Antoś czyta mapę
Był łagodny wiosenny wieczór. Krzaki jaśminu pachniały słodko, a domy osiedla skąpane były w miękkim, srebrzystym świetle księżyca.
Duża wskazówka zegara na ratuszu zatrzymała się właśnie na dwunastce i zegar zaczął bić: jeden, dwa...
Wampirek, który siedział na gałęziach kasztana, liczył po cichu:
- ...siedem, osiem, dziewięć. - Dziewiąta. Chyba nie za wcześnie, żeby odwiedzić Antosia, jego przyjaciela? Rodzice Antka na pewno znowu wyszli z domu do kina albo do przyjaciół, tak jak robili w prawie każdą sobotę.
"Na szczęście!" - pomyślał wampirek, gdyż tylko dzięki temu Antoś mógł mu towarzyszyć w licznych nocnych przygodach. Na przykład w wyprawie na bal wampirów, na którym Antek, przebrany za wampira, tańczył z Rydygierem, żeby inne wampiry nie spostrzegły, iż jego przyjaciel jest człowiekiem. Jak śmiesznie Antoś wyglądał podczas tańca, kiedy udawał zakochanego w Rydygierze!
Mały wampir zachichotał. Zaczęło mu się robić gorąco w wełnianych rajstopach i w dwóch pelerynach, z których jedna była przeznaczona dla Antka. Postanowił zapukać do okna przyjaciela.
Zasłony w pokoju Antosia były zaciągnięte, ale wampirek znalazł szparkę, przez którą mógł zajrzeć do pokoju. Antek siedział na podłodze i pochylał się nad wielką mapą.
Wampirek zapukał długimi paznokciami w szybę i zawołał cicho:
- To ja, Rydygier!
Antek podniósł głowę. Przez chwilę wyglądał tak, jakby się przestraszył, ale na widok przyjaciela twarz mu się rozjaśniła. Podszedł do okna i otworzył je.
- Cześć! - powiedział. - Już myślałem, że to puka ciotka Dorota.
Wampirek roześmiał się.
- Nie musisz się jej bać. Poleciała na wiejską zabawę - powiedział, gramoląc się do pokoju.
- Żeby potańczyć?
- Oczywiście, że nie. Prawdopodobnie czatuje przed gospodą, aż pierwsi goście zaczną wychodzić. A wtedy... - Roześmiał się chrapliwie i Antek zobaczył jego kły, ostre jak igły. Jak zwykle dostał gęsiej skórki.
- A przy tym wcale jej ci ludzie nie służą - ciągnął wampirek rozśmieszony. - Ostatnim razem tyle wypili, że ciotka przez dwie noce leżała w trumnie, zatruta alkoholem!
- Oooch - sapnął Antoś cicho.
Nie lubił, kiedy mu przypominano, że wampiry - także jego najlepszy przyjaciel Rydygier - odżywiają się krwią. Na szczęście wampirek przylatywał do niego zawsze najedzony.
Mały wampir wskazał na mapę.
- Odrabiasz lekcje? - zapytał.
- Nie - mruknął Antek ponuro. - Dzisiaj po południu musiałem obejrzeć z rodzicami gospodarstwo rolne. Tutaj, w tej dziurze!
Pokazał jakiś punkt na mapie. Wampirek pochylił się, żeby przeczytać nazwę: Kusięta Małe.
- Tak, tak się ta dziura nazywa. Moi rodzice chcą tam spędzić tydzień wakacji.
- Sami?
- Nie, muszę z nimi jechać. Żeby się naprawdę odprężyć, jak mówi tata. Z dala od gwaru miasta, na świeżym wiejskim powietrzu, na spacerach... - Przy ostatnich słowach Antek tak się rozzłościł, że wampirek musiał się roześmiać.
- Tak źle chyba nie będzie - usiłował pocieszyć Antosia.
- Masz pojęcie! - zawołał Antek, czerwony ze złości. - Jak okiem sięgnąć same krowy, gdaczące kury i rżące konie! Nic się tam nie da robić!
- Może jeździć konno?
- Eee tam, na tych roboczych chabetach!
- Albo jeździć na traktorze?
- Co za nuda! Chciałbym pojechać na wakacje, ale tam, gdzie można coś naprawdę przeżyć. A w Kusiętach Małych... - Zdenerwowany przejechał palcem po mapie. - Posłuchaj tylko, jak się nazywają sąsiednie wsie: Kusięta Wielkie, Czarny Dół, Mole Stare, Mole Nowe. Co się może dziać w takich dziurach?
Łzy napłynęły mu do oczu. Szybko wytarł twarz rękawem, żeby wampirek tego nie zobaczył. Jego rodzice planują tydzień wakacji, a jego nawet nie zapytają! Wyszukali sobie jakieś gospodarstwo w beznadziejnej okolicy i jeszcze oczekują, że on, Antek, będzie się z tego cieszył!
O, on by już wiedział, gdzie pojechać! Na przykład do prawdziwego letniskowego miasta, gdzie jest basen, mnóstwo restauracji, kina, dyskoteki! Ale o jego potrzebach rodzice wcale nie myślą!
- Mnie by się to podobało - powiedział wampirek.
- A mnie nie! - rzucił Antek szorstko.
Nagle coś mu przyszło do głowy.
- Naprawdę by ci się to podobało? - zapytał.
- Owszem. Te nazwy miejscowości brzmią obiecująco. Może są tam wampiry! Może poznasz kilka z nich, kiedy po zmroku przejdziesz się po cmentarzu w Czarnym Dole.
- Ja? - zapytał Antoś podstępnie i z chytrym uśmieszkiem dodał: - My!
Wampirek nic nie rozumiał.
- Jak to my?
- Całkiem po prostu! - zawołał Antek. - Pojedziesz ze mną! Z tobą to będą najciekawsze wakacje w moim życiu!
- Ale... - Wampirka całkiem zatkało.
- Przecież mówiłeś, że mogłoby być całkiem fajnie!
- Myślałem o tobie!
- To, co jest dobre dla mnie, może być dobre i dla ciebie. A może nie jesteśmy przyjaciółmi?
- Jesteśmy...
- Przecież ci pomogłem, kiedy miałeś zakaz wstępu do grobowca i razem z trumną znalazłeś się na ulicy? Może nie pozwoliłem ci mieszkać w mojej piwnicy?
- No, pozwoliłeś...
- Sam widzisz! A teraz możesz coś zrobić dla mnie!
Wampirek odwrócił się od Antka i zaczął obgryzać paznokcie.
- Całkiem mnie zaskoczyłeś - wymruczał żałośnie. - My, wampiry, nie lubimy nagłych decyzji!
- Dlaczego nagłych? - zawołał Antek. - Rodzice jadą dopiero w następną niedzielę. Mamy dosyć czasu, żeby się spokojnie zastanowić. Na przykład jak przewieźć twoją trumnę!
Wampirek skulił się.
- A gdyby tak zaginęła po drodze? - krzyknął. - Wtedy byłoby po mnie!
- Właśnie! Dlatego musimy wszystko dokładnie zaplanować. Może moglibyśmy...
Nagle usłyszeli głosy pod drzwiami.
- Rodzice! - krzyknął Antek przestraszony. - Zwykle tak prędko nie wracają!
Wampirek jednym susem znalazł się na parapecie i rozpostarł pelerynę.
- Przyleć jutro wieczorem! - zawołał za nim Antek. - Omówimy sobie wszystko!
Słabe nerwy
Antek zamknął okno, zaciągnął zasłony i zaczął składać mapę.
Zaraz zapuka mama, bo w jego pokoju pali się światło.
- Antosiu, jeszcze nie śpisz? - zapytała i zastukała do drzwi.
- Mhm - burknął chłopiec.
Mama weszła do pokoju i spojrzała na niego zaskoczona.
- Jeszcze się nie rozebrałeś?
- Nie.
- I znowu tu tak duszno...
Szybkim krokiem podeszła do okna i otwarła je szeroko.
- Przed pójściem spać powinieneś zawsze wywietrzyć, spanie w zaduchu jest niezdrowe!
- Tak, tak - mruknął Antek i zachichotał cichutko. W końcu mama nie mogła wiedzieć, że to charakterystyczny zapach Rydygiera!
- Dlaczego tak wcześnie wróciliście? - zapytał chłopak.
- A co sobie planowałeś?
- Nic. Chciałem tylko...
- ...trochę pooglądać telewizję, prawda?
- Telewizję? Oglądałem mapę!
Ponieważ i tak mu się nie udało jej porządnie złożyć, rozpostarł ją znowu na podłodze.
- Chciałem się dowiedzieć, co ciekawego jest w okolicach Kusiąt.
- I co tam znalazłeś?
- Na przykład Czarny Dół. To brzmi bardzo interesująco. Może tam są... wampiry?
- Wampiry, wampiry! - rozgniewała się nagle mama. - O niczym innym nie myślisz! To wszystko przez te książki, które ciągle czytasz!
Podeszła do regału i zaczęła wyciągać ulubione książki Antosia.
- Drakula. Zemsta Drakuli. Wampiry - dwanaście najstraszniejszych historii. W domu hrabiego Drakuli. Śmiech w grobowcu. - Mama rzucała jedną książkę po drugiej na łóżko syna. - Już kiedy czytam same tytuły, dostaję dreszczy!
Za każdym razem, kiedy jakaś książka lądowała na jego łóżku, Antek wzdrygał się z przykrości. Jednak nic nie mówił, żeby mamy jeszcze bardziej nie drażnić, bo jeszcze by mogła zabrać mu książki.
- Masz po prostu słabe nerwy - powiedział krótko, podnosząc książki i starannie ustawiając je na regale.
- A ty to nie? Gdybyś tak mógł usłyszeć, jak czasem jęczysz i krzyczysz przez sen!
- Bo mi się śni szkoła.
- Szkoła, szkoła. Macie tam jakąś Dorotę?
- Dorotę? - Antoś zbladł.
- Ostatniej nocy wołałeś: "Ciotko Doroto, nie gryź mnie!". Możesz mi to wyjaśnić?
- To... - Antek z trudem znajdował słowa - to nasza sprzątaczka. Ma... ma takie ostre zęby. A ostatnio... zostawiłem worek z kostiumem gimnastycznym w klasie i wróciłem po niego, a ona... tak na mnie patrzyła i zgrzytała tymi zębami...
Spocił się podczas tego opowiadania. Ale mama uśmiechnęła się z niedowierzaniem.
- Jak cię znam, na pewno nie wróciłbyś po worek.
- Miałem tam pieniądze - powiedział chłopak szybko.
Że też mama zawsze musi go przejrzeć! Może sobie wymyślać najwspanialsze historie, a ona i tak wie swoje! Pomóc mogło tylko jedno: powiedzieć prawdę.
- No dobrze. - Antek odetchnął głęboko. - Ciotka Dorota jest ciotką wampirka Rydygiera, Ani Bezzębnej i Lumpiego Mocnego. Jest najgroźniejszym wampirem z całej rodziny Trzęsikamieniów.
Przez chwilę mama była zbyt zaskoczona, żeby odpowiedzieć. Potem jej oczy zaczęły rzucać iskry i zawołała:
- Tych wiecznych historii o wampirach mam już zupełnie dosyć!
- A tata nie - wtrącił Antoś.
- Jak to?
Antek wskazał głową uchylone drzwi.
- Właśnie włączył telewizor. Będzie film o wampirach: Drakula, samotny wędrowiec.
Dźwięki telewizora dobiegały cicho z daleka.
- A ty skąd o tym wiesz? - zapytała mama.
Antek poczuł, że się czerwieni. Nie mógł się przecież przyznać, że przez cały wieczór cieszył się na ten film.
- Aha, więc miałam rację.
- Co?
- Że chciałeś oglądać telewizję. I gdybyśmy tak wcześnie nie wrócili...
- Ależ, mamo! - oburzył się chłopak.
- Miałam, miałam! Ale tym razem nic z tego, bo się zaraz rozbierzesz i powędrujesz do łóżka.
- Dobrze - burknął Antoś, robiąc zmartwioną minę. Musiał przy tym zagryźć wargi, żeby się nie roześmiać: mama najwidoczniej zapomniała, że Antek ma własny telewizor w pokoju!