2 Aston
Sprzątałem bałagan, jaki narobiła Emma przy śniadaniu, jednocześnie pakowałem jej plecak do przedszkola, gdy nagle krzyknęła przejętym głosem:
- Wujek Nick, wujek Nick przyjechał. Tatusiu to wuujek Niiick! - Wybiegła przed dom, rzucając mu się w ramiona. Nick Next był moim przyjacielem i partnerem z pracy.
- Cześć, bąku, gotowa do szkoły?
- Wujku, chodzę jeszcze do przedszkola, dopiero za rok pójdę do szkoły. - Mała pokręciła główką z wpisanym na twarzy oburzeniem na tę rażącą pomyłkę.
Ta mała istotka była całym moim światem. Kiedyś myślałem, że wiadomość o jej pojawieniu się zniszczyła mi życie, jednak, gdy tylko wziąłem ją na ręce, skradła moje serce. Mieszkaliśmy na obrzeżach Waszyngtonu w małym, piętrowym domu. Przez ostatnie kilka lat mieszkała z nami moja mama. Byłem agentem specjalnym i pracowałem pod przykrywką, infiltrując grupę przestępczą, handlującą wszystkim co możliwe: broń, narkotyki, kobiety, a od jakiegoś czasu również niemowlęta i starsze dzieci.
To gruby przekręt, w który zamieszani byli politycy zajmujący wysokie stanowiska w państwie.
Jeden weekend, raz na kilka tygodni.
Tylko tyle czasu mogłem poświęcić mojej małej księżniczce.
Miałem nadzieję, że jak najszybciej zamkniemy tę sprawę i będę mógł wrócić do domu na stałe.
Wyszedłem na ganek w momencie, gdy Nick, trzymając za rękę moją córkę, kroczył razem z nią w stronę schodów.
- Cześć stary, gotowy?
- Tak, po drodze musimy odstawić Emmę do przedszkola, bo mama ma wizytę u dentysty.
- Żaden problem, chodź, bąku, weźmiemy twój plecak.
- Tatusiu, znowu musisz jechać? Tak bardzo tęsknię, gdy cię nie ma. - W oczkach córeczki zaczęły zbierać się łzy. Nienawidziłem takich sytuacji. Miała tylko mnie, a ja przez mój zawód często przebywałem daleko. Klęknąłem przed nią, łapiąc jej małe rączki.
- Też bardzo za tobą tęsknię maluchu, ale obiecuję, że już niedługo będziemy razem. Co ty na to, byśmy po moim powrocie zrobili sobie małe wakacje?
- Tak, tak! Chcę, bardzo chcę! Kocham cię.
- Ja też cię kocham, idź z wujkiem po plecak i jedziemy. - Pocałowałem wystawiony policzek i wstałem, patrząc na przyglądającego się nam Nexta.
Byliśmy partnerami od pięciu lat. Po narodzinach Emmy agencja zwerbowała mnie w swoje szeregi i od tamtej pory jesteśmy z Nickiem jak jeden organizm. Ufam mu bezgranicznie, jest mi jak brat. To on był przy mnie w najgorszych chwilach w życiu.
- Forest nas wzywa. - To powiedziawszy, odszedł z małą do domu. Forest był naszym przełożonym. Rzadko wzywał nas do siebie przed wyruszeniem w drogę, musiało się coś stać. Miałem złe przeczucia.
- Siadajcie panowie. Dostałem anonimowy telefon o przecieku. Ktoś z ludzi Gamingueza wie, że mają agentów w swoich szeregach. Na nasze szczęście nie wiedzą, kto nimi jest. Operacja nabrała większego ryzyka. Musicie mieć oczy i uszy szeroko otwarte, bo jak odkryją, że to wy... będzie jatka. - Nasz przełożony nigdy nie owijał w bawełnę. Walił prosto z mostu, nie pieprząc głupot.
- Wiadomo, kto sypie?
- Niestety nie. Telefon wykonano z jednorazowego aparatu, który jak podejrzewam od razu wylądował w koszu na śmieci.
- Chyba nie chce szef się teraz wycofać? Jesteśmy już bardzo blisko.
- Oczywiście, że nie, As. Chcę tylko, abyście uważali. Jesteście jednymi z moich najlepszych ludzi i byłoby mi smutno, gdyby przerobili was na konserwę.
- Awww... to takie słodkie... wiedziałem, że zajmujemy szczególne miejsce w pana sercu. - Ja się zastrzelę. Nick nie mógł sobie darować nawet w takiej chwili.
- Jakie są nowe rozkazy? - zapytałem, ignorując tego idiotę.
- W przyszłym tygodniu ma odbyć się kolejny przerzut towaru. Chcę, byście dowiedzieli się, skąd zabiorą kontener i kiedy to będzie. Dostałem cynk, że Gaminguez ma dojście do gubernatora. Mamy już trzydzieści cztery osoby na liście, brakuje nam tylko tego jednego nazwiska, by zamknąć ich interes. Teraz, gdy wiedzą o wtyczce, będą nieostrożni, spanikowani, popełnią błąd i na to będziemy czekać. - Pokiwałem głową. Największą kasę mieli z handlu kobietami i niemowlętami. Kiedyś ograniczali się jedynie do narkotyków i broni, niestety poszerzyli działalność, a Jorge1 Gaminguez miał w kieszeni najważniejsze osoby w państwie: policjantów, prawników i sędziów. Czuł się bezkarny. Doskonale wiedziałem, że teraz nie możemy spieprzyć sprawy. Martwiłem się tylko jednym.
- Emma?
- Nic jej nie będzie, podwoimy ochronę, możesz być spokojny. Nawet jak odkryją, kim jesteś, zadbam, by do tego czasu twoi bliscy byli bezpieczni. - Poczułem wibrację telefonu i zauważyłem, iż telefon mojego partnera też dał znak o nadejściu wiadomości. Spojrzeliśmy po sobie, wstając z miejsc.
- Na nas już czas.
- Bądźcie ostrożni.
- Jak zawsze szefie. Za bardzo cenię swój tyłek, by dać się zabić. - Nick zaśmiał się, puścił oczko Forestowi i wyszedł z gabinetu. Głupek.
- Nie chciałem nic mówić przy szefie, ale, kurwa, stary, jak oni dowiedzą się, że to my...
- Wiem, ale nie boję się o siebie. Boję się o matkę i Emmę. Jeżeli coś im się stanie, nie daruję sobie tego. Zrobię wszystko... dosłownie wszystko, by zapewnić im bezpieczeństwo.
- Wiesz, że dla tej małej jestem gotów na wiele, możesz na mnie liczyć.
- Dzięki. - Poklepałem go po ramieniu i razem ruszyliśmy w stronę wyjścia. Czułem w kościach, że to się cholernie źle skończy.
Jechaliśmy już całą wieczność.
Baltimore było oddalone od Waszyngtonu o prawie trzy tysiące mil. To właśnie tam Jorge Gaminguez miał w porcie magazyny, gdzie była siedziba jego przestępczego światka. - Półtora dnia jazdy samochodem; jasne, mogliśmy lecieć samolotem, ale nie chcieliśmy, by te trasy były w jakikolwiek sposób udokumentowane. Wchodząc do takiego świata, musisz być kurewsko ostrożny, bo jeden niewłaściwy ruch i dostajesz kulkę między oczy.
- Stary, zatrzymuję się w Wibaux, tyłek mi przyrósł do siedzenia, muszę się wylać i jestem cholernie głodny. - Nick jako pierwszy usiadł za kierownicą mojego mustanga shelby GT500 z 1967 roku. Eleonor była moim słoneczkiem i tylko jemu pozwalałem siadać za jej kółko. Kupiłem to cacko trzy lata temu od jednego gościa i sam odrestaurowałem.
- Też bym coś zjadł. Te trasy mnie wykończą, mam nadzieję, że to ostatni raz, gdy musimy tam jechać.
- Oby. To ciągnie się już zdecydowanie za długo. W przyszłym tygodniu dowiemy się, który gubernator jest w to zamieszany i przymkniemy całą ekipę - powiedział, zjeżdżając do przydrożnej knajpy. - Będziemy musieli zatankować. Idź zamów nam burgery, ja idę do kibla.
Wysiadłem z wozu i ruszyłem w stronę wejścia, gdy ktoś z impetem zderzył się z moją klatką piersiową. - Spojrzałem w dół na niską, ładną brunetkę.
- Nic ci nie jest?
- Nie, przepraszam. Nie zauważyłam cię. - Uniosła wzrok i na jej ustach wykwitł lubieżny uśmieszek. Muszę przyznać, że jej bliskość przyjemnie na mnie działała. Nie żyłem w celibacie. Lubiłem się pieprzyć i nigdy nie rezygnowałem z okazji, a w tym momencie czułem wyraźnie, iż ta panna byłaby bardziej niż chętna na ostre rżnięcie. - Jestem taka niezdarna. - Przesunęła dłońmi po mojej klatce piersiowej. - Jesteś tu sam, czy...
- Z przyjacielem.
- Uhh... przepraszam, myślałam... - Zacięła się w pół zdania. Czy ona myślała, że jestem gejem?
- Nie jestem gejem, kotku. Jeżeli chcesz, to pokażę ci, jak bardzo lubię kobiety.
- Och, źle cię zrozumiałam, a co do twojej propozycji... Idę do toalety przypudrować nosek. - Odwracając się, puściła mi oczko i poszła, jak mniemam, w stronę toalet. Kurde, ten tyłek. Miałem ochotę przełożyć ją przez kolano i patrzeć, jak robi się cudownie różowy. Na to wyobrażenie mój fiut naparł na guziki jeansów. O tak kolego, zabawimy się. Ruszyłem szybkim krokiem za brunetką, ale, wychodząc zza filaru, wpadłem na Nicka.
- Zamówiłeś?
- Wybacz, ale właśnie idę spuścić trochę pary. Znajdź stolik i zamów mi też, zaraz wracam. - Minąłem zdezorientowanego przyjaciela, śmiejąc się pod nosem.
- Co, kurwa? - Usłyszałem jego pytanie, gdy otwierałem drzwi łazienki. Kobieta stała przy lustrze, malując usta różową szminką. Spojrzałem na kabiny za nią, dobrze odczytała moje nieme pytanie, kręcąc głową na znak, że są puste. Zamknąłem za sobą drzwi na zamek. Kobieta odsunęła się kawałek w tył i, sunąc rękami po udach, podciągnęła kusą sukienkę. Moim oczom ukazał się widok gładko ogolonej cipki. Bez majtek? Plus dla ciebie, mała. Oparła się plecami o ścianę, dłonią delikatnie pieszcząc różowe fałdki. Słodki Jezu. Odrzuciła głowę w tył, cichutko jęcząc.
- Mam dołączyć? Widzę, że świetnie sobie radzisz sama. - Otworzyła oczy, przeszywając mnie na wskroś. Przygryzła wargę i wyciągnęła wolną dłoń w moim kierunku. Podszedłem ochoczo, rozpinając guziki jeansów. Stanęła na palcach i wpiła się w moje usta w gorącym, namiętnym pocałunku. Złapałem jej gołe pośladki i uniosłem ją do góry. Oplotła mnie niczym bluszcz, ocierając się o mojego naprężonego kutasa. Zdusiłem jęk.
- Chcę cię poczuć, olbrzymie. - Nie będę się kłócił. Odchyliłem się lekko w tył, wyciągnąłem z kieszeni prezerwatywę, rozerwałem ją zębami i szybko nałożyłem. Wsunąłem dłoń między nas, by sprawdzić czy była gotowa.
- Kotku, jesteś przemoczona. - Nie czekając dłużej, wbiłem się gwałtownie w jej wnętrze, na co krzyknęła. Pompowałem w nią z impetem i zatracałem się w przyjemności. Drapała moje ramiona, jęcząc i krzycząc z rozkoszy:
- O Boże, jesteś ogromny! Nie przestawaj, błagam, pieprz mnie mocniej!
- Nie zamierzam przestawać, kotku! - Wyszedłem z niej, na co jęknęła niezadowolona. Obróciłem ją i pochyliłem nad blatem umywalki. Dałem mocnego klapsa w wypięty tyłeczek i ponownie w nią wszedłem. Po moim ciele zaczął rozchodzić się dreszcz, zwiastujący nadchodzący orgazm. Przesunąłem ręką od biodra kobiety ku łechtaczce i zacząłem kreślić kółka, potęgując jej przyjemność. To było dla niej za wiele. Odrzuciła głowę w bok i zacisnęła się na moim kutasie. Warknąłem i przyspieszyłem, by po trzech pchnięciach dojść intensywnie. - Kurwa, tak! - Wyszedłem z jej wnętrza, ściągnąłem prezerwatywę i wrzuciłem do kosza pod blatem. Brunetka obróciła się w moją stronę, poprawiając sukienkę, ja poprawiłem spodnie.
- Byłeś niesamowity!
- Ty też byłaś niezła. - Wyszczerzyłem się w zarozumiałym uśmiechu. Chciała odpowiedzieć, ale ktoś kopnął w drzwi, które wpadły do środka, wyłamując się z zawiasów. Nim zdążyłem zareagować, czyjaś pięść zetknęła się z moją twarzą. Co jest, do cholery?
- Zabiję cię frajerze, nikt bezkarnie nie pieprzy mojej żony! - ŻONY? Zajebiście!
Zablokowałem kolejny cios, robiąc unik. Spojrzałem na przeciwnika, który był o głowę niższy ode mnie. Muszę przyznać, że jak na takiego mikrusa miał mocną rękę.
- Stary, spokojnie. Nie miałem pojęcia, że ta panna jest twoją żoną. - Próbowałem się jakoś tłumaczyć, ale nie bardzo to do niego docierało. Rozejrzałem się, obmyślając moje opcje i już miałem powalić go na ziemię, kiedy do toalety wpadł Next. Wystarczył mu jeden rzut oka na sytuację, by wyszczerzył się głupkowatym uśmiechu i oderwał ode mnie facecika.
- Dobra, dobra. Dałeś mu po pysku i wystarczy. Następnym razem lepiej pilnuj swojej laski - rzucił do niego kpiąco, na co ten tylko bardziej się nakręcił.
- Obojgu wam wpierdolę! Tifi, idź do auta!
- Kochanie, chodźmy już... - wymruczała, podchodząc do kolesia i łapiąc go za rękę. - On nawet w połowie nie był tak dobry jak ty... - Stałem oniemiały, patrząc jak wyraz twarzy kurdupla się zmienia. Złapał ją za łokieć, rzucił mi nienawistne spojrzenie, ominął Nicka i wyszedł z toalety.
- Kurwa, As... zostawić cię na pięć minut, a już ładujesz kutasa tam gdzie nie trzeba.
- Co tu się właśnie odwaliło? - prychnąłem, kręcąc głową.
Mój przyjaciel tylko się roześmiał i wyszedł na korytarz, a ja za nim.
- Zamówiłeś? - zapytałem, rozglądając się za moim napastnikiem i jego frywolną żoneczką.
- Taa, ale nim poszedłem za tym kolesiem, powiedziałem kelnerce by zapakowała nam żarcie na wynos. - To powiedziawszy, podszedł do baru odebrać nasze jedzenie. Kiedy wrócił opuściliśmy lokal i ruszyliśmy w dalszą drogę. Miałem nadzieję, że już bez żadnych nieoczekiwanych komplikacji.
1 Jorge (z hiszp.) - czyt. Horhe