coś w rodzaju zdrowej pozytywnej samooceny. Dziwne, prawda? Jakieś, kurwa... Posłannictwo demiurgiczne. Jeśli wiecie, co mam na myśli.
WŁADYSŁAW
Przerażasz mnie. Czy ty może wróciłeś do brania?
IGGY
Tak sobie myślę, że najwyższy czas wrócić do elementarnej szczerości. Nawet jakby miało boleć. Dosyć tej nowomowy, tego owijania słów w watę, tej uprzejmościowej papy. Jak będziecie tak dalej, to przyjdzie lud i was sprostuje. (patrzy prowokująco na WŁADYSŁAWA) Na przykład ty.
WŁADYSŁAW
(piskliwym krzykiem)
Weź się odjeb, co?! Nie masz prawa urażać poczucia godności osobistej mojej osoby! Chamie niemyty ty!
IGGY
Już niedługo. Sam zobaczysz.
WŁADYSŁAW
Chłopoman! Z parobkiem by się bratał i bratał.
WALKIRIA
(ostrożnie)
Całkowicie ci racji odmówić nie można, Ignacy. Rzeczywiście, w pewnym sensie wydaje się, jakbyśmy żyli w interregnum czasu. Ale, ale! Czy może myślisz, że po ciebie nie przyjdą?
IGGY
(wytwornie kłania się WALKIRII)
Najpierw po ciebie. Bywasz nieznośna. Czasem wypowiadasz długie zdania pozbawione treści. To wszystko z tej grzeczności.
WALKIRIA
Proszę cię. To w ogóle nie jest przestrzeń do rozmowy. Jesteś agresywny i ja się na to nie zgadzam, słyszysz? Odmawiam.
WŁADYSŁAW
Wariat! Ma atak!
IGGY
Przyjdą po ciebie twoi pijący sąsiedzi, którzy mieli poważne trudności z ukończeniem podstawówki. Będą uzbrojeni w sztuczną inteligencję.
WALKIRIA
(parska śmiechem)
Nie zdołasz mnie obrazić. A wiesz dlaczego? Bo ja, co do zasady, trzymam wysokie standardy. A ty jesteś tylko synek partnerki seksualnej naszego ojca.
IGGY
Ała, zabolało. To o mojej matce mogłaś sobie darować.
WŁADYSŁAW
(uderza się dłonią w dłoń)
Ooo, zabolało? A masz, przyjemniaczku.
WALKIRIA
(troskliwie)
Ojej! A czy to nie ty jeszcze przed chwilą tak bezkompromisowo opowiadałeś się za szczerością?