Wampirek. Tom 5. Wampirek i wielka miłość - Angela Sommer-Bodenburg

Kup ebooka

29.95 zł
23.96 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Osoby w tej książce

Antek lubi czytać ciekawe historie z dreszczykiem. Szczególnie podobają mu się opowiadania o wampirach, których zwyczaje dobrze poznał.

Rodzice Antosia nie wierzą w wampiry. Mama Antka jest nauczycielką, ojciec pracuje w biurze.

Rydygier jest wampirem od stu pięćdziesięciu lat. Jest mały z tego prostego powodu, że został wampirem jako dziecko. Jego przyjaźń z Antosiem zaczęła się pewnego dnia, kiedy chłopiec był sam w domu. Nagle na parapecie zobaczył wampira. Antek drżał ze strachu, ale wampirek zapewnił go, że już "jadł". Chłopiec wyobrażał sobie, że prawdziwe wampiry wyglądają o wiele groźniej, a kiedy Rydygier przyznał mu się, że też uwielbia opowiadania o wampirach i że boi się ciemności, Antek doszedł do wniosku, że wampirek jest całkiem sympatyczny. Od tej pory dosyć jednostajne życie Antosia stało się bardzo ciekawe i ekscytujące: mały wampir pożyczał mu pelerynę i razem latali na cmentarz i do grobowca Trzęsikamieniów. Wkrótce Antek poznał innych członków wampirzej rodziny:

Ania jest młodszą siostrą Rydygiera. Nie wyrosły jej jeszcze wampirze zęby, więc jako jedyna w rodzinie odżywia się mlekiem. "Ale już niedługo" - zapowiada Ania. Ona też lubi straszne historie.

Ciotka Dorota jest najbardziej krwiożercza ze wszystkich wampirów. Spotkanie z nią po zachodzie słońca może być niebezpieczne.

Antoś nie poznał osobiście innych krewnych wampirka Rydygiera, ale widział ich trumny do spania w grobowcu Trzęsikamieniów.

Stróż cmentarny Sęp-Kowalski poluje na wampiry. Dlatego wampirza rodzina przeniosła swoje trumny do podziemnego grobowca. Sępowi-Kowalskiemu do dziś nie udało się znaleźć wejścia.

"Ona"

Antoś wracał do domu z kursu garncarskiego głodny i zmęczony. Otworzył drzwi i stwierdził z zadowoleniem, że w mieszkaniu pachnie smażonymi ziemniaczkami.

Szybko powiesił kurtkę na wieszaku i poszedł do kuchni.

Tata siedział przy stole i kroił ogórki.

- Cześć, Antek - powiedział i dodał z tajemniczym uśmiechem: - Masz gościa.

- Ja? Gościa?

- Tak. Dziewczyna czeka w twoim pokoju.

- Dziewczyna? - powtórzył Antek w popłochu. - W moim pokoju?

Tata uśmiechnął się pod nosem.

- Ale się zaczerwieniłeś!

- Nieprawda! - oburzył się Antek. Na pewno "dziewczyna" wszystko słyszy! - A kto to jest? - zapytał szeptem.

Ojciec zaśmiał się - i nie odpowiedział.

Antek wściekły wypadł z kuchni.

Dziewczyna... u niego w domu... o wpół do ósmej wieczorem...

Nie wiedział, czy ma się cieszyć, czy złościć! Ostrożnie otworzył drzwi do swojego pokoju - i zobaczył Anię, siedzącą na jego łóżku.

Włączyła lampkę i czytała z pochyloną głową.

Jej brązowe włosy były starannie wyszczotkowane i można by ją uznać za całkiem normalną dziewczynkę, gdyby nie lekki zapach stęchlizny i jej czarna, podarta wampirza peleryna!

Chłopak przekroczył próg pokoju, odetchnął głęboko i przywitał się:

- Dobry wieczór, Aniu!

Dziewczynka podniosła wzrok znad książki. Kiedy poznała Antka, jej blade policzki lekko się zarumieniły.

- Antoś! Wreszcie się znowu widzimy!

Odłożyła książkę i podeszła do niego z uśmiechem. Antek jak zaczarowany wpatrywał się w jej usta: jej kły były teraz długie i spiczaste!

Ania zauważyła jego spojrzenie i zaczerwieniła się.

- Nie musisz się bać - oświadczyła. - Nigdy nie zrobię ci nic złego.

Antosiowi zaszumiało w głowie. Nie wiedział, co ma odpowiedzieć.

- Nie cieszysz się? - zawołała Ania.

- Cieszyć się? Z czego?

- Że jestem już prawdziwą wampirką! Teraz Rydygier nie będzie mógł mnie nazywać Anią Bezzębną, która jako jedyna w rodzinie odżywia się mlekiem. Teraz nazywam się Ania Odważna! - Przeciągnęła się i zaśmiała. - A ty się krzywisz jak środa na piątek! - zawołała zdumiona.

- Ja... - mruknął chłopiec, cofając się do drzwi - muszę się najpierw... eee... przyzwyczaić do twoich wampirzych zębów.

- Tak, ja też - zgodziła się Ania. - Wszystko jest teraz takie inne. Tylko ciebie... ciebie lubię tak samo jak przedtem!

Antoś poczuł, że się czerwieni. Szybko odwrócił głowę i spojrzał w okno. Było zamknięte.

- Jak się tu dostałaś? - zapytał, rad, że może zmienić temat na bezpieczniejszy.

- Przez drzwi! Wjechałam na górę windą i zadzwoniłam do was.

- Nie bałaś się moich rodziców?

- Bałam się. Ale powiedziałam sobie: "Ludzkie dziewczynki mogą przyjść do swojego chłopca i zadzwonić, więc i ja muszę to zrobić, jeśli chcę być Anią Odważną".

- No i co rodzice na to?

- Twojej mamy nie widziałam. Ale tata uśmiechnął się i zapytał, czy znowu idę na bal karnawałowy. "Tak", odpowiedziałam, "dzisiaj mamy zabawę w klubie sportowym".

Ania zatarła ręce i zachichotała.

W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi i ojciec Antosia wszedł do pokoju.

- No i jak? - zapytał i puścił oko do Antka. - Dobrze wam się rozmawiało?

- Tak - warknął chłopak, którego rozgniewał poufały ton ojca. - Aż do twojego przyjścia.

- Muszę już iść - powiedziała Ania, skubiąc pelerynę.

- Iść? - zawołał ojciec Antosia. - Ale zaraz będzie kolacja, a ja przygotowałem już dla ciebie koreczki z sera i dużą szklankę mleka. To przecież twoje ulubione potrawy, prawda?

Antosiowi zimny dreszcz przebiegł po plecach. Ale Ania zachowała spokój.

- Dziękuję bardzo - odpowiedziała. - To bardzo miło z pana strony, ale niestety nie mogę zostać na kolacji. W klubie będą kiełbaski z sałatką ziemniaczaną. - Podała ojcu Antka rękę ze słowami: - Do widzenia, do następnego razu - i wyszła.

Antoś odprowadził ją do windy.

- Zobaczymy się jutro znowu? - zapytała z czułym uśmiechem.

- Nie... nie wiem - wyjąkał chłopak.

- Jutro jest sobota! - zauważyła Ania. - Twoi rodzice zawsze w sobotę wychodzą z domu, prawda?

Kiwnął głową z ociąganiem.

- T... tak.

- To możemy razem coś zorganizować - zaproponowała. - W końcu mamy powód do świętowania.

Przyjechała winda i dziewczynka wsiadła.

- Do świętowania? Czego? - zapytał Antek.

- Tego, że już nie jestem Anią Bezzębną - oznajmiła z promiennym uśmiechem i zanim Antek zdążył coś odpowiedzieć, zamknęła drzwi windy.