Rozdział trzeci
Berlin
1908-1910
W 1908 roku Gropius wrócił do Berlina. Miasto zmieniło się od czasów jego dzieciństwa. Było teraz najszybciej rozwijającym się ośrodkiem manufakturowym w całej kontynentalnej Europie. Mieszkańców nieustannie przybywało. Większość berlińczyków tłoczyła się w mało higienicznych warunkach w potężnych kamienicach przypominających baraki. Nawet w bardziej eleganckiej zachodniej części miasta, gdzie stał dom rodzinny Gropiusa, czuło się narastającą niepewność. Dziennikarz Robert Walser, który w 1905 roku przyjechał do Berlina ze Szwajcarii, pisał: "Wszystko tutaj zostaje wciągnięte w niekończący się proces kultywacji i zmiany"[1].
Centrum stolicy tętniło szaleńczym niemal życiem. "W Berlinie człowiek ma nieustanne wrażenie, że właśnie rozległa się syrena alarmowa. Dokoła bieg, nieustanna ucieczka"[2]. Tego rodzaju opis tłocznych, ruchliwych ulic Berlina przywodzi na myśl burzliwą atmosferę obrazów Kirchnera. Kawiarnie dostojne niczym pałace pękały w szwach, wypełnione przez gości oddających się flirtom lub po prostu opychających się ciastkami. Sklepy wielobranżowe i pasaże handlowe, ośrodki miejskich pokus i przyjemności kryjące się wewnątrz futurystycznych budynków ze szkła, żelaza i stali, a więc z materiałów symbolizujących nowoczesność, odmieniły oblicze stolicy.
Gropius niemal od razu znalazł pracę w pracowni Petera Behrensa. Polecił go Karl Ernst Osthaus - poznany w Madrycie młody, ale wpływowy patron awangardowej sztuki i architektury, założyciel muzeum Folkwang w Hagen. Przyjaźnił się z Behrensem, podziwiał go i powierzył mu pierwsze zlecenia. Wiedza Gropiusa na temat ceramiki zrobiła na Osthausie nie lada wrażenie. Osthaus kupił nawet kilka dzieł, które polecił mu Gropius. Napisał do Behrensa, zalecając przeprowadzenie rozmowy rekrutacyjnej z obiecującym młodzieńcem, gdy tylko wróci on do Berlina.
Pracownia architektoniczna Behrensa, ciesząca się coraz większym powodzeniem, miała siedzibę w Neubabelsbergu opodal Poczdamu, a ściślej rzecz biorąc, w dużym studiu zbudowanym w tym celu w ogrodzie domu rodzinnego architekta. Praca wrzała, panował duch optymizmu. Behrens miał dobre oko do utalentowanych ludzi. Zatrudnił choćby młodego Miesa van der Rohe na asystenta. Przez jakiś czas van der Rohe i Gropius pracowali razem nad projektem osiedla. Wkrótce do ekipy w Neubabelsbergu dołączył też Le Corbusier.
Na początku dwudziestego wieku każdy architekt o wyrobionej świadomości społecznej zdawał sobie sprawę, jak ogromnymi wyzwaniami są rozwój miast i rozpędzona industrializacja. Behrens jednak podchodził do wszystkiego w sposób imponująco chłodny i systematyczny. "Każdy problem związany z projektowaniem rozpatrywał świeżym okiem, bez uprzedzeń", wspominał Gropius. Opisywał przełożonego jako człowieka "onieśmielającego, nienagannie ubranego, o sposobie poruszania się typowym dla konserwatywnego hamburskiego patrycjusza. Był obdarzony silną wolą i przenikliwym umysłem. Kierował się raczej rozumem niż emocjami"[3]. Gropius zawsze nazywał Petera Behrensa swoim mistrzem. Podkreślał, że to właśnie on wpoił mu praktyczne podstawy architektury i projektowania.
Behrensowi zawdzięczał fundament dalszego rozwoju[4]. Największą rolę grało wizjonerstwo bardziej doświadczonego architekta. Jako projektant był on człowiekiem niezwykle wszechstronnym. Nie ograniczał się do tworzenia budynków, dbał również o ich wystrój: projektował meble i tkaniny, oświetlenie, sztućce, talerze i porcelanę. Świetnie orientował się w typografii. Jako kierownik artystyczny Allgemeine Elektricitäts-Gesellschaft (AEG), największego dostawcy sprzętu elektrycznego w Niemczech, miał w firmie decydujący głos we wszystkich sprawach związanych z architekturą i designem. Nie będzie przesadą uznanie go za człowieka, który dał początek wzornictwu przemysłowemu i temu, co dziś nazywamy identyfikacją wizualną firmy.
Wcześniej był spiritus movens w kolonii artystów w Darmstadcie, utworzonej dzięki wsparciu wielkiego księcia Hesji w 1899 roku. Książę, podobnie jak Osthaus, należał do ogólnoeuropejskiej sieci postępowych młodych koneserów sztuki, bez których dwudziestowieczny modernizm zapewne nie zdołałby się rozwinąć. Był synem księżniczki Alicji, ulubionej córki królowej Wiktorii, i anglofilem. Uwielbiał brytyjską sztukę i rzemiosło. Dekorując pałac w Darmstadcie, zamówił dzieła Charlesa Roberta Ashbeego i Mackaya Hugh Bailliego Scotta. Darmstadzki dom Behrensa był również przepięknie wykończony i spójny artystycznie. Stanowił doskonałą realizację hasła ruchu Arts and Crafts: "Sztuka jest życiem". Zapowiadał też późniejsze architektoniczne koncepcje Gropiusa. Behrens traktował architekturę całościowo, oczekiwał, że będzie ona obejmowała wszystko, począwszy od struktury budynku, a skończywszy na wystroju i designie przedmiotów użytkowych. Mamy tu do czynienia z ewidentną inspiracją dla Gropiusowej koncepcji Gesamtkunstwerk, dzieła totalnego.
Wiele lat później Ise Gropius zauważyła, że współpraca z Peterem Behrensem, "który był nie tylko sławnym architektem, ale też projektował przedmioty użytkowe", dała Gropiusowi dużo "praktycznej wiedzy"[5]. Pisała to przy okazji pierwszej wizyty w warsztatach Bauhausu w Weimarze, oglądając praktyczną, bezpośrednią naukę technik ceramicznych, ciesielskich, metaloplastycznych, tkackich i malarskich. Behrens doceniał zarówno rękodzieło, jak i produkcję maszynową. Kilka miesięcy przed zatrudnieniem Gropiusa dołączył do grona współzałożycieli Deutscher Werkbundu, postępowej grupy zrzeszającej architektów, projektantów, artystów, rzemieślników, przemysłowców, akademików i intelektualistów. Ich celem była reforma sposobu, w jaki uczono projektowania. Werkbund pragnął zbliżenia sztuk pięknych i sztuki użytkowej, przedefiniowania społecznej roli artysty i stopniowego rozwinięcia nowej kultury "opartej na szacunku do twórczych mocy jednostki"[6]. Krył się tu też pewien podtekst polityczny, członkowie Werkbundu zamierzali bowiem usprawnić niemiecką gospodarkę, dbając o wyższe standardy estetyczne produkowanych towarów. Kwestie te były niezwykle ważne dla Gropiusa, który przystąpił do Werkbundu w 1910 roku.
Gropius skromnie twierdził, że na początku w pracowni otrzymał rolę "chłopca do wszystkiego, podlegającego profesorowi Behrensowi"[7] - wykonywał wszelkie zadania, które akurat należało wykonać. Jego pierwszym bardziej oficjalnym zajęciem było nadzorowanie budowy dwóch nietypowych ekstrawaganckich domów w Hagen, czyli Villi Cuno i Haus Schröder. Projekty zostały pierwotnie zamówione przez Karla Ernsta Osthausa. Obydwie wille znajdowały się na wzgórzu górującym nad miastem w dzielnicy Eppenhausen, gdzie Osthaus tworzył kolonię artystyczną, inspirując się przykładem Darmstadtu.
Gropiusa chętnie przyjmowano w domu Behrensa w Neubabelsbergu. Jak się zdaje, traktowano go tam niczym ulubionego syna. Nauczył Petrę, córkę przełożonego, gry w tenisa. Sam zresztą celował w tym sporcie, był silny i zręczny, dopóki nie nadwyrężył nadgarstka, wskutek czego pisanie i kreślarstwo, stanowiące jego piętę achillesową od wczesnej młodości, stały się jeszcze trudniejsze.
Również pod względem zawodowym Behrens wziął Gropiusa pod skrzydła. Dzielił się z nim specjalistyczną wiedzą choćby na temat tajników stereometrii wykorzystywanych przez średniowieczne gildie albo na temat geometrii w greckiej architekturze. Behrens, podobnie jak jego uczeń, podziwiał Schinkla. Uważał się za jego następcę. Zdarzało się, że razem z Gropiusem wybierali się, by oglądać budynki Schinkla w Poczdamie i w okolicy.
W 1908 roku Behrens zabrał swojego młodego asystenta na wizytę studyjną do Anglii. Był to pierwszy pobyt Gropiusa w kraju, do którego miał wyemigrować w latach trzydziestych. Nie zachowały się informacje na temat szczegółowej trasy podróży. Wiadomo, że dwaj architekci oglądali fabryki, budynki przemysłowe i obiekty historyczne. Najprawdopodobniej, planując wyjazd, zasięgnęli rady Hermanna Muthesiusa, głównego twórcy koncepcji Deutscher Werkbundu. Muthesius pracował wcześniej w niemieckiej ambasadzie w Londynie. W latach 1896-1903 studiował angielskie budownictwo mieszkaniowe. Po powrocie do Niemiec zaczął publicznie głosić zalety prostego, racjonalnego podejścia ruchu Arts and Crafts.
Możemy domniemywać, że w Anglii Gropius i Behrens odwiedzili Bedford Park, miasto ogród zaprojektowane przez Richarda Normana Shawa, i znajdujący się tam niezwykły dom autorstwa C. F. A. Voyseya, architekta, którego Muthesius darzył wyjątkowym podziwem. Najprawdopodobniej widzieli też ogromną halę peronową dworca St Pancras, będącą niezwykłym osiągnięciem inżynierskim, stworzoną przez Williama Henry'ego Barlowa, oraz Pałac Kryształowy Josepha Paxtona, dziewiętnastowieczne arcydzieło ze szkła i żelaza, jeden z pierwszych prefabrykowanych budynków. Gropius nazwał go później "przełomowym dziełem w historii budownictwa", wraz z którym "narodziła się nowoczesna architektura"[8].
Podczas podróży do Anglii Gropius spotkał się ze stryjem Willym, najmłodszym bratem swego ojca. Znał go (a także jego żonę i piątkę zanglicyzowanych dzieci) z wakacji u stryja Ericha w Janikowie. Zachowała się pamiątka ze spotkania w 1908 roku: zdjęcie przedstawiające Gropiusa i jego stryjenkę na ławce w Chislehurst.
W okresie, kiedy Gropius był zatrudniony u Behrensa, trwały już prace nad nową fabryką AEG w berlińskiej dzielnicy Moabit. Gropius nigdy wcześniej nie miał do czynienia z przedsięwzięciem budowlanym o tak wielkiej skali. Hala, w której produkowano potężne silniki turbinowe, była największym budynkiem o stalowej konstrukcji w całym Berlinie. Ambicje artystyczne bynajmniej nie zeszły tu na dalszy plan. Idealista Behrens pragnął, by fabryka "śpiewała donośną pieśń pracy"[9]. Nic dziwnego, że hala turbinowa przywodziła na myśl monumentalizm projektów Schinkla. Położono też wielki nacisk na godne warunki pracy robotników, co nadało projektowi nowoczesny charakter. Nie chodziło wyłącznie o funkcjonalność, ale też o aspekty znacznie ważniejsze. Dzięki naukom Behrensa Gropius twierdził później, że w każdym człowieku drzemie poczucie piękna. Obudzenie go uważał za jedno z podstawowych praw pracowniczych.
Znakomicie dogadywał się z Waltherem Rathenauem, synem założyciela AEG. Walther, pełen werwy i obyty młody przemysłowiec, przyjaźnił się między innymi ze Stefanem Zweigiem, Maxem Reinhardtem czy Rainerem Marią Rilkem oraz z architektem i projektantem Henrym van de Veldem. Został sportretowany przez Edvarda Muncha, wymieniał telegraficznie wiersze z Richardem Dehmelem. Był modernistą, miłośnikiem amerykańskiej architektury, człowiekiem rozkochanym w technologii i prędkości. W 1910 roku, kiedy Rathenau piastował już stanowisko kierownika AEG, Gropius zwrócił się doń z osobistą prośbą o spotkanie i rozmowę na temat domów z prefabrykatów.
Zainspirowała go wizyta w osiedlach robotniczych przy zakładach Kruppa w zagłębiu Ruhry. Przedstawił Rathenauowi dokument, w którym proponował, by AEG zainwestowała w prefabrykowane domy. Przekonywał, że Amerykanie już rozwijają działalność na tym polu, o czym świadczą choćby katalogi Sears, Roebuck & Co. oraz Hodgson Company z Dover w stanie Massachusetts. Oferowały one elementy domów w różnych stylach, o różnych kształtach i rozmiarach. Wystarczyło złożyć zamówienie pocztowe i poczekać, aż wszystko zostanie dostarczone i złożone na miejscu. Rathenau nie podchwycił pomysłu. Mimo to marzenia o tanich, szybko stawianych domach przez wiele lat odgrywały zasadniczą rolę w pracy Gropiusa.
Z czasem zaczął się oddalać od Behrensa. Ulegał innym wpływom; zainteresował się zwłaszcza współczesną architekturą w Stanach Zjednoczonych. Matka, która jak zawsze go wspierała, zwróciła jego uwagę na prace Franka Lloyda Wrighta, dopiero co zyskującego rozgłos w Niemczech. Poszli razem na pierwszą zorganizowaną w Berlinie wystawę projektów Amerykanina. Pierwsza w Niemczech książka na temat Wrighta, Wasmuth Portfolio, powstała pod redakcją Charlesa Roberta Ashbeego, pół Anglika, pół Niemca, architekta reprezentującego angielski ruch Arts and Crafts. Wyraźnie widać tu rozmaite krzyżujące się wówczas nurty designu i architektury. Gropius, młodzieniec niezwykle ambitny, czuł coraz większe zniecierpliwienie.
Poza tym w pracowni Behrensa zaczęły się kłopoty. Szef wpadł w gniew - co całkowicie zrozumiałe - kiedy Gropius błędnie wyznaczył wysokość strychu w Villi Cuno w Hagen. Klient, doktor Willi Cuno, był burmistrzem miasta. Jego żona wytknęła projektantom wszystkie błędy. Skarżyła się też na brak odpowiedniego nadzoru budowlanego i wynikające z tego problemy z krętymi schodami oraz z "nad wyraz dokuczliwym zawilgoceniem ścian"[10]. Również Haus Schröder okazał się niedoskonały pod względem technicznym. Odpowiadał za to rzecz jasna Gropius, nadzorujący budowę obu willi.
Behrensa mógł też zirytować fakt, że Gropius zwrócił się do Walthera Rathenaua za jego plecami. Niektórzy sugerowali ponadto, że Behrens, początkowo blisko związany z Gropiusem, uległ kompleksom na punkcie swojego pochodzenia. Był nieślubnym dzieckiem, wcześnie został osierocony i wychowywał się w rodzinie zastępczej. Tymczasem Gropius pochodził z szacownego, bezpiecznego mieszczańskiego domu.
Sam Gropius także zaczął narzekać na pracownię Behrensa. Nie znosił płaszczenia się przed bogatymi klientami. Pragnął zaspokajać prawdziwe potrzeby mas. Ponadto jego zdaniem problemy brały się głównie stąd, że Behrens nie potrafił odpowiednio zarządzać liczbą przyjmowanych zleceń. Zawsze był przepracowany, zawsze robił wszystko w pośpiechu. Choć może Gropius po prostu usprawiedliwiał w ten sposób swoje błędy? Z drugiej strony Le Corbusier też uskarżał się na kaprysy i nieracjonalność pracodawcy, a w Neubabelsbergu wytrzymał zaledwie parę miesięcy. Napięcie między Gropiusem a Behrensem doprowadziło do nieuchronnego rozstania. Gropius napisał do Osthausa, który poznał ich ze sobą: "Ostatnimi czasy nasze różnice zdań przybrały na sile tak bardzo, że wczoraj uznałem, iż nie mogę dłużej dla niego pracować"[11]. W lipcu 1910 roku odszedł z pracowni. Mimo to zdawał sobie sprawę, jak wiele zawdzięcza Behrensowi, i jeszcze przez wiele lat utrzymywał z nim kontakty.
-----
Porzuciwszy Behrensa, Gropius założył własną pracownię architektoniczną niedaleko Neubabelsbergu (później przeniósł się do Berlina). Zdawał się nieprawdopodobnie pewny siebie, biorąc pod uwagę, jak niewiele miał doświadczenia praktycznego. Zatrudnił nowego asystenta, Adolfa Meyera, który przez pewien czas również pracował u Behrensa, dopóki nie przeniósł się do Brunona Paula, innego postępowego architekta z kręgu Deutscher Werkbundu. Meyer, rok starszy od Gropiusa, był interesującą postacią. Pierwotnie kształcił się na stolarza meblowego, ale podczas studiów w düsseldorfskiej Kunstgewerbeschule zafascynował się holenderskim architektem i teozofem Johannesem Lauweriksem. Duchowość niezwykle go interesowała. Wierzył w harmonię doskonałą, zarówno na poziomie praktycznym, jak i metafizycznym. Podjął ścisłą współpracę z Gropiusem, która trwała aż do 1925 roku (z przerwą na okres pierwszej wojny światowej).
Adolf Meyer to tajemnicza postać w biografii Gropiusa. Od dawna trwają spory o to, który z nich za co odpowiadał w pracowni. Gropius zawsze podkreślał, że choć doceniał wkład twórczy Meyera, to jednak ten ostatni nie był równorzędnym partnerem, lecz pracownikiem. Sam Meyer nigdy nie przedstawił własnego punktu widzenia. Umarł tragicznie we względnie młodym wieku - utonął w Morzu Północnym koło wyspy Baltrum.
Zasadniczo jednak model współpracy Gropiusa i Meyera stał się z czasem dla tego pierwszego podstawowym modus operandi. Cały proces przebiegał powoli. Gropius objaśniał Meyerowi swe pomysły. Meyer interpretował je i przelewał na papier kreślarski. Potem Gropius mówił, jakie należy wprowadzić poprawki. Stało się to podstawą jego ewoluującej teorii partnerstwa w architekturze. Metoda sprawiła jednak, że budynkom Gropiusa niekiedy brak transcendentnego osobistego rysu, który znajdujemy w dziełach Le Corbusiera czy Miesa van der Rohe.
Dwudziestosiedmioletni Gropius otwierał praktykę, mając pierwsze zlecenia od swego najwierniejszego klienta, stryja Ericha. Ambitny krewny kupił nowy majątek koło Janikowa: dziesięć hektarów żyznych ziem, a także budynki rolnicze i domy dla pracowników. Gropius i Meyer mieli co robić. Oprócz tego stryj Erich załatwił im zlecenia u znajomych z okolicy. Były to jednak dość drobne prace i sytuacja pracowni bynajmniej nie była stabilna.
Najważniejsze zlecenie Gropius również zawdzięczał rodzinie - ale ze strony matki. Starał się nawiązywać kontakty z przedsiębiorstwami, które potrzebowały nowych budynków. Zawsze potrafił się powołać na odpowiednio ważną osobę. Tak też zrobił, pisząc do Carla Benscheidta, właściciela fabryki Faguswerk w Alfeld w Dolnej Saksonii, produkującej prawidła do butów ortopedycznych. W liście Gropius powołał się na członka rodziny Maxa Burcharda, starostę Alfeld. Benscheidt, postępowy przemysłowiec, udał się na wykład Gropiusa w Folkwang Museum w Hagen. Idee młodego architekta wielce go zaintrygowały.
Wykład poświęcony był budynkom przemysłowym i sztuce monumentalnej. Gropius wykorzystał swoją ulubioną ilustrację, przedstawiającą olbrzymie silosy zbożowe w Stanach Zjednoczonych. W tamtym okresie obsesyjnie kolekcjonował zdjęcia amerykańskich budynków przemysłowych, w czym pomagał mu jego patron Karl Ernst Osthaus. Na krótko zanim zaczął prace nad projektem fabryki Fagusa, napisał do Almy Mahler (wówczas już swej kochanki), która spędzała zimę w Nowym Jorku w towarzystwie męża, Gustava. Zwierzał się jej z romantycznych architektonicznych marzeń:
Chciałbym zbudować wielką fabrykę z białego betonu, tylko nagie ściany, a w nich potężne okna. Wszystko to zwieńczone czarnym dachem. Wielki, czysty kształt o bogatej strukturze, niezakłócony żadnymi drobnymi wariacjami kolorystycznymi, żadnymi malarskimi czy architektonicznymi popisami. Siła budynku brałaby się wyłącznie z jasnych ścian i cieni. Prostota. Egipska cisza. Jestem coraz bardziej przekonany, że praca to jedyne bóstwo naszych czasów i musimy wykorzystać sztukę, by dać temu odpowiedni wyraz[12].
Ostatecznie fabryka Fagus wyglądała nieco inaczej. Nie powstał futurystyczny budynek z marzeń Gropiusa. Kiedy jednak w lutym 1911 roku doszło do spotkania architekta z Benscheidtem, obaj od razu stwierdzili, że dobrze się dogadują. Gropius dostał zlecenie.
Produkcja prawideł do butów ortopedycznych wymagała specjalistycznej wiedzy. Popyt na prawidła pojawił się za sprawą popularności naturopatii oraz kultu zdrowia i wolności, panującego w Niemczech na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Sam Benscheidt, przebywszy w dzieciństwie przewlekłą chorobę, postanowił przejść na naturopatyczną dietę. Został wegetarianinem i przez całe życie odbywał poranne spacery boso po polach. Powołanie poczuł w młodości, kiedy zatrudnił się w znanym ośrodku leczenia naturopatycznego, prowadzonym przez Arnolda Rikkiego. To właśnie Rikki jako pierwszy uświadomił sobie, że problemy ze stopami nękające wielu pacjentów wynikają z noszenia źle dobranych butów. Zaradzić mogło tu specjalne obuwie ortopedyczne. Prawidła produkowane przez Benscheidta pozwalały szewcom pracować staranniej, a także, w zależności od potrzeb, wprowadzać różnice między lewym a prawym butem.
Przedsiębiorczy Benscheidt, mający powiązania z Lebensreformbewegung, dziewiętnastowiecznym niemieckim ruchem reformatorskim, zaczął od otwarcia warsztatu w Hanowerze. Produkował tam zarówno prawidła, jak i buty. Następnie został zatrudniony przez Carla Behrensa jako główny kierownik w firmie mieszczącej się w Alfeld. Dzięki technicznym innowacjom Benscheidta wkrótce zdominowała ona niemiecki rynek obuwia. Po śmierci Behrensa Benscheidt pokłócił się z jego spadkobiercami i rzucił pracę. Spotkał się z Gropiusem, bo znalazł amerykańskiego inwestora - United Shoe Machinery Corporation z Beverly koło Bostonu - i zakładał własną firmę. Z umyślną nietaktownością postanowił zbudować swój zakład naprzeciwko fabryki Behrensa w Alfeld. Zadbał też o prywatną bocznicę kolejową, połączoną z główną linią Hanower-Getynga. Biorąc zlecenie na budowę fabryki Fagus, Gropius pakował się w sam środek ostrego sporu między dwoma przedsiębiorcami. Musiał też zaspokoić ambicje Benscheidta, który zamierzał pokazać światu, na co go stać.
Początkowo fabrykę miał zaprojektować kto inny. Benscheidt zatrudnił Edmunda Wernera, hanowerskiego architekta, który już wcześniej pracował dla Behrensa i miał doświadczenie w przedsięwzięciach tego rodzaju. Zanim Benscheidt zatrudnił Gropiusa, Werner zdążył przygotować plan budowy fabryki Fagus i plany poszczególnych pięter, a także sporządził rysunki techniczne. Benscheidt wahał się jednak, czy powierzyć mu projekt zewnętrznej strony budynku. Sądził, że architektowi brakuje po temu talentu. Za wygląd fabryki, wizytówkę nowego, postępowego przedsiębiorstwa, odpowiadać miał Walter Gropius.
Schody w fabryce Fagus w Alfeld
Inspiracji dostarczyła mu bez wątpienia zaprojektowana przez Petera Behrensa hala turbinowa AEG. Niewykluczone, że Gropius i Meyer dostali zlecenie dzięki swoim powiązaniom z tamtym budynkiem. Fabryka Fagus wyrażała ducha nowoczesności: jej architektura miała głosić wszem wobec, że oto powstała świątynia postępowego industrializmu, pałac piękna wzniesiony dla robotników, których Benscheidt pragnął podbierać konkurentowi z naprzeciwka. Budowa spektakularnej fasady ze stali i szkła, zaprojektowanej przez Gropiusa i Meyera, ruszyła w maju 1911 roku. Ponieważ produkcja prawideł rozwijała się w najlepsze, powstała potrzeba wzniesienia dodatkowych budynków. Zimą 1912 roku Werner poszedł w odstawkę. Wszystkie nowe zlecenia trafiły do Gropiusa. Tak oto zawiązała się bliska relacja między nim a rodziną Benscheidta, trwająca do 1925 roku.
Budynek fabryki Fagus, wykonany ze szkła, stali i żółtych cegieł powstał na podstawie poprawionych i rozbudowanych planów. Ukończono go w 1914 roku. Zajmuje szczególne miejsce w dziejach architektury, jest to bowiem pierwszy europejski przykład konstrukcji z użyciem ściany osłonowej, a więc rozwiązania, w którym szklana ściana zewnętrzna nie pełni funkcji nośnej. Budynek wydaje się zatem przesłonięty kurtyną ze szkła. Do jego poprzedników zaliczają się nie tylko hala turbinowa AEG, ale też inne eksperymentalne gmachy ze szkła i metalu, na przykład budynek Wedermühle Hansa Poelzinga we Wrocławiu. Jednak w fabryce Fagus szkło zastosowano na znacznie większą skalę. "Eteryczny materiał", będący zasadniczym elementem wizji Gropiusa, nadaje architekturze niezwykłą lekkość[13].
Krytyk Reyner Banham szczególnie podziwiał oszklony południowo-zachodni narożnik długiej fasady, a zwłaszcza znajdujące się w środku schody, które zdają się unosić w powietrzu. Banham określał budynek mianem "klasycznego przykładu ucieleśnienia nowoczesnej wrażliwości w architekturze. Przestrzeń jego jest otwarta, przejrzysta, nieograniczona. Z czasem stało się to najbardziej zniewalającym wkładem stylu międzynarodowego do języka architektury"[14]. Aczkolwiek krytyk podkreślał też, że budynek zapewne nie zyskałby sławy, gdyby nie jego fotogeniczność.
Gropius postrzegał później fabrykę Fagus jako swoje pierwsze znaczące dzieło. Potrafił zaciekle bronić własnej reputacji i pod koniec życia wdał się w spór z amerykańskim teoretykiem i krytykiem architektury Lewisem Mumfordem, twierdząc, że fabryka to pierwszy przykład prawdziwie nowoczesnego projektu budowlanego, poprzedzającego dzieła André Lurçata czy Le Corbusiera. Ise Gropius odwiedziła fabrykę w 1924 roku, krótko po ślubie. Była pod wrażeniem, zapisała jednak w dzienniku: "Cóż za szkoda, że budynek ten znajduje się w niewielkiej mieścinie, przez co jest tak mało znany"[15].
Po drugiej wojnie światowej syn Bernscheidta Karl, zarządzający wówczas fabryką, poinformował Gropiusa, że amerykańscy żołnierze nie uwierzyli, że gmach o tak nowoczesnym wyglądzie powstał w 1911 roku. Przekonały ich dopiero zaprezentowane przez przedsiębiorcę oryginalne plany i rysunki.