ROZDZIAŁ 1
- AVA -
Głęboko w lasach ciemność się czai.
Jej imię Kasjopeja, królowa nieumarłych
o ustach splamionych krwią.
Prowadzi poddanych do zdobyczy -
do ludzi i wiedzących, którzy zgubili drogę.
Przyciąga w objęcia z udręczonym krzykiem,
który nigdy się nie kończy.
Krew się leje, wkraczają cienie,
ale pragnienie nigdy nie umiera.
Dziennik, autor nieznany
Zamykam dziennik, gdy słyszę na dole skrzypienie deski. Nasłuchuję uważnie, czy ktoś nie idzie. Zenos pewnie już się obudził, co oznacza, że on i moja matka wkrótce przyjdą do mnie na strych, a ja będę musiała odgrywać rolę posłusznej córki.
Stojąc na łóżku, odsuwam luźną płytkę na suficie. Kurz opada mi na twarz, gdy umieszczam za nią dziennik, który opowiada o wampirzej królowej Kasjopei i wampirach w Arborren. Dotykam innych ukrytych tam drobiazgów: lalki, którą dała mi matka, kiedy jeszcze kochałyśmy się nawzajem, rubinowego naszyjnika, który przywiozła mi z podróży, tkanej chusty podarowanej mi przez dawną szkolną przyjaciółkę Kaye.
Jeśli uda mi się dzisiaj uciec, większość tych rzeczy będę musiała zostawić. Ściskam rękę lalki, po czym odkładam płytkę z powrotem na miejsce i zeskakuję z łóżka.
Wkrótce matka przyjdzie, by znów mnie zabrać. Może sobie wmawiać, że trzyma mnie tu dla mojego dobra, ale wiem, jak jest naprawdę: ona potrzebuje mnie bardziej niż ja jej.
Łapię za miotłę, zamiatam podłogę i co kilka sekund wyglądam przez zachodnie okno. Są w nim srebrne kraty, ale nie zasłaniają mi widoku na ciągnący się aż po horyzont las. Moje niebijące serce raduje się tym pejzażem: strzelisty dąb, złotozielone liście oświetlone świtem i blada, mieniąca się bariera, która otacza wszystko. Wyobrażam sobie słodki jak dym zapach drzew i ogarnia mnie głębokie pragnienie, by znaleźć się pomiędzy nimi.
Kiedy kończę zamiatać pokój, biorę się do układania szalików i rękawiczek; zrobiłam je na drutach, żeby zająć sobie czymś czas. Ignoruję pulsowanie w gardle, które podpowiada, że wkrótce będę potrzebować krwi. Moje włosy, tak długie, że niemal dotykają podłogi, zaczepiają o wystające gwoździe i stosy książek, gdy poruszam się po pokoju, ale jestem do tego przyzwyczajona i w ogóle mi to nie przeszkadza. Po prostu wyrywam całe pasmo, tłumiąc uśmiech, gdy spada ono na podłogę. Nie wolno mi obcinać włosów, ale tak mogę się pozbyć choćby ich części.
Potem wycieram kurz z książek o literaturze i matematyce, które daje mi matka, zazwyczaj ich nie dotykam, bo wszystko, co powinnam wiedzieć, znalazłam w dzienniku: na drzewach czeka cały świat wampirów.
Słabo mieniąca się bariera wokół lasu zapewnia ludziom bezpieczeństwo, zamyka w nim wampiry. Ten las to jednak rozległe terytorium, wampiry poruszają się tam swobodnie. Rządzi nimi królowa o imieniu Kasjopeja. Objęła przywództwo, kiedy je uwięziono, i zmieniła las w azyl, gdzie jej poddanym nie grozi żadne niebezpieczeństwo ze strony śmiertelników, którzy chcą ich zniszczyć. Ta bariera tak samo chroni ludzi, jak i wampiry.
Nocą, gdy wszystko cichnie, z lasu wołają mnie szepty.
Słyszę je od dwóch lat. Tysiące głosów wśród drzew. Nigdy nie rozumiem, co mówią, ale pamiętam straszne historie przekazywane dzieciom w szkole: jeśli podejdziesz za blisko drzew i wampir cię zawoła, to już za późno, wypije twoją krew.
Szepty, które słyszę w nocy, muszą pochodzić od wzywających mnie wampirów. Muszą.
Ucieknę i dołączę do nich. Wykorzystam całą wiedzę z dziennika, by dotrzeć do królowej. Będę podążać za szeptami.
Przez cienką podłogę słyszę, jak matka zbiera dokumenty, pisze listy i pakuje ubrania do kufra na wyjazd. Nigdy nie śpi, podobnie jak ja.
Gdy słyszę kroki na schodach, ogarnia mnie panika. Drewniane stopnie są stare i zniszczone, i skrzypią pod każdym naciskiem. To musi być Zenos. Matka nie narobiłaby tyle hałasu. Powtarzam sobie w myślach szczegóły planu.
Idź przed szafę, Ava, i uchyl drzwi.
Podchodzę do mebla, który stoi między wejściem do pokoju a toaletką. Potykam się, gdy stopa zaplątuje mi się we włosy, po czym otwieram szafę na szerokość dłoni.
Drzwi do pokoju otwierają się i do środka wkracza mój ojczym, mężczyzna o szczurowatym nosie i wąskich ustach, stalowoszarych oczach, szpakowatych włosach i szczupłym ciele, o wiele silniejszy, niż mogłoby się wydawać. W jednej ręce trzyma świecę - migoczący blask jej płomyka uwypukla zagłębienia pod jego oczami. W drugiej niesie mały gliniany kubek.
- Czekałaś na progu? - pyta mnie z uniesioną brwią. Sztywnieję, gdy zamyka za sobą drzwi. - Chciwa z ciebie bestyjka.
Jego słowa brzmią jak obelga, ale wiem, że po prostu próbuje mnie wyprowadzić z równowagi. Wysuwa przed siebie naczynie wypełnione po brzegi głębokoczerwonym płynem, który sprawia, że ślina napływa mi do ust, a myśli stają się mętne. Znajomy tępy ból pulsuje mi w dziąsłach i ogarnia mnie pragnienie, by zatopić w czymś kły. Nigdy nie lubiłam miedzianego zapachu posoki - w tej woni jest coś złowrogiego. Przypomina mi, że naprawdę piję ludzką krew.
Po plecach przebiega mi dreszcz i powtarzam sobie w myślach, że nigdy nikogo nie zabiłam ani nie skrzywdziłam. Zrobiono ze mnie wampirzycę wbrew mojej woli. Muszę pić tę krew, aby przeżyć.
Odsuwam na bok wątpliwości i poczucie winy, po czym wyciągam rękę po kubek. Zenos trzyma go przez sekundę dłużej, niż musi, po czym szarpie w tym samym momencie, co ja. Otwieram szeroko oczy. Chyba nie odbierze mi krwi, prawda? Czy to jakiś nowy eksperyment?
- Nie musisz ukrywać pragnienia - mówi drwiąco i zanosi się chichotem. Jego brudne palce ocierają się o moje, gdy wypuszcza naczynie. - To fascynujące, jak krew wypełnia żyły i sprawia, że ciało funkcjonuje niczym dobrze naoliwiona maszyna.
Ignoruję go i piję z kubka. Kiedy krew spływa mi na język, delektuję się nią, jej smak rozbudza moje zmysły, rozświetla mnie, jakbym od ostatniego posiłku przebywała w ciemnej jaskini. Świat staje się jaśniejszy; widzę każdą drobinę kurzu, która opada na moją skórę, każdą mrówkę, która pełza po deskach tego strychu, słyszę, jak matka bazgrze coś piórem dwa piętra niżej. Wypełnia mnie pewność siebie, aż w końcu ucieczka wydaje mi się nie tylko możliwa, ale i łatwa.
Znów czuję, że żyję.
Może picie krwi czyni mnie w oczach ludzi potworem, ale ogarnia mnie tak przyjemne uczucie, że na chwilę przestaję się tym przejmować.
Zenos przygląda się każdej drobnej zmianie wyrazu mojej twarzy z błyskiem zachwytu w oku. Zawsze unikam patrzenia w lustro, gdy piję, ale wiem, jak teraz wyglądam: mam widoczne żyły pod oczami, rozszerzone źrenice, kły wystają mi spod warg. Wkrótce to wszystko zniknie. Nie ma znaczenia, czy Zenos się teraz gapi; jeśli tylko zachowam przytomność umysłu i będę realizować swój plan, wydostanę się stąd, a on już nigdy na mnie nie spojrzy.
- Mama jest już prawie gotowa do podróży? - pytam przyjaznym tonem, żeby nie wzbudzić podejrzeń.
- Tak ci zależy na tym, by Eugenia wyjechała? - odpowiada, po czym idzie w moją stronę. Z całych sił staram się nie patrzeć na szafę i w żaden sposób się nie zdradzić. - Kiedy wyjedzie, oboje będziemy się całymi dniami nudzić. Ja oczywiście wybiorę się do miasta, ale wiem, że ty nie będziesz miała co robić. Od czasu do czasu zaproszę cię na dół, żebyś sobie tam ze mną posiedziała, dobrze?
- Brzmi cudownie - mówię, zmuszając się do uśmiechu. Wolałabym zostać zamknięta na tym strychu na kolejne dwa lata, niż spędzać z nim czas sam na sam.
Zenos odwraca się do drzwi, ale zatrzymuje się w progu.
- Do zobaczenia za cztery godziny - mówi.
Po jego wyjściu mam tylko kilka sekund. Sięgam do wnętrza szafy pod gruby papier, który pomalowałam tak, by nie odróżniał się kolorem od drewnianego dna, po czym wyciągam kawałek materiału i małą spinkę do włosów. Podbiegam do drzwi i łapię za srebrną gałkę tuż przed zamknięciem. Zaciskam zęby z bólu, który mnie przeszywa - srebro to jeden z nielicznych sposobów na osłabienie wampira - szmatką blokuję mechanizm zamka, a następnie stukam spinką w klamkę, naśladując dźwięk zapadki. Matka przed zejściem zawsze sprawdza, czy drzwi są zamknięte, ale Zenos jest zbyt pewny swojej władzy nade mną, by zawracać sobie tym głowę.
Szmatka zadziałała. Gdy kroki Zenosa całkowicie cichną, przekręcam gałkę. Drzwi otwierają się bezszelestnie. Ogarnia mnie ulga - mój plan ma jednak szansę powodzenia.
Odkładam materiał i spinkę na fałszywe dno szafy i zatrzaskuję drzwi, żeby matka niczego nie zauważyła.
Dłoń wciąż mnie piecze, ale po skoku adrenaliny prawie nie zwracam uwagi na ból. Próba poszła doskonale. Teraz muszę tylko poczekać, aż matka wyjedzie.
Chwilę później to jej lekkie kroki rozlegają się na schodach. Dopadam toaletki i chwytam szczotkę do włosów, starając się przybrać spokojny wyraz twarzy. W odbiciu lustra uśmiecham się do niej, gdy otwiera drzwi i idzie w moją stronę.
- Dzień dobry, słodka dziewczynko.
Kładzie mi dłonie na ramionach i ściska mnie przez chwilę. Jej dotyk jest jak mrówki pełzające po skórze.
Jesteśmy tak bardzo podobne. Twarze w kształcie serca, smagła cera i długie, proste, czarne włosy z przedziałkiem pośrodku, tyle że jej kończą się na wysokości łokci, a moje sięgają kostek. Zanim zostałam wampirzycą, miałam skórę w ciepłym odcieniu, rozświetloną i pełną życia. Teraz jest matowa i nawet szczypanie w policzki nie zdoła jej nadać różowego koloru. Wargi mam bezkrwawe jak u trupa. Moja matka jednak... poradziła sobie. Rozgniecione jagody dodają jej ustom i policzkom barwy, a po godzinach spędzonych na ćwiczeniu oddechu przed lustrem nikt by nie zgadł, że jej płuca już nie funkcjonują. Nawet teraz widzę, jak jej klatka piersiowa stale się unosi i opada. Wkrótce wyjeżdża, ćwiczy więc nawet przy mnie. Jej ciemnobrązowe oczy łagodnieją, gdy napotykają moje spojrzenie w lustrze.
- Wybiorę dla ciebie coś pięknego do ubrania - mówi.
Kiwam głową i zaczynam czesać włosy, co zwykle zajmuje mi dobre pół godziny. Matka zaczyna grzebać w szafie, a ja prawie upuszczam szczotkę. Jeśli znajdzie fałszywą podłogę...
Ale ona tylko wyciąga białą bluzkę z wysokim czarnym kołnierzem i długą plisowaną czarną spódnicę. Wręcza mi ubrania, a potem zdejmuje jeden ze swoich pierścieni i mi go podaje: czarny z rubinem. Na klejnocie jest wygrawerowana litera A, inicjał mojego imienia.
- To będzie na tobie pięknie wyglądać - mówi matka, uśmiechając się do mnie, gdy podaje mi pierścień.
Usta lekko mi drgają.
- Nikt mnie nie zobaczy poza tobą i Zenosem.
- Tak, ale... - Jej oczy na chwilę ciemnieją, lecz zaraz potem kręci głową. - Zrób to dla mnie, proszę. W takich neutralnych kolorach twoja skóra wygląda na ciepłą i żywą. No, dalej, załóż to.
Zaciskam wargi i biorę od niej ubrania. Gdy je wkładam, ona chodzi po pokoju i nuci. Podobnie jak Zenosa, można by ją wziąć za zwykłą osobę, ale każdego ranka, kiedy przechadza się po moim strychu, czuję się, jakbym obserwowała lwa, który podąża za stadem jeleni, i próbowała odgadnąć, kiedy się na nie rzuci.
Matka uważnie przygląda się srebrnym kratom w moich oknach, sprawdza, czy nie ma luźnych gwoździ. Podnosi kołdrę z łóżka, zerka w poszewki na poduszki w poszukiwaniu jakiejkolwiek broni czy narzędzi, których mogłabym użyć, aby się stąd wydostać. Potem idzie do stosu książek w rogu i bierze do ręki kilka po kolei, przerzuca strony.
Nagle gwałtownie spogląda na mnie, ale zanim zdąży mnie przyłapać na gapieniu się na nią, ja już patrzę na okno.
Światło świtu muska miasto Arborren, które widzę wyraźnie z czwartej kondygnacji naszego strzelistego, wąskiego domu. Dachy pokryte ciemnopomarańczową dachówką rozpościerają się w oddali nad żółto-białymi budynkami, Salą Rady Kryształu i Srebrną Dzielnicą z domami górników, targiem, na który chodziłam codziennie po szkole, bo nie chciałam wracać do domu, nad alejkami, którymi przechadzałam się z przyjaciółmi, Kaye i Tristanem. Arborren to duże miasto we wschodniej części Imperium Erlanis. Ludzie, wiedzący mężczyźni i wiedźmy to śmiertelnicy, którzy widzą tylko na odległość kilku przecznic, dostrzegają wyłącznie jaskrawe kolory i słyszą poranny śpiew ptaków.
Mój wzrok jest znacznie bystrzejszy, pozwala zobaczyć plamy na tych ładnych ścianach, sadzę na dachach - pamiątkę po tym, jak mieszczanie ostatnio podpalili stos dla wampira, i żołądek skręca mi się na samą tę myśl. Nigdy by mnie tu nie zaakceptowano. Jest tylko jedno miejsce, do którego mogę należeć: wampirza przystań w lesie z królową Kasjopeją.
A kiedy już ją znajdę, ostrzegę ją, powiem jej o mojej matce i o tym, co zamierza zrobić.
Skończywszy wreszcie poszukiwania, matka mruczy z zadowoleniem. Staram się nie okazywać ulgi, która mnie w tej chwili ogarnia.
- Wyglądasz ślicznie - mówi, gdy mam już na sobie bluzkę, spódnicę i pierścień. - Po moim wyjściu dokończ czesać włosy. Wyglądają pięknie, gdy są wyszczotkowane, jak wtedy, gdy byłaś małą dziewczynką.
Powstrzymuję grymas i słowa, które cisną mi się na język. Prosiłam o ścięcie włosów tysiące razy, ale ona upiera się przy takiej długości, a sama nie mam czym ich skrócić. W dzieciństwie nosiłam długie włosy, lecz często je podcinałam, żeby dało się jakoś żyć. Teraz ledwo mogę przez nie cokolwiek zrobić, ale matka lubi, gdy są właśnie takie, by przypominały jej o dziecku, którym kiedyś byłam. Zanim zostałam wampirem.
Zastanawiam się, czy mój porządny, niewinny i słodki wygląd pomaga jej poczuć się lepiej ze świadomością, że to ona zamknęła mnie w tej wieży.
Robi krok do przodu i wygładza kilka zmarszczek na moich rękawach. Otacza mnie ramionami, a ja czuję gulę w gardle. Ściskam ją przez sekundę dłużej niż zazwyczaj. Muszę stąd uciec, ale... to wciąż jedyny dom, jaki znam.
Wyrywa się z uścisku, po czym z zamyśleniem na twarzy zakłada mi włosy za uszy.
- Wrócę za tydzień. W tym czasie Zenos będzie się tobą opiekował.
- Nie chcę, żeby Zenos się mną opiekował - mruczę pod nosem. - Nie lubię go.
- To tylko człowiek, Ava. Nie może cię skrzywdzić.
Przełykam ślinę, po raz kolejny odsuwając od siebie wątpliwości dotyczące ich małżeństwa. Poznała go trzy lata temu, kiedy miałam piętnaście lat, a ona była świeżo upieczonym wampirem. Pobrali się po miesiącu. On pilnuje jej sekretów, a ona go toleruje - prawdopodobnie dlatego, że jest siostrzeńcem cesarza, a więc ma cenne znajomości. Nigdy mi nie uwierzyła, gdy opowiadałam jej o eksperymentach Zenosa i o zabawach, które mają miejsce, gdy ona wyjeżdża z miasta.
Matka kładzie mi dłonie na ramionach, a ja tężeję, bo wiem, co zaraz nastąpi. Zaczyna się od palącego odczucia w mojej klatce piersiowej. Pot pokrywa mi czoło. Zaciskam dłonie i przygryzam dolną wargę.
- Spokojnie - mówi matka twardym głosem. - Nic ci nie będzie.
Zmuszam się do rozluźnienia ramion, a potem pozwalam jej na to, co musi robić raz na tydzień. Zamyka oczy, z mojej klatki piersiowej wydobywa się tymczasem światło i spływa wzdłuż rąk aż do jej dłoni. Od razu czuję się słabsza, jakbym miała upaść. Zamykam oczy i czekam, aż będzie po wszystkim.
Moc wiedzących jest największa po ukończeniu piętnastego roku życia; wtedy nadchodzą najcięższe lata ich edukacji w Arborren, kończy się zwykła szkoła i zaczynają się uczyć, jak opanować magiczne umiejętności, zanim moc osłabnie i się ustabilizuje - ale nawet później wiedźma wciąż może być niewiarygodnie silna, jeśli przejdzie odpowiedni trening w młodości. Przez kilka kolejnych lat nauki moc jest niemal nieokiełznana, groźna, ale i olśniewająca, gdy się jej używa. Wiedzący stają się potężniejsi w pobliżu młodych adeptów, gdy mogą czerpać z ich energii, by zasilić własną, pod warunkiem że ich magia jest tego samego typu co nasza. Matka jest wiedźmą Korzenia, tak jak ja, więc może czerpać moc ode mnie.
Jeśli wiedzący zostanie zabity i zamieniony w wampira, traci swoje moce - chyba że zginie właśnie w tych najlepszych latach.
Ja zachowałam moc, tylko że matka - lub jakakolwiek wiedźma Korzenia - może mi ją odebrać, nie zważając na moje protesty.
Jej ramiona, klatka piersiowa i twarz są skąpane w świetle. Robi miarowy wydech. Kiedy otwiera oczy, jej brązowe tęczówki błyszczą wewnętrznym ogniem, a ja się cofam. Minęły trzy lata, odkąd została wampirzycą. Jakaś dziecięca część mnie wciąż tęskni za kochającą mamą, jaką była kiedyś. Nie za tą żądną władzy kobietą, która zagraża bezpieczeństwu ludzi i wampirów.
Przez kilka pierwszych miesięcy po ich ślubie Zenos co wieczór wlewał w siebie o wiele za dużo miodu pitnego i zdradzał mi jej sekrety, gdy tylko matka była poza domem.
Takie jak plany zburzenia bariery otaczającej las.
Naciskałam go, by dowiedzieć się czegoś więcej, ale tylko bełkotał i machał ręką. Nie wiem, jak dokładnie matka chce przełamać barierę, lecz ma dostęp do tak wielu historycznych dokumentów i opowieści w Sali Rady, że jestem pewna, iż zebrała potrzebne informacje.
Matka podnosi rękę wnętrzem dłoni do góry. Chwilę później pojawia się wir powietrza, przynosi pył z zewnątrz; przelatuje pod drzwiami mojego pokoju, prawdopodobnie z otwartego okna na dole. Pył zbiera się na jej dłoni, wirując gwałtownie. Po kilku sekundach wyłania się z niego biały kwiatek z żółtym środkiem, o słodkim orzechowym zapachu - coś takiego mogła zrobić tylko wiedźma Korzenia, dzięki połączeniu z ziemią i wszystkim, co się w niej znajduje: glebą, skałami, roślinami, kwiatami, korzeniami.
Jagody na ustach, fałszywy oddech - tak dba o pozory, że jest śmiertelniczką. Ale tak naprawdę to jej moc przekonuje wszystkich, że nadal jest jedną z nich. Dzięki niej mogła pozostać w Krysztale, lokalnym samorządzie składającym się z kilkorga ludzi i wiedzących - najwyższym szczeblu władzy po cesarzu. Dzięki niej może też zabijać na obrzeżach Arborren bez wzbudzania podejrzeń.
- Doskonale - szepcze, nawet na mnie nie patrząc. Satysfakcja wypełnia jej oczy. Zdejmuje dłoń z mojego ramienia, a pode mną uginają się kolana. Kręci mi się w głowie i muszę złapać się oparcia fotela.
- Zenos wkrótce przyniesie ci trochę krwi, żebyś doszła do siebie. Będziesz ćwiczyć, gdy mnie nie będzie, prawda?
Natychmiast przytakuję, świadoma, że właśnie na taką odpowiedź liczy - często przysyła mi do pokoju rośliny, a czasem misę z ziemią i kamieniami, abym mogła trenować zdolności wiedźm Korzenia.
- Nie chcę, żeby twoje moce osłabły - mówi cicho. - Chronią nas, ale wkrótce nie będziemy musiały już ukrywać, kim jesteśmy. Kiedy wrócę, będziemy bezpieczniejsze niż kiedykolwiek, Ava.
"Kiedy wrócę...". Przechodzi mnie dreszcz. Myślałam, że wybiera się w zwykłą podróż w sprawach związanych z Kryształem, co jednak, jeśli tym razem zamierza zniszczyć barierę i uwolnić wampiry? W tym tygodniu? Paniczny lęk przeszywa mnie na wskroś.
Jeśli jej się powiedzie, wiem, że ludzie i wiedzący ruszą do walki z nami, że niezliczone istoty stracą życie. Nie zyskamy w ten sposób wolności ani władzy. Ludzie odbiją las, a wampiry stracą dom i śmiertelnicy będą na nas polować.
Jeśli zaniosę tę informację Kasjopei, ona mnie ochroni. Przeciwstawi się mojej matce, nie dopuści, by bariera upadła i jej królestwo zostało zniszczone.
Gdyby istniał inny sposób, by powstrzymać matkę... By odzyskać tę kobietę, którą była wcześniej...
- Kiedy cię nie będzie... - zaczynam, a głos mam osłabiony i drżący. - Mogłabym wyjść na zewnątrz, choćby na godzinę czy dwie? Pójdę nawet z Zenosem.
Matka sztywnieje, choć zmiana jest tak nieznaczna, że śmiertelnik niczego by nie zauważył.
- Jeśli teraz opuścisz tę wieżę, to zginiesz, Ava - odpowiada ostro. - A ja zbyt ciężko walczyłam, by dać ci szansę na życie. Rozumiesz to, prawda? - Lekceważącym gestem wskazuje na okno za sobą. - Nie wiesz, jak tam jest. Oni nienawidzą takich jak my. Jesteś zbyt naiwna, zbyt słaba i zdecydowanie zbyt życzliwa, by przetrwać w tak okrutnym świecie. Śmiertelnicy twierdzą, że każdy, kto się od nich różni, musi zostać zabity. Nie wiesz, jak to jest, gdy można liczyć tylko na siebie. Licz więc na mnie, zaufaj mi, bo tylko ja zapewnię ci bezpieczeństwo.
W jej głosie pobrzmiewa ton nieznoszący sprzeciwu, a ja otwieram usta - po co? Mam się z nią kłócić, błagać ją, wściekać się na nią? Nie wiem, słowa zamierają mi w gardle, a chwilę później matka wychodzi. Stuka obcasami o drewnianą podłogę. Drzwi się za nią zamykają. Pociąga za klamkę dwa razy, by się upewnić, że są zamknięte. Gałka po drugiej stronie nie jest srebrna, więc nie sprawia jej to bólu.
A potem już jej nie ma.
Ocieram łzy, które pojawiają mi się w kącikach oczu, świadoma, że to ostatni raz, kiedy widziałam matkę.
Opadam na fotel przy toaletce, ciało mam osłabione, umysł zamglony. Siły mogłyby mi przywrócić tylko sen i krew, ale na razie muszę skupić się na tym, by się stąd wyrwać.
Z dołu dobiegają mnie odgłosy ciężkiego kufra wleczonego po podłodze. Drzwi otwierają się i zamykają, matka żegna się z Zenosem, w domu zapada cisza. Z okna obserwuję, jak idzie ulicą z orszakiem strażników, którzy mają za zadanie chronić radnych Kryształu Arborren. Jeśli jej się uda, oni zginą, co do jednego, podobnie jak wszyscy inni w tym mieście. A ona dalej będzie czerpała moc ode mnie.
Wiem, że ludzie nienawidzą takich jak ja, a mimo to nie pozwolę, by spotkało ich nieszczęście. Słusznie boją się mnie i innych wampirów, które muszą pić krew, by przeżyć, ale ja wciąż jestem tą samą Avą, którą byłam dawniej. Nadal zależy mi na ludziach i na tym miejscu, nawet jeśli oni nigdy nie odwzajemnią moich uczuć. Dowiodę tego, ratując miasto, choćbym miała przekonać tym działaniem tylko samą siebie.
Godzinę później, kiedy już zdążyłam wyjąć dziennik oraz szal ze skrytki w suficie i schować je do poszewki, do której przyszyłam paski, słyszę kroki Zenosa na schodach. Odkładam poszewkę do szafy i wstaję płynnym ruchem.
Drzwi się otwierają i Zenos wchodzi do środka, trzymając w ręku kolejny malutki kubek z krwią.
- Czy tyle ci wystarczy? - pyta.
- Dziękuję, Zenosie - odpowiadam słodkim tonem, którego nie cierpię, ale który sprawia, że on promienieje. Żołądek skręca mi się z obrzydzenia, lecz przypominam sobie, że to niezbędne, by odzyskać wolność. Ta jedna uncja krwi nie wystarczy na długo, ale jeśli się postaram, to może Zenos nie zauważy, jak zakradam się na niższe piętro po kilka worków z krwią przechowywanych w chłodni ani jak wychodzę z domu. Potrzebuję tej krwi, żebym nie musiała martwić się o nią potem, podczas podróży do Kasjopei.
Piję więc i oddaję Zenosowi kubek, a on odwraca się i za chwilę wychodzi. Mój puls przyspieszyłby teraz, gdyby istniał. Sięgam błyskawicznie do wnętrza szafy po szmatkę i spinkę. Cichutko podchodzę do drzwi, zanim się zatrzasną, przytykam materiał do zamka i stukam spinką w srebrną gałkę. Ból przeszywa mi rękę, gdy dotykam srebra, ale przypływ energii mi to rekompensuje. Każdy mój ruch musi być teraz ostrożny. Kroki Zenosa cichną na dole, a ja czekam, dopóki nie usłyszę, jak szpera w papierach w gabinecie.
Dam radę, dodaję sobie w myślach odwagi. Ucieknę z tego domu. Będę podążać za szeptami i wskazówkami z dziennika, dokądkolwiek mnie zaprowadzą, i dowiem się wszystkiego, by powstrzymać matkę. Uratuję Arborren, bo wciąż mam serce, nawet jeśli nie bije od dwóch lat. A potem znajdę nowy dom i wolność u królowej wampirów.
Chwytam poszewkę i przed wyjściem zarzucam ją na ramiona jak plecak. Spiralne schody wiodą przez trzy piętra aż na najniższą kondygnację. Staram się nie myśleć o tym, co wydarzyło się tam na dole. Moje pole widzenia zawęża się niczym tunel, gdy idę po stopniach. Stąpam ostrożnie, żeby drewno nie zaskrzypiało. Wszystko przebiega tak, jak to sobie wyobrażałam, dokładnie tak, jak od dawna marzyłam.
Moje stopy dotykają podestu na trzecim piętrze i już zaczynam się cieszyć, gdy nagle czyjaś dłoń zaciska mi się na łokciu.
Coś szarpie mnie do tyłu i wpadam na Zenosa. Ogarnia mnie panika - wiem, że przegrałam, że wszystkie moje szanse rozwiały się jak dym nad stosem. Jego lodowaty głos rozbrzmiewa nad moim uchem.
- Dokąd to się wybierasz, krwiopijczyni?
Przyciska mi srebrny pręt do szyi, a ja krzyczę.