Prolog
Prolog
Wiele dobrych pomysłów zaczynało się od
tego, że na początku wydawały się kompletnie beznadziejnie. Przecież
znalazłaby pracę gdziekolwiek. Nie była wybredna, mogła aplikować
wszędzie tam, gdzie akurat szukano pracowników. Mogła iść na rozmowę
kwalifikacyjną w tłocznej fabryce, by zyskać namiastkę ochrony... Nie
miała jednak żadnej pewności.
Wybrała więc jego. Zdecydowała się na najbardziej ryzykowny i szalony
krok, ale chyba coś ich łączyło. Cokolwiek by nie powiedziała o swoim
przyszłym szefie -?nie wahał się robić tego, do czego inni nie chcieli
podejść. Cholera, nie dość, że był diabelnie przystojny, to wpadał na
potwornie dobre pomysły.
Wampiry ze sto osiemdziesięcioletnim stażem chyba tak już tak miały.
Chodziła po swojej mikrokawalerce w kółko przez bite pół godziny, nim
przysiadła do laptopa. W szkołach nie uczono jeszcze o Ujawnionych, choć
w rządzie trwały na ten temat rozmowy. Paranormalny lud, stanowiący
niegdyś tylko część legend, pozostawał zagwozdką, i choć ukazał się
światu, podchodził selektywnie do dzielenia się informacjami na swój
temat.
Od lat starała się zbierać skrawki wiadomości, ale czasem miała już dość
trafiania na mur. Tak jak i teraz. Rażąca dezinformacja, nawarstwiające
się plotki i jeszcze więcej mylnych tropów. Jak można badać nieznane,
skoro na wyciągnięcie ręki były popłuczyny zamiast faktów? Wydawało jej
się, że wiedziała wiele o tych istotach, ale zawsze mogła kryć się
gdzieś jakaś ważna informacja.
Od lat musiała na nie uważać, nigdy nie opuszczała gardy. Ba, starała
się nie znaleźć nigdy z żadnym w jednym pomieszczeniu, które nie byłoby
mniejsze niż przestrzeń kościoła. Tak na wszelki wypadek.
Wiedziała, że za bardzo je kusiła.
Piękno wampirów okazywało się ponadczasowe -?zresztą potrafiły się
dostosowywać do wieku, w którym przyszło im żyć. Lwiej części tych
drapieżników nie dało się rozróżnić między atrakcyjnymi ludźmi. Przy,
oby przyszłym, szefie nigdy nie będzie mogła zapomnieć o tym, kim był.
Nie nakręcała się, że uda jej się dostać na rozmowę, a co dopiero samą
pracę... Mimo to odpowiedział na wysłaną wiadomość po dwóch minutach, a dwa dni później zaprosił ją do gabinetu.
-?Dara -?przedstawiła się nieformalnie, z premedytacją wyciągając ku
niemu dłoń.
Dobry Boże, jak on się wtedy uśmiechnął. Gabinet rozbłysnął gwiazdami,
które raczyły na nią spojrzeć przez jego oczy.
-?Dara -?oznajmiła to w taki sposób, że od razu pożałowała podania mu
swojego imienia. Wiedziała, że nie miał na myśli niczego zdrożnego, a jednocześnie brzmiał, jakby coś smakował. Jej krew. -?Przepiękne imię,
oznacza gwiazdę w języku tajskim.
Kąciki ust kobiety drgnęły, ale uścisk dłoni miała tak pewny jak
mężczyzna. Nie przytłaczał, nie testował ani tym bardziej nie narzucał
dominacji. Pomimo zbyt czarującego zdania i wysublimowanego tonu wampir
nie wywierał na razie złego wrażenia.
-?Blisko -?odparła, nieznacznie mrużąc powieki. -?Daramila. Twoja wersja
podoba mi się o wiele bardziej.
Puściwszy ją, wskazał na biurko. Zauważyła mały uśmieszek, który
ponownie wykrzywił jego usta. Aż za bardzo cieszyła go ta uwaga.
Patrzyła na barki mężczyzny kierującego się ku drugiej stronie blatu.
Rozsiedli się niemal równocześnie, przedziwnie zsynchronizowani.
Angel Apollo Lucero, przeprowadzający rozmowę na stanowisko swojej
asystentki, przesunął ku Darze kartkę papieru i długopis, a do wysokiej,
lśniącej szklanki nalał wody. Wiedziała, że doskonale zapamięta ten
moment. To, jak długie palce mężczyzny obejmowały rączkę dzbanka, jak
żadna kropla nie uciekła po wykroju lejka. Tamten moment był precyzyjny,
wszystko chciało być mu podległe.
Dara miała z tym problem, ale też czuła cholerną ulgę.
Jak ktoś tak opanowany, tak wysublimowany i skoncentrowany na
najmniejszym geście mógłby stracić kontrolę? Wierzyła w to z całej siły.
Połowicznie była to naiwność, ale nie chciała przecież popadać w paranoję.
Myślała, że zapyta ją, co wiedziała o Golden Wishes -?o ich świadczeniu
usług dla Ujawnionych, o płaceniu przez nich za research na temat
ludzkich realiów, czy chociażby pośredniczeniu w kupnie i sprzedaży
dóbr, gdy sami Ujawnieni nie wiedzieli, jak radzić sobie w ludzkim
świecie... A nawet o tym, jakie widziałaby zagrożenia czy potencjały
rozwoju.
Jak widziałaby siebie w tej firmie.
On jednak postanowił zaskoczyć Daramilę. Co, jak się spodziewała, pewnie
wejdzie mu w nawyk.
-?Pytaj o wszystko, co chcesz wiedzieć w związku z wampirami. Widzę, że
nie jesteś uprzedzona. Ludzie wciąż tak mało o nas wiedzą i przekłamują
rzeczywistość. Nie żebyśmy ułatwiali im dostęp do informacji.
-?Chcesz mieć to za sobą? Jak randkę w ciemno?
Wygiął ciemną brew, a kły, których nie był w stanie schować, błysnęły
pomiędzy pulchnymi wargami.
-?Obiecuję, godnie się zaprezentuję, żebyś mnie wybrała.
Dara chrząknęła, kierując wzrok w stronę krystalicznej wody. Dobry
był. Musiała się uspokoić, przecież wampiry wyczuwały najdrobniejsze
zmiany w ciele człowieka.
-?Jak bardzo kusi cię moja krew? -?zapytała.
Brwi Lucero poszybowały do góry, tworząc dostojne zmarszczki na czole.
Niesprawiedliwe, jak atrakcyjna okazywała się każda część jego
nieludzkiego ciała. Błękitne cętki w ciemnych oczach mężczyzny wołały do
niej, kusiły, by zatrzymać na nich wzrok trochę dłużej.
Fae, bo nazywano je wróżkami tylko wtedy, kiedy chciało się je obrazić,
posiadały moc natury. Z kolei ci Ujawnieni, którzy w przeciwieństwie do
fae czy wiedźmarów musieli zostać stworzeni -?jak wilkołaki i wampiry -
mieli swoje... osobliwe zdolności. Przeróżne, skomplikowane i takie, o których nie mówi się wprost ludziom. Dara wiedziała tylko tyle, ile sama
zdążyła zaobserwować, i w ten sam sposób działali także wiedźmarzy.
Ludzie szybko nauczyli się, że nie byli po prostu czarownicami i czarownikami, a moc zaklęć oraz eliksirów kosztowała krocie. To, co
potrafili, było nieludzkie i potężne.
Wilkołaki czy wampiry, o których stworzeniu krążyły legendy, a nikt
nigdy nie poznał o nich prawdy, nie miały przywileju czystej mocy. Ta,
choć buzowała w ich żyłach i mogła wiązać się z nadnaturalnymi
zdolnościami, nie zawsze była czysta. Czasem to echo mocy, odbijało się
na nich fizycznie lub psychicznie.
I taki właśnie był Lucero -?choć wyglądał niebywale przystojnie, nie
mógł schować kłów.
-?Kocham ten wiek za plotkarskie strony www -?odparł wampir z lekkim
powarkiwaniem. -?Nie masz się czego obawiać. Nie jestem w stanie
wciągnąć kłów, ale kontrolą szczycę się znamienitą.
Dara z pełną szczerością uśmiechnęła się do mężczyzny, co trochę go
zdziwiło.
-?W dyplomatyczny sposób nie odpowiedziałeś na moje pytanie, ale to
chyba dobrze o tobie świadczy: z tak gładkim językiem nie będę musiała
zajmować się wszczętymi przez ciebie burdami, sam się z nich wyplączesz.
Pierwszą rzeczą, jaką wampiry zrobiły po ujawnieniu się magicznego ludu,
była próba położenia kresu miana dzieci nocy. Drugie imię Lucero nie bez
powodu brzmiało Apollo. Wyglądał właśnie tak: jak słońce, jak blask,
który rozlewa się po każdym mrocznym kącie. Kiedy odrzucił do tyłu
głowę, żeby się roześmiać, Dara odniosła wrażenie, że do pokoju wpadła
gwiazda. Widoczne blizny po ukąszeniach na jego gardle rozświetliły się
na złoto, a jego skóra nabrała blasku.
"Bożki Słońca", tak ich nazywano. Wszystko po to, by przekonać do siebie
kolejny posiłek, stać się maksymalnie atrakcyjnymi dla żywiciela.
Podczas researchu Dara poczytała sobie o potencjalnym pracodawcy, ale
informacje były szczątkowe i nie ufała im za grosz. Nikt jednak nie
ukrywał, że Lucero miał łatkę krwiopijcy z mokrych snów -?mogła jednak
nie czytać tego artykułu TMZ...
-?Twoja krew, panno Sorento, jest aromatyczna, ale póki nie zaburczy mi
w brzuchu, nie musisz wyciągać saraceńskiego kołka. -?Lucero pochylił
się do przodu, wciąż lekko uśmiechnięty.
Drgnęła, jakby to ona otrzymała cios.
-?Kołka? -?powtórzyła, blednąc. -?Nie rozumiem, dlaczego mi o tym
mówisz.
Osinowe, wierzbowe, a nawet dębowe: takie kołki można kupić na każdym
rogu, by uzbroić się przeciwko Ujawnionym. Nigdy jednak nie słyszała o kołku saraceńskim. W całym White Bell nie natknęła się na żaden sklep,
który posiadałby coś takiego.
Powaga w jego spojrzeniu była przerażająca. Dwie jasne cętki, które
znaczyły częściowo źrenicę, dodały mu nienaturalnego wyrazu. Daramila
ściągnęła łopatki, nogi miała napięte.
Nie wiedziała, czy chciała uciec, czy podejść do niego i nadstawić
nadgarstek.
-?Jeśli nie będę mieć przy boku asystentki, której zaufam nawet bardziej
niż w pełni, to ani mój biznes, ani moje życie nie będzie mieć sensu -
odparł.
Chciała pracę i ubezpieczenie na życie, bo Lucero oferował naprawdę
dobre pieniądze, a poza tym -?i co najważniejsze -?znalazłaby się pod
protekcją tego wampira.
Krew Divina Sangre robiła szalone rzeczy z Bożkami Słońca. Daramila
była człowiekiem, ale dotknęła ją właśnie ta "przyjemność". Niewiele tak
naprawdę o tym wiedziała, nigdzie nie mogła otrzymać informacji
dlaczego. Dlaczego taka była, jak sobie z tym radzić -?wiedziała za
to, że przed najgorszym mógł uchronić ją tylko ktoś taki jak Lucero.
Tej samej godziny podpisali wstępną umowę, a potem zaprowadził ją do
pozostałych pracowników Golden Wishes, zmieniając jej życie raz na
zawsze. Dara wywalczyła sobie benefity, składki, diety i wiele innych
rzeczy, tak że szef chyba nie wiedział już, czy oboje sobie żartowali,
czy serio za to wszystko zapłaci.
Lucero był jednak dobrym wampirem i biznesmenem. Na pewno będzie miał z niej użytek.
Rozdział 1
1
W Golden Wishes naprawdę można się było
poczuć jak w lampie dżina. Szkoda tylko, że to Dara musiała wyskakiwać
znienacka, żeby poradzić sobie ze wszystkimi przedziwnymi żądaniami
Lucero. Nawet jeśli podkochiwała się w nim odrobinę na początku, to po
przeszło ośmiu miesiącach w pracy miała ochotę co najwyżej kopnąć go w rów spiczastymi czółenkami. Heroicznie poświęciłaby buta i zostawiłaby
mu go w środku.
Przenigdy jednak nie narzekała, nawet gdy późną nocą musiała dowieźć
grupie fae serpentyny z jarzębiny, wilkołakom duplikowała klucze do
klatek, a wraz z Daisy załatwiała dla selkie negocjatora policyjnego, bo
ich zwyczaje sezonu parowania nie były zbyt popularne wśród ludzi. Ot,
taka praca.
Golden Wishes nie zajmowało się tylko spełnianiem zachcianek Ujawnionych
-?Dara mogła utyskiwać i żartować, ale po pierwszym tygodniu dostrzegła
wagę ich pracy. Lucero okazał się idealnym przykładem tego, ile
cierpliwości musiały w sobie mieć inne istoty, jeśli chciały asymilować
się z ludźmi.
Oczywiście, mieli wyjście: uciec w lasy i góry, odciąć się od tej
nieszczęsnej cywilizacji, ale niby dlaczego? To od zawsze był ich świat,
to ludzie stanowili mutację i zaczęli dominować, aż ujawniony lud stał
się legendą. Powrócili do rzeczywistości dopiero sto lat temu.
Lucero wiedział, że potrzeba zrozumienia i odnalezienia swojego kawałka
miejsca w tym przepastnym świecie była ważna. Tak, wyświadczali drobne
przysługi innym istotom, ale przede wszystkim szukali miejsc, które będą
dla nich przyjazne. Gdy zatrudniał Darę na stanowisko asystentki,
wyjaśnił, że chciał testować takie miejsca. Zwłaszcza że pojawiało się
coraz więcej mieszanych par. W końcu szło za tym wzrastające
zapotrzebowanie odkrywania spokojnych restauracji, sal bankietowych czy
innych eventów.
To, że ktoś napisze "wszyscy mile widziani", nie oznaczało jeszcze, że
tak będzie naprawdę. Dara nauczyła się tego szybciej niż rozpoznawania,
kto cholernie dobrze udawał uprzejmość. Chociaż dziewczyna została
zatrudniona jako osobista asystentka Lucero, pomagała każdemu działowi,
kiedy zachodziła taka potrzeba. Poza nią wampir zebrał siódemkę
utalentowanych osób, które szczerze polubiła.
Pewnie gdyby nie patrzyła zbyt często na szefa zakochałaby się na amen w Daisym. Jego szorstki urok i rękaw pełen stokrotek, to swobodne
podejście, przelotny dotyk... Dara powachlowała się trzymaną teczką.
-?Podziwiasz widoki? -?Daisy uśmiechnął się do niej cwaniacko i mrugnął
sugestywnie.
-?Spadaj, Day. -?Machnęła dłonią w kierunku pokoju terenowego.
-?Co tam sobie mruczysz, puszku? -?Przyłożył dłoń do ucha, jakby słyszał
tylko echo.
Usta Daramily mimowolnie drgnęły, ale udała, że piorunuje mężczyznę
spojrzeniem.
Cholera, uwielbiała tego faceta. Chciała wiedzieć, gdzie tak często
odpływał myślami. Sama nie była lepsza -?wystarczyło jedno zerknięcie na
Lucero i w pierwszym odruchu się rozpraszała. Dopiero po kilku
uspokajających oddechach wracała do prawidłowego rytmu.
Tak, gdyby mogła sobie pozwolić na romans z Dayem, zrobiłaby to bez
zawahania...
Lucero wkrótce wyszedł z gabinetu, żeby do nich dołączyć. Mężczyźni
stanęli przy biurku w lobby, oboje wsparci łokciami o ladę. Z rozdzierającym duszę westchnieniem wstała, by poprawić wizytówki, które
Day lekko przekrzywił łokciem. Wiedziała, że zrobił to specjalnie.
Zanim mogła na niego fuknąć, rozległ się dzwonek. Mężczyźni zerknęli
ponad ramieniem kobiety na drzwi wejściowe, przez które wtoczył się
kurier. Daisy ujął ją w talii i okręcił ich w miejscu. Położyła mu rękę
na barku i ścisnęła w niemym sygnale, że wszystko w porządku.
Dokładnie, Daisy zwalał z nóg swoją opiekuńczością tak często, że
nabierała ochoty na zabranie mu kajdanek, by skuć go w którymś z czterech dostępnych dla pracowników pomieszczeń. Był nie tylko
rewelacyjnym ochroniarzem Lucero i całego Golden Wishes, lecz także aż
zbyt troskliwym przyjacielem. Daramila nie ignorowała zagrożenia, jakie
stanowili przeciwnicy Ujawnionych, ale nie chciała, żeby Day wariował z niepokoju nad jej dobrem.
Czasem żartowała z dziewczynami, że musiał być jakimś tajnym agentem sił
specjalnych, a nie tylko mięśniami na usługach wampira.
-?Dzień dobry, Garrecie! -?przywitała się radośnie, patrząc znacząco na
Daya. Ten kurier wpadał do nich średnio co drugi dzień, nie było żadnych
powodów do osłaniania jej przed nim.
Daisy z nieprzepraszającym wyrazem twarzy wzruszył ramionami i wyciągnął
rękę po podkładkę, żeby pokwitować odbiór. Garret praktycznie od wejścia
zaczął paplać o pogodzie oraz korkach. Dobry był z niego chłopak,
chociaż ich przesyłki zdecydowanie za często lądowały na ziemi.
O i kolejna paczka padła na posadzkę.
Dara westchnęła zbolała, gdy ochroniarz oraz wampir mruknęli
ostrzegawczo. Rozumiała ich niepokój -?White Bell było spokojną
aglomeracją, ale echo zamieszek w Nowym Jorku odbiło się na ich ulicach.
-?To tylko paczka i tylko Garret -?zapewniła łagodnie. -?Zero bombowych
przesyłek.
W tym tygodniu Daisy i Lucero, który wydawał się bodaj najspokojniejszym
wampirem świata, stawali się nie do zniesienia.
Kurier, położywszy wszystkie osiem przesyłek na ladzie, zakłopotał się
mocniej.
-?Ja naprawdę... -?zająknął się, po czym ściągnął swoją czapeczkę, by
potargać sterczące włosy. -?Nic do was nie mam, serio. Mój brat umawia
się z fae i wolałbym ją mieć za rodzeństwo niż tego tłumoka.
Dara ruszyła, by wziąć Garreta pod ramię. Uśmiechnął się do niej
nieśmiało, naciągając czapeczkę głęboko na głowę.
-?Wiemy, Garrie -?przytaknęła, odprowadzając go do drzwi. -?Myślisz, że
mógłbyś nam czasem szepnąć o tym, co dzieje się na mieście? Co się mówi
o innych istotach? Taka pomoc byłaby nieoceniona.
-?Jasne! -?Rozpromienił się cały. -?Mówiłem tłumokowi, żeby zabrał
Tinkel do tej herbaciarni... Tranquility?
Tym razem Dara się uśmiechnęła, gdy przystanęli w progu.
-?Uwielbiam ten lokal! To było pierwsze miejsce, do którego zabrał mnie
Lucero. -?Poczuła zakłopotanie, bo spojrzał na jej szefa. -?W ramach
pierwszego miesiąca pracy w terenie. Miło tam było.
-?Mhm.
-?Zaraz przestaniesz być naszym ulubionym kurierem. Wybierzemy Ricka -
zagroziła.
Roześmiał się pod nosem i życzył jej miłego dnia. Obróciła się
niechętnie w stronę biurka recepcji, od razu napotykając spojrzenie
ochroniarza. Lucero udawał zaabsorbowanego pocztą, ale widziała, jak
jego ucho z małym, złotym śladem blizny nadstawiało się ku niej.
-?Ani słowa, Day -?wymamrotała do ochroniarza. Olśnił ją uśmiechem i napiął założone na piersi ręce.
Wciąż mierzyli się wzrokiem, kiedy przystanęła i wsparła łokieć o blat
wysokiego biurka. Daisy stanął bardzo blisko niej i oparł dłoń za jej
plecami. I tak znalazła się pomiędzy zerkającymi na siebie mężczyznami.
Szef skupiał się na otwieraniu paczki, udając, że niczego nie zauważył.
-?Czy to olejki do testów? -?zapytała zaciekawiona, wyściubiając nos nad
ramię wampira. Starała się przegnać speszenie, gdy zesztywniał lekko. -
Obiecuję, że nie przytaszczę tutaj żadnej wanny!
-?Nie? A szkoda... -?Day chrząknął, kiedy uderzyła go łokciem w brzuch. -
W porządku, byłoby to zdecydowanie przeciw zasadom bezpieczeństwa i Marcellus nie wyraziłby na to zgody.
-?Marcellus nie chce słyszeć niczego o obnażaniu się w miejscu pracy,
nie chce zajmować się kolejnym pozwem, wystarczą mu pogróżki
nastoletnich anonimów -?odparł gładko Lucero. Kąciki jego ust zadrżały,
a kły lekko naparły na pełne wargi. -?To olejki na rany wilkołaków.
-?Och, to cudownie. -?Dara westchnęła, zabierając z rąk szefa fiolki.
Wczytała się szybko w etykiety. -?Na podrażnienia od łańcuchów i uspokajające. Oby były naprawdę skuteczne, nie mam serca patrzeć na
watahę Ophelio w złym stanie.
-?Zobaczysz, przed Nowym Rokiem znajdziemy choć jednemu z nich
towarzyszkę, która złagodzi ich cierpienie i pomoże sile wszystkich -
zapewnił Daisy. Kiedy Dara i Lucero spojrzeli na niego krzywo,
uśmiechnął się aż nazbyt pogodnie.
-?Nie jesteśmy biurem matrymonialnym -?przypomniał szef, bodaj po raz
setny w tym tygodniu, a była dopiero środa. -?Chociaż wyjątkowo mógłbym
przystać na swaty. Również z przyczyn bezpieczeństwa. Ophelio od
początku są naszymi ważnymi klientami, a jeśli nie uspokoimy choć
jednego z żyjących w nich wilków, może w końcu zrobić się groźnie.
Dara napięła się, przeskakując między nimi wzrokiem.
-?Oni nie są aż tak niebezpieczni! -?zaprzeczyła.
Często pomagała trzem alfom, którzy składali się na tę miniwatahę. Z tego, co opowiadał jej Lucero, ich grupa była rzadkością, ale w świecie
Ujawnionych bardzo pożądaną. Połączenie aż tylu alf stawiało Ophelio w ryzykownej pozycji -?ich wilki okazywały się silniejsze, ale podatne na
negatywne echa mocy... W tym odczuwalny brak towarzyszki, która
przyniosłaby równowagę obu ich obliczom. Ale lubiła tych facetów.
Nieważne, jak bardzo wykańczały ich wymuszone przez naturę przemiany
podczas księżycowej kwadry, zawsze traktowali ją z szacunkiem
wywołującym łzy.
-?Nie, ale cierpią -?zgodził się Day, obchodząc biurko. Wklepał coś w system, a jego twarz stała się o wiele bardziej ponura. -?Co miesiąc
mocniej.
-?Dlatego mówisz o końcu roku? Uważasz, że coś złego stanie się z nimi
za trzy miesiące?
-?Wolimy o tym na razie nie myśleć i nie robić za nich żadnych czarnych
scenariuszy -?powiedział cicho Lucero; wymienił spojrzenie z ochroniarzem, nim obaj skierowali wzrok ku kobiecie. -?Ale na ich
życzenie jesteśmy przygotowani, żeby nigdy nie wypuścić ich z zamknięcia, gdyby nie byli w stanie wrócić z wilczej postaci.
-?Kurwa -?sapnęła, uderzając dłońmi o blat. -?W takim razie biuro
matrymonialne!
Lucero uśmiechnął się kwaśno, zwłaszcza że z pokoju wsparcia terenowego
wyczłapała Mariana z najbardziej obscenicznym, pełnym pokonania jękiem.
-?Dopiero skończyliśmy sezon towarzyski selkie! -?Potrząsnęła głową, a jej srebrzystoblond włosy musnęły ramiona. -?Żadnego parowania!
Dara prychnęła niekontrolowanie. Szef spojrzał na nią z błyskiem w oku.
-?Było zabawnie -?wytknął. -?Za rok jednak musimy być uważniejsi.
Jeszcze przepadniesz nam w głębinach.
Wzruszyła ramionami z zakłopotaniem; to był mały wypadek przy pracy.
Poza tym nie skończyła z przypadkowym mężem, w krwi miała profesjonalizm
asystentki zasługującej na słuszną podwyżkę.
Dara zostawiła smęcących coś pod nosem mężczyzn i ruszyła z koleżanką na
kawę. Miały w końcu przejść się do pobliskiego studia tatuażu. Różne
plotki krążyły wokół niego -?miało być to miejsce bardzo przyjazne
kobietom, selektywnie podchodzące do klientów.
-?I tak wiedzą, kim jesteśmy. -?Mariana wzruszyła ramionami. -?Chcę ten
tatuaż, a przy okazji sprawdzimy, czy faktycznie możemy o nich napisać
na naszej stronie.
-?Jesteśmy umówione, Marie. -?Uśmiechnęła się, sięgając po jeszcze jedno
ciastko. -?O której idziecie do Blaze?
-?Idę -?poprawiła koleżanka, zakręcając kubek podróżny. -?Edan utknął
przy planie wesela dla Kiplingów.
Dara zamarła ze swoją kawą w pół drogi do ust.
-?Marie, to żywiołaki, nie powinnaś tam iść sama.
Kobieta nie wyglądała na przejętą. Ekipa wsparcia terenowego najczęściej
ruszała do zadań poza Golden Wishes wspólnie -?głównie ze względów
bezpieczeństwa, ale też przy Ujawnionych lepiej pracowało się w grupie.
Daramila w głowie stworzyła od razu dziesięć scenariuszy, co mogło pójść
nie tak.
-?Przecież byliśmy tam już w zeszłym tygodniu z Edanem. -?Mariana zbyła
niepokój koleżanki machnięciem ręki. -?Są zachwyceni systemem zraszania,
który dla nich znaleźliśmy. Działa na ich ogień z ogromną skutecznością.
-?Marie...
-?Pa, mamuśko!
Dara przewróciła oczami i wyszła za uciekającą koleżanką. Lucero dalej
tkwił przy recepcji, głos Daya dochodził do nich z jego gabinetu. Wampir
patrzył na nią uważnie, gdy stawiała swój kubek przy klawiaturze.
-?Ifryty? Uparta jak one -?wymamrotał pod nosem, kręcąc głową.
Prawie żaden z ich klientów nie był niebezpieczny, ponieważ poszukiwali
właśnie spokoju i harmonii. Jednak "prawie" było słowem niezbywalnym -
nie dało się przeskoczyć pewnych kwestii, zwłaszcza związanych z naturą
Ujawnionych. Daramila nie musiała posiadać mocy wampirów, żeby wyczuć
nadchodzące tarapaty.
Pojedyncze wypady do klientów kończyły się źle raz na sto przypadków -
przeważnie pecha miała Daramila, ale Lucero nigdy nie dawał jej czekać
dłużej niż dziesięć, maksymalnie trzydzieści sekund. Nieważne, czy
przypadkiem zaczęła tańczyć z fae, wpadała do jeziora selkie, prawie
związując się z nim na całe życie, czy o milimetry unikała dziabnięcia
przez wilkołaka.
Szef dbał o swoich pracowników. Nawet tych kłopotliwych.
Marie była kreatywna w rozwiązywaniu wszelkich problemów, ale nawet jej
czasem coś się nie udawało.
Dara kończyła odpisywać na ostatnią partię e-maili, kiedy zadzwonił
telefon.
-?Jest problem. -?Uśmieszek spełzł z jej ust, gdy usłyszała
nienaturalnie poważny głos Marie.
Daramila wyprostowała się na siedzeniu, a Daisy, jakby dostrojony do jej
emocji, stanął w progu gabinetu, który współdzielił z Marcellusem.
Przeszywał ją tak intensywnym spojrzeniem, że musiała przenieść go na
ekran komputera. Wysłała wiadomość, potwierdzając spotkanie dla Lucero,
uśpiła sprzęt i wstała ze słowami:
-?Załatwię to.
-?Zostań w siedzibie, ja pojadę z Darą -?odezwał się ponury szef, gdy
Day otwierał usta. Ochroniarz spojrzał na niego z zaskoczeniem. -?I tak
muszę porozmawiać z Serafinem.
-?Jak uważasz -?mruknął. -?Dzwońcie, gdyby cokolwiek się działo.
Lucero czekał na Darę, trzymając przed nią otwarte drzwi. Z dozą
niepewności, której nie potrafiła się pozbyć, podała mu dłoń.
Od razu poczuła jego głód, jego potrzebę.
Nie wiedziała, jak inaczej to nazwać ani czy to czasem nie była jej
wyobraźnia, ale zawsze, gdy jej dotykał, miała poczucie... Nie, rodziła
się w niej głęboka potrzeba nakarmienia Lucero. Wiedziała, że nie
wpływał na nią w ten sposób specjalnie i nie chciała go peszyć.
Zachowywała to dla siebie, choć za każdym razem, kiedy ich dłonie się
splatały, odczucie okazywało się mocniejsze.
Przenoszenie się z Lucero stało się znośne -?tylko za pierwszym razem
przyprawiło ją to o mdłości. Tak naprawdę lubiła to ich skakanie po
przestrzeni, bo było cholernie wygodne. Co prawda, wampiry mogły się
teleportować tylko w ciągu dnia, przebywając na zewnątrz, ale poza tym
nic ich nie ograniczało. Mogły przenosić się zarówno do miejsc im
znanych, jak i zupełnie nowych, dotąd nieodwiedzanych.
Raz została zabrana przez szefa do Londynu, choć sekundę wcześniej stali
na chodniku przed Golden Wishes. Nieprawdopodobna sprawa.
-?Nigdy mi się to nie znudzi -?wymruczał nisko.
Zamrugała, odsuwając się od niego. Stali już za murem osiedla
żywiołaków.
-?Co?
-?Twój zachwyt.
-?Próbuję nie ubrudzić ci butów, mam delikatny żołądek -?rzuciła przez
ramię, odchodząc od niego jak najszybciej. Starała się utrzymywać
neutralną minę, by szef jej nie rozgryzł. Nie korzystał też z echa mocy,
bo by to wyczuła.
Lucero roześmiał się za nią. Dodał coś jeszcze, ale zrobił to zbyt
cicho, żeby przebiło się przez szum krwi w jej uszach.
Przed bramą osiedla stał Serafin, przywódca ifrytów na dole zostało
mało, może da się to inaczej ograć składowo? Bell.
-?Witaj, puszku, nie spodziewałem się, że pies cię puści. -?Wyciągnął ku
niej dłoń.
Spojrzała na niego krzywo.
-?Nie mów tego tak głośno, bo Daisy cię usłyszy -?westchnęła, zerkając
ponad ramieniem mężczyzny.
Ogień jego uścisku obmywał jej ciało w miły, nieinwazyjny sposób. Zawsze
cieszyła się z tej cechy żywiołaków: jeśli mieli złe zamiary albo po
prostu byli zdenerwowani, dało się to wyczuć. Dara nie wiedziała, czy to
przypadkiem nie wina jej specyficznej krwi, że tak dobrze potrafiła
zorientować się w używaniu mocy przez wampiry i we wpływach innych
istot.
Lucero praktycznie deptał jej po piętach, niemal czuła widmo jego kłów
nad nadgarstkiem ifryta. Szturchnęła łokciem szefa tak nonszalancko, jak
tylko mogła. Serafin był jednak w pełni skupiony na niej.
-?Dziwię się, że nie przyszedł z tobą. Day nie przepada za nami po
ostatnim... -?rzucił raczej w gawędziarski sposób, ale widziała po jego
oczach, że go to dręczyło.
-?Nikt nie wścieknie się na ifryty za ich ogień -?powiedział
uspokajająco Lucero. Nie musiała na niego patrzeć, by wiedzieć, że
cokolwiek go napadło, przypomniał sobie o profesjonalizmie. -?Nikt też
nie zginął, to jest najważniejsze.
Serafin się skrzywił.
-?Teraz też to się nie stanie -?zapewnił i nagle zmęczonym gestem
przesunął dłonią po twarzy. -?Chodźcie ze mną. Szczerze mówiąc, to nic
wielkiego, ale potrzeba dwójki bliskich osób do rozwiązania pieczęci.
-?Ifrycka pieczęć? -?jęknęła Dara. -?Małżeńska? Potwierdzająca
obietnicę? Albo wiesz co, nie chcę wiedzieć która, powiedz nam jakim
cudem?
Serafin uśmiechnął się pod nosem, zerkając na nich ponad ramieniem.
-?W sumie to całkiem zabawne, chociaż wątpię, że Mariana tak to widzi...
Lucero ledwo mógł utrzymać łagodny, opanowany wyraz twarzy, Daramila
miała w sobie więcej powściągliwości. Marie pojawiła się przed nimi
oszołomiona i lekko okopcona, a jej włosy stały na sztorc z nerwów.
Chyba już nigdy nie pojawi się na terenie ifrytów.
-?Muszę to odespać -?wymamrotała, oklepując dla pewności ramiona. Na
bluzie miała wyraźnie odciski dłoni. -?Wrócę do biura jutro, dobrze?
-?Oczywiście -?zapewnił Lucero, patrząc na nią ze zdziwieniem. -?W życiu
teraz bym cię tam nie zaciągnął, Mariano. Weź jutro dzień wolnego,
naprawdę.
W oczach kobiety błysnęła wdzięczność. Pożegnawszy się z Serafinem,
odprowadzani zdecydowanie ognistymi spojrzeniami, przenieśli się pod
budynek Marie. Lucero poczekał, aż wejdzie do środka, i położył dłoń na
krzyżu Dary. Spojrzała na niego zaskoczona -?na jego zmarszczone brwi
oraz język, który wysunął się lekko, by oblizać wargi.
-?Jesteś głodna?
-?W sumie tak, to był długi dzień, ale...
-?Biuro się nie zapadnie, jeśli żadne z nas nie wróci. No chodź.
Nie dał jej wyboru, po prostu przeniósł ich w miejsce, które miał na
myśli. Otworzył przed nią drzwi i wprowadził do środka, przy czym nawet
na sekundę nie zdejmował dłoni z jej pleców. Daramila wciąż czuła się
bardzo rozgrzana po wizycie u ifrytów. Ogień, który rezonował z ciał
tych Ujawnionych, zwłaszcza przy zawieraniu umów czy więzów małżeńskich,
mocno oddziaływał na ciało człowieka. Jeśli za długo było się narażonym
na jego działanie, mogła wystąpić gorączka. Zwykły skutek uboczny ich
mocy czasem wywoływał podniecenie, czasem zwykłą ospałość. I choć
wrzesień na razie nie był chłodny, po wizycie u ifrytów i przełamywaniu
prawie małżeńskich więzów Darze zdecydowanie nie groziło zmarznięcie.
Lucero pilnie podążał za każdym jej ruchem -?pomógł gdy chciała ściągnąć
marynarkę, odsunął krzesło, żeby usiadła, i podał otwartą kartę, kiedy
po nią sięgała.
Przyjrzała się mu, mrużąc powieki.
-?Lucero -?zaczęła ostrzegawczo.
Kącik ust mu drgnął, ale spojrzeniem leniwie przesuwał po menu.
Zaciekawiona zerknęła między strony, bo naprawdę w niewielu miejscach
podawano krwawe sorbety i truflowe leudie -?podobne do pralinek słodycze
na bazie, cóż, krwi.
Ledwo powstrzymała się od gwizdnięcia na widok karty dań. Łączyła w sobie kompozycje dla co najmniej trzech ras: ludzkiej, wampirzej i wodnego ludu. Potrawy selkie były podwójnie ryzykowne, dlatego
zainteresowanie kobiety wzrosło. Rozejrzała się wokół z zaciekawieniem.
Wystrój okazał się wręcz skandalicznie zwykły, w żaden sposób nie
wywoływał skojarzeń z jakąkolwiek istotą. Obsługujący ich kelner był
człowiekiem, ale za barem widziała wilkołaka. Aurę mieli nie do
pomylenia z żadną inną.
-?Zerknę na jedzenie ludzi i jeśli się okaże tak dobre, na jakie
wygląda, to nasi klienci będą zadowoleni -?szepnęła.
Po tym, jak złożyli swoje zamówienie, pochyliła się ku Lucero. Ten z uśmiechem odwzajemnił postawę kobiety.
-?Nie jesteśmy teraz w pracy. -?Wzruszył ramionami na jej zdziwienie. -
Czasem mogę chcieć zrobić coś miłego dla moich pracowników.
-?Zawsze jesteś dla wszystkich miły. -?Westchnęła, wznosząc oczy ku
górze.
-?A nie powinienem być, Daramilo? -?zapytał ochrypłym, słodkim głosem.
Chrząknęła zakłopotana, bo kelner pojawił się z drinkami. Najchętniej
wypiłaby swój na raz.
Chryste, jak długo utrzymuje się ogień ifrytów? Nie potrzebowała być
teraz tak rozgrzana...
-?Ta rozmowa idzie w zbyt pikantnym kierunku -?wymamrotała pod nosem, po
czym upiła łyk malinowej margarity.
-?Jakim? -?Przekornie przekrzywił głowę, oczy mu błyszczały.
"Za dużo ifryckiego ognia -?powtarzała sobie. -?To tylko ich ogień".
-?Nijakim -?chrząknęła, poprawiając się na krześle. -?O spójrz, nasze
jedzenie.
Lucero miał czelność roześmiać się w głos. Nie patrzył na stawiane przed
nimi talerze, ale na nią. Na jej rozgrzane policzki, na skręcone,
spuszone włosy i mokre od alkoholu wargi.
Przed oczami miał ramiona Daya, jego dłonie tak blisko niej.
Patrzył na nią, nie chcąc widzieć Daisy'ego tuż przy jej ciele. Nie
chciał, żeby ich zapachy łączyły się, sprawiając, że pragnął obnażać kły
w zły sposób. Patrzył na nią i chciał spijać...
-?Cofnąłeś się o dwa wieki?
Drgnął zaskoczony.
-?Co?
Uniosła oczy ku górze; nienawidził, gdy to robiła. Zawsze, za każdym
razem troszkę unosiła brodę.
Pokazywała mu gardło.
A jego kły, które nigdy nie mogły się schować, pragnęły rozerwać skórę,
aż poczują tę cudowną Divina Sangre.
-?Czasem to robisz -?powiedziała, sprowadzając go na ziemię. -?Tak
głęboko pogrążasz się w swoich myślach, że nie ma cię w tym wieku.
"Wówczas jestem w tobie, w moich wyobrażeniach. Każdego dnia" -
pomyślał.
Uśmiechnął się tajemniczo, tak enigmatycznie, jak tylko wampiry
potrafiły. Daramila była wybitną asystentką -?chociaż drżała jej warga z podenerwowania, nie uciekała, tylko zaczęła rozmawiać o czekającym na
nich jedzeniu.
Kule z krwi i czekolady smakowały na jego języku jak sen o niej.
Rozdział 2
2
Przenigdy nie zgodziłaby się na kolację z Lucero, gdyby wiedziała, że przez dwa kolejne tygodnie tak często będzie
ją wspominać. Z jakiegoś irytującego powodu ciągle wracała do tamtych
chwil. Do dłoni mężczyzny, które nagle były tak blisko niej, do jego
niskiego głosu... a przecież zawsze brzmiał tak hipnotyzująco. On nie mógł
tego po prostu wyłączyć.
Myślała też o świetle w restauracji. O sposobie, w jaki układało się na
jego twarzy, ustach.
Na jego kłach.
Daramila starała się nie myśleć o wampirzych przymiotach. A od tej
kolacji myślała tylko o nich. Zjedli dobry posiłek, umówili się na
wspólny seans najnowszego filmu o łowczyni wampirów -?ironiczne, ale
mieli bawić się świetnie.
Szlag niech trafi tamten wieczór.
I tak namówiła Lucero, żeby napisał recenzję dla tej restauracji.
Otrzymali przez nią sporo podziękowań od czytelników portalu Golden
Wishes. Dodatkowo wpadły im cztery zlecenia od różnych Ujawnionych na
sprawdzenie około dziewięciu miejscówek.
Tamta recenzja wydawała się inna, a przynajmniej Dara inaczej ją
odbierała.
Był właśnie ostatni dzień września, biuro buzowało od oczekiwania na
rozpoczęcie oficjalnego sezonu Halloween. White Bell przepełniała duma z tego, jak w trakcie święta wyglądało całe miasto. Dara bardzo lubiła tę
atmosferę -?to gorączkowe ustrajanie każdego budynku i ulic, jakby z minuty na minutę przenosili się do innej czasoprzestrzeni.
Norabel wyciągnęła z pieczary Nathaira, wykorzystując jego wysokie ciało
w ramach drabiny. Daisy patrzył na nich zaniepokojony, gotowy złapać
którekolwiek padnie pierwsze. Nora uparła się, że rozwieszą girlandy
lampek w kształcie dyń. Zdominowały powierzchnię sufitu, sięgając do
podłogi, na której znajdowały się dyniowe figurki wyrzeźbione przez
samego Marcellusa. Jak na najbardziej powściągliwą, zamkniętą osobę w Golden Wishes ich prawnik był także pierwszym, który robił coś dla
całego biura. Norabel praktycznie udusiła go w uścisku, kiedy Nathair
pomógł mu przenieść wszystkie osiemnaście, pięknie wyrzeźbionych dyń z samochodu.
Dara naprawdę uwielbiała tych ludzi.
Lucero przystanął tuż przy jej fotelu.
-?Przepięknie to wygląda -?przyznał. Omiatał spojrzeniem lobby, swoich
pracowników, a na końcu Darę. -?Czy nie będzie ci przeszkadzało, jeśli
na październik przydymimy wszystkie okna, by te lampiony cię oświetlały?
"Mnie?" -?pomyślała Dara, a na głos odparła:
-?Ach, masz na myśli biurko? Nie ma problemu. Gdyby coś się działo, mam
lampkę! -?odparła z szerokim uśmiechem. Położyła mu dłoń na ramieniu i ścisnęła lekko. -?Norabel będzie zachwycona tym pomysłem!
-?Tak, na pewno -?powiedział, zerkając na jej dłoń.
Usłyszała stłumiony śmiech Daya, a na szczęce Lucero drgnął mięsień.
-?Chodźmy do mnie -?odezwał się spiesznie. -?Zweryfikujemy październik i jeden pomysł.
-?Jaki? -?Aż zapaliła się na te słowa. Wampir miał interesujące, nieco
przewrotne pomysły i nawet jeśli kończyło się na tym, że mieli więcej
pracy, to i tak się nimi ekscytowała.
Chociaż Daisy pewnie nie chciał wspominać o ostatnim razie, gdy
sprawdzali potworne kasyno. Nielegalne, trzeba dodać, czego wtedy nie
wiedzieli. Marcellus prawie się zapłakał przez kłopoty, które wywołali.
Ale premie za to były nieziemskie.
Lucero uśmiechał się łagodnie, gdy zamykał za nimi drzwi. Obejrzała się
na niego i poprawiła spódniczkę, która chyba podjechała jej za wysoko na
udach, bo tam zerknął. Chrząknął, rozpinając marynarkę, ruchy miał
dziwnie spięte. Przeszedł tuż obok, pachnąc zbyt dobrze, żeby nie
poruszyła nosem.
Prędko usadowiła się na fotelu przed biurkiem i otworzyła swój ukochany
notes. Jakiś czas temu, gdy Lucero zobaczył, że bardzo oszczędzała
prezent od mamy, kupił jej całe pudło tego samego modelu. Nie wiedziała
jakim cudem, bo sama próbowała i były niedostępne... Przesunęła dłonią po
stronie z wyszczególnionym najważniejszym planem na październik. Na
tablecie natomiast otworzyła terminarz. Szef zerkał na tekst, który
śledziła palcami.
-?Nasze pierwsze Halloween razem. -?Uśmiechnęła się, czując ekscytację i oczekiwanie.
-?Dlatego zrobimy coś, żeby je zapamiętać -?odparł, na co przekrzywiła
głowę z zaciekawieniem. -?Żeby wszyscy zapamiętali. Amerykanie kochają
to święto. Dzięki temu mogą nas lepiej poznać.
Daramila wygładziła stronę notesu, uciekając na bok spojrzeniem.
-?Jakoś nie pomyślałam o tym wyobcowaniu, które czują Ujawnieni,
przepraszam -?mruknęła cicho, speszona.
-?Nie chciałem cię strapić.
I właśnie tak wyglądał; jakby przejmował się tym, że mógł ją urazić.
-?Daj spokój, po prostu uczę się, jak wygląda sytuacja Ujawnionych z ich
perspektywy -?przyznała, patrząc na jego usta. -?Uczę się ciebie. -
Odchrząknęła zakłopotana. -?To znaczy, wampirów. Ale tak poza tym, czy
masz jeszcze jakiś specjalny plan na ten czas? Mamy trochę zabukowanych
terminów na nadchodzące tygodnie. Założę się, że wpadnie jeszcze kilka
zleceń, pewnie niejedno miejsce będzie chciało się teraz przypodobać
istotom, ale mogę jeszcze zrobić poszerzony research, gdyby zaszła taka
potrzeba.
Lucero przyglądał się jej uważnie, nie była jednak pewna, o co mu
chodzi. Gdy mówiła, coś rozbłysło w jego oczach. Jak na złość od razu
przypomniała sobie o tym, jak wyglądał w przydymionym świetle
restauracji.
Jak jego język owijał się wokół słodkich kulek, które...
-?Daramilo, wszystko w porządku? -?Głos Lucero wyrwał ją z zamyślenia.
Mężczyzna pochylił się nad biurkiem, dłonią sięgnął ku jej twarzy.
Zimnym palcem musnął policzek kobiety. Zdziwiła się, że go nie
roztopiła.
-?Gorączka ifrycka -?wymamrotała, a wampir roześmiał się, opadając na
fotel.
-?Rozbrajasz mnie. -?Machnęła na niego jak na natrętną muchę i zachęciła, by powtórzył. -?Spójrzmy na halloweenowe świętowanie dwojako.
Jakby to były randki par oraz grup, a także imprezy okolicznościowe.
Z takimi konkretami mogła pracować. Przesunęła dłonią po dekolcie swojej
bluzki, czując gwałtowny łomot serca. "Randki w pracy, dzień jak co
dzień przecież. Nic specjalnego chodzić na randki z szefem, żeby biznes
się kręcił.
Pączek z posypką, czysta przyjemność.
Mhm".
-?Wszystkie w temacie Halloween? -?upewniła się, wiercąc się w miejscu.
-?Czy może też jakieś uniwersalne?
-?Nie ma co się ograniczać, chociaż dobrze będzie się trzymać klimatu -
potwierdził, przekrzywiając głowę.
-?Jesteśmy umówieni! -?zawołała, notując. W końcu pozwoliła sobie na
szybki wdech na uspokojenie i wróciło jej zwyczajowe podekscytowanie
nowymi projektami. -?Zrobimy sobie randkowe niespodzianki, żeby poczuć
klimat i zobaczyć, co się sprawdza. A resztę obgadamy wspólnie.
-?Randkowe niespodzianki -?wymruczał nisko, a długopis poleciał jej po
stronie, robiąc niezłą krechę. -?Podoba mi się, jak to brzmi.
A Daramila zakłopotała się tym, jak brzmiał on. Zamknęła notes z odrobinę za dużą werwą. Chrząknąwszy, przesunęła po kalendarzu,
wybierając dzisiejszą datę.
-?Możemy zacząć nawet teraz -?powiedziała, a on jakby czytając w jej
myślach, ruszył do stolika, w którym trzymał świeżą wodę i napoje dla
rozmówców. Nalał dla niej pełną szklankę i patrzył uważnie, jak piła. -
Przepraszam, to z emocji -?wyjaśniła.
-?Jasne.
-?W każdym razie dziś mamy rozmowę z parą fae, która ma ceremonię
zaślubin z kobietą w listopadzie.
-?Nie dogadaliśmy już tego?
-?Tak, tak -?przytaknęła, przeskakując do e-maila. -?Chyba po prostu
łapie ich przedślubny stres i jeszcze raz potrzebują wszystko przegadać.
-?A nie powinni, ta kobieta szczerze ich kocha. -?W oczach Lucero
błysnęło zrozumienie. -?Ach, ci fae, zawsze przedziwnie niepewni.
-?Nie kpij z nich -?mruknęła kwaśno, zerkając na niego znacząco.
-?To rodzaj sympatii -?odparł, mrugając niewinnie. -?Za bardzo kochamy
kobiety, żeby się nie przejmować ich zdaniem na nasz temat.
-?Dobra, dobra -?wymamrotała. Czuła, że zaczyna się rumienić. -?Oprócz
tego mieliśmy spotkanie z burmistrzem, ale odwołał je godzinę temu.
-?Ponownie -?wycedził powoli Lucero. Zreflektował się i pochylił głowę.
-?Daramilo, świetnie wykonujesz swoją pracę, burmistrz po prostu nie
posiada żadnego negatywnego czy pozytywnego stanowiska względem
Ujawnionych i w obawie o swój elektorat próbuje udawać, że lepiej nie
mieć z nami nic wspólnego.
-?Wyświadczyłby sobie przysługę, gdyby z nami współpracował -
powiedziała rozgoryczona. -?Wiem, że nie powinnam odbierać tego aż tak
osobiście, ale nawet gdy mnie irytujesz, to po prostu nie wyobrażam
sobie, że można cię lekceważyć.
Na kilka chwil ich spojrzenia się spotkały, a jasne cętki w jego oczach
rozbłysły mocniej. Nozdrza Lucero rozdęły się, jednocześnie napiął ciało
i szykował się do działania. Tak jak oczekiwała, sekundę później
zastukano do drzwi. Ich klienci mieli skandalicznie idealne poczucie
czasu.
-?Fae do was -?oznajmił Daisy zbyt gromko i radośnie.
-?Dzięki, asystentko -?rzuciła, zezując na ochroniarza, który stanął w progu. -?Gdzie twój seksowny strój?
-?Zabrałaś mi dziś rano, puszku. -?Mrugnął do niej z wilczo
wyszczerzonymi zębami. Zerknęła na Lucero, który poniekąd warknął.
-?A tobie co? Głodny jesteś? -?Zmarszczyła zaniepokojona brwi. -
Cholera, twoje ulubione leudie toffee jeszcze nie dotarły!
-?Wystarczy, że się...
-?Daisy, wprowadź naszych gości -?burknął Lucero, przerywając mężczyźnie
w pół zdania.
-?Ach! -?Daramila poderwała się prędko na równe nogi. Pod pachą miała
notes, w dłoni tablet, a drugą ręką zagarnęła swoją szklankę. -?Zaraz po
tym mamy spotkanie w kwiaciarni, z którą panowie tak wspaniałomyślnie
skontaktowali nas ostatnim razem!
Lucero posłał jej domyślny uśmiech.
-?Najlepsza asystentka -?szepnął, kiedy fae wchodzili.
Wcale nie pokraśniała na tę pochwałę. Czasem troszkę lubiła swojego
szefa.
Rozdział 3
3
Zapewnili ich co najmniej piętnaście razy,
że upewnili się o możliwości potrójnej ceremonii. Ludzie i fae nieczęsto
brali śluby, ale nie było to zakazane czy niewykonalne. Żaden z panów
młodych jeszcze w to nie wierzył. Obaj uroczo i bezsprzecznie kochali
swoją przyszłą żonę... tylko trochę dodając pracy całemu Golden Wishes.
Daramila, zobaczywszy powtórną prośbę o spotkanie, skorzystała z otrzymanego od nich numeru i zadzwoniła do kwiaciarni Rudy Pąk.
Tak jak przeczuwała, obaj fae po prostu chcieli jeszcze raz przejść
przez wszystkie uzgodnienia. Tak, obsługa przyjęcia była mieszana,
oczywiście, że catering tworzyli Ujawnieni i nikt nie zostanie otruty.
DJ to profesjonalista, a sama sala posiadała długoletnią tradycję pełną
wsparcia oraz akceptacji.
Dara przy każdym powtórzeniu ustaleń i każdej uspokajającej wypowiedzi
Lucero wprowadzała trochę zamieszania. A to wstała, żeby rozprostować
nogi, to westchnęła, że za dwadzieścia minut rozpoczyna się spotkanie w Pąku i z przejęciem zaproponowała, że może przejdą się tam razem.
Pod kwiaciarnią Lucero kręcił głową w zadumie.
-?Nigdy bym nie znalazł nikogo takiego jak ty, Daro, nawet jeśli
szukałbym stuleciami. Spadłaś mi z nieba.
-?Nie wywiniesz się z tej randki, zaczniemy halloweenową misję
wcześniej. -?Posłała mu olśniewający uśmiech i kciukiem wskazała na
wnętrze Rudego Pąka, do którego weszli. Prowadząca zajęcia zachichotała
i pokazała im wolne miejsca do wyboru. -?Co prawda rezerwując miejsce w warsztatach, jeszcze o tym nie wiedziałam, ale kocham zrządzenia losu.
-?Spryciara -?wyszeptał na wydechu Lucero, gdy zostali zagonieni do
kąta.
-?To było uzgodnione, ale pasuje nam do październikowej agendy. -
Niewinnie wzruszyła ramionami. W ich obszarze pracy kontakty z cateringami i kwiaciarniami były istotne, nigdy nie odmawiali poznania
nowego źródła współpracy. Teraz po prostu wygodnie się złożyło.
Usiedli przy wysokim stoliku na dość twardych krzesłach. Tyłek Dary aż
jęknął, kiedy wdrapała się na siedzisko. Lucero z niepokojem patrzył na
tę akrobację. Ręka wampira zawisła niebezpiecznie blisko jej uda.
-?Spokojnie, spódnica mi nie pęknie, jest elastyczna.
-?Ale ja nie -?wymamrotał.
Parsknęła śmiechem i zasłoniła dłonią usta z przepraszającym zerknięciem
na organizatorkę.
-?Przysięgam, czy wszystkie wampiry z wiekiem muszą nabierać humoru?
Powiedział coś brzmiącego dziwnie "jakbym żartował". Rozproszyło ją
jednak intensywne śmianie się jednego z uczestników warsztatów dla par.
Dźwięk ten przypominał duszenie się, aż oboje z szefem upewnili się, że
nikt nie umierał.
Daramila skorzystała z okazji i rozejrzała się po wnętrzu kwiaciarni.
Stoły, przy których wszyscy siedzieli, na co dzień służyły do
prezentacji kompozycji oraz kwiatów na sprzedaż. Kobieta zauważyła
mechanizmy podnoszące i opuszczające a stołki, na których część par
siedziała, wyglądały jak niedopasowana zbieranina.
-?To nie jest najbogatsze miejsce -?szepnął do niej na ucho Lucero.
Widziała, że robił w myślach notatki. -?Prawdopodobnie czasem zmagają
się z finansami, ale spójrz na pracownicę i organizatorkę.
-?Są zgrane -?zgodziła się, kątem oka podglądając przejście na tył
kwiaciarni. Kobiety uśmiechały się do siebie, po przyjacielsku się
poszturchiwały i w ich ruchach nie było widać żadnej sztuczności. -
Pewnie próbują wszystkiego, żeby interes się kręcił. Wcześniej
próbowałam się umówić na zwykłą rozmowę o kwiaciarni i przejrzenie
kosztów, ale zaproponowała to. -?Wskazała dyskretnie dłonią na zebranych
ludzi i Ujawnionych.
Brew wampira drgnęła.
-?Miałaś ochotę na romantyczną ikebanę?
-?Ha, może do tego romans z tobą? -?mruknęła półgębkiem. -?Nie brzmi to
źle! Zaczęłabym krzyczeć, jeśli zobaczyłabym jeszcze raz jakieś suche
liczby zamiast działania. Ostatnio rzadko wychodzimy razem w teren,
zaszyliśmy się w biurze.
Gorącym westchnieniem rozwiał włosy opadające na jej ramię. Kątem oka
zobaczyła jego udręczoną minę.
-?Dlatego chcę to zmienić.
-?Chcemy -?poprawiła prędko. -?Oboje potrzebujemy tej zmiany. -?Mruknął
coś rozkojarzony i ponownie rozejrzał się po sali.
-?Skoro o akcji mowa, razem z nami zebrały osiem par. -?Lucero obrzucił
wszystkich prędkich, czujnym spojrzeniem. -?Międzygatunkowe, wszystkie.
Jak na taką małą kwiaciarnię to naprawdę dobry wynik.
-?I nie wszyscy chcą rozmawiać o interesach -?wtrąciła, pochylając się
bliżej niego. -?W sumie wątpię, żeby wiedziały, która z kobiet na sali
dzwoniła, więc będziemy traktowani równo.
-?Chociaż, czy można tu mówić o specjalnym traktowaniu, jeśli wiadra z kwiatami są ogólnodostępne?
-?Chyba że dostalibyśmy wstążki z muślinu... ale skoro wejście było za
przystępną cenę, wątpię, że chodziło wyłącznie o zarobienie na tym
evencie. Plus zaproszenie na spotkanie, jakie znalazłam na ich
socialach, wyglądało dość neutralnie, co może sugerować autentyczną
dostępność dla Ujawnionych -?szepnęła.
Wampir mruknął w zgodzie i oboje spojrzeli na duszącego się ze śmiechu
mężczyznę, zwróconego twarzą ku swojej partnerce.
Pogrążyli się w analizie otoczenia, ocenie potencjalnych klientów oraz
ogólnym rankingu wartości dla innych istot tak bardzo, że nie zauważali
zbliżającej się do nich właścicielki. Głowy mieli tak blisko siebie, uda
tak mocno oparte o siebie nawzajem, że jeszcze sekunda, a Dara po prostu
usiadłaby wampirowi na kolanach, żeby nie zdradzić się z ich prawdziwą
rozmową.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki