Wall Street, banki i amerykańska polityka zagraniczna - Murray N. Rothbard

Kup ebooka

19.90 zł
16.52 zł (16,92 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WPROWADZENIE

Ja­kub Wo­zin­ski

Przed­sta­wi­cie­le fi­lo­zo­fii li­ber­ta­riań­skiej ucho­dzą czę­sto za oso­by po­zba­wio­ne trzeź­we­go oglą­du rze­czy­wi­sto­ści. Za­rzu­ca im się, że na­iw­nie do­szu­ku­ją się funk­cjo­no­wa­nia pro­ce­sów ryn­ko­wych w świe­cie, któ­ry dzia­ła we­dle zu­peł­nie od­mien­nych za­sad. Lek­tu­ra ni­niej­szej książ­ki po­ka­zu­je jed­nak, że naj­słyn­niej­szy w hi­sto­rii li­ber­ta­ria­nin jak mało kto był po­zba­wio­ny złu­dzeń co do tego, że ży­cie go­spo­dar­cze i po­li­tycz­ne jest pod­da­ne dyk­ta­to­wi zło­wro­gich klik i śro­do­wisk, któ­re za fa­sa­dą "ka­pi­ta­li­zmu" nie­ustan­nie dzie­lą mię­dzy sie­bie łupy i wy­ko­rzy­stu­ją sys­tem de­mo­kra­tycz­ny do ma­chi­na­cji na ogrom­ną ska­lę.

Choć Mur­ray N. Ro­th­bard zna­ny jest na ogół jako au­tor ra­dy­kal­nych teo­rii spo­łecz­nych, anar­cho­ka­pi­ta­li­sta i kon­tro­wer­syj­ny dzia­łacz po­li­tycz­ny, na kar­tach Wall Stre­et, ban­ków i ame­ry­kań­skiej po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej daje się po­znać jako do bólu trzeź­wy i wni­kli­wy ob­ser­wa­tor ży­cia po­li­tycz­ne­go i go­spo­dar­cze­go. W prze­ci­wień­stwie do zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści prac, któ­re eks­plo­ru­ją te­ma­ty­kę deep sta­te i naj­czę­ściej wią­za­nych z jego ist­nie­niem or­ga­ni­za­cji ta­kich jak Ko­mi­sja Trój­stron­na, Rada Sto­sun­ków Mię­dzy­na­ro­do­wych czy też Gru­pa Bil­der­berg, Ro­th­bard sta­wia przede wszyst­kim na pre­zen­ta­cję go­łych fak­tów. Jest to me­to­da o tyle cen­na, że za­miast kon­stru­owa­nia roz­bu­do­wa­nych teo­rii opar­tych na do­my­słach i hi­po­te­zach, au­tor słusz­nie za­kła­da, iż od­po­wied­nio bo­ga­ty ma­te­riał fak­to­gra­ficz­ny mówi nie­ja­ko sam za sie­bie. Cała ni­niej­sza książ­ka sta­no­wi tak na­praw­dę pre­zen­ta­cję jed­ne­go wiel­kie­go ko­ro­wo­du osób, któ­re po­ja­wia­ją na po­li­tycz­nej sce­nie, aby tyl­ko do­go­dzić po­tęż­nym biz­ne­so­wym śro­do­wi­skom, a po skoń­cze­niu pu­blicz­nej służ­by wra­ca­ją do rad nad­zor­czych i za­rzą­dów fun­du­szy in­we­sty­cyj­nych, ban­ków lub kor­po­ra­cji.

Żar­to­bli­wie moż­na by stwier­dzić, że je­dy­nym wy­jąt­kiem od tej re­gu­ły jest Hen­ry Kis­sin­ger, któ­ry za­do­mo­wiw­szy się w sze­re­gach es­ta­bli­sh­men­tu w la­tach sześć­dzie­sią­tych XX w. nie opu­ścił ich aż do dziś (pia­stu­jąc eks­po­no­wa­ne rzą­do­we sta­no­wi­ska bez wzglę­du na to, któ­ra par­tia znaj­do­wa­ła się aku­rat u wła­dzy). Li­czą­cy obec­nie nie­mal 97 lat po­li­tyk okre­śla­ny jest w książ­ce jako "Mr Roc­ke­fel­ler". Zmar­łe­go w 1995 roku Ro­th­bar­da z pew­no­ścią nie zdzi­wił­by fakt, że Kis­sin­ger zo­stał mia­no­wa­ny eks­per­tem ds. po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej rów­nież przez Do­nal­da Trum­pa, któ­ry szedł do wy­bo­rów z ha­sła­mi ode­bra­nia wła­dzy eli­tom.

Inny z li­ber­ta­riań­skich au­to­rów, Tho­mas Wo­ods, wy­my­ślił nie­gdyś po­wie­dze­nie: "nie­waż­ne na kogo gło­su­jesz, i tak do­sta­niesz Joh­na McCa­ina". To żar­to­bli­we stwier­dze­nie od­da­je samą isto­tę zja­wi­ska, o któ­rym pi­sał Ro­th­bard. Zmar­ły w 2018 roku po­li­tyk Par­tii Re­pu­bli­kań­skiej nie zo­stał wpraw­dzie wy­mie­nio­ny w książ­ce, gdyż okres jego naj­więk­szych wpły­wów przy­padł na mi­nio­ne dwie de­ka­dy, lecz jego bez­wa­run­ko­we po­par­cie dla nie­mal wszyst­kich za­gra­nicz­nych in­ter­wen­cji Sta­nów Zjed­no­czo­nych sta­no­wi­ło wręcz mo­de­lo­wy przy­kład funk­cjo­no­wa­nia ame­ry­kań­skich elit wła­dzy. W ich in­te­re­sie leży nie­zmien­nie geo­po­li­tycz­na kon­tro­la ca­łe­go glo­bu w celu za­bez­pie­cze­nia par­ty­ku­lar­nych In­te­re­sów ban­ków i kor­po­ra­cji.

Siła ar­gu­men­tów przed­sta­wio­nych przez Ro­th­bar­da po­le­ga przede wszyst­kim na tym, że uda­ło mu się po­ka­zać, iż pod­po­rząd­ko­wa­nie po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej ban­ko­wym i biz­ne­so­wym in­te­re­som nie za­czę­ło się w cza­sach Bu­sha czy Clin­to­na. Tak na­praw­dę ko­rze­nie ca­łe­go zja­wi­ska się­ga­ją XIX wie­ku, gdy Sta­ny Zjed­no­czo­ne za­czę­ły na­śla­do­wać Wiel­ką Bry­ta­nię, bu­du­jąc suk­ce­syw­nie co­raz więk­szą stre­fę swo­ich wpły­wów poza gra­ni­ca­mi kra­ju.

Wy­ra­zem skraj­nej na­iw­no­ści by­ło­by twier­dze­nie, że za­po­cząt­ko­wa­na przed wie­lu laty tra­dy­cja mia­ła­by na­gle ustać na po­cząt­ku XXI w. W cza­sie kam­pa­nii pre­zy­denc­kiej z 2016 roku Do­nald Trump prze­ko­ny­wał wpraw­dzie, że jego naj­więk­si prze­ciw­ni­cy (m.in. Hil­la­ry Clin­ton czy też Ted Cruz) są "cał­ko­wi­cie kon­tro­lo­wa­ni" przez sko­rum­po­wa­ny i nie­go­dzi­wy bank Gold­man Sachs, lecz tuż po wy­bo­rze na urząd oto­czył się - wzo­rem wszyst­kich po­przed­ni­ków - ca­łym za­stę­pem ban­kie­rów i przed­sta­wi­cie­li świa­ta wiel­kich kor­po­ra­cji. W ad­mi­ni­stra­cji Do­nal­da Trum­pa wręcz roi się od by­łych pra­cow­ni­ków Gold­man Sachs. Se­kre­ta­rzem skar­bu jest obec­nie Ste­ve Mnu­chin, któ­ry w słyn­nym ban­ku pra­co­wał po­nad 20 lat, a jego za­stęp­cą zo­stał ko­le­ga z pra­cy Jim Do­no­van. Na sta­no­wi­sko sze­fa rady go­spo­dar­czej Do­nald Trump mia­no­wał by­łe­go dy­re­ko­tra ope­ra­cyj­ne­go w Gold­man Sachs Gary'ego Coh­na, a oprócz nie­go na waż­nych sta­no­wi­skach pra­cu­je jesz­cze co naj­mniej trzech by­łych pra­cow­ni­ków ban­ku. Zgod­nie z tra­dy­cją swo­ją re­pre­zen­ta­cję w rzą­dzie mają tak­że spół­ki naf­to­we (po­przed­nim se­kre­ta­rzem sta­nu był wie­lo­let­ni pre­zes Exxon­Mo­bil Rex Til­ler­son), a tak­że wie­le in­nych grup in­te­re­sów.

Od­gra­ża­nie się Trum­pa, że wresz­cie skoń­czy z rzą­da­mi "elit" i przy­wró­ci wła­dzę zwy­kłym lu­dziom było świet­nym za­bie­giem z za­kre­su mar­ke­tin­gu po­li­tycz­ne­go, lecz mia­ło nie­wiel­ki zwią­zek z rze­czy­wi­sto­ścią. Jak po­ka­zu­je Ro­th­bard, po­li­tycz­ny ma­newr po­le­ga­ją­cy na wy­sta­wie­niu w wy­ści­gu o fo­tel pre­zy­denc­ki kan­dy­da­ta przed­sta­wia­ją­ce­go się jako wróg Wall Stre­et i es­ta­bli­sh­men­tu, któ­ry póź­niej oka­zu­je się naj­lep­szym przy­ja­cie­lem elit, ma bar­dzo dłu­gą tra­dy­cję. Przed Trum­pem po raz ostat­ni tak wy­raź­nie sko­rzy­sta­no z nie­go przy oka­zji wy­bo­ru na urząd pre­zy­den­ta Ro­nal­da Re­aga­na, któ­ry w pol­skich krę­gach wol­no­ścio­wych cie­szy się wciąż na ogół opi­nią praw­dzi­we­go męża sta­nu i zwo­len­ni­ka wol­no­ści go­spo­dar­czej.

W świe­tle tego, co uka­zu­je Ro­th­bard, trud­no jed­nak utrzy­mać taką oce­nę rzą­dów Re­aga­na. Kon­glo­me­rat ban­ko­wo-biz­ne­so­wych in­te­re­sów nie zwykł ni­g­dy ab­dy­ko­wać i po­wie­rzać wła­dzy nie­za­leż­nym po­li­ty­kom, lecz co naj­wy­żej po­zo­sta­wia im pe­wien za­kres swo­bod­nych dzia­łań. Po­tęż­ni ban­kie­rzy i biz­nes­me­ni nie dążą pra­wie ni­g­dy do wol­nej i opar­tej na kon­ku­ren­cji go­spo­dar­ki, gdyż spra­wo­wa­nie kon­tro­li nad ży­ciem eko­no­micz­nym przy po­mo­cy apa­ra­tu pań­stwa daje im o wie­le więk­sze ko­rzy­ści ma­te­rial­ne.

Mur­ray Ro­th­bard pi­sząc tę pra­cę sku­pił się przede wszyst­kim na ame­ry­kań­skiej po­li­ty­ce za­gra­nicz­nej i nie­ste­ty moż­na tyl­ko ża­ło­wać, że nie pod­jął się ni­g­dy uka­za­nia wpły­wów śro­do­wisk biz­ne­so­wych rów­nież na po­li­ty­kę we­wnętrz­ną USA. W pew­nym sen­sie te­ma­ty­ką tą zaj­mo­wał się już w swo­jej wy­śmie­ni­tej książ­ce pt. A Hi­sto­ry of Mo­ney and Ban­king in the Uni­ted Sta­tes: The Co­lo­nial Era to World War II (Hi­sto­ria pie­nią­dza i ban­ko­wo­ści w Sta­nach Zjed­no­czo­nych: Od ery ko­lo­nial­nej do II woj­ny świa­to­wej), lecz nie na­pi­sał ni­g­dy jej kon­ty­nu­acji obej­mu­ją­cej cza­sów współ­cze­snych.

Rzecz ja­sna, z ra­cji nie­wiel­kie­go roz­mia­ru książ­ki jej treść za­wie­ra pew­ną licz­bę luk i nie­do­po­wie­dzeń. Ro­th­bard po­mi­ja cho­ciaż­by nie­zwy­kle istot­ny aspekt po­li­ty­ki USA wo­bec na­zi­stow­skich i po­wo­jen­nych Nie­miec. Wspo­mi­na wpraw­dzie, że Wall Stre­et (a w szcze­gól­no­ści stron­nic­two sku­pio­ne wo­kół Roc­ke­fel­le­rów) utrzy­my­wa­ło tra­dy­cyj­nie sil­ne związ­ki z Niem­ca­mi, ale nie roz­wi­ja wąt­ku póź­niej­sze­go nie­zwy­kle de­li­kat­ne­go po­trak­to­wa­nia na­ro­du spraw­ców II woj­ny świa­to­wej przez ame­ry­kań­skich oku­pan­tów. W książ­ce nie pada też ani razu sło­wo "Izra­el", choć po­wo­jen­ną ame­ry­kań­ską po­li­ty­kę za­gra­nicz­ną trud­no w za­sa­dzie zro­zu­mieć bez od­nie­sie­nia do tego bli­skow­schod­nie­go pań­stwa. Ro­th­bard przy­jął ewi­dent­nie per­spek­ty­wę, w ra­mach któ­rej sku­pił się przede wszyst­kim na zbroj­nych in­ter­wen­cjach, co w pew­nym sen­sie tłu­ma­czy ta­kie a nie inne uję­cie spra­wy.

Po lek­tu­rze książ­ki czy­tel­nik może so­bie z pew­no­ścią za­da­wać py­ta­nie, czy upa­try­wa­nie w or­ga­ni­za­cjach typu Rada Sto­sun­ków Mię­dzy­na­ro­do­wych czy też Ko­mi­sja Trój­stron­na eks­po­zy­tu­ry śro­do­wisk ma­ją­cych naj­więk­szy wpływ na ame­ry­kań­ską po­li­ty­kę jest w ogó­le słusz­ne. Czy ame­ry­kań­ski deep sta­te dzia­ła przede wszyst­kim przy po­mo­cy wła­śnie tych, a nie in­nych pod­mio­tów? Na te py­ta­nia Ro­th­bard nie udzie­la jed­no­znacz­nej od­po­wie­dzi. Po­ka­zu­je przede wszyst­kim dużą licz­bę fak­tów, na­zwisk i dat, któ­re dają wie­le do my­śle­nia. Wiel­ka war­tość Wall Stre­et, ban­ków i ame­ry­kań­skiej po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej po­le­ga wła­śnie na tym, że naj­waż­niej­sze wnio­ski wy­cią­ga so­bie sam czy­tel­nik.

 

WPROWADZENIE DO WYDANIA Z 1995 ROKU

Ju­stin Ra­imon­do

Doko­na­na przez Mur­raya Ro­th­bar­da w 1984 roku ana­li­za współ­cze­snej hi­sto­rii USA jako wiel­kiej bi­twy o wła­dzę mię­dzy go­spo­dar­czy­mi eli­ta­mi, jako bi­twy mię­dzy do­mem ban­kier­skim Mor­ga­na a in­te­re­sa­mi Roc­ke­fel­le­rów, zo­sta­je uwień­czo­na na­stę­pu­ją­cym stwier­dze­niem: "Fi­nan­so­we eli­ty mogą spać spo­koj­nie bez wzglę­du na to, kto wy­gra wy­bo­ry w 1984 roku". Nim czy­tel­nik do­trze do tego frag­men­tu, po­wyż­szy wnio­sek może mu się wy­dać zbyt­nim uprosz­cze­niem, gdyż mamy tu do czy­nie­nia z ogól­ną i skom­pre­so­wa­ną per­spek­ty­wą hi­sto­rii dwu­dzie­ste­go wie­ku przed­sta­wio­ną z per­spek­ty­wy eli­ty wła­dzy. To nie­wiel­ka i świad­czą­ca o wiel­kiej zna­jo­mo­ści te­ma­tu prób­ka roz­le­głej wie­dzy hi­sto­rycz­nej Ro­th­bar­da oraz prak­ty­ko­wa­ne­go przez nie­go przez całe ży­cie me­to­do­lo­gicz­ne­go in­dy­wi­du­ali­zmu w za­kre­sie nauk spo­łecz­nych. Książ­ka ta uka­za­ła się po raz pierw­szy w 1984 roku w cza­sach rzą­dów Re­aga­na jako część nie­wiel­kiej pu­bli­ka­cji do­ty­czą­cej za­gad­nień fi­nan­so­wych no­szą­cej na­zwę World Mar­ket Per­spec­ti­ve. Dla szer­sze­go gro­na czy­tel­ni­ków zo­sta­ła opu­bli­ko­wa­na w 1995 roku przez Cen­ter for Li­ber­ta­rian Stu­dies, a w 2005 roku po raz pierw­szy po­ja­wi­ła się on­li­ne.

Teo­re­ty­cy le­wi­co­wi i pra­wi­co­wi sta­ra­jąc się wy­ja­śnić hi­sto­rycz­ne pra­wi­dło­wo­ści nie­ustan­nie od­wo­łu­ją się do abs­trak­cyj­nych "sił". Sto­su­jąc za­sa­dę me­to­do­lo­gicz­ne­go in­dy­wi­du­ali­zmu - któ­ry przy­pi­su­je wszyst­kie ludz­kie dzia­ła­nia in­dy­wi­du­al­nym dzia­ła­ją­cym pod­mio­tom - oraz eko­no­micz­ne za­sa­dy szko­ły au­striac­kiej, Ro­th­bard przed­sta­wił bez­kom­pro­mi­so­wą wi­zję ame­ry­kań­skiej eli­ty oraz współ­cze­snej hi­sto­rii.

Ana­li­zy prze­pro­wa­dzo­ne przez Ro­th­bar­da opie­ra­ją się przede wszyst­kim na pod­sta­wo­wych za­sa­dach eko­no­mii au­striac­kiej, a w szcze­gól­no­ści na ba­da­niach Mi­se­sa w za­kre­sie ban­ko­wo­ści i przy­czyn wy­stę­po­wa­nia cy­klu ko­niunk­tu­ral­ne­go. Kwe­stia ta jest rów­nież po­ru­szo­na i szcze­gó­ło­wo oma­wia­na w jed­nej z jego ostat­nich ksią­żek pt. The Case Aga­inst the Fed (Prze­ciw­ko Fed), wy­da­nej przez Mi­ses In­sti­tu­te w 1995 roku. W ni­niej­szej pra­cy au­tor przed­sta­wia hi­sto­rię tego, jak Sys­tem Re­zer­wy Fe­de­ral­nej zo­stał na­rzu­co­ny nie spo­dzie­wa­ją­cym się tego Ame­ry­ka­nom przez nie­zwy­kle po­tęż­ny so­jusz ban­ko­wych in­te­re­sów. Eko­no­micz­na ana­li­za Ro­th­bar­da jest przej­rzy­sta, zwię­zła, a jed­no­cze­śnie obej­mu­ją­ca wie­le za­gad­nień, po­cząw­szy od na­tu­ry pie­nią­dza, po­przez nie­usu­wal­ną nie­sta­bil­ność (i za­sad­ni­czą nie­uczci­wość) ban­ko­wo­ści re­zerw cząst­ko­wych, a skoń­czyw­szy na praw­dzi­wych przy­czy­nach cy­klu ko­niunk­tu­ral­ne­go.

Jak wy­ja­śnia Ro­th­bard w swo­ich pi­smach eko­no­micz­nych, klu­czem jest zro­zu­mie­nie, że pie­niądz jest to­wa­rem jak każ­dy inny, i dla­te­go pod­le­ga pra­wom ryn­ku. Przy­zna­nie przez rząd mo­no­po­lu na coś, co sta­no­wi krwio­bieg sys­te­mu eko­no­micz­ne­go, sta­no­wi pro­sty prze­pis na in­fla­cję, psu­cie wa­lu­ty - a tak­że wy­kształ­ce­nie się plu­to­kra­cji, któ­rej wła­dza jest w za­sa­dzie nie­ogra­ni­czo­na. W ese­ju tym, po­dob­nie jak w The Case Aga­inst the Fed, z fa­scy­nu­ją­cą ro­th­bar­dow­ską ana­li­zą elit spra­wu­ją­cych wła­dzę mamy do czy­nie­nia w szcze­gól­no­ści w roz­dzia­le po­świę­co­nym hi­sto­rii ru­chu dą­żą­ce­go do usta­no­wie­nia Sys­te­mu Re­zer­wy Fe­de­ral­nej. W tym frag­men­cie książ­ki ude­rza przede wszyst­kim bo­gac­two fak­tów. Ar­gu­men­ta­cja Ro­th­bar­da jest tak bar­dzo na­ła­do­wa­na fak­ta­mi uka­zu­ją­cy­mi spo­łecz­ne, go­spo­dar­cze i ro­dzin­ne po­wią­za­nia roz­ra­sta­ją­cej się Wła­dzy Pie­nią­dza, że na­le­ży naj­pierw wy­co­fać się nie­co i spoj­rzeć na nią z per­spek­ty­wy ca­łej ro­th­bar­diań­skiej teo­rii, a w szcze­gól­no­ści jego ana­li­zy kla­so­wej.

Ro­th­bard z za­pa­łem sta­rał się od­zy­skać kon­cep­cję ana­li­zy kla­so­wej z rąk mark­si­stów, któ­rzy ukra­dli ją fran­cu­skim teo­re­ty­kom la­is­sez-fa­ire. Marks był au­to­rem spla­gia­to­wa­nej, znie­kształ­co­nej i uprosz­czo­nej wer­sji teo­rii opar­tej na ri­car­diań­skiej, la­bo­ry­stycz­nej teo­rii war­to­ści. W opar­ciu o tę prze­słan­kę, stwo­rzył ana­li­zę kla­so­wą prze­ciw­sta­wia­ją­cą so­bie ro­bot­ni­ków i wła­ści­cie­li. Jed­ną z wie­lu za­sług Ro­th­bar­da dla spra­wy wol­no­ści było przy­wró­ce­nie pier­wot­nej teo­rii, w któ­rej lu­dzie byli prze­ciw­sta­wie­ni Pań­stwu.

W teo­rii wal­ki kla­so­wej Ro­th­bar­da, rząd, wli­cza­jąc w to jego klien­tów i or­ga­ny wy­ko­naw­cze, wy­ko­rzy­stu­je i znie­wa­la pro­duk­tyw­ne kla­sy po­przez opo­dat­ko­wa­nie, re­gu­la­cje i nie­ustan­ne woj­ny. Rząd jest zmo­rą, pa­so­ży­tem nie­zdol­nym do wy­pro­du­ko­wa­nia cze­go­kol­wiek we wła­snym za­kre­sie, a za­miast tego żywi się ener­gią wi­tal­ną i zdol­no­ścią wy­twór­czą pro­du­cen­tów. To pierw­szy krok, któ­ry na­le­ży po­czy­nić w ra­mach w peł­ni wy­kształ­co­nej li­ber­ta­hań­skiej ana­li­zy kla­so­wej. Nie­ste­ty, w tym miej­scu pro­ces my­ślo­wy wie­lu rze­ko­mych li­ber­ta­rian się za­trzy­mu­je. Wy­star­czy im wie­dzieć, że Pań­stwo jest Wro­giem, tak jak­by była to tyl­ko nie­re­du­ko­wal­na, pod­sta­wo­wa prze­słan­ka.

Wil­liam Pitt za­uwa­żył jed­nak w 1770 roku, że "za tro­nem kry­je się coś wię­cej, niż tyl­ko sam król". Bę­dąc śle­py­mi na dzia­ła­nie re­al­nych sił z po­wo­du swo­je­go me­to­do­lo­gicz­ne­go błę­du, le­wi­co­wi li­ber­ta­ria­nie za­do­wa­la­ją się ży­ciem w świe­cie scien­ce-fic­tion i uto­pij­nych sche­ma­tów, w któ­rych nie są za­gro­że­niem dla sił bę­dą­cych u wła­dzy, i dzię­ki temu są wła­śnie to­le­ro­wa­ni, a nie­kie­dy na­wet do­pin­go­wa­ni do dzia­ła­nia.

Nie­zdol­ność le­wi­co­wych li­ber­ta­rian do po­pro­wa­dze­nia pro­ce­su ana­li­zy o krok da­lej wy­ni­ka w wie­lu przy­pad­kach z bra­ku od­wa­gi. Wia­do­mo bo­wiem do­kąd pro­wa­dzi ko­lej­ny krok, bio­rąc pod uwa­gę kon­se­kwen­cje teo­rii li­ber­ta­riań­skiej oraz szko­ły au­striac­kiej. Na tym eta­pie nie jest po­trzeb­ny ża­den do­wód em­pi­rycz­ny (choć te po­ja­wią się póź­niej, w ob­fi­tych ilo­ściach); praw­dę da się wy­wieść z sa­mej tyl­ko teo­rii, a do­kład­nie z au­striac­kiej teo­rii do­ty­czą­cej na­tu­ry pie­nią­dza i ban­ko­wo­ści, a tak­że mi­se­sow­skich ba­dań nad przy­czy­na­mi cy­klu ko­niunk­tu­ral­ne­go.

Ów pro­ces de­duk­cyj­ny zo­stał wy­śmie­ni­cie i barw­nie przed­sta­wio­ny po raz pierw­szy w ar­ty­ku­le pt. To­ward a The­ory of Sta­te Ca­pi­ta­lism: Ul­ti­ma­te De­ci­sion-Ma­king and Class Struc­tu­re (Ku teo­rii ka­pi­ta­li­zmu pań­stwo­we­go: osta­tecz­ne upraw­nie­nia de­cy­zyj­ne oraz struk­tu­ra kla­so­wa), opu­bli­ko­wa­nym przez dwóch uczniów Ro­th­bar­da, Wal­te­ra E. Grin­de­ra i Joh­na Ha­ge­la III, w pi­śmie "The Jo­ur­nal of Li­ber­ta­rian Stu­dies" (wy­da­nie z zimy 1977 roku).

Choć cał­ko­wi­cie wol­ny ry­nek w spo­sób ko­niecz­ny za­po­biegł­by wy­kształ­ce­niu się ban­ko­we­go mo­no­po­lu, "sys­tem ryn­ko­wy pro­wa­dzi do kon­cen­tra­cji dzia­łal­no­ści przed­się­bior­czej oraz upraw­nień de­cy­zyj­nych w ob­sza­rze ryn­ku ka­pi­ta­ło­we­go z ra­cji znacz­nych ko­rzy­ści pły­ną­cych z pew­ne­go za­kre­su spe­cja­li­za­cji". Bio­rąc pod uwa­gę to, że nie­któ­re jed­nost­ki będą ko­rzy­sta­ły ze środ­ków po­li­tycz­nych za­miast eko­no­micz­nych, nie­któ­rzy z po­sia­da­czy wiel­kich for­tun będą wy­ko­rzy­sty­wa­li swo­je ogrom­ne za­so­by do kar­te­li­zo­wa­nia ryn­ku oraz ogra­ni­cze­nia wła­sne­go ry­zy­ka. Szcze­gól­nie duża po­ku­sa do po­słu­że­nia się wła­dzą pań­stwa stoi przed ban­kie­ra­mi, po­nie­waż po­zwa­la im ona na sys­te­ma­tycz­ne zwięk­sza­nie ich bazy ak­ty­wów. Umoż­li­wio­ne dzię­ki za­sto­so­wa­niu tych środ­ków two­rze­nie ak­ty­wów, w spo­rym za­kre­sie zwal­nia in­sty­tu­cje ban­ko­we z ogra­ni­czeń zwią­za­nych z pa­syw­ną for­mą osta­tecz­nych upraw­nień de­cy­zyj­nych przy­na­leż­nych wła­ści­cie­lom de­po­zy­tów. Wzmac­nia to tym sa­mym w zna­czą­cy spo­sób osta­tecz­ne upraw­nie­nia de­cy­zyj­ne ban­ków kosz­tem osób trzy­ma­ją­cych w nich swo­je de­po­zy­ty. In­fla­cyj­ne ten­den­cje wy­ni­ka­ją­ce z kre­acji ak­ty­wów zwięk­sza­ją pro­por­cję fi­nan­so­wa­nia ze­wnętrz­ne­go w sto­sun­ku do fi­nan­so­wa­nia we­wnętrz­ne­go w wiel­kich kor­po­ra­cjach, przez co osta­tecz­ne upraw­nie­nia de­cy­zyj­ne in­sty­tu­cji ban­ko­wych wzra­sta­ją kosz­tem dzia­łal­no­ści kor­po­ra­cji prze­my­sło­wych.

Per­spek­ty­wa przyj­mo­wa­na przez zwo­len­ni­ków szko­ły au­striac­kiej sku­pia się na klu­czo­wej roli ban­ków cen­tral­nych w ge­ne­ro­wa­niu znie­kształ­co­nych sy­gna­łów ryn­ko­wych, pro­wa­dzą­cych do okre­so­wych wzro­stów i spad­ków, do bu­dzą­cych prze­ra­że­nie cy­kli ko­niunk­tu­ral­nych, za któ­rych wy­stę­po­wa­nie ob­wi­nia się za­wsze wro­dzo­ne sprzecz­no­ści nie­skrę­po­wa­ne­go ka­pi­ta­li­zmu.

Jed­nak­że ka­pi­ta­lizm ten nie jest wca­le nie­skrę­po­wa­ny (spró­buj za­ło­żyć swój wła­sny bank!). Ostat­nia rzecz, ja­kiej chcie­li­by ame­ry­kań­scy ban­kie­rzy, to nie­skrę­po­wa­ny sys­tem ban­ko­wy. Ro­th­bard nie tyl­ko śle­dzi znie­kształ­ce­nia ryn­ku pro­wa­dzą­ce do wy­stę­po­wa­nia cy­klu ko­niunk­tu­ral­ne­go, lecz tak­że wy­ja­śnia ich źró­dła (oraz wska­zu­je głów­nych be­ne­fi­cjen­tów). Mi­ses zwró­cił uwa­gę na to, że in­ter­wen­cja rzą­du w go­spo­dar­kę pro­wa­dzi nie­zmien­nie do co­raz więk­szej licz­by in­ter­wen­cji ma­ją­cych na celu "na­pra­wie­nie" wy­rzą­dzo­nych szkód - a w fak­cie, że to wła­śnie spraw­cy za­mie­sza­nia pod­ję­li się "na­pra­wy" znie­kształ­ceń i za­kłó­ceń wy­wo­ła­nych swo­ją po­li­ty­ką przy po­mo­cy ko­lej­nych za­ma­chów na ryn­ko­wy me­cha­nizm, kry­je się pew­na lo­gi­ka. Jak pi­szą Grin­der i Ha­gel:

 

"W USA in­ter­wen­cje wią­za­ły się pier­wot­nie ze spo­ra­dycz­nie sto­so­wa­ny­mi środ­ka­mi, za­rów­no na szcze­blu fe­de­ral­nym, jak i sta­no­wym, któ­re ge­ne­ro­wa­ły in­fla­cyj­ne znie­kształ­ce­nia po­da­ży pie­nią­dza oraz cy­klicz­ne za­bu­rze­nia dzia­łal­no­ści go­spo­dar­czej. Za­kłó­ce­nia, któ­re to­wa­rzy­szy­ły cy­klo­wi ko­niunk­tu­ral­ne­mu sta­no­wi­ły waż­ny czyn­nik w ra­mach trans­for­ma­cji do­mi­nu­ją­cych w Sta­nach Zjed­no­czo­nych ide­olo­gii, pro­wa­dząc do po­rzu­ce­nia po­wszech­nej ak­cep­ta­cji dla dok­tryn le­se­fe­ry­stycz­nych na rzecz ide­olo­gii po­li­tycz­ne­go ka­pi­ta­li­zmu, przed­sta­wia­ją­ce­go pań­stwo jako ko­niecz­ny in­stru­ment ra­cjo­na­li­za­cji i sta­bi­li­za­cji z na­tu­ry nie­sta­bil­ne­go po­rząd­ku go­spo­dar­cze­go."

 

KA­PI­TA­LI­ŚCI JAKO PRZE­CIW­NI­CY KA­PI­TA­LI­ZMU

 

Wy­ja­śnia to spe­cy­ficz­ne hi­sto­rycz­ne zja­wi­sko, opi­sy­wa­ne sze­ro­ko i szcze­gó­ło­wo przez Ro­th­bar­da, w ra­mach któ­re­go naj­więk­si ka­pi­ta­li­ści są naj­więk­szy­mi wro­ga­mi praw­dzi­we­go ka­pi­ta­li­zmu. Prak­tycz­nie wszyst­kie rze­ko­mo spo­łecz­ne "re­for­my" ostat­nich pięć­dzie­się­ciu lat były for­so­wa­ne nie przez "ide­ali­stycz­nych" le­wi­cow­ców, lecz przez kor­po­ra­cyj­ne kar­te­le przed­sta­wia­ne na ka­ry­ka­tu­rach jako brzu­cha­ci, no­szą­cy wy­so­kie ka­pe­lu­sze "go­spo­dar­czy ro­ja­li­ści" z Wall Stre­et.

Neo­kon­ser­wa­tyw­na pra­wi­ca uka­zu­je wal­kę z Wiel­kim Rzą­dem jako ma­ni­chej­skie star­cie po­mię­dzy si­ła­mi świa­tła (czy­li ka­pi­ta­li­zmem) oraz całą resz­tą, czy­li w więk­szo­ści zdys­kre­dy­to­wa­ny­mi le­wi­co­wy­mi eli­ta­mi. Ana­li­za hi­sto­rycz­na Ro­th­bar­da uka­zu­je jed­nak o wie­le bo­gat­szy, bar­dziej zło­żo­ny ob­raz: za­miast dwóch obo­zów w wal­ce o wol­ność, mamy do czy­nie­nia z co naj­mniej trze­ma wza­jem­nie zwal­cza­ją­cy­mi się stron­nic­twa­mi. Jak za­uwa­ży­li John T. Flynn, Al­bert Jay Nock i Frank Cho­do­rov, ka­pi­ta­li­ści ni­g­dy nie byli za ka­pi­ta­li­zmem. Zda­niem Noc­ka:

 

"Jed­ną z nie­wie­lu za­baw­nych rze­czy w na­szym dość kiep­sko straw­nym świe­cie jest to, że ci, któ­rzy naj­bar­dziej ży­wio­ło­wo pro­te­stu­ją prze­ciw­ko ko­lek­ty­wi­zmo­wi i za­gro­że­niu ze stro­ny czer­wo­nych, są tymi sa­my­mi, któ­rzy przy­po­chle­bia­li się, wku­py­wa­li się w ła­ski i schle­bia­li pań­stwu, aby tyl­ko po­dej­mo­wa­ło ko­lej­ne kro­ki pro­wa­dzą­ce wprost ku ko­lek­ty­wi­zmo­wi." [Im­po­stor Terms, "Atlan­tic Mon­th­ly", luty 1936].

Jak wy­ka­zał Ro­th­bard, za­po­wie­dzią po­li­ty­ki eko­no­micz­nej No­we­go Ładu były dzia­ła­nia Her­ber­ta Ho­ove­ra, obroń­cy wiel­kie­go biz­ne­su, a tak­że re­form ery pro­gre­syw­nej. Z ko­lei re­wi­zjo­ni­stycz­ny hi­sto­ryk go­spo­dar­czy Ga­briel Kolo za­de­mon­stro­wał, że oso­by, któ­re do­ko­na­ły re­gu­la­cji wiel­kie­go prze­my­słu w imię pro­gre­syw­nej "re­for­my", wy­wo­dzi­ły się z kar­te­li i tru­stów, któ­re mia­ły okieł­znać.

Mo­no­po­li­ści oczy­wi­ście nie mie­li nic prze­ciw­ko by­ciu okieł­zna­nym, o ile tyl­ko ich kon­ku­ren­ci byli rów­nież okieł­zna­ni (lub wy­eli­mi­no­wa­ni). Każ­dy gi­gan­tycz­ny krok na­przód w za­kre­sie go­spo­dar­cze­go pla­no­wa­nia i cen­tra­li­za­cji - ban­ko­wość cen­tral­na, pań­stwo opie­kuń­cze, "pra­wa oby­wa­tel­skie" oraz ak­cja afir­ma­tyw­na - był wspie­ra­ny lub ini­cjo­wa­ny przez naj­więk­sze i naj­bar­dziej po­tęż­ne po­li­tycz­ne gru­py in­te­re­sów w kra­ju. Dom Mor­ga­nów, Roc­ke­fel­le­ro­wie, Kuhn & Loeb zaj­mu­ją wśród wro­gów wol­no­ści miej­sce tuż obok Pierw­szej, Dru­giej i Trze­ciej Mię­dzy­na­ro­dów­ki.

Wiel­kie mię­dzy­na­ro­do­we kor­po­ra­cje i ich go­spo­dar­cze sa­te­li­ty, w so­ju­szu z rzą­da­mi i wiel­ki­mi ban­ka­mi, roz­cią­ga­ją swo­je wpły­wy na cały świat: ma­rzą o świa­to­wym ban­ku cen­tral­nym, glo­bal­nym pla­no­wa­niu oraz mię­dzy­na­ro­do­wym pań­stwie opie­kuń­czym z woj­ska­mi ame­ry­kań­ski­mi gwa­ran­tu­ją­cy­mi im mar­żę zy­sku.

Po dłu­giej bi­twie o stwo­rze­nie ban­ku cen­tral­ne­go w USA, wy­so­cy ka­pła­ni fi­nan­sje­ry osta­tecz­nie prze­ję­li i skon­so­li­do­wa­li wła­dzę nad we­wnętrz­ną po­li­ty­ką go­spo­dar­czą. Po­zo­sta­ło im je­dy­nie roz­cią­gnię­cie swo­jej do­mi­na­cji na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej i w tym celu za­ło­ży­li Radę Sto­sun­ków Mię­dzy­na­ro­do­wych (CFR), a na­stęp­nie Ko­mi­sję Trój­stron­ną. Te dwie gru­py zo­sta­ły słusz­nie uzna­ne przez nową po­pu­li­stycz­ną pra­wi­cę za praw­dzi­we wcie­le­nie eli­ty wła­dzy. Jed­nak­że do­pie­ro za spra­wą lek­tu­ry Ro­th­bar­da po­gląd ten zo­sta­je umiej­sco­wio­ny we wła­ści­wej hi­sto­rycz­nej per­spek­ty­wie. Cho­dzi o to, że, jak po­ka­zu­je Ro­th­bard, sieć two­rzo­na przez człon­ków Rady i Ko­mi­sji sta­no­wi za­le­d­wie naj­now­sze wcie­le­nie pew­ne­go sil­nie za­ko­rze­nio­ne­go we współ­cze­snej ame­ry­kań­skiej hi­sto­rii nur­tu. Eli­ta wła­dzy ist­nia­ła na dłu­go przed za­ło­że­niem CFR lub Ko­mi­sji Trój­stron­nej; eli­ta ta bę­dzie trwa­ła tak­że wów­czas, gdy te or­ga­ni­za­cje prze­sta­ną już ist­nieć lub prze­obra­żą się w coś zu­peł­nie in­ne­go.

Zde­ma­sko­wa­nie przez Ro­th­bar­da hi­sto­rycz­nych i eko­no­micz­nych ko­rze­ni tego tren­du jest nie­zbęd­ne do zro­zu­mie­nia, że mamy do czy­nie­nia nie tyle ze "spi­skiem" sku­pio­nym wo­kół CFR lub Ko­mi­sji Trój­stron­nej jako ta­kich, lecz ide­owym tren­dem ma­ją­cym swo­je źró­dło tra­dy­cyj­nie wśród elit ży­ją­cych na pół­noc­nym wscho­dzie i głę­bo­ko za­ko­rze­nio­nych w ame­ry­kań­skiej hi­sto­rii.

Uży­wam sło­wa "spi­sek" w cu­dzy­sło­wie, po­nie­waż sta­ło się ono ulu­bio­nym brzyd­kim sło­wem Sza­cow­nej Pra­wi­cy oraz Le­wi­cy po­lu­ją­cych na "eks­tre­mi­stów". Je­śli prze­ko­na­nie, że lu­dzie po­dej­mu­ją ce­lo­we dzia­ła­nia, aby osią­gnąć eko­no­micz­ne, po­li­tycz­ne lub oso­bi­ste cele, jest do­szu­ki­wa­niem się spi­sków, wów­czas na­le­ża­ło­by stwier­dzić, że do­ty­czy to wszyst­kich ra­cjo­nal­nych męż­czyzn i ko­biet. Trze­ba by było rów­nież uznać, że ludz­kie dzia­ła­nie jest po­zba­wio­ne celu, przy­pad­ko­we i nie­zro­zu­mia­łe. W ra­mach tej wi­zji hi­sto­ria sta­no­wi­ła­by se­rię po­zba­wio­nych związ­ku przy­pad­ków. Mimo to, na­zy­wa­nie świa­to­po­glą­du re­pre­zen­to­wa­ne­go przez Ro­th­bar­da "teo­rią spi­sko­wą" wy­da­je się nie­od­po­wied­nie. Twier­dze­nie, że Dom Mor­ga­nów był za­an­ga­żo­wa­ny w "spi­sek" ma­ją­cy na celu wcią­gnię­cie USA do I woj­ny świa­to­wej w sy­tu­acji gdy otwar­cie ko­rzy­stał z każ­de­go moż­li­we­go po­li­tycz­ne­go lub eko­no­micz­ne­go środ­ka, aby we­pchnąć nas do "woj­ny ma­ją­cej skoń­czyć wszyst­kie woj­ny", wy­da­je się ża­ło­śnie nie­od­po­wied­nie. Nie mie­li­śmy tu do czy­nie­nia z żad­nym se­kret­nym, za­kon­spi­ro­wa­nym spo­tka­niem w dźwię­kosz­czel­nej sali kon­fe­ren­cyj­nej na­le­żą­cej do wiel­kiej kor­po­ra­cji, lecz ze "spi­skiem" otwar­cie i gło­śno wy­ra­ża­nych idei (war­to tu od­no­to­wać i pod­kre­ślić zna­cze­nie ana­li­zy Ro­th­bar­da przed­sta­wia­ją­cej za­ło­że­nie pi­sma "The New Re­pu­blic", peł­nią­ce­go rolę fla­go­we­go okrę­tu "ro­sną­ce­go w siłę so­ju­szu na rzecz woj­ny i eta­ty­zmu", łą­czą­ce­go in­te­re­sy Mor­ga­na z li­be­ral­ny­mi in­te­lek­tu­ali­sta­mi - i czy nie jest za­baw­ne to, że nie­któ­re rze­czy ni­g­dy się nie zmie­nia­ją?).

Teo­ria spi­sko­wa przy­pi­su­je źró­dło prak­tycz­nie wszyst­kich pro­ble­mów spo­łecz­nych jed­ne­mu czyn­ni­ko­wi spraw­cze­mu. Kla­sycz­ną teo­rią spi­sko­wą jest ra­dy­kal­ny fe­mi­nizm, któ­ry tłu­ma­czy całe zło świa­ta ist­nie­niem męż­czyzn; in­ne­go przy­kła­du do­star­cza­ją pa­ra­no­idal­ne po­glą­dy gło­szo­ne przez eks-ko­mu­ni­stów na­le­żą­cych do ru­chu kon­ser­wa­tyw­ne­go, któ­rzy mają ob­se­sję na punk­cie nisz­cze­nia swo­ich by­łych to­wa­rzy­szy.

Jed­nak­że zło­żo­ność i sub­tel­ność roz­wa­żań Ro­th­bar­da, opar­tych na wiel­kiej licz­bie hi­sto­rycz­nych da­nych, sta­wia go na zu­peł­nie in­nym i wyż­szym po­zio­mie. Nie znaj­dzie­my u nie­go żad­nej po­je­dyn­czej in­sty­tu­cji, żad­ne­go wy­da­ją­ce­go dy­rek­ty­wy ko­mi­te­tu cen­tral­ne­go, lecz mno­gość grup in­te­re­sów oraz stron­nictw po­sia­da­ją­cych zbież­ne cele.

W śro­do­wi­sku tym funk­cjo­nu­ją ro­dzin­ne, spo­łecz­ne i go­spo­dar­cze po­wią­za­nia, a tak­że ide­owa zbież­ność, a nikt inny tak jak Ro­th­bard nie po­tra­fi wy­do­być na świa­tło dzien­ne ob­ra­zu­ją­cych to fak­tów bio­gra­ficz­nych. Ze­bra­ne ra­zem drob­ne i sta­ran­nie do­bra­ne fak­ty, ni­czym po­cią­gnię­cia pędz­lem two­rzą por­tret kla­sy rzą­dzą­cej, któ­rej bez­względ­ność prze­wyż­sza je­dy­nie jej cy­nicz­ny brak lo­jal­no­ści wo­bec na­ro­du.

Por­tret ten po­zo­sta­je wciąż co do swo­jej istot­ny nie­zmie­nio­ny aż po dziś dzień. Wall Stre­et, ban­ki i ame­ry­kań­ska po­li­ty­ka za­gra­nicz­na zo­sta­ło na­pi­sa­ne w 1984 roku, w cza­sie rzą­dów Re­aga­na. Re­agan roz­po­czął swo­je rzą­dy od po­tę­pie­nia rzą­dzą­cej eli­ty, a w szcze­gól­no­ści CFR i człon­ków Ko­mi­sji Trój­stron­nej, lecz pod ko­niec jego rzą­dów jego wi­ce­pre­zy­den­tem i na­stęp­cą zo­stał sta­no­wią­cy uoso­bie­nie es­ta­bli­sh­men­tu czło­nek Skull & Bo­nes, Geo­r­ge Bush.

Bush to wie­lo­let­ni dy­rek­tor CFR i try­la­te­ra­li­sta; więk­szość z naj­waż­niej­szych człon­ków jego ad­mi­ni­stra­cji, wli­cza­jąc w to prze­wod­ni­czą­ce­go ko­le­gium po­łą­czo­nych sze­fów szta­bów, Co­li­na Po­wel­la, była człon­ka­mi CFR. Po­dob­nie w przy­pad­ku ad­mi­ni­stra­cji Clin­to­na, po­cząw­szy od pre­zy­den­ta (CFR/Ko­mi­sja Trój­stron­na), po­przez Don­nę Sha­la­la (CFR/Ko­mi­sja Trój­stron­na), Geo­r­ge'a Sta­pha­no­po­ulo­sa (CFR) oraz lu­dzi zwią­za­nych z CFR obec­nych (jak za­wsze) w ca­łym De­par­ta­men­cie Sta­nu. Oprócz se­kre­ta­rza sta­nu War­re­na Chri­sto­phe­ra, człon­ka­mi CFR w ad­mi­ni­stra­cji Clin­to­na są m.in. pre­zes Ze­spo­łu Do­rad­ców Eko­no­micz­nych Lau­ra Ty­son, se­kre­tarz sta­nu Ro­bert Ru­bin, se­kre­tarz za­so­bów we­wnętrz­nych Bru­ce Bab­bitt, waż­niak z De­par­ta­men­tu Miesz­kal­nic­twa Hen­ry Ci­sne­ros oraz prze­wod­ni­czą­ca Kon­gre­so­we­go Biu­ra Bu­dże­to­we­go Ali­ce Ri­vlin.

Dru­ga stro­na po­li­tycz­nej sce­ny jest rów­nież do­ko­op­to­wa­na na po­zio­mie li­de­rów, co żywo una­ocz­ni­ło wy­co­fa­nie się New­ta Gin­gri­cha przed po­tę­gą i ma­je­sta­tem Hen­ry'ego Kis­sin­ge­ra. Tchó­rzo­stwo ze stro­ny po­li­ty­ków nie jest czymś za­ska­ku­ją­cym, lecz do­ty­czy ono tak­że tych, któ­rzy ucho­dzą za in­te­lek­tu­al­nych przy­wód­ców re­pu­bli­kań­skiej wol­no­ryn­ko­wej "re­wo­lu­cji".

Ist­nie­je pew­ne­go ro­dza­ju men­tal­ność, któ­ra na­wet po­mi­mo bar­dzo prze­ko­ny­wa­ją­cych do­wo­dów od­rzu­ca ar­gu­men­ty przed­sta­wio­ne w Wall Stre­et, ban­kach i ame­ry­kań­skiej po­li­ty­ce za­gra­nicz­nej. Na­sta­wie­nie to ma swo­je źró­dło w szcze­gól­nym ro­dza­ju tchó­rzo­stwa. Jest to przede wszyst­kim lęk przed nie by­ciem słu­cha­nym, oba­wa przed prze­kształ­ce­niem się w Ka­san­drę, grec­ką wróż­kę, któ­ra mia­ła wła­dzę prze­wi­dy­wa­nia z jed­nym tyl­ko ogra­ni­cze­niem: że nikt nie bę­dzie słu­chał jej ostrze­żeń. O wie­le ła­twiej­sze, a tak­że o wie­le bar­dziej do­cho­do­we, jest by­cie na­dwor­nym hi­sto­ry­kiem. Roli tej au­tor ni­niej­sze­go bły­sko­tli­we­go pam­fle­tu ni­g­dy nie po­tra­fił­by peł­nić, na­wet gdy­by dane mu było spró­bo­wać. Praw­da (lub przy­naj­mniej jej po­szu­ki­wa­nie) jest bo­wiem o wie­le bar­dziej in­te­re­su­ją­ca niż ofi­cjal­na hi­sto­ria i kon­wen­cjo­nal­na mą­drość da­nej chwi­li. Czy­sta przy­jem­ność, jaką Ro­th­bard czer­pał z od­kry­wa­nia praw­dy, speł­nia­nia swo­je­go po­wo­ła­nia praw­dzi­we­go na­ukow­ca, daje się za­uwa­żyć nie tyl­ko na każ­dej stro­nie tej pra­cy, ale tak­że wszyst­kich jego 28 ksią­żek oraz ty­się­cy ar­ty­ku­łów i prze­mó­wień.

Ro­th­bard nie bał się po­dzie­lić losu Ka­san­dry, po­nie­waż, po pierw­sze, praw­da jest war­to­ścią samą w so­bie i po­win­no się stać na jej stra­ży dla niej sa­mej. Po dru­gie zaś, praw­da ma to do sie­bie, że w koń­cu wy­cho­dzi na jaw, po­mi­mo naj­bar­dziej wy­tę­żo­nych wy­sił­ków, aby ją stłu­mić.