ROZDZIAŁ DRUGI
NAJBIEDNIEJSZY KRAJ W EUROPIE
Z moralnego punktu widzenia będzie
to skomplikowane. Będzie to dla mnie niewygodne,
nie będę tego ukrywał; będzie mnie to przygnębiało.
Niemniej przygnębienie i dyskomfort nie będą
miały wpływu na moje decyzje. Zatrzymam to w sobie; reformy są niezbędne. Mamy szansę.
- Wołodymyr Zełenski o reformach (z dokonanej przez autorkę
transkrypcji rozmowy przeprowadzonej przez Joshuę Yaffę na potrzeby
wywiadu dla "New Yorkera", 30 sierpnia 2019 roku)
Ukraina jest najbiedniejszym krajem w Europie i ta bieda stanowiła istotną przeszkodę w rozwoju silnego społeczeństwa.
Ubóstwo oznacza niemożność opłacenia edukacji, mieszkania, odzieży, jedzenia czy podróżowania i poznawania świata. Być biednym to być uwięzionym w swoim własnym, ograniczonym świecie, bez możliwości nauczenia się czegoś nowego i doświadczenia rozwoju osobistego.
Dlatego tak trudno budować silne instytucje w biednym kraju i tak łatwo podważać te, które istnieją. W biednym kraju o wiele łatwiej jest zniekształcać rzeczywistość niż w kraju bogatym - a w dobie mediów społecznościowych okazuje się to jeszcze prostsze. Walka z ubóstwem jest więc warunkiem koniecznym uzyskania wolności.
Kiedy byłam uczennicą, nauczycielka Walentina Datsiuk za pomocą prostej metafory wyjaśniła mi, czym jest niedostatek. Każdy człowiek ma dwa skrzydła: jedno fizyczne, drugie duchowe. Jeśli nie wykorzystujemy pierwszego, fizycznego, do produktywnej pracy, to drugie nie ma szansy się rozwinąć. A bez drugiego skrzydła nie poleci zbyt daleko.
Rodzina Wołodymyra Zełenskiego nigdy nie doświadczyła najgorszego rodzaju ukraińskiej biedy, takiego jak brak dostępu do podstawowych usług i towarów czy niedobory żywności, z którymi niektórzy ludzie borykali się w latach 90. Jednak Krzywy Róg, gdzie przyszły prezydent spędził młode lata, był miastem robotniczym. Położony w środkowej Ukrainie ośrodek przemysłowy z czasów stalinowskich, słynący z zakładów metalurgicznych, w połowie lat 80. zaczął gwałtownie podupadać. Pojawiło się wysokie bezrobocie, a miasto nawiedziła plaga przemocy. Po ulicach krążyło około czterdziestu gangów nastolatków, zwanych "biegunami". Po upadku Związku Radzieckiego w 1991 roku zaprzestano organizacji zajęć sportowych dla młodzieży. Nastolatkowie nie mieli więc nic innego do roboty, jak tylko walczyć z rówieśnikami.
Zełenski jest jedynakiem wychowanym w rodzinie żydowskich intelektualistów. Jego ojciec, Ołeksandr, jest ukraińskim informatykiem i profesorem nauk technicznych, kierującym Katedrą Cybernetyki i Informatyki na Uniwersytecie Narodowym w Kijowie. Jego matka, Rimma, pracowała jako inżynierka.
Jak wielu Ukraińców urodzonych w pierwszych dekadach XX wieku, rodzinę Zełenskiego spotkała straszna tragedia. On sam opowiadał o tym, jak jego pradziadkowie zostali zmasakrowani po spaleniu ich wsi przez nazistów w czasie drugiej wojny światowej. Ich czterej synowie podobno poszli walczyć z Sowietami. Przeżył tylko dziadek Zełenskiego, Siemion, który wrócił do Krzywego Rogu jako pułkownik Armii Czerwonej i bohater wojenny, a następnie został szefem miejscowej milicji. Jako człowiek znany ze swej uczciwości otrzymał zadanie zlikwidowania miejscowych organizacji przestępczych. Zełenski był podobno bardzo zżyty z babcią, ale przede wszystkim z dziadkiem, który miał na niego ogromny wpływ.
Rodzice Zełenskiego nadal zajmują skromne mieszkanie w Kwartale 95 - dzielnicy, w której prezydent się wychował. Zełenski jest z nimi bardzo związany, a ich akceptacja zawsze była dla niego niezwykle ważna. Nawet jako dorosły człowiek, a teraz jako prezydent, wciąż czuje potrzebę udowadniania im, że postępuje właściwie.
Pewnego razu, przy okazji podróży do Polski, prezydent zapytał podczas lunchu z zespołem, czy moi rodzice powiedzieli mi kiedyś, że są ze mnie dumni. W naszej rodzinie tego typu rozmowy nie były zbyt częste. Odpowiedziałam jednak, że byli dumni, a przynajmniej tak mi się wydawało. Uświadomiłam sobie wtedy, że pytanie Zełenskiego pokazuje, jak ważna jest dla niego akceptacja rodziców.
Kiedy Zełenski zarobił już trochę pieniędzy jako przedsiębiorca, chciał kupić rodzicom nowe mieszkanie, ale ci odmówili. Odrzucili także jego propozycję podarowania im samochodu.
Ich niechęć do posiadania dóbr materialnych była w pewnym stopniu częścią powszechnego w postsowieckich rodzinach konfliktu międzypokoleniowego. Mówiąc najprościej, rodzice zwykle nie są tak nastawieni na konsumpcję jak ich dzieci. Niemniej bez względu na genezę tych różnic rodzina Zełenskich nie okazywała ich publicznie.
Ich syn miał inne podejście do życia. Choć on również nie pochwalał konsumpcyjnego szału, który opanował społeczeństwa postsowieckie, jego własny styl życia daleki był od ascezy. Należał do nowego pokolenia Ukraińców, bardziej przedsiębiorczego niż rodzice i mniej skrępowanego ograniczeniami. Zełenski chodził do miejscowej szkoły, a w wieku 17 lat wstąpił do osiedlowego klubu komediowego, w którym wygrywał wszystkie potyczki komików. Jego przyszła żona, Ołena Kijaszko - inteligentna i atrakcyjna nastolatka - należała do tego samego rocznika, ale chodziła do innej klasy, więc ich drogi nie krzyżowały się zbyt często. Niemniej niedługo po rozpoczęciu zajęć na Uniwersytecie Państwowym w Krzywym Rogu, gdzie ona studiowała architekturę, a on prawo, stali się nierozłączni. Zełenski od najmłodszych lat dążył do sukcesu, demonstrując swoim rówieśnikom z postsowieckiego kraju nowy poziom profesjonalizmu, nowy rodzaj poczucia humoru i nowe podejście do życia w ogóle. Powiedziałabym, że przełamywanie utartych schematów i granic stało się nawykiem w jego życiu, choć nie jestem pewna, czy sam Zełenski zdawał sobie z tego sprawę.
Z natury był merytokratą i niestrudzenie dążył do potwierdzenia swojej wartości. Niektórzy ludzie nie rozumieli, dlaczego zawsze naginał zasady, i przeszkadzało im to. Inni jednak utożsamiali się z jego zuchwałą energią i podziwiali ją. W jego towarzystwie nie sposób było się nudzić. Zawsze dążył do zmiany na lepsze. Pod jego pogodnym usposobieniem kryła się jednak głęboka powaga. Media oczywiście przedstawiały Zełenskiego jako postać jednowymiarową, skupiając się na nim jako komiku. Był to jednak tylko jeden z jego talentów, choć z pewnością najbardziej widoczny.
W późniejszym okresie jego życia mało kto pamiętał, że ukończył studia prawnicze, specjalizując się w prawie konstytucyjnym. Zełenski kontynuował swoją przygodę z kabaretem, studiując w filii Kijowskiego Instytutu Ekonomicznego w Krzywym Rogu. Z grupą przyjaciół z rodzinnego miasta organizował występy kabaretowe, do których Ołena pisała scenariusze i w których czasami pojawiała się na scenie.
Choć z początku Ołena musiała wyciągać znajomych na te pierwsze występy siłą, utalentowani komicy z Krzywego Rogu bardzo szybko zaczęli przyciągać publiczność. Ich spektakle stały się szalenie popularne. Profesorowie i byli studenci wspominali je z zachwytem, kiedy odwiedziłam uniwersytet w 2019 roku.
Ogromny sukces grupy zachęcił Zełenskiego i jego przyjaciół do zajęcia się kabaretem na pełen etat. Nie jestem pewna, jak przyjął to jego ojciec, który w takich sprawach był nieco konserwatywny. W każdym razie Zełenski i jego trupa zaczęli od ciułania niewielkich sum na opłacenie wyjazdów na występy w innych częściach kraju.
Zełenski wykorzystywał swoje talenty pisarskie i menedżerskie, aby zaistnieć w świecie rozrywki. Na próbach był perfekcjonistą, zmuszał zespół do wielokrotnego powtarzania kwestii, dopóki nie były bezbłędne.
Nic dziwnego, że grupie udało się dostać do telewizji, gdzie występowała w najpopularniejszym programie komediowym w byłym Związku Radzieckim o wdzięcznej nazwie Klub Zabawnych i Pomysłowych (Kłub wiesiołych i nachodcziwych lub KWN). Zespół przyjął nazwę Kwartał 95, od dzielnicy Krzywego Rogu, w której Zełenski dorastał i chodził do szkoły.
Humor, jaki prezentowali, był odważny, sprośny, bardzo aktualny i skoncentrowany głównie na satyrze politycznej.
"Dla uczczenia 300. rocznicy założenia Petersburga proponujemy uczynienie go stolicą" - oświadczył jeden z członków trupy Zełenskiego na scenie KWN w Petersburgu w 2003 roku.
"Świetnie! Podoba mi się! To nieźle brzmi: Sankt Petersburg stolicą Ukrainy!" - odparł bezczelnie Zełenski. W tamtych czasach takie żarty były jeszcze dozwolone. Dzisiaj, po latach krwawego konfliktu między dwoma narodami, byłyby raczej niemożliwe.
Trudno sobie wyobrazić, ile wysiłku wymagało zbudowanie imperium biznesowego w Ukrainie w latach 1990-2010. Przedsiębiorcy musieli zmagać się z korupcją i presją ze strony organów ścigania. Ponadto sytuacja geopolityczna sprawiała, że to Moskwa była głównym centrum rozrywki. Wszystkie popularne programy, które sprzedawano do krajów postsowieckich, powstawały w Moskwie. Ludzie, którzy chcieli zaistnieć w branży rozrywkowej, jechali do Moskwy i robili wszystko, co było konieczne, aby się tam przebić, podobnie jak aspirujący aktorzy, którzy ciągną do Los Angeles lub Nowego Jorku.
Zespół kabaretowy z Krzywego Rogu miał szczęście wystąpić w bitwach komików w rosyjskiej telewizji i odniósł tam wielki sukces na różnych szczeblach konkursu. Oczywiście, z wyjątkiem rywalizacji z komikami z Moskwy. Władze Rosji nie mogły pozwolić, aby zespół ze stolicy przegrał z kimkolwiek, a już na pewno nie z grupą z prowincjonalnego ukraińskiego miasta. Był to niesprawiedliwy i w znacznym stopniu przemilczany przejaw niechęci Rosji do uczciwej konkurencji. Przeciwko debiutantom z prowincji grano znaczonymi kartami, mimo że po upadku Związku Radzieckiego nie były to już prowincje, lecz niepodległe narody. To Rosja musiała zawsze być najsilniejsza, a kontrola tego, co pojawiało się w telewizji, stanowiła niezbyt subtelną manifestację jej ambicji. Nie mówiono o tym jednak wprost.
Rok 2003 był punktem zwrotnym w karierze Zełenskiego. Po kłótni z Aleksandrem Masljakowem, szefem KWN, odrzucił jego propozycję objęcia stanowiska redaktora telewizyjnego w Moskwie. Rosja zawsze była paternalistycznie nastawiona do innych republik i wychodziła z założenia, że wszelkie możliwości, jakie dawała utalentowanym ludziom z tych krajów, powinny zostać wykorzystane z pokorą i wdzięcznością. Zełenski otrzymał propozycję, która wydawała się wielką szansą, ofertę nie do odrzucenia jak z Ojca chrzestnego - miała mu przynieść stały zarobek, a może nawet bogactwo. Moskiewscy potentaci uważali, że to aż nadto dla przybysza z prowincji. Warunkiem umowy było jednak rozwiązanie Kwartału 95. Szansę na zaistnienie w wielkim świecie otrzymał tylko Zełenski.
Przyszły prezydent odrzucił tę propozycję. W wywiadzie udzielonym w 2019 roku wyjaśnił, że nie wyobrażał sobie porzucenia swojej ekipy. Wrócił do Ukrainy, by tam rozwijać działalność z Kwartałem.
Jego decyzja uraziła moskiewski establishment. Posunięto się nawet do tego, że próbowano zakazać pierwszych dużych spektakli Kwartału 95 w Kijowie. W 2003 roku taka ingerencja Moskwy była jeszcze możliwa, bo więzi między Rosją a Ukrainą pozostawały bardzo ścisłe, a przemysł rozrywkowy - uzależniony od producentów z Rosji.
Mimo to Zełenskiemu się udało. Nie wiem, jak to zorganizowano ani ile osób się do tego przyczyniło, ale Kwartał 95 zyskał w kraju ogromną popularność. Co więcej, po jakimś czasie dostał swój własny program w kanałach telewizyjnych należących do największych oligarchów w Ukrainie - najpierw Wałerija Choroszkowskiego, a potem Ihora Kołomojskiego. To właśnie był przełom, jakiego Zełenski potrzebował: dzięki tej współpracy zdołał z jednego programu uczynić kabaretowe imperium.
Kwartał 95 stworzył mnóstwo popularnych spektakli kabaretowych, a wszystkie kręciły się wokół charyzmatycznej gwiazdy - Wołodymyra Zełenskiego. On sam pracował również jako producent w największym ukraińskim kanale telewizyjnym Inter, zrealizował wiele filmów oraz seriali i został uwielbianym głosem Misia Paddingtona w filmach, musicalach i kreskówkach. Odniósł prawdziwy sukces i był wszędzie.
Zełenski zdobywał uznanie w turniejach tańca towarzyskiego; wychodził na parkiet w ekstrawaganckich strojach z jaskraworóżowego jedwabiu, w podkoszulku macho lub w prążkowanych garniturach w gangsterskim stylu, z kapeluszem panama na głowie, wykonywał z partnerką brawurowe figury i podbijał serca publiczności. Znaczący triumf odniósł w 2006 roku, kiedy wraz z partnerką zwyciężył w ukraińskiej edycji Tańca z gwiazdami. Niektóre z jego ówczesnych występów wciąż są dostępne na YouTubie.
W swoich żartach Zełenski zawsze przeprowadzał frontalny atak na skorumpowanych polityków i społeczną niesprawiedliwość. Naśmiewał się z influencerów takich jak postsowieckie gwiazdy czy oligarchowie i uderzał w niemal wszystkich ukraińskich polityków, a nawet w ich zwierzęta. Jedną z ofiar jego docinków był radykał zasiadający w ukraińskim parlamencie, którego Zełenski przedstawił, gdy ten wyposażony w widły próbuje uniknąć służby wojskowej. W innym skeczu pod postacią uciekającego strusia sparodiował skorumpowanego ukraińskiego prezydenta. Brał na cel nie tylko ludzi wysoko postawionych. Nikt nie mógł się ukryć - ani przed nim, ani przed jego żartami. W swoich najbardziej pamiętnych rolach kabaretowych wcielał się w policjanta, pilota, pijaka, zazdrosnego męża itp.
Swoje dowcipy kierował do szerokiej publiczności. W gruncie rzeczy Kwartał 95 odwoływał się do burleski, a często także do rubasznego humoru. Zełenski nie wstydził się żartów poniżej pasa, takich jak słynna scena, w której udaje, że gra na fortepianie penisem, albo gdy wciela się w postać policjanta-geja romansującego z kierowcami. Wykorzystywał wszystkie motywy, które mogły śmieszyć postsowieckich widzów.
Pierwotnie Kwartał 95 zapraszał do udziału w swoich programach wielkie gwiazdy, często z Moskwy. Na początku XXI wieku była to recepta na sukces wśród ukraińskich widzów, ale po aneksji Krymu i wybuchu wojny w Donbasie w 2014 roku ton programu zmienił się na bardziej patriotyczny. Poza ostrą satyrą nie było już miejsca na żadne wątki rosyjskie. Zełenski mógł darować Moskwie protekcjonalną i agresywną postawę wobec jego samego, ale na pewno nie zamierzał wybaczyć takiego stosunku do Ukrainy.
Piosenki, które Zełenski i jego zespół śpiewali na zakończenie spektaklu, zwykle wywoływały u widzów przypływ patriotycznych uczuć i poczucie dumy z własnej narodowości. Uwielbiano go zarówno za lekki, często transgresyjny i slapstickowy humor, jak i za umiejętność pięknego i stanowczego występowania w obronie Ukrainy.
Po 2014 roku celem żartów Kwartału 95 stał się również Władimir Putin:
"Okazuje się, że przyszłość Ukrainy zależy nie od Europy czy Ameryki, ale od tego, czy Alinę Kabajewą bolała wczoraj głowa" - mówi w programie z tamtego okresu jeden ze znanych członków zespołu. Gimnastyczka i polityczka Alina Kabajewa, do której pije, jest kochanką Putina. Zaraz po tej kwestii na scenie pojawia się Zełenski, który wciela się w postać Kabajewej. Ubrana na różowo postać jest wściekła na prezydenta Rosji za późny powrót do domu. Putin tłumaczy, że spóźnił się, ponieważ rozmawiał z ministrem obrony Siergiejem Szojgu o postępach wojsk rosyjskich na Krymie. Drwiąc z dobrze znanej rosyjskiej kampanii dezinformacyjnej po zajęciu półwyspu, według której Kreml nie wysyłał na terytorium Ukrainy żadnych wojsk, Zełenski-Kabajewa odpowiada: "Nie kłam! Oglądam rosyjską telewizję! Na Krymie nie ma rosyjskich żołnierzy!". Publiczność za każdym razem kwitowała ten skecz wybuchem śmiechu. W ten sposób Zełenski dobitnie wypowiadał się na temat rosyjskich fake newsów.
Kwartał 95 uczynił z Wołodymyra Zełenskiego gwiazdę. Dał mu też możliwość rozwoju jako liderowi i menedżerowi. Działalność estradowa pomogła mu również utorować sobie drogę do polityki. W tamtych latach, gdy Zełenski był przebojowym kabareciarzem, regularnie zapraszano go na prywatne występy. W ten sposób poznał wielu wpływowych ludzi, w tym polityków i potężnych biznesmenów. W branży rozrywkowej był to dobry sposób na zarobek. Pierwsze kroki w ukraińskiej polityce stawiał więc jako komik, ale - o czym mało się mówi i co rzadko docenia - nawiązane wówczas kontakty dały mu wyjątkowy wgląd w życie ukraińskiej elity politycznej: działaczy lokalnych i krajowych, biznesmenów, przedstawicieli mediów, komentatorów i innych osób okupujących ukraińską przestrzeń polityczną.
* * *
W 2016 roku Zełenski myślał już o karierze politycznej. Minął rok od premiery jego przebojowego serialu Sługa ludu. Wkrótce miał powstać drugi sezon. A w okresie przygotowań do wyborów prezydenckich 2019, które Zełenski wygrał, nakręcono trzeci. Poszczególne odcinki nie były jedynie rozrywką - stanowiły komentarz do sytuacji w Ukrainie i pozwalały w nowy sposób spojrzeć na rolę władzy w życiu ludzi. Dzięki temu, gdy Zełenski został prezydentem, wyborcy znali już pomysły zespołu Kwartał 95 na rządzenie państwem.
Między pisaniem scenariusza serialu telewizyjnego a rządzeniem 40-milionowym krajem jest jednak wielka różnica. To prawda, że Zełenski odniósł błyskotliwy sukces, budując swoje kabaretowe imperium. Udało mu się również pokonać wiele przeszkód w zmaganiach z dziedzictwem byłego Związku Radzieckiego. Jednak czy był w stanie zmienić kraj? Umiał zarobić na godne życie dla siebie i swojej rodziny, ale czy potrafiłby pomóc osiągnąć ten cel wszystkim Ukraińcom? Wiadomo było, że nie będzie to łatwe - zwłaszcza w takim kraju jak nasz, obciążonym, jak wspomniałam, bagażem biedy i zacofania.
Po wyborze na prezydenta w 2019 roku Zełenski próbował rozwiązać problem niskiego standardu życia w Ukrainie, doprowadzając do stabilizacji makroekonomicznej poprzez ambitny program reform gospodarczych.
Poplecznicy oligarchów próbowali zdyskredytować pierwszy rząd Zełenskiego, atakując jego program gospodarczy jako "sorosizm" i szydząc z wysiłków pierwszego premiera w ekipie Zełenskiego, którym był prozachodni aktywista Ołeksij Honczaruk. Jemu i innym zwolennikom reform gospodarczych nadano łagodnie pejoratywną nazwę "sorosiaki" - to kalambur powstały z połączenia nazwiska miliardera-filantropa George'a Sorosa i słowa "prosiaki". Określenie to, ukute przez zwolenników teorii spiskowych z mediów sprzyjających oligarchom, weszło do języka ukraińskiej polityki.
Jako premier Honczaruk emanował aurą pracowitości i ambicji, ale dał się też poznać jako człowiek chimeryczny, cechujący się przy tym kolosalną arogancją, którą chętnie szafował w parlamencie, zbierając w zamian zasłużone cięgi. Niemniej jego krótka kadencja była okresem wielkiej aktywności i licznych reform. Ukraina stała się znana, zwłaszcza na Zachodzie, z "turbodoładowania", kiedy to od sierpnia do końca 2019 roku przyjęto ponad 150 ustaw znoszących wiele przestarzałych, odziedziczonych jeszcze po czasach sowieckich praktyk. Udało się w ten sposób zmienić oblicze ukraińskiej gospodarki rynkowej.
Jednocześnie technokratyczna postawa Honczaruka utrudniała mu wczuwanie się w sytuację społeczeństwa. Z tego powodu nie był w stanie zrozumieć zwykłych ludzi i pojąć nędzy, jaka panowała w tamtym czasie w różnych regionach kraju. Jego program makroekonomiczny mógł się sprawdzić w dłuższej perspektywie, ale Honczaruk nie wiedział, co zrobić, aby od razu poprawić warunki życia najbardziej potrzebujących.
Ostatecznie jednak większość zasług za przeprowadzenie reform należy przypisać prezydentowi. To Zełenski osobiście nadzorował każdą z nich, wybierał projekty ustaw i wprowadzał zmiany, jeśli uważał, że dany akt prawny nie przejdzie w pierwotnej formie. On też nakłaniał parlament, którego członkowie byli w większości nieprzychylnie nastawieni do Honczaruka, do głosowania za ustawami.
W relacjach z parlamentem Zełenski pokazywał, jak bardzo różni się od większości przywódców. Słuchał, budował konsensus i pozwalał posłom na podejmowanie własnych decyzji.
Na początku jego prezydentury nowy parlament miał około siedemdziesięciu projektów ustaw gotowych do zatwierdzenia. Dwaj doradcy prezydenta uważali, że należy zignorować zasady parlamentarne i zmusić deputowanych do głosowania nad tymi projektami już pierwszej nocy po otwarciu sesji. Z uwagi na to, że partia Zełenskiego posiadała zdecydowaną większość głosów, ustawy zostałyby przyjęte. Dwaj inni doradcy zalecali jednak wolniejsze działanie, ponieważ istniało niebezpieczeństwo, że uchwalone w ten sposób akty prawne mogą zostać później uznane za niekonstytucyjne. Zełenski zebrał swoich parlamentarzystów i poprosił o głosowanie. Większość opowiedziała się za powolnym procedowaniem.
"Zagłosowaliście za drugą opcją. Będę z wami szczery - ja wybrałbym ten pierwszy wariant - powiedział deputowanym Zełenski. - Popieram jednak waszą decyzję. Proszę tylko, byście nie odkładali tego na później. Ludzie wybrali nas, żebyśmy im służyli. Oni potrzebują zmian". Debata ciągnęła się miesiącami, ale w końcu ustawy zostały uchwalone.
Po przepchnięciu przez parlament w 2019 roku tak wielu reform, przyszłość malowała się w jasnych barwach. Niestety, kolejny rok okazał się o wiele trudniejszy pod wieloma względami. Nieporozumienia i brak doświadczenia dużej części ekipy prezydenckiej zaczęły zbierać swoje żniwo.
Praca w kancelarii prezydenta była niezwykle stresująca. Ciągle coś się działo. Zełenski wypijał nieprzebrane ilości kawy i wydawało się, że nie potrzebuje zbyt wiele snu. Wstawał bardzo wcześnie i między szóstą a siódmą rano wykonywał telefony służbowe - nie tylko do swoich pracowników, ale także do członków parlamentu, ministrów oraz innych urzędników oraz polityków. Często o tej porze dostawałam od niego SMS-y z linkami do jakichś newsów, z pytaniem, czy to prawda, czy to będzie jakiś problem, a jeśli tak, to czy mamy na to jakąś odpowiedź. Zełenski sam czytał bieżące wiadomości, zarówno w lokalnej prasie, jak i w mediach społecznościowych. Otoczenie prezydenta - zwłaszcza szef kancelarii i sekretarka - żartowało, że należałoby usunąć niektóre aplikacje z jego telefonu, aby nie rozpraszały jego uwagi.
Jedną z rzeczy, które Zełenski robił codziennie (niemal bez wyjątku), były ćwiczenia fizyczne. Trenował na bieżni albo w domowej siłowni; podczas pierwszej podróży dyplomatycznej do Brukseli udzielał nawet wywiadów na rowerku stacjonarnym. Był czas, że nagrywał wiadomości wideo podczas treningu, a pewnego ranka, będąc w Donbasie, zamieścił na Instagramie selfie na tle kilku odrapanych drążków do ćwiczeń z krótkim podpisem: "Awdijiwka. Promka [jedno z najgorętszych miejsc podczas walk w Donbasie w 2016 roku]. Drążki. Dzień dobry!". Najprawdopodobniej Wołodymyr Zełenski wybrał się wtedy na poranny jogging.
Uważał sport za tak ważny, że w czerwcu 2020 roku zaproponował specjalną inicjatywę pod nazwą "Zdrowa Ukraina", która miała zachęcić ludzi do ćwiczeń i zdrowego trybu życia. Była to część większego programu rządowego mającego na celu polepszenie zdrowia Ukraińców i współgrała z działaniami jego żony Ołeny na rzecz poprawy programów żywieniowych dla ukraińskich uczniów.
Nowy, 2020 rok zaczął się od narodowej tragedii. 8 stycznia dotarła do nas wiadomość, że w Iranie zestrzelono ukraiński samolot pasażerski. Biuro prasowe prezydenta pracowało w nadgodzinach, informując społeczeństwo o katastrofie. W tym okresie któregoś dnia wróciłam do domu o 6.30, by po krótkim odpoczynku wrócić do pracy o 9.30. Jednak to nie bezustanna praca mnie wyczerpała, lecz ciągłe powracanie myślami do niewinnych ofiar: 167 pasażerów i dziewięciu członków załogi zabitych przez dwa pociski rakietowe 8 stycznia o godzinie 6.14 czasu irańskiego. Nikt nie przeżył.
Jeszcze w tym samym miesiącu Zełenski, jako jeden z niewielu szefów państw o żydowskich korzeniach poza Izraelem, udał się do tego kraju na spotkanie z premierem Benjaminem Netanjahu i miał wziąć udział w uroczystości upamiętniającej Holokaust, zorganizowanej w Instytucie Jad Waszem na Wzgórzu Herzla w Jerozolimie. Zaproszenia otrzymali zarówno Putin, jak i Zełenski, ale tylko tego pierwszego poproszono o zabranie głosu. Gdy Zełenski się o tym dowiedział, postanowił zrezygnować z udziału w uroczystości i przekazał swoje bilety ofiarom Holokaustu.
Był jednak bardzo wzruszony, gdy grupa rabinów zaprosiła go do modlitwy o pokój pod Ścianą Płaczu na Starym Mieście w Jerozolimie, najświętszym miejscu judaizmu. Najwyraźniej wiele to dla niego znaczyło - był zaszczycony ich powitaniem. Potem nalegał, by w naszej informacji prasowej o tym wydarzeniu wymienić nazwiska wszystkich rabinów, którzy go zaprosili. Zełenski rzadko, jeśli w ogóle, mówił publicznie o swojej religii. Myślę, że w ten sposób chciał pokazać, że jest ona dla niego sprawą czysto osobistą, której nie należy wykorzystywać do celów politycznych. W Ukrainie można znaleźć wyznawców wielu religii, ale najwięcej jest wśród nich chrześcijan. Nie robiąc zamieszania wokół własnej wiary i nie faworyzując żadnej z grup, Zełenski starał się podkreślić, że w jego kraju akceptowane są wszystkie wyznania.
Wkrótce po jego powrocie z podróży do Izraela w Ukrainie rozeszła się wieść o śmiertelnej chorobie wywoływanej przez nowo odkrytego koronawirusa, co zaowocowało tzw. incydentem w Nowych Sanżarach. Na początku lutego 2020 roku Ukraina przygotowała ośrodek wypoczynkowy w liczącym około ośmiu tysięcy mieszkańców, położonym w środkowej części kraju miasteczku Nowe Sanżary; miała się tam odbyć kwarantanna kilkudziesięciu obywateli ukraińskich, którzy wrócili z Chin. Przerażeni wiadomością o nieznanym wirusie i fałszywymi informacjami o rzekomych próbach eksterminacji Ukraińców, okoliczni mieszkańcy gwałtownie zaprotestowali przeciwko inicjatywie władz. Mężczyźni i kobiety uzbrojeni w to, co mieli pod ręką, wyszli na spotkanie przybywającym ewakuantom. Ich autobus obrzucono kamieniami brukowymi, a pasażerów nienawistnymi wyzwiskami. Te obrazy wstrząsnęły światem i sprawiły, że Ukraina znalazła się w centrum nieprzychylnego zainteresowania.
Na miejsce wydarzeń przybył premier Honczaruk. Najwyraźniej nie wiedział, co robić. Przed jego przyjazdem przedstawiciele służb mundurowych i minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow (pełniący tę funkcję od siedmiu lat) opanowali sytuację. Premier zaaranżował spotkanie przed kamerami telewizyjnymi, wziął do ręki długopis i notował coś pilnie, wysłuchując raportów podwładnych. Miało to wywołać wrażenie, że kontroluje sytuację. Nie patrzył jednak swoim rozmówcom w oczy, nic nie powiedział po wysłuchaniu raportów i tylko robił notatki. Nagranie tej sceny wywoływało silne wrażenie, że premier jest oderwany od rzeczywistości i nie ma pojęcia, co się dzieje.
Nieco później prezydent Zełenski zapytał ówczesną minister zdrowia Zorianę Skałećką, czy mogłaby sama poddać się dwutygodniowej kwarantannie w ośrodku razem z przyjezdnymi z Chin, a ona się zgodziła. Ten gest pomógł w uspokojeniu nastrojów i po dwóch tygodniach Zełenski przybył na miejsce, by pogratulować grupie zakończenia izolacji. Oczywiście nie bez znaczenia był fakt, że nikt z ewakuowanych nie zachorował na covid.
Niedługo po incydencie w Nowych Sanżarach Honczaruk zachował się w podobny sposób, gdy w obecności kamer spotkał się z prezydentem, który wezwał go do siebie, aby omówić rosnące zagrożenie koronawirusem i propozycje rządu w tej sprawie. Podczas spotkania Honczaruk znowu zajmował się robieniem notatek i prawie w ogóle nie patrzył na prezydenta. Ten absurdalny obraz bystrego ucznia, który popełnił jakieś wykroczenie, zupełnie nie pasował do wizerunku premiera Ukrainy.
W każdym razie szybko stało się jasne - podobnie jak w wielu innych krajach świata - że nasz rząd jest zupełnie nieprzygotowany do walki z pandemią. Kiedy zagrożenie covidem stało się oczywiste, Ukraina nie była nawet w stanie wstrzymać eksportu produkowanych na miejscu maseczek, wskutek czego wielu Ukraińców pozostało bez ochrony. Honczaruk okazał się niezdolny do opracowania skoordynowanego planu przygotowań do kryzysu.
Przerażał brak testów, maseczek, a nawet laboratoriów, w których można by przeprowadzać odpowiednie analizy, a także słaby system ochrony zdrowia, który już przed wybuchem pandemii uchodził za bardzo zaniedbany i przeżarty korupcją.
W samym środku tego kryzysu, po niespełna roku urzędowania, ze stanowiska odszedł pierwszy szef Biura Prezydenta Ukrainy, Andrij Bohdan, który zarządzał obiegiem dokumentów i w zasadzie był szefem sztabu prezydenta. Zastąpił go Andrij Jermak. Wkrótce po odejściu Bohdana rezygnację złożył premier Honczaruk, jego następcą został Denys Szmyhal, a następnie doszło do przetasowań w rządzie. Pod koniec pierwszego roku prezydentury Zełenski powiedział: "Nie możemy już być "zwykłymi facetami, którzy tylko wykonują swoją pracę w nowym zespole". Wszyscy musimy stać się mężami stanu". W tym niekończącym się strumieniu kryzysów dymisja pierwszego rządu nie wydawała się wielką stratą dla kraju, przynajmniej w moim odczuciu.
Zmiany w rządzie, do których doszło w lutym i marcu 2020 roku, wywołały jednak burzę negatywnych reakcji, zwłaszcza ze strony międzynarodowych partnerów Ukrainy. Niestety Zełenski postanowił milczeć, a brak wyjaśnień tylko pogorszył sprawę. Prezydent wyznawał jednak ważną zasadę, która może tłumaczyć jego milczenie: nigdy nie usprawiedliwiał się przed nikim. Jako polityczny menedżer musiał dopiero nauczyć się rozróżniać między usprawiedliwianiem a wyjaśnianiem, co się dzieje.
Zełenski zawsze powtarzał, że trudno mu było rozstać się z ludźmi, z którymi współpracował najbliżej, z członkami jego zgranej ekipy. Jednak mimo poczucia lojalności musiał dostosować się do realiów politycznych. Jednym z największych problemów prezydenta był brak ludzi posiadających niezbędną wiedzę i doświadczenie. W większości przypadków przy obsadzaniu stanowisk bazował na kręgu najbliższych współpracowników i ich osobistych znajomościach. Nie było to jednak wystarczające.
Zwłaszcza odejście Honczaruka zaskoczyło i zaniepokoiło wiele osób. Większość ludzi uważała, że z powodzeniem wprowadzał reformy, a został zwolniony z powodu ujawnienia pewnego niefortunnego nagrania. Słychać na nim, jak protekcjonalnie wypowiada się o ekonomicznej wiedzy prezydenta Zełenskiego i krytykuje sposób sprawowania przez niego władzy. "Zełenski ma bardzo prymitywne, to znaczy uproszczone rozumienie procesów gospodarczych - mówił Honczaruk. - Jeśli nie dostanie natychmiast odpowiedzi na takie pytanie, pojawia się pusta przestrzeń, w którą może wpaść każdy kretyński pomysł dotyczący obligacji rządowych... Takie rzeczy przychodzą mu do głowy tylko dlatego, że nie ma o nich pojęcia". (Co mnie najbardziej rozbawiło w uwagach Honczaruka, to fakt, że on również nie miał wykształcenia w zakresie polityki monetarnej. Kilka miesięcy wcześniej nie potrafił mi wyjaśnić przyczyn inflacji, usprawiedliwiając się tym, że nie jest ekonomistą).
Jego kadencja zaczęła się spektakularnie, gdy na początku swojego urzędowania przyjechał do siedziby rządu na hulajnodze, ale szybko się skończyła. Prawdziwe powody odejścia Honczaruka były jednak znacznie poważniejsze - nie chodziło tylko o styl sprawowania władzy. Po pierwsze, nie miał wystarczającego doświadczenia instytucjonalnego. Niełatwo jest przejść drogę od działacza politycznego do premiera czterdziestomilionowego kraju, nie mając żadnego doświadczenia w kierowaniu rządową biurokracją. W sytuacjach krytycznych był wyraźnie zagubiony; dużo mówił, ale ledwo rozumiał, jak funkcjonuje system polityczny.
Pod koniec marca, kiedy covid rozszalał się na dobre, rząd postanowił wprowadzić pierwszy ogólnokrajowy lockdown na okres ponad dwóch miesięcy. Zełenski nie zgodził się jednak na wprowadzenie stanu wyjątkowego, ponieważ chciał dać rolnikom czas na obsianie pól. Pierwsza blokada miała kluczowe znaczenie; dała krajowi szansę na powstrzymanie początkowej fali zakażeń i przygotowanie infrastruktury medycznej. Gdy na Zachodzie każdego dnia liczono tysiące zgonów spowodowanych koronawirusem, Ukraińcy siedzieli w domach i martwili się stratami finansowymi. Rząd kupował odzież ochronną i zabiegał o pieniądze wśród społeczności międzynarodowej, aby przetrwać kryzys. Na naszą korzyść przemawia jednak fakt, że do połowy lipca 2020 roku mieliśmy dość niski wzrost liczby zachorowań.
Rząd codziennie zbierał się na posiedzeniach online, by wysłuchać raportów nowego premiera Denysa Szmyhala, ministra zdrowia, ministra spraw wewnętrznych oraz przedstawicieli Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy. Każdego dnia niemal desperacko szukaliśmy wyjścia z sytuacji.
Ukraińskie wsie nie miały dostępu do przychodni, a szpitale w wielu miastach nie były remontowane od dziesięcioleci. Brakowało podstawowych środków, takich jak bandaże i strzykawki. Lekarze pracowali po 24 godziny na dobę, początkowo nawet bez ochrony. Władze wydawały się bezsilne. Sytuacja z testami na obecność koronawirusa była typowym przykładem fatalnego przygotowania: pacjent mógł czekać 7-10 dni na wynik testu, który w dodatku z dużym prawdopodobieństwem był niewiarygodny. Ministerstwo Zdrowia nie stworzyło systemu zbierania rzetelnych i wiarygodnych danych statystycznych, ponieważ w ogóle nie dysponowało informacjami o ozdrowieńcach. Moja ciotka z odległej wioski w obwodzie chersońskim nie wiedziałaby, co zrobić, gdyby nagle okazało się, że potrzebuje karetki pogotowia, która rzadko dociera do jej miejscowości.
Ta historia miała jednak także inną, bardziej pozytywną stronę. Na początku epidemii ukraińskie służby sanitarne mogły przeprowadzać zaledwie dwieście testów dziennie; latem przeprowadzano ich już 50 tysięcy każdego dnia. Do końca roku Ukraina podwoiła liczbę łóżek wyposażonych w tlen do 54 tysięcy. Państwo wznowiło badania laboratoryjne i rozpoczęło budowę nowego, dużego ośrodka badawczego, w którym będą tworzone szczepionki na przyszłość.
Pomimo naszych sukcesów pandemia zasiała w całym kraju poczucie beznadziei, a gospodarka przeżyła wstrząs. Choć kontynuowano realizację potrzebnych i ważnych reform - takich jak przegłosowane pod koniec marca zniesienie moratorium na kupno i sprzedaż ziemi rolnej, którą do tej pory można było jedynie odziedziczyć, ale nie można było jej oficjalnie sprzedać lub kupić, oraz nowe prawo bankowe, mające na celu ograniczenie wpływu oligarchów na banki (dzięki jego uchwaleniu udało się w końcu odblokować bardzo potrzebne fundusze z MFW) - podejmowane przez radę ministrów próby restrukturyzacji instytucji państwowych utknęły w martwym punkcie.
Po tym wszystkim 25 września 2020 roku doszło do drugiej wielkiej tragedii narodowej. Tym razem wojskowy samolot transportowy AN-26 rozbił się w pobliżu bazy lotniczej Czuhujew w Ukrainie podczas lotu szkoleniowego. Zginęło 26 z 27 osób znajdujących się na pokładzie, w tym 7 instruktorów i 19 podchorążych. Prezydent Zełenski odwiedził jedynego ocalałego podchorążego, a następnego dnia powołał komisję do zbadania okoliczności tego zdarzenia. Następnie ogłosił program pomocy dla rodzin ofiar i zarządził dzień żałoby narodowej. Ta katastrofa, w połączeniu z rosnącą liczbą zakażeń koronawirusem, jeszcze bardziej nas przygnębiła. Byliśmy wstrząśnięci.
Mimo to na październik zaplanowano wybory samorządowe, w których mieli być wybierani burmistrzowie, wójtowie, przewodniczący zjednoczonych wspólnot terytorialnych oraz radni.
Pandemia stała się ogromnym wyzwaniem dla władz lokalnych. To na nich skupiała się złość ludzi z powodu restrykcji, jakie władze centralne wprowadziły, by ograniczyć rozprzestrzenianie się choroby.
Władze lokalne szybko zdały sobie sprawę, że ryzyko rozgniewania wyborców może przewyższać ryzyko związane z samym wirusem. Dlatego po pierwszym wiosennym lockdownie samorządy zaczęły zezwalać na organizację imprez masowych z naruszeniem przepisów krajowych. Nagle, w samym środku pandemii, w niektórych miastach zaczęły odbywać się koncerty, restauracje wznowiły działalność, a kluby nocne, dyskoteki i inne miejsca rozrywki otworzyły swe podwoje, reanimując branżę turystyczną.
Burmistrz Czerkasów, ośrodka administracyjnego w środkowej Ukrainie, próbował prowadzić kampanię sprzeciwu wobec Zełenskiego. Dochodziło również do spięć z merami położonej na wschodzie metropolii Dniepr i znajdującej się na południu Odessy. Gdy Zełenski przyjechał prowadzić kampanię, napotkał zorganizowane protesty. Podobnie było we Lwowie, popularnym wśród zachodnich turystów mieście, w którym dużym poparciem cieszył się poprzednik Zełenskiego, Petro Poroszenko.
Lokalni politycy byli źli na nowy rząd za to, że nie poświęcał im więcej uwagi i nie okazywał wsparcia, że jest nowy (a oni byli przyzwyczajeni do starego), oraz za to, że pandemia nadal zakłócała ich życie. Żaden z nich nie był zagorzałym zwolennikiem partii Zełenskiego Sługa Ludu, która odniosła wielkie zwycięstwo w wyborach w 2019 roku. Nie sprzyjało nam również to, że nowi, często bardzo młodzi i niedoświadczeni kandydaci nie mieli zbyt wielu konkretnych propozycji rozwiązań. Regiony buntowały się i protestowały, wykorzystując środki publiczne i media do wyrażania swojego przesyconego rosnącym poczuciem niesprawiedliwości gniewu.
Pierwszy zastępca szefa administracji, Serhij Trofimow, odpowiedzialny za politykę regionalną nie sprawdził się na zajmowanym stanowisku. Szczerze wierzył, że robi wszystko, co możliwe, aby rozwiązać problemy. One jednak się mnożyły. Za każdym razem na posiedzeniu rządu, gdy liczba chorych na covid znów rosła, a regiony protestowały przeciwko działaniom antypandemicznym rządu, zezwalając na organizowanie imprez masowych, Zełenski zwracał się do swojego zastępcy z pytaniem, co się dzieje. Trofimow, były producent Kwartału 95 i człowiek z natury małomówny, zwykle tłumaczył się w trzech słowach. "Wiem o tym" - mówił, nie podając żadnych szczegółów. Czasami miał do powiedzenia jeszcze mniej i rzucał tylko: "Pracujemy".
Sam Zełenski zaraził się covidem w połowie listopada, w czasie kolejnej fali zachorowań w Ukrainie. Przeszedł kwarantannę w szpitalu Feofania na południowych przedmieściach Kijowa, miał lekką gorączkę, ale nie rozwinęła się u niego cięższa postać choroby. Z całego świata napływały wyrazy wsparcia. Na dowód troski wielu żydowskich rabinów modliło się o jego uzdrowienie. Dostałam nagrania wideo ich modlitw z Izraela, Belgii, Francji, Dubaju oraz Ukrainy i pokazałam je prezydentowi w szpitalu. Zwykle odpowiadał tylko na wiadomości dotyczące ważnych spraw politycznych, ale tym razem odpowiedział na wszystkie mejle.
Wyniki wyborów samorządowych były fascynujące. Z jednej strony partia Zełenskiego odniosła ogólne zwycięstwo, a z drugiej w wyborach burmistrzów i merów zwyciężyli dotychczasowi włodarze miast. Ukraińcy przyzwyczaili się do nich i obdarzali ich na tyle dużym zaufaniem, że nawet nie myśleli o innych kandydatach.
Najbardziej niewiarygodna historia dotyczyła mera Charkowa, położonego na wschodzie miasta liczącego ponad milion mieszkańców, które w 2022 roku zostało zdewastowane i zburzone przez rosyjską armię. Wybory w 2020 roku trzeci raz z rzędu wygrał Hennadij Kernes, który uzyskał 60% poparcia i znacznie wyprzedził pozostałych kandydatów, mimo że z powodu ciężkiej choroby w ogóle nie pokazywał się publicznie. Wkrótce po zwycięstwie Kernes zmarł, zyskując miano "mera widmo". Nie było mowy o natychmiastowych nowych wyborach. Zgodnie z prawem władzę przejął sekretarz rady miejskiej, a wcześniejsze wybory musiały zostać rozpisane przez parlament. Eksperci twierdzili, że ich ogłoszenie może być odwlekane przez lata. Ostatecznie zostały zaplanowane na 31 października 2021 roku.
Choć Zełenski nie wprowadził na urząd mera żadnego ze swoich kandydatów, i tak okazał się zwycięzcą. Od początku trzeźwo oceniał sytuację, podejrzewając, że jego partia nie będzie w stanie obalić żadnego z urzędujących włodarzy miast. W związku z tym w wywiadach przedwyborczych określił skromne oczekiwania swojej młodej partii co do wyboru merów i pracował nad obsadzeniem pozostałych organów władzy samorządowej. To mu się udało - jego partia zdobyła więcej mandatów radnych i pozostałych stanowisk samorządowych niż jakiekolwiek inne ugrupowanie, w sumie około 6000.
Dlaczego mówię, że to Zełenski odniósł sukces, a nie my? Bo to prawda. W rzeczywistości wszyscy politycy i prawie politycy czerpali korzyści z pracy i popularności jednej osoby: Zełenskiego. Nie było to tajemnicą. Czasem tylko nowo mianowani urzędnicy myśleli, że sami osiągnęli sukces. Na ogół jednak wszyscy rozumieli, jak było naprawdę.
"Wszyscy siedzimy w tej samej łodzi. Ale to ja dałem im do ręki wiosła" - powiedział pewnego dnia Zełenski. Nie przychodzi mi do głowy nic bardziej oczywistego niż ten cytat. Nawet ludzie niebędący zwolennikami Zełenskiego rozumieli, dlaczego został prezydentem. Pod koniec 2020 roku w Ukrainie nie było już ani jednego polityka, który mógłby mu dorównać pod względem popularności.