Przedmowa
"Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia."
Ryszard Kapuściński
"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj."
Mark Twain
Nie każdy rodzi się podróżnikiem, ale każdy uczestniczy w podróży, czy tego chce, czy nie. Stajemy się jej uczestnikami zaraz po narodzinach. Każda sekunda, minuta, godzina, dzień, miesiąc, rok to nowy etap na naszym życiowym szlaku. Obserwujemy, słyszymy, czujemy i rozumiemy więcej z każdą chwilą. Ale ta podróż nie zawsze jest przygodą, natomiast zawsze jest rzeczywista. A w rzeczywistym świecie może wydarzyć się wszystko.
Na szlaku napotykamy przeciwności, spadające głazy, zawiłe ścieżki i ślepe uliczki. Czasami zdarzy nam się z niego całkowicie zboczyć, a w gorszych przypadkach spaść i utknąć w skalnej szczelinie. Większość z nas nie wybrała się w tą podróż z własnej woli. Zostaliśmy w nią zabrani i teraz w niej uczestniczymy oraz ponosimy jej konsekwencje.
Żyjemy w zwariowanych czasach, w których większość z nas pogubiła się w tym, co jest normalne, a co nie. W świecie ludzi, którzy stracili odporność na życiową niepogodę i utracili radość z życia. Ale my chcemy walczyć o siebie, by być silnymi i odważnymi jednostkami.
Dlatego wspólnie udamy się w najważniejszą podróż swojego życia - w głąb siebie. Właśnie tego dokonuje Peter Iwanowicz wraz ze swoimi pacjentami. Zabiera ich w mroczną i bolesną podróż po przeszłości, na którą sami nie mieli wpływu, ale przez którą utknęli w martwym punkcie. Teraz wracają razem do tych miejsc, w których zostali skrzywdzeni, pozbawieni godności oraz wykorzystani. Choć te powroty przerażają i są pracą na otwartej ranie, służą większemu celowi, spojrzeniu z nowej perspektywy, oczyszczeniu, opatrzeniu i rozpoczęciu nowej podróży, ale tym razem wypełnionej pozytywnymi emocjami.
Właśnie dla takich ludzi powstała ta książka. Pozwala ona spojrzeć na życie z innej perspektywy. Jak mówi jedna z moich przyjaciółek: rozsypać na stole każdy element i zobaczyć, co jest do wyrzucenia, co do poprawienia, a co jest wspaniałe do zachowania na zawsze. Spotkasz się tu z ludźmi, którym życie nie szczędziło cierpień, jednak na nowo odnajdują siebie i zyskują nadzieję. Jeśli im się udało, czemu nie miałoby udać się i nam?
Usiądź więc lub połóż się, jak ci wygodnie. Rozpoczynamy nową podróż. Zapraszam na sesję terapeutyczną...
ROZDZIAŁ I
Wywiad
**
Był człowiekiem niezwykłym... Miał w sobie coś nadzwyczajnego, coś szlachetnego.
- Co to było?
- Potrafił rozeznać ludzką duszę, ludzkie intencje. Widział to, czego nie widać gołym okiem. Przenikał cię i rozkładał na elementarne cząstki...
- Jak go poznałeś?
- Było to, o ile dobrze pamiętam, pewnego zimowego wieczoru... Tak, to było z pewnością zimą. Szedłem aleją wśród wielkich, szklanych, kolorowo zdobionych witryn sklepowych. Na ulicy panował niezwykły ruch i gwar - istny przedświąteczny szał. Ludzie jak zwykle kupowali prezenty na ostatnią chwilę. Wszyscy życzyli sobie miłych i wesołych świąt. Wiesz, jak to wtedy wygląda, prawda?
- Oczywiście, przeżywam to co roku.
- Ale dla mnie te życzenia były puste i nic nie znaczące. Byłem tam wtedy, ale jakby nieobecny. Czułem się niezwykle smutny i zdruzgotany. Kolejny raz na rozdrożu życia, pozbawiony jego sensu. Wydawało mi się, że wiele już przeżyłem, że zobaczyłem i odczułem na sobie, co to ból, cierpienie i rozczarowanie. Jak zawsze szedłem zgarbiony, szurając butami o chodnik, z kapturem na głowie. Szedłem donikąd - do świata pozbawionego sensu i wiary w ludzi. Byłem zły i wściekły, a cały ten świat wydawał mi się koszmarny. Miałem bardzo buntownicze nastawienie. Chciałem śmierci tych, którzy mnie skrzywdzili.
- Czemu tak się czułeś? Byłeś wtedy młodym człowiekiem, jak mniemam?
- Tak, miałem nieco ponad 23 lata. To może zabrzmieć banalnie, ale odczuwałem brak...
- Brak czego?
- Brak MIŁOŚCI... Tak, tak bym to teraz ujął. Jednak wróćmy do tamtego dnia. Tak idąc donikąd, spostrzegłem starszego mężczyznę. Był już zdeformowany ze starości i na skutek chorób, jakie trawiły jego ciało. Ale zaciekawiło mnie to, jak się poruszał. Szedł dumnie, pewnie, z gracją (oczywiście jak na swój wiek), podpierając się o swoją długą, mahoniową laskę zakończoną wystruganą głową konia. Wtedy naszła mnie niezwykła myśl: jak to możliwe, że ten człowiek, taki stary i chory, jest zarazem taki dumny, gdy ja, młody, już straciłem sens życia. Tak niezwykle mnie to zaintrygowało, że postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o tym człowieku. Chciałem wiedzieć, kim on jest. Postanowiłem go śledzić. Mieszkał w starej kamienicy. Stanąłem na dole i po chwili zobaczyłem, jak na poddaszu zapala się żółte światło żarówki, które oświetlało białe ściany pokoju. Od tej pory codziennie stawałem i patrzyłem w to okno. Sam nie wiem, dlaczego to robiłem. To było chyba jedyne sensowne zajęcie, jakie miałem do zrobienia.
- To dość dziwne podglądać kogoś. Nie mogłeś do niego po prostu zagadać?
- Tak, to było dziwne. Ale co miałbym mu powiedzieć? "Postanowiłem pana śledzić i podglądać, co pan robi". Nieee... Byłem zbyt nieśmiały. Ale stało się coś nieoczekiwanego. Przynajmniej dla mnie. Pewnego razu ten starzec mnie zaczepił. Możesz sobie wyobrazić moje zaskoczenie. Dobrze wiedział, że przychodzę i go podglądam. "Czemu mnie śledzisz?" - rzucił ostrym głosem, patrząc na mnie spod byka. Nie wiedziałem, co wymamrotać; zacząłem się jąkać. On się odwrócił, odszedł kilka kroków, po czym przystanął. Stał tak kilka sekund nieruchomo, w końcu zapytał: "Będziesz tak stał? Chodź, napijemy się gorącej herbaty, ziąb dziś". I tak się zaczęło. Po tym wydarzeniu byłem jego częstym i chyba jedynym gościem. Bardzo się polubiliśmy. Uwielbiałem słuchać jego opowiadań. Był inny, nie oceniał mnie, tak jak to robili inni. Po latach zrozumiałem, że on miał w tym swój cel. Uczył mnie, co jest dobre, a co złe, ale podejmowanie decyzji pozostawiał mnie. To była pierwsza osoba, przed którą się otworzyłem - wiedział o mnie wszystko, a ja o nim prawie nic. Któregoś dnia chciałem opowiedzieć mu o przygodzie, jaka mnie spotkała dzień wcześniej. Pukałem do drzwi, ale nikt nie reagował. Po chwili wyszła sąsiadka, pani Sophie - siwa staruszka, bardzo miła. Swoim cienkim głosem zakomunikowała, że pana Iwanowicza nie ma. Najprawdopodobniej gdzieś wyjechał. Nic nie rozumiałem. Jak mógł wyjechać bez słowa, to nie miało sensu. Stanąłem jak wryty. Nie mogłem tego pojąć. Przecież jeszcze wczoraj normalnie rozmawialiśmy jak gdyby nigdy nic. Przez chwilę czułem się, jakbym dostał obuchem, aż w końcu dotarło do mnie, że straciłem najlepszego i tak naprawdę jedynego przyjaciela, o którym prawie nic nie wiedziałem. Parę dni później przyszedł do mnie list (chyba pierwszy w życiu). Była to właściwie drobna przesyłka opakowana w szary papier. Na twoje dłonie chciałbym przekazać zawartość właśnie tej paczki. To pamiętnik mojego drogiego przyjaciela. Dzięki niemu mogłem go lepiej poznać, jego życie, siebie samego, i jeszcze przez chwilę poprzebywać z tym wspaniałym człowiekiem. Mam nadzieję, że zainteresuje cię historia człowieka, którego... którego do głębi polubiłem.
- Oczywiście. Po to tu jestem. Na początku powiedz może, czym Peter się zajmował?
- Dobrze. Pozwól, że opowiem ci jego historię. Czasami będę się wspomagał myślami z jego pamiętnika...
ROZDZIAŁ IV
Ruben
Wojna domowa
Nigdy nie wiemy, kiedy dopadną nas demony przeszłości. Nie wiemy tego, tak jak alkoholik na odwyku nie ma najmniejszego wpływu na to, kiedy będzie miał kolejny głód alkoholowy. Po prostu nie mamy na to wpływu. Jednak mamy wpływ na to, jak zareagujemy na tę sytuację. To czas sprawdzenia, czy jesteśmy gotowi, silni i wystarczająco wyleczeni, by normalnie funkcjonować w tym jakże nienormalnym społeczeństwie.
Mądry człowiek nigdy nie powinien być zbyt pewny siebie. Jest oczywiście znacząca różnica między tym, że mamy pewność siebie, a tym, że jesteśmy zbyt pewni siebie. To pierwsze trzeba rozwijać, a tego drugiego - unikać jak ognia. Trzeba znać wartość samego siebie. Jest to niezbędne, żeby prowadzić zdrowe relacje z innymi. Dobrym tego przykładem jest biblijny Jezus. Ludzie do niego lgnęli i dobrze się przy nim czuli. Dlaczego? Bo był stabilny emocjonalnie. Niewiele rzeczy, jeśli w ogóle takie były, mogły go wyprowadzić z równowagi lub obrazić. Pan Jezus z pewnością miał poczucie własnej wartości. Opinia innych na jego temat nie miała dla niego większego znaczenia, bo on sam wiedział, jaką wartość przedstawia. To stanowiło o sile jego charakteru. Wiedział też, co o nim myślą ci, na których mu najbardziej zależało. Oni dołożyli kolejną cegiełkę do zbudowania jego silnej osobowości.
Ważne jest też znać swoje ograniczenia. Wtedy możemy stanowić o naszej sile. Pan Jezus dobrze o tym wiedział, dlatego nie polegał na samym sobie. Potrafił spędzać całe noce na tym, żeby rozmawiać ze swoim Ojcem. W ostatnią noc poprzedzającą jego męczeńską śmierć błagał Ojca o pomoc w wywiązaniu się ze swojego zadania - odkupienia ludzkości. Nie sądził, że sprosta temu sam, bo jest kimś, bo jest doskonały. Nie. Wiedział, że jest zależny od tego, który go stworzył.
My też musimy to wiedzieć. Współistniejemy z innymi, czy tego chcemy, czy nie, i w budowaniu silnej osobowości musimy dać przestrzeń dla właściwych, odpowiednich ludzi, którzy są gdzieś wśród nas. Ludzi, którzy mogą nas przerastać intelektualnie, przywódczo, mogą mieć wspaniały talent i wiele innych pożądanych cech. Mogą być dobrymi słuchaczami, przejawiać życzliwość itp. To właśnie takie jednostki wspierają budowanie naszej tożsamości. Nazywamy ich "wspaniałymi ludźmi".
A jednak ze smutkiem trzeba stwierdzić, że mamy tendencję do wybierania słabszych od siebie. Ach, wtedy czujemy, że to my mamy górę. Jacy jesteśmy wspaniali. Niestety, konsekwencją tego jest, że stoimy w miejscu. Nie rozwijamy się. Nasze życie zaczyna być puste i stajemy się nieszczęśliwi.
Bycie z kimś "lepszym" od nas to przecież pojęcie względne. Zawsze ktoś w jakiejś dziedzinie okaże się jednak słabszy od nas. To prawdziwa droga do rozwoju. Być przy ludziach, którzy nas napędzają, dają nam kopa do działania, samorozwoju. To jest to! Wtedy czujesz, że żyjesz! Oddychasz pełną piersią.
Spytasz, gdzie znaleźć takich ludzi? To prawda, dzisiaj trudno o takich. Tym bardziej warto się zdobyć na wysiłek, bo tacy ludzie to skarb. To ludzie, którzy pokażą ci, jak przejść życiową niepogodę z podniesioną głową. Kiedy już znajdziesz chociaż jedną taką osobę, doceniaj ją i dawaj z siebie wszystko. Czerp to, co najlepsze, by samemu stać się "wspaniałym" człowiekiem.
Projektant okładki Thomas Nawoz-Wysocki
Korektor Dominika Zakrzewska
Fotograf Patrycja Nawoz-Wysocka
? Paul Dulski, 2020
? Thomas Nawoz-Wysocki, projekt okładki, 2020
? Patrycja Nawoz-Wysocka, fotografie, 2020
Książka Walcząc o siebie opisuje traumatyczne historie czworga ludzi, którzy próbują odbudować swoje życie na gruzach przeszłości.
Stań się uczestnikiem terapii, prowadzonej przez jednego z najlepszych psychoanalityków ostatnich pokoleń, Petera Iwanowicza. Zobacz, jak historie jego trzech pacjentów: Anny, Tommy'ego i Rubena mieszają się z jego osobistą, okrutną przeszłością. Każdy z nich przeżywa swoją osobistą stratę i upokorzenie.
ISBN 978-83-8221-713-1
Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero