Amerykanka
Już pare lat Gienia stale i wciąż głowe mnie suszyła, żeby koniecznie fotel-łóżko, czyli tak zwaną amerykankie sprawić.
- Na co ci, kochanie ty moje, ta "podżegaczka wojenna" - mówie - przecież leguralne łóżko posiadamy, a siedzi sie doskonale na krzesełkach.
- No tak, ale jak któś z rodziny przyjedzie i chce zanocować, pamiętasz, jak sie męczem?
- Faktycznie, jak w zeszłem roku na Wielkanoc wujo Wężyk z ciocią Wężykową z miasta Łodzi do nasz przyjechali, ciocia Gieni do łóżka na moje miejsce sie wmeldowała, wujo spał pod stołem jak pod baldachimem, a ja ze szwagrem Piekutoszczakiem w szafie.
Powodziło nam sie tam co prawda nienajgorzej, bo Gienia trzymała w szafie gąsior leczniczego spirytusu, to sie zawsze pociągało po setuchnie do poduszki. Fakt faktem, spirytus był na mrówkach w charakterze lekarstwa na romantyzm, ale przepisowe siłe posiadał. Szwagier troszkie narzekał, że mrówki po ciemku łyka, ale światła bojeliśmy sie zapalać, żeby Gieniuchna, co i jak jest, nie sporutowała.
Z wujem gorsza chwestia wyszła. Jak chciał wstać w nocy, żeby sie wody napić, wyrżnął sie w ciemie o blat stołu, tak że guz wielkości pardesa, czyli palestyńskiej pomarańczy, na głowie mu wyskoczył, a niezależnie całe święcone ze stołu na podłogie nam wygruził.
Totyż Gieniuchna sie uparła, żeby w tem roku koniecznie amerykankie kupić. Próbowałem ją od tego odstręczyć.
- Gieniuchna - mówię - gorszego nieszczęścia narobisz.
- W jaki sposób?
- A w taki, że z amerykanką żartów nie ma... Automat posiada.
- Co to znaczy?
- Zaraz ci wytłomacze. Otóż uważasz, mój koleżka, niejaki Kropidłowski...
- Ten dziobaty?
- Ten dziobaty. Kupił sobie właśnie taką amerykankie. Mebel prima. Ostatni krzyk techniki. Jak ci wiadomo, taka amerykanka w dzień wygląda jak głęboki, wygodny fotel, wieczorem sie roztwiera i przetwarza sie z łatwością w szerokie mięciutkie łóżko. Ale cóż, kiedy jest narowista.
- To znaczy, że co?
- Znaczy sie, że jak sie któś na niej położy, niezwłocznie sie zatrzaskuje i znowuż jest wygodny głęboki fotel.
- No a ten, co sie położył?
- Znajduje sie, rzecz jasna, w środku.
- I krzyczy?
- Nie. Otrzymuje sprężyną w potylice i z miejsca przytomność traci. Kropidłowski o mały włos teścia w ten deseń nie postradał.
- No i co, złożył lekramacje?
- Owszem, złożył. Centrala meblowa na piśmie mu odpowiedziała, że to drobiazg. Amerykanka jest w pierwszorzędnem stanie, tylko zanadto czuły automat posiada, i zamienili mu na inszą.
- I ta jest lepsza?
- Owszem, ale znowuż absolutnie nieczuła. Jak ją raz roztworzył, wcale sie nie dała zamknąć. Totyż Kropidłowski nakrył ją kilimem i zrobił z niej tak zwanego leniwca. Ale tyż sie boją na niej kłaść, żeby sie kiedy w nocy znienacka nie zamkła. Nie kupuj, Gieniuchna, amerykanki, bo jeszcze możem mieć sprawe o ciociobójstwo.
A Gienia na to:
- Musze mieć amerykankie i szkoda mrugać!
Wtenczas jej tłomacze, że to nie jest takie łatwe, że ludzie po meble po pół roku od czwartej rano w ogonkach przed sklepem na placu Trzech Krzyży stoją. A niezależnie trzeba przedstawić świadectwo szczepienia ospy, dowód obywatelstwa, akt ślubu, zaświadczenie komitetu domowego o złożeniu złomu i metali nieżelaznych, wyciąg z życiorysu o zwalczaniu stonki i nieposiadaniu obrotu bezgotówkowego oraz krewnych za granicą. Jednem słowem, trzeba, jak sie to mówi, przynieść trzy podania, klucz od mieszkania i fotografie ojca, a oprócz tego postarać sie o jakieś przyzwoite kumoterstwo.
Nic ją to nie obeszło. Dwa tygodnie latałem, zaczem żem to wszystko załatwił. Wstałem o trzeciej w nocy. Ustawiłem sie w kolejce pod tem sklepem i stoje. Dziwiło mnie tylko troszkie, że sam jeden ten ogonek stanowie, ale jak tylko roztworzyli, wpadłem do środka, podlatam do jakiegoś faceta, któren za biurkiem tam siedział, i mówie:
- Proszę pana, tu metryka, tu obywatelstwo, tu stonka, tu obrót, tu metale nieżelazne, tu fotografia ojca. A jeżeli sie rozchodzi o kumoterstwo, to znam osobiście Piernikiewicza z wydziału mebli giętych wyplatanych.
Spojrzał sie na mnie jak na wariata i pyta sie:
- Po co to?
- Jak to "po co"? Amerykankie chce kupić.
- Proszę bardzo, niech pan wybierze.
- Jak to "niech pan wybierze", to fotografia ojca niepotrzebna?
- Oczywiście, że nie.
- I świadectwo ślubu?
- Naturalnie, że nie.
- I stonka zbyteczna?
- Rozumie sie. Niech pan wybiera mebel, zaraz panu dam paragon do kasy.
- A po towar sie mam zgłosić za półtora roku?
- Ależ nic podobnego, jutro panu odeślemy.
- To jest gotowa do sprzedania?
- Rzecz jasna.
- I można kupić amerykankie w każdej chwili?
- Nie tylko amerykankie, ale tapczan, kredens, szafe, co pan tylko zamówi.
- Tak, to ja poprosze o książkie zażaleń.
- Dlaczego?
- Bo tu sie balona z klienta robi, śmichy chichy ze świata pracy uskutecznia, prymaprylus w połowie kwietnia urządza.
Facet zaczął sie tłomaczyć, że nic podobnego, że w centrali meblowej niemożebnie sie wszystko zmieniło, że każden jeden mebel można z łatwością otrzymać, że braków już prawie nie ma i temuż podobnież.
Prosiłem, żeby mnie uszczypał w policzek, bo sie chce przekonać, że to nie sen. Przekonałem sie. Ale dopiero jak mnie przysięgie złożył na rade zakładowe i zaklął sie na personalnego, wybrałem amerykankie kryte czerwonem rypsem i przywiezłem do domu.
Jak przyjechała rodzina, naradziliśmy się z Gienią, że nie ciocia, tylko wujo Wężyk będzie spał na amerykance. Starszy człowiek. Polska Ludowa niewiele już sie po niem może spodziewać.
Amerykanka działa planowo, ale mimo tego namówiłem wuja na testament. Teraz wszyscy śpiemy spokojnie. Zwłaszcza że wyrób państwowy, w razie czego pogrzeb odbędzie sie na koszt państwa.