Walka o Goblinowy Las - Anna Kemp

Kup ebooka

31.99 zł
26.55 zł (22,39 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1. Wśliskórki

W srebrzystym świetle poranka niewielka wesoła kompania podróżowała boso wiejską drogą. Rosa lśniła na polach po obu stronach wędrowców, a kopuła nieba nad ich głowami jaśniała błękitem. Od czasu do czasu jakiś rolnik przejeżdżał obok nich w dwukółce zaprzężonej w kucyka lub rozkołysanym krokiem mijała ich dojarka niosąca skopki na mleko. Jednak ludzie ci widzieli tylko trójkę dziwnie ubranych dzieci: rudowłosego chłopca w niebieskiej tunice wyszywanej złotą nicią, starszego chłopaka ze srebrną opaską na ramieniu oraz dziewczynę o splątanych włosach, w haftowanej luźnej tunice, z plecakiem na ramionach. Żaden człowiek nie zauważył dziwnych, zmieniających kolor oczu dziewczynki, a już z pewnością nie dostrzegł wróżki tkwiącej w kieszonce na jej piersi.

Gdy rudowłosego chłopca zaczynały boleć nogi, dziewczynka o splątanych włosach przeistaczała się w silną klacz o kasztanowej sierści i niosła go na grzbiecie. Gdy dzieci chciały sprawdzić drogę przed sobą, chłopak ze srebrną opaską na ramieniu zamieniał się w pustułkę i szybował nad drzewami. A gdy w pobliżu nie było nikogo, wróżka wyskakiwała z kieszeni dziewczynki i przybierała normalne rozmiary, migocząc łagodnie w porannym świetle.

Za plecami wędrowców leżał starożytny kopiec, na którym zaledwie kilka godzin wcześniej stoczyli i wygrali bitwę. Przed nimi rozciągała się zakurzona droga, która miała ich doprowadzić do nowych i jeszcze większych niebezpieczeństw. Wiedzieli o tym, jednak nie zamierzali się martwić na zapas, więc gawędzili wesoło, wdychając woń pierwiosnków i łąkowej rzeżuchy, a także inne rozkoszne zapachy idealnego wiosennego dnia.

Coraz węższa droga pięła się po zboczu wzgórza, aż w końcu przeszła w kredową ścieżkę. Gdy dotarli na szczyt, Hazel Quince odgarnęła splątane włosy z twarzy i spojrzała za siebie, w stronę, z której przyszli. Pozostali też się zatrzymali i odwrócili. Po jednej stronie dziewczynki stał rudowłosy ludzki chłopiec - jej najlepszy przyjaciel imieniem Pete. Po drugiej przystanęła jej przyjaciółka, wróżka Portuna o oczach migoczących jak ogniste opale. Rowan, nieco starszy od nich nowy członek grupy, trzymał się na uboczu. Srebrna opaska na jego ramieniu pasowała do siwego pasma we włosach.

Ze wzgórza mieli widok na ogromny kopiec Quadley, wznoszący się po drugiej stronie doliny. Hazel wytężyła wzrok w porannej mgle. Na szczycie kopca leżała masa poskręcanych żelaznych dźwigarów i potłuczonego szkła. Jej zarys ostro odcinał się od jaśniejącego horyzontu.

Oczy Portuny błysnęły błękitem i złotem.

- Wścibscy długonodzy wreszcie dostali nauczkę! - warknęła. - A cały ten Emmett Verne przekonał się, co się stanie, jeśli dalej będzie wysysał moc z naszych lasów za pomocą tych swoich maszyn! Widzieliście, jaką zrobił minę, gdy Hazel zamieniła się w byka? Ha! Pobladł jak gęś!

Portuna zaczęła szarżować z palcami przytkniętymi do skroni. Hazel i Pete prychnęli śmiechem, ale Rowan milczał i dalej spoglądał na dymiące resztki żelaznej budowli.

Pete w końcu złapał oddech.

- Wcale mu się nie dziwię! Ja sam wciąż nie mogę w to wszystko uwierzyć. Laboratorium, mechaniczne damy, wróżki szturmujące wieżę... - urwał i pokręcił głową. - Szczerze mówiąc, sam nie wiem, czy to jawa czy sen!

Zaśmiał się, ale Hazel wyczuła niepokój w jego głosie. Nie minął dzień, od kiedy opuścił Knoll - dominium potężnych i niebezpiecznych fae - i wciąż próbował się wyzwolić spod ich uroku.

- To wszystko jest prawdziwe - zapewniła go. - I wszystko będzie dobrze. Obiecuję.

- Pewnie, że będzie! - dodała Portuna. - Och, niech długonodzy lepiej uważają! Teraz, gdy się zjednoczyliśmy, wypędzimy ich z naszych lasów w okamgnieniu!

- Moc dla wszystkich! - krzyknęła w dolinę, przytykając dłonie do ust. - Na zawsze!

- Na zawsze! - odkrzyknęli Hazel i Pete.

Przysłuchujący się ich rozmowie Rowan prychnął szorstkim śmiechem. Pozostali odwrócili się, by na niego spojrzeć. Ramiona miał skrzyżowane na piersi, a brwi uniesione.